Jak słodka niczym wata cukrowa piosenkarka country stała się kulturowym fenomenem - Taylor Swift
Zaczynała jako słodka jak wata cukrowa z posypką piosenkarka country, dziś jest kulturowym fenomenem analizowanym przed ekspertów. Oprócz tego, że od lat sprawia, że rzesze dziewcząt i kobiet niezmiennie płaczą i śmieją się przy jej piosenkach, jest w stanie też sprawić, by miliony ludzi poszły głosować przeciw zamordystycznym zapędom trumpowców. Jej ostatnia trasa koncertowa tylko w USA wygenerowała dochód taki jak Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, dzięki czemu Stanom Zjednoczonym w ostatnim kwartale roku wzrosło PKB. Jakby tego było mało, recenzenci całkiem serio piszą o niej jako o następczyni Boba Dylana czy Bruce’a Springsteena, a na amerykańskich uniwersytetach jej tekstom poświęca się seminaria literaturoznawcze. W najnowszym odcinku Herstorii Wysokich Obcasów Natalia Waloch i Katarzyna Wężyk opowiadają o Taylor Swift.
To jest ósma dziesięć. Podcast Gazety Wyborczej. W dzisiejszym odcinku. Dzisiaj podcast Her Story. I nie tylko dla tak zwanych Swifties. Dzień dobry, przy mikrofonie Martyna Turska, wydawczyni podcastów wyborczych i wysokich obcasów. W nowej, weekendowej odsłonie podcastu 8.10 będziemy Państwu proponowali wybór najlepszych odcinków z archiwum naszych wszystkich podcastów. Dzisiaj podcast Her Story i nie tylko dla tak zwanych Swifties. Na początku lutego wręczono statuetki Grammy, czyli najważniejsze nagrody w światowym przemyśle muzycznym. I to był wielki triumf Taylor Swift, której album Midnight wybrano płytą roku.
To jej czwarta statuetka zdobyta w tej kategorii, co nie udało się nikomu przed nią. Swift przebiła tym samym rekordowy wynik Franka Sinatry, Ola Simona i Stevie'ego Wondera, którzy mieli po trzy takie wyróżnienia. Zapraszam Państwa w imieniu Natalii Waloch i Katarzyny Wężyk, czyli autorek podcastu Her Story, do wysłuchania odcinka właśnie o Taylor Swift. Do usłyszenia i dobrego weekendu. To jest ósma dziesięć. Podcast Gazety Wyborczej Wysokie obcasy
Eksperci twierdzą, że wzrost został napędzony po części, owszem, wydatkami rządowymi, ale też konsumenckimi. I tu właśnie robi się ciekawie, bo ekonomiści są zdania, że gospodarkę napędziły przede wszystkim koncerty Tyler Swift i Beyoncé oraz jednoczesna premiera dwóch kinowych hitów Barbie Oppenheimera, z których to Barbie zarobił chyba z półtora miliarda, więc tutaj też dziewczyny triumfują. My zajmiemy się pierwszą na podium Tyler Swift, której trasa koncertowa w samych tylko USA wygenerowała 4,6 miliarda dolarów przychodu, czyli mniej więcej tyle, ile wygenerowały całe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie.
Dodatkowym biznesem Scotta była plantacja bożonarodzeniowych choinek, a wszystko to w Reading w Pensylwanii. W filmie dokumentalnym Miss Americana widzimy moment, kiedy Tyler dostaje na gwiazdkę gitarę. I kiedy otwierała prezent, no nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że oto zaczyna się herstoria, która odmieni oblicze popkultury. Ten dokument jest do zobaczenia na Netflixie, a swoją drogą ja błogosławiłam to, że Amerykanie tak bardzo lubią kręcić rodzinne wideo, bo dzięki temu można robić świetne filmy. Myśmy tego zwyczaju nigdy nie mieli i nie mamy takich pamiątek. Nie jest tak, że w rodzinie finansistów nagle jak Meteor pojawił się samorodny talent, bo babka Taylor była śpiewaczką operową, więc ten talent było po kim dziedziczyć.
W szkole uznawano ją za niegroźną dziwaczkę. No tak, tak. Tylko, że ona była białą, szczupłą, ładną dziewczynką, więc podejrzewam, że to było nieco inne uważanie jej za niegroźną dziewaczkę, niż kiedy nie spełniłaś tych warunków. Nie wpisujesz się w ten kanon urody. Znaczy, no dramatu tu nie było żadnego. W tymże Miss Americana Swift pokazuje swoje pisane od czasów podstawówki pamiętniki i mówi, że od zawsze jej naczelną zasadą było być dobrą i czynić dobro. Takie rzeczy tylko w Ameryce i na wyborach Miss Świata. I o ile w przypadku większości gwiazd wzięlibyśmy to za PR-ową papkę słabej jakości, no to jej się wierzy. Bo jeśli bowiem istnieje ktoś, kto mógłby uosabiać tą taką figurę dziewczyny z sąsiedztwa, tej takiej dobrej dziewczyny, uśmiechniętej, miłej, sympatycznej, uroczej, no to tym kimś jest właśnie Tyler Swift.
No nic dziwnego, że szkole koleżanki mogły być nią zirytowane, bo panny doskonałe na ogół nie są dopuszczane do mrocznych tajemnic, jakie tylko małe dziewczynki mogą posiadać. To poczucie odrzucenia i bycia inną, ale tak jak mówiłyśmy, bez przesady, bo tutaj nie mówimy o jakimś nękaniu, Taylor leczyła pisząc piosenki. No i to właśnie okaże się potem strzałem w dziesiątkę. Te osobiste teksty odwołujące się do prawdziwych zdarzeń i emocji będą właśnie tym magnesem, na który Taylor będzie przyciągać miliony. No i w klasycznej opowieści należałoby teraz powiedzieć, ale do tego jeszcze długa droga. No ale to nie ta opowieść, bo ścieżka Swift nie była pełna kłód i cierniowych zarośli. Tak naprawdę ona szła od początku, od sukcesu do sukcesu, po coraz bardziej puszystym dywanie.
Bo teraz z tym jest różnie, ale zaczynała właśnie w tej stylizacji, no, musiano by ją złapać na uczestnictwie w czarnej mszy, żeby mogła sobie przechlapać u fanów. Po czwarte, Swift jest naprawdę pracowita jak diabli, a do tego miała pełne wsparcie rodziców, w tym zwłaszcza matki. W pewnym momencie uczyła się sama, bo na chodzenie do szkoły nie miała już czasu, ale mimo nagrań, koncertów i podróży ogarniała, co jest nielatawycznym dla dorosłego, a co dopiero dla nastolatki. No i tutaj trzeba zakończyć, wrócić do tego, o czym wspomniałyśmy. Ona umie pisać teksty, umie zauważyć w swoim codziennym życiu jakiś moment załamania, przełomu, pewnej silnej emocji, a następnie snuć wokół tego opowieść. I w tym dokumencie na Netflixie mówi, że każdy artysta ma swoją niszę, jakiś taki indywidualny rys i mówi, moim jest opowiadanie historii, po prostu storytelling.
Wzięłam taki mem, Tyler Swift w męskim towarzystwie podpisany jako rzadkie, naturalne zdjęcie Tyler Swift w towarzystwie następnej piosenki. Tak. By ona jednak wszystkie swoje romanse i złamane serca właśnie przerabia w ten sposób, że pisze o nich piosenki. No właśnie, to jest takie dość powszechne doświadczenie i dziewczyny zawsze się bez trudu znajdowały w jej tekstach. To nawet nie tak, jakby czytały jej pamiętnik, ale jakby Tyler wzięła sekretne zapiski z ich dzienników i je właśnie przerobiła na bardzo chwytliwej piosenki. Wszystko to razem sprawiło, że jej debiutacką płytę pochwalili krytycy, a utwór Tim McGraw spędził 8 tygodni na liście przebojów Country Billboardu.
A stąd już była krótka droga do nagrody dla najlepszego nowego artysty Country Music Awards w 2007 roku. W 2009 z kolei dostała nagrodę MTV za najlepszy teledysk i to był moment, w którym przeszła z salonu na salony, a wszystko dzięki bynajmniej niesalonowemu zachowaniu Kanye Westa. Kiedy bowiem 19-letnia, czy bardzo młodziutka, oszołomiona Swift dziękowała za nagrodę, ona była w szoku, no bo była jednak z innego świata, z tego świata country. Na scenę wparował West, przerwał jej i po prostu w jakichś w ogóle chaotycznych słowach, w takiej jakiejś trochę pijackiej gadce wyraził opinię, że sorry, mała, ale najlepszy teledysk to zrobiła Beyoncé. I sala zaczęła buczeć, a ta zdezorientowana i oszołomiona Swift była przekonana, że wygwizdują i przeganiają ze sceny właśnie ją, więc dla niej to był szok.
Do tego momentu, o czym mówi w Miss Americana, całą swoją tożsamość budowała na pochwałach i podziwie ludzi. A jeśli tak robisz, jedna przykrość może sprawić, że wszystko runie. No, mówi rzecz dosyć oczywistą, ale pamiętajmy, że to moment, kiedy West ją potraktował w taki jak najgorszy mizoginistyczny burak, ona miała zaledwie 19 lat, więc mogła doznać szoku. No i dla niego to nie był najlepszy obrazek, bo się nie atakuje 19-letnich dziewczynek, które są ulubieńcami Ameryki, którym jest wyraźnie na antenie przykro. No i raper, no właśnie, miał pecha. Oprócz tego wszystkiego, choć Taylor nie była wtedy jeszcze gwiazdą popu z tej samej półki co Beyonce, no to jednak sroce spod ogona nie wypadła.
Druga płyta Swift, Fearless, była na szczycie listy Billboardu, już na szczycie, bo ta pierwsza to była gdzieś tam niżej, a Taylor dostała dzięki niej cztery pierwsze statuetki Grammy, w tym za album roku. Dodajmy, że była wtedy najmłodszą osobą w historii, jaka zdobyła nagrodę w tej kategorii, potem chyba ją zdeklasowała Billie Eilish dopiero po iluś latach. I odtąd nagłówki gazet będą mówić o kolejnych rekordach. Naprawdę, to jest trochę jak z Igą Świątek, tak? Znowu wygrała. No i Taylor znowu pierwsza, znowu najbogatsza i tak dalej. Na przykład media będą zauważać, że Swift osiągnęła to, co wcześniej udało się tylko Beatlesom. czyli cztery kolejne jej płyty były numerem jeden w rankingach przez sześć tygodni z rzędu. New York Times napisał, że, tu cytat, tworząc pop bez nawiązań do współczesności, panna Swift celuje wyżej, w ponadczasowość, do której niewielu artystów aspiruje.
Jeśli uważacie, że to jest duży komplement, to jest dopiero początek. W artykule wyborczej Moja Staniszewska pisze o Serge Donatonie Bate, naukowcu, który w poważnym eseju dla nie mniej poważnego brytyjskiego Sunday Timesa, który on zatytułował, uwaga, dlaczego Tyler Swift jest gigantem literatury, wyznał, że koncert Swift, jeden z tych na trasie w Arastor, był jedną z najwspanialszych nocy jego życia. Słuchając jej tekstów utwierdziłem się w przekonaniu, które przyszło mi do głowy 15 lat temu. To nie tylko showbiznes najwyższej klasy. Taylor Swift jest prawdziwą poetką. I recenzenci już od paru lat coraz częściej piszą o niej jako o następczyni Boba Dylana, przypomnijmy noblisty Boba Dylana czy Brusa Springsteena, a na amerykańskich uniwersytetach tak tak poświęca się jej seminaria literaturoznawcze.
Z kolei Suzanne Garfinkel Crowell, amerykańska psychiatrka dzieci i dorosłych, napisała dla New York Timesa esej, w którym zanalizowała wpływ Swift na jej pacjentów, bo się okazuje, że do niej przychodzi masa ludzi, którzy po prostu opowiadają o wpływie piosenek Taylor Swift na ich życie. Ona pisze o tym, jak bardzo nastolatki i młode kobiety się przeglądają w tych tekstach. I do jakiego stopnia traktują Swift niemal jak starszą siostrę, która przeprowadza ich przez trudne doświadczenia i też o tym, jak wielkimi dla nich przeżyciami są koncerty jej, kiedy mogą ją wreszcie zobaczyć. Jako młoda, ładna, ubrana w brokat i róż kobieta, Swift musiała jednak też zebrać odpowiednią ilość batów od świata, który nie bardzo hołubi takie właśnie kobiety.
Po tych batach, które dostał, chyba mocno tego nie mógł wszystkiego przeżyć, bo wrócił z piosenką Famous, w której śpiewał czuję, że nadal mógłbym uprawiać z Taylor seks. Dlaczego? Bo dzięki mnie suka jest sławna. A w teledysku nagi manekin z twarzą Swift leżał w łóżku z różnymi osobami, między innymi z Donaldem Trumpem. No naprawdę szczyt wyrafinowania. I do sprawy wmieszała się jeszcze Kim Kardashian, też duża persona popkultury i amerykańskiego show biznesu, która wrzuciła do sieci filmik z rozmową Westa ze Swift, który jakoby miał pokazywać, że Taylor się zgodziła na taki pasus w tej piosence i na całą tę seksualną otoczkę. Kim nazwała Tyler wężem, wideo patrzyła hashtagiem TylerSwiftIsASnake i tenże hashtag zaczął się rozchodzić lotem błyskawicy.
Zaraz potem dołączył kolejny TylerSwiftIsCanceled. A ponieważ osoby, które są idealne, miłe, jeszcze udaje im się zarobić bajeczne pieniądze na tym, co robią, Wkurzają zawsze niezliczone masy ludzkie resentyment rzeczy ludzka, więc komentariat internetowy ruszył z dziką szarżą na Swift, którą nazywano kłamczuchą, podstępną małpą i wyrachowaną żmiją, która zrobi wszystko, by osiągnąć sukces. Swift, no nic dziwnego, się podłamała. Afera z Westem. Swoją drogą, po paru latach ktoś anonimowy wrzucił do sieci całą jego rozmowę z Taylor, która udowodniła, że to piosenkarka mówiła prawdę, a to, co było wcześniej, było po prostu pocięte i zmontowane. No ta afera z Weston zresztą nie była jednym powodem tego, że ona się załamała.
Jeśli jesteś miła i cicha, no to włażą ci na głowę, mówią, że nie, na bank, nie piszesz sama swoich piosenek, się nie liczysz jako idolka nastolatek. A jeśli się odzywasz, no to wtedy bywa jeszcze gorzej. Swift przekonała się o tym w 2013 roku, kiedy to ręka pewnego DJ-a po nagraniu audycji radiowej powędrowała pod jej spódniczkę i na pośladek. No, Swift poskarżyła się na gościa. W ogóle taki tupet, którego zwolniono z tego powodu z pracy i który pozwał ją o zniesławienie. To jest dopiero tupet. I zażądał 3 milionów dolarów odszkodowania od piosenkarki. Do tego, słuchajcie, ten moment, kiedy on łapie Swift za tyłek, złapano na zdjęciu.
I w tym dokumencie na Netflixie jedną z takich bardziej poruszających scen jest ta, kiedy Swift siedząc na kanapie ze swoimi ludźmi, czyli z ekipą i z rodzicami, oznajmia, że zamierza zaangażować się politycznie po raz pierwszy. do kamery mówi, doszłam do momentu, kiedy nie mogę znieść, kiedy ktoś mówi mi, że mam się w coś nie wtrącać. I ona tam tłumaczy rodzicom, że inaczej się nie da, że ona musi się w tym momencie, to są wybory uzupełniające do Senatu w Stanach i one były bardzo ważne, bo to no oczywiście... była kwestia, kto będzie miał przewagę. I ona rodzicom tłumaczy, że musi się opowiedzieć za demokratami, a przede wszystkim nie dopuścić do tego, żeby senatorką z jej stanu, czyli z Tennessee, został Trump w peruce, jak mówi, czyli Marsha Blackburn. To rzeczywiście straszna kobieta jest.
Ale Swift się nie zniechęciła. Po pierwsze, przewidywanie jej ojca się nie sprawdziły. Nie zauważyła, by spośród ponad 200 milionów jej followersów odpłynęły jakieś straszne masy. Po drugie już złapała jakaś siła płynie z mówienia tego, co się myśli. Idąc za ciosem, zaczęła silnie wspierać społeczność LGBT oraz napisała piosenkę o młodych, którzy mają siłę, by zmieniać rzeczywistość. Dobrze mi z tym, że nie czuję się już jak w kagańcu. Sama to sobie robiłam. Mówi i podkreśla, że ma dość ustawiania kobiet. Jeśli chodzi o artystki, to ona to zauważa w filmie, zmieniają styl o wiele częściej niż artyści, żeby ciągle być dla publiki nową, ekscytującą zabawką, a i tak w wieku 35 lat lądują, jak mówi na cmentarzysku, słoni.
Nie bez racji zauważa, że artystki muszą być ekscytujące, ale z drugiej strony nie na zbyt ekstrawaganckie. Mają w jej życie interesujące, ale też niezbyt szalone, żeby nie wprawiać swoich fanów w zakłopotanie. Uczę się, jak przeprogramować mizoginie w mojej własnej głowie, jak się jej opierać i jak ją wyrzucić. Tłumaczy w filmie tę swoją drogę od dziewczynki do dojrzałej kobiety, która przez kilkanaście lat zrozumiała, że feminizm nie jest walką kobiet z mężczyznami, bo tak, tak, wcześniej tak myślała. Chcę lubić brokat i mówić o tym, co nie gra. Chcę się ubierać na różowo i mówić, co myślę o polityce. Przechodząc tę przemianę i dokumentując ją, a jakże, w kolejnych piosenkach, Swift wyprzedaje bilety w takich ilościach i za takie ceny, że rządy państw dosłownie błagają ją, żeby uwzględniła ich kraje w swojej trasie koncertowej, wiedząc, że naprawdę może pomóc ich gospodarce.
Ostatnio tweetował do Tyler Boski Justin. Justin Trudeau, premier Kanady. A Tyler już nie spuszcza rzęs i nie uśmiecha się na to wszystko nieśmiało, tylko przyznaje otwarcie, że owszem, wszystkie rzeczy w swojej karierze, poza pisaniem piosenek, są strategicznie przemyślane. I mówi tak. Mam dosyć tego, że kobiety nie mogą mówić, że mają strategiczno-biznesowe umysły, gdy mężczyznom, artystom się na to pozwala. Mam podziurki w nosie udawania, że nie zarządzam moim własnym biznesem. No i co? No ja się trochę boję, bo jakby fantki Taylor Swift są potężną siłą. Pamiętam jak był sprzedaż biletów na jej koncert, koncerty w Polsce i jest to cały mój, wszystkie moje media społecznościowe się dzieliły.
Tak, już się zapisałam, czekam w kolejce, mam bilet, mam dosłownie, miałam zawalony... Serio? Ja to przegapiłam zupełnie. Zawalonego walla tym. Ludzie się cieszyli, że właśnie już kupili bilety i to tacy, których bym się nawet nie spodziewała, o to, że są fanami Taylor Swift. Ja... to znaczy tak... Ja jak idę na imprezę i leci coś Tyler, to owszem, bardzo chętnie, ale żebym jej słuchała pasjami albo potrafiła zaśpiewać coś poza Shake It Off, to chyba wskazuje na moją metrykę. To nie. Ale też ja słucham głównie podcastów oraz audiobooków, więc może to mnie trochę tłumaczy. Tym niemniej, no, jest to potężne popkulturowe zjawisko, z którym należy się liczyć. Oj tak, ja powiem szczerze, też kompletnie nie kojarzyłam jej piosenek.
W zeszłym tygodniu, jak sobie playlistę odpaliłam jej na Spotify, to robiąc coś tam, mówię, nie, no mówię, tego się nie da słuchać, to zupełnie jest nie moje. Ale potem obejrzałam film, poczytałam sporo artykułów o niej, posłuchałam piosenek, posłuchałam tekstów i szczerze mówiąc, mam teraz piosenkę mi jako dzwonek w telefonie. Ja byłabym poza badaniami ekonomicznymi, jaki ona ma wpływ na gospodarkę, bardzo ciekawa badań jakichś socjologicznych i genderowych, jaki ona ma wpływ na wzrost takich różnych feministycznych poglądów u młodych dziewczyn. Bo wydaje mi się, że jeszcze trochę być może będziemy mówić o kolejnej fali feminizmu pod tytułem Taylor Swift, bo ona może mieć bardzo duży wpływ na dziewczyny, które niekoniecznie będą czytać Bell Hooks, niekoniecznie będą czytać biografię Glory Steinem, bo to nie jest już to pokolenie, być może to nie są te idee.
Natomiast załapują pewną ideę bycia niezależną, silną, też finansowo niezależną i wypowiadającą się na różne tematy kobietą od właśnie Taylor Swift. I ja mocno doceniam gwiazdy popkultury w tego typu organicznej robocie. No ja mam potężny problem z ustawieniem białych, ładnych, bogatych... mega uprzywilejowanych kobiet jako ikony feminizmu albo osoby, które uratują feminizm, bo Tyler Swift tak naprawdę, jak ktoś jest tak bogaty jak Tyler Swift, to feminizm nie potrzebuje. Jej doświadczenia są bardzo specyficzne i bardzo jednostkowe, bo jakby... Znakomita większość kobiet na tej planecie się nie utożsamia, nie ma jak się utożsamić z jej doświadczeniami.
Właśnie dlatego, że ona jest tak daleko, tak? Więc owszem, fajnie, że Taylor Swift śpiewa pop feministycznej piosenki. Owszem, jest to taki dobry towar na wejście, tak? Żeby wciągnąć się ewentualnie dalej. Ja to owszem faktycznie doceniam, tak? Że gwiazda pop, która mówi, że jako nastolatka myślała, że feministki to są osoby kastrujące mężczyzn, a teraz tak nie uważa. Spoko, nie? To jest fajne, ale zbawczyni feminizmu, czy też feminizmu Tyler Swift. Feminizm Tyler Swift, znaczy feminizm, czy tam fala feminizmu Tyler Swift jest dla mnie trochę jak fala feminizmu Linien. No, ja się właśnie zupełnie nie zgadzam. To znaczy, myślę, że ona sprzedaje tyle biletów i płyt podbijając PKB swojego kraju właśnie dlatego, że kobiety i dziewczyny się jednak utożsamiają z tym, co ona pisze. to oczywiście trochę nie ma znaczenia kim ona jest naprawdę, jaka jest jej publiczna persona ta w piosenkach, tak?
i idzie sześciokrotnie więcej młodych wyborców się zarejestrować, to to jest fajny, realny wpływ i to, że ona jest białą, uprzywilejowaną, bogatą, śliczną dziewczyną, jakby w tym momencie nie ma wielkiego znaczenia, tak? Znaczy oczywiście życzymy sobie też czarnej Taylor Swift z zupełnie inną historią, tak? Ale fajnie, że jest ta, która jest i ja mówię, ja to bardzo doceniam i myślę, że to jest całkiem, całkiem przydatne kobietom na świecie. No ona jest na pewno ikoną liberalnego feminizmu, dlatego że problem polega na tym, że liberalny feminizm nie rozwiązuje wszystkich problemów kobiet. Rozwiązuje problemy kobiet takich może jak my oraz wyżej. Nie wiem jaką ikoną jest, bo dlatego właśnie mówię, że chętnie bym poczytała badania i chyba sobie w Google Scholar poburszuję właśnie poszukać, bo podejrzewam, że w Stanach już ktoś to na tapet wziął i sprawdza.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.