Mentionsy

Literatura ze środka Europy
Literatura ze środka Europy
09.07.2025 19:00

434. David Markson 🇺🇸 KOCHANKA WITTGENSTEINA (1988) 🎙️ opowiada KRZYSZTOF MAJER

Błyskotliwa (zbyt błyskotliwa dla 54 wydawnictw, które ją odrzuciły) powieść Davida Marksona w opowieści Krzysztofa Majera, który doprowadził do wydania "Kochanki Wittgensteina" w Polsce. Wybitna proza (eksperymentalna).

🎯 przekład: KRZYSZTOF MAJER

() Zamiast wstępu

() Markson i jego pisanie

() Główna bohaterka i jej świat

() Myślenie, mówienie, pisanie

() Forma i struktury narracyjne

() Technologia, a możliwe odczytania

() Zamiast zakończenia

Warto także posłuchać:

238. John Barth 🇺🇸 BAKUNOWY FAKTOR (1960) 🚂📚❤️📚 #PociągDoLiteratury 118. Flann O'Brian 🇮🇪 SWEENY WŚRÓD DRZEW (1939) 124. John Barth 🇺🇸 OPOWIADAĆ DALEJ (1996) PREMIERA | „Kochanka Wittgensteina” David Markson

Mentioned in this episode:

🎼

W odcinku wykorzystalem muzykę zespołu Longital. Intro: Tvoje vojská Outro: Bez práce a bez slov Jana i Daniel ❤️❤️❤️ DZIĘKUJĘ!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 40 wyników dla "Markson"

W tym odcinku bowiem chciałem przedstawić Państwu książkę Davida Marksona, kochanka Wittgensteina, ale kiedy tę książkę przeczytałem, to uznałem, że ona jest tak wyjątkowa.

że naprawdę niewiele powiem, a właściwie to, co powiem, będzie ocierało się o banał i dlatego bardzo cieszę się, że udało mi się zaprosić do rozmowy tłumacza tej książki oraz promotora Marksona w Polsce, czyli Krzysztofa Majera.

W 1988 roku David Markson, 60-letni autor kilku nietuzinkowych powieści, wyzyskujących wiele gatunków i konwencji literackich, zdołał wreszcie opublikować książkę pod tytułem Wittgenstein Mistress.

Czy mógłbyś w dwóch słowach o Marksonie coś powiedzieć, a nawet więcej niż w dwóch słowach, bo przyznam, że to jest autor, o którym się dowiedziałem właściwie, kiedy tę książkę czytałem.

Chyba pierwszy raz zostałem nazwany promotorem Marksona.

Marksona jakoś polskiemu czytelnikowi przybliżyć, bo tę książkę przeczytałem już teraz 15 lat temu i to było jeszcze zanim właściwie zacząłem się zajmować przekładem.

I zaraz o Marksonie.

No to przepraszam, bo trochę wysunąłem się teraz przed tego Marksona, ale skoro zacząłeś od tego promowania, no to tak.

Ja używam tego słowa, może go nadużywam, że to jest tekst jedyny w swoim rodzaju, albo jeżeli on nie jest jedyny, to najbliżej mu jest do kolejnych powieści Davida Marksona z tego tak zwanego kwartetu fiszkowego, mogę o nim jeszcze później parę słów powiedzieć, jeżeli będziesz chciał.

Więc ta powieść jest chyba, powiedziałbym, że jedyna w swoim rodzaju albo jest w jakiejś rodzinie, w której znajdują się inne teksty Davida Marksona i chyba niewiele innych rzeczy.

Takie mam też wrażenie, powiem to zupełnie szczerze, pole, którzy tych pozostałych powieści Marksona, to znaczy one są również bardzo interesujące, ale one jakoś żyją w cieniu tej kochanki Wittgensteina, czyli ma się wrażenie powtórzenia pewnego efektu.

No bo ja opowiedziałem o tym, jak sam chodziłem po wydawcach, ale moje próby naprawdę są tutaj niczym w porównaniu z tym, co sam Markson próbował zrobić, ponieważ dla mnie to nie była kwestia, powiedzmy, życia i śmierci.

Może dla Marksona też nie, ale...

Dla Marksona to był tekst, w który on wierzył, on musiał wiedzieć, że to jest coś wyjątkowego, że to jest coś...

No i Markson...

No i czasami jest tak, że jest to z buta, a czasami jest tak, że człowiek czuje, że należy jednak do czegoś, no nie wiem, czy można byłoby mówić o Marksonie, że to jest jakaś awangarda, ale na pewno jest to coś daleko wychodzące poza mainstream.

No tak, ja bym widział Marksona jednak jako kogoś, kto rozwija formę powieścią, rzeczywiście robi kolejny krok, no poza ten horyzont powiedzmy wyznaczony przez Johna Bartha w tym słynnym eseju Literatura Wyczerpania, prawda?

No a Markson robi coś innego chyba.

Zresztą to prawdopodobnie, tak sądzę, to skojarzenie między kotem a Rembrandtem pochodzi z takiego cytatu, którego akurat w Kochance Wittgensteina nie ma, jeżeli dobrze pamiętam, ale pojawia się w innej powieści Marksona, to znaczy Alberto Giacometti ponoć powiedział, że gdyby płonął dom i on miał się zdecydować, co z pożaru ocalić,

Tak jak to Markson cytuje, to językowo jeszcze ma dodatkowy smaczek, bo to jest a cat a Rembrandt.

No bo właśnie, bo przez kilka lat Markson żył chyba w takim przeświadczeniu, że tego tekstu się nie da wydać, a nawet jak się go da wydać, to on zostanie przeoczony, zapomniany, przepadnie gdzieś tam.

no to myślę, że Markson mógł to zrobić w sposób na przykład wykorzystując intermedialność, tak?

Wyobrażam sobie, że Markson mógłby, być może żyjąc w innym czasie, być może gdyby miał lepsze relacje z komputerami, których chyba jednak nie lubił,

Kiedy się je ze sobą zestawia, to tworzą dodatkowe znaczenia i wydaje mi się, że tutaj dałoby się, nie wiem, czy to byłoby zgodne z duchem tego, co Markson chciał osiągnąć, ale na pewno by się tak dało.

Kolejny, bo trochę do tego nawiązywałem wcześniej, mówiąc o tym, że być może Markson mógł tę powieść stworzyć jako... Nie użyłem tego akurat terminu, ale tak, hipertekst czy tekst cyfrowy.

Tak mi się wydaje, że to jest ten krok, którego Markson by jednak nie zrobił i nigdy tego kroku nie uczył.

No ale mnóstwo jest takich, których Markson nie odkrywa, nie daje nam wprost.

Ale przeczytałem tę książkę i sobie stwierdziłem, no nie, no nie, to jest po prostu coś tak unikalnego i w ogóle tyle takiej satysfakcji mi dała interakcja z tym tekstem i z całą tą historią, że sobie myślę, no nie, no musimy o tym wspomnieć, żeby po prostu ten Markson, który jest przykryty przez Barta, który jest przykryty przez Wallesa, żeby po prostu wybrzmiał tutaj, bo warto po prostu.

Zastanawiałem się, ile będę z niej pamiętał, okazuje się, że jednak coś pamiętam, myślę o niej często, ale wiesz, jeszcze bym do tych trybów czytania wrócił, wiesz, bo to jest bardzo ciekawe, jak, czy w jaki sposób Markson wytwarza pewien sposób czytania, bo ją można czytać bardzo różnie.

Więc wiesz, więc można, coś takiego mówi Laura Sims, taka pisarka, poetka, która się zaprzyjaźniła z Marksonem pod koniec jego życia, on był od niej starszy, no nie wiem, do 40 lat chyba, wydaje mi się, że tam to było coś więcej niż przyjaźń, ona wydała taki tomik listów.

właśnie do Marksona, który chyba jednak wyczyściła z tych elementów co pikantniejszych.

Ona mówi, że to jest wręcz, że te książki późne Marksona, czyli Kochanka Wittgensteina i ten kwartet fiszkowy, to się nadają też w pewnym trybie lektury do czytania na przykład na lotnisku albo na stacji kolejowej, dlatego, że przez to można lecieć.

No pewnie David Markson, tak?

No nie wiem, czy Markson myślał o tym w takim sensie.

Za to Markson sam na pewno nie był entuzjastą, ani jakimś tak apologetą takiego trybu komunikowania się, na pewno nie.

o arcydziele postmodernistycznej metafikcji, czyli o Chimerze w twoim przekładzie, bo jak tu poszliśmy w klimaty, powiedziałbym, marksonowskie, to ciekaw jestem, co wydarzy się, jak będziemy rozmawiać o Chimerze, bo...

Zobaczymy, wiesz, no, Barth w przeciwieństwie do Marksona jednak uwielbia strukturę opowieści.

Dziękuję Ci w ogóle za to, że przełożyłeś i że wdałeś się w rolę polskiego Marksona chodząc i przekonując, żeby to się ukazało, bo to fantastyczna rzecz jest.

My może jesteśmy, ale Markson może gdzieś tam w poprzednich pokoleniach.

No, dziękuję, że zrobiłeś też miejsce dla Marksona.