Mentionsy

ZBLIŻENIE
ZBLIŻENIE
19.04.2026 20:06

Złość - ostatni bastion prawdy?

Jaką rolę w naszym życiu pełni złość? Choć często postrzegana jako emocja negatywna i destrukcyjna, w rzeczywistości pełni wiele ważnych funkcji. W audycji "Zbliżenie" Oliwia Ziębińska - certyfikowana psychoterapeutka i kulturoznawczyni - podpowiada, jak odczytywać złość jako informację i jak bezpiecznie z niej korzystać, tak, by nie niszczyła relacji, lecz pomagała je lepiej rozumieć.

Rozdziały (7)

1. Wprowadzenie i podział emocji

Jakub Kukla i Oliwia Ziębińska omawiają podział emocji na dobre i złe, a także wpływ nowoczesnych czasów na percepcję tych emocji.

2. Złość jako emocja

Oliwia Ziębińska wyjaśnia, że złość ma głównie obronne funkcje i powinna nas ostrzegać przed zagrożeniami.

3. Kontakt ze złością i jej funkcje

Rozmowa o tym, jak nawiązać kontakt ze złością, a także omówienie jej funkcji i wpływu na zachowanie mężczyzn i kobiet.

4. Złość kobiet i jej ograniczenia

Oliwia Ziębińska omawia, jak ograniczenia związane z złością kobiet mogą prowadzić do konfliktów i problemów w relacjach.

5. Złość jako sygnał i gniew

Dyskusja na temat wpływu złości na intelekt, podkreślając, że złość może zablokować myślenie i zasoby intelektualne mogą pomóc w jej zarządzaniu.

6. Zapaść złości - milczenie

Przedstawianie różnych form wyrażania złości, w tym milczenie, które może być bardziej bolesny niż krzyk, podkreślając konsekwencje dla dzieci i dorosłych.

7. Końcowe refleksje i metafora

Rozmowa zamyka się na temat odpowiedzialności i odwagi w pracy z emocjami, podkreślając konieczność przyznania się do problemów i pracy nad nimi.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 140 wyników dla "PO"

Albo spieszą się Państwo na ważne spotkanie i nagle trafiają Państwo na ogromny korek w środku miasta.

W brzuchu powstaje kula złości, a z ust wylewają się niezbyt przyjemne słowa.

Po co nam złość?

Czy nam czasem pomaga?

Właśnie o tym dziś porozmawiamy.

Oliwia Ziębińska, terapeutka, autorka książki PO CO CI ZŁOŚĆ?

Zacznijmy od podziału.

Jeśli skategorujemy to na poziomie takim, że coś jest zła emocja i trzeba się jej pozbyć, no to nie ma takich emocji.

Czyli każda jest do czegoś potrzebna, każda się w jakichś sytuacjach przydaje.

Niektóre są takim kumplem, który musi czasem powiedzieć nam coś, nie wiem, gorzkiego, trudnego i nie chcielibyśmy tego słyszeć czasem.

Chyba bardziej to są teraz te czasy już takie nowoczesne, które trochę zmieniły obraz emocji, trochę bardziej dążymy, to znaczy człowiek generalnie dążył zawsze do przyjemności i w ogóle spokoju, ale chyba teraz w takiej epoce, w której po prostu możemy się porównywać, możemy widzieć jak mają inni.

I jeśli się złościmy, to coś jest nie tak, bo powinniśmy być zadowoleni, powinniśmy być radośni.

Ale myślę, że teraz troszeczkę więcej połykamy tych emocji, jakoś tak mniej je wyrażamy.

A teraz no musimy to jakoś się spiąć w sobie, załatwić pogrzeb, zrobić wszystkie te rzeczy, tak, popierologię.

Nie ma czasu na więcej, bo grafia pokazuje, że trzeba wyjść do radości, do sukcesu i do przyjemności.

Poza tym też robimy sobie takie kuku, że jak się nam jakaś emocja pojawi, no to właśnie nie mamy tego takiego nawyku przeżycia jej do końca, tylko zaczynamy na przykład scrollować i wtedy ucinamy ją.

Jakbyśmy tak trochę ją trzymamy tam w tym miejscu i jakby nie wpuszczamy jej, ale ona już właściwie też jakby nie pójdzie z powrotem, no jakby ona tam będzie w tym progu.

Więc jak jej nie zaprosimy, no to zacznie walić w drzwi, no po prostu.

Więc jak spojrzymy w telefony, no to rzeczywiście tam często wychodzi trzy godziny dziennie, dwie, trzy, cztery godziny dziennie aktywności w telefonie.

Widzimy te detoksy i różne inne takie sposoby na to, żeby się tam jakoś, tak, jakieś takie coraz bardziej modne

Odchodzenie od social mediów, ale to jest trochę tak jak z każdym uzależnieniem, że wydaje nam się, że możemy w każdej chwili przestać, a jak próbujemy przestać, okazuje się, że to nie takie łatwe, więc podobnie jest z telefonem i myślę, że zaczynamy się orientować, że ktoś nas trochę tam oszukał.

Po co nam złość?

Złość powinna nas głównie bronić.

Powinna nas ostrzegać przed sytuacjami, które nam zagrażają.

Powinna nam mówić prawdę o nas.

Jeśli ja robię coś, co nie jest ze mną zgodne, no to pewnie pojawi się złość, albo przynajmniej dobrze, żeby się pojawiła.

No tak, no i tutaj na poziomie takim idealnym, no to jest jej rola.

Ona nam mówi, że gdzie jest moja granica, jak ktoś mi ją przekracza, ona mi powie, jakie są moje potrzeby, jak o nie nie dbam.

Ona mi powie, jakie są moje wartości w życiu, jeśli ja też jakoś je, nie wiem, widzę, że są zaniedbane, albo że ktoś je...

I robi i się bardzo dziwi, że w ogóle nikt jej nie okazuje wdzięczności za to, tylko raczej jest takie, pozbądźmy się jej, wyrzućmy ją, nie podoba mi się to, co mówisz, spadaj.

No i tutaj ten poziom jest chyba najbardziej taki zaniedbany.

Do tego przejdziemy za chwilę, ale zastanawiam się, czy ta umowa jest prastara i czy ona wykracza poza świat ludzi?

Ona jest bardzo stara i raczej tak, chociaż zwierzęta trochę na innym poziomie przeżywają emocje, ponieważ nie przeżywają tego na poziomie intelektualnym.

To po prostu intelektualizujemy.

Mózg z jednej strony, a z drugiej strony też społeczność, w której żyjemy i społeczność, która nas kształtuje, która ma wobec nas

Też jakby unikam takiej kategoryzacji, żeby to powiedzieć, że tak jest po prostu z każdą osobą.

Ale rzeczywiście... To jest jakiś trend po prostu.

Taki modus operandi, który mamy w kulturze i jakoś tak się tym posługujemy, nawet bezwiednie czasami.

I to jest trochę w ten sposób, czyli jakby jak mężczyzna się jakoś złości, no to jakoś tak okej, no nie jest to fajne, nie jest to przyjemne, ale jakoś to jest wpisane, a jak kobieta, no to coś jest nie tak, że jak zamieniamy to, to się rodzi w nas jakiś taki dyskomfort, że to nie jest na miejscu.

Nie mówię, że wszyscy, oczywiście tutaj podkreślam, ale że dużo mężczyzn.

Jednak jakoś na przestrzeni dziejów musiało ukrywać dużo swoich emocji, no bo nie jesteś w stanie być, nie wiem, obrońcą jakiegoś stada czy jakiejś społeczności.

Ale nawet już bez oceny możesz po prostu zwyczajnie zginąć.

On może tam gdzieś jest, ale musisz po prostu tak się jednak nastroić, że tak powiem, żeby jednak zaatakować, nie wiem, wygrać, mieć tą siłę, mieć tą motywację.

Ona po prostu mówi dobra, nie bój się, słuchaj, ja ci pomogę.

No więc przez setki lat, tysiące, jeśli to się utrwaliło, no to trudno, żebyśmy teraz wymagali od mężczyzn, żeby w ogóle na 3-4 zmienili coś, co jest przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach dużo mówimy o traumie przekazywanej na przykład z pokolenia na pokolenie, ale my nie mówimy o emocjonalności przekazywanej z pokolenia na pokolenie, a przecież

Co to powoduje w przyszłości?

Złość powinna mi do tego służyć, ale ja...

Więc to jest trochę tragiczne, bo myślę, że jesteśmy jako kobiety chowane do bycia też usłużnymi i też posłusznymi.

Czyli szkodzi właściwie i kobietom i mężczyznom to, że nie mogą się złościć w odpowiednich proporcjach i sytuacjach, które by tego wymagały.

Myślę, że szkodzi całemu społeczeństwu to, że milczymy tam, gdzie trzeba coś powiedzieć, albo na przykład krzyczymy tam, gdzie by trzeba było się zatrzymać i te proporcje mogą być właśnie tym, co jest chore.

To jest taka zmiana perspektywy, która może trochę pomóc w pracy z emocjami.

To znaczy, ja też chcę to jakby wyraźnie powiedzieć, to nie jest tak, i to też tam piszę, że na świecie w ogóle jest peace and love, a ja się złoszczę bez powodu, tak?

To tak nie jest, ale trzeba bardziej potraktować świat i jego wydarzenia jako wyzwalacze we mnie.

Zamiast teraz się skupiać na tej osobie, bo często to robimy, czemu ona taka jest, czemu tak robi, czemu tak mówi i często to też jakby w kłótniach komuś wypominamy, zaczynamy oceniać i tam się psują związki, psują przyjaźni i tak dalej.

To trochę skierować na siebie i powiedzieć, czemu mnie to aż tak dotyka, czemu mnie to aż tak złości.

Jaką ja mam historię, że ta rzecz jest akurat dla mnie taka ważna, że jak ona się dzieje, to się pojawia złość.

To znaczy, może tak być, że jeśli ja wybucham często albo jakoś to jest jakieś nieproporcjonalne, to może to być rzeczywiście z jakiejś historii, która jest, się ciągnie i ciągnie i ciągnie i to jest z jakiejś złości, która w tym progu stanęła wiele lat temu i cały czas w nim stoi i cały czas się dobija, a na to przyszły kolejne i kolejne, a ja tak naprawdę nie otwieram im drzwi w żadnym momencie, więc jest ich coraz więcej, tych drzwi jest coraz więcej.

Potem zdarza się, że na jakieś takie błahostki wybucham, bo to po prostu już jest takie nagromadzenie różnych rzeczy tam pod spodem.

Więc jeśli nasza złość jest jakaś taka nieproporcjonalna, to znaczy, że w niej jest nabudowana jakaś historia i że tam coś jest więcej.

Aż tak, to znaczy są, ale nie są aż tak czasami, jak na nie reagujemy, że to nie jest aż taki problem czasami, jak się... Myślę, że każdy to spotkał, że ktoś po prostu tak wybucha na coś tak błahego, że to nie jest o tej rzeczy zazwyczaj.

Natomiast myślę sobie, że mamy z tą złością taki problem, że widzimy tylko ją i widzimy już ją w momencie wybuchu i w zasadzie potem już się skupiamy na załagodzeniu sytuacji i ciężko jest nam się przyjrzeć temu, co było pod spodem pierwotnie.

Wspomniała Pani o wybuchu, chociaż Pani opisuje dwie różne ścieżki.

Jakby nie ma pomiędzy bodźcem, a reakcją nie ma za bardzo przestrzeni.

Że nie daję sobie miejsca na to, żeby tam gdzieś pojawiła się refleksja i to jest właśnie eksplozja.

Natomiast implozje, no to są te osoby, które połykają złość, tak?

Które w ogóle połykają tak długo, że czasami wręcz nie mają do niej dostępu albo często mówią o sobie, że nie czują złości na przykład.

I mówią to jako taki wręcz komplement dla samego siebie, a to nie jest niestety dobrem, no tak jak już mówiliśmy wcześniej o kobietach, że brak złości może prowadzić do naruszeń, przekroczeń i wybierania życia, który mi się nie podoba.

Bo połykają, połykają, a ona pęcznieje w brzuchu.

No to trochę tak mniej więcej można porównać, tak?

Więc te osoby odczuwają to albo somatycznie, albo po prostu są jakieś sfrustrowane, tak?

Cały czas nie dbam o swoje granice, potrzeby czy moje wartości,

No to siłą rzeczy będę odczuwać, że coś, moja podświadomość, moje emocje, wszystko we mnie będzie to odczuwać, a ja na poziomie głowy będę udawać, że tego nie ma.

A ja wewnątrz po prostu czuję, że w ogóle nic mnie nie cieszy, w ogóle nie umiem z tego korzystać.

Ja raczej wolę powiedzieć, że gniew jest takim bardziej niekonstruktywny, a złość jest konstruktywna, ale myślę, że tutaj bym weszła w polemikę z wieloma terapeutami i tu każdy trochę inaczej o tym mówi.

Natomiast mogłabym powiedzieć, że złość to jest taki sygnał.

I wtedy gniew narasta, bo jeśli na początku ja tego sygnału nie odczytam i jakoś nie zareaguję na tą złość, no to tak jakby ona się trochę zamieniała w gniew albo jakby brała ten gniew i mówiła, słuchaj,

I on tam, okej, dobra, przyjdzie i powie.

Wspomniała Pani o agresji.

Może właśnie ta zła prasa złości, o której mówiliśmy na początku, bierze się stąd, że bardzo często złość utożsamia się właśnie z przemocą, właśnie z agresją.

I nie dajemy prawa komuś się złościć, bo mówimy bardzo często, bardzo szybko komuś, że jest agresywny, a właściwie on ma tylko podniesiony głos trochę.

I wiadomo, no bo to są emocje, których trudno jakby tutaj czasami mówić jakimś super stonowanym, jeśli czasami się nam uniesie wyżej trochę głos i ktoś nam mówi, że jesteśmy agresywni i wtedy jakby już ucinamy to, co ten człowiek chce powiedzieć.

Że czasami potrzebuje powiedzieć to w taki sposób oczywiście, no jeśli przekracza już nasze, tak, terytorium.

Myślę, że podniesiony głos nie jest jakimś aż takim wielkim przekroczeniem, no dopóki ktoś może nie krzyczy, albo nie krzyczy na mnie.

Ale no to znowu, teraz jakby trzeba wrócić do tego, że my mamy różne doświadczenia z dzieciństwa i teraz jakby podniesiony głos dla kogoś będzie okej, a dla kogoś nie, no bo kojarzy to z dzieciństwa, kiedy ten podniesiony głos no był już jakby czymś, co zagrażało, nie?

Też od początku mówię, warto zbadać swoją historię i zobaczyć, czy ja się denerwuję nad tą osobę, że podniosła głos, czy ja po prostu nie jestem w stanie tego znieść, więc ja mogę zakomunikować, słuchaj, jak ty podniesiesz głos, to ja, mi się przypominają, nie wiem, sytuacje z dzieciństwa i ja nie, jakby i dać prawo sobie, ale też dać prawo tej osobie trochę.

Trochę jest na poziomie komunikacji problem ze złością, tak, no bo my się zapalamy, my mamy wtedy, mówimy szybciej, mówimy głośniej, z bezsilności zaczynamy na przykład przeklinać.

Myślę, że na poziomie komunikacyjnym nie mamy tego ogarniętego, że gdyby nas uczono jak to wyrażać, to byłby pół problemu z głowy.

Tak, tak, złość, no bo po prostu jest bardzo dużo energii w ciele i jakby jak się zapalamy, to troszeczkę przestajemy myśleć, tak, jesteśmy taką, taką po prostu kulą energii i wiadomo, że w jakichś sytuacjach kiedyś, podejrzewam, że to się w ogóle super sprawdzało właśnie na jakichś polach bitwy, no a teraz kurczę, tak jak mówiłam, my musimy tą kulę siedzieć z nią, tak, i po prostu słuchać jakiegoś spotkania pracowniczego.

Dzisiaj nie jest tak, że jest trudniej, bo zakładam, że ta kula energii, kiedy trzeba było bronić rodziny w jaskini albo pożywienia w jaskini, bardzo się przydawała.

A dzisiaj to są raczej już potyczki werbalne.

Ona jest też na poziomie ciała.

I w zależności od tego, jaką my mamy reaktywność, na poziomie ciała może być tego tak dużo, że potrzebujemy, nie wiem, to wychodzić, iść na spacer.

Pewnie bardziej wypływać, niż wybiegać, bo jednak potrzebujemy uspokojenia.

Wybieganie może jeszcze bardziej nas podkręcić, a woda nas trochę bardziej uspokoi, ale my jednak lubimy myśleć, że jak czujemy złość, no to trzeba iść i walić w worek treningowy, co udowodniono nie jest wcale, nie obniża poziomu złości, a wręcz czasami może podwyższyć.

I też jakby to, co ważne, ja tam też piszę i to, co też już wspomnieliśmy, czyli to, że my mamy jeszcze te zasoby intelektualne, które mogą to podbić lub obniżyć.

Wracać trochę do spokoju.

Ja mogę się nakręcić do jeszcze większej złości albo mogę się nakręcić na większy spokój.

Ale ja mogę się tak, może bym powiedziała, nawet odkręcić.

Ale jeśli na przykład biegnę na bieżni, na siłowni, albo biegnę po parku, żeby tą złość jakoś tak wypocić, to bardzo ważne jest też to, co ja myślę w tym czasie.

Bo jeśli ja się nakręcam tam w myślach, co ja zaraz powiem tej osobie, albo co ja zrobię, albo jak go dorwę i tak dalej, albo jakiś wymyślam scenariusze, co mogłam powiedzieć.

Świetne cięte riposty po czasie, które mamy zawsze.

To siłą rzeczy, oczywiście jak chwilę o tym pomyślę, to jest okej, ale jak ja będę o tym myśleć cały czas, ten efekt tego biegania właściwie nie będzie żaden.

Jeśli ja w tym czasie dam sobie prawo do tego, żeby na przykład jakoś spojrzeć szerzej, biegnę sobie, ale jakoś nie wiem, jakoś się przyglądam tej sytuacji, przyglądam się, co się ze mną dzieje, badam tą sytuację, nie wiem, czy warto, czy warto się tu jeszcze nakręcać, czy warto tą sytuację ciągnąć.

To jest szansa, że, że tak powiem, sport i intelekt wtedy pomogą.

Ale jeśli nie, to tylko po prostu będziemy zmęczeni, a problem cały czas będzie.

Złość może objawiać się podniesionym głosem albo i krzykiem, ale jest też inna opcja.

Dzieci najbardziej, chociaż one tego nie powiedzą.

To jesteśmy na poziomie uspokojenia się i wyciszenia, ale jeśli to jest takie bardziej po prostu taka kara dla kogoś, no to wtedy ta druga osoba chodzi i możliwe, że tam się właśnie kotłuje, nakręca i tak dalej.

No a jeśli już weźmiemy pod uwagę dzieci, no to to już najgorsze, co możemy zrobić, to czasami pewnie

No to się mogą zrodzić różne pomysły, które będą potem w dorosłym życiu powielane.

Pojawia się w pani książce znakomita metafora, której oczywiście teraz nie mogę znaleźć.

Pani pisze, że odcięcie się od złości to trochę tak, jak odcięcie połowy fortepianu, czy połowy klawiatury przy fortepianie.

Ja bym powiedziała, że trochę to jest inaczej.

Coś, co powinnam usłyszeć bardzo wyraźnie, a nie słyszę.

I na przykład właśnie stawiam się w jakichś sytuacjach zagrożenia albo po prostu w jakichś niedobrych związkach i tak dalej.

W ogóle słowo odpowiedzialność nie jest jakieś takie modne.

Ale nie odpowiedzialność.

Ale nie odpowiedzialność.

Więc troszeczkę to jest nasza odpowiedzialność jako dorosłych ludzi, żebyśmy my sobą zarządzali, a nie byli zarządzani emocjami.

Może on zacznie, ja z nim pogadam, powiem mu, słuchaj, jakoś musimy się dogadać.

Z jakimiś informacjami, więc zróbmy tak, że po prostu poinformujesz i jakby okej, ja potem to przemyślę.

On powie okej, jak przemyślisz, to spoko, ale jak nie przemyślisz, ja tam będę stał i walił drzwi.

My się też musimy nauczyć jakby takiego kontaktu ze sobą, że jeśli powiemy sobie, i to też jest niewygodne, to co mówiliśmy wcześniej, że moja złość jest o mnie przede wszystkim.

Ale dopóki my odpowiedzialność walimy w innych ludzi, tracimy całą informację o złości.

Czyli do niemodnego słowa odpowiedzialność, dokładam jeszcze drugie, być może bardziej niemodne, odwaga, żeby popatrzeć na siebie.

Tak, tak, myślę, że to... I powiedzieć, że być może masz jakiś problem.

Tutaj wkracza oczywiście lęk i byśmy musieli teraz porozmawiać o lęku i o wstydzie, tak, no bo dlatego też, no myślę sobie, że praca ze złością to jest to taka, wydaje mi się, często taka pierwsza praca, którą musimy zrobić, to znaczy jak ja zaakceptuję swoją złość, jakoś zacznę się jej przyglądać, to może zrobię taki trochę portal do przyjrzenia się też tym głębszym emocjom, bo czasami głęboko

Pod złością są inne rzeczy, nie?

Więc trochę ją odciążę, trochę powiem sobie, okej, to jest złość, ale to jest złość z lęku.

I to nie jest to samo, bo ta złość z lękiem razem, no to już jest jakby o poziom więcej, nie?

Ja myślę, że to co teraz o tym mówimy, że jakby to trzeci komponent, który bym dodała, a to jest bardzo trudne w dzisiejszych czasach, to jest cierpliwość.

Tak, okropny i ja lubię sobie mówić i jakby też to kiedyś ktoś mi powiedział i to jakoś we mnie pracuje, że nie wiem, chyba do szkoły szłam i jakoś mówiłam, no już w takim wieku późniejszym i mówię, kurczę, to jeszcze tam dwa lata czy coś, Jezu, jak mi się nie chce.

A ktoś powiedział, no ale te dwa lata i tak miną.

Ale wtedy podziękujesz sobie tej z przeszłości, nie?

I ta, która teraz podejmuje decyzję, ta z przyszłości będzie ci dziękować.

Żebyśmy nie mogli w trakcie naszego życia ją zrobić, a czasami to po prostu jest rok, dwa lata pracy nad zrozumieniem pewnych swoich jakichś mechanizmów i to w kontekście całego życia naprawdę możemy sobie podarować.

Gdyby chcieli Państwo przyjrzeć się swojej złości i potrzebują paru podpowiedzi i sensownej przewodniczki, proszę sięgnąć po książkę.

Po co ci złość?

Spokojnego wieczoru i do usłyszenia.