Mentionsy
Jak otworzyć się na nowe relacje i nowe myślenie - rozmowa z Kasią Gandor o impro i wychodzeniu ze strefy komfortu
O tym, jak pokonać lęk przed oceną i wstydem, jak otworzyć się na nowe relacje, jak wyjść z tunelu negatywnych myśli, jak zawierać nowe znajomości po 30? i czym jest impro rozmawiam Kasią Gandor. Zapraszamy do wysłuchania naszej rozmowy!
👉 moje książki o związkach i o tym, jak mądrze przejść przez rozstanie, dostępne do czytania (papier i ebook) lub do słuchania jako audiobook TUTAJ
teraz kod MAGIA daje 25% rabatu
Szukaj w treści odcinka
Jest taki moment, jak już jesteś dorosłym człowiekiem, w którym się orientujesz, że nie wiesz, jak się zawiera nowe znajomości.
Trzeba w impro pozbyć się wstydu i takiego, tego właśnie krytycznego głosiku w twojej głowie, który ciągle ci mówi, nie, no to co powiedziałaś, to było super żałosne.
Bardzo szybko eksponujesz taką prawdziwą siebie, rozumiesz?
Że zdejmujesz wszystkie maski.
Tak, dokładnie, że w impro bardzo szybko z ludźmi przebija się to takie szkło, które normalnie jest pomiędzy ludźmi, którzy się dobrze nie znają, że jest jakiś konwenans, gadamy jakiś tam small talk i tak ślizgamy się, ślizgamy i się do siebie miło uśmiechamy, ale obydwoje wiemy, że to nie jest taka prawdziwa rozmowa, a ja mam bardzo dużą potrzebę prawdziwych rozmów z ludźmi.
Ja chcę, żeby ktoś mi powiedział...
Wiesz, o swoich lękach i o tym, czego się boi, co go cieszy, jakie ma marzenia.
Bardzo dobrze jest poszerzać ów portfel tożsamości i wchodzić do nowych grup.
I to, że czujemy lęk jest naturalne, ale warto to robić.
Żyjemy w takiej rzeczywistości, gdzie naprawdę jesteśmy już w każdy możliwy sposób spolaryzowani o każdą jedną rzecz, jaka istnieje we wszechświecie, już się wszyscy pokłócili.
Oczywiście, że wyjść z tego tunelowego myślenia, prawda?
Dobra, nałoży wymyślony, metaforyczny, po prostu żółty kapelusz, prawda?
Albo który to był od faktów biały, czyli halo, halo, zaraz, zaraz.
Czy naprawdę nikt mnie nie lubi?
Czy naprawdę zawsze było źle?
Czy naprawdę pogoda w Polsce jest najgorsza na świecie?
Ja nazywam się Natalia Tur i razem z moimi gośćmi opowiadam o nieoczywistych elementach, które wpływają na sposób, w jaki funkcjonujemy w relacjach, a których często nie dostrzegamy.
Hej, dzień dobry, cześć, witam.
Kasia jest biotechnolożką i popularyzatorką wiedzy, a prywatnie moją przyjaciółką.
I pozwolę sobie opowiedzieć anegdotę, którą już kiedyś ci opowiadałam, ale może zapomniałaś, że jak poznałyśmy się, to ty byłaś jeszcze bardzo, bardzo młoda, nadal jesteś, ale... Tak jak ty, no.
Tak, tak, bo miałaś wtedy 21 lat.
Naprawdę, specjalnie dzisiaj, słuchaj, cofnęłam się do tych zapisków i tam moja córka, która w tym dialogu, która miała wtedy
Bo ty Kasia masz teraz 32, tak?
Czyli to było 11 lat temu, czyli Hania miała 13.
Mamo, a powiedz, czy ty nie miałabyś nic przeciwko, żebym ja zadawała się na przykład z 25-latkami?
pisała, spotykała się, przyjaźniła.
Ja mówię, nie no, masz 13 lat, z 25-latkami to mogłoby być niepokojące.
Bo ty się z nią zadajesz.
Bo to jest ta sama różnica wieku, która jest między nami?
Po prostu ty miałaś 21 lat, ja miałam 33, ale tutaj muszę zdradzić, że ty byłaś zawsze mega dojrzała.
No nie, naprawdę nigdy nie miałam, w ogóle nigdy nie miałam z tobą poczucia jakiejkolwiek przepaści pokoleniowej.
Może to ty ze mną masz, że jestem takim, wiesz, boomerem?
Ja tak chcę być.
Ej, Kasia, to ty...
A już chociaż ostatnio powiem Ci, że Kari, powiedziałam taka podekscytowana, mówię, Kari, Kari, wiesz co, w ogóle, wiesz, chyba ja mam jakieś beta testy czata GPT, wiesz, bo ja mam lektura, słuchaj, wyobraź sobie.
To jest od dwóch lat, więc ja jestem takim, wiesz, boomerem, więc może ja tak mówię, a ty myślisz, o, to stara Niszka, wiesz.
A poznałyśmy się, bo ja pewnie już napisałam do ciebie, ty prowadziłaś bloga, robiłaś tam Kasi rysiki, takie piękne i w ogóle miałaś tak zawsze błyskotliwe teksty, takie komentowałaś kultury, takie socjologiczne, super to było.
Ja wtedy też jakoś blogowałam i byłaś otwarta na to, żebyśmy się spotkały.
Bo ja na pewno też czytałam Twoje rzeczy wcześniej.
No, to musiało tak być.
I wiesz, i pamiętam, że się zaczęłyśmy spotykać, spotykać i tak się spotykamy do dziś.
I powiem ci, że jesteś naprawdę dla mnie taką inspiracją mega wielką i pomyślałam, że z ogromną przyjemnością wykorzystam ciebie, chociaż to słowo ma takie pejoratywne zabarwienie, żebyś opowiedziała tutaj naszemu gronu.
Nie boisz się, albo może boisz się, a pomimo tego to robisz, wychodzić z takich stref komfortu i robić trudne rzeczy.
Myślę, że akurat ty wiesz o tym, że się boję, ale robię to mimo tego strachu, bo no umówmy się, dzwoniłam do ciebie parę razy, z łzami w oczach, jeszcze nie tak dawno temu.
Zastanawiam się nawet jak, jeszcze mam takie wątpliwości, jak zatytułować naszą rozmowę, ten odcinek, bo myślałam tak, albo właśnie jak odważyć się wyjść do nowej grupy ludzi, albo jak zacząć robić nowe i trudne rzeczy.
Albo jak właśnie uruchomić kreatywne myślenie.
Bo tak jak mówisz, tak, ja wiem, no bo przyjaźnimy się i na szczęście korzystamy, ostatnio czytałam taką książkę o smutku i tam w ramach smutku, który jest źle rozumiany, bo współcześnie nie tak bardzo mamy taką pogoń za szczęściem i unikamy smutku, a smutek jest bardzo dobrą emocją, bo smutek nas zatrzymuje z konia do refleksji, do pożegnania się z tym, co było,
I ruszenia dalej, ale jeżeli jakoś już nie potrafimy się wygrzabać z tych trudnych emocji, to autorka mówi, że zaleca dawkowanie witaminy K, czyli koleżeństwa, relacji i przyjacielskich, więc to na pewno.
Więc myślę, że sam fakt, że dzieliłaś się ze mną, tak jak ja z tobą się dzielę, różnym stresem związanym z podejmowaniem nowych wyzwań, to jedna sprawa, ale ty robiłaś te wyzwania i robisz.
I właśnie chciałabym z tobą porozmawiać o tym,
O wyzwaniu, które myślę, że dla wielu osób, które nas słuchają, będzie brzmiało bardzo enigmatycznie.
Ja przynajmniej nie wiedziałam rok temu.
Ale myślę, że to jest świetny pretekst do porozmawiania o tym, jak robić rzeczy trudne, mimo że się boimy.
I teraz Kasia, chciałabym, jakbyś mogła wytłumaczyć ludziom, co to jest impro?
Impro to jest skrót w ogóle od wyrazu improwizacja.
I to ja bym powiedziała, że jest taka forma sztuki teatralnej.
Która polega na tym, że próbuje się stworzyć grupą ludzi albo jakiś spektakl, albo jakąś taką krótką grę tak zwaną teatralną, która ostatecznie jest śmieszna i która, i to jest kluczowe, jest improwizowana, czyli nie ma scenariusza, czyli wychodząc na scenę w momencie, w którym wszystkie zaangażowane osoby
Stają w tym błysku lamp czy tam czegoś i mają za zadanie coś powiedzieć.
Nikt nie wie, co się wydarzy.
Nie jest to wcześniej ustalone, jaki będzie harmonogram, przebieg danej sceny itd.
Trzeba zachować w sobie taką otwartość na to, co przyjdzie.
Godzić się z pomysłami i z propozycjami innych ludzi.
No i oczywiście jest za tym wszystkim szereg pewnych zasad.
Na które się jakby umawiamy, natomiast nie umawiamy się na zawartość spektaklu, tak?
Ale tak zaciekawię mnie, jakie są na przykład zasady, na które się umawiacie?
Przykładowe?
Na przykład zasada pierwsza, najważniejsza, fundamentalna, chociaż też można ją później kwestionować, natomiast na pierwszych lekcjach improwizacji, jak się przyjdzie, to się nauczy zasady tak i.
Z angielskiego yes and, czyli jeśli ty mi dajesz jakąś propozycję i na przykład zaczynamy sobie scenę i ty mówisz do mnie hej siostro, czyli ustanawiasz rzeczywistość, w której jesteśmy rodzeństwem, to ja zgadzam się z twoją propozycją i dodaję coś od siebie, tak?
Czyli mówię tak i. Ty do mnie mówisz hej siostro, ja mówię o cześć, widziałyśmy się ostatni raz na imieninach babci.
Tak, czyli biorę twoją propozycję i dodaję do niej coś od siebie.
I rozmawiałyśmy o kolorze zasłon, który byłby najlepszy.
I w ten sposób możemy stworzyć taką lazanie rzeczywistości, dodawać do niej kolejne warstwy, co do których się zgadzamy, których nie podważamy.
Bo jeśli nie przestrzegałabym takiej zasady i ty byś do mnie wyszła i też znowu powiedziała, cześć siostro, a ja bym powiedziała,
Pani Grażenko, znowu się pani coś pomyliło.
Jesteśmy sąsiadkami.
No to robię z ciebie w tym momencie w scenie wariatkę, czyli podważam zupełnie twój pomysł.
Tych zasad jest więcej.
Są też takie jakby struktury, zgodnie z którymi można budować postaci albo dążyć do ustanowienia jakiejś dynamiki między nimi.
Nie powinno się, mówimy o rzeczach, które są wymyślone, więc te reguły trzeba traktować z adekwatnym dystansem.
W każdym razie mówi się, że dobrze zdążyć do tego, żeby postaci w scenie jak najszybciej zaczęły rozmawiać o swojej relacji, czyli nie o tym, że gdzieś pójdą i coś zrobią.
No bo w improwizacji nie ma za bardzo możliwości, nie wiem, zmiany scenerii, grania takimi rzeczami z klasycznego teatru, które by nam umożliwiły zmienianie miejsc, wyjście gdzieś, wprowadzanie kolejnych postaci i tak dalej.
Więc jedyne, o czym możemy mówić, co będzie angażujące i gdzie możemy jakby wkopywać się coraz głębiej i głębiej, odkrywać nowe rzeczy, to jest relacja między nami.
Na przykład ty przyjdziesz do mnie, powiesz...
Hej siostro, ja powiem tak, widziałyśmy się na imieninach kogoś tam, a ty powiesz, no tak, znowu nie przyniosłaś sernika, a ja ugotowałam.
Czyli widzimy, że jest jakaś zadra między tymi siostrami.
Możemy teraz grać na tym, że jedna, nie wiem, ma bardzo dużo obowiązków, czuje się obciążona, wykorzystywana, a druga jest na przykład trzpiotką, która tak sobie idzie przez życie zupełnie beztrosko i gdzieś w tym jest coś, co ludzi interesuje.
Nawet jak to usłyszałeś, to od razu miałeś taki błysk w oczach i powiedziałeś, aaaa.
Nie rozmowa o przedmiotach, tylko o tej relacji.
Też są pewne takie zasady, które dotyczą na przykład kłótni postaci.
To też jest bardzo ciekawe, że na początku raczej się mówi, że postaci się nie powinny kłócić, powinny się zgadzać.
Natomiast jak już ktoś potem załapie więcej, to mówi się, że jest różnica pomiędzy kłótnią postaci, a kłótnią improwizatorów.
Czyli może być tak, że ja jako improwizatorka nakręcam kłótnie z twoją postacią, ale my wiemy, mrugamy do siebie pod spodem oczkiem, bo wiemy, że się nie kłócimy jako improwizatorki.
Wiemy, że ta scena dokądś prowadzi i że ta kłótnia, która się dzieje w tej naskórkowej warstwie jest przez nas przemyślana jako improwizator, tak wiesz, pod względem improwizatorskim.
No, więc jezu, sorry, strasznie dużo w ogóle się rozgadzało.
Ja chciałam właśnie zacząć od tego, że powiedzieć, bo być może to nie jest oczywiste, chociaż dla mnie to jest oczywiste, że gdy myślę o tym, żeby pójść na impro, to być tym aktorem impro,
To wydaje mi się, że to jest mix najbardziej takich stresujących rzeczy i dlatego tak bardzo podziwiam to, że się odważyłaś.
Bo tak, z jednej strony wystawiasz się na ocenę, na lęk jakiś taki jednak przed trochę odrzuceniem, przed krytyką, a przecież wiesz, my w mózgu mamy, to jest jedna z takich główniejszych struktur, wręcz ostatnio czytałam jakąś książkę, że nasz mózg
Tak wyłapuje wręcz takie wiesz mikro sygnały, czy ktoś nas krytycznie nie ocenił, czy przypadkiem nie przynudzamy, czy przypadkiem nie jest zdegustowany.
A wiesz, tutaj tak, nie dość, że macie spontanicznie wymyślać teksty, jeszcze fajnie, żeby były dowcipne, nie możecie się w żaden sposób do tego przygotować.
Jest tutaj mnóstwo właśnie takich interakcji, bo nie możesz się przygotować,
Chociażby dlatego, że nie wiesz, co powie druga osoba.
Tu jeszcze dochodzi lęk przed wystąpieniem publicznym, niezależnie od tego, czy robicie to w grupie tej waszej, czy już na scenie.
Wow, tam jest tyle rzeczy.
Jak ty sobie z tym porodziłaś?
Zwłaszcza, że znam cię i wiem, że nie byłeś jakimś takim zwierzęciem społecznym.
Raczej byłaś takim typem bardziej samotnika jak ja.
W sensie dobrze się czujemy w małym gronie osób, które znamy, ale... Pamiętasz ten stres?
Było to dla ciebie trudne?
Dobrze, oczywiście.
Bo tam wydaje mi się, że jest taka uniwersalna rzecz, mam wrażenie, że wiele osób tak ma, jak ja wtedy miałam.
Mianowicie jest taki moment, jak już jesteś dorosłym człowiekiem, w którym się orientujesz, że nie wiesz, jak się zawiera nowe znajomości.
Że życie, ten taki...
Struktura życia, którą się ma, że się idzie do szkoły, potem się jest na studiach, potem się pewnie idzie do jakiejś pracy i tam są jacyś ludzie.
Ci ludzie tak potencjalni koledzy i koleżanki, rzeczywistość do ciebie sprowadza bez specjalnie twojego zabiegania o to, żeby te nowe osoby się pojawiły.
Natomiast w momencie, kiedy ja skończyłam studia i zaczęłam pracę, która jest bardzo specyficzna, która nie jest, wiesz, pracą w żadnym biurze, korporacji, w jakimś takim zakładzie ze strukturą, w której jest więcej osób, ja pracuję głównie sama w wąskim gronie, ja się poczułam strasznie samotna w pewnym momencie i brakowało mi takich codziennych interakcji z ludźmi, takiego w ogóle eksponowania się na jakieś nowe twarze, no bo, wiesz, mam ciebie, mam jakichś tam przyjaciół ze studiów, jeszcze ze szkoły,
Też już w większości jesteśmy porozjeżdżani w różnych miejscach, więc tego kontaktu tak na bieżąco jest mniej niż było dawniej.
No jakby, nie wiem, no dobra, mogę iść na siłownię, ale...
No tam wiesz, podnosimy sobie handle, ale czy spotykam tam bratnią duszę?
Natomiast miałam takie dwie rzeczy.
Jedna jest taka, że jak chodziłam do liceum, to byłam w grupie teatralnej i bardzo z tego zapamiętałam, że w ogóle wspólne uprawianie sztuki
Jest rzeczą, która sprawia, że ludzie mają, tacy są bardzo z sercem na dłoni, że się muszą otworzyć, że musisz pokazać siebie naprawdę i w takich warunkach też raz bardzo szybko się orientujesz, kto jest kim, kto jest potencjalnie fajnym człowiekiem, takim, do którego cię ciągnie, z którym byś chciała się poprzyjaźnić.
A druga rzecz była taka, że gdzieś w ogóle tak przypadkowo, parę razy w życiu na przestrzeni ostatnich lat, gdzieś tam się spiknęłam z kimś, kto coś mi powiedział o impro i bardzo mnie każda z tych rozmów, one były niezależnie od siebie przeprowadzone, zaintrygowały, bo zawsze z tego impro wychodziło, że ludzie nie wyciągają tego, że tam jest śmiesznie, że to nie jest tak...
Że ktoś tam idzie, bo chce być tym kabareciarzem i był zawsze w tym klasowym błaznem na przykład i się czuje dobrze rozśmieszając ludzi.
Właściwie ludzie mówili, że nie, że daje im to bardzo wiele takich miękkich, trudno namierzalnych rzeczy w ich osobistym życiu.
Na przykład jakich?
Takich, że się otwierają na nowe rzeczy, że jest im łatwiej akceptować to, że coś idzie na przykład nie po ich myśli, że się właśnie otwierają na ludzi, mniej się wstydzą.
To były jakieś takie wątki, które tak, wiesz, ziarenka, które mi zapadły w głowie i gdzieś tam zakiełkowały po latach.
Natomiast pierwsze te kilka zajęć, lekcji były strasznie trudne.
Mam to do dzisiaj, że czasami są takie momenty, w których jesteś na tej sali z tymi ludźmi i coś tam robicie i nagle tak cię zasysa, że jakby wyrywa cię i masz taki widok z lotu ptaka na to, co się dzieje i w czym ty uczestniczysz i myślisz sobie, co to kurwa jest?
Co my robimy?
Dorosi ludzie udają jakiejś głupoty, w ogóle wymyślone rzeczy z głowy i mam dalej w sobie taki głos z tego krytyka, że
W czym ty w ogóle uczestniczysz?
Że jest w tym jakiś taki pierwiastek czegoś takiego wstydliwego, dziwacznego.
Ale to tylko na chwilę.
I jak go słyszysz, to wysyłasz go do pokoju, prawda?
Ostatecznie jest to bardzo fajna aktywność.
Natomiast te pierwsze razy były bardzo trudne,
Trzeba w impro pozbyć się wstydu i takiego, tego właśnie krytycznego głosiku w twojej głowie, który ciągle ci mówi, nie no, to co powiedziałaś, to było super żałosne, nie?
Jakie to było głupie w ogóle.
Albo myślałeś, że to będzie śmieszne, a wiesz, na sali był ten taki cricket sound, tylko te świerszcze i nikt nawet nie zrobił he-he.
Więc dużo tego typu momentów trzeba przełknąć.
Czy można powiedzieć, że to uczy takiej odporności w związku z tym psychicznej?
Ja bym powiedziała, że tak.
No, że im więcej się tego przełknie w takich właśnie bezpiecznych, kontrolowanych warunkach zajęć, tym łatwiej jest się z tym mierzyć też w życiu.
I ja mam wrażenie, że mi impro mnie oddziczyło społecznie.
Tak bym powiedziała, że jestem luźniejsza i w ogóle w pracy i poza nią jakaś taka, nie wiem, mam większy luz na to, że no ktoś mnie tam jakoś oceni.
Ja też wszystkich oceniam.
No jakby wszyscy wszystkich oceniamy.
Właśnie kiedy ludziom puszczają te maski i te łańcuchy, które nas trzymają w ryzach na co dzień, widzisz ile śmiesznych, głupich, jakichś absurdalnych myśli inni ludzie mają w głowach i myślisz sobie, a dobra, nie tylko ja jestem tym dziwakiem, który śmieje się tam z X albo myśli o Y, więc jakoś tak...
Nie wiem, mi daje impro poczucie, że wszyscy jesteśmy takimi trochę i mówię to bardzo czule, no głupkami.
Ale wiesz co, ja się tak zastanawiam, bo mi się teraz skojarzyło to, czy to nie jest tak, bo w terapii schematu jest taki tryb szczęśliwego dziecka, który jest bardzo zdrowym trybem, że z jednej strony zdrowy dorosły, czyli tam osoba, wiesz, świadoma, odpowiedzialna, biorąca sprawy życia w swoje ręce, a nie obwiniająca innych, ale jest też tryb szczęśliwego dziecka,
I to jest taki stan, w którym właśnie puszczają nam hamulce, bawimy się, robimy rzeczy witalne, tak jakby zachowujemy się jak dzieci, ale to nie jest takie dzieci bezradne i że to bardzo warto to robić.
I to jest chyba właśnie, impro to jest właśnie ten tryb wcześniejowego dziecka.
Często jak to opisuję znajomym, to mówię, że te takie pierwsze wprowadzające kursy impro to jest przedszkole dla dorosłych, że tam jest właśnie dużo jakichś takich gierek, coś na refleks, takich zabaw skojarzeniowych, to wszystko jest takie bardzo też ruchowe.
Fizyczne, radosne, beztroskie, więc tak, tak bym powiedziała.
Ale w ogóle wydaje mi się, że to nie dotyczy tylko impro.
Mi się wydaje, że w ogóle uprawianie sztuki jakiejkolwiek, jak, nie wiem, znajdziesz sobie chór i zaczniesz w nim śpiewać, to też tam poczujesz to, jak, nie wiem, zaczniesz się uczyć na gitarze i założysz zespół, to też w tym momencie, kiedy wszyscy złapią flow, będziecie to czuć, nie?
To nie jest specyficzne dla impro, tylko w ogóle sztuka ma w sobie coś takiego, że jest taka katarktyczna.
Tak, tańczenie, jakaś gimnastyka.
Ja właśnie też ostatnio czytałam, tylko nie pamiętam gdzie, że zrytualizowane uczestniczenie w kulturze, która niekoniecznie musi być wchodzeniem do filharmonii, ma bardzo dobroczynny wpływ na nasz mózg.
Bo z jednej strony to jest właśnie grupa, że jesteśmy z innymi ludźmi, a z drugiej strony coś robimy, jakoś tam puszczają nam hamulce.
Dla mnie ważnym takim pierwiastkiem i tym też co mnie ciągnie i do oglądania i do uprawiania impro jest taki walor podglądactwa.
Ja mam wrażenie, że każdy z nas ma w sobie taką małą babcię z okna, która by właśnie chciała tak siedzieć na tym parapecie i oglądać co tam robią na dole i podsłuchać sobie jakąś rozmowę i wiedzieć kto co z kim i co ma w głowie i co pomyślał i co powiedział.
To impro trochę jest okazją do robienia tego w takich kontrolowanych warunkach bezpiecznych.
No w takim, że idziesz sobie na zajęcia, no i ludzie, wiesz, nie uczestniczysz w każdej scenie, powiedzmy, nie?
Oglądasz sobie innych i widzisz, co ludzie mają w głowach.
Wiesz, co dziw, że na przykład, nie wiem, ktoś tam, tak się wydarza, że jest postacią starszej pani.
Jaki filtr w jego głowie istnieje, o którym on myśli, że starsze panie postrzegają świat, co nie?
Albo nawet o sobie się tego dowiedzieć, że okaże się w scenie, że jesteś postacią, której się nie spodziewałaś, no coś musisz do niej włożyć, co z ciebie wyjdzie.
I też dobrze grany impro.
Znaczy, też są różne rodzaje improwizacji, ale impro, które ja lubię, to jest takie impro zakorzenione w rzeczywistości, w takich prawdziwych emocjach, wolniejsze, w którym trochę właśnie jest odwzorowywane sceny z prawdziwego życia.
Więc w takim impro, jak oglądasz taką scenę i ona jest dobrze zagrana, no to masz otwartą buzię, wielkie oczy i czujesz się jakbyś był w czyimś salonie.
I po prostu podsłuchiwał co tam, nie wiem, para mówi jak się kłóci ze sobą, albo jak planuje wakacje, albo co, nie wiem, w jaki sposób mama i syn mają interakcje.
Ja o impro dowiedziałam się od ciebie, kiedy pierwszy raz właśnie tak dwa lata temu zaprosiłaś mnie na, jak to się nazywa, taki finał?
No, taki pokaz grupy.
Pokaz grupy, tak.
Bo ja wcześniej kompletnie o tym nie wiedziałam i teraz co jakiś czas chodzę sobie do klubu komediowego i zawsze po prostu myślę sobie, to jest dla mnie taki podziw jak aktorzy, aktorzy to niekoniecznie muszą być wykwalifikowani właśnie aktorzy, absolutnie, prawda?
Wiesz, spektrum, rozpiętości tego, co możesz zagrać, wiarygodnie i w ogóle fajnie, ale nie trzeba być aktorem.
Ja nie mam nic wspólnego z aktorstwem i nie jestem wybitną improwizatorką, jestem żadną improwizatorką, ale jestem i się dobrze bawię.
No pewnie, ale to znaczy, ja nie wiedziałam ciebie, na tym pokazie, który widziałam, to mi się bardzo podobałaś, nie wiedziałam ciebie dalej, ja wiem, że masz już bardzo dużo różnych super doświadczeń, ale wiem też, że ty nie robisz tego, rozmawialiśmy o tym prywatnie, w ogóle po to, żeby nawet stać na scenie i...
Występować.
Występować, dokładnie, to tak się nazywa.
To się tak nazywa, no.
Nie chcę występować, bo ja mam bardzo duży, bardzo wysycony pierwiastek takiej performatywności w moim życiu na co dzień przez to, że robię to, co robię zawodowo, a zajmuję się robieniem filmów do internetu.
Kasia, dla osób, które nie znają Kasi, zajrzyjcie na kanał na YouTube Kasia Gandor.
Kasia potrafi o bardzo skomplikowanych sprawach związanych zarówno z życiem społecznym, naukowym, różnymi zagadnieniami związanymi z klimatem, gospodarką, najróżniejszymi opowiadać w tak niesamowity sposób.
I to jest uczta nie tylko dla ucha, jak ty to robisz, ale też wizualna, montażu, rozmów z ekspertami polecam.
Tak, no w każdym razie wiesz, jakby w moim tygodniu pracy przez większość dni pojawia się ten moment, kiedy ja po prostu muszę nakierować kamerę na samą siebie.
No i założyć tę czapkę człowieka, który występuje przed ludźmi.
I powinien robić to tak, żeby się podobać, tak?
Jest to w jego interesie, żeby jak najwięcej oczu patrzyło akurat na niego.
No właśnie performance'u w życiu i dla mnie to impro, póki co, nie mówię, że tak będzie zawsze, ale póki co to jest taka moja bardzo cenna, osobista rzecz, która mi bardzo dużo daje, właśnie osobiście, prywatnie i której nie chcę tak wystawiać, nie chcę sobie też dawać tego stresu, właśnie wychodzenia na scenę, tego...
Pokazywania innym ludziom tego, co dla mnie jest takie cenne i takie kochane i takie dopieszczone i takie moje, więc na razie nie chcę, ale też można i to jest super.
No pewnie, tylko wiesz, bo ja jeszcze pomyślałam sobie właśnie jeszcze, wracając do tego wątku, który zresztą był dla ciebie główną motywacją, dla której zapisałaś się na impro, czyli chciałaś, zastanawiałaś się, jak możesz poznać nowych ludzi.
To wiesz, czytałam ostatnio o takich badaniach psychologa społecznego, tylko nie pamiętam niestety nazwiska, który mówił, że poszerzanie tak zwanego, on to nazywa, społecznego portfela tożsamości jest po prostu jedną z najlepszych rzeczy, którą możemy zrobić.
Bo tak, w momencie, jeżeli jesteśmy głównie w jednej grupie albo w małej liczbie grup,
Jesteśmy homogeniczni i jednorodni.
Nasz mózg bardzo lubi myśleć, robić podziały my i oni.
Jesteśmy też wręcz...
Cieszymy się z porażek innych osób z innych grup, natomiast w momencie, jeżeli jesteśmy członkami najróżniejszych grup, czy to towarzyskich, społecznych, rekreacyjnych i tak dalej,
To wzrasta nasza odporność, co ciekawe nie tylko psychiczna, ale też fizyczna.
Zaraz powiem dlaczego fizyczna.
Psychiczne badania mówią, że jesteśmy bardziej tolerancyjni, czujemy się pewniej siebie, bo wiesz, nawet tak prosto tłumacząc, w momencie jeżeli tutaj ktoś nas nie spodoba nam się, to możemy zawsze tam pójść.
Nie wiesz, nie polegamy na tylko jednym gronie.
Jest bardziej zniuansowany nasz światopogląd, jesteśmy tacy bardziej inkluzywni.
I co ciekawe, właśnie on powiedział, że badania też wskazały, że wzrasta nasza odporność fizyczna, bo narażamy się na większą ilość zarazków.
Uff, portfel tożsamości i wchodzić do nowych grup.
I to, że czujemy lęk jest naturalne, ale warto to robić.
I ja to też mocno poczułam, jak zaczęłam sobie chodzić na te różne zajęcia z impro, że faktycznie tam się pojawiają ludzie z przeróżnych jakichś środowisk, w różnym wieku, o różnych poglądach.
I to są ludzie, na których ja bym się w ogóle...
Nie trafiłabym na nich.
Tak, spoza mojej bańki, z takimi nikłymi szansami na to, żebyśmy się gdzieś spotkali tak o w świecie, więc to było super.
I też wracając do tego, o czym mówiłam, dlaczego w ogóle poszłam na to impro, to, że ja się na nich eksponowałam, super mnie
No właśnie jakoś tak, nie wiem, wytrąciło, przebiło mi igłą taką bańkę, w której sobie wcześniej byłam i w której już nie było mi wygodnie.
A dwa, właśnie natura improwizacji jest taka, że wiesz, kiedy musisz coś powiedzieć spontanicznie, nie jesteś przygotowana, a coś z twoich ust musi wyjść, tak to działa, to bardzo szybko eksponujesz taką prawdziwą siebie, rozumiesz?
Że zdejmujesz wszystkie maski.
Tak, dokładnie, że w impro bardzo szybko z ludźmi przebija się to takie szkło, które normalnie jest pomiędzy ludźmi, którzy się dobrze nie znają, że jest jakiś konwena, zgadamy jakiś tam small talk i tak ślizgamy się, ślizgamy i się do siebie miło uśmiechamy, ale obydwoje wiemy, że to nie jest taka prawdziwa rozmowa.
A ja mam bardzo dużą potrzebę prawdziwych rozmów z ludźmi.
Ja chcę, żeby ktoś mi powiedział
Wiesz, o swoich lękach i o tym, czego się boi, co go cieszy, jakie ma marzenia.
I mam wrażenie, że to mięsko szybciej z ludzi wychodzi.
I na przykład mi to pokazało, że ostatecznie...
Że naprawdę nie ma, rzadko się zdarza może tak, że są ludzie, z którymi tak się nie ma nic wspólnego.
Że mam wrażenie, że w ogóle żyjemy w takiej rzeczywistości, gdzie naprawdę jesteśmy już w każdy możliwy sposób spolaryzowani o każdą jedną rzecz, jaka istnieje we wszechświecie, już się wszyscy pokłócili.
A jak jeszcze takiej rzeczy nie ma, to na pewno zostanie znaleziona wkrótce i wszyscy będziemy spolaryzowani i będziemy w tych, wiesz, plemionach za i plemionach przeciw.
Co podsyca jeszcze nasz mózg, który bardzo lubi tak nam podsuwać taki filtr.
W kontakcie jeden na jeden z człowiekiem, tak człowiek z człowiekiem, nie będziesz się nigdy kłócić o miasto pięciominutowe, rozumiesz?
Albo o zakrętki przytwierdzone do butelki z plastiku, czy o cokolwiek, nie?
To jest w ogóle tak, że my szukamy intuicyjnie raczej tego, co nas łączy, czyli bardzo łatwo jest w ogóle stworzyć grupę, tak z sociologicznego punktu widzenia.
Wystarczy, że nawet losowo będziemy odliczać tam do trzech i jedynki idą do tej grupy, dwójki do tej, trójki do tej i my już od razu poczujemy, że my jesteśmy po prostu razem.
Poczucie przyależności i będziemy szukać wszystkiego co jest wspólne, więc warto właśnie iść za tym.
Nie wiem, może macie inne poglądy, ale na pewno jest jakaś rzecz, która z was łączy.
Pamiętam, że jest nawet takie ćwiczenie w impro, że właśnie ktoś tam dobiera ludzi w parę absolutnie losowo i mówi, macie teraz trzy minuty, znajdziecie trzy rzeczy, które was łączą.
W sensie trzy, nie wiem, lubisz lody?
O, ja też lubię lody.
Okej, mamy jedną rzecz, która z nas łączy, nie?
O, mamy drugą rzecz, która z nas łączy.
Znajdziecie tych rzeczy 150.
To nie jest tak, że są ludzie, z którymi nie masz nic wspólnego.
Na pewno masz więcej wspólnego niż myślisz.
I dla mnie to było takie otwierające oczy, takie właśnie odtruwające ten internetowy syf.
I katerktyczne ostatecznie.
Tak jak teraz się mówi, że wiesz, dotknij trawy, to dla mnie pójście na impro to było takim dotknięciem trawy po tym, jak jednak zaległam za bardzo w jakichś takich narracjach, które przychodziły mimo wszystko z zewnątrz, nie?
Z jednej strony nasz mózg nam podpowiada, my i oni, wróg, nasi lepsi.
Wiesz co, ostatnio mi córka, która studiuje antropozologię, mówiła, że jak idziemy z bliską osobą, na przykład trzymamy za ręką ukochanego albo dziecko, czyli wytwarza nam się oksytocyna,
To wtedy, wyobraź sobie, jakie to jest mroczne, jesteśmy tym bardziej wrogo, jeszcze bardziej wrogonastawieni, niż gdyby nie było tej bliskiej osoby, do onych, bo włączą nam się... I to jest straszne, że z jednej strony mamy takie tendencje w głowie,
Współczesnych czasach to właśnie jeszcze bardziej te polaryzujące tendencje się nasilają do tego, żeby dzielić na my i oni, my lepsi, cieszyć się z porażek innych.
Wiesz, jakoś tam badania neuronauka mówi, że my naprawdę potrafimy
Cieszyć się z porażek innych, przeciwnych grup, ale z drugiej strony jest ta tendencja, która mówi, że bardzo łatwo właśnie urodzi się poczucie przynależności do grupy.
Wystarczy, że ktoś nas nawet siłą wrzuci, jesteście w jednej grupie, bo niech tutaj do jednej grupy dojdą ludzie, którzy mają siostrę, prawda?
I już my nie, okaże się, że nie tylko łączy nas to, że mamy siostrę, ale właśnie nie lubimy nitkować zębów, lubimy ketchup i tak dalej, więc idźmy za tym.
Wiesz co Kasia, bo ja właśnie cały czas się zastanawiam już od wczoraj, bo ja chciałam, żebyśmy zaproponowali ci pewną zabawę.
Czy słyszałaś kiedyś o takim człowieku, który się nazywa Edward de Bono?
Nie, znam tylko Bono z YouTube.
Moja mama to w ogóle była taka zawsze, już tam, wiesz, z 20 lat temu, kiedy mówiła mi o NVC, porozumieniu bez przemocy, język żyrafy.
I właśnie jednym z tych ciekawostek, które mi wnosiła, był właśnie Edward de Bono.
Ona powiedziała, że to był taki psycholog, lekarz też, który wymyślił tak zwane myślenie laterale.
Myślenie lateralne to jest taka zdolność do poszukiwania pozornie nieistniejących połączeń, to jest w opozycji do myślenia wertykalnego, czyli takich jakby gotowych rozwiązań, to jest jasne, wynika, bo A to B, to wiadomo, to tak zawsze było, a lateralne właśnie wiesz, szuka inaczej, to jest w ogóle takie odjechane, takie wiesz,
Właśnie no kreatywne, dzisiaj się mówi kreatywne.
I on wymyślił taką metodę tzw.
sześciu kapeluszy.
I ona, ta metoda zachęca do tego, żeby
Spojrzeć na problem, bo to jest stosowane w rozwiązywaniu różnych problemów albo jakichś tam zagadnień, kwestii, z zupełnie innej perspektywy.
Tak jakby wyjść z tych utartych ścieżek myślenia.
I ja pomyślałam sobie, nawet wzięłam te rekwizyty, właśnie wzięłam kapelusze, tylko one są trochę małe okazały się.
Na szczęście aż tak bardzo nie produkuję dużo przedmiotów, bo mój syn bardzo jest szczęśliwy, że pobawi się nimi.
Właśnie tak się teraz zastanawiam, jak to zrealizować, bo ja mogę po prostu parę słów powiedzieć o tym, co mówi nam kapelusz, bo oczywiście w tej zabawie niekoniecznie musi być ten rekwizyt, tylko ja tak sobie wymyślałam, że będzie.
Czy ja powiem Ci na przykład dwa słowa, opowiem jaki jest sposób myślenia tego kapelusza i Ty byś na przykład zechciała, albo razem możemy zechcieć odegrać, jak bym myślał o kapelusz przy rozwiązaniu problemu.
Chodzi o to, że każdy kapelusz ma jakiś punkt widzenia, tak?
Każdy kapelusz ma punkt widzenia i zastanowiłam się,
Nad tym, jakie to mogłoby być zagadnienie.
Nie wiem, przykładowo, na przykład partner mówi nam, że wyjeżdża na trzy miesiące za granicę, albo że ma taki plan, że na trzy miesiące dostał propozycję pracy, wyjazdu za granicę.
I jak my, mając każdy z tych kapeluszy, możemy zareagować?
To jest też takie bardzo improwizacyjne ćwiczenie.
To brzmi jak coś, co się robi na improwizacji, że dzieli się scenę na części, na cztery części równe i każdej części przypisuje się jakąś emocję.
I zadanie może być na przykład takie, że ty jako postać przechodzisz, cały czas się przemieszczasz i jesteś raz w jednym rogu sceny, raz z przodu, raz z tyłu, raz na środku, czyli jesteś w tym polu oddziaływania różnych emocji i w momencie, kiedy w nim stoisz, to musisz reagować z tą emocją, która jest przypisana do tej części sceny.
Czyli na przykład, nie wiem, tak jak mówisz, że
W tym twoim scenariuszu postać moja by usłyszała od chłopaka, że on wyjeżdża na trzy miesiące, no to ja stojąc w polu zazdrość, mogę zacząć z nim kłótnie, tak?
Stojąc w polu radość, może powiedzieć, ale świetnie, że w końcu ci się udało dostać tam, nie wiem, ten staż, o który tak walczyłeś.
Stojąc w polu jakimś tam jeszcze, ile tych emocji sobie wymyślimy, będę reagować w różny sposób i to jest fajne ćwiczonko improwizacyjne.
Świetny pomysł.
Gotuje się od tego mózg, zwłaszcza na przykład w takim wariancie, kiedy wygląda to tak, że scena musi być kontynuowana, ale na przykład każdy kolejny twój dialog musi mieć to inne zabarwienie emocjonalne.
Że wiesz, w jednym zdaniu jesteś zazdrosna, w drugim jesteś smutna, w trzecim jesteś podekscytowana, w czwartym jesteś radosna i cały czas przechodzisz przez ten cykl, gotuje się od tego mózg absolutnie, ale jest to super fajne.
Ale to jest super fajne i tutaj chciałabym właśnie zachęcić osoby, które nas słuchają i mnie samą i ciebie pewnie też, chociaż ty już pewnie to stosujesz, że tak naprawdę to nie są tylko abstrakcyjne ćwiczenia, bo my możemy to wprowadzać w życie.
To o to właśnie chodzi, że my możemy nauczyć się patrzeć na różne sytuacje, które nam się w życiu zdarzają z bardzo różnych perspektyw.
Ja pamiętam, jak jeszcze studiowałam psychoterapię, ale zawiesiłam te studia, ale jeszcze jak studiowałam, to opowiadała nam wykładowczyni, jak możemy różnie patrzeć na dane zdarzenia.
Przykładowo mówi, w momencie kiedy na przykład wpadniemy w kałużę, znaczy idziemy i się pochlapaliśmy kałużą.
W taki sposób warto to wykorzystać, że my naprawdę możemy ten nasz mózg z tych...
O, na przykład ciotka Halinka.
Ty mi kiedyś, powiem, napisałaś, tak mnie to rozczuliło.
Okazało się, że akurat byliśmy z Marcinem na spacerze w lesie, kiedy odczytałam twoją wiadomość.
Ty mi napisałaś, że jakoś cię zainspirowałam.
Chodziło o to, że mieliśmy pomyśleć, wybrać sobie jakąkolwiek osobę, którą znamy tak dobrze i zacząć jakby ją...
Próbować wpuścić do siebie energetycznie i po prostu zagrać nią, natomiast dostając z zewnątrz jakąś tam postać, czyli jakby energetycznie moje przekonania, mój sposób patrzenia na świat był tobą, bo myślałam o tobie.
Natomiast dostałam tam chyba jakąś łatkę policjanta i miałam, pamiętam chyba komuś przyznać mandat i ostatecznie skończyła się to tym, że ja w ogóle przepraszałam tę osobę.
Bo byłaś mną.
Tak, bo byłam tobą.
I było mi tak głupio, że ja nie chcę sprawiać problemu.
Ja w ogóle przepraszam, że pan jechał tak szybko.
Więc to jakby było super fajnym ćwiczonkiem utrzymać ten punkt widzenia świata, który ja myślę, że ty masz i jednocześnie utrzymać fasadę jednak postaci, która jest taką wysokostatusową postacią, czyli policjanta.
I jakoś to połączyć.
To nie przypadkiem dodałam ten element, że byliśmy w lesie, bo akurat tak przeczytałam od ciebie tą wiadomość, tak mnie rozmawiało o tym, że wyobraziłaś sobie, że jesteś mną w roli policjantki.
I zaczęliśmy się bawić z Marcinem w to, że ej, no dobra, to wyobraźmy sobie, że jesteśmy policjantką, twoją mamą, a teraz moją, a teraz Maćkiem,
I to jest za każdym razem zupełnie inny policjant.
A twoja córka to by zrobiła, czemu pan tak szybko jechał, no proszę.
I to jest niesamowite, my przedstawiliśmy chyba 15 osób i od razu wiemy, taki modus operandi.
Zastaw określonych zachowań, jakiś przywar, punktu widzenia, patrzenie na świat.
To jest super ciekawe, bo myślisz sobie, że postać policjanta jest już tak oklepana, jakaś wyprana w ogóle z jakiejś głębokości, znaczenia, czegokolwiek, a możesz zrobić...
1500 różnych policjantów i każdy będzie zupełnie inny.
Dokładnie tak, że my też zwróciliśmy uwagę, że jeden to by zaczął wyliczać, no wie pan ile jadł, po prostu muszę wypisywać te bloczki.
Ktoś zwrócił uwagę, jak tak można szybko jechać, przy tym zwierzęta są.
I tu też jest w ogóle bardzo fajna taka strategia improwizacyjna, że no wychodzisz do sceny i nie wiesz nic.
Że w momencie jeszcze zanim cokolwiek zostanie powiedziane, ty już, na przykład nawet teraz, jak na trzy sekundy będziesz w ciszy i pomyślisz sobie jaka emocja do ciebie przyjdzie, coś do ciebie przyjdzie.
I to może być, nie wiem, smutek, troska, złość i możesz sobie ustalić, okej, to moja postać, niezależnie kim będzie, będzie zatroskana.
I nawet jeśli będziesz prezydentem Stanów Zjednoczonych, to może być, ojejku, znowu trzeba, ojej, pan minister taki biedny, wiesz o co chodzi, pełno obowiązków.
Z jednej strony masz tu emocje z Daną, tutaj postać, tu kontekst sytuacji.
Masz nieskończoność wtedy opcji, z których sobie możesz wybrać.
Myślę, że możemy.
To jest chyba bardzo istotne.
Możemy wprowadzać te techniki właśnie, nazwijmy to, improwizacji, czyli takiego spontanicznego wymyślania i zrobić z tego dobro, że możemy to wprowadzić w życiu.
Niech każdy z nas sobie teraz pomyśli o jakichś sprawach związanych z jakimiś bolączkami życia codziennego i wyobraź sobie, a jak by zareagowała ciotka Halinka, a jak by zareagował może prezydent.
A jakby zareagowała Kasia Gandor.
I nagle się okaże, że ten problem, on jakby obiektywnie nie ma żadnego znaczenia.
Znaczenie się kryje tylko w tym, jak dana osoba go zinterpretuje.
Dokładnie, bo przecież zresztą mówi się, że to myśli kształtują, nasze przekonania kształtują rzeczywistość.
To w jaki sposób, bo jeżeli my się ochlapiemy właśnie, idąc w koło, że pomyślimy jestem beznadziejnym nieudacznikiem.
Nie umiem nawet chodzić, wszyscy się ze mnie śmieją.
To nie dość, że wchodzimy z jakimś określonym nastawieniem, więc naprawdę to jest niesamowite, jak to można elastycznie zmieniać.
No i ja tak sobie pomyślałam, że z tymi kapeluszami.
Ale tak, tylko że musimy wymyśleć, ale widzisz, ja mam, to powiem ci, że ja...
No warsztaty, impro.
Zaczynam je za jakiś czas, chociaż już może to nasz film zostanie opublikowany.
Ja zaczynam je w połowie listopada i bardzo się boję między innymi tego, że ja mam problem, ale słyszałam, że tak mają właśnie osoby z ADHD.
Ale nie wiem, wiesz z czym, z takim, że ktoś nagle mówi, podaj przykład, szybko, ja mam pustkę.
Miałaś kiedyś też takiego?
Każdy ma z tym problem.
To nie jest tak, że podaj przykład i nagle wszyscy sypią przykładami, tylko ty nie wiesz, co powiedzieć.
Większość osób się blokuje i dużo tych początkowych zajęć z improwizacji, ja pamiętam tak, że to są właśnie zajęcia na to, żeby przestać
Po prostu powiedz, co ci śni na przyjęcie na język.
Ono nie musi być dopasowane nad kontekstem.
Nawet jeśli w twojej głowie to będzie najgorszy nonsense, coś absolutnie, wiesz, niedopasowanego, nieadekwatnego, grupa, która jest z tobą i cię wspiera,
To w takim razie... Więc dużo jest takich ćwiczeń właśnie na refleks, na skojarzenia, na takie wyrzucanie z siebie słowa, byle ono tylko na przykład pasowało do rytmu, który się dzieje w grupie.
Czyli ja tak sobie myślę, że tak naprawdę to bardzo jest chyba takim ważnym obszarem albo funkcją, powiedzmy, warsztatów z impro, że odtarabanienie się od siebie, w sensie od tych krytycznych osądów, że nie, nie, po prostu bądź tak jakby właśnie, bądź sobą w tym sensie, bądź tak spontaniczny, po prostu szybko mów, co masz w głowie bez filtra,
Czy to mądre?
Czy to błyskotliwe?
Czy to wypada?
A to właśnie jest też cecha tego trybu szczęśliwego dziecka.
Tam nie ma osądów, tam nie ma tego wewnętrznego krytyka.
Kiedy siedzisz sama nad sobą i się karcisz za to, co mówisz.
No właśnie, to może Kasia, byś mogła zaproponować jakiś taki pomysł, zagadnienie, z którym mogliby, wiesz, jakieś związane może z relacjami albo takie życiowe, taka rzecz.
Już żebyśmy nie powtarzały tego... Nie wiem, ktoś odwołał spotkanie ze mną.
I to był ktoś ważny może.
No na przykład, nie wiem, mama.
Mama spotkała... Dobra, mama, ale myślisz, że mama, nie że partner na przykład.
Mama, musi być mama.
Słuchaj, więc tak, moja droga, to ja będę taką narratorką, która będzie mówić, co mówi kapelusz, a ty będziesz po prostu tym kapeluszem, tą osobą w tym kapeluszu.
Czyli kapelusz jest moim sposobem patrzenia na świat.
Znajmy, że to jest czerwony kapelusz, a nie pomarańczowy.
Muszę go przyodziać.
Tak, musisz go przyodziać, moja droga.
Czerwony kapelusz jest związany z wyrażaniem emocji, namiętności, impulsywności.
To jest takie przejaskrawiona rzeczywistość.
On za najważniejszy aspekt rozwiązania problemu uznaje intuicję, przeczucia, uczucia.
Dzwonię do mamy z absolutną pretensją i robię jej mega awanturę, nie daję jej dość do słowa, mówię, że mnie zraniła, że ja już miałam zaplanowany ten, to popołudnie i teraz w ogóle jest mi smutno, nie mam co robić, będę w tej restauracji sama i wszyscy będą na mnie patrzeć i ona jest temu wszystkiemu winna.
Teraz tak, mamy biały kapelusz, który mówi fakty, dane, logika, obiektywizm, liczby.
On się posługuje konkretnym zestawem informacji, wiesz, takie fakty, a chociaż tutaj warto wiedzieć, że oczywiście to, co my często myślimy, że jest faktem, wcale faktem nie jest, bo to mogą być nasze jakieś osobiste uwagi, ale ogólnie tutaj właśnie dane, logika, obiektywizm, liczby.
Mówię mamie, że to już jest trzecie spotkanie, które odwołała w ciągu ostatniego kwartału i że naraża mnie tym na straty, ponieważ ja już dojechałam do centrum, ona odwołała to spotkanie w ostatniej chwili, fajnie jakby mi zwróciła za benzynę albo za bilet, w zależności od środka komunikacji, którym się przedostałam do centrum.
I mówię jej, że daje jeszcze jedną szansę na następne spotkanie, jeśli ono również zostanie odwołane, to wyciągnę wobec niej konsekwencje.
Czarny.
Teraz tak, czarny kapelusz, czyli to jest podejście logiczno-pesymistyczne, negatywne, ono ostrzega przed zagrożeniami, on widzi tylko złe aspekty.
I to jest z jednej strony takie pesymistyczne, ale ono też, jego celem, bo to ważne jest, że każdy kapelusz jest dobry.
On ma wykazać dziury w całym, jakieś niedociągnięcia, braki, zagrożenia i sprawdza czy w ogóle...
Pokazuje też takie negatywne konsekwencje.
Powiedziałabym wtedy, że coś mam wątpliwości co do tego, czy to spotkanie zostało na pewno z właściwych przyczyn odwołane, czy po prostu to było jakieś...
No, taka głupia zachcianka tej mamy w ostatniej chwili, ponieważ rozmawiałam z sąsiadką ostatnio i widziałam, że moja mama jest w świetnej kondycji, że wychodzi na spacery, że wcale nie chorowała, tak jak twierdzi, że coś mi się tutaj po prostu nie spina i widzę, że moja mama się ode mnie dystansuje, dlatego jej to zaznaczam, ale też trochę jej grożę, że skoro ona nie chce w takim razie mieć ze mną kontaktu, no to ja nie będę o niego zabiegać.
Teraz tak, żółty kapelusz z kolei jest przepełniony wiarą w sukces, w powodzeniu, to jest taki wręcz niepoprawny optymizm.
On w ogóle widzi same korzyści, same dobre strony, jest przepełniony euforią.
Powiedziałabym, ojej, mamo, jak super, że zapisałaś się na te zajęcia z Pilatesu, bo to pewnie jest w tych samych godzinach, w których się miałyśmy spotkać i w ogóle mega się cieszę, bo już od tak dawna mówiłaś, że musisz coś dla siebie zrobić i w końcu się zdecydowałaś, więc jestem super dumna.
W ogóle zapomnij o tym spotkaniu, na pewno się jeszcze nam uda zobaczyć innego dnia.
Całuski, całuski, wysyłam same dobre wibracje.
Przedostatni kapelusz zielony.
Zielony to jest szukanie nowych pomysłów, nowych możliwości, nowe punkty widzenia.
On już jakby zapomina w ogóle o tym, co było.
On tylko po prostu jest nastawiony na nowe.
W takim razie mówię mamie, że to w ogóle super, że to spotkanie, nawet lepiej, że się nie udało, bo ta restauracja, w której się miałyśmy spotkać, ona i tak ma już ostatnio kiepskie opinie.
Myślę tam, ja dzisiaj zjadłam wcześniej lunch i tak nie byłam głodna, więc to idealnie, że ona chce to odwołać i w takim razie zobaczymy się w innym miejscu.
Food Talk warszawski i zobaczę jakie są nowe knajpy, jakieś nowe jedzenie, mam ostatnio ochotę na coś japońskiego, może jakieś kanapeczki z sklepkiem Shokupan i tam się umówimy.
I wreszcie ostatnie, tylko właśnie nie wiem do końca jak to można przedstawić, bo to niebieskie kapelusz to jest takie...
Człowiek w niebieskim kapeluszu to jest taki obserwator chłodny, który analizuje, który ma plan, który narzuca dyscyplinę i on jest tak jakby trochę moderatorem tych wszystkich osób, tych wszystkich kapeluszników.
Czyli on decyduje się, który kapelusz włożyć.
Czyli tutaj, ale poczekaj, to znaczy, że on decyduje... No właśnie.
Że to jest ta chłodna osoba obiektywna?
Tak jakby obiektywna i która chyba zdecyduje... Taka po prostu zdroworozsądkowa.
Tak, który kapelusz tutaj dla tej sytuacji najlepiej byłoby włożyć.
One wszystkie były przejaskrawione.
Więc myślę, że niebieski kapelusz powiedziałby, że jest mi przykro.
W związku z tym, że mama odwołała to spotkanie, że mi na nim zależało i ona niestety wiedziała o tym, a mimo to i odwołała, że czekam, aż mi napisze z jakiego powodu to spotkanie zostało odwołane.
Jeśli to był powód, który jest jakiś ważny, adekwatny, to spoko, ale jeśli nie, no to będziemy chyba musiały pogadać, bo przykra sytuacja.
No właśnie, to super, bo to rzeczywiście połączyłaś różne aspekty.
Fajnie, że mówisz, że to narzędzie jest też stosowane w impro i naprawdę to nie musi być tylko narzędzie do zabawy, narzędzie gadżeciarskie czy narzędzie...
Właśnie warsztatowe, ale my naprawdę możemy przecież, to my decydujemy, chociaż wiem, że to jest takie totalnie banalne, co powiem, ale my naprawdę możemy zmieniać swój punkt widzenia i swój punkt postępowania.
Siła autosugestji jest bardzo duża w przypadku tego, jak się widzi rzeczy, nie?
Nawet to mnie zawsze w takich... trochę na uboczu to nie ma, może bezpośrednio w związku z kapeluszami, ale zawsze jak mam jakiś taki dłuższy czas dołku, teraz na przykład jest jesień i przychodzi do mnie ta chandra coroczna jesienna, przypominam sobie o tym, że...
To jest w ogóle mega dobrze udowodnione badaniami, że jeśli się myśli o rzeczach, które są miłe w naszym życiu, to humorek się poprawia.
Że wystarczy po prostu skupić się, nawet wymyślić.
Wiesz, możesz mieć dzień, w którym myślisz, nie, wszystko dzisiaj do bani.
Pada deszcz, jest okropnie, mam tysiąc maili, na które, wiesz, jakichś obowiązków, coś tam, pokłóciłam się z tym i tamtym.
Widziałam fajny serial.
Samo skupienie się na tych rzeczach, takie nadanie, rzucenie na nie tego, jak to się mówi?
Też nie do zaklinania rzeczywistości, wiadomo, ale czasami ma się tendencję do odpłynięcia za bardzo w kierunku np.
pesymistycznych myśli.
Można się w bardzo prosty sposób sprowadzić do centrum.
Dokładnie i to jest niesamowite, że nasz mózg nie odróżnia tak naprawdę fikcję od prawdy, więc w momencie, jeżeli my nagle zaczniemy po prostu wspominać jakieś stare dzieje, kiedy się czuliśmy dobrze, przypominać sobie jak to było fajnie, kiedy było lato i właściwie to jesień, to przecież kurczę ta piękna, złota, polska jesień i właściwie może pobiegam i jestem taka wdzięczna jeszcze za praktykowanie wdzięczności, za to, że na przykład och, taka wspaniała różnorodność pół roku w Polsce.
Jejku, widziałam to, to było świetnie zobrazowane, że jak sobie weźmiesz momenty życia, które są fajne i które są niefajne, no to one się ułożą w taką linię, która raz idzie bardzo do góry, a potem raz w dół i życie się po prostu składa z takich gór i dołków.
I że jak sobie właśnie taką linię góra-dół, góra-dół wypiszesz, wymalujesz w głowie,
To jest tak, że w momentach, kiedy jesteśmy właśnie w jakimś takim dołku, czyli jesteśmy w tych dolnych rejestrach tego wykresu, to jesteśmy w stanie widzieć tylko te momenty, które są
Czyli widzimy tylko dołek.
Jest nam łatwiej sobie przypomnieć, kiedy jest mi smutno, to jest mi o wiele łatwiej przywołać momenty, w których było mi źle, w których się czułam, nie wiem, zdradzona.
I że jakby cały sekret tkwi w tym, żeby to pole widzenia swojej przyszłości rozszerzyć, żeby ono również było w stanie dostrzec te momenty, które były neutralne albo które były fajne, nawet jeśli ten jeden teraz jest niefajny.
I w momencie, jak sobie to uzmysłowiłam, że faktycznie ja mam taką tendencję, że jak jest dołek, to ja myślę, o nie, już zawsze będzie źle, zawsze było źle, zawsze mnie nikt nie lubi, zawsze byłam smutna.
Były też momenty, które były super i one wrócą po prostu.
Tak działa świat i tak działa życie, że nieuniknione jest również to, że w końcu będzie lepiej.
Oczywiście, że wyjść z tego tunelowego myślenia, prawda?
I nawet właśnie chociażby sięgnąć po te, dobra, nałoży wymyślony, metaforyczny, po prostu żółty kapelusz, prawda?
Albo który to był od faktów biały, czyli halo, halo, zaraz, zaraz, czy naprawdę nikt mnie nie lubi?
Czy naprawdę zawsze było źle?
Czy naprawdę pogoda w Polsce jest najgorsza na świecie?
Jeszcze przypomniałam sobie, że Martin Seligman, twórca psychologii pozytywnej, trochę się śmieję, że przypomniałam, bo przed chwilą trzy razy oglądałam ten notatek i nie mogłam sobie przypomnieć, mówił o tym, że poczucie humoru jest jednym z najważniejszych, wyobraź sobie, mierników zdrowia psychicznego.
Tak, właśnie tak siedziałam i opowiadałam o tym wczoraj mojemu partnerowi, a on mówi, no tak, że popatrz, to tutaj punktem odniesienia może być postać z filmu Joker, która nie umiała w poczucie humoru, pamiętasz?
Tak, on nie umiał, on po prostu niestety nie umiał w poczucie humoru, a był bardzo zaburzony, więc tutaj nawet nie chodzi, mi się wydaje, nie chodzi tutaj mi o to, że ktoś ma depresję, więc się nie śmieje, nie, nie, bo zresztą to nie jest zaburzenie, ale
Chodzi bardziej chyba o taką zdolność umysłu, bo poczucie humoru wskazuje na bardzo dużą taką elastyczność, że my możemy, wiesz, wychodzić z utartych ścieżek, dostrzegać właśnie takie nieoczywiste połączenia.
Poczucie humoru zawsze zawiera jakiś taki element zaskoczenia, czyli właśnie to myślenie lateralne, o którym mówił Edward de Bono.
Czyli to jest w kontrze do tego, co mówiłaś, co nas czasami dopada.
Tego tunelowego myślenia, wszystko i zawsze.
A przecież wiesz, bo jeżeli uruchamiasz poczucie humoru, to wychodzisz ze sztywności.
To jest elastyczność.
Ja bardzo lubię w sobie to, że umiem się śmiać nawet jak jest mi przykro i ciężko i źle.
I jakby czarny humorek to też jest mój humorek.
Jakby fajnie, że mi to teraz legitymizujesz, bo mi się tak wydawało, że to jest przydatny skill umieć się śmiać.
Tak, z siebie i też z trudnych chwil i z jakichś problemów.
Że to pozwala jakoś tak obłaskawić, uczynić takimi mniej strasznymi.
I w ogóle to zmienić te perspektywy.
Rzeczy się stają mniej straszne, jak są obśmiane.
Więc myślę sobie, że możemy taką puentą naszej rozmowy uczynić to, że w momencie, jeżeli jesteśmy przekonani, że coś wygląda tak, a nie inaczej, to postarajmy się dostrzec zupełnie nową perspektywę i nie bójmy się próbować nowych rzeczy, nowych skojarzeń, nowych myśli, nowych grup, nowych wyzwań.
Nowych aktywności.
Jak ktoś tam kiedyś powiedział, bój się i działaj.
A czy ty byś chciała jeszcze jakąś taką myśl?
Nie, ja się podpisuję pod tym, co powiedziałaś.
Bój się i działaj może z oklepanym cytatem i mogłoby być na tych cringe'owych postach na Pinterestie, ale uważam, że to jest bardzo fajny cytat i warto za nim podążać.
Zostawiłam was taką myślą i napiszcie, jakie są wasze przemyślenia, refleksje.
Dziękuję bardzo, dzięki, trzymajcie się wszyscy, pa!
Ostatnie odcinki
-
Dlaczego wszystko mnie drażni? Przebodźcowanie ...
19.02.2026 16:58
-
Dlaczego ludzie zdradzają, choć kochają? Psycho...
12.02.2026 16:49
-
Manipulacja w relacjach: jak ją rozpoznać i zat...
05.02.2026 16:55
-
Lęk przed bliskością i opuszczeniem w związku |...
29.01.2026 16:49
-
Relacja nie kończy się wraz ze śmiercią. Jak pr...
22.01.2026 17:17
-
Maski nie są fałszem, są strategią - o maskowan...
15.01.2026 16:55
-
Porażki cenniejsze niż sukcesy, a poczucie winn...
08.01.2026 16:55
-
Miłosne strategie, czyli co robimy, by nas nie ...
18.12.2025 16:51
-
Czego kobiety nie wiedzą o mężczyznach? - rozmo...
11.12.2025 16:42
-
Jak rodzice i dzieci (po)psują nasz związek - p...
04.12.2025 16:32