Mentionsy

Stenogramy zbrodni
Stenogramy zbrodni
30.11.2024 01:37

FERAJNA #11 - kryminał, podcast, słuchowisko, antykryminał

"Wiedziałem, że odsiadka tutaj, znaczy na Białorusi, nawet tak krótka i za taką pierdołę, doda mi prestiżu, pozwoli mi sporo zyskać w oczach pobratymców, a co więcej rok to nie wyrok przecież. Nawet jest takie powiedzenie: Rok nie wyrok. Głupie, ale jest. Bo każdy wyrok gniecie, nieważne jak długi."


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 18 wyników dla "Kola"

Na szczęście nie zdążył wtedy nic w Alpinie uszkodzić i tę sytuację Kola dość szybko mu wybaczył.

Ani jednej rysy Kola nie znalazł przy klamce i dlatego być może nie zabił go wtedy.

Kola stresował stereo, zajeżdżając mu co rusz drogę, a Biały tylko fakulce nam zarzucał.

I Kola, ujrzawszy wycelowaną w nas lufę kałasznikowa, dał sobie spokój z tymi podjazdami.

Stereo czekał więc na nas w aucie, my ten kawałek do centrum pokonaliśmy na piechotę w rękach torby, na głowach wciąż zwinięte jak czapki kominiarki, tatuaże pozaklejane plastrami, bo Kola miał dziarę na lewej dłoni, ja na duchem i na karku już wtedy, więc na wszelki wypadek też je zakleiłem, Kola kałach przewieszony przez pierś, potem te kominiarki naciągnęliśmy sobie na mordy i tak wtargnęliśmy do tego centrum.

Kola pociągnął serią z karabinu w sufit tuż nad nim, a w sumie to w taką betonową antresolę ze szklaną balustradą.

Jak tylko kurz opadł, Kola przydepnął tego ochroniarza, wycelował w niego lufę.

Więc Kola podbiegł do nas, wycelował przez tę kratę w tę babeczkę, ale ona, przylgnąwszy do półek za nią, aczkolwiek wyglądała na przerażoną, to jednak pokiwała do Koli głową na nie.

Kola nie miał zamiaru jej za to zabijać, bo przecież i tak niczego by to nie zmieniło.

Więc Kola przewiesił karabin przez plecy, wyjął z torby, którą tam przynieśliśmy duży młot i zaczął walić nim w tę kratę, aż poczęły wyginać się i w końcu odpuściły trzymające ją po bokach suwnice.

I ona w panice trzyma tę kratę, po rękach cieknie jej krew, my na nią z białym napieramy, kopiemy w nią z całej siły, ta krata już tylko na słowo honoru się trzyma w tych prowadnicach, a Kola jak nie jebnie w nią po raz kolejny tym młotem,

Kola po raz dwudziesty już chyba albo trzydziesty przyjebał tym młotem w tę kratę.

Kola wyciągnął do niej rękę, żeby pomóc jej się podnieść, ale ona dalej siedrze w niebogłosy, więc Kola zamachnął się i tak przypierdolił tym młotem w posadzkę obok jej głowy, aż wyrąbał w niej dziurę.

Więc Kola, uderzywszy tym młotem, warknął do niej.

Kola przekazał młot białemu, po czym wrócił do holu, pierdolnął kolejną serię skałacha w sufit.

Kola zmienił magazynek, przeładował, na powrót docisnął butem ochroniarza do podłogi, kiwnął do mnie głową, że jest okej, a ja z Białem przystąpiliśmy do dzieła.

W każdym razie kola pilnuje przedpola, biały tłucze te szyby, a ja zagarniam łupy.

Kola w tym samym momencie krótką serię pociągnął po suficie, by odgonić tych, którzy mogliby dostrzec śruby w czole białego, którzy jego gębę by ujrzeli, a potem sprzedaliby go na glinę, więc Kola zachował się wówczas wzorowo.