Mentionsy

Stenogramy zbrodni
Stenogramy zbrodni
30.11.2024 01:37

FERAJNA #11 - kryminał, podcast, słuchowisko, antykryminał

"Wiedziałem, że odsiadka tutaj, znaczy na Białorusi, nawet tak krótka i za taką pierdołę, doda mi prestiżu, pozwoli mi sporo zyskać w oczach pobratymców, a co więcej rok to nie wyrok przecież. Nawet jest takie powiedzenie: Rok nie wyrok. Głupie, ale jest. Bo każdy wyrok gniecie, nieważne jak długi."


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 31 wyników dla "Biały"

Biały był bowiem pewien, że on nikomu się na nas nie pożali, a jeśli zasięgnie języka na mieście i dowie się z kim miał do czynienia, bo na pewno zrobiłby to w pierwszej kolejności.

Biały był pewien, że on dowiedziawszy się na kogo trafił, zachowa całkowite milczenie.

Biały od razu rzucił go na głęboką wodę, że tak powiem.

Biały o dziwo go puścił, pozwolił mu na to i zwyczajnie w pewnym momencie stereo jakby zniknął nam z pola widzenia.

Gdy mnie wtedy przymknięto, bo mnie glin na ulicy pochwyciły, kiedy szedłem z torbą na siłownię, nawet biały stwierdził, że byłoby dobrze, jakbym ten rok odsiedział, poznał panujące w koloniach zasady i tak dalej.

Więc Biały polecił Stereo zdobyć jakiś nierzucający się w oczy samochód.

Więc tego dnia Stereo podjechał po nas czerwoną ładą i Biały wsiadł z nim do tej łady, a mnie i Coli polecił jechać za nim i Alpiną.

I pamiętam jak oni wsiadają, znaczy Stereo wsiada do tej łady, chce zająć fotel kierowcy, taki podniecony, drzwi otwiera, ale chwyta go za kark Biały.

Jak biały rzucał groźby, to... Ale on miewał takie odpały.

A biały, jaki dumny do niej wsiadał, jaki był dumny, że jego nowy kumpel z Ferajny ogarnął jakiś temat.

Kola stresował stereo, zajeżdżając mu co rusz drogę, a Biały tylko fakulce nam zarzucał.

I w pewnym momencie odpuściłem, podobnie jak Biały, ten krzyknął do Koli, by nam pomógł, bo sami nie damy sobie rady.

I ona w panice trzyma tę kratę, po rękach cieknie jej krew, my na nią z białym napieramy, kopiemy w nią z całej siły, ta krata już tylko na słowo honoru się trzyma w tych prowadnicach, a Kola jak nie jebnie w nią po raz kolejny tym młotem,

Ono stało za taką wysoką ladą, za białym, wysokim kontuarem, gdzie kasa fiskalna stała i tak dalej.

Znaczy, wbrew temu, jak się wcześniej umówiliśmy, to Biały zamiast mnie tłukł młotem szyby w regałach, a ja zamiast niego pakowałem łupy do torby.

Biały walił ściętą końcówką młota, tak zwanym rąbem czy rębem.

W każdym razie kola pilnuje przedpola, biały tłucze te szyby, a ja zagarniam łupy.

Trzymając torbę z łupami w ręce, robię krok w bok, odchylam głowę i widzę, że ta pracownica sklepu, ta młodziutka brunetka, stoi przed białym i obiema rękami trzyma wycelowany w niego spory rewolwer.

Odrzuciłem torbę, dwa kroki zrobiłem czy trzy w ich stronę, ale słysząc jak dreprze po szkle powstrzymał mnie ręką biały, nie odwracając się przy tym do mnie.

I tak stoimy wszyscy jak debile, ja patrzę, a Biały wciąż stojąc tam, gdzie stał, wolno ściąga z głowy kominiarkę,

A ja wciąż stałem i patrzyłem jak biały tuż po tym jak zdjął tę kominiarkę, ukazując tej kobiecie swoją twarz, ona jakby przerażona była tym co ujrzała, bo na jej twarzy pojawił się na moment taki grymas, czy to bólu, czy przerażenia, czy współczucia.

W każdym razie ona na widok twarzy Białego aż przymrużyła oczy, skrzywiła się, rzekłbym, i delikatnie odchyliła głowę, jak też lekko opuściła lufę rewolweru, ale wtedy Biały błyskawicznie chwycił za tę lufę, zacisnął na niej rękę, zrobił krok ku tej kobiecie i przyłożył sobie tę lufę do czoła.

Biały popchnięty przez nią zrobił mały krok do tyłu, ale zaraz wrócił na swoje miejsce.

I biały, czując widocznie jak drży przy jego czole ta lufa, mówi do niej, no strzelaj, jeśli chcesz zrujnować sobie życie.

I Biały tak patrzy na nią, pyta.

No to strzelaj i zapomnij o nich, rzekł Biały, po czym dodał.

Podniosłem z podłogi też kominiarkę, którą zdjął z głowy Biały.

Jeszcze chwilę nam zajęło opróżnienie dwóch czy trzech pionowych witryn, po czym wychodzimy stamtąd, znaczy opuszczamy ten salon, ale nagle Biały zawrócił.

Biały wrócił się z nim do salonu, poszedł za kontuar, a ja za nim.

Wpierw rzuciłem torbę z łupami na podłogę holu, zostawiłem ją w pobliżu czekającego tam wciąż na nas coli i po prostu poszedłem za białym, bo sądziłem, że mogę mu się w czymś przydać.

W każdym razie weszliśmy z powrotem do salonu, a biały wlazł za tę ladę, za ten kontuar, za którym wciąż siedziała na podłodze i łukała ta kobieta i rzucił jej ten naszyjnik mówiąc