Mentionsy
118 - Ewelina Sielska - Podziel się plażą z sieweczką - Błękitny Patrol WWF
Rozmowa z Eweliną Sielską z Błękitnego Patrolu WWF o ochronie ptaków i fok na naszym Wybrzeżu.
https://www.wwf.pl/zaangazuj-sie/blekitny-patrol
https://chronbaltyk.pl
Strona odcinka https://michalstanecki.com/118-2/
Za wsparcie dziękuję Patronkom i Patronom. Doceniam Waszą obecność.
Sponsorzy odcinka (1)
"WWF, Błękitny Patrol WWF, 25-lecie Fundacji WWF, 15-lecie Błękitnego Patrolu"
Szukaj w treści odcinka
Dzisiaj wspólnie z Eweliną Sielską z Błękitnego Patrolu WWF popilnujemy młodych fok, ale przede wszystkim sieweczek obrożnych gniazdujących na polskich plażach, również w okresie naszych wakacji, gdy plaże wypełnione są turystami.
Przy mikrofonie Michał Stanecki, a to jest podcast Spotkania z Przyrodą, kierowany do wszystkich, dla których przyroda jest ważna.
Weszliśmy w maj i eksplodowała zieleń.
Od maleńkich czyży po nasze ogrodowe kury, czyli bażanty.
Tuż za płotem smajstrowałem sobie małą ławeczkę ze starej drewnianej belki i mogę teraz o świcie lub w zachodzie słońca iść tam z psami, zabierając lornetkę, a czasem też kubek kawy.
No i zwłaszcza właśnie na tym odcinku, gdzie troszkę wcześniej rolnicy pozarewali łąki i ta woda też została, więc zdecydowanie skutecznie przeciwdziała tutaj suszy.
W ogrodzie kamerki rejestrują aktywność, głównie przy strumyku.
Mogliście to oglądać na moim YouTube'owym kanale Spotkania z Przyrodą.
Ten film jest tam cały czas, to już drugi odcinek strumykowego serialu.
Mamy tam bowiem las, którego osią jest rzeczka i spiętrzona przez bobry woda.
A w międzyczasie z Nadleśnictwa Poddębice otrzymałem kolejne pismo z informacją, że leśnicy
Oczywiście nie sądzę, żeby Lasy Państwowe jakoś szczególnie mocno się tym przejęły, bo gdyby przejmowały się tym, jak bardzo mieszkańcy Łódzkiego skarżą się na masowe wycinki, które mają tutaj miejsce od kilku lat, może właśnie wtedy leśnicy zmieniliby choć część swoich planów.
No niezależnie od tego cieszy mnie to, że lokalne media piszą o tych sprawach i wspierają te dolne inicjatywy obywatelskie, takie właśnie jak Ochrona Lasu i te lasy między innymi na Lublinku, czy Las Wiączyński, czy Bełdowski, no czy teraz ten nasz Las Puszniewski, no mają też choćby takiego sprzymierzeńca, że ten głos gdzieś tam dalej idzie w świat.
Muszę podjąć kolejne działania, bo tak tego po prostu zostawić nie mogę.
Odnośnie mojego kanału na YouTube, to na tym kanale znajdziecie też krótki filmowy zapis z naszego kilkudniowego wyjazdu na Wybrzeże Trzebiatowskie.
No a teraz już przechodzimy do tematu dzisiejszego odcinka, którym są sieweczki obrożne, z którymi dzielimy bałtyckie plaże od mniej więcej marca, początku marca do września.
Sieweczki są już teraz w trakcie lęgów, ale wraz z młodymi ptakami będą obecne na naszych plażach również przez całe wakacje.
Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie i będziemy mogli porozmawiać w podcaście Spotkania z Przyrodą.
To zanim zapytam cię o Błękitny Patrol i twoją w nim rolę, to powiedz gdzie ostatnio byłaś w terenie, co fajnego widziałaś, przeżyłaś, pewnie jesteś osobą aktywną, więc nie będziesz miał problemu z odpowiedzią na takie pytanie.
Wcześniej sieweczki morskiej nie miałam okazji jeszcze zobaczyć, także ten wyjazd był bardzo udany, no i był pod tytułem oczywiście Wakacje z Ptakami.
Tak się odniosę króciutko do tego, co powiedziałaś, bo gdy w ubiegłym roku jesienią byliśmy w Afryce na południu, widzieliśmy w zasadzie same nowe dla nas gatunki ptaków, zupełnie inne niż u nas, ale cały czas liczyliśmy na to, że zobaczymy któryś z gatunków, który znamy z naszego podwórka.
Długo, długo to się nie działo, aż w końcu w pewnym momencie zobaczyliśmy jak gdzieś tam słoniom, które w dużych ilościach obecne były nad jedną z rzek w Parku Narodowym, jak pod nogami tym słoniom pomykały bataliony.
Nawet pół żartem, pół serio śmialiśmy się, że to one tam dwa tygodnie temu jeszcze były na naszym jeziorsku, a teraz już są w Afryce.
To prawda, że my tam wtedy płynęliśmy łodzią i to nie było takie podejście, wiesz, z buta typowe.
Natomiast mimo wszystko nie ma szans u nas zbliżyć się do ptaków na taką odległość i to jest po prostu niewiarygodne, że zmieniają miejscówkę i zupełnie przestawia im się kwestia tego lęku przed człowiekiem i ten dystans się skraca do dosłownie tam kilkunastu metrów i można było sobie spokojnie na nie patrzeć.
Z racji tego, że ten podcast jest tak naprawdę dla wszystkich miłośników przyrody, w tym również ludzi, którzy początkujący stawiają pierwsze kroki, być może nie są wtajemniczeni.
Bo ja jestem w środku Polski, niedaleko Łodzi w dolinie Nerum, a ty skąd do nas mówisz?
W Gdyni, no to fantastyczna sprawa, bo o Gdyni już odcinek emitowałem i była to promocja przyrody w mieście.
Cały czas gdzieś tam się kręcimy, dotykamy podobnych miejsc, podobnych lokalizacji.
I jak ja to zobaczyłam... Morszwina, czyli staka morskiego, który podobno nadal jeszcze u nas jest.
Tak, dlatego też wtedy była taka akcja zbierania podpisów właśnie, żeby tego morszwina objąć ochroną i udało się to.
Ale generalnie pracujecie jakby też z morza, pracujecie z wody, pływacie.
Jeżeli chodzi o naszą pracę, to tutaj od razu doprecyzuję, nie pływamy.
Może coś wcześniej było, ale ciężko mi się odnieść do tego, co było.
Może to być, jeżeli chodzi o pracę stacji morskiej w Helu, ponieważ oni mają swoją jednostkę pływającą i faktycznie też badania robią z wody.
Natomiast jeżeli chodzi o samą pracę Błękitnego Patrolu, my swoich jednostek pływających nie mamy.
Dobra, to teraz mi trochę być może rozjaśniłaś w głowie, bo faktycznie rozmawiałem nawet nie tak dawno w podcaście z Iwoną Pawliczką-Welpawlik, która szefuje stacji i być może to z tamtej rozmowy sobie wyciągnąłem te łodzie czy motorówki, które interwencyjnie też pływają, no właśnie pewnie w kwestii FOK, więc to może być ten trop.
Jeżeli chodzi o foki, to przyjmujemy zgłoszenia telefoniczne od osób, które fokę na plaży spotkają.
Jest taki numer alarmowy, który działa całodobowo.
Natomiast jeżeli chodzi o pracę z sieweczkami i z lęgami, no to faktycznie tutaj robimy patrole, gdzie wyszukujemy tych gniazd, później je odpowiednio zabezpieczamy, nie czekamy aż ktoś nam zgłosi, tylko już sami poszukujemy tych gniazd, żeby móc tym ptakom pomóc.
Tak, jeżeli chodzi o fok, to odbywa się to w ten sposób, że przybywamy na miejsce, wolontariusze Błękitnego Patrolu przybywają na miejsce,
I zabezpieczamy teren, bo dla foki najważniejsze jest to, żeby ona miała spokój, żeby nikt do niej nie podchodził, nie próbował jej zagonić do wody, nie krzyczał, żeby piesek żaden nie podbiegł, nie spróbował ugryźć, bo to wszystko wiadomo, że stresuje zwierzę, więc przede wszystkim zabezpieczamy to miejsce.
Natomiast jesteśmy oczywiście w stałym kontakcie i współpracy ze stacją morską w Helu i tutaj też oni podejmują wszystkie decyzje odnośnie pomocy tym zwierzętom.
W połowie marca powinny się pojawiać już młode foki.
Zmieniamy się co kilka godzin, ponieważ foka potrafi nawet spać 8 godzin albo dłużej.
Więc jak ona się wyśpi, to dopiero sobie odpłynie, ale ten czas musimy jej zapewnić taki, żeby miała spokojny.
Tam odbywa rehabilitację, ponieważ tam jest ośrodek rehabilitacji fok i jak już wyzdrowieje, jest wtedy wypuszczana z powrotem do Bałtyku.
Tak, jest to taki duży kosz wiklinowy, do którego foka jest zapędzana i po prostu później do samochodu jedziemy w stronę helu.
Najczęściej pracownicy z helu wyjeżdżają nam naprzeciw i przejmują fokę, wiozą już do ośrodka.
To tutaj mamy jasność, a ciąg dalszy jakby też słuchacze, słuchaczki będą mogli sobie dosłuchać ciąg dalszej tej historii, co się może dziać z taką ranną czy młodą i słabą foką właśnie w odcinku z Iwoną, który też tutaj podlinkuje, żeby było bezpośrednie jakby przełożenie z jednego drugiego, bo myślę, że te treści będą się tutaj fajnie zaplatać.
No i tutaj również możemy odnieść to do ptaków, że nasze wybrzeże w zasadzie jest w całości praktycznie eksploatowane, bo
Ewentualnie no mamy te części, które zostały jakby uprzemysłowione, czy podpięte pod przemysł, porty, wybrzeża gdzieś przy miastach, miejscowościach i tak dalej i tak dalej.
Ludzie, tak sobie pomyślałem o tym psie, jak powiedziałaś, że też może podbiec.
W przypadku młodej foki czy słabej foki mogłoby to być poważne zagrożenie.
Ale to jest dobra rzecz, o której też często mówimy, ponieważ nawet jeżeli to jest szczeniak, szczenie foki, bo u foki, mała foka to szczenie, ono nawet jeżeli nam się wydaje, że to jest taki słodziak w futerku biały... Pluszaczek, nie?
Więc nawet taka młoda foka może broniąc się ugryźć naszego psa, a pamiętajmy, że też ta foka pływa w wodzie i je ryby, więc ta flora bakteryjna, która jest w pysku jest zupełnie inna niż nasza i te rany bardzo ciężko później się goją.
Pewnie do tych fog jeszcze będziemy dzisiaj nawiązywać, ale ja bym chciał od ciebie wyciągnąć więcej o sieweczkach.
I tak od lat już właśnie WWF też angażuje się w ochronę sieweczki obrożnej, o czym pewnie szerzej będziemy jeszcze mówić.
Gdybyś mogła nam powiedzieć, zanim o samych działaniach, jakie podejmujecie, żeby te ptaki chronić, czy też o zagrożeniach, no bo o to też zapytam, w odniesieniu chociażby do nieświadomych turystów, plażowiczów, jak wygląda jej sezon lęgowy?
Jakich potrzebuje warunków, jakiego siedliska, gdzie buduje gniazda, no i od razu też dlaczego bywa to wszystko razem ryzykowne dla samej sieweczki, jakbyś mogła jeszcze o takich rzeczach nam powiedzieć.
I wracają do nas zimowisk pod koniec lutego.
Także my mniej więcej mamy już też te nasze trójmiejskie sieweczki zmapowane, wiemy w którym miejscu, w której powinniśmy się spodziewać.
I pierwsze lęgi są na początku kwietnia, więc wtedy też wcześniej oczywiście samica się pojawia i one łączą się w pary, zajmują sobie odpowiednią przestrzeń i tam samiec robi kilkanaście dołków gniazdowych, on je tak brzuchem po prostu wygrzebuje w piasku, a samica wybiera sobie ten, który najbardziej odpowiada.
To od połowy plaży w stronę wydmy.
Czasem zdarzy się, że również na wydmach założą, ale raczej są to ptaki, które potrzebują widzieć, co się dzieje naokoło, widzieć całą przestrzeń, więc zdarza się, że na przykład na środku plaży znajdziemy gniazdo sieweczki i nie są to tylko tereny rezerwatów czy parków, gdzie sieweczki gniazdują, ale też tereny plaż, które są ogólnodostępne dla ludzi.
Także często tutaj w Trójmieście możemy spotkać taką sytuację właśnie, że jest teren odgrodzony dla sieweczki, a obok jest pełno turystów, którzy się opalają.
Dodatkowo jajka też są o odpowiednim kolorze, gdzie idąc po plaży, gdy odbija się słońce, ciężko je znaleźć.
Co roku szukamy i czasami chodzi się w kółko kilka razy i nie można znaleźć, a nagle spojrzy się w lewo i patrzymy, jest.
Tak, tutaj jeżeli chodzi o ptaki, to jeszcze mamy w projekcie trzy gatunki rybitw i ostrygo jada.
Tak, więc jedynie sieweczka, jeżeli chodzi o polskie plaże, została tym ptakiem, który tam zakłada gniazda i któremu możemy pomóc.
No ale ty już po części jakby odpowiedziałaś na to moje pytanie.
A też ta ochrona, ogrodzenie tego terenu powoduje, że człowiek tam nie wchodzi i nie zadebtuje roślin.
Jeszcze morświna też umieszczamy, żebyśmy nie zapomnieli o morświnie, ponieważ no morświna niestety ciężko jest zobaczyć, on przebywa tylko w wodzie, więc mało osób o nim wie, a bardzo nam zależy na tym, żeby jednak pamięć o nim nie zaginęła.
To raz i gdyby naprawdę z jakichkolwiek powodów taki morszwin mógł znaleźć się na plaży, już jakby nie wnikając w przyczyny, no to byłoby też dobrze, żeby faktycznie nie było jakiegoś, nie wiem, ogólnego zdziwienia, tylko żeby ta informacja gdzieś tam wisiała sobie jako dostępna, że również takie zwierzę na naszej plaży może przynajmniej teoretycznie się pojawić, choć wiemy, że no...
No i cały czas jeszcze mamy nadzieję, że uda się tendencję spadkową odwrócić i że one w tym naszym Bałtyku przetrwają i po prostu będą.
Czyli najpierw po prostu spacerujecie, mówiąc najprościej, po plażach, żeby albo potwierdzić gniazda, które ptaki budują w tych swoich miejscach od co najmniej pewnie kilku sezonów.
To jest kwestia wygrodzenia takiej przestrzeni, zabezpieczenia po prostu fizycznie przez ogrodzenie, krótko mówiąc.
Dobrze, to już doprecyzuję tą kwestię, ponieważ ogrodzenie jest istotne i z reguły jest to około 50-60 metrów od znalezionego gniazda.
Natomiast jeżeli, i tak jak sprawdziliśmy, to te 50-60 metrów jest taką odległością, że jeżeli ktoś podejdzie do płotu, to sieweczka nie schodzi z tego gniazda, czyli to jest bezpieczna odległość dla niej.
Natomiast jeżeli jest to mniejsza odległość, to każdorazowe podejście człowieka do płotu będzie powodowało, że sieweczka będzie schodziła.
Jeżeli musi to robić kilkadziesiąt razy dziennie, czy nawet kilkaset w sezonie, bo tak dużo jest ludzi na plaży, to będzie powodowało, że w nocy, gdy przyjdzie lis, ona nie będzie miała siły uciec i po prostu padnie jego ofiarą.
To jest po prostu taka siatka ogrodzeniowa, której oczko jest na tyle duże, żeby sieweczka mogła wejść do środka i wyjść kiedy chce.
Natomiast już na przykład lis czy jakiś inny drapieżnik czy jakiś ptak nie wejdzie do środka i nie zje tych jajek.
Więc też ta siatka jest od góry zabezpieczona i po bokach, żeby po prostu i z powietrza żaden ptak nie mógł spenetrować tego gniazda, ani z ziemi, na przykład list, czy zdarzało się nawet, że jeż potrafił wejść do kosza i zjeść, więc no to są takie właśnie konstrukcje antydrapieżnicze, a do tego też pokazują ludziom, że faktycznie w tym miejscu jest gniazdo sieweczki, żeby też nie zadeptać go, tak idąc, to po prostu żeby było wiadomo, że
W tym miejscu jest ta ochrona i też przy tym płocie, który stawiamy też są tablice z każdej strony informujące o tym, że tutaj lęgi mają sieweczki, żeby nie podchodzić, nie niepokoić, przejść dalej i co najważniejsze, żeby pieska mieć na smyczy, ponieważ piesek bez smyczy jest bardzo dużym zagrożeniem dla sieweczek.
Spróbuj to opowiedzieć w taki sposób, my uruchomimy wyobraźnię, bo ja na przykład nie trafiłem na taką sytuację, gdzie zastałbym kawałek plaży wygrodzony jakimś płotem.
No bo te plaże nie wszędzie są bardzo szerokie i wtedy to ogrodzenie idzie od pasa wydm, czy zostawiacie przejście, ale wtedy pewnie ciężko jest czasami uzyskać te 50 metrów, więc chciałbym to sobie wyobrazić, jak to działa.
50 metrów to jest licząc od, jak znajdziemy gniazdo, idąc wzdłuż plaży, nie w stronę wody, tylko po plaży.
Natomiast ta linia, którą mamy od gniazda do wody, no to tutaj zależy, ile mamy plaży, jak ona jest szeroka i w którym miejscu sieweczka założyła gniazdo.
Bo czasami jest ono prawie przy samej wydmie, więc wtedy dużo mamy tej plaży, a czasami jest na przykład na środku, więc trochę tej plaży nam wtedy zostaje.
Natomiast zawsze musimy zostawić miejsca tak dużo, żeby ludzie mogli sobie swobodnie przejść przy linii wody i żeby mógł przejechać traktor ekipy sprzątającej.
Musimy się podzielić tą plażą.
Wiesz, nie mówię o tym, że fizycznie, bo to nie problem pewnie obejść czy przejść, ale jak wasze doświadczenia tutaj pokazują, bo czasami jest tak, że żeby człowieka zatrzymać, to trzeba by tam było zrobić, nie wiem, wysokie napięcie i jeszcze jakieś ładunki wybuchowe, bo jak ktoś bardzo chce, no to po prostu wejdzie i takie przypadki mają miejsce i wchodzą ludzie na mewią łachę i właśnie tam, gdzie inni pracują nad tym, żeby foki miały spokój, zdarza się, że też przechodzą przez jakieś ogrodzenie czy te bramy, które są tam przy tych betonowych półwyspach.
Zdarza się faktycznie, że widzimy, że ktoś... Widać po prostu ślady, że ktoś jednak chodził i tam zaglądał.
Raczej jeżeli ktoś już gdzieś tam się zaplącze i wchodzi, to często widzę, że po prostu miał głowę gdzieś tam w obłokach i nawet nie patrzył, gdzie idzie.
I też rozmawiamy, podchodzimy.
Tak, i tutaj jeszcze przypomnę taką historię, która zawsze mnie bawi, ponieważ któregoś roku było tak, że właśnie już mieliśmy odgrodzony ten teren i ja wtedy sobie usiadłam obok tego ogrodzenia i patrzyłam przez lornetkę, czy ta sieweczka wraca do gniazda, czy się zmieniają, co robią, więc tak sobie obserwuję wtedy zawsze, jak one się zachowują i podchodzi do mnie pan, taki bardzo mocno umięśniony, mocno wytatuowany i tak trochę się przestarszyłam
A on w pewnym momencie spojrzał się na mnie, odwraca się i krzyczy, Halinka, chodź zobacz, jakie słodziaki.
Nie wiedziałam czego się spodziewać, a wyszło super.
Że ktoś tak sam siebie po prostu poprawia tablicę albo poprawia to ogrodzenie, bo się przewróciło i to jest takie zawsze wzruszające, że komuś się chce.
Nawet zaangażować w jakąś tam pomoc, wiesz, ważne, że nie wiem, zrobi cokolwiek, komuś coś powie, coś przytrzyma, coś poda, no różnie bywa.
Myślę tutaj mam takie skojarzenie też z ludźmi, którzy chronią błotniaki na polach i tam też jak rozmawiałem z moim kolegą, który się tym zajmuje i też opowiadał o tym w podcaście, angażowanie rolników w to bezpieczeństwo ptaków bardzo często działa tak, że już gdy wiedzą, to to już nie są jakieś ptaki, tylko to są ich ptaki.
Jest szansa na to, że on też będzie takim ambasadorem sieweczek na naszych plażach, bo pewnie opowie o tym kilku kolejnym osobom, znajomym i chyba tak to też powinno działać, więc to jest super i taka dodatkowa wartość pewnie z takich sytuacji.
Słuchajcie, wykluły się, mamy cztery pisklaczki, później po miesiącu już latają, super, dostały obrączki, podaję im numery i później za rok, słuchajcie, wróciły i ci ludzie są tak zachwyceni tym, co tam się dzieje, no bo to są właśnie te ich sieweczki.
Tak, to niesamowite, to mi się bardzo podoba, że ten mechanizm działa właśnie w taki sposób.
Czyli podsumowując te zagrożenia, to jest nieświadome wejście, płoszenie ptaków i w tych jakby najgorszych scenariuszach, które należy rozważać i brać pod uwagę,
Ponieważ też nie wszystkie gniazda jesteśmy w stanie od razu znaleźć i zabezpieczyć.
To one mają taką technikę obronną, że rodzic go ostrzega i on w tym momencie przykuca albo kładzie się na boku, udaje martwy.
Po prostu jeżeli mamy już określony teren, gdzie jest sieweczka, to najlepiej jest jak jedna osoba jest z jednej strony płotu, druga z drugiej i wszyscy ludzie, którzy idą z psami luzem są proszeni o to, żeby złapać pieska plus do tego się rozmawia i tłumaczy o co chodzi, pokazuje i robimy to w przypadku kiedy są jajka i też w przypadku kiedy są bisklęta.
Zdarza się również, że można chwilę odpocząć, gdy jest trochę mniej ludzi, ale pamiętajmy, że zaczynamy w kwietniu, więc kwiecień, maj najczęściej... Nie są też takie warunki, nie?
Ten kluczowy czas, kiedy mówimy o gnieździe, jajkach i tym okresie, w którym jeszcze maluchy pozostają, jest szansa, że będą w pobliżu gniazda z rodzicami, bo to są zagniazdowniki, prawda?
Ale pamiętajmy o tym, że też nie każdy lęk się od razu udaje.
Czasem jest tak, że z jakiegoś powodu no jednak coś tam się dostanie do środka.
A jeszcze to, że jeżeli uda im się wychować pisklaki z tego pierwszego lęgu, to jeszcze raz podchodzą, czyli mają dwa lęgi w roku.
Tego jakby nie unikniemy, bo gdyby to było tylko tak, że ten czas to jest powiedzmy kwiecień czy maj, no to potem powiedzmy już od czerwca ten czas taki wakacyjny, no można powiedzieć, że tam byłoby już z górki, byłoby już trochę łatwiej i bezpieczniej, a tutaj jednak nie ma tej opcji, więc warto, żeby to też wybrzmiało, że to koncentrujemy się i ten kwiecień jest super ważny strategiczny, maj, bo ptaki jeszcze nie latają.
Ale później mogą być właśnie powtórzone lęgi albo, znaczy one mogą być powtórzone z różnych powodów, no albo właśnie z niepowodzenia, jakiś tam strat, no albo nawet jeśli będą udane, to ptaki mogą też podejść po raz drugi, więc praktycznie tak jak mówisz, no cały ten okres trzeba jednak mieć gdzieś w głowie, że to jest ten czas takiej wzmożonej ostrożności.
To ja jeszcze tylko jako przyrodnik z zamiłowania i psiarz dopowiem, że my tu nie uderzamy w psy.
No po prostu pewnych sytuacji nie przewidzimy i nie jesteśmy w stanie później odpowiednio zareagować.
To może być coś elastycznego, coś troszeczkę dłuższego, ale co daje nam zawsze tę kontrolę, że pies po prostu nie pobiegnie sobie beztrosko gdzieś w głąb plaży, gdzie no właśnie, czy to chcący, czy niechcący może spowodować takie szkody i straty w ptasich lęgach.
I wiesz, ja to też wiem po swoich, że po prostu czasami to jest impuls, to jest bodziec.
I nie wiem, czy musimy to nazywać jakimś tam łańcuchem łowieckim czy innymi rzeczami, które pies ma gdzieś tam, czasami w genach pewnie, ale to jest zawsze kwestia naszej odpowiedzialności.
No bądźmy po prostu odpowiedzialni.
Jakbym zapytał, to może być pytanie trudne, ale jakbyś się podjęła, jakie jest największe wyzwanie w ochronie sieweczek?
Bo myślę sobie, czy ta fizyczna część pracy, kiedy trzeba znaleźć gniazdo i ewentualnie zabezpieczyć strefę, czy na przykład jednak kwestia rozmów z ludźmi, edukacji, nie wiem, edukacji tu i teraz na miejscu, w sensie spotkanych ludzi przy ogrodzeniu na plaży, czy może takie działania w cudzysłowie bardziej systemowe, czyli jakieś zaplanowane akcje Błękitnego Patrolu albo nawet WWF-u po prostu raczej w tę stronę.
Ta fizyczna praca jest ciężka, ponieważ trzeba po plaży chodzić i to nie przy wodzie, tylko po piasku, więc no to jest męczące, ale gdy się już znajdzie gniazdo tej sieweczki,
A co do rozmów z ludźmi, one też są... czasami są łatwiejsze, czasami są trudniejsze, ale też z każdą rozmową się uczymy i jak podejść do tych ludzi, jak ich zainteresować zwierzętami, żeby oni je pokochali.
Na pewno dużo nam pomaga prowadzona edukacja, którą prowadzimy przed sezonem lęgowym, ponieważ chodzimy i do przedszkoli, i do szkół, prowadzimy różne warsztaty z dziećmi, z dorosłymi, wykłady.
Pewnie inaczej to wygląda w momencie, kiedy to jest tylko jakby przeszukiwanie plaży, chociażby pod kątem
A później, jeżeli już jadę na taki patrol sieweczkowy, no to przede wszystkim trzeba się zabezpieczyć w odpowiednie narzędzia.
Jeżeli uda się znaleźć gniazdo sieweczki, to tego samego dnia od razu organizujemy wsparcie, żeby ktoś jeszcze do nas dojechał, żeby to poszło sprawniej.
Natomiast jeżeli chodzi o foki, no to tutaj jesteśmy pod telefonem.
Ustalamy, czy foka, jeżeli to jest młoda foka, czy jest do zebrania, czy będziemy ją tylko pilnować.
Jeżeli tylko pilnujemy, no to ustalamy, że na przykład przez dwie godziny pilnują dwie osoby, później się zmieniają, tak żeby też po prostu wolontariusze nie zmarzli za mocno.
A jeżeli jest akcja, że trzeba fokę podjąć i przewieźć do ośrodka, no to wtedy też organizujemy się po prostu, kto przyjedzie z tym koszem, kto będzie brał udział w akcji, kto zawiezie fokę, więc wszystko po prostu jest też taką bardzo mocno organizacyjną pracą.
I po prostu opowiecie o tym, a wiemy, że to jest bardzo dobry kanał na przekazywanie też wiedzy dalej, bo dzieci bardzo często zarażają potem dorosłych, swoich rodziców tym, jak same
Ale skutek zawsze jakby, no zmierzamy do tego samego, prawda, żeby te dzieci, brzydko mówiąc, załapały o co chodzi, a jeżeli to zrobią, to wiemy, że ta informacja pójdzie dalej, jakby wtłoczona gdzieś tam, tu rodzice, tam dziadkowie, tu za chwilę ktoś może jeszcze usłyszy i to już będzie duży krok do przodu.
No a ta edukacja turystów to jest możliwe tylko w takiej formie typowo terenowej, o której wspominałaś, czyli jesteście w akcji, ktoś zaciekawiony pochodzi i wtedy możecie po prostu z kimś takim też porozmawiać w formie takiej właśnie powiedziałbym edukacyjnej.
Nie tylko, bierzemy udział też w wielu akcjach edukacyjnych, na przykład podczas pikników czy jakichś wydarzeń w danych miejscowościach.
No to tutaj super, super sprawa, bo wydaje mi się, że też łatwiej jest po prostu dotrzeć do, jak to się mówi, lokalsów, niż do tych ludzi, którzy, wiesz, plaże widują być może raz w roku właśnie w szczycie sezonu urlopowego i wtedy też ich głowa ma odpoczywać i zajmują się zupełnie innymi rzeczami, niekoniecznie muszą myśleć wtedy w tych naszych, powiedzmy, jakichś tam ekologicznych, ochroniarskich kategoriach.
Z tego co pamiętam, jeżeli chodzi o Foki, to takim najbardziej zapadającym w pamięć wydarzeniem była moja pierwsza interwencja do Foki.
Naprawdę taka mała i taka bezbronna leżała na tej plaży, a też była pogryziona prawdopodobnie przez psa, więc jak zobaczyłam te ranki, to było mi tak strasznie przykro, że coś takiego się wydarzyło, że to jest jej dom, ta plaża, to morze, a jednak...
Czyli emocje, to nie tylko samo działanie, jakby koncentracja na konkretnej robocie, która jest do wykonania, ale nie da się tego odczepić po prostu dla nas ludzi o, zakładam, no jednak pewnej wrażliwości i takim wyczuleniu na te krzywdy, które się gdzieś tam mogą w tej przyrodzie dziać.
A jeszcze chciałam właśnie też powiedzieć o takim wyjątkowym dla mnie ptaku, o sieweczce, ponieważ nam się tak może czasami wydawać, że sieweczek jest dużo i nie ma to znaczenia, ale ja mam taką swoją jedną ulubioną i to też właśnie pierwszą, ponieważ mieliśmy szkolenie pierwsze właśnie w momencie, kiedy wchodziliśmy z WWF-em w ochronę ptaków właśnie z grupą badawczą ptaków wodnych Cooling.
Podchodzę bliżej, a tam jajeczka.
I tutaj były pisklaki M1, M2 i bodajże M3.
I to jest właśnie M od Mikoszewa i to jest właśnie ten mój ulubieniec, ponieważ on co roku lata na zimowisko na takie piękne wyspy na północy Holandii i tam jest odczytywany przez pana ornitologa i ten pan nam wysyła informację, wasz ptak jest u nas na zimowisku.
Fajna historia i te emocje też robią robotę i ja myślę, że to też zawsze warto akcentować, bo mogą się zdarzać sytuacje trudne czy wręcz dramatyczne, smutne i niekoniecznie z happy endem, ale z drugiej strony wiesz, satysfakcja z tego, że właśnie potem wiesz, że ten ptak wrócił, że jest cały i zdrowy, a miałaś swój udział czynny w tym, że on został bezpiecznie chociażby odchowany w czasie lęgu, więc to samo może dotyczyć fok, tak jak ten przykład, który podałaś.
Chciałem zapytać, żeby też mi to nie umknęło, bo wspomniałaś o tym odczytywaniu obrączek i tutaj też nie wszyscy przyrodnicy, pewnie ci, którzy już trochę siedzą w temacie, będą to wiedzieć, ale być może są też wśród słuchaczek słuchaczy tacy, którzy tematu nie znają.
Otóż jeżeli w jakikolwiek sposób uda się zarejestrować, odczytać, dzisiaj wiesz, są dobre aparaty, są dobre obiektywy, czasami jest tak, że zobaczymy gdzieś na tej plaży ptaka.
Możemy zrobić zdjęcie, jeżeli uda się odczytać taką obrączkę, to mamy stację obrączkarską, do której można za pośrednictwem internetu po prostu dokonać takiego zgłoszenia.
Tam opisuje się, prowadzi za rączkę formularz w zasadzie jeśli chodzi o wypełnianie takiego zgłoszenia.
Nauka obywatelska tak po prostu chociażby, a druga sprawa jakaż jest frajda i to już wiem z autopsji, jak dostaje się te zwrotki, czyli potem widzi się, że ktoś tego samego ptaka odczytał na przykład w innej części Europy albo jeszcze dalej, zależy jak tam z migracją sprawa się miewa.
Albo jak na przykład trafiamy czasami na tego samego ptaka, tak jak ty masz już tą swoją w dobrym znaczeniu sieweczkę, w znaczeniu takiej odpowiedzialności oczywiście za tego ptaka.
Więc gorąco zachęcam, jeżeli ktoś ma takie możliwości techniczne, bo odczytać no to zwykle trzeba mieć lunetę.
Natomiast no dzisiaj aparaty, obiektywy można potem przyzoomować, wykadrować, starać się taki znaczek odczytać i daje to po pierwsze, tak jak powiedziałem, no jakiś tam wkład w naukę o tym gatunku, a z drugiej strony dla nas jest to taka po prostu fajna zabawa i frajda, bo wiemy i nie jest to już...
Ptak anonimowy, nie potrafimy czasem rozróżnić, chłopak, dziewczyna, młody, stary, a bardzo możliwe, że gdy dostaniemy taką informację o tej obrączce, dowiemy się kto, gdzie, kiedy go zaobrączkował, czy to samiec, czy samica, no i właśnie jak mogą wyglądać te podróże chociażby sezonowe tego ptaka.
Tak jak powiedziałeś, z jednej strony jest to bardzo ważne dla nauki, a z drugiej też dla nas, bo możemy dowiedzieć się mnóstwa rzeczy na temat tego ptaka, między innymi właśnie gdzie się wykluł, gdzie zimuje, gdzie był widziany, więc znamy też trasę podróży na przykład na zimowisko.
Pamiętam jeszcze, jak mieszkałem w Łodzi parę lat temu, mieszkaliśmy przy takim dużym, największym łódzkim parku, naprawdę sporym, w którym było kilka stawów, no i jeden był określany nawet jako taka stoja ptaków i tam mieliśmy whisky i te whisky były obrączkowane, najczęściej to była nawet forma broży na szyi.
Obrączkowali je ludzie, których znam, bo ornitolodzy z łódzkiego uniwersytetu to jest raz, więc odczytywaliśmy te obrączki w każdym sezonie.
Natomiast była tam jedna z tych łysek, już teraz nie pamiętam czy to był chłopak czy dziewczyna, która została odczytana, teraz już nie pamiętam dokładnie gdzie, ale to był jakiś drugi koniec Europy.
Typowy ptak podróżnik, no jakby nie funkcjonował tak jak wszyscy jego pobratemcy z tych lokalizacji naszych i z tych samych miejsc, w których przychodziły na świat, a potem były obrączkowane.
To był ewidentnie ptak z takim zacięciem podróżniczym, który bardzo możliwe, czy to była Francja czy nie, ale wydaje mi się, że tak, że to był już kawałek podróży.
Na zasadzie wnikamy w życie tego ptaka, dowiadujemy się pewnych ciekawostek, odczytaliśmy jakiś tajemniczy numerek, a tutaj nagle bum, mamy kupę informacji zwrotnych.
To mam taki temat jeszcze, który muszę poruszyć, z racji tego, że sam fotografuję i sam też lubię podglądać ptaki, obserwować je, czyli tak zwany birdwatching.
Ja dodam, że ja też jestem fotografem i też fotografem przyrody, ale też robię zdjęcia ludziom.
Jest to bardzo taki temat, który mnie boli, ponieważ jako przyrodnik i osoba, która po prostu kocha zwierzęta, to zawsze stawiam sobie to na szali.
No i to dobro zwierzęcia zawsze przechyla tą szalę i wiem, że nie zrobię tego zdjęcia, bo będę niepokoiła zwierzęta, ale tak też spotykam się z tym, że często zdarza się, że ktoś nie szanuje tej przyrody i po prostu za wszelką cenę chce zrobić.
Jeżeli chodzi o sieweczki, tutaj nie mieliśmy takiego przypadku, może ze względu na to, że fotografowie zdają sobie sprawę, że jest po prostu to zabronione.
No nie spotkałam się z sytuacją, jeżeli już ktoś robił, to jednak zachowywał się w odpowiedniej odległości, ale no niestety zdarza się, że w innych sytuacjach ktoś postępuje nie tak jak trzeba.
Taką sytuację miałam w przypadku ostatnio mewy modrodziowej, która się pojawiła i ta mewa była wielką sensacją, bardzo dużo osób się zjechało, żeby
Nawet już nie, nawet tak jak myślimy o tym, to fotografowanie fotografowaniem, ale sama nasza obecność czasem w jakimś miejscu już może powodować ten stres.
To możemy sobie tak wyobrazić, czy jeżeli siedzimy sobie w domu i widzimy przez okno, że ktoś chodzi u nas po ogrodzie, zagląda przez okno, zaczyna pukać w szybę, szarpać za drzwi, chce dostać się do środka.
I zachowujemy się w ten sposób, że podchodzimy coraz bliżej i bliżej i bliżej i w końcu ten ptak odlatuje albo ta płoka wchodzi do wody.
Natomiast nie wiemy nigdy w jakim ten zwierzak jest stanie i czy to, że on musi przed nami uciekać nie spowoduje, że on zaraz umrze.
Ja nazywam to od wielu już lat taką filozofią kroku w tył.
Po prostu zostawmy tej przestrzeni trochę więcej dla natury, która i tak dostaje od nas po tyłku, bo rozpychano się coraz bardziej.
Więc jakby dodatkowo te wszystkie zamierzone działania, a bardzo często tak jest jak mówisz, że z premedytacją, no po prostu wchodzimy w buciarkę.
Nie mamy innej organizacji starszej, większej, która miałaby większe doświadczenia, więc warto sobie też zadać trud czasami, zerknąć w taki kodeks etyczny.
Ten kodeks jest aktualizowany, jest tam mowa o płoszeniu, straszeniu.
Ale jest jeszcze jedna organizacja międzynarodowa, która w zasadzie już ma swoich jakby przedstawicieli, ambasadorów na wszystkich kontynentach na całym świecie.
No właśnie w jak wielu miejscach na świecie ludzie już działają wspólnie w tym jednym dobrym, fajnym celu, żebyśmy byli po prostu przyzwoici i wykorzystywali chociażby fotografię, która jest świetnym, doskonałym narzędziem do tego, żeby promować przyrodę, a przez to też ją chronić, no a żebyśmy nie przekraczali pewnych granic, no właśnie chociażby przyzwoitości, ale również nie omali przepisów.
Natomiast jak później zaczęłam sprawdzać, no niestety, ale te miejsca są to albo parki narodowe, albo rezerwaty, nad którymi no nie powinno się latać.
Dokładnie, a wracając do naszej rodzimej przyrody, to też często spotykam się z tym, że ktoś lata na plażach, w miejscach, gdzie sieweczki mają gniazda.
Znowu jesteśmy w gościach u kogoś w domu na plaży i zachowujmy się odpowiednio.
Przychodzą ci do głowy jeszcze jakieś inne, w cudzysłowie, mity na temat chociażby ptaków czy fok?
I tutaj jakby automatycznie może to rodzić pewne pokusy, ale czy są jakieś mity na przykład?
To też, ale to, że foka, jeżeli jest na plaży, to, że ona umrze i że trzeba ją wrzucić do wody albo polać wodą.
Natomiast foka jest zwierzęciem wodno-lądowym, więc to, że ona jest na plaży, jest jak najbardziej w porządku.
Ona po prostu na plażę wychodzi, żeby odpocząć i to musimy uszanować i nie wolno jej zaganiać do wody, ponieważ to powoduje, że ona po prostu traci energię.
Natomiast tak, bardzo często jest właśnie taka informacja, że dlaczego nie wrzucacie tej foki do wody?
Czyli pomagajmy, ratujmy, zwleczmy taką fokę do wody.
Tak, no foka nie jest delfinem czy jakimś innym wielorybem, tylko jest zwierzakiem, który żyje trochę w wodzie, trochę na lądzie.
Uszanować, że ta plaża jest domem zwierząt i my przychodzimy tam w gości, więc możemy sobie korzystać z tego.
Jeżeli gdzieś jest teren wygrodzony dla sieweczek, w porządku, zostawmy go, rozłóżmy się obok, każdy będzie mógł z tej plaży skorzystać.
Jeżeli foka odpoczywa na plaży, również nie nękajmy jej, nie zapędzajmy do wody, bądźmy po prostu, zostawmy jej te 30 metrów odległości, popatrzymy sobie super na tą fokę, będziemy widzieli jak się przeciąga, jak zasypia, jak się budzi, może wraca sama do wody, więc będziemy mieli super doświadczenie w tej chwili, a nie będziemy ingerować w życie tych zwierząt.
Śmieci są po prostu wszędzie i spotykamy je i w wodzie i na plaży i dla nas ten śmieć nie jest jakiś, no oprócz tego, że jest nieprzyjemny, no bo brzydko wygląda.
Albo można nadepnąć na kapsel od piwa.
Natomiast jeżeli pomyślimy sobie o tym, jakiej wielkości jest sieweczka i na przykład opakowanie od Seven Days, to one są prawie tej samej wielkości.
Słuchaj, ja opowiadanie innym o tym, co my wiemy, ale wiesz, nie chodzi mi tutaj, to też chcę zaakcentować, o pouczanie, tylko takie opowiadanie na zasadzie, wiesz, trochę na zasadzie ciekawostki, że jeżeli jest taka siatka, no to co to może oznaczać, z czym to się wiąże i tak dalej, bo wydaje mi się, że tutaj też taka, wiesz, forma szeptanki czasami, jak to w marketingu na przykład mówią, że ten szeptany najlepszy, jak ja tobie, ty komuś, ktoś jeszcze komuś, tak w tej sytuacji to też pewnie ma jakieś istotne znaczenie.
Czerpię z tego ogrom satysfakcji, która czasem przychodzi po czasie, ponieważ trzeba być cierpliwym, ponieważ jeżeli znajdę to gniazdo sieweczki, przez dwa miesiące będę się nim opiekować, a później ten pisklak, który się wykluł, wraca na wiosnę i zakłada swoje gniazdo i ja to widzę i znowu się nim opiekuję, to jest dla mnie największą nagrodą.
Jeżeli w tej foce dzisiaj pomogę i widzę, że ona jest wypuszczona na wolność, a też foki są znakowane, te, które są na rehabilitacji, dostają takie znaczniki na płetwę, to później widzimy na przykład, że na mewie i łasze sobie ta foka odpoczywa, to też jest to dla mnie największą nagrodą.
Jak idę do szkoły i opowiadam dzieciom o fokach czy o sieweczkach, a później dziecko ze swojego plecaka odpina jakąś przypinkę i mi ją daje, żebym sobie przypiła do swojego plecaka i się do mnie przytula, to też jest największą taką nagrodą.
Tak naprawdę każdy aspekt tej pracy jest dla mnie ogromną nagrodą.
I to jest taką dużą nagrodą, a też możliwością rozwoju.
No wiesz, samo to o czym powiedziałaś, że jeszcze tych parę ładnych lat temu nie do końca kojarzyłaś o co chodzi z morswinem, a dzisiaj jesteś osobą, która może stanąć przed innymi i po prostu reprezentować te zwierzęta.
To z tym pytaniem, co tobie daje ta praca, można by spleść pytanie, co byś powiedział osobom, które być może zastanawiają się nad zaangażowaniem w jakąś formę ochrony przyrody?
Bo chyba można by było tak powiedzieć, że to wszystko, co nam powiedziałaś w odpowiedzi na moje poprzednie pytanie, to właśnie to, dlaczego warto to robić.
Bo po pierwsze, sami się mamy okazję rozwijać, czasami zmienić, bo zaangażowanie w przyrodę też myślę, że zmienia nas bardzo.
Ale pewnie byś się pod tym podpisała, nie?
Każdy gdzieś lokalnie, pewnie wokół siebie jest w stanie znaleźć jakieś grupy, które działają na takich zasadach i dla każdego z nas może znaleźć się jakaś odpowiednia rola, żeby się w takiej działalności realizować.
Ja bym powiedziała, żeby się przestali zastanawiać, a żeby zaczęli działać, ponieważ nic nie tracą i każda forma ochrony jest istotna dla przyrody, ale też dla tej osoby, która to robi.
Więc robimy coś dobrego, dajemy to dobro przyrodzie, ale ona nam też to dobro oddaje.
Tutaj oczywiście od 18 roku życia jest to możliwe, natomiast nie ma jakiś szczególnych cech czy wymagań.
Przede wszystkim trzeba kochać przyrodę, ale też trzeba kochać ludzi, ponieważ z ludźmi mamy styczność na co dzień w każdej naszej odnocy działalności, więc to jest istotne, żebyśmy się dogadywali też z każdą napotkaną osobą.
Trzeba mieć trochę wolnego czasu, ponieważ czasami dzwonię w środku dnia, że jest foka i trzeba jechać, więc...
Tak, oczywiście, ponieważ wiadomo, wolontariusze są w różnym wieku, niektórzy pracują, niektórzy jeszcze studiują, więc niektórzy są na merturze, więc mają dużo więcej czasu, ale wiadomo, że mają też jakieś swoje zajęcia, także tutaj jest nas odpowiednia liczba osób, że zawsze na tą interwencję jesteśmy w stanie się zebrać, dojechać i pomóc zwierzętom.
Ale też jeżeli chodzi o rekrutację, to odbywa się to w ten sposób, że wysyła się zgłoszenie przez naszą stronę internetową i później jest rozmowa telefoniczna, później spotkanie na żywo.
Określiłabym to tak, że jest to przygoda.
Także tutaj wiedza taka przyrodnicza nie jest potrzebna, wszystkiego uczymy na miejscu.
Najważniejsze są te chęci, no i miłość do przyrody.
A słuchaj, a trzeba mieć też troszkę odporności i dystansu?
Zdarzają się takie sytuacje, że ktoś potrafi tam, wiesz, wyzwać cię od jakichś, no nie wiem co my tam często słyszymy, no oszołomy generalnie, nie?
Mi się osobiście nie zdarza, żeby mnie ktoś tam jakoś właśnie od oszołomów wyzywał, ale to też wszystko zależy od tego, jak my podejdziemy do tej osoby.
Bo jeżeli podejdziemy do niej z zakazem i będziemy musztrować, no to zdaniemy mu... Jest szansa, że dostaniemy taką zwrotkę też pewnie, że tak.
Natomiast bardzo ważne jest to, żeby po prostu powiedzieć, o co chodzi, dlaczego.
Po co my tu jesteśmy, po co to robimy, pokażemy to zwierzę, to od razu się w głowie przestawia i jest w porządku, więc też nie traktujemy tych osób jako kogoś, kto chce zrobić coś specjalnie niedobrego.
Jeżeli są jakieś działania, które są nie do końca spójne z takim kodeksem etycznym, to one najczęściej wynikają po prostu z niewiedzy.
To tutaj odsyłam do strony chrońbałtyk.pl albo też do strony WWF-u i tam wszystkie informacje na bieżąco można śledzić również na social mediach, na Facebooku czy na Instagramie.
Wyszperam i wszystkie te linki załączę do opisu naszej rozmowy, do opisu tego odcinka.
Bardzo ważne jest i to, co najbardziej jest pożądane, to to, żeby jeżeli ktoś jest podczas akcji, to żeby nam troszkę pomóc.
A jeżeli ktoś nas widzi na plaży, że coś robimy, jest jakaś akcja związana z sieweczkami, to każdy przyniesiony patyk, który włożymy do tego ogrodzenia sieweczkowego dużo nam pomaga, więc tutaj jeżeli ktokolwiek nas widzi gdzieś w terenie, to nie wstydźcie się, przyjdźcie, porozmawiajmy, być może będziemy mogli zrobić coś wspólnie.
To była bardzo ciekawa rozmowa, ale też rozmowa, która mam nadzieję otwiera jakieś tam klapki w głowach, bo czasami... Wiesz, oczywiście nie patrzmy tutaj tylko przez bańkę nas przyrodników, miłośników, obserwatorów, fotografów.
Ale pomyślmy też o innych użytkownikach naszych plaż, że czasami naturalne, że nie jest to priorytetem myślenie w kategoriach dobra przyrody i tego kawałka plaży, z którym mamy kontakt.
Więc myślę, że ta rozmowa też otwiera trochę głowę pod tym kątem.
Ważne jest to przesłanie, które też akcentujesz i powtarzasz, że nie jesteśmy sami, podzielmy się tymi plażami, niech to przesłanie idzie w świat.
Czyli żebyśmy do foki nie podchodzili, nie krzyczeli, nie próbowali zagonić jej do wody.
Foka jest zwierzakiem wodno-lądowym, czyli ona przebywa trochę w wodzie, trochę na lądzie i jeżeli jest na plaży, no to na pewno tego potrzebuje.
Bardzo ważne jest też to, jeżeli jesteśmy z psem, żeby tego psa trzymać na smyczy, ponieważ może się zdarzyć, że pies podbiegnie do foki, foka go ugryzie albo w drugą stronę pies może ugryźć też fokę, więc żeby każdy był bezpieczny na plaży, to tutaj prośba, żeby psy trzymać na smyczy.
Już abstrahując od tego, o czym mówiliśmy wcześniej, czy byśmy chcieli, czy byłaby taka pokusa, tak czy nie, ty po prostu z racji wykonywania tych działań masz okazję na przykład zobaczyć z bliska fokę.
Natomiast ja, jeżeli posiadam dobry obiektyw długi, to mogę zrobić zbliżenia i na tej podstawie jesteśmy w stanie super określić stan tej foki, nie podchodząc do niej.
Więc zachowując odpowiednią odległość, oczywiście zawsze robię zdjęcia, a często się zdarza, że foka jest po prostu, mamy jej tylko przypilnować, ona jak się wyśpi, to odpłynie, więc wtedy mamy dużo czasu na to, żeby zdjęcia różne zrobić, ale też zawsze robimy to z dystansu.
Jeżeli już mamy pomóc foce i do niej podchodzimy, no to aparat zostaje po prostu z boku, już go wtedy nie biorę, żeby nie stresować dodatkowo zwierzęcia,
Więc każda akcja też musi być bardzo mocno przemyślana, zrobiona odpowiednio, żeby po prostu temu zwierzęciu nie zaszkodzić.
Życzę ci samych, pewnie tak się nie da, no ale mimo wszystko samych dobrych spotkań z przyrodą albo jak najwięcej takich spotkań z happy endem i raz jeszcze bardzo ci dziękuję za tę rozmowę.
To jest podcast Spotkania z Przyrodą, w którym wysłuchaliście właśnie moje rozmowy z Eweliną Sielską.
Na stronie tego odcinka zamieszczam kilka zdjęć Eweliny, które doskonale obrazują to, o czym właśnie tu Ewelina opowiadała.
Jesteśmy w środku majówki, zatem trzymajcie się, miłośniczki, miłośnicy przyrody.
Dzień jest długi, tak naprawdę od świtu bardzo wczesnego już można harcować w terenie tak naprawdę do praktycznie późnego wieczora, także możliwości na te wolne dni są niesamowite.
Szukajcie zatem własnych ścieżek, przeżywajcie przygody i doświadczajcie kolejnych ciekawych spotkań z przyrodą, a ja dziękuję Wam za wysłuchanie tego odcinka i do usłyszenia wkrótce.
Ostatnie odcinki
-
138 – Artur Stankiewicz – Fotograf Duszy Dzikie...
16.04.2026 08:41
-
137 - Meldunek z początku Wiosny
29.03.2026 18:28
-
136 - Kamila Plis - Wszystko, co powinniście wi...
06.03.2026 15:16
-
135 - 10 najważniejszych zdjęć w historii fotog...
09.02.2026 18:25
-
134 - Agnieszka Dowgier - "Szacunek Naturalnie"...
23.01.2026 19:13
-
133 – Piotr Parzymies - Historia Pandy Wielkiej
10.01.2026 18:27
-
132 – Katarzyna Gubrynowicz – Urok Północy – Po...
31.12.2025 09:41
-
131 - Rafał Pniewski - Nasza wewnętrzna natura ...
12.12.2025 21:51
-
130 - Marcin Surowiec - Bushcraftowy - Ruszaj w...
28.11.2025 09:58
-
129 - Marek Józefiak - Polska Rzeczpospolita Leśna
16.11.2025 11:30