Mentionsy
Małyszomania. Fenomen, który zjednoczył Polskę
Adam Małysz 92 razy stanął na podium zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Jego fenomenalne występy gromadziły przed telewizorami tłumy, stał się narodowym bohaterem. O zjawisku małyszomanii mówili w Polskim Radiu 24 Stanisław Snopek, dziennikarz i prof. Mateusz Grodecki, socjolog.
Szukaj w treści odcinka
25 lat Małyszomanii.
Zdarzyło, ale zanim to nastąpi, to w temat powszechnego szaleństwa i Małyszomanii, która wybuchła 25 lat temu, wprowadzi nas Michał Antosiewicz.
Nigdy wcześniej o nazwisku Małysz nie słyszałem.
Oj tak, całe dnie spędzało się na grze w Małysza.
Od piątku do niedzieli należało sobie wygospodarować czas na konkursy, jeszcze w początkowej erze Małyszomanii często przedzielone reklamami, w których występował sam mistrz.
Schmidt broni tytułu mistrza świata, a Małysz jest wicemistrzem świata, ale to i tak jest wielki, wspaniały sukces.
Prawdziwy spokój przyniósł mi jednak dopiero rewanż, którego Małysz dokonał parę dni później.
Adam Małysz zaczynał jako idol kryzysowy, który miał nas wprowadzić jako ambasador wspaniałego skoku cywilizacyjnego do Europy.
To słowa wielkiego komentatora i świadka sukcesów Małysza Włodzimierza Szaronowicza.
Zacznijmy od źródła tej Małyszomanii.
Adam Małysz był takim cyklicznym sukcesem.
Takie myślenie właśnie w kategoriach kolektywnego, narodowego sukcesu, no tych sukcesów nie było jeszcze żadnych tak naprawdę i podejrzewam, że ten sukces Adama Małysza, no był jeden z takich właśnie...
Powiedzmy promyków nadziei, że jednak, że mimo, że był sukcesem indywidualnym i znowu akcedentalnym, no bo tutaj pewnie chciałbym, żeby to twierdzenie zweryfikowali eksperci, ale no nie było chyba szkolenia jakiegoś wybitnego w skokach narciarskich, to raczej był fenomen Małysza niż systematyczna praca.
No wtedy była taka sytuacja, że Apoloniusz Steiner traktowany był jako słaby trener, który powinien zająć się swoim sklepem z pamiątkami, a Adam Małysz był dekarzem, któremu żona kazała iść do normalnej pracy i po prostu zarabiać pieniądze.
To, że Adam Małysz był takim fenomenem, to raz, że wygrywał, bo byliśmy spragnieni sukcesów także właśnie na tej niwie sportowej.
No a później tych dziesięciu najlepszych skakało już dobrze, no a ten jeden Adam Małysz z reguły, który skakał jako ostatni, jeszcze skakał o te pięć, sześć metrów dalej niż cała ta reszta.
No i ja takie szczęście akurat w tym przypadku, jeśli chodzi o skoki Adama Małysza, później Kamila Stocha miałem, no i za to rzeczywiście jestem losowi bardzo wdzięczny, no i kierownictwu, że postawiło właśnie na mnie, bo przecież ja te skoki komentowałem trochę z przypadku, przyznam się.
No i kiedy Adam Małysz zaczął odnosić sukcesy, no to ja już byłem właśnie tym ukształtowanym, można powiedzieć, komentatorem od skoków narciarskich.
Myślę, że w tym fenomenie Małysza było coś jeszcze.
Że Adam Małysz jest człowiekiem rzetelnym, solidnym, posłańcem wielkich wiadomości, wielkiej nadziei, ale właśnie, że tam jest szczęście, ale jest coś jeszcze.
I rzeczywiście prawda jest taka, że te wygrane Adama Małysza były troszkę nie na rękę władzom ówczesnym Pucharu Świata w skokach narciarskich, bo niemiecka telewizja, która bardzo mocno weszła w rynek skoków narciarskich, no chciała mieć swoich idoli i sukcesy Martina Schmidta, Svena Hanawalda, a tu jakiś nieznany Polak trochę im krzyżuje plany, no bo Martin Schmidt, który miał błyszczeć, no i wygrał zresztą przed Adamem Małyszem dwukrotnie,
Puchar świata i w tym pierwszym sezonie, kiedy Adam zaczął wygrywać, no to była właśnie taka rywalizacja między Adamem Małyszem i Martinem Schmidtem.
Ale jak mówimy... I tutaj Adam Małysz reprezentował też interesy naszego kraju, można powiedzieć tak jak...
No to jest ta ciemniejsza strona Małyszomanii chyba.
Taka wizja Adama Małysza jako kogoś, kto osiągnął sukces po prostu samym swoim wysiłkiem, ale talentem też, faktycznie mogła być taką bardzo potrzebną opowieścią na tamte czasy, kiedy ten wysiłek ekonomiczny był dosyć spory dla każdego przeciętnego Polaka.
I ta rywalizacja myślę z tym innym samym, no bo na początku tak naprawdę Adam Małysz zdetonizował Martina Schmidta, tak?
W przypadku Adama Małysza faktycznie to wyglądało w inny sposób, tak?
Znaczy ta naturalność przychodziła, bo nie było innej opcji tak naprawdę i faktycznie to środowisko nie było też takie jeszcze bardzo mocno skomercjalizowane, o czym też tutaj wspominaliśmy, że też nie było całego wsparcia medialnego jak się słychać przed kamerą, więc to wszystko tak naprawdę tą naturalność, tą taką swojskość Adama Małysza podkreślało.
Jak wspominam reklamy z Adamem Małyszem pierwsze.
Tak, myślę, że ta naturalność też była czymś takim, co mogło bardzo mocno przeciągać i jakby być jednym z tych czynników, które faktycznie to Małyszomanie nakręcały.
Pierwsze nagranie pochodzi z Mistrzostw Świata w Lachti, 2001 rok, 23 lutego i to jest pierwsze złoto Adama Małysza.
Posłuchajmy między innymi Tomasza Zimocha, ale później jeszcze będzie ciekawa rozmowa Adama Małysza.
Małyszy będzie mistrzem świata.
Mamy połączenie z Wisłą, z Panią Izabelą Małysz.
W Małysza to jest może taki focus, też flash, który pozwala zobaczyć, jaki to był moment.
Dzisiaj oswojeni właśnie ze sprawnie funkcjonującym przemysłem medialnym, z mediami społecznościowymi, z wszechobecnością internetu itd., wracamy nagle do epoki takiej pogranicza, po prostu przejścia, jakiegoś przejścia, że my jesteśmy, patrząc na fenomen Małysza, w jakimś momencie przejścia.
To były z kolei igrzyska zimowe w Salt Lake City i srebrny medal, z tego co pamiętam, wywalczony przez Adama Małysza, wystąpi w tym nagraniu także ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski, któremu się w końcu nie udało jednak z Adamem dogadać.
To jest tekst, który u nas w radiu przeszedł wręcz do historii, mimo że już minęło 23, prawie 24 lata, ale to też były czasy, kiedy sam prezydent Kwaśniewski czy sam ówczesny premier Leszek Miller dzwonili osobiście albo próbowali właśnie na przykład poprzez radia skontaktować się z Adamem Małyszem, żeby mu jak najszybciej pogratulować.
Ale ten moment Małyszomanii, to też wychodzi w tym pożegnalnym wystąpieniu Szaranowicza, to jest moment aspiracji europejskich.
Adam Małysz zaczynał jako idol kryzysowy, cytuję Włodzimierza Szaranowicza, który miał nas prowadzić jako ambasador wspaniałego skoku cywilizacyjnego do Europy.
Piękny komentarz, to już był 2011 rok Oslo, czyli ostatni sezon Adama Małysza i tutaj właśnie Włodzimierz Szaranowicz rzeczywiście pięknie to podsumował, tak wzruszająco, aż sam słychać było, że wzruszył się wspominając te lata tych wspaniałych sukcesów, tą całą dekadę, czy nawet troszkę więcej sukcesów Adama Małysza.
Po prostu przy takich sukcesach Adama Małysza ta małyszomania musiała się wydarzyć.
Ta małyszomania wydarzyła się dzięki temu, że były sukcesy i te sukcesy były nagłaśniane i pokazywane.
I człowiek czekał nieraz dość długo na skoga Adama Małysza, bo przeważnie on skakał pod koniec, prawda?
Czyli w drugiej serii już z reguły nie było żadnego Polaka, tylko jeden Adam Małysz, czasami gdzieś tam Wojciech Skupień, jeszcze około 30 miejsca.
Powiem, jak to zazwyczaj w polskich domach wyglądało, czyli zawołaj mnie, jak będzie Małysz skakał.
Także przecież Adam Małysz, zauważmy, on pierwszy sukces odniósł już w 96 roku jako dziewiętnastolatek.
Dlaczego Adam Małysz był tak powtarzalny?
Adam Małysz w tych swoich najlepszych latach
Tutaj w przypadku tego Adama Małysza mówimy, że to faktycznie nikt nie rozumiał do końca, dlaczego Adam Małysz jest taki dobry.
Małyszomania odzwierciedlała się na kilku płaszczyznach i w kilku miejscach, tak to nazwijmy, czyli oczywiście gigantyczna oglądalność telewizji polskiej, bo w pewnych momentach co drugi obywatel Polski oglądał transmisję skoków narciarskich.
Ja bym nawet definiował tą Małyszomanię i konkurs Najwielkiej Krokwi, jako takie doświadczenie pokoleniowe.
Poza tym jeszcze dodajmy, że akurat w przypadku Wilkiej Krokwi te sukcesy Adama Małysza pociągnęły za sobą poprawę infrastruktury.
No bo wcześniej, kiedy nie mieliśmy Adama Małysza, no to przychodziło tam tysiąc, dwa tysiące widzów, czasem trzy tysiące.
Akurat paradoksalnie w tym roku nie było konkursu w Zakopanem, bo Wielka Krokiwna krótko straciła homologację i po raz pierwszy Adam Małysz dopiero w następnym sezonie mógł się zaprezentować polskiej tutaj naszej widowni.
Po prostu weszli w nocy, skocznia nie była ogrodzona i zajęli sobie miejsca, aby oglądać Adama Małysza.
Natomiast ubolewam nad tym, że nie wykorzystaliśmy tego fenomenu Małysza.
Także tutaj niestety nie wykorzystaliśmy do końca tej popularności skoków i tego fenomenu i sukcesu Adama Małysza, aby zwiększyć tę infrastrukturę, aby wybudować więcej małych skoczni, aby przyciągnąć właśnie jak najwięcej dzieci do tej trudnej, ale jakże pięknej dyscypliny sportu.
No bo wydawało się w pewnym momencie, że mamy Małysza, Stocha, po chwili Żyła, Kubacki, cała masa sukcesów, że to się nigdy nie skończy.
Sukcesy Adama Małysza mogą być przypadkowe, wynikać po prostu z jego wielkości, z jego talentu, z jego pracy.
I wtedy mam wrażenie, że te pierwsze, no znowu, nie mówię tylko na podstawie schematycznej jakby swojej analizy, tylko na to, co pamiętam, wtedy te dyskursy właśnie przy okazji sukcesu Adama Małysza zaczęły się pojawiać, że warto ten sukces właśnie wykorzystać do tego, żeby budować pewne modele szkolenia generalnie w sporcie.
To na koniec przeszedłbym jeszcze do ciemniejszych stron Małyszomanii, bo nie jest tajemnicą, że pani Izabela, którą dzisiaj słyszeliśmy w audycji, czy sam Adam Małysz, no w pewnym momencie
Z tego co wiem nawet herb przygotowano dla rodziny Małyszów za zasługi Adama.
No to ludzie zaczęli przyjeżdżać tam pod dom Małyszów, prawda, żeby może akurat Adam wyjdzie z domu, będą mogli sobie zrobić zdjęcie, autograf, były całe wycieczki.
Także na pewno był to trudny, trudny fragment także i w życiorysie Adama Małysza i całej jego rodziny, no bo nagle z takiego dość anonimowego obywatela kraju stał się rzeczywiście, no tutaj niemal tak rozpoznawalny jak prezydent, czy Lech Wałęsa, czy tam największe jakieś tuzy.
Pan profesor powiedział o przerzuciu pokoleniowym, ale sam Małysz, można powiedzieć, poradził sobie.
Sztaby ludzi, którzy się tym zajmują, pewnie też by pomogli sobie z tym poradzić w sposób bardziej profesjonalny, niż wtedy pewnie musieli sobie radzić sami Państwo Małyszowie z tym.
Małyszomania, opowieść o naszym społeczeństwie i chyba o nas samych.
No i dziękujemy Adamowi Małyszowi, bo to dzięki niemu mamy dzisiaj o czym rozmawiać.
Ostatnie odcinki
-
Cztery lata wojny. Ukraiński sport w cieniu ros...
22.02.2026 20:06
-
Sport dostępny dla każdego? Fenomen darta
15.02.2026 20:06
-
Sport dostępny dla każdego? Fenomen darta
15.02.2026 20:06
-
Więcej niż futbol. Super Bowl jako globalne wid...
08.02.2026 20:06
-
Więcej niż futbol. Super Bowl jako globalne wid...
08.02.2026 20:06
-
Milano-Cortina 2026. Jakie szanse mają Polacy n...
05.02.2026 10:05
-
Milano-Cortina 2026. Jakie szanse mają Polacy n...
05.02.2026 10:05
-
Sport w służbie władzy. Kłopoty rosyjskiej prop...
25.01.2026 20:06
-
Sport w służbie władzy. Kłopoty rosyjskiej prop...
25.01.2026 20:06
-
"Piłka nożna jest kobietą"? O fenomenie damski...
18.01.2026 20:06