Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
14.12.2025 18:30

Zimowe opowieści. Bajka o czterech wiatrach - Boreasz.

I oto kończymy drugi tydzień Adwentu i kończymy bajką o zimowym wietrze z tomiku "Bajki o czterech wiatrach", autorstwa Hanny Januszewskiej.😊

Zapraszam

i DO POSŁUCHANIA!

A jakby komuś przywiało taką myśl i problem takowy: "subskrybować czy nie subskrybować Słuchanocki?" - mam idealne rozwiązanie - SUBSKRYBOWAĆ!!! 😎🤣

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 96 wyników dla "Justynka"

— Szkoda — mówiła patrząc za nimi pokojówka, wesoła Justynka.

Justynka przykucnęła przy kominku i rzucała w żar trzaszczki.

Prawda, Justynka kiwnęła głową, kichnęła, potarła krótki nosek, przegięła się i zajrzała do luftu.

— roześmiała się Justynka.

Justynka spoważniała, spojrzała na pannę, dmuchnęła w palenisko.

Cienie znikły, gdy Justynka przestawiła świecznik.

Jak błogo zimowym wieczorem zapaść w zniszczony fotel, gdy wesoła Justynka przeciąga grzebieniem po jej włosach, gdy zegar tyka tik-tak, tik-tak i o chryple wydzwania godzinę.

Justynka dygnęła i wyszła.

Nie, szepnęła Justynka.

Zdziwiła się Justynka.

Justynka zaczerwieniła się.

Tak ładnie było, księżyc świecił jaśniutko — szepnęła Justynka.

krzyknęła Justynka.

szepnęła Justynka.

— Myśmy ich nie wzięli — jęknęła Justynka.

Justynka podniosła rękę do trzęsących się wark.

Szepnęła Justynka.

Justynka ciężko dysząc oparła się na łopacie.

– zapytała Justynka.

– Pójdę ścieżką blasku do Kumy Zimy – przepnęła Justynka.

Justynka odstawiła łopatę, wbiegła do swojej izdepki w dworskiej oficynie.

Z chlebem i słoniną, w drewnianych chodakach otulona chustą, wstąpiła Justynka na świetlistą smugę na śniegu.

— szepnęła Justynka.

– szepnęła Justynka.

– szepnęła Justynka.

Zaświszczały płozy sani, zastukały końskie kopyta i nim Justynka opatrzyła się z zimowego omglenia, ukazały się rozwiane grzywy pędzących w zaprzęgu koni.

Justynka otworzyła oczy.

– Chochoły przy dworze – powiedziała Justynka.

– Tak – szepnęła Justynka.

— Nie powiem pani — dygnęła Justynka.

Justynka spojrzała na sanie.

— Nie wiem, czy się zmieszczę — szepnęła Justynka.

Justynka skoczyła.

Justynka przycupnęła w pierzynach.

Justynka wygrzebała się z pierzyn.

spytała Justynka.

Więc Justynka podźwigała wielkie pierzyny i rzuciła je na płot.

Justynka uniosła gałąź, opuściła na pierzyny, uderzyła raz, dwa, raz, dwa, trzy, coraz prędzej.

Zapytała Justynka, obracając się ku jej mości.

Justynka obejrzała się.

Fuknęła jej mość i poszła ku chałupie przodem, a za nią Justynka stuka swoimi drewnianymi chodakami.

– klasnęła w ręce Justynka.

Teraz Justynka widziała ją z bliska.

Justynka zamrugała oczami.

Justynka.

Zgoda, szepnąła Justynka.

– uśmiechnęła się Justynka.

Justynka obejrzała się.

— krzyknęła Justynka.

Gdy jej Justynka rozesłała, wydawały jej się zimne jak lód, a gdy się w nich położyła, grzały ją całą noc.

Wykrzyknęła Justynka, podskoczyła i zaczęła biec w nagłej wesołości ku szerokim rozłogom.

Justynka podniosła głowę.

Więc Justynka zabrała się do pierzyn, wywiesiła je na płocie i wzięła się do trzepania trześniową laseczką.

Śmiała się Justynka.

Justynka wybiegła.

Justynka podeszła blisko i nagle tchuji brakło.

Justynka zadrżała.

Justynka wysunęła się ze spisza na palcach.

Krzątając się po obejściu, Justynka myślała o nim ciągle.

Co dzień trzepała Justynka pierzyny kumy, co dzień śpiewała jej trześniowa laseczka swoje ding-dong i puch zasypywał srebrną sadzią obejście.

A gdy Justynka się śmiała, pytał, Cieszysz się, Justynka?

Justynka, lubisz mnie?

Lubię, mówiła Justynka, Bo naprawdę go polubiła.

Justynka lubiła wtedy stanąć u płota i patrzeć w zachodnią stronę nieba, bo wtedy zjawiało się jej przed oczami dworskie podwórko, parskające konie i jaś stajenny, prowadzący je do szerokiego koryta,

Ach, Jasiu, westchnęła Justynka u płota.

Justynka podniosła głowę.

– zapytała Justynka.

Justynka, co tam marudzisz koło płota?

— zdziwiła się Justynka.

— Kładź się spać, Justynka.

Ale Justynka nie spała dobrze tej nocy.

Justynka wsunęła nogi w chodaki i wybiegła za próg.

– krzyknęła Justynka.

— wołała Justynka, biegnąc na pszałaj przez rozłogi.

— szepnęła Justynka.

Wykrzyknęła Justynka.

– krzyknęła Justynka.

Justynka przesłoniła oczy od blasku, spojrzała w górę.

Zapytała Justynka.

— zapytała Justynka.

— szepnęła Justynka i obejrzała się.

Justynka mocno zacisnęła w garści kolczyki i ruszyła przed siebie ku lasom, ku dworowi panny.

Justynka puściła się biegiem.

Justynka!

Justynka wraca!

Justynka!

— zawołała Justynka i podbiegła ku niemu.

Boże mój, szepnęła Justynka.

Justynka, panna jedzie, zawołała kucharka.

Justynka obejrzała się.

Justynka podskoczyła ku pojazdowi.

— U kumy zimy — zaśmiała się Justynka.

— Tak, pani — szepnęła Justynka i podała kolczyki pannie.

— szepnęła Justynka.

Justynka patrzyła za nimi.

Fawoni, szepnęła Justynka.