Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
17.08.2025 16:32

Bajki i baśnie Świata. O pastuszku i jego przygodach w Królestwie Ptaków

Tym razem ponownie sięgnęłam do zbiorku "Srebrna gołębica" pań Markowskiej i Milskiej i przedstawiam Wam baśń rodem z Estonii.

Jest to opowieść stosunkowo spokojna - dramatyczne zwroty akcji są troszeczkę bardziej ograniczone - przynajmniej ja to tak oceniam.😎

Czy tak jest faktycznie - to już każdy musi ocenić sam😉

Miłego słuchania i relaksu😎😊

I zapraszam do subskrybowania kanału😎😊

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 37 wyników dla "Pasterz"

Pasterz przez osiem lat, odkąd pił mleko z cudownej flaszy, mowy ptaków się nauczył, więc słowa Pliszki od razu zrozumiał, torbę zarzucił na plecy i powiedział.

Po niedługim czasie stanął pasterz na wielkiej polanie leśnej przed obliczem króla ptaków.

Pasterz grzeczny ukłon składa i królowi odpowiada.

Tu pasterz przerwał i przytknąwszy fujarkę lipową do ust, zagrał melodię słodką i cudną, aż cała polana zastygła w zasłuchaniu.

Odparł pasterz.

– Nie boję się nikogo – odpowiedział pasterz – a temu zbójowi chciałbym dać nauczkę, żeby zapamiętał, bo wszystkie czasy i drugi raz nie odważył się sięgnąć ręką po słońce.

Rzeczypasterz.

Potem skinął na pasterza i ziele mu do sakwy schować rozkazał z listeczkiem kończyny.

Pasterz podziękował królowi ptaków za pomoc, a potem wiedziony przez pliszkę, strzeżony przez ciche jastrzębie i czujne żurawie, opuścił orle królestwo.

Wsiadł pasterz do łódki i na drugą stronę powiosłował.

Wyciągnął pasterz z sakwy czarziele, a ten maleńki niepozerny kwiatuszek takim silnym wioną zapachem, że młodzian aż się zdumiał.

— To pewnie Czarny Jeździec — pomyślał pasterz i prędko ukrył czarz ziele na dnie swojej sakwy.

– Jestem biednym pasterzem.

I tak ich się nie zlęknę, pasterz odpowiada.

Pasterz życzy.

Czarny jeździec konia skrzydlatego do skały uwiązał, a sam wraz z pasterzem w jaskinie stąpił ogromną, błękitnym światłem rozświetloną.

Tu, w rzeciądze, rozwarł kamienne i wprowadził pasterza do wielkiej sali lśniącej od złota i srebra, w malachicie zielonym wykutej.

– zdziwił się pasterz.

– spytał pasterz.

Odtąd co noc czuwał pasterz w skalnej sali u stołu, zostawionego rozmaitym jadłem i ze strachem nasłuchiwał wyciał więzionych psów, strażników słońca.

Straszne to były dni i noce dla młodego pasterza.

Budził się raz na dwadzieścia cztery godziny, jadł i pił, oglądał wrota wiodące do lochu, sprawdzał czy wszystkie zawory zamknięte, pytał pasterza czy rzucił psom jadło i znów walił się na łoże.

Pasterz odczekał, aż jeździec zaśnie na dobre, a potem odwalił ogromny głaz, którym czarny jeździec zagrodził wejście do jaskini.

Pasterz usiadł na głazie przed jaskinią i cały zamienił się w słuch.

Wtedy pięści pasterza zaciskały się z gniewu i gotów był sam rzucić się na te piekielne stwory, byle szybciej uwolnić słońce, byle prędzej móc porzucić to okropne miejsce.

Zerwał się pasterz na równe nogi i wytężył wzrok.

— zewołał pasterz.

Pozwól, że ja sam się z nimi rozprawię, rzekł pasterz.

pyta pasterz.

Pasterz wrócił pod sklepienie pieczary, minął salę, w której spał czarny jeździec, przeszedł drugą, gdzie był stół uginający się od jadła i stanął przed wrzeciądzami z żelaza.

Pasterz ledwie zdążył uskoczyć w bok i ukryć się za skrzydłami wrót, gdy z czarnej czeluści lochu wypadły z wyciem i ujadaniem trzy potwory z rozdziawionymi paszczami, kłapiąc dziko długimi na łokieć zębiskami.

Pasterz posłyszał ostry krzyk orła, szum skrzydeł, szczękanie i skowyt, potem wszystko ucichło.

Zbliżała się, rosła, pochłaniała mrok i wreszcie zabłysła takim oślepiającym blaskiem, że pasterz co prędzej oczy przesłonił.

Pasterz stanął u wrót sali i bez drżenia spojrzał czarnemu jeźdźcowi w oczy i rzekł.

Ale nim zdołał zrobić krok, pasterz pochwycił go w swe mocarne ramiona, wywlógł z pieczary i cisnął z rozmachem w przepaść.

Pasterz odnalazł złotą kulę i do sakwy schował, a potem pyta orła.

A i jeszcze więcej, bo wkrótce potem odbył się ślub pasterza z błękitną księżniczką.