Mentionsy
Długo i szczęśliwie? O brutalnej rzeczywistości ZWIĄZKÓW. SIŁA KOBIET
Bohaterka ósmego odcinka Siły Kobiet – Bogusława – opowiada o toksycznym związku zakończonym po 25 latach. Katarzyna Ziółkowska-Dąbek rozmawia z kobietami, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej. Choroby, wypadki, przemoc, trudne rozstania są tematem rozmów z kobietami, które znalazły siłę, żeby się podnieść. Teraz mogą być inspiracją i przykładem dla innych. I głośno mówią, że o siebie należy walczyć na całego.
Rozdziały (11)
Katarzyna przedstawia swoją bohaterkę, Bogusławę, która opowiada o swoim 25-letnim małżeństwie i jego trudnościach.
Bogusława opisuje zmiany w relacji, gdzie jej obowiązki domowe i opiekunstwo nad dziećmi zaczęły przewyższać rolę męża.
Bogusława opowiada o diagnozie raka piersi i reakcji męża, który początkowo wycofał się, a potem zaczął wykorzystywać sytuację.
Bogusława opisuje manipulację męża i złośliwość wobec dzieci, które prowadziły do jej coraz większej frustracji.
Bogusława opowiada o swoich emocjach i decyzji dość, opisując sytuację jako ciężką i frustrującą.
Kobieta opisuje decyzję do rozstania z mężem i jej nową strukturę życia, w tym pracę, studia i starania o zdrowie psychiczne. Dyskusja na temat toksycznych związków i sygnałów, które mogą wskazywać na ich nieporządkowanie.
Rozmowa o konsekwencjach tknięcia w związku, zwłaszcza dla dzieci, i analiza przekazów społecznych dotyczących rodziny.
Analiza strachu przed nieznanym i finansową niepewnością jako powodów do tknięcia w związku.
Opis cyklu życia rodziny, od narzeczeństwa przez rodziców z dzieckiem do pustego gniazda.
Rozmowa o tym, czy przyjaźń może być kluczem do utrzymania długotrwałego związku.
Analiza trudności dostrzegania sygnałów w toksycznym związku i konsekwencji tknięcia w takim związku.
Szukaj w treści odcinka
Wychowani na bajkach, w których bohaterowie żyli długo i szczęśliwie, tego samego oczekujemy od Związku, w którym jesteśmy.
Więc to był taki cios troszeczkę, bo to nie była moja wina, nie miało w ogóle związku, on skłamał w tym momencie, ale już widziałam, że coś jest nie tak, że on tą diagnozę przyjął jakoś tak dziwnie.
Ja to wszystko wcześniej wiedziałam, rozumiałam, ale w tej całej sytuacji ja byłam tak skołowana, że mi się wydawało, że to wszystko jest moja wina, że to przeze mnie, co jest absolutnie nieprawdą, bo to jest właśnie też dla związku taki rodzaj sprawdzianu, jak ktoś choruje, a druga osoba go nie potrafi wspierać.
Dla toksycznej relacji, bo ta osoba, która w związku po prostu tak się zachowuje, ona niczego z tego związku dobrego nie wyniesie, ona się nie zmieni, a wręcz na gorsze, bo ja tak liczyłam, jak mąż był młodszy, że jest nerwowy, że krzyczy, że...
Ja bym się nie odważyła definiować idealnego związku, bo nie wiem jaki to jest idealny.
Wtedy można powiedzieć, że mnie w tym związku, w tej relacji jest dobrze, bo to co potrzebuję to ja potrafię dać, ale też potrafię to dostać od swojego partnera.
Nasze zadowolenie z bycia w tym układzie, w tej relacji, w tym związku zaczyna spadać albo widzimy, że pewne potrzeby, które są dla nas ważne przestają być realizowane albo, że zachowania, które prezentuje partner nam nie pasują i źle się w tym czujemy.
Czy my powinniśmy się obwiniać za coś w związku?
Na przykład, że patrzymy na ten związek i uważamy, że wszystko co się złego dzieje w tym związku, to jest nasza wina.
I dopóty rozmawiamy, wymieniamy informacje, to obydwoje odpowiadamy za to, co w tym związku trzeba robić, żeby dbać o związek.
Także wydaje mi się, że jeżeli byśmy tylko brali na siebie winę i odpowiedzialność, to też byśmy tak umniejszali znaczenia drugiej osoby w tym związku.
W związku z tym każdy ma takie same, powinien mieć takie same prawa, obowiązki i przywileje w tej relacji.
A czy sami jesteśmy coś w stanie zrobić, czy tak jak Pani powiedziała, do tanga trzeba dwojga, czyli jak nie ma woli współpracy z tej drugiej strony, to związku nie naprawimy?
Więc im szybciej zaczynamy dostrzegać, że coś jest nie tak, to szybciej możemy skorygować i podjąć decyzję, czy chcę dalej tkwić w związku, który mnie wyniszcza, czy coś zmieniam.
I jest tego świadomy, to będzie chciał zupełnie przeciwne zasady i relacje w tym swoim związku wprowadzić.
Osoba, która już była w związku, która nie była w związku.
Jednak mamy inne wartości, inne zainteresowania, w związku z tym nie do końca będzie nam po drodze.
To skąd pokutuje takie przekonanie, że lepiej dla dobra dzieci w tym związku tkwić?
A czy też decyduje o tym, że tkwimy dalej w związku strach przed nieznanym, przed na przykład tym, że możemy sobie nie poradzić finansowo, że przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że mąż na przykład podwiezie gdzieś tam, bo kobieta na przykład nie ma prawa jazdy?
Czy tkwienie w związku, aż dzieci dorosną ma sens, czy później nie zdarza się tak, że tych dzieci nie ma już w domu i nie ma już co tego związku nawet trzymać?
To jest duże prawdopodobieństwo wytrwania i zbudowania takiego docelowo długoterminowego związku dobrej i satysfakcjonującej relacji.
Trudno jest nam dostrzec samemu, że coś dziwnego w związku się dzieje?
Ostatnie odcinki
-
Wypalenie zawodowe: Justyna – gdy siła staje si...
17.04.2026 08:52
-
Przepuklina oponowo-rdzeniowa: Ola – siła matki...
10.04.2026 07:16
-
Akceptacja diagnozy: Andrea – gdy świat dziecka...
03.04.2026 09:46
-
Zespół Turnera: Angelika i Magda – tarnerki, kt...
27.03.2026 08:32
-
Podróże to wolność: Marta o zwiedzaniu świata b...
20.03.2026 08:06
-
Łamliwy chromosom X – diagnoza, która zmieniła ...
13.03.2026 08:18
-
Aktywna seniorka Joanna – emerytura to nowy poc...
06.03.2026 08:46
-
Borelioza – 20 lat walki o zdrowie. Historia Ma...
27.02.2026 09:02
-
Była więźniarka Karolina – od krat do wolności....
21.02.2026 18:48
-
Późne macierzyństwo: Jola – druga młodość po cz...
13.02.2026 08:54