Mentionsy
2000 zł kary za każdy dzień po terminie - historia mojego najgorszego zlecenia wideo
Masz czasami wrażenie, że klient czyta brief dopiero wtedy, gdy film jest już zmontowany? W tym odcinku podcastu SUPER35 biorę na tapet projekt, który nauczył mnie więcej o „red flagach” w relacjach z klientem niż wszystkie wcześniejsze zlecenia razem wzięte — historię współpracy z urzędem, który zamienił pięć prostych filmów w maraton zmian, mailowych horrorów i nieplanowanych wydatków.
Ten odcinek to konkretna, momentami brutalna lista sygnałów ostrzegawczych i narzędzi, które pozwolą Ci ochronić nerwy, budżet i terminy. Jeśli tworzysz wideo komercyjne, chcesz wiedzieć jak rozpoznawać toksycznych klientów, ustawiać proces pre-produkcji i nie wchodzić w projekty bez umowy — ten odcinek jest dla Ciebie.
-----
// Warsztaty: www.igorpodgorski.pl
// YouTube: www.youtube.com/@igor_podgorski
// Instagram: www.instagram.com/igor_podgorski
// Współpraca: [email protected]
Szukaj w treści odcinka
SUPER35 to podcast o filmowaniu i sprzęcie do produkcji wideo prowadzony przez Igora Podgórskiego i Macieja Mizgiera.
Podcastu możesz słuchać na Spotify, Apple Podcasts lub w dowolnej aplikacji podcastowej.
Subskrybuj podcast w najwygodniejszym dla Ciebie miejscu.
W drugiej połowie 2023 roku mój kolega, który zajmuje się doradztwem marketingowym, odezwał się do mnie z pewną propozycją.
To powiedziałem jasne, że tak.
A do tego stawka była całkiem niezła, ponieważ wyceniłem to na 8 tysięcy netto za film.
Biorąc pod uwagę na bazie mojego doświadczenia, wyliczyłem sobie, że zamknę projekt w miesiąc maksymalnie, ponieważ to wszystko wymaga jednego dnia zdjęciowego na każdą z firm, czyli mamy 5 dni roboczych plus
Maksymalnie po 2 dni na postprodukcję danego filmu.
Czyli mamy tutaj 5 razy 2, daje nam to 10, czyli łącznie 15 dni roboczych, pół miesiąca, więc mamy jeszcze naprawdę spory, spory zapas czasu.
Minęły od tego czasu dwa lata i myślę, że dojrzałem do tego, aby opowiedzieć Wam tę historię, ponieważ jest to historia, z której możecie, moim zdaniem, wyciągnąć bardzo, bardzo dużo.
Jest to historia, w której oczywiście wina jest po obu stronach, ale nie będę ukrywał, że
To szala tej winy jest bardzo, bardzo mocno przechylona w tą drugą stronę, o której tutaj sobie pogadamy.
I wszystko brzmiało tak bardzo kolorowo, że super projekt, fajna stawka i ogólnie fajne portfolio też, że...
Że dla takiego urzędu robię naprawdę niemały projekt w takim rozumieniu, że ma on dość spory impakt na świat gospodarczy w moim województwie, czyli w zachodniopomorskim.
Tego dnia, w tym momencie otrzymałem potwierdzenie, że działamy.
Super, zostałem wprowadzony w projekt, jest to potwierdzone.
I to był pierwszy moment, w którym pomyślałem sobie, o kurcze, chyba się w coś wpakowałem.
Tym bardziej, że nie miałem podpisanej żadnej umowy.
To też jest dość ważna część tej historii i też bardzo, bardzo duży błąd po mojej stronie.
Ale o tym sobie pogadamy troszkę później.
Dostałem informację, że robimy 5 filmów, po czym na jeden dzień roboczy, no bo jeżeli to był piątek 19, sobota nam odpada, niedziela nam odpada, czyli jedynym całym dniem roboczym jest poniedziałek.
Bo gdybym wiedział o tym, że będę musiał napisać pięć scenariuszy, to bym po prostu się tego nie podjął.
Na jeden dzień roboczy przed ich ostatecznym terminem, przed terminem ich oddania, to bym tym bardziej się nie podjął tego projektu.
No ale byłem już w takiej sytuacji, byłem też trochę głupi, nie będę ukrywał, i się nie wycofałem, tylko po prostu dalej poszedłem z tym.
Od teraz, po tym czasie, jak dostaję tego typu zapytania, no to od razu pytam o wszystkie te rzeczy, które będą w tym odcinku.
I między innymi o to, kto pisze scenariusze, ponieważ jeżeli jest to duży projekt organizowany przez urząd, jest to finansowane ze środków publicznych, to wszystko jest mocno spisane i te terminy są bardzo, bardzo ważne.
Nie wycofałem się, a wtedy powinienem to zrobić.
No i poświęciłem kawałek weekendu, zerwałem jedną czy dwie nocki, no i napisałem te pięć scenariuszy.
I teraz też, żebyście mieli jasność, to było w drugiej połowie 2023 roku, kiedy różnego rodzaju czaty AI nie były jeszcze tak popularne.
Dzisiaj pewnie bym się wspomógł takim narzędziem, tym bardziej, że używam czatów AI w swojej codziennej pracy.
Myślę, że wychodzi mi to całkiem nieźle, ponieważ rozumiem ideę promptowania, rozumiem ideę mocnego inputu, żeby dostać mocny output.
Nie mając zbyt wielu informacji w ogóle na temat tego projektu, po prostu wiedziałem, że robię pięć filmów na temat pięciu firm i jakie są to firmy, więc też musiałem wszystko sobie tam poresearchować i tak dalej.
No i po tej sytuacji, w której właśnie otrzymałem ten niepełny brief, co już jest złe samo w sobie, to...
Dlatego, że na kilka dni po tym jak
I wtedy sobie pomyślałem, kurczę, całkiem nieźle mi to idzie, nie?
Wysłałem im te scenariusze, żeby się z nimi zapoznali, żeby się do nich przygotowali, żeby ewentualnie wyrazili swoją opinię czy swoje obiekcje, że na przykład czegoś nie da się zrobić.
Czasu na projekt ogólnie było dla mnie bardzo, bardzo mało, dlatego że jest jeszcze pewna rzecz, o której nie powiedziałem, co jest kolejną rzeczą, która jest bardzo zła.
To jest to, że ten projekt się rozpoczął w okolicach czerwca 2023 roku, a ja zostałem do niego zaangażowany pod koniec października 2023 roku.
Tylko że, no właśnie, dostaję informacje o projekcie, dostaję akcept, że biorę w nim udział, a po dwóch dniach, po trzech dniach muszę oddać gotowe scenariusze, nie?
Po czym mija kolejne kilka dni i dostaję maila z gigantyczną listą zmian w moich scenariuszach.
Podejrzewam, co część z Was sobie teraz myśli i dokładnie to wtedy pomyślałem.
Okazało się, że urząd po prostu nie umie używać maila, ponieważ wysyłając akceptację scenariuszy wysyłali taką informację do wszystkich wykonawców, do wszystkich dosłownie, a ta informacja o akceptacji dotyczyła tylko jednego z nas.
To jest po prostu coś strasznego, nie?
To napisałem im, ale słuchajcie, to po co dodaliście mnie w ogóle do tamtego maila?
Jeszcze raz to powtórzę, gdyby w tym mailu była wyraźna informacja, że ta akceptacja dotyczy scenariuszy wykonawcy XYZ, no to wtedy bym jeszcze się domyślił.
Okej, wysyłają do wszystkich, bo nie wiem, z jakiegoś powodu chcą mieć zgrupowaną komunikację, ale to nie dotyczy mnie, więc czekam na swój akcept lub ewentualnie pewnie bym odpisał i się zapytał, hej, a co z moimi?
Okazało się, że oni po prostu siadali sobie grupowo do scenariuszy każdego z wykonawców.
Najpierw do pierwszego, potem do drugiego, potem do trzeciego i tak dalej.
Wtedy doszedłem do wniosku, że takich rzeczy chyba naprawdę powinno uczyć się w szkole, nie?
Oczywiście to nie było tak, że raz wprowadziłem zmiany i otrzymałem potem maila, OK, działamy.
Więc skoro... Oni po prostu sobie wymyślali rzeczy na bieżąco.
Powinni usiąść, spisać wszystko, co chcą mieć w tym filmie.
Ja bym to wdrożył w swój scenariusz, bym go przeradagował, powprowadzał zmiany i tyle.
A oni sobie po prostu wprowadzali zmiany na bieżąco.
To trochę wyglądało tak, jakby jedna z pań z urzędu po prostu w ramach przerwy na kawę
Usiadła do stolika z jakąś inną panią z tego samego działu, powiedziała jej, hej, mamy tutaj scenariusz, w którym jest to, to i to, a ta druga by jej powiedziała, a co gdybyśmy dodali jeszcze to?
I w ramach tej komunikacji występowała jeszcze jedna taka rzecz, o której chciałbym powiedzieć głośno, bo jest to rzecz, co do której zawsze miałem alergię.
Natomiast po tym projekcie wręcz mam traumatyczne podejście do tego konkretnego słowa, a dokładniej...
W e-mailach, które otrzymywałem w ramach informacji zwrotnej bardzo, ale to bardzo, bardzo, bardzo często było używane słowo, że coś powinno być jakieś.
To słowo powinno.
W mojej definicji słowo powinno oznacza, że coś musi jakieś być, że musi spełniać jakieś kryteria, jakieś warunki.
A ja dostawałem w mailu, że scenariusz powinien zawierać ujęcie, w którym pies ma przyczepione do pleców GoPro i mamy ujęcie z punktu widzenia psa.
Był to scenariusz, który dotyczył firmy, która produkuje posłania dla psów.
Że każdy film, który dotyczy firmy, która produkuje posłania dla psów, powinien mieć takie ujęcie?
Jeżeli chcecie używać tego słowa, to używajcie go rozważnie, bo jeszcze raz to powiem, jest to po prostu słowo o bardzo mocnym brzmieniu i znaczeniu.
Nie, scenariusz nie powinien zawierać takiego ujęcia.
To też może być fajny pomysł, no bo słowo powinno skierowane do drugiej strony
Idąc dalej, jeżeli chodzi o ten konkretny przykład, czyli o to POV psa, psa, który biegnie radośnie do posłanka lub z niego wybiega, to strasznym też moim zdaniem takim złym podejściem ze strony pracownika urzędu było to, że on z góry zakładał, że to się da zrobić.
Z góry zakładał, że posiadam taką kamerę, że posiadam taką uprząż, że posiadam możliwość zamocowania tego typu kamery na psie i żeby to jeszcze dobrze finalnie się prezentowało.
Nie, nie mamy, ale możemy go wypożyczyć.
Super, to wypożyczcie, bo chcemy mieć ujęcia typu POV i wtedy nie ma w tym absolutnie żadnego problemu.
A tutaj doszło do sytuacji, w której ktoś zakładał, że coś się da lub zakładał, że uwaga, coś powinno jakoś wyglądać w sytuacji, w której już dawno było powycenie, która została zaakceptowana.
Czyli gdybym ja teraz dopuścił w ogóle finalnie do tego, że bym faktycznie wypożyczył taką kamerę z takim mocowaniem,
To zapłaciłbym za to z własnych pieniędzy, a nie z pieniędzy projektu, ponieważ nie uwzględniłem tego w projekcie.
No i oczywiście disclaimer, nie doszło do zrobienia ujęcia w takim stylu, ponieważ wyperswadowałem im to, że nie mam takiego sprzętu i po prostu jest to w tej sytuacji bez dodatkowego budżetu niewykonalne.
Więc jeżeli ktoś coś zakłada z góry, to trzeba po prostu taką osobę stawać do pionu lub zadbać po prostu o to, żebyście wy jako wykonawcy, jako filmowcy na etapie preprodukcji po prostu rozmawiali.
Coś, co pozwoli Wam potem uniknąć takiej sytuacji, ponieważ to niby jest pierdoła, ale jeżeli takich sytuacji, takich pierdół w ramach projektu, który na przykład trwa kwartał, jest kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt, no to ta frustracja po prostu narasta i robi się coraz mniej przyjemnie.
Ale lećmy dalej, ponieważ tak naprawdę, słuchajcie, dopiero się rozkręcamy.
No i zgłaszałem firmie, dla której byłem podwykonawcą, jaka jest sytuacja i że czekam na odpowiedź.
A powinienem już nagrywać.
No i wtedy ta firma, której byłem podwykonawcą, powiedziała mi, Igor dzwoń do nich.
Więc pomyślałem, OK.
Dlatego ja nie używam telefonu w komunikacji biznesowej praktycznie wcale, bo bardzo często po prostu dochodzi do sytuacji, w której nie mamy żadnego potwierdzenia na papierze, że coś zostało ustalone.
I nie, nie chodzi o to, że coś zostało ustalone przez telefon, a potem okazało się, że jednak nie, tylko to, że próbowałem się dodzwonić do urzędu przez trzy dni i był absolutny brak kontaktu.
I za każdym razem dostawałem informację, że pani, z którą koresponduję mailowo, teraz nie może.
Trzy dni robocze po prostu poszły do kosza.
Coś absolutnie niepoważnego, jeżeli chodzi o projekt, który jest finansowany ze środków publicznych na, jak się domyślam, co najmniej kilkaset tysięcy złotych.
Ale idźmy dalej, bo teraz robi się już naprawdę grubiutko i uwaga, moi drodzy, spuszczę na was zaraz bombę, która zmiecie was z powierzchni ziemi.
Ponieważ już po walce z tymi scenariuszami, po ich ostatecznej akceptacji i to uwaga, akceptacji warunkowej,
Czyli panie Podgorski, nie wykonał pan swoje pracy odpowiednio rzetelnie, odpowiednio dobrze, ale kończy nam się czas, już naprawdę on się kończy, więc po prostu przejdźmy do kolejnego etapu, gdzie jeszcze raz trzy dni nie dodzwoniłem się do urzędu.
Tydzień, półtora tygodnia czekanie na odpowiedź na jednego maila.
Ale wiadomo, spychologia odpowiedzialności to jest też absolutny standard, jeżeli chodzi właśnie o tego typu projekty.
Dlatego, że już podczas nagrań okazało się, że w większości z tych scenariuszy...
Tak, moi drodzy, podczas pracy nad scenariuszami, kiedy urząd odpisywał mi na przykład, że dany scenariusz powinien zawierać ujęcie, w których właściciel firmy
W momencie, kiedy otrzymuję od urzędu taką uwagę do mojego scenariusza, to jako normalnie myślący człowiek zakładam, że skoro to urząd wytypował te firmy, to urząd wie dużo na temat tych firm, prawda?
Że jest z nimi w kontakcie, że cokolwiek z nimi ustalał na początku projektu, czyli kilka miesięcy wcześniej.
Okazało się, że nie, że to po prostu były wymyślone ujęcia przez pracownika działu marketingu urzędu, które kompletnie nie miały żadnego pokrycia z rzeczywistością.
I uwaga, mało tego, na pięć scenariuszy bodajże w trzech albo w czterech występował ten problem, czyli nie dało się ich zrealizować.
Przez to, że pisanie tych scenariuszy trwało 5 tygodni, zostało bardzo mało czasu na nagrania, kalendarz był bardzo ciasny, a jak dobrze wiecie, nagrania to jedno, ale potem proces postprodukcji i mało tego, proces kolaudacji, czyli zmian w cudzysłowie poprawek w gotowych montażach, potrafi trwać dość długo.
A przypomnę, że projekt miał się zakończyć pod koniec roku, czyli w grudniu.
Jeżeli sobie policzymy, że scenariusze były pisane przez 5 tygodni, to łatwo policzyć, że zostały mi 3 tygodnie na zrobienie 5 filmów, które powinny być w czasie tych 3 tygodni zaakceptowane przez urząd.
I normalnie takich rzeczy raczej się nie robi, a jeżeli już, to się po prostu robi to za pomocą specjalnych narzędzi i tak dalej, i tak dalej.
To poświęciłem czas na to, aby przygotować pliki proxy, bardzo lekkie, do szybkiego pobrania i żeby na pewno działały na komputerach urzędników.
Więc jako dobry wykonawca, bo najczęściej po prostu staram się być dobry, uprzejmy i profesjonalny, niezależnie od tego, jak projekt się toczy, to spełniłem tę prośbę.
I słuchajcie, z racji tego, że używam do wymiany plików Dropboxa, to Dropbox ma taką bardzo fajną funkcję, która polega na tym, że mogę być powiadomiony o tym, czy surówka, a dokładniej, czy pliki po prostu zostały pobrane przez osobę, do której zostały wysłane.
No i skoro wspomniałem o tej funkcji, to pewnie już się domyślacie.
Pliki nie zostały pobrane ani razu.
Ja poświęciłem swój czas, poszedłem im na rękę, a w finale oni nawet tego nie pobrali.
I nie będę tego jakoś szczególnie komentował, mogę tylko powiedzieć, że jest to totalnie niepoważne i po prostu lećmy dalej z tym odcinkiem.
A dokładniej to, jak bardzo niepoważne było podejście urzędu, który był tym klientem końcowym do tego projektu, ponieważ doszło do sytuacji, w której jedna z firm, przypomnę, robiłem 5 filmów na temat 5 firm i jedna z tych firm
Po prostu bezczelnie nakłamała na mój temat, mówiąc, że nie mogliśmy nagrywać
Bo ja pojechałem sobie na urlop i to jest informacja, którą otrzymałem od urzędu, od pracownika urzędu, więc odpisałem na tego maila, że jest to nieprawda.
W przypadku niektórych filmów już trwa postprodukcja.
Wszystkie te firmy otrzymały ode mnie linka do wglądu do mojego kalendarza i jest to po prostu kłamstwo.
O ile samo kłamstwo i ta sytuacja to jest jedno, o tyle odpowiedź urzędnika, pracownika działu marketingu całkowicie zwaliła mnie z nóg.
Projekt za setki tysięcy finansowany z naszych podatków, a pracownik działu marketingu urzędu mówi
To był dla mnie taki gigantyczny cios, wręcz zniewaga, tym bardziej, że jak napisałem do tej pani, że jest to nieprawda, to też załączyłem tam zrzuty ekranu z mojej korespondencji mailowej z przedstawicielem tamtej firmy, który na mnie nakłamał.
Bo nie mamy nagrań jednej firmy, ponieważ najpierw nie odpisywała, zwlekała, ghostowała mnie, odpisała raz, a na końcu, nie informując mnie o czymkolwiek, pisze do urzędu, że ja miałem urlop, więc nie mogliśmy nagrywać z mojej winy.
Po prostu szok.
I dlatego mówię, że jak teraz to sobie czytam w moich notatkach, to po prostu nie mogę w to uwierzyć, że doszło w ogóle do takiej sytuacji, że ktoś był na tyle bezczelny.
No i koniec końców wyszło, że czas poświęcony na napisanie scenariusza na temat tej firmy, cały czas poświęcony na komunikację mailową z tą firmą, która raczej była jednostronna, głównie z mojej strony, okazała się, no niestety, zupełną stratą czasu.
Absolutny hit, dlatego że ostatecznie zrobiłem cztery filmy, nie pięć, no i po zrobieniu tych filmów, po ich montażu, po ich oddaniu do wstępnej rewizji, dostałem w odpowiedzi, że filmy powinny zawierać ujęcia z drona.
Ciekawostka, ja nawet nie posiadałem drona.
To jest raczej informacja, która powinna zostać mi dostarczona jeszcze przed wyceną, jeszcze przed zdecydowaniem się, że w ogóle chce się podjąć tego projektu.
Pojechałem, zrobiłem dogrywki, umieściłem ujęcia dronowe w filmach.
Po pierwsze, jednym absurdem było to, że jak dostałem informację, że te filmy mają mieć ujęcia z drona, a już miałem wgląd do filmów innych wykonawców i przeglądając filmy innych wykonawców, okazało się, że jeden wykonawca miał do zrobienia 6 filmów i w 3 filmach na 6 nie ma ujęć z drona.
Poddałem to oczywiście jako argument i w odpowiedzi otrzymałem, że albo tam nie pasowały, albo były brzydkie.
Bo to koniec końców decyduje pracownik działu marketingu w urzędzie, mimo że projekt to nakazuje, że PO to nakazuje.
Świetnie, po prostu super.
Więc gdybym to wiedział, to najprawdopodobniej bym nie kupił tego drona, tylko po prostu, nie wiem, postarał się go wypożyczyć, chociaż w moim mieście o takie rzeczy bardzo, bardzo trudno.
A tak po prostu kupiłem drona, którego szczerze przez ostatnie dwa lata użyłem dokładnie raz.
Trochę z drugiej strony fajnie, że mam tego drona, bo tak sobie myślę, że czasami jest lepiej go mieć niż nie mieć, bo jak wpadnie jakiś projekt, który będzie wymagał drona, to po prostu go użyję.
Coś, co zmywa sen z powiek każdego montażysty.
Celowo nie używam słowa poprawka, dlatego że to jest jedno z tych słów tak samo, jak że coś powinno.
Którego po prostu nie trawię, dlatego że poprawka w swojej definicji, w swoim brzmieniu mówi nam o tym, że został popełniony błąd, więc trzeba coś poprawić.
Ja lubię używać słowa zmiana, ponieważ po prostu wprowadzamy zmianę.
Tutaj z muzyką było bardzo, bardzo ciekawie na dwóch poziomach.
Pierwszy poziom był taki, że muzyka była oceniana przez pracownika urzędu bardzo subiektywnie.
I teraz jak sobie pomyślicie, no to też łatwo dojść do wniosku, że jakim cudem muzyka, w której jest gitara elektryczna, nie jest wystarczająco energetyczna.
Oczywiście, że te utwory, które dobrałem, były energetyczne i to bardzo, tylko że po prostu pracownik ocenił je mocno subiektywnie.
I znów, czy tamten wykonawca był lepiej traktowany z jakiegoś powodu?
Ogólnie w czasie trwania tego projektu miałem kilkukrotnie takie poczucie, że po prostu ci ludzie się na mnie wyżywają z jakiegoś powodu.
Mimo, że oglądając filmy innych wykonawców, subiektywnie, tutaj to bardzo ważne, że jest to subiektywne, ale moje subiektywnie pod kątem jakości produkcyjnej zjadały tamte filmy.
Naprawdę, tamte były nagrywane... Było widać, że są też produkowane trochę przez osoby z przypadku, trochę nagrywane przez takie osoby, które po prostu biorą tani aparat, wycelują sobie, w którą stronę wcisną rekord i wow, jest ujęcie.
Zero kompozycji, zero dobrego koloru, zero dobrego światła.
Kolejna rzecz związana z kolaudacją, absolutny hit, dlatego że na etapie kolaudacji, czyli na etapie wprowadzania zmian, były przez pracownika urzędu wymyślane ujęcia lub sceny, które powinny znaleźć się w tym filmie.
Po co te scenariusze?
Po co my w ogóle je pisaliśmy?
Pomijam już to, że w większości przypadków nie mogły zostać zrealizowane, bo nie było takiej fizycznej możliwości.
To jeszcze na przykład miałem taką sytuację, że był film, który opowiadał o firmie z pewnego miasta.
Wszystkie ujęcia były zrealizowane zgodnie ze scenariuszem, punkt po punkcie.
I wszystkie były zrobione w ramach tej firmy, w jej wnętrzach, a ja na etapie kolaudacji otrzymuję informację, że film powinien, znów to piękne słowo, zawierać scenę, w której właściciel firmy przechadza się po mieście i się rozgląda.
Ale powiem to jeszcze raz głośno.
Film powinien zawierać scenę, w której właściciel firmy przechadza się po mieście i się rozgląda, mimo że zaakceptowany przez urząd scenariusz nie zawierał takiej sceny.
Może tutaj już postawmy przecinek, bo to nie koniec jeszcze.
I kolejna rzecz jest absolutnie mistrzowska, ponieważ tutaj też nawet jakbyście się postarali bardzo, bardzo, to byście w życiu nie zgadli, do czego dalej doszło.
A doszło do tego, że cały czas nad zmianami w montażu pracowałem z jednym pracownikiem urzędu, który po prostu któregoś dnia zniknął, przestał się odzywać.
Zmian, które przeczyły zmianom, które już wprowadziłem na prośbę poprzedniego pracownika.
Po czym to nie jest koniec, ponieważ ta osoba, czyli pracownik numer dwa, również zniknął.
Pod samiutki koniec i dzień po terminie.
Po terminie, w którym filmy już były oddane.
Słuchajcie, pracuję około miesiąca z jedną osobą, po czym do akcji wkracza druga, która de facto pluje na pracę swojego kolegi, koleżanki z pracy, wprowadza swoje zmiany, akceptuje muzykę, po czym do akcji wkracza trzecia osoba, która robi dokładnie to samo, co zrobiła druga osoba z pierwszą osobą.
I powiem Wam, że to był moment, w którym naprawdę się przeżegnałem.
I po raz kolejny, jak doszło do mnie...
Jak bardzo potrafią być marnowane pieniądze z naszych podatków na takie projekty.
Bo inaczej, sam projekt nie jest zły, ale to w jaki sposób on był prowadzony, ile tam pieniędzy poszło w błoto, że to wszystko można było zrobić kilkukrotnie taniej, lepiej, to jest po prostu szok.
Może nie to, że miałem traumę po tym projekcie, bo to jest bardzo mocne słowo, bardzo mocne, więc też nie chcę przesadzać, ale naprawdę musiałem chyba miesiąc odpocząć tak psychicznie po tym, co tam się w ogóle stało, bo nieprzespane noce, miliony zmian i te wszystkie absurdy, o których wam teraz mówię.
Dlatego, że po pięciu, sześciu turach zmian dostałem w mailu informację od tej trzeciej osoby, trzeciego pracownika, że moje filmy odstępują poziomem od innych wykonawców.
I tutaj nawet nie chodzi o to, czy feedback, informacja zwrotna powinna być miła, czy nie.
No bo moim zdaniem nie powinna być miła.
W sensie nie powinna być nastawiona na to, że musi być miła.
że scenariusze przeszły tyle zmian, że finalne zaakceptowane scenariusze nie przypominały absolutnie w niczym moich scenariuszy.
Punkt drugi, przypomnę, że większości z tych scenariuszy nie dało się nawet zrealizować.
I tu przypomnę przykład z szefem, który miał się przechadzać po magazynie i pomagać swoim pracownikom pakować paczki, gdzie finalnie na miejscu okazało się, że szef nie ma magazynu, nie ma pracowników i rzadko wysyła paczki.
Tych zmian otrzymałem tak dużo, że po ich wdrożeniu to już kompletnie nie były moje filmy.
Czyli spoglądając na to z góry rzetelnie, ta pani tak naprawdę oceniła pracę swoich dwóch koleżanek z pracy.
Oceniła pracę pracownika numer jeden i pracownika numer dwa, bo ten pracownik numer trzy, czyli ta pani, która do mnie właśnie napisała te słowa, to jest tylko ta, która powiedziała, że ta muzyka jest zła i trzeba ją zmienić i to jest tyle, więc powiedzmy, że ona miała najmniejszy wkład w to wszystko, więc ona po prostu oceniła pracę swoich koleżanek z pracy.
No i na sam koniec coś, co też jest wspaniałe, że tak to ujmę, a dokładniej firma, której byłem podwykonawcą, odezwała się do mnie, gdzie nie odzywała się do mnie praktycznie przez cały ten proces.
I powiedziała, słuchaj Igor, możemy mieć potencjalne problemy, bo to wszystko bardzo się przeciąga i najprawdopodobniej dojdzie do sytuacji, w której nie oddamy tych filmów na czas, to na horyzoncie zaczął pojawiać się wątek kar za niedotrzymanie terminu.
I teraz uwaga, kara tutaj wynosiła 2000 zł netto za każdy jeden dzień po terminie.
Dlatego, że ja nie miałem z nikim podpisanej umowy.
Ani z firmą, której byłem podwykonawcą, ani z kolegą, który mnie polecił do tego projektu i tak trochę mnie do niego wciągnął.
No i oczywiście też nie miałem podpisanej umowy z urzędem.
Przypomnę, że filmy zostały oddane na czas, ale po terminie do mnie napisał urząd jeszcze z prośbą o zmiany, po czym zagroził mojemu klientowi, czyli firmie, której byłem podwykonawcą, że grożą mu kary.
Coś po prostu niebywałego.
Jak teraz o tym myślę, po tych dwóch latach, to
Podejrzewam, że duża część z Was się złapała za głowę, co najmniej kilkukrotnie podczas słuchania tego odcinka.
A pomyślcie, że ja to przeżyłem.
Jeżeli miałbym powiedzieć, co dobrego się wydarzyło dla mnie,
Z powodu tego projektu to właśnie jest to, że się mocno rozwinąłem w takim podejściu do preprodukcji, do dobrego wywiadu z klientem, do podpisywania umów.
Nawet mało tego, gdybym dostał wzór umowy przed projektem i gdybym zobaczył, że w ramach moich obowiązków jest napisanie scenariuszy do dnia tego i tego, to bym po prostu jej nie podpisałem, w ten projekt nie wszedł.
Ta umowa po prostu by mnie trochę uratowała, nie?
Natomiast mądry Polak po szkodzie
Mam na myśli oczywiście urząd, a nie mojego realnego klienta, dla którego byłem podwykonawcą, ponieważ on był bardziej pośrednikiem.
Praktycznie dostałem przelew po chyba dwóch czy trzech dniach.
Oceń podcast na Spotify lub Apple Podcasts.
Pamiętaj o subskrypcji podcastu.
Ostatnie odcinki
-
Nie oddawaj surówki klientowi! Oto dlaczego...
23.11.2025 15:21
-
Czy dobry fotograf może być dobrym filmowcem? x...
28.07.2025 13:41
-
2000 zł kary za każdy dzień po terminie - histo...
11.06.2025 16:52
-
Jak biznes postrzega wideo marketing? x Wojciec...
08.05.2025 10:51
-
Dlaczego nie masz klientów na produkcje wideo?
06.04.2025 15:16
-
Kim jest One Man Army 2.0? x Łukasz Glewicz
17.05.2024 15:00
-
Czy sprzęt do produkcji wideo ma znaczenie?
22.04.2024 11:53
-
Freelance czy etat? Co lepsze dla filmowca?
28.02.2024 15:57
-
Jak wyróżnić się na rynku produkcji wideo? x Ka...
23.01.2024 17:42
-
Dlaczego kamery filmowe są drogie?
07.11.2023 16:10