Mentionsy

Reportaże i dokumenty Polskiego Radia
Reportaże i dokumenty Polskiego Radia
16.09.2025 17:00

"Śladami polskich dywizjonów" - reportaż Dariusza Kwiatkowskiego

Z okazji 85. rocznicy Bitwy o Anglię, jednej z najważniejszych kampanii II wojny światowej, Stowarzyszenie Lotników Polskich zorganizowało Rajd Lotniczy Śladami Dywizjonów Polskich. Siedem załóg sportowych samolotów odwiedziło miejsca stacjonowania polskich jednostek w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Finał odbył się przy Pomniku Lotników Polskich w RAF Northolt – bazie Dywizjonu 303. Marszałek Dowding podkreślał, że bez walecznych Polaków wynik Bitwy mógłby być inny. Reportaż przypomina ich udział w całej wojnie, której 80. rocznicę zakończenia obchodzimy w tym roku.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 122 wyników dla "LOT"

Jeśli chodzi o spotkania z lotnikami myśliwskimi, to nie miałem większych trudności ze względu na wyszkolenie, natomiast trudności były z lotnictwem bombowym.

I taki przykład był, atakowaliśmy dosyć dużą formację, był samolot do 17, zaatakowałem i strzelec bardzo intensywnie się uszczeliwał.

No ja oczywiście ten samolot wykończyłem, zapalił się, samolot spadł,

Były też dni i tygodnie, gdzie na skutek tych bardzo zaciętych ataków niemieckich nasze dywizjony brytyjskie i polskie i czeskie też to samo, no zaczęło brakować pilotów.

Wróciłem na lotnisko.

Proszę sobie wyobrazić, że z tego lotu z dwunastu samolotów sześć nie wróciło.

Szybko samochód podjechał, za godzinę, bo było blisko lotniska, za godzinę czy za dwie, już nie pamiętam, startowałem już w innym samolocie.

Do zwycięstwa aliantów i zapobieżenia niemieckiej inwazji na Wyspy Brytyjskie w dużym stopniu przyczynili się polscy lotnicy.

Tak mówił o tym marszałek Hugh Dowding, dowodzący w czasie bitwy angielskim lotnictwem myśliwskim.

Twierdzę, że zagadnieniem krytycznym była sprawa dopływu w uszkolonych pilotów myśliwców.

Dla upamiętnienia osiągnięć polskich lotników, zarówno tych latających na samolotach myśliwskich, jak też bombowych, Stowarzyszenie Lotników Polskich zorganizowało rajd powietrzny, w którym wzięło udział 7 załóg.

Piotr Skrzyński, prezes Stowarzyszenia Lotników Polskich, uczestnik rajdu.

Bo niestety pogoda trochę pokrzyżowała plany i niestety te samoloty, które myśmy używali,

Nie mają instalacji przeciwoblodzeniowej, w związku z powyższym każde większe zachmurzenie i lodzenie zatrzymywało loty.

Wszystkie loty były wykonywane w warunkach VFR, czyli musi być przynajmniej te 5000 metrów widzialności poziomej, 1500 fitów od chmur.

Część tych samolotów oczywiście mogła wejść na wyższy poziom, no ale żeby utrzymać grupę, no to się musiała zniżyć do tego poziomu, ale i to miało swoje zalety, bo mogliśmy obejrzeć teren, a teren jest tam naprawdę piękny.

Nasi lotnicy przebywali na ponad 110 lotniskach mieszczących się w czasie wojny na terenach Wielkiej Brytanii.

Stefan Skarzyński, sekretarz Stowarzyszenia Lotników Polskich, uczestnik rajdu.

Ale tak szczęśliwie się złożyło, że właśnie lotnisko Kyrton i Lindsay nadal istnieje, jest lotniskiem trawiastym i co się jeszcze okazało, że zarządcą tego lotniska jest Polak, który dzierżawi te grunty i przyjął nas bardzo serdecznie

W tym miejscu obecność polskich lotników zaznaczyła się obecnością 302 Dywizjonu Myśliwskiego, który przebywał na tym lotnisku między 1 lutego 1943 roku do 17 kwietnia 1943 roku.

W tym czasie dowódcą 302 Dywizjonu Myśliwskiego był kapitan pilot Stanisław Łapka.

Dywizjon wykorzystywał w tym czasie samoloty Supermarine Spitfire MK-5B.

Drugim dywizjonem, który zaznaczył swoją obecność na tym lotnisku był 303 Dywizjon Myśliwski.

Przebywał na tym lotnisku w okresie od 15 czerwca 1942 roku do 16 sierpnia 1942 roku, czyli wcześniej niż Dywizjon 302.

I dowodził w tym czasie tym dywizjonem w stopniu polskim porucznika pilota, a w stopniu brytyjskim skodron lidera, który był wyższym znacznie niż stopień polski.

Dla Stefana Skarżyńskiego inspiracją do udziału w rajdzie były lotnicze tradycje rodzinne związane ze sobą brata jego dziadka, pułkownika Stanisława Skarżyńskiego, który przed wojną zasłynął m.in.

z rekordowego przelotu przez Atlantyk i rajdu dookoła Afryki.

Akurat w momencie, kiedy był na ziemi prytyjskiej i zginął jako pilot 305 Dywizjonu, ta kropka w dokumentach była i tak został pochowany.

Jaki to był lot?

W tym czasie Stanisław Skarżyński był komendantem lotniska w Lindholm na terenie Wielkiej Brytanii.

I on jako komendant miał zasadniczo zakaz wykonywania lotów bojowych.

Bardzo mu to przeszkadzało i po wielomiesięcznych staraniach umożliwiono mu, jeżeli nie będzie kolizji z obowiązkami jako komendanta lotniska, odbywać loty bojowe na Vickers Wellington na bombardowania Niemiec.

Stanisław przejął stery, bo on jeszcze dla wyjaśnienia latając na te loty bojowe nigdy nie mógł zajmować stanowiska kapitana ze względu na to, że nie był w stałej załodze przypisany, w związku z tym zawsze był drugim pilotem.

Ale ze względu na przygotowanie dowodowania właśnie, które mu pozostało z tego przelotu atlantyckiego i bardzo dobrze to miało panowane, on przejął stery, wodował tym samolotem bombowym w Morzu Północnym.

No i niestety wychodząc jako ostatni, nie wiadomo czy pomylił stronę, czy go zmyła fala na przeciwną stronę, gdzie była dingi, w której już się znajdowała pozostała część załogi i w momencie kiedy pozostali, opłynęli samolot, który jeszcze cały czas był na wodzie, utrzymywał się Stanisława, już nie było na skrzydle lewym, prawdopodobnie został zmyty przez falę w Morzu Północnym.

Tradycje lotnicze były również w rodzinie Piotra Skrzyńskiego.

Dziadek mieszkał w Białej Podlaskiej, gdzie od 1923 roku istniały zakłady lotnicze i produkowały samoloty PWS.

Tam został lotnikiem, następnie doszkolił się w Lidzie i podczas II wojny światowej był w 56. eskadrze Armii Karpaty 10 września w locie obserwacyjnym nad Radymnem.

Został ranny w lewą rękę i na szczęście udało mu się ten samolot z obserwatorem sprowadzić na lotnisko.

Po wojnie został powołany z powrotem do wojska jako lotnik i w 49 roku organizowała się linia lotnicza, ponownie LOT i został powołany jako pilot.

Latał na wszystkich samolotach, które LOT posiadał.

Odwiedzanie grobów poległych naszych lotników, żołnierzy, jak również prowadzimy rozmowy z lokalną społecznością, przypominając im właśnie o naszych bohaterach.

Ambasada Brytyjska od dawna ściśle współpracuje ze Stowarzyszeniem Lotników Polskich.

Przypomina o tym pomnik lotników polskich usytuowany w pobliżu bramy bazy lotniczej w Northolt.

Wszyscy alianccy lotnicy przyczynili się do zwycięstwa, ale bardzo duży udział mieli w nim polscy lotnicy.

Jak zwiedza się to muzeum, to na fotografiach i w gablotach można zobaczyć wiele polskich nazw.

Gdzie lotnisko już nie istnieje, nie ma żadnego śladu, ale podjęto próbę stworzenia miejsca pamięci obok, jakby dosłownie na przyległym terenie byłego tego lotniska.

W Ingham, Dywizjonie 300, pierwszym dowódcą był Wacław Makowski, wówczas w stopniu kapitana, który po wojnie został pierwszym dyrektorem lotu, czyli polskich linii lotniczych, które się odbudowywały po wojnie.

Następnym takim ciekawym spotkaniem to było Newton Town i tam była między Newton Town a lotniskiem

Taka mała właściwie osada, w której miejscowi i Polonia postawili pomnik lotników, którzy bronili tego terenu i między innymi jest obelisk zatytułowany naszym dywizjonom.

I myśmy tam spotkali właśnie ciekawych ludzi, którzy opowiadali nam o tym, jak ci lotnicy żyli, walczyli i tak dalej.

Złożyliśmy tam wiązankę kwiatu, złożyliśmy hołd tym lotnikom.

Spotkania z Polonią były okazją do wspomnień o polskich lotnikach, którzy odeszli już na wieczny patrol.

Jeśli chodzi o spotkania z lotnikami myśliwskimi, to nie miałem większych trudności ze względu na wyszkolenie.

Natomiast trudności były z lotnictwem bombowym.

Był samolot do 17.

No ja oczywiście ten samolot wykończyłem, zapalił się, samolot spadł, ale zobaczyłem u siebie w kabinie ogień.

I potem chciałbym jeszcze w drugim wypadku samolotem myśliwskim.

My z innym kolegą zastrzeliliśmy dwa samoloty niemieckie.

To jednym ze strzelonych był kapitan Horst Tilson, sławny lotnik.

Były też dni i tygodnie, gdzie na skutek tych bardzo zaciętych ataków niemieckich nasze dywizjony brytyjskie i polskie, w tym polskie i czeskie też to samo, no zaczęło brakować pilotów.

We wrześniu zastrzelił 110 samolotów, najwięcej samolotów z 22 dywizjonów, które tam broniły południowo-wschodniej części Anglii i Londynu.

Własnowolski, bardzo młody pilot, szczególnie Własnowolski.

Wróciłem na lotnisko.

Proszę sobie wyobrazić, że z tego lotu z dwunastu samolotów sześć nie wróciło.

Nie mieliśmy dnia wolnego, bośmy od świtu do nocy cały czas przebywali na lotnisku, spaliśmy przy samolotach.

A ten pilot, który był wówczas zestrzelony i wrócił z powrotem do jednostki, powiada, powra to ja Dariusza zastąpię.

Mniej więcej w połowie drogi do sztabu alarm na lotnisko, startują wszystkie samoloty, bo trzy dywizjony tam stały na tym lotnisku w Tankmir, idą w powietrze.

Współtwórcami sukcesów lotników byli mechanicy.

Ich zaangażowanie i entuzjazm tak wspominał major Mieczysław Galicki z 317 Dywizjonu Myśliwsko-Rozpoznawczego, który często gościł na lotnisku Dywizjonu 303, zapraszany tam przez generała Witolda Urbanowicza.

Właśnie chciał pokazać jak mechanicy odnoszą się do swoich pilotów, do swoich samolotów.

No i samoloty pojedynczo wracają na lotnisko.

I po odniesieniu sukcesu zniżał się na wysokość 50 metrów i przylatując nad lotniskiem kręcił beczkę.

Później drugi, trzeci, aż wreszcie czwarty czeka, patrzy, leci samolot, kręci jedną beczkę i drugą.

Ta pieśń, nasza pieśń, na tych zagadkach czyta nam gra, Bój nas zęb, bój nas zęb, podjebny lot, zwycięski śpiew.

Nie tylko marszałek Hugh Dowding, dowódca lotnictwa myśliwskiego Królewskich Sił Powietrznych, doceniał polskich lotników.

Świetną opinię Polakom, w tym lotnikom, wystawiali piloci alianccy, wśród nich nieżyjący już George Robert Adams ze 178 Bombowego Dywizjonu Angielskiego.

Mamy też wielkie uznanie dla polskich pilotów myśliwskich za ich bardzo duży wkład w obronę naszego kraju i zwycięstwo w bitwie o Anglię.

Ten angielski lotnik dwukrotnie przylatywał ze swoją załogą nad walczącą Warszawę, aby zaopatrywać powstańców w broń i lekarstwa.

Wiele załóg nie wróciło z lotów nad Warszawę.

Chciałbym wspomnieć, podczas powstania warszawskiego spotkałem się na Starym Mieście, kiedyśmy byli na Placu Krasińskich i ja spotkałem się z jakimś chłopcem z oddziału, który mówi, że podczas jakiegoś z tych nalotów...

Zrzutowych jakiś lotnik zrzucił karabin maszynowy, wymontowany ze swojej maszyny, owinięty został w kombinezon lotniczy i tam była kartka napisana Rodacy i to dla Was.

Z pomocą dla powstańców przylatywał nad Warszawę major Antoni Tomiczek, pilot Halifaxa z 1586 eskadry do zadań specjalnych RAF.

Ma się rozumieć, dziwny samolot.

Ja momentalnie położyłem samolot 90 stopni i ściągnąłem na siebie.

No wyrównałem samolot.

Startowali z lotnisk właśnie w tamtej części, także z lotnisk w East.

Choć od tamtej wypowiedzi minęło 35 lat, uczestnicy rajdu wielokrotnie mogli się przekonać, że Brytyjczycy pamiętają o polskich lotnikach.

To w ogóle pierwotnie baza nazywała się Fairwood Common i tam właśnie to lotnisko przez pewien czas stacjonowały właśnie te dywizjony.

Jego ojciec latał razem z naszymi lotnikami właśnie z tego lotniska Fairwood Common.

Wspominał tych naszych lotników jako bardzo fajnych towarzyskich ludzi, z którymi miał przyjemność po prostu służyć.

Stworzony przez Brytyjczyków miejscowych dotyczący lotników ogólnie RAF-owskich z I i II wojny światowej i obok jest nieduży, ale znaczący dla nas pomnik właśnie upamiętniający bytność tych polskich dywizjonów.

My, żeby dobrze się prezentować, mieliśmy w miarę jednolite kombinezony lotnicze z insygniami polskimi i tak dalej.

Trzeba było w pewnym sensie się wytłumaczyć ze swojego wyglądu i swojej bytności, że istnieje taki kraj jak Polska i mający takie tradycje lotnicze.

Wylądowaliśmy na lotnisku, które jest obecnie dzierżawione przez Polaka w Kielton-in-Lindsay.

I od słowa do słowa rozwinęło się to w dwudniową wycieczkę, którą oni nam zorganizowali, bo de facto właściwie mieliśmy w planach tylko wylądować, zatankować samoloty i gdzieś tylko się przespać, żeby móc pokonywać dalej trasę.

Nie wiedząc, że lotnisko Kyrton jest właśnie w tej chwili zarządzane przez Polaka.

Zmiany pogodowe troszeczkę pozmieniały fragmenty naszej trasy, ale też dzięki temu, przy dużej pomocy zresztą pana Michała Cedrońskiego z Aeroklubu Warszawskiego, zmiany pogodowe właśnie rozszerzyły na możliwość lądowania na lotniskach, których nie braliśmy wcześniej pod uwagę.

Jedna pamiątka to jest instrukcja lądowania na lotnisku, napisana własnoręcznie.

Przypuszczam, że to właśnie dotyczy lotniska Newton, gdzie mieściła się szesnasta polska szkoła lotnicza.

I ten pilot, tu jest jego zresztą nazwisko, pilot officer, porucznik pilot Marian Kosowski, przypuszczam, że szkolił się właśnie na

Samoloty bombowe konkretnie na Wellingtona w tym okresie i on sobie stworzył taką swoją pomoc naukową, którą sam napisał zresztą pięknym pismem kaligraficznym.

Właśnie badając jakby tą książeczkę stworzoną przez pilota Mariana Kosowskiego, zacząłem szukać i okazało się, że z 16 na 17 października 1941 roku, lecąc jako drugi pilot Wellingtona MK2 o znakach SM,

W nalocie na Dunkierkę zostali zestrzeleni przez obronę przeciwlotniczą wroga.

Samolot spadł do morza i zginęli wtedy cała załoga.

Stefan Hildebrandt, sierżant pilot, porucznik Marian Kosowski, porucznik obserwator Antoni Bryk, szeregowy radiotelegrafista Tadeusz Lang, plutonowy strzelec Jan Hejnowski i porucznik strzelec Jan Łucki.

Mogło tak być, bo w rodzinie pani Teresy też był pilot, pan Barzdo się nazywał i też jest do odszukania jego los, też zginął w locie bojowym, ale trochę później i mógł dostać tą książeczkę właśnie od, jako swojego może kolegi w szkole, od tego Mariana Kosowskiego i stąd to się znalazło w rękach rodziny pani Teresy.

Między innymi wśród tych grobów znaleźliśmy 9 lotników.

Jest to lotnisko komunikacyjne, wojskowe, czynne.

Jest tam sala tradycji lotnictwa polskiego.

Natomiast konkretnie na tym lotnisku nie byliśmy, dlatego że tam się nie zadość.

Natomiast miejsce jest super, bo to jest bardzo blisko lotniska, przy zbiegu ulic.

Na uroczystości do Northolt przylecieliśmy z polskim wojskowym samolotem.

Maria Osińska ze Stowarzyszenia Lotników Polskich.

Stojąc przy Pomniku Lotników Polskich czuliśmy dumę z naszych rodaków, którzy w chwili największej próby nie opuścili rąk, a ich patriotyzm może być wzorem dla współczesnych Polaków.

Mam pamiątkowe zdjęcie pod pomnikiem w Northolt z oryginalną wojenną polską flagą lotniczą, na której jest biało-czerwona szachownica i orzeł.

listy Krzystka polscy myśliwcy zestrzelili 762 samoloty niemieckie.

Dywizjony bombowe wykonały około 11 700 lotów bojowych.

Załogi komunikacyjno-transportowe ponad 18 000 lotów.

Takie przedsięwzięcie jak rajd śladami polskich dywizjonów świetnie przypomina o zasługach naszych lotników.

Budzi również nadzieję, że poświęcenie zarówno polskich myśliwców jak i załóg samolotów bombowych i transportowych nigdy nie zostaną zapomniane.

Autor dziękuję Muzeum Powstania Warszawskiego za udostępnienie wspomnień pułkownika pilota Antoniego Tomiczka oraz porucznika pilota Georgia Roberta Adamsa.