Mentionsy
"Na Giewont się patrzy" reportaż na podstawie książki B.Caillot i A.Karkowskiej
Słuchowisko, podobnie jak książka, opiera się na wspomnieniach i historiach starszych mieszkańców regionu. Autorki zebrały opowieści o ich dzieciństwie, życiu codziennym, a także tragicznych wydarzeniach wojennych. To opowieść o tym, jak wyglądało życie w domach z "białą i czarną izbą", o czytaniu przy lampie naftowej czy o tradycyjnym darciu pierza. Całość ma buduje pomost między pokoleniami, by zachować pamięci o dawnej kulturze i tradycjach Podhala. Słuchowisko łączy autentyczne historie z bogatą warstwą dźwiękową, w tym muzyką i śpiewkami skomponowanymi przez Krzysztofa Trebunię-Tutkę, co potęguje wrażenie podróży w czasie i pozwala poczuć klimat dawnego Podhala.
Szukaj w treści odcinka
Na Giewont się patrzy na podstawie książki B.Caillot i A.Karkowskiej.
A no dziś była pogoda, piękno, słonko była.
Nie, nie, ale, ale modliliśmy się i gromnice my świecili i obrozek się wstawiało do okna.
Łódź Święta.
No boisko to po waszemu stodoła, taka jakby wozownia.
Nie było firanek, to mama z bibułki ozdoby robiła.
No i rozum też swój ma.
A kołyska z najmłodszym to pod powałą wisiała.
Chodź jak bywało, małe Agnieta tu po pościelach skakały, przytulały się, grzały nos nad ranem, no i kury były pod półką, gęś na piecu, na pościeli było, siano odgarnęło się, a tu kura jej pozniosła.
To ze śniegu wodę topiła.
No, topiła.
Trzeba było robić od rania do wieczora.
Siano w chustach my nosili, drzewo z lasu, bo my nie mieli furmana.
I to jagnięta.
Pierwsza była Maryśka, no starsza była.
Potem był Jantek, potem był Jędrek, potem Jasiek, potem była chyba ja.
Potem był jeszcze Franek, Stasek i na końcu była Hela.
Mama dokopała.
To jest od wyglądu, albo zawodu, albo kaw to siedział, to znaczy od miejsca zamieszkania, albo od mienia przodka.
Ja...
Ja to nie pamiętam mojej babci, co by była słabo, albo zmęcona, albo chłorowa.
A wiecie, panie, to była taka niezwyczajna krowa, taka kształcona, niebyle jaka.
No i ta Ruzanka przychodziła.
No i babcia ją dojęła, potem krowa się wracała zaśpaść, a babcia z mlekiem do dziadka sła.
Chyba ze długie lata nam nie kochała.
Nasza mama to była bardzo zaradna.
Mąkę kupiła.
Wszystko załatwiała.
Ale mama ci upomniała.
Raz, dwa.
A jak nie wytrzymała, to pięścią albo smatą przyłożyła.
Mama nikogo by nie skrzywdziła.
Wewnętrznie grać, albo przejść, grohusyć, albo nachodniki smate targać, albo posługować, krowę poić, gnojki dać, cały czas ta robota.
Ech, to była wielka rozrywka, uciechała.
A tam na środku we wódzie była taka duża skała, płaska.
Jest jakoś i głowa.
Odrzuciłem tą skalę, a tam tak odpierdolić, koło puka.
To nawet nie wiedział, kiedy wyskoczył na taki wielki bróżek, na drodę bróżek, w życiu więcej głowa cieniała.
Uroku nie ma.
Tam kawalerci nie dał ani nigdy, no tako starał babka, bo tako zowistna, bo ona już zesgrzębiana.
No chyba, żeby boginka podmieniła.
Wlazła do izby i wzięła kobiecie dziecko, a swoje brzydkie ustawiła, co się strasznie darło, w kołysce wrzestał, płakał, baba nie wiedziała.
Ale serce miała.
To ty tak otoż jak nasza babka.
Targą podobno bez znieczulenia.
A on raczej tak kręcił na tym, a mniejno ta głowa mrdawa.
No to najpierw są komunie do kościoła.
Gospodyni księdza bułkę upiekła i kakao zrobiła.
I po komunii do widzenia.
Zdjęcia robił taki uorganista.
A potem mama mówiła, Marysia dziś ma święto, bo była do komunii, niech se idzie poleżeć pod jasienia.
Nic nie będzie dziś robić, ani nie pójdzie po krowy, ani nie będzie doić, bo my takie dziecięta były małe, ale my już siadały i kiedy ktoś tą krowę udojął, to udojął, ale mama potem to dojęła.
Jedna jest lokalista, druga jest murcata.
To jest łowca murcata.
Kurno ta hańta, to widzicie, ta roga, ta piękna łowca, taka wielka się wyróżnia.
My tu mamy juhasa maćka, a nie przyłowca.
Fajne, fajne, bo ja bym z byle kim nie przysłała.
Maciek u nas ład małego chłopcyzka.
No właśnie mówiła wersja.
Każdy swoje łowce zna.
Każdy łowca zna.
Do widzenia.
Nie, na śniegu trzeba.
Na Giewont się patrzy na podstawie książki B.Caillot i A.Karkowskiej.
Konsultacja etnolingwistyczna Krzysztof Trebunia-Tutka.
Udział wzięli letniczki B.Caillot, A.Karkowska.
Gazda Jędrek, Krzysztof Trebunia-Tutka.
Krzysztof Trebunia-Tutka.
Podhalańska Lokalna Grupa Działania.
Ostatnie odcinki
-
"Coś tutaj nie wyszło" - reportaż Jakuba Tarki
22.04.2026 06:08
-
"Trzeba uciekać" - reportaż Adama Bogoryja-Zakr...
21.04.2026 17:55
-
"Odkrywanie" - reportaż Macieja Jastrzębskiego
21.04.2026 09:19
-
"Czarne latawce" - reportaż Barbary Grębeckiej
18.04.2026 20:10
-
"Zaledwie. Opowieść o pianistce" - reportaż Ale...
17.04.2026 11:10
-
"W tym jest miłość" - reportaż Hanny Dołęgowskiej
16.04.2026 16:55
-
"Echo wojny" - reportaż Antoniego Rokickiego
15.04.2026 16:55
-
"Podzielmy się Ziemią" - reportaż Alicji Grembo...
14.04.2026 10:47
-
"Katyń-pamiętam" - reportaż Krzysztofa Wyrzykow...
14.04.2026 10:41
-
"Nie będzie już tiramisu?" - reportaż Ewy Dunal
14.04.2026 09:44