Mentionsy
Mariusz Kamiński "Kult munduru"
To nie mogło się udać. Nie było żadnego sprzętu, żadnej remizy, żadnych tradycji strażackich. Nie było nikogo kto nauczyłby przyszłych strażaków ratownictwa. A jednak. W kuźni w Kiełczewicach zrobiono bosaki, hełmy były ze skóry a pierwszy zbiornik wody, który służył do gaszenia pożarów to stulitrowa beczka po kapuście. Tak w 1916 roku zaczynała się ponad stuletnia historia Ochotniczej Straży Pożarnej wKiełczewicach i Strzyżewicach w powiecie lubelskim, którejzałożycielem był rotmistrz Roman Okulicz-Kozaryn. Jej powstanie było przykrywką do działalności Polskiej Organizacji Wojskowej. Straż, poza funkcją ratowniczą, pełniła także rolę wychowawczą i patriotyczną, szkoląc mieszkańców. Stała się ważnym ośrodkiem życia społecznego i kulturalnego wsi. Szczególnymsymbolem jest krzyż założycielski, przy którym odbywały siępierwsze zbiórki. Ciekawe losy straży to również okres PRL-u, o którym opowiadają członkowie OSP, pełniący służbę często od kilku pokoleń. W audycji głos zabierają: Ferdynand Rymarz - ze Strzyżewickiego Towarzystwa Regionalnego, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, autor książki,która ma być wydana na początku lipca 2026 pt. „Ochotnicza Straż Pożarna w Strzyżewicach. W sto dziesiątą rocznicę powstania”; Paweł Pijanowski – od 10 lat Naczelnik OSP w Kiełczewicach Dolnych / Strzyżewicach-Rechcie; od trzech pokoleń związany ze strażą; Wiesław Pijanowski (ojciec Pawła) – Naczelnik tejże Ochotniczej Straży Pożarnej w latach 1998-2011; budowniczy remizy numer 4; Danuta Cajzer – jedna z pań prowadzących kronikę straży pożarnej; Roman Cajzer – prezes OSP w latach 1993-2004 i budowniczy remizy nr 4; Genowefa Baran – wieloletnia sołtyska, całe życie pomagała przy straży, jej ojciec był prezesem OSP napoczątku lat 70-tych; Piotr Szelest – obecny wiceprezes OSP ijego żona Monika – która jest dowódcą żeńskiej drużynypożarniczej; Adam Pidek - ze Strzyżewickiego TowarzystwaRegionalnego, jego ojciec był tam czynnym strażakiem; Barbara Zdybel – wójt Gminy Strzyżewice
Rozdziały (4)
Rozmowa o wózach strażackich, muzeum i pompie ręcznej z lat 20. wieku.
Opowieść o zespole strażackim i żeńskiej drużynie pożarniczej z lat 60-tych.
Opis procesu budowy Strażnicy w Strzyżewicach i jej uroczystego otwarcia.
Opowieść o znalezieniu i upamiętnieniu krzyża z 1916 roku podczas stulecia straży.
Szukaj w treści odcinka
Ta duma była także podzielana przez społeczeństwo.
To było coś podobne do żołnierskiego munduru, do rogatywki, która była jakby symbolem polskości nawiązujących do dawnych czasów.
Zaangażowanego strażaka.
To powiedział mi tak, bo nasi strażacy to są właściwie partyzanci.
Był komendantem powiedzmy powiatu, taka wielkość tego zarządzanego przez niego terytorium i u siebie w Kiełczewicach.
Żeby chłopców zachęcić do wstępowania do Ochotniczej Straży Pożarnej, z której to chciał zrobić POW, ogłosił, że każdy kto będzie strażakiem dostanie trzy morgi ziemi od niego za darmo.
Musiała być wielka nieufność ludności wiejskiej do tworzenia organizacji, skoro potrzeba było aż takiej zachęty.
Myślę, że tak, bo kolejne miejsce, do którego będziemy zmierzali jest naprawdę niedaleko, więc rotmistrz nawet na te zbiórki miał blisko.
Jak to się stało, że Pan został strażakiem?
Mój dziadek, Aleksander Pijanowski, do straży wstąpił w roku 1956, później w latach 70-tych był naczelnikiem, szkolił tutaj strażaków, później tata.
Tata tak jakby przechodziło.
Takich było dwa małżeństwa.
Gdzie były pierwsze zbiórki strażaków.
Witają nas śpiewy ptaków.
Jest pamiątkowa tabliczka przy marmurowym krzyżu, który został postawiony w 2002 roku przez właściciela zakładu kamieniożskiego, pana Adama Cnotę.
No i to jest miejsce, w którym stał też ten pierwszy drewniany krzyż, gdzie tutaj zbierali się, robili sobie zbiórki nieopodal domu, majątku, tak, lotmistrza Okulicz-Kozaryna.
Zgodziła się austriacka okupacja pod warunkiem, że będą mieli prezesa, naczelników i tak dalej.
Taka figura musiała być poświęcona przez księdza, taka jest tradycja wiejska.
Musiał akceptować, że tu się odbywa coś wielkiego.
Nikt nie umie ich nauczyć jak ratować.
W kuźni w Kiełczewicach robią bosaki.
Czasem jak płonęło to siedem, dziesięć gospodarstw po kolei.
W czasie II RP, nie pamiętam dokładnie roku, ale był taki duży pożar na Franciszkowie.
Ja to znam z tej okazji, że tato był tam też czynnym strażakiem.
W takich gazetach jak Gazeta Świąteczna w Warszawie wychodząca, Polak Katolik, Przegląd Pożarniczy w Warszawie wychodzący.
Prywatnie było strażakami, byłowakami, ale miało świecko strukturę.
Jakie to były wykłady?
Takie pierwsze rzeczy,
Każdy kataklizm, który dotyczył Polski powodował rozbicie straż.
Pierwszy taki gwałtowny ubytek to była wojna światowa.
I właśnie Walczak pisze, że on musiał odbudować straż.
Zrobili w 1921 roku zebranie założycielskie, ale napisali, że nie jest to założenie od podstaw, tylko na bazie kontynuacji, że mają kaski, posaki i inne rzeczy, beczki, że są jeszcze strażacy, którzy nie poszli do wojska, bo się nieco zestarzeli w międzyczasie, albo byli za młodzi, żeby pójść do wojska.
Przyszli Niemcy, wygonili strażaków, wyrzucili sprzęt.
Jak tato opowiadał, zajęli to remizę i zrobili kuźnię.
Ten obszar Kiełczewice, Rechta, Strzyżewice był podzielony politycznie, ale nie tak mocno.
Rechta w części była NSZ-em części AK, Strzyżewice i mój ojciec i Naczelnik Straży Adamczyk
Szło AK i szło AK aż do Osmolicy Żabiej Woli.
Oni współpracowali ze sobą, te wszystkie trzy formacje, ale stali się tymi strażakami.
Jak dziadek umierał, ja miałem 9 lat, także no coś pamiętam.
W dużej mierze wywodziła się tutaj nasza jednostka z tych organizacji takich wojskowych.
Było prościej, jeżeli byli ludzie wyszkoleni pod względem takim wojskowym.
Podobne historie działy się z innymi sztandarami z okolic tutaj, między innymi ze sztandarem tejże szkoły podstawowej w Rechcie, który w latach 90. został odnaleziony w zakonie ojców Paulinów w Częstochowie.
Ja zasięgałem informacji, dzwoniłem do zakonu, jednakże w spisach nie ma tego naszego sztandaru pieszego strażackiego.
Niemniej jednak mam taki pomysł, żeby odwiedzić ten zakon, bo być może on tam jest, ale pod jakąś inną nazwą.
Sztandar to jest taki symbol, taka duma.
My na każde święta czy jakieś uroczystości gminne, kościelne idziemy z pocztem sztandarowym.
To jest taka nobilitacja dla strażaków, którzy w tym poczcie chcą chodzić i chodzą.
Mamy taką kronikę.
Rodzice w czasie rewolucji gdzieś tam przepadli, a nią się opiekowała rodzina jakiegoś oficera Polaka.
Może coś z tej takiej historii odleglejszej.
Chociażby pierwszy prezes Walczak Paweł, który był też kierownikiem szkoły podstawowej w Rechcie.
W Regendzie Strzyżewic pozostał jako nauczyciel, który był pierwszym prezesem założycielem.
Tak napisała kronika.
Walczak przyjechał do Kiełczewic w 1921.
W jakim stanie straż?
Poznał nauczycielkę ze Strzyżewic, zakochali się, pobrali się w Kiełczewicach.
Jest akt ślubu, świadkowie gospoda ze Strzyżewic, w którym mieszkała na stacji, panna młoda i wyjechał.
Takie rzeczy się ukazywały.
To jest taki słynny psidor Edward.
Pod jego znakiem to się odbywało i tam był naczelnikiem także
Ja jestem też strażakiem.
To jest tak wszystko połączone.
Później, jak była ta zmiana tych nazw, nie było już rechty, tylko są Strzyżewice.
Sama nazwa Ochotniczej Straży Pożarnej w Strzyżewicach, ona nie oddaje jakby tylko tego miejsca w Strzyżewicach.
Ona, że tak powiem, dotyczy Kiełczewic Dolnych, dotyczy kolonii Kiełczewice Dolne, Dębina, no i też Rechty, bo ta nazwa cały czas się przewija, Rechta.
To był taki, trudno to nazwać, czy to była miejscowość,
Bo tak naprawdę na tą nazwę składały się szkoła w Rechcie, nieopodal tutaj, strażnica właśnie, przystanek autobusowy, zlewnia mleczarska i sklep.
I to taki dziwny twór, bo ona była porozrzucana w odległości kilometra.
Nie tak dawno spotkałem profesora, mojego prawie rówieśnika.
Ja mówię tak, ale choińscy przychodzili.
Na przykład jak nasi gdzieś tam pojechali młodzi na zabawę i dostali łomot, to później wyglądali, aby który tam jest z tamtej strony i znów wojna.
Panny, zdębiny, a tam były same dziewczyny, nie wiadomo dlaczego, chłopaki byli tutaj.
Było tak, że w trakcie bitwy wyciągali nielegalne broń.
Jak coś płonie, to prawie w każdym gospodarstwie strzela.
Bo na jakiś szczytny cel były pewnie bilety.
Tak, szło zawsze na wyposażenie.
To były takie czasy, byle muzykanci tam zapitolił na skrzypkach, już wszystko leci, bo tam jest zabawa, tam się bawimy.
Filmu nie pamiętam, na jakimśmy się tam wtedy spotkali, bo do nas należało, żeby trochę pilnować dzieci.
Także remiza była ważnym ośrodkiem na wsi.
Pamiętam tę straż, jak oni jeszcze na wozie jeździli, kolejami.
Ten wóz to był jeszcze wtedy, jak ja miałam, ja wiem, z 15 lat.
No to wody zabrakło, bo to wtedy nie było jeszcze takich na wsi zbiorników.
Także ten pożar koło mojego domu.
No to kobiety moczyły płachty jakieś rozmaite, podawały tym na dach.
To tak, że ogień miał dobre chody.
Takie były pożary wtedy.
No trzeba umieć opisać pożar, trzeba umieć zaobserwować akcje.
Nie uczestniczyło się, później nie pytałam nigdy jak to przebiegało.
I jest taka anegdota, ale starsi mieszkańcy Rechty twierdzą, że to prawda,
W każdym razie, jak pan Sidor grał na trąbce sygnał alarmowy, to bywały takie czasami sytuacje, że koń zjawiał się przed gospodarzem pod remizą jako pierwszy.
Na gumowych kołach, tak?
Tak.
Ten gumowiec żeśmy przekazali, bo my żeśmy jak samochód żeśmy dostali w 65 roku, no to przekazaliśmy tam gumowiec, wóz.
Dwóch siedziało tam na koziołku i pod tym koziołkiem były tam i prądownica, tam takie rzeczy strażackie.
To takie swoiste muzeum trochę tutaj.
No tak.
Czterech strażaków, tu takie powinny drążki iść i to wszystko naginało swoją siłą.
Pan też pracował z taką pompą?
To żeśmy tylko pokaz robili taki dla dzieci w szkole kiedyś.
I z jakich ona czasów jest?
Tak, tak, tak.
A pamięta pani jak żeńska drużyna strażacka powstała w latach 60-tych?
Tam ja nie uczestniczyłam w tych ich tam ćwiczeniach, ale pamiętam ja jak biegły na te zbiórki.
To nie dla dziewczyn zajęcia, a one i na ćwiczeniach brały udział i przeszli do akcji, niektóre jeździły.
Panie Wiesławie, jak Pan żonę poznał?
No może do pożarów to nie jeździły w ogóle dziewczyny, bo no nie było jak ich brać, co to samochód Star 25 żeśmy mieli, tylko 6 miejsc można było.
A czym się zajmowały strażaczki w takim razie?
Wiceprezes to jest taki nasz dosyć świeży nabytek.
Ale bardzo prężnie działa, aktywnie nam tutaj pomaga.
Tak, to jest małżonka.
Jest dowódcą żeńskiej drużyny pożarniczej i jeśli żeńska drużyna występuje na zawodach, to wtedy małżonka prowadzi tak zwaną musztrę.
Nasza drużyna została reaktywowana po ponad 60 latach.
Najczęściej to też były osoby, których rodzice, dziadkowie byli tutaj strażakami.
No i później w okresie roku ta drużyna żeńska zwiększyła swoją liczbę i właśnie dwa lata temu pierwszy raz udało nam się wystartować w zawodach jako już żeńska drużyna pożarnicza.
Z reguły to właśnie mężczyźni byli strażakami, no aczkolwiek dziewczyny też się angażują tutaj w kwestie strażackie.
Są też dziewczyny, które są po kursach podstawowych i też uczestniczą w wyjazdach do akcji ratowniczych.
Temu jakiś stres towarzyszy też?
Przed nią tutaj w latach chyba 48 rok była zbudowana jej jakby poprzedniczka.
Strażnicy, chyba pan Jarosz był takim prezesem tego komitetu, tu dużą rolę odgrywał pan Roman Cajzer, jak i ówcześni druhowie.
Było tak, że ludzie powątpiewali, czy im się to uda.
O, tu mi kaktus urośnie, mówiła taka znajoma, jak oni zrobią tę remisę.
I przywozić drzewo do tartaku, a przywozić na przykład pustaki jakieś, cegły, nie?
Tak wszystko się potruchło, aż stanął ten budynek.
Strzyżewscy, przecież to rodzina tam była taka związana też ze strażą.
Taki Wiesiek Pijanowski właśnie, ten ojciec Pawła, to tak najbardziej aktywni.
Materiały to nam gmina dała raz dwadzieścia tysięcy, a resztę tak pi razy drzwi systemem gospodarczym.
To znaczy, żeśmy sami dokupowali jak nam brakowało, za swoje wszystko.
A podobno jakieś topole były wycięte.
Także to też takim czynem społecznym.
I podobno pani tak dzień po dniu opisywała tą pracę w Kronice, tak?
Po dniu, po dwa, po trzy, zależy jak tam komu pasowało, przychodzili pomagać.
Mogłaby się tak nazywać, ale trzeba pewnej procedury, trzeba uchwały.
Oni musieliby to zbadać od strony i samorządu, bo samorząd nie protestował jakbyśmy zawieszali różne tablice.
Pani wójt jest zresztą dobrze zakręcona w stronę straży.
Są to oddolne, obywatelskie działania i na pewno decyzja będzie należała do samych strażaków, ale oni bardzo często o tym wspominają, więc myślę, że to jest kwestia podjęcia pewnej uchwały.
Tutaj ważne jest to, że wspólnie pracujemy na rzecz mieszkańców, że widzimy tą sprawczość, czyli jeżeli chodzi o strażaków, decydują o remoncie strażnicy lub też budowie czegoś.
I po jakimś czasie widzą, że to się udaje.
Są to takie piękne kroki w budowaniu takiej obywatelskiej postawy, że dzięki drobnym działaniom współpracy ludzi można osiągnąć pewne cele.
Z opowieści mojego taty wiedziałam, że tam w tym lesie było miejsce, gdzie przed wojną spotykali się mężczyźni z różnych wsi i tam były ćwiczenia wojskowe jakieś.
Jak Kozaryn założył ogniowo-straż,
Tam już od dawna, jak byłam w tym lesie, krzyż był cementowy.
Już drewnianego nie pamiętam, ale wiem, że to robił pan Cnota, który ma zakład kamieniarski, więc jak mnie pan wójt poprosił, żebym pomogła strażakom zorganizować stulecie straży, to sobie pomyślałam, że przecież przed tym krzyżem jakiś musiał stać inny wcześniej.
I to mnie tak ujęło i mówię, że to trzeba uszanować.
Więc krzyż przywiozłam do domu, poprosiłam strażaków i oni wzięli go, oczyścili, polakierowali i później już organizowaliśmy to stulecie.
Poprosiłam panią dyrektor ze szkoły, żeby wybrała dwoje uczniów, przebrali ich w stroje takie jak tańczyli poloneza.
Takie z czasów Księstwa Warszawskiego czy Królestwa Polskiego?
Ta suknia była taka powiewna i czapka była wojskowa, wysoka.
I oni nieśli ten krzyż piechotą z Rechty do Kiełczewic, za nim szła kompania honorowa Straży i tak dalej, orkiestra.
I tam w remizy już były przygotowane na ten krzyż dwa takie kołki.
Tak się cieszyłam z tego krzyża, że się znalazł.
To taki symbol, gdzie nasi przodkowie
I ten krzyż tak łączy nasze pokolenie z tamtym.
To jest ten krzyż, przy którym tak naprawdę wszystko się zaczęło.
Ostatnie odcinki
-
Katarzyna Michalak "Zobaczyć wszystko, dojść ws...
03.06.2026 20:34
-
Monika Malec "Wyłudzenie na bank"
01.06.2026 19:30
-
Mariusz Kamiński "Burzliwe losy Kajetana Koźmiana"
31.05.2026 09:05
-
Katarzyna Michalak "Piosenka dla Dwunastego Zaw...
27.05.2026 20:33
-
Magda Grydniewska „Michał Andriolli”
24.05.2026 23:44
-
Monika Malec "Bursztyn uwięziony"
18.05.2026 19:20
-
Mariusz Kamiński "Imię, które mnie uratowało"
17.05.2026 09:05
-
Magda Grydniewska „Leśce Zofii Trzcińskiej Kami...
12.05.2026 05:18
-
Katarzyna Michalak "Mogę kochać dalej"
29.04.2026 20:59
-
Katarzyna Michalak "Moje życie z Labą"
27.04.2026 18:37