Mentionsy
Zła wiara
Jest ucieczką od wolności i towarzyszącej jej trwogi. Polega na szukaniu usprawiedliwień i unikaniu odpowiedzialności za własne czyny. Czy ktokolwiek jest od tego wolny? O fenomenie złej wiary mówił prof. Piotr Domeracki.
Szukaj w treści odcinka
Fenomen złej wiary pojawił się w naszej ostatniej rozmowie o zdradzie i tam też padło nazwisko Sartre'a, który złej wierze poświęcił sporo uwagi.
Zła wiara jest bowiem wynikiem autorskiej, podmiotowej formy aktywności każdej i każdego z nas, co wynika wprost zdaniem Sartre'a,
Sartre powiada w związku z tym, że wolność nie jest jedynie gwarantowana, zabezpieczana.
I to powiązanie ze sobą nieobalalne, niemożliwe do zanegowania, przynajmniej w przekonaniu Sartre'a, między indywidualną wolnością a odpowiedzialnością, którą wolność nieuchronnie pociąga za sobą, składając na karp każdego człowieka jej balast,
Uruchamia w nas ludziach pewien mechanizm, określmy go może w cudzysłowie mechanizm obronny, który Sartre ostatecznie zwie złą wiarą.
A u Sartre jak to jest ze świadomością?
Z drugiej strony, Sartre zwraca uwagę na to, że świadomość ludzka posiada pewien niesłychanie intrygujący aspekt, który zresztą przekłada się w konsekwencji także na
A tym aspektem jest, jak to Sartre określa, nicościowanie.
I tutaj Sartre na przykład w pamiętnej rozprawce pod tytułem Egzystencjalizm jest humanizmem zauważa, że w człowieku ten stan rzeczy związany z napięciem wywiązującym się w naszej własnej świadomości
I wracając do Sartre'a, wyraża się to właśnie w tym, że
Dość konsekwentny, ale na swój sposób paradoksalny dla samego siebie, a w rezultacie i ostatecznie szkodliwy, jak zauważa Sartre.
Do tego stopnia trwożą się, bo w tej swojej głównej rozprawie filozoficznej, w której dość obszernie też Sartre rozprawia się z zagadnieniem złej wiary, mianowicie w bycie i nicości,
Sartre już nie używa, tak jak egzystencjalizm jest humanizmem, dość zwiewnie zgoła literacko brzmiącego określenia niepokój, tylko mówi tu już twardo za Heidegerem, że taka sytuacja pewnych napięć, które wywiązują się w naszej własnej świadomości,
I zaczynamy żyć tak, jakbyśmy będąc istotami świadomymi byli bytami pozbawionymi tej świadomości, co Sartre określa filozoficznym terminem bytu w sobie.
Sartre rzeczywiście na różne sposoby usiłował dowieść własnej racji dotyczącej tego, że człowiek faktycznie jest istotą na wskroś wolną, co oznacza, że nie ma dobrych usprawiedliwień.
W związku z tym Sartre w jednym z przykładów, które rozważa na okoliczność zilustrowania
No i Sartre powiada, zawsze istnieje jakaś niekoniecznie od razu ostatecznościowa forma skorzystania z własnej wolności.
To Sartre powiada, nawet człowiek wcielony do więzienia ma tam nadal pewną dozę, pewien margines wolności, z której może także w takich warunkach poczynić użytek.
Która obciąży wyłącznie moją osobistą hipotekę, zaciąży na mojej własnej biografii, położy się być może złowrogim cieniem na niej, ale znowu dużo ważniejsze jest dla Sartre'a to, żeby żyć własnym życiem maksymalnie świadomie, to znaczy
Sartre bardzo wyraźnie pokazuje, że mówi on o tych wszystkich sprawach, naświetlając je z punktu widzenia kreślonego przez siebie egzystencjalizmu.
Że roztacza on przed nami wizję człowieka jako istoty owszem wolnej i to wolnej w stopniu absolutnej, ale zarazem absolutnie odpowiedzialnej przede wszystkim dlatego, że spełnia się na naszych oczach, zdaniem Sartre'a,
Wizja kreślona wcześniej przed Sartrem przez Fryderyka Nietzschego, która wyraża się w formule got istot.
I to jest właśnie także w przekonaniu Sartre'a motyw złej wiary.
Sartre powiada, że trzeba nauczyć się wreszcie żyć tak, jakby przepowiednia niczego
Więc Sartre bardzo wyraźnie sam jest świadom tego, że ta jego wizja czy koncepcja człowieka jako istoty na wskroś wolnej
Dla Sartre'a bowiem akt moralny to każdy akt dowolnego człowieka, który stanowi wyraz, ekspresję czyjejś własnej wolności
Ostatecznie Sartre kwituje je stwierdzeniem, że takie wartościowanie naszych decyzji jako dobre lub złe jest w gruncie rzeczy kontrproduktywne.
Sartre powiada, że tego rodzaju eksperymentowanie specjalnie donikąd nas nie doprowadzi.
Niczemu specjalnie nie służy z tej przede wszystkim racji, że Sartre przecież definiuje człowieka jako taką egzystencję, która zawsze jest tym, czym już nie jest.
Dlatego też nigdy nie można powiedzieć o sobie, kim tak do końca jako człowiek ten oto konkretny jestem, w przekonaniu Sartre'a rzecz jasna, ponieważ jestem tym, czym dopiero się staje, a stając się kimś,
Kierując się założeniami tej myśli sartrowskiej można prostymi środkami wykazać, że Sartre w pewnym sensie zanegowuje tę własną wizję.
Tak na dobrą sprawę, Sartre pozostawia nas, o czym sam zresztą także mówi, w matni osamotnienia.
Ostatnie odcinki
-
Próba powrotu do doświadczania. Co wiemy o uważ...
04.04.2026 21:30
-
Neuroestetyka muzyki, czyli między neuronem a p...
21.03.2026 23:00
-
Równość i przywileje. Rozmowa z Janem Hartmanem
07.03.2026 23:00
-
Asceza. Gość: prof. Piotr Domeracki
21.02.2026 23:00
-
Doświadczenie czasu nie jest moralnie neutralne...
07.02.2026 23:00
-
Strumień, który słyszymy: o zagęszczaniu i rozc...
24.01.2026 23:00
-
Rytuał. Gość: prof. Piotr Domeracki
10.01.2026 23:00
-
Akceptacja. Rozmowa wokół książki "Endo. Sztuka...
27.12.2025 23:50
-
Kultura profilowania, dbanie o wizerunek. Gość:...
13.12.2025 23:00
-
Wincenty Lutosławski. Filozof, platonik, jogin
15.11.2025 23:00