Mentionsy

Pracka
Pracka
09.04.2026 09:18

#10: Czy masz pracę bez sensu?

Czym jest bullshit job, czyli praca bez sensu? Jest definicja i kategorie. No i odpowiedź, dlaczego praca bez sensu daje nieszczęście, choć zwykle dobrze za nią płacą. Chcesz przesłać swoją historię? Pisz na priv na LinkedIn albo maila na [email protected]

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 216 wyników dla "PR"

Dzień dobry w kolejnym odcinku Pracki.

Tu Ania, Prackowy Głos, z którym opowiadam nasze historie zawodowe.

Gadamy o tym, co jest związane z rynkiem pracy i karierą.

I to nie byle jakiej, bo będzie to książka związana oczywiście z pracą.

W tym odcinku omawiałam koncepcję, którą przedstawiła właśnie autorka i jak obejrzałam jej wystąpienie na TED, to ona wspominała książkę.

A że ja kocham książki i biblioteki, no to nie mogłam się powstrzymać, dopadłam ją i przeczytałam.

Które na polski przetłumaczono jako Praca bez sensu.

Jest to książka pod tytułem polskim Praca bez sensu.

I poszerza i zmienia perspektywę, natomiast ma 440 stron, dużo długich przepisów i trochę odniesień do Marksa.

Więc naprawdę jest to takie combo antropologiczno-socjologiczno-filozoficzne i nie jest to prosta i łatwa lektura.

Ale też jest to w miarę napisane przystępnie, więc ja ogólnie zachęcam do przeczytania, natomiast faktycznie nie jest to taka dyktura do poduszki prosta, przez którą się leci.

Więc żebyście wy nie musieli przechodzić przez tę książkę, to ja wybrałam najciekawsze rzeczy, które w kontekście pracy dla mnie wydały się takie najciekawsze.

Ogólnie książka jest urzekająca w taki sposób, że mówi wprost o pewnych rzeczach.

Redakcja magazynu Strike spytała, czy autor, czyli właśnie nasz David, nie ma czegoś prowokacyjnego.

Bo z tego co zrozumiałam, typ tej gazety to jest właśnie taka prowokacyjna, polityczno-prowokacyjna koncepcja.

No i autor miał kilka takich pomysłów w głowie, wybrał i opracował właśnie ten o Bulge Jobs.

Tekst stał się viralem, ludzie zaczęli pisać, że to jest o nich, że oni mają taką pracę bez sensu, więc on zebrał wypowiedzi tych osób, trochę badań, które były na świecie i zrobił taką większą analizę.

Teorii, analiz, podsumowań i cytatów w historii ludzi poszerza i zbiera ten temat, ujmuje go mocniej w kontekście właśnie tej teorii socjologii, antropologii, filozofii, tak przynajmniej ja to zrozumiałam, to co tam się działo.

Jest to takie historyczne spojrzenie na to, jak zmieniał się świat z socjalizmu przez jakieś komunistyczne, kapitalistyczne przemiany.

A ja powiem o tych wybranych elementach, które są dla nas tak praktycznie najciekawsze, według mnie.

Po pierwsze, co to jest ten bullshit job, czyli praca bez sensu?

W tłumaczeniu na polski myślę, że my byśmy powiedzieli, że to jest gówniana praca.

Ale autor podkreśla, że gównianą pracę można mieć, ale ona wciąż może dawać poczucie sensu.

Czyli tak jak w sumie po polsku byśmy powiedzieli, że gówniane prace to są te takie fizyczne, nieprzyjemne, w których płaci się mało.

W jego pojęciu bullshit jobs to są raczej prace, gdzie brakuje tego sensu, ale najczęściej jest to właśnie praca biurowa i ma etat, jest to praca na etat.

Zgodnie z definicją autora, którą on wywodzi tam z różnych założeń i bardzo się tam przykłada do tego, żeby wyjaśnić pochodzenie tego terminu, no my ominiemy

Wywód, a przytoczę samą definicję.

Praca bez sensu to forma regularnie płatnego zatrudnienia, której kompletna bezcelowość, zbędność albo szkodliwość jest tak rażąca, że nawet zatrudniony w tej roli nie jest w stanie uzasadnić jej istnienia, mimo że w związku z warunkami swojego zatrudnienia czuje się zobowiązany udawać, że jest inaczej.

Rozkładając to trochę, kluczowa jest tutaj subiektywna ocena, że dana praca ma lub nie ma sensu.

I ten element poczucia, że mimo że ja wykonuję tę pracę, to absolutnie uważam, że ona nie ma sensu, nie ma celu, jest zbędna, szkodzi innym, jest taką wydmuszką.

Według autora, jeżeli ktoś, kto wykonuje daną rolę, zawód tak uważa, no to rozsądne jest przyjąć, że ma rację.

Że nawet jeżeli udaje przed innymi, że tam musi to robić, szczególnie przed współpracownikami i w firmie, bo pewnie jest do tego przymuszony, pewnie są jakieś zasady, które zobowiązują, żeby przestrzegać opinii o tej roli, to gdzieś wewnętrznie ten człowiek czuje, że ta praca nie ma sensu.

I według autora rozsądne jest przyjąć, że ten człowiek wie.

Wie, jak jest naprawdę i że ma rację, a my, zewnętrzni obserwatorzy, możemy tutaj tej racji nie mieć.

Więc jeżeli ktoś uważa, że jego praca, jego rola nie ma sensu i cierpi w związku z tym wewnętrznie, to należy mu zaufać.

Pięć głównych odmian pracy bez sensu, które są wyróżnione, to lokaje, zbiry, łatacze z taśmą, odfajkowywacze i nadzorce.

I tutaj po kolei przejdę przez te elementy, bo każdy z nas, kto będzie czuł, że jego praca nie ma sensu, może się tutaj odnaleźć.

Istnieją po to, żeby ktoś inny sprawiał wrażenie ważnego lub taki się czuł.

Przykłady.

Asystenci, którzy nic nie wnoszą, po prostu są.

I nie potrzeba tego konsierża tak naprawdę.

Ewentualnie tutaj jest przykład jeszcze portfolio koordynatora.

To jest przykład ról, które powstały i istnieją po to, żeby ktoś inny czuł się bardziej wyjątkowo, ważnie i wspaniale.

Przykład.

Narodowe Siły Zbrojne, które istnieją tylko dlatego, że inne państwa mają wojska i siły zbrojne, przez co to wszystko się napędza, no i mamy coraz więcej żołnierzy i wojsk, mimo że na przykład nie jest to potrzebne w danym momencie.

Osoby z postprodukcji, które upiększają aktorów, żeby wszyscy inni, którzy oglądają te materiały, czuli się brzydko i niefajnie.

Telemarketerzy, czyli osoby, które dzwonią, nękają, oferują rzeczy i później albo jest to nieprawda, albo się wkręcamy w jakieś dziwne umowy, albo po prostu mamy dosyć, bo po raz siedemdziesiąty dzwoni bot Ola z fotowoltaiki.

I tu był przykład osoby, która wprost pisała, że ona jest telemarketerem i czy była telemarketerem przez jakiś czas.

Jej zadaniem było oferowanie darmowych, w cudzysłowie, dni próbnych, a później było automatyczne przedłużenie danej oferty już za pieniądze i ta osoba, oferując te darmowe dni próbne, wiedziała, że tak jest, czyli oszukiwała w pewien sposób.

Jest też przykład osoby, która musiała zbierać dokumenty od osób w kryzysie bezdomności, a wiadomo było, że raczej oni nie noszą ze sobą segregatorów z papierami, skoro właśnie uciekli z jakiegoś przemocowego domu z dziećmi, czy właśnie stracili miejsce zamieszkania, bo mają problem z nałogiem.

No ale to taka była jej praca.

Trzecim przykładem jest osoba, która pisała o tym, że była zatrudniona w firmie, gdzie pomagali dostać odszkodowania osobom starszym bodajże za jakieś tam rzeczy, ale celowo wpisywali błędy w formularzu.

To są przykłady zbirów.

No i oni mają to rozwiązywać, czyli są rozwiązaniem na problem, który w zasadzie nie powinien występować.

Czyli zamiast naprawić problem i go zlikwidować, zatrudniamy osobę, która jest takim rozwiązaniem właśnie łatającym.

I przykład, który jest tu podany, to programiści, którzy są zatrudnieni w firmach po to, żeby tworzyć integrację systemów, systemów open source, którzy równocześnie po pracy rozwijają te systemy open source.

Za wynagrodzenie integrują zresztą rzeczy, zamiast od razu stworzyć tą integrację na przykład.

I kolejny przykład z życia tego autora, to on pracował na uczelni i podawał taką historię, że coś tam się zepsuło, jakaś szafka, którą miał i potrzebował stolarza, który był zatrudniony na tej uczelni, ale ponieważ ten stolarz był bardzo, bardzo zapracowany, to istniała funkcja przepraszacza

Czyli był zatrudniony człowiek, który był takim pirarowcem dla tego stolarza i do niego się dzwoniło i on przepraszał cały czas, że stolarz jeszcze nie dotarł, że są opóźnienia, że miał być, ale nie dotrze, że miał być, ale jednak nie ma materiałów, ale coś tam, czyli zawodowy przepraszacz zamiast zatrudnić kolejnego stolarza.

No więc bardzo ciekawe rozwiązanie, ale była taka praca.

I tu jest też taki ciekawy cytat a propos różnic między kobietami i mężczyznami.

Ja później jeszcze wypisałam taką rzecz, natomiast podaję to chyba bez komentarza jako sam cytat do przemyśleń.

No, nie będę komentować, zostawię Wam to do własnego przemyślenia.

Na poziomie społecznym łatanie niedociągnięć było od zawsze pracą przydzielaną kobietom.

Na przestrzeni wieków mężczyźni rozbijali się ślepi na połowę zjawisk, co rusz następując komuś na odcisk.

Zwykle to ich żonom, siostrom, matkom lub córkom przypadał w udziale emocjonalny wysiłek, chuchania na zranione ego, uspokajania nerwów i proponowania rozwiązań problemów,

Odfajkowywacze, odhaczacze to pracownicy, których stanowiska istnieją wyłącznie lub przede wszystkim po to, by organizacja mogła utrzymywać, że robi coś, czego w rzeczywistości nie robi.

I tu jako przykład jest podana pani, która zbierała wywiady, czyli prowadziła rozmowy z pensjonariuszami jakiegoś ośrodka na temat zajęć, które chcieliby mieć w czasie wolnym.

Kolejnymi przykładami to są pracownicy działów compliance, antykorupcyjnych i różnych regulacji.

Pracę bez sensu.

Czy masz pracę bez sensu?

Tak gdzie formalnie musi być zatrudniony taka osoba, czy gdzieś na cząstkę etatu, czy chociażby na szkolenia BHP musi przyjeżdżać.

No i to się odbywa, więc mamy wszystko zgodnie z prawem, pokazujemy, że tak, tak, przeszkoliliśmy wszystkich, ale czy później to BHP jest przestrzegane i czy później faktycznie firma w to inwestuje, no to każdy, kto działał, pracował lub pracuje w firmie i miał szkolenie z BHP, a później porównanie, kto BHP jest przestrzegane, no to odpowiedzcie sobie w sercu, jak jest.

I oni dzielą się na dwie podkategorie, czyli osoby, których rola sprowadza się do przydzielania innym pracy.

I ona jest bezsensowna dlatego, że czasami nadzorca sam widzi, że jest w ogóle niepotrzebny, że gdyby go nie było, to podwładni by sobie sami tą pracę rozdzielili i idealnie by sobie sami to ogarnęli.

No a drugi typ to są tacy trochę gorsi nadzorcy, którzy wymyślają ściemę do odwalania dla innych, czyli generują tą pracę,

No i jak się pomyśli o tych nadzorcach, no to głównie to są liderzy średniego szczebla, gdzie albo są odpowiedzialni za przydzielanie i monitorowanie zadań, albo wręcz muszą klikać jakieś tam raporty i rzeczy, a tak naprawdę

Ich pracownicy spokojnie by sobie to ogarnęli, więc tu jest taki wniosek autora, że oni są też trochę jak lokaje, czyli łączą się z tą pierwszą kategorią, gdzie są po to, żeby podbić ważność jakiegoś dyrektora czy jakiejś w ogóle pracówki, jednostki czy firmy, że ma więcej tych ludzi, pracowników, większą strukturę organizacyjną, no ale w praktyce to jest taki sztuczny poziom.

No i kto był w korporacji, ten się z cyrku nie śmieje, bo wie, że czasami są takie funkcje, czyli jakiś dział, jakaś osoba za coś odpowiada i ma robić rzeczy, ale nie ma na to wpływu, bo to jest zależne od kogoś innego, ktoś inny decyduje, ktoś inny klika, a pruwale w systemach.

A czasami dostaje się też pracownika, z którym nie ma co zrobić.

I też znam takie przypadki z korporacji.

Mini jeszcze kategoria, czyli poza tymi pięcioma głównymi jest jeszcze taka mini kategoria specjalna, którą też myślę, że kojarzymy z praktyki, którą autor nazywa zbieracze gromów.

Natomiast oni są o tyle wyjątkowi, że to są osoby pracujące na infolinii, którym płaci się za to, że odbierają często uzasadnione skargi od klientów.

I obsadza się ich w tej roli specjalnie dlatego, że właśnie oni nic nie mogą zrobić w tej sprawie.

Czyli, wiecie, to są te przypadki, gdzie dzwonimy na infolinię i ten biedny konsultant odbiera, dostaje wszystkie emocje, krzyki, złość, frustracje, a jedyne co może zrobić, to złożyć jakiś ticket i napisać, że ojojoj, klientowi nie działa.

Nie może sam tego wyklikać, rozwiązać, naprawić.

Nic z tym nie może zrobić, bo nie ma ani takich uprawnień, ani takiej wiedzy.

On jest po prostu po to, żeby się od niego ten klient rozbił.

Ja uważam, że są bardzo ciekawe, ale też faktycznie, jak się o tym pomyśli, to ja w swoim życiu spotkałam takie przypadki albo sama bywałam takim przypadkiem lub czułam, że część moich zadań właśnie się w tym osadza.

Bycie taką osobą, która ma pracę bez sensu, daje nam nieszczęście.

Mniej lub bardziej nazywane wprost, ale tracą sens życia, tracą energię, dostają takich trudnych emocji, albo cierpią na wypalenie zawodowe, albo podbija im to jakieś stany depresyjne, bądź po prostu nie mają ochoty chodzić do pracy, stresują się, albo czują właśnie taki bezsens tego, żeby w ogóle klikać w ten komputer.

No i ja też promowałam takie momenty, że sobie myślałam, no po co ja w ogóle to robię, to nie ma sensu, to jest jakiś kolejny raport, to jest jakaś kolejna prezentacja, to jest jakieś kolejne coś, a ja nie mam na co wpływu, albo i tak to nie będzie wykonane tak, jak trzeba to wykonać, albo w ogóle nie ma uzasadnienia to, co my teraz robimy, albo to, czego się od nas wymaga, no nie?

Tutaj jest jeszcze ten wątek, że czasami ta praca zajmuje mało czasu, czyli tu właśnie jesteśmy połączeni z tym lazy girl jobs, czyli zdarzają się prace i tam ludzie opisywali właśnie takie przypadki, że płacano im za cały etat, ale swoją pracę wykonywali w 2 godziny.

Albo dwa dni z tygodnia całego zajmowało im wykonanie pracy, a resztę mogli sobie robić co chcą.

Mniej lub bardziej otwarcie udawać, że pracują, no i w sumie ujdzie.

No nie wiem, oglądasz seriale, edukujesz się, robisz inne rzeczy w trakcie, a mimo to większość osób prędzej lub później będzie czuło bezsens tej sytuacji.

I taka praca bezcelowa, jak wypełnianie formularzy, których nikt nie sprawdza, klikanie raportów, których nikt nie czyta,

Pracujemy 40 w tygodniu.

I czy to nie byłoby cudne, pracować tylko 15 godzin w tygodniu?

I wydaje się, że właśnie takie przewidywania, które były, że to się wydarzy, że faktycznie dałoby się tak zrobić, żebyśmy mogli pracować mniej.

Natomiast od czasu, kiedy to przewidywano w 1930,

Autor wskazuje, że od tego czasu bardzo rośnie liczba osób pracujących w usługach, urzędach, na stanowiskach kierowniczych i że ogólnie usługi to już 1 czwarta ogólnego zatrudnienia.

Przede wszystkim z tego przekonania, że praca jest nam potrzebna, że my musimy coś robić, że bez pracy nie mamy wartości

I tu historycznie jest przytoczone, że jest to po prostu długa, długa, długa historia edukacji, zmian społecznych, kazań, które mówiły, że praca nas wyzwala, że ona hartuje ducha, że ma znaczenie dla społeczności, że uczy samodyscypliny, samopoświęcenia, że my w pracy dopiero kształtujemy się jako człowiek.

Była kiedyś na służbie, czyli przyuczała się do jakiegoś zawodu, a potem jak już osiągnęła status mistrza, no to szła do siebie, tworzyła jakieś własne powiedzmy mini przedsiębiorstwo i przyjmowała na służbę innych, którzy się przyuczali do zawodu.

Więc ta praca prowadziła do jakiegoś mistrzostwa i zmieniała nasz status.

Idąc jeszcze w takie wątki teologiczne i w korzenie religijne, przez długi czas uważało się, że praca musi być trudna, musi być wysiłkiem, bo jest pewną analogią do rodzenia dzieci, które też jest trudne, jest wysiłkiem, jest niebezpieczne.

Więc każda uczciwa praca była święta, tak jak rodzenie dzieci, które...

Pozwalało nam na przyrost populacji, no i dzieci sprawiały, że tych rąk do pracy było też więcej.

I w związku z tym łączyło się jeszcze taki wątek, jak to, że jeżeli ktoś nie pracuje, to ma głupie myśli, że bezczynność jest niebezpieczna, że

I tu się zgadzam z autorem, że po części to jest tak, że szczęśliwa i produktywna populacja, która ma dużo czasu wolnego, jest uważana za śmiertelne zagrożenie.

A człowiek przemęczony, zestresowany, wypalony nie ma czasu na analizy, nie ma czasu na bunt.

Więc przemęczeni ludzie to są tacy, którymi łatwiej jest sterować, którzy po prostu zakładają klapki na oczy i idą dziubać do tej swojej fabryki, tak metaforycznej fabryki.

Po prostu siadają w tym swoim boksiku i robią robotę.

I jeżeli się wierzy, że praca ma wartość sama w sobie, to równocześnie wierzy się, że ktoś, kto nie pracuje, na nic nie zasługuje.

Mówi się tak o różnych imigrantach, że nie ma pracy, to nic nie robi, to nie zasługuje.

I my sami też jak tracimy pracę, to nasza samoocena mocno spada.

To osoby wokół nas myślą, że coś z nami jest nie tak, że dopiero jak znajdziemy pracę, to wszystko będzie w porządku.

I to nie jest tak, że jeżeli ta osoba, będąc osobą bezrobotną, wychowuje dzieci, tworzy sztukę, pracuje na wolontariacie, to myślimy, OK, wszystko ci się należy, bo robisz rzeczy ważne.

No, jest z nas taka myśl, że o, coś tu nie gra, nie pracuje, czyli brakuje jakiegoś puzelka.

I dla wielu osób z czasem praca przestała być środkiem do innych celów, czyli przez pracę mamy

Jesteśmy produktywni, robimy robotę, więc zasługujemy na dobre rzeczy.

A równocześnie z czasem, ponieważ część tych prac jest właśnie bez sensu albo ich cel jest szkodliwy, poniżający, opresyjny, robimy rzeczy, które wiemy, że szkodzą innym, to część ludzi nienawidzi swojej pracy, czyli wykonuje ją, wszystko jest w porządku, a równocześnie jej nienawidzi, więc...

Może się czuć godna i wartościowa przez to, że no dobra robię robotę, idę do niej, ale ja tam cierpię.

I komunikowanie, narzekanie na pracę jest sposobem na to, żeby sobie wybalansować to, że tej pracy nie lubimy.

Każdy z nas cierpi, każdy z nas narzeka na pracę.

Jak nie narzekamy na pracę, to to jest też podejrzane.

Pomyślcie, jak bardzo to się łączy z polskim kontekstem, gdzie wiele osób narzeka na pracę, ale jej nie zmieni.

Pomijając to, że praca znana jest bezpieczna i jakby wiemy czego się spodziewać i tak dalej, to samo narzekanie na pracę może być też takim właśnie mechanizmem, dzięki czemu dalej czujemy się wartościowi.

Nic z tym nie robimy, co prawda, ale my nienawidzimy tego, co robimy.

Autor pisze, że im bardziej jawnie praca służy innym ludziom tym mniej pieniędzy można się spodziewać za jej świadczenie.

Że nauczyciele, sprzątaczki, śmieciarze, wymieniam tutaj jedną płeć, ale to mogą być osoby różnych płci i w różnych układach, pielęgniarki, wszystkie takie zawody blisko ludzi, nie zarabiają tyle, co

Co to jest, że jest ona mocno subiektywna, że jest to związane z wycenianiem pracy i że to wycenianie wcale nie jest takie proste.

Więc dawanie więcej wynagrodzenia za tę pracę

Przeczy trochę tej motywacji, tej, że już jesteśmy wyróżnieni tym, że pracujemy jako nauczyciele.

PKB w wynikach sprzedaży jest mierzalna w innych zawodach i wydaje się, że w dzisiejszych czasach PKB ma większe znaczenie niż szczęście ludzi.

Jak sobie o tym pomyślicie, co sprawdzamy?

Co sprawdzamy?

I nie sprawdzamy, czy ludzie są szczęśliwi.

Czy ci, którzy z nami pracują, są zadowoleni?

I jest też taki tutaj argument, że nauczyciele nie powinni zarabiać dużo, a przynajmniej nie tyle, co np.

prawnicy, ponieważ ludzie motywowani chciwością nie powinni uczyć dzieci.

Także to są takie przykłady.

I ta wartość społeczna, taka subiektywna mocno, teoretycznie dochodzi o to, jaką wartość przynoszą dane zawody społeczeństwu.

Ale nie jest to proste, żeby ustalić, dlaczego tak, a nie inaczej wyceniamy daną pracę.

No i tu są takie sześć analiz i mini założeń, które Dawid przytacza jako autor.

Czyli jeśli ktoś jest czymś dobrym, naturalnie mu coś przychodzi, no to czemu on ma zarabiać na tym więcej, skoro jemu to jest tak łatwo przychodzi?

Po drugie, jeżeli pracuje ciężej niż inni,

I nie wiadomo, czy to jest przez talent, czy nie, czy to wynika z decyzji, no to też trzeba to uwzględnić, czy ktoś wkłada wysiłek, czy przychodzi mu to z łatwością.

Jeśli pracuje ciężej, ale nie zdarł, a sam tak zdecydował, no to trzeba ustalić, czy wkłada ten wysiłek, bo chce pomóc społeczeństwu, czy myśli egoistycznie i chce więcej pieniędzy dla siebie.

Jeśli angażuje się dla społeczeństwa altruistycznie, no to nie trzeba mu dawać więcej pieniędzy, no bo to przeczy jego motywacji.

To zniszczy jego takie prospołeczne nastawienie.

To się może zmieniać w zależności od wieku, sytuacji, od branży, od człowieka, od nastroju nawet i współpracy.

No i właśnie z tego wychodzi, że wtedy nie należy płacić więcej za wysiłek, bądź produktywność i jedziemy z tym, jak jest.

Po prostu łatwiej i szybciej coś wykonuje.

Czy jeżeli komuś przechodzi coś, bo ma talent, to w porządku, a ktoś widać, że wkłada dużo wysiłku, to to jest bardziej cenione?

A w kontekście pracy to już w ogóle.

I co do wartości społecznej, autor jeszcze wskazuje bardzo proste pytanie, o którym często zapominamy.

To pytanie brzmi, co by się stało, gdyby cała klasa ludzi wykonujących tę pracę zniknęła?

Nagle po prostu pyk, nie ma, znikają wszystkie pielęgniarki albo pyk, nie ma, znikają wszyscy śmieciarze, znikają mechanicy samochodowi versus znikają telemarketerzy, znikają konsultanci, analitycy PR.

No i on powołuje się na przykłady, gdzie konkretne grupy społeczne miały bunt.

I nawet też chyba przytaczał historię, że w jakimś kraju był bunt policji przez jakiś czas i się okazało, że nie miało to w ogóle wpływu na przestępczość, a nawet chyba spadła.

Czy gdyby teraz zniknęli wszyscy prezydenci miast.

I to przez to będziemy mieli też gorzej niż jak znikną telemarketerzy.

Myślę, że my to też obserwujemy w Polsce, że osoby, które mają powołanie do uczenia, chciałyby uczyć w szkołach, mają tak niskie pensje, że prędzej czy później część z nich odchodzi z edukacji.

I w związku z tym są braki kadr, bo ta praca a nie jest łatwa, b nie każdy się do niej nadaje, c nie każdy chce ją robić, d jest właśnie niskopłatna.

Więc nie musisz chodzić do pracy fizycznie.

I tu jeszcze kilka ciekawostek o raportach, bo autor też to przytacza właśnie, tak jak mówiłam.

37% osób w UK powiedziało, że ich praca nie daje światu nic sensownego.

Więc można by powiedzieć, że 50% osób, połowa, ma poczucie, że ich praca albo nic nie wnosi, albo nie wiedzą, czy coś wnosi, czy robi różnicę.

Mężczyźni łatwiej ulegają odczuciu, że ich praca jest bezsensowna, bezcelowa.

Czyli 10% więcej mężczyzn uważa, że ich praca jest bezcelowa.

Można by powiedzieć, że mężczyźni zawsze wybierali sobie prace, o których można opowiadać historię, a kobiety starają

A kobietom starają się przypisać prace, w trakcie których historie są opowiadane.

I jak podejść do pracy bez sensu?

Część osób rozdziela pracę taką zarobkową od prawdziwej misji.

I tu padł przykład programisty, który zaczął mówić

Zacząłem przedstawiać się ludziom mówiąc, że programowanie to moja praca dzienna, czyli day job, a organizowanie pracowników to moja prawdziwa praca.

Czyli odnosząc się do tego, można by mówić, że moją pracą zawodową jest klikanie Excela, robienie jakichś raportów antyoszustom.

Anti-money laundry, czyli przeciwdziałanie praniu pieniędzy.

Więc klikam takie raporty w ciągu tej pracy dziennej, natomiast moją prawdziwą pracą jest uczenie ludzi dziergać na drutach.

To jest moja prawdziwa praca, pasja i moje przeznaczenie, no ale zarabiam na to właśnie tym klikaniem formularzy przeciwko praniu pieniędzy.

I to może być odpowiedź na przekonanie, że właśnie praca jest celem samym w sobie, że bez pracy nie mamy wartości.

Bo wtedy praca zawodowa, ta taka zarobkowa, o nawet można nazwać pracą zarobkową, staje się znowu narzędziem do tego, żeby mieć finanse na tą prawdziwą pracę, którą powiedzmy, że jest to dzierganie na drutach.

I to może być bardzo fajny zabieg dla osób w dzisiejszych czasach, gdzie często zmieniamy pracę, gdzie jesteśmy zwalniani, gdzie nasze role się zmieniają czasami według naszej decyzji, czasami decyzją firmy.

Ta stałość tej prawdziwej pracy, w cudzysłowie, pozwala nam utrzymać tożsamość i może tę wartość, która jest tak zmienna przy zwolnieniach, przy zmianach pracy.

Zostawiam do przemyśleń.

Czy jest jakieś rozwiązanie na te prace bez sensu, które istnieją, na te role, które nie powinny występować, na zbędne wakaty?

Czyli taka sytuacja, gdzie każdy dostaje odpowiednią ilość pieniędzy, żeby móc żyć i nie musi podejmować pracy.

To taki postulat, że wcale nie trzeba zarabiać więcej, że poza finansami ten taki zapieprz karierą, ścieżką kariery niewiele wnosi i może wręcz zabierać radość z życia, przynosić bezsens, przynosić wypalenie, co też pojawia się właśnie w pracach bez sensu.

No to ile z nas, ilu z nas by pracowało?

I samo pytanie, czy moja praca według mnie ma sens, czy to, co robię, czy ta rola ma sens, to jest bardzo ważne pytanie, niezależnie od wynagrodzenia.

Niezależnie od prestiżu, niezależnie od marki, dla której pracujemy.

Bardzo podoba mi się to podejście autora, który mówi, że jeśli Ty, Ty, który wykonujesz tę rolę, ta, która jest w danej branży, w danej posadzie, w danej firmie, czujesz, że ta praca nie ma sensu i że ta praca przynosi Ci w jakiś sposób cierpienie, to należy Ci zaufać.

To Ty wiesz, czy ta praca ma sens czy nie.

Ja na pewno miewałam momenty, kiedy czułam, że jakby bezsens tej roli występuje, jakiejkolwiek, którą tam pełniłam, więc zapraszam do tego, żeby sobie to pytanie zadać.

Czy moja praca, czy moja rola według mnie ma sens?

Co mi przynosi?

Wtedy być może rozwiązaniem jest właśnie dochód gwarantowany, ale powiedzmy, że tego rozwiązania my nie wprowadzimy sami.

Moją pracą zarobkową jest praca bez sensu taka i taka.

Ale moją prawdziwą pracą jest coś, na co mam finanse dzięki pracy zarobkowej i jest to XY, coś innego, coś co robię po godzinach, coś co robię wolniej, ale daje mi to przyjemność, bo robię to w weekendy albo przyuczam się do tego, to jest moje jakieś hobby, no i dzięki temu czuję, że jestem człowiekiem, a nie tylko robotem.

Zachęcam do chwili zatrzymania, do takiej refleksji, do szerszego spojrzenia na rynek pracy, na kapitalistyczny układ zatrudnienia, na to, co jest wyceniane, jak jest wyceniana dana praca.

Niekoniecznie po to, żeby bojkotować cały rynek pracy, zmieniać go, bo my nie zawsze mamy na to wpływ i raczej jeden człowiek, no ciężko żeby zmienił wszystko.

Że właśnie dzielimy sobie na pracę dzienną, zarobkową i na tą pracę prawdziwą po godzinach.

I ta rola po to powstała, przyjmujemy to wynagrodzenie, tak działa system i to akceptujemy.

Nie mam jeszcze na to planu, jak to zrobić, ale bardzo mi ta książka poszerzyła perspektywę w taki sposób, że właśnie, nie wiem jak to ująć, odeszłam o kilka kroków od rynku pracy i spojrzałam z dystansu na to wszystko, co się dzieje, na te wszystkie mechanizmy.

Może dla was to też będzie coś ciekawego, coś co da wam taki dystans albo chwilę oddechu, albo poczucie, że to nie jest tak, że wy macie fajną pracę za miliony monet, a czujecie bezsens i że coś z wami jest nie tak.

Jeśli jest to praca bez sensu, absolutnie uzasadnione jest poczucie, że

Mimo, że zarabiacie dobrze, że ktoś wam płaci za pracę, która jest łatwa, względnie prosta, to dalej możecie czuć się z tym nie okej i jest to naturalne.

Piszcie do mnie na LinkedInie albo ślicie maila na prackujemałpa.gmail.com.

Możecie mnie też znaleźć na LinkedInie, na Priwie, na Instagramie aniabag.pl.

Nasza Pracka ma też swój profil na Instagramie Pracka Podcast.

Jeśli znacie kogoś, kto lubi tematy prackowe, rozkminia rynek pracy, ma historie, którymi chce się podzielić, dawajcie im znać.

Możecie też Prackę ocenić, wtedy poleci szerzej.

Oni też może mają pracę bez sensu, że nie są sami, że jest nas więcej, że to jest globalny fenomen.

Zapraszam i do usłyszenia w kolejnych odcinkach.

Ostatnie odcinki