Mentionsy
Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (2): Wyobraźnia zniewolona | STEFAN CHWIN
Adam Ferency czyta tekst Stefana Chwina „Wyobraźnia zniewolona” z numeru specjalnego Dwutygodnika: PO CO SZTUKA?
https://www.dwutygodnik.com/artykul/12485-po-co-sztuka-wyobraznia-zniewolona.html
Szukaj w treści odcinka
Prawdziwa sztuka powinna nas poruszyć czymś, co nie szantażuje nas argumentem naprawczej słuszności.
Choć mecenat istniał od zawsze, historyczne arcydzieła powstawały nie dzięki narzuconym ramom, lecz wbrew nim, wykraczając poza oczekiwania fundatorów poprzez autorski, często kontrowersyjny naddatek.
Zamiast relacji z konkretnym patronem mamy do czynienia z systemową instytucjonalizacją poprawnych tematów.
Finansowe i polityczne premiowanie sztuki słusznej jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ prawdziwa wyobraźnia nie uznaje narzuconych parytetów.
Jeśli sztuka godzi się na to, że musi być przydatna w budowaniu lepszego świata, znaczy to, że wchodzi w rozmaite podejrzane układy z moralnym przymusem i polityką.
Tak jak wartość poszczególnej jednostki ludzkiej zawiera się w niczym innym jak tylko w samym jej pojedynczym istnieniu.
Ponieważ na artyście ciąży tylko jeden obowiązek, powinien ukazywać się społeczeństwu jako symboliczny człowiek wolny, widzialny emblemat wolności,
A skoro ludzi wolnych jest na tym świecie nie za dużo, artysta powinien pokazywać nam, co to znaczy być wolnym.
To nie tylko zachowywać dystans wobec wszystkich szlachetnych i nieszlachetnych projektów polityczno-etycznych.
To przede wszystkim umieć być sobą, pojedynczą osobą, a nie wyrazicielem szlachetnej matrycy tych czy innych poglądów.
Ale granica między autentyczną empatią a obowiązkiem realizacji pożytecznego zamówienia bywa dzisiaj czysto teoretyczna.
Zmuszanie wyobraźni do litości dla ubogich czy do współczucia dla ludowych ofiar pańszczyzny, ewentualnie dla ofiar patriarchatu, wygląda na robienie z niej emocjonalnej protezy dla ludzi, którzy sami nie potrafią czuć.
Czasami ekstremalna, moralnie podejrzana i bolesna.
Jakiż to cel naprawczy postawił sobie Franz Kafka pisząc proces?
Dołujące dusze do parteru, które nie tylko nie pomaga nam żyć, lecz nawet odbiera ochotę do życia.
Chociaż wielu ludzi o mentalności naprawczej wmawia tej powieści, że autor opowiadając historię Józefa K. nie chciał niczego innego, jak tylko proroczo nas przestrzec przed grozą nadchodzącego nazizmu.
Kreowany przez wyobraźnię dla własnej sekretnej potrzeby wędrowania duchem w krainie alternatywnej, jeszcze gorszej i dotkliwszej niż rzeczywista.
I zamiast rozjaśniać pożytecznie swój kruchy byt, wzmacnia w sobie ciemność i mrok.
Biedny Franz mógłby spokojnie liczyć na wsparcie słusznych sponsorów, zapewniające mu wydanie tego rażąco bezużytecznego powieściowego ekscesu.
Jakiż to cel naprawczy stawiał sobie Bruno Schulz, pisząc odlotowe sklepy cynamonowe i sanatorium pod Klebsydrą.
Trochę z podziwu dla zwariowanych rojeń, drohobyckiego artysty o rodzinnym mieście.
Trochę z litości dla dziwactw, w które, jak uważali, popadał biedny Bruno.
I chyba nie było przypadkiem, że prozę Szulca w stanowczej recenzji zmasakrowali postępowi humaniści Kazimierz Wyka i Stefan Napierski, przeciwstawiając jej prozę Marii Dąbrowskiej jako słusznie prospołeczną, jasną i wszechstronnie pożyteczną.
Kiedy pisał swoje znakomite, brawurowe nienasycenie, wtrącając czytelników w odchłań przepowiedni o nieuchronnym końcu świata.
I bawiąc się przy tym bezczelnie własnym samobójstwem, które tajemnym sposobem wpisywał w każde słowo i metaforę swoich dzieł.
Żeby zdążyć na tamten świat jeszcze przed wybuchem globalnej apokalipsy.
Która to komisja słusznych tematów miałaby ochotę wesprzeć wydanie tego kompletnie jałowego społecznie dzieła, które nie smakowało ani prawicowym, ani lewicowym wyznawcom religii pożytku.
Gdyby Witkace wysłał dzisiaj maszynopis nienasycenia listem poleconym z zaświatów do Warszawy na konkurs grantowy jako nikomu nieznany literacki debiutant z Zakopanego.
Wcale nie po to, by jej zapobiec, bo w jej zapobieżenie kompletnie nie wierzyli, tylko nużając się hipnotycznie w prokurowanych przez siebie czarnych wizjach, którymi oplatali własną duszę jak odurzającym, cmentarnym bluszczem.
Co im i sobie samemu po latach wypominał Miłosz, który dobrze rozumiał jaką to rozkosz może dać swobodnej wyobraźni snucie bezproduktywnych marzeń o prawdziwym końcu świata.
Ktoż dziś zechciałby wspierać publikacje książek, u których podstaw tkwiła pisarska satysfakcja z odbierania czytelnikom wszelkiej nadziei, czyli absolutna społeczna bezpożyteczność przygniatającej wizji tego, co miało nadejść, którą żagaryści w sobie hodowali z sekretnej potrzeby serca,
Jakiż to cel naprawczy przyświecał Iwaszkiewiczowi w Brzezinie prozie zagranej na jednej tanatycznej strunie, gdzie dusza pisząca brnie w świat śmierci, dotykając tego, co obce i odrażające, jak ciało gruźlika pokryte zimnym śluzem.
który jednak w sposób niepojęty dla społecznego rozumu kusi i przyciąga, niczego nas nie ucząc i przed niczym nie broniąc, lecz raczej wystawiając naszą bezbronną wrażliwość na ciężką próbę całkowitego zwątpienia.
Powieść do samego rdzenia przenikniętą samobójczą pokusą, wędrowaniem wyobraźni po mrocznej stronie życia, która nas jednocześnie przyciąga i odpycha.
Rozmaici ludzie o mentalności naprawczej, którzy od razu wyczuli w powietrzu ideowy interes, bez żadnych skrupułów błyskawicznie przerobili tę książkę na optymistyczne dzieło nawołujące do serdecznej przyjaźni Niemców z Polakami.
I jeszcze je wpakowali do pudełka z napisem Pożyteczna literatura małych ojczyzn.
XX wieku, było ono na fali wznoszącej i prowadziło w rankingach tematów słusznych i pożytecznych, które, jak uważano, należało energicznie wspierać, żebyśmy jak najszybciej dorośli duchowo do wymagań Unii Europejskiej.
W taką to sieć mnie złowiono dla własnej społeczno-kulturalnej korzyści.
Mając kompletnie gdzieś to, czego w tej powieści dotknąłem naprawdę.
Chociaż w tekście dałem czytelnikom dość wyraźny drogowskaz w postaci dwóch osób.
Co zupełnie nie przeszkodziło w przerabianiu mnie na społecznie użytecznego miłośnika Gdańska oraz czułego piewcę, a jakże, inkluzywnej wielokulturowości.
Na szczęście znaleźli się krytycy i czytelnicy, którzy nie poszli drogą tropienia słusznych tematów.
A gdzie moja samowolna wyobraźnia powędrowała?
Dlatego jej artystyczna epifania budzi w nas nie tylko zachwyty i lęk, ale i zazdrość, że oto mamy przed sobą kogoś, kto potrafił być w swojej twórczości naprawdę wolny.
Prawdziwym obrazem wolności jest umundurowany ukraiński artysta-żołnierz na froncie w Donbasie, który patrząc w kamerę nie wygłasza w internecie patriotycznych kazań, tylko bezsilnie powtarza z uporem, jestem artystą, jestem artystą, jestem artystą, co ma dzisiaj większy sens niż kiedykolwiek.
Powstaje nonkonformistyczna sztuka trudnych tematów, której nonkonformizm jest doskonale skanalizowany ramami zamówienia.
To dzieła, które są martwe w chwili powstania, bo nie zrodził ich bezinteresowny impuls, lecz chęć opłacenia czynszu za pracownię.
Sam słyszałem rozmowę studentów polonistyki, którzy zastanawiali się nad wyborem tematu pracy magisterskiej z historii literatury.
Nawet głośna Tracey Emin musi swoją twórczością dołączyć do mainstreamowego nurtu opowieści o zgwałconych dzieciach, bo brutalna pedofilia jest na fali, wysoko punktowana w ramach walki z patriarchatem i heteroterrorem.
W rankingach wypada zdecydowanie lepiej niż dyskretna matka z pięciorgiem dzieci i mężem urzędnikiem, który od wielu lat z powodzeniem zajmuje się malarstwem.
Dobrze się sprzedają jej kontrowersyjne wypowiedzi o aborcji,
Szantaż kobiecym cierpieniem, doznanym osobiście, ma blokować skutecznie wszelką krytykę jej dzieł, bo krytycznego widza jako osobnika nieempatycznego, a może i nieznośnie patriarchalnego, z góry sytuuje na pozycji wstecznej, czyli przegranej.
Pacyfikowanie kobiecego podmiotu przez podły świat słowami dziwka, dziwka.
Twarde wypowiedzi o macierzyństwie oraz bezceremonialne sprzedawanie własnej prywatności w postaci rodzinnych ubrań, koniecznie wzmocnione wybuchami młodzieńczej frustracji wrażliwej, zbuntowanej dziewczyny walczącej o siebie.
I oczywiście dokładna relacja z nieudanej aborcji oraz publiczne eksponowanie własnego łóżka ze śladami moczu i krwi na prześcieradle.
Co z pewnością podniosło wydatnie stopień społecznej pożyteczności dzieła.
Znam dziesiątki artystów, którzy chętnie aranżują podobne stereotypowe już dzisiaj ekspozycje właściwie sprofilowanej wolności artystycznej z dyżurnymi tematami przemocy seksualnej, kobiecego ciała, krwi miesięcznej, macierzyństwa, aborcji,
Prawdziwa sztuka powinna nas poruszyć czymś, co nie szantażuje nas argumentem naprawczej słuszności.
Sponsorzy, polityczni, religijni czy korporacyjni, nie chcą wyobraźni, która szuka swoich dróg poza systemem.
Tak powstają prace, które wyglądają tak, jakby zostały wygenerowane przez algorytm słów kluczowych.
Prekariat, antropocen, queer, peryferyjność, praktyki partycypacyjne, strategie oporu, transgenderyzm, polityka troski, neuroróżnorodność, ekofeminizm, polityka widzialności, artaktywizm, ekologia queerowa,
Sprawiedliwość naprawcza, antyglobalizm i lokalność, body positivity, przywłaszczenie kulturowe, white gaze, crypt theory, hetero-patriarchat, fluidity, pinkwashing.
Wybór suwerenności w dobie naprawczego sponsoringu to dobrowolne skazanie się na czyściec niebytu.
Bo jego prace nie dają się łatwo streścić w trzech zdaniach o walce z heteropatriarchatem, albo o walce z polonofobią, czy o promowaniu wartości chrześcijańskich i narodowych.
System go nie widzi, ponieważ on nie używa słów kluczy, które otwierają dostęp do fundacji.
Artysta osobny ryzykuje zapomnienie, ale zyskuje coś bezcennego.
Może być absolutnie społeczny, mroczny, zbuntowany, katastroficzny, futurystycznie karnawałowy, szyderczy albo nieskończenie ironiczny i przez to niewygodny dla wszystkich.
Jego prawdziwym sponsorem jest impuls twórczy.
Tekst jest częścią numeru tematycznego dwutygodnika PO CO SZTUKA?
Dwutygodnik to magazyn o kulturze wydawany przez Dom Spotkań z Historią, Instytucję Miasta Stołecznego Warszawy.
Numery tematyczne dwutygodnika powstały w ramach grantu dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury .
Ostatnie odcinki
-
Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (5):...
05.06.2026 08:11
-
Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (4):...
04.06.2026 15:16
-
Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (3):...
03.06.2026 17:15
-
Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (2):...
03.06.2026 08:10
-
Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (1):...
02.06.2026 17:23
-
Spotkanie redakcyjne (5): Pogoda na zmianę
02.06.2026 11:04
-
Podkast Dwutygodnika, magazynu o kulturze (50):...
22.05.2026 10:08
-
Podkast Dwutygodnika, magazynu o kulturze (49):...
17.04.2026 08:26
-
Spotkanie redakcyjne (5): Polskie seriale
08.04.2026 08:08
-
Podkast Dwutygodnika, magazynu o kulturze (48):...
06.03.2026 11:30