Mentionsy

Podcast Kryminalny
Podcast Kryminalny
18.08.2025 04:07

Słowik vs. Masa - analiza konfliktu

Droga Słuchaczko, drogi Słuchaczu!

💝wesprzyj mnie na Patronite: https://patronite.pl/ToMaszPodcast

☕postaw mi kawę: https://suppi.pl/to-masz-podcast


Dzięki! 💖


Wstęp

Dlaczego Słowik nie lubi Masy?

Czemu Masa nie lubi Słowika?


Szanowni Państwo,

ci którzy interesują się zagadnieniami polskich bandyckich grup z lat 90., doskonale wiedzą, że eufemizmem byłoby powiedzenie, że Andrzej Banasiak primo voto Zieliński czyli Słowik nie darzy sympatią Masy, a Masa, czyli Jarosław Sokołowski nie przepada za Słowikiem.


Ale czy tak było zawsze? Czy ci najwięksi wrogowie na polskich mediach semigansterskich od samego zarania sobą pogardzali? A może jednak robili ze sobą wspólne interesy, krzywdząc innych ludzi i niszcząc im życia?

No i co ich ostatecznie poróżniło?


Na te pytania postaram się dzisiaj Państwu odpowiedzieć, bazując na wypowiedziach obu panów na swój temat.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 77 wyników dla "Słowik"

Drogi słuchaczki i drodzy słuchacze, ci, którzy interesują się zagadnieniami polskich bandyckich grup lat 90. doskonale wiedzą, że eufemizmem byłoby powiedzenie, że Andrzej Banasiak primowoto-Zieliński, czyli Słowik, nie darzy sympatiom masy, a masa, czyli Jarosław Sokołowski, nie przepada za Słowikiem.

Przejdźmy jednak do konfliktu Słowik-Masa, o którym to o konflikcie Piotr Borowiec mówi w jednym z odcinków Alfabetu Mafii.

Jarosław S., pseudonim Masa, świadek koronny, którego zeznania pogrążyły Słowika.

Tymczasem ja razem z Zygmuntem R., Słowikiem, on prowadził, bo nie pił, i jeszcze kilkoma innymi trafiliśmy do Grandu.

Czy to może być zaczątek właśnie między masą a Słowikiem?

Dlaczego Słowik nie lubi masy?

Aby zrozumieć takie tuzy, używając nomenklatury tych ludzi, jak masa i słowik, warto posłuchać, dokąd sięgały ich ambicje.

Słowik zaczyna swoją opowieść o masie od kiełbasy, czy też kiełbachy, czyli Wojciecha Kiełbińskiego, który w strukturach Pruszkowa był dość wysoko.

Kiełbasę ciągnęło do wielkiego świata, pisze Słowik.

Ten niedługi fragment ustawia nam chyba doskonale stosunek Słowika do masy.

Można by pomyśleć, że Słowik jako mężczyzna elokwentny, robiący wrażenie intelektualisty, i to nie przypadkiem, bo sam o sobie pisał...

Ale to chyba nie to, bo w swojej książce poza inwektywami, jakimi go obrzuca, Słowik opisuje masę prawie z szacunkiem.

Mówimy oczywiście o książce Słowika, skarżyłem się grobowi.

I w tej oto książce Słowik zarzuca Masie, że ten handlował dragami, że rozprowadzał je w szkołach, agencjach towarzyskich, w dyskotekach, że pilnował, aby w jego dyskotece kupowano tylko jego towar i bezwzględnie tępił wszelką konkurencję.

W tym czasie niejeden konkurent został wywieziony przez niego do lasu, pisze Słowik.

No ale przecież, choć znowu według masy, Słowik sam miał zajmować się negocjacjami z Kolumbijczykami, aby dla Pruszkowa załatwić setki kilogramów, czy też tony koki.

Według masy Słowik został tam nawet w Kolumbii jako zakładnik, aż Pruszków się nie rozliczy z dragów.

Niewdzięcznej roli podjął się Słowik, co było rzeczywiście charakterne.

Tak słowik relacjonował mi swoją niewolę.

Zdaje się jednak, że Słowik się do tego nigdy nie przyznał.

Moni proszę cię nie opowiadaj bajek, mówi Masa we wspólnym wywiadzie dla Artura Górskiego zatytułowanym Słowikowa i Masa.

To naprawdę nie była wyprawa po owoce, mówi masa dalej do Słowikowej.

Czy pamiętasz, jak byłem u was i Słowik chwalił się, jak pojechał do kartelu po koks, jak go kolumbijczycy wozili motorówką po rozlewiskach dżungli, jak prowadził z nimi negocjacje?

Nie twierdzę, że nie było tamtej podróży, mówi Słowikowa.

W Kolumbii zatrzymaliśmy się dłużej, to fakt, ale pamiętaj, że Słowik miał łańską fantazję.

Państwo, którzy słuchali skarg Słowika skierowanych do grobu, o których opowiadałem w poprzednim odcinku, wiedzą, że rzeczywiście Słowik ma lub miał tę skłonność do jakiegoś hiperbolizowania.

A Słowik był jednym z głównych rozgrywających do Polski statkami.

Możemy wprawdzie dać wiarę pani Słowikowej, że ona o tym nie wiedziała albo że Słowik się tylko tak przechwalał, ale skoro nie Pruszków,

Jak wspomniałem, kiedy Słowik nie wypowiada swojej opinii na temat masy, ale streszcza jakąś historię, ciężko jest w tym wyczuć niechęć do pana Jarosława.

Przedstawię państwu anegdotę o tym, jak Masa zaproponował Słowikowi robotę, na której można było we dwójkę zarobić milion dolarów.

Na Dolnym Mokotowie przy ulicy Stępińskiej pojawić się ma facet z paczką, opowiadał masa Słowikowi.

Masa wyskoczy zza tego śmietnika, rąbnie faceta, Słowik miał chwycić wtedy paczkę i w nogi.

Rodzi się pytanie, dlaczego masa poszedł z tą robotą akurat do Słowika.

Co odpowie słowik masie?

Za nim prawdziwa odpowiedź słowika to jeszcze jego pytanie do masy.

Słowik skinął głową i bez słowa wrócił do domu.

Cały czas dręczyła mnie myśl, o co w tym wszystkim chodzi, opowiada Słowik.

Dwie noce Słowik nie mógł spać.

To Słowik zastosował swoją zasadę z wczesnej młodości.

Nie bardzo wiem, jak to się ma do tej odwagi, o której pan Słowik tak często pisze i wciąż nie rozumiem jego podejścia do masy.

Być może na początku Słowik go po prostu lubił.

Słowik wrócił po kilku miesiącach ze Stanów.

Wtedy wpada do niego przyjaciel z Lublina, zwany przez słowika Kajtusiem, przez masę Kajtkiem, który mówi mu, że są pieniądze do zgarnięcia.

Facet przyjechał taksówką na Dolny Mąkotów, na ulicę Stępińską, mówią Ruskie, a słowik już przecież wie.

Wszystko się zgadza, myśli słowik i pyta, a ile tego było?

Słowikowi pewnie zaschło wtedy w gardle, źrenice się rozszerzyły, oblizał język górną wargą, czy też językiem górną wargę i zapytał dwanaście.

Przedstawili się jako wysłannicy służb specjalnych byłego Związku Radzieckiego i zaproponowali mi konkretne pieniądze za współpracę, pisze Słowik.

Ale dlaczego Słowik tego nie zweryfikował, kiedy pisał swoją książkę?

Podjąłem współpracę, pisze Słowik.

I tak zakończyła się współpraca Słowika z tajnymi służbami obcego wywiadu, a potem opisał to w książce.

Ale to pikuś, bardziej ciekawe jest chyba to, że te ruskie służby, które przecież pociągają w Polsce za wszystkie z sznurki i likwidują wrogów jak leci, i których Słowik tak bardzo się obawiał, machnęły sobie ręką na to, że wykiwał ich jakiś tam złodziej Andrzej, jak sam o sobie pisze.

Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego słowik tak bardzo nienawidzi masy.

Dzisiaj masa publicznie deklaruje chęć zostania biznesmenem i porządnym obywatelem, pisze Słowik.

Słowik nienawidzi masy, bo ten zdecydował się zostać biznesmenem i zerwać ze światem przestępczym?

Spróbujmy może zatem dowiedzieć się, czym podpadł słowik masie.

Czemu masa nie lubi słowika?

W przeciwieństwie do Słowika, której Masie poswieńca całe rozdziały w swojej książce, co już pokazaliśmy, a pokażemy jeszcze w jednym z następnych odcinków, Masa nie postawił Słowika nigdy w centrum swojej narracji.

A może Słowik nigdy nie odgrywał w życiu masy żadnej istotniejszej roli i po prostu go ignoruje?

Ksywa Słowika wprawdzie pojawia się wielokrotnie w wypowiedziach masy, ale zawsze jako postać drugo lub nawet trzecią planowa.

Jak wspominaliśmy w odcinku o młodości Słowika, kiedy to opowiedzieliśmy sobie o tej przemianie z wesołego, kochającego życie Jędrka w Gita o ksywie Słowik, miał on tę przypadłość, że trafiał na nieprzychylne mu sytuacje, które przysparzały mu kłopotów.

Pierwszym przyjacielem Słowika, który według masy wprowadził go do Pruszkowa, zapoznał z Wierchuszką i umożliwił karierę w pruszkowskiej organizacji, był niejaki Kaban, czyli Zygmunt R., zwany przez prasę Bolem.

Kiedy Słowik wyszedł z więzienia, zaczął szukać swojego miejsca w życiu i oczywiście jedynym jego pomysłem na nie była przestępczość.

Ale Słowik musiał jakoś udowodnić, że nadaje się na gangstera i zasługuje na zaufanie starych Pruszkowskich, więc wąchał się z niejakim kajtkiem z Lublina.

Początkowo Słowik stał się kimś w rodzaju przybocznego Bola, a potem wręcz mu dorównął.

Ale wielce prawdopodobne, że chodziło o to drugie znaczenie, bo pan Jarosław opowiada dalej, że Bolo poznał Słowika gdzieś podczas odsiadki i panowie przypadli sobie do gustu.

I to, że Słowik zrobił tak błyskotliwą karierę wynikało z faktu, że kaban dobrze go rozprowadził.

Słowik w swojej autohagiografii o kradzieżach i przekrętach pisze tak.

Wspomnianym Bolo wraz ze Słowikiem przekręcili jakiegoś Leszcza, który, jak mówi Masa, lubił wytwarzać wokół siebie aurę wielkiego bossa.

Pan Leszcz, jeżeli dobrze to rozumiem, to chodzi o niejakiego Roberta P., o którym Masa opowiada szerzej w książce o bossach polskiej mafii, umówił się z Bolem i Słowikiem, którzy mieli odkupić od niego rzeczonego Tira.

Masa potwierdza zatem niejako, że ze Słowika był oszust i złodziej.

Czyć przecież tę sympatię, z jaką Masa opowiada o Słowiku.

Słowik dużo siedział w więzieniu i tam poznał Zygmunta R., opowiada masa Ewie Ornackiej, Pytlakowskiemu, co możemy przeczytać w alfabecie Mavi.

Słowik wszedł do grupy właśnie dzięki Raźniaczkowi, bardzo podobnie jak ja przy Kiełbasie.

Według Masy jednak Słowik był jeszcze gorszy niż on, jeszcze bardziej bezwzględny.

Dlaczego słowik nie przypada za masą?

Massa jako światek koronny pogrążył Słowika.

Słowik nie chciał jednak pozostawać masie dłużny.