Mentionsy
046. Maraton w Kopenhadze
Relacja z maratonu w Kopenhadze ♥️
Sponsorzy odcinka (1)
"Nike'a, to nam też pasowało"
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry i dobry wieczór.
Chciałem zobaczyć, co jeszcze powiesz.
Czterdziesty piąty był ostatni.
Zawahałam się, bo tak dużo mówiłam o tym czterdziestym czwartym, ale przecież rzeczywiście był odcinek czterdziesty piąty z Kubą Dukiewiczem.
Szybko wyłączy ten i najpierw włączy 45, bo to ponad godzina cennej wiedzy i świetnej rozmowy z Kubą.
Tak naprawdę w sumie trochę monologu Kuby, bo Kuba jest tak dobrym fizjoterapeutą, ale i mówcą, że można by go słuchać i słuchać i słuchać.
To tak w ramach przypominajki naprawdę bardzo wartościowy odcinek.
Warto było czekać.
Dobrze, a dzisiaj porozmawiamy o maratonie, który przebiegliśmy cztery dni temu, bo nagrywamy w czwartek.
Maraton przebiegliśmy w niedzielę w Kopenhadze.
Tak, to ten maraton, o którym mówiliśmy tutaj kilkukrotnie, to nie wygraliśmy na niego biletów czy pakietów, bo ktoś ostatnio zapytał, a to się połączyły dwa tematy, bo jest maraton i półmaraton.
Na maraton byliśmy zapisani
Dawno to był nasz docelowy start wiosenny.
Maraton odbywał się w maju.
Pewnie też z tego powodu nie jest on tak popularny wśród biegaczy.
No bo najczęściej maj to już dobra pogoda.
Biega się maratony w marcu-kwietniu, natomiast my postanowiliśmy zapisać się na Maraton Kopenhaski, bo... bo co?
Bo podoba nam się to miasto.
Bo oglądaliśmy sobie relację z ubiegłego roku i stwierdziliśmy, że jest on po prostu ładny, sponsorowany przez Nike'a.
To nam też pasowało, bo miał fajną oprawę graficzną, ładnie to wszystko wyglądało i stwierdziliśmy, że maj w Kopenhadze, czyli trochę bardziej na północy niż Polska, może nie być koniecznie ciepły.
Chyba te ostatnie edycje w ogóle były takie całkiem fajne, jeśli chodzi o temperatury.
Tak, a poza tym maj w Kopenhadze, nawet jakby maraton miał się nie udać, to jest po prostu dobry pomysł.
To i tak będzie fajnie.
A ta pogoda jest tak zmienna, że w marcu mogą być upały, a w maju może być zimno, jak chociażby teraz temperatury spadają niemalże do zera, jest połowa maja, tak?
No więc wybraliśmy Kopenhagę, bo już byliśmy, bo fajna impreza, bo fajne kawiarnie, dobre jedzenie, ładne miasto.
I nawet sobie zapisałem, bo pomyślałem, że dzisiaj będzie trochę takich informacji organizacyjno-logistycznych też przemyconych w tym podcastie.
Po tym jak się zapisaliśmy, ja jeszcze doczytałem na ich stronie organizatora, że jest coś takiego jak Elita A i Elita B. Elita A to są najszybsi biegacze i trzeba się skontaktować z organizatorem, natomiast Elita B to są tacy powiedzmy wolniejsi biegacze, którzy nadal mają fajne minima i nadal mogą jakby dość szybko biegają.
No i wystarczyło wypełnić formularz znajdujący się na stronie, spełnić minimum, a to minimum było takie, że trzeba było mieć albo półmaraton poniżej godziny 12 dla mężczyzn lub godzina 22 dla kobiet.
Maraton 2.32 dla mężczyzn, 2.55 dla kobiet.
Czyli powiedzmy wyśrubowane, ale wykonalne przez wielu amatorów.
Ja miałem godzinę 12 złamaną, bo w Warszawie godzinę 11 pobiegłem.
Wypełniłem formularz, wysłałem link do wyników i po kilku dniach dostałem informację, że jak najbardziej zapraszają mnie i dostaję darmowy pakiet.
Na moje zapytanie, czy zwrócą mi, bo ja już opłaciłem, czy zwrócą mi, to powiedzieli, że nie, ale mogę na specjalnej platformie tamten sprzedać i wtedy poprzez link, który mi wysłali i kod zapisać się do tej elity B, żeby być przypisanym do tej grupy.
I tak też zrobiłem, sprzedaż była...
Obraczona prowizją, jakieś chyba 80-90 zł, no powiedzmy z tych 500 zł, 100 zł może mnie to kosztowało, żeby sprzedać.
Natychmiast się sprzedało, bo wystawiłem ten pakiet na tej platformie, od razu ktoś kupił.
Z dzisiejszego punktu widzenia myślę, że, bo my tam jeszcze rozważyliśmy jakieś inne starty, ale to, że maraton był tak późno w kontekście naszych zdrowotnych problemów, kontuzji, no to wyszło na dobre, bo gdybyśmy byli zapisane na cokolwiek wcześniej, to
Ty może byś nie zdążył skręcić kostki, bo byś już pobiegł maraton, a ja... Albo nie zdążyłbym wrócić po skręczeniu.
Albo byś nie zdążył wrócić, a ja bym prawdopodobnie w ogóle nie mogła wystartować, więc najwyraźniej był to... Coś nam kazało, tak miało być i wyszło to bardzo fajne.
Tak, i od razu sprawdziłem sobie, bo kilka osób też pytało o logistykę.
Fajne są doloty do Kopenhagi, przynajmniej z Poznania, bo lata i Ryanair i SAS bezpośrednio.
I tanie były te loty.
280 złotych chyba zapłaciliśmy za dwie osoby i jedną walizkę, czyli jedno wejście z prynatetem i walizką większą.
Wracaliśmy, pasowały nam lepiej powroty w poniedziałek po południu do Gdańska, bo stwierdziliśmy, że polecimy sobie do Gdańska, zjemy sobie w Gdańsku obiad i pociągiem wrócimy do Poznania.
I do Gdańska loty też 200 kilka złotych, a nam pociąg z Gdańska jakąś stówę, więc jakieś około chyba niewiele 600 złotych za dwie osoby sam lot, więc to naprawdę dostępne, przystępne i szybkie, łatwe, bo do Gdańska to w ogóle chyba jakieś...
Ja zdążyłem drzemkę strzelić, więc... Pani obok mnie zdążyła walnąć trzy drzemki, przy każdej chrapała i za każdym razem jak chrapnęła, budziła się sama i przepraszała.
To takie w sumie smutne, ale stwierdziłam, że bardzo dobrze mi się czytało książkę w samolocie, a to właśnie dlatego, że nie masz rozpraszaczy w postaci telefonu, nikt nie pisze i chyba zacznę włączać sobie tryb samolotowy, jak będę czytać książkę, to przynajmniej nie będzie, bo czasami tak, czasami jest fajnie, zaczynasz czytać i czytasz, a potem nagle tu ktoś napisze, tu zadzwoni telefon.
Albo w piwnicy klatkę Faradaya.
Ale szybciutko lot minął, bardzo wszystko wygodnie, a zdecydowaliśmy się na Gdańsk, żeby właśnie nie wracać już w niedzielę, bo do Poznania lot jest w niedzielę.
Oczywiście można by to zrobić, jakby ktoś musiał w poniedziałek już być w Poznaniu, ale to zawsze potem taki wewnętrzny stres, że szybko, szybko trzeba wszystko, a ja uważam, że to popołudnie po maratonie jest zawsze takie wspaniałe.
To żeby domknąć tą logistykę i wydatki, lotnisko w Kopenhadze jest świetnie skomunikowane z centrum, jeździ metro bezpośrednio, w kilkanaście minut można się dostać do miasta.
17 chyba.
Więc tanio, szybko, a jeszcze dodatkowo w weekend maratoński można było za 30 koron przez aplikację kupić 12-godzinny bilet.
Więc jeśli ktoś dużo jeździł w sobotę czy w niedzielę, to mógł zamiast jednorazowego biletu kupić w tej samej cenie taki 12-godzinny.
A to też było dla osób nie tylko w weekend maratoński, dla wszystkich, tylko dla tych, którzy mają pakiet startowy.
Nocleg to jest chyba największa część wydatków.
Jak byliśmy na półmaratonie dwa lata temu, spaliśmy w hotelu.
Teraz stwierdziliśmy, że może jakieś mieszkanie, Airbnb, zobaczymy jak się w kopenhaskich mieszkaniach mieszka.
Na trzy noce kilkaset metrów, jakieś dziewięćset metrów do Expo, do parku, w którym był start mieliśmy, zapłaciliśmy ponad pięćset euro, pięćset chyba pięćdziesiąt.
My rezerwowaliśmy też późno Monika, nasza koleżanka i podopieczna, która też była w Kopenhadze, to zabawne, bo w zasadzie to było jakoś niezależne od siebie, zapisywaliśmy się na ten sam bieg.
To zapisywała się, bo ona już chyba w maju się zapisała i w czerwcu kupowała hotel.
No to hotel ze śniadaniem miała taniej od nas, więc zakładam, że można znaleźć, ale my trochę tak... Trzeba wcześniej rezerwować.
I na początku tych Airbnb było więcej, potem było ich już mniej.
Ten wybraliśmy trochę i ze względu na... Na bliskość do Juno, do Bakery.
Nie, jakoś tak, no potem się koniec końców ja nie byłam tak świadoma.
Znaczy wiedzieliśmy, że staramy się szukać tam w pobliżu strefy startu i mety, ale dopiero jak już to klepnęliśmy, to się zorientowałam, że to jest naprawdę bardzo blisko.
Dodatkowo właśnie, nie wiem, 300 metrów od Jono da Bakery.
Czyli kawiarni, piekarni, którą bardzo chcieliśmy zobaczyć.
Prolog kawiarnia była na dole, Hard Buggery było jakieś 500 metrów dalej.
Fajna okolica, wygodnie i... No tak, logistycznie i blisko do stacji metra, więc naprawdę fajnie.
Zanim przyjechaliśmy do mieszkania, zostawiliśmy rzeczy, stwierdziliśmy, że zrobiło się już po 22, więc wszystko było zamknięte.
Kuchnia już była zamknięta w większości miejsc.
Tak, kuchnie były zamknięte, więc stwierdziliśmy, że nie ma co kombinować z jakimiś nocnymi kebabami.
Poszliśmy sobie do McDonalda i zjedliśmy po kanapce.
Ja jakąś bagę strasznie suchego.
W McDonaldzie nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam tak, żeby zjeść.
Słabe to było.
Było strasznie słabe, ale nie pomyśleliśmy też do końca.
My zjedliśmy dość spory obiad przed wylotem, a jakoś tak zupełnie nie pomyśleliśmy o tym, żeby sobie chociażby zrobić jakąś kanapkę, którą potem można zjeść.
No bo zawsze też już nie chodzi o koszty, tylko kanapka byłaby o wiele lepsza.
Drożdżówka z zofii byłaby dobra.
A jednak iść spać na głodniaka na dwa dni przed maratonem było też słabym pomysłem, więc czasami można.
Wjechał McDonald, który, mówię, był w moim przypadku strasznie słaby, ale zaspokoił głód i wiedziałam, że wybiegam te złe po prostu kalorie.
Za to odbiliśmy sobie w sobotę.
Juno otwiera się chyba o 7.30.
Później już to długie kolejki, rano nie było.
Kupiliśmy sobie większość z ich asortymentu, bułeczki.
Subskrybuj kanał.
My już kojarzymy od tego naszego wyjazdu na półmaraton, tylko wtedy się nie załapaliśmy, bo była ogromna kolejka.
A to tak z tą kolejką, to nie jest, że tam jest tylko rano kolejka, tam jest non-stop kolejka, więc to, że rano staliśmy i były przed nami, nie wiem, 5 osób, 6, to i tak było niewiele, bardzo szybko poszło.
Naprawdę było wszystko tam tak dobre, że żałuję, że nie mogliśmy się aż tak objeść, że jeszcze tam z pięć razy tego dnia przyjeść i trzeba było jeszcze inaczej to wygrywać.
Tych shakeoutów oczywiście w mieście było wiele i tu coś, czego chyba wcześniej nie widziałem nigdzie, shakeouty były już w piątek.
I to chyba też oficjalny... I to w piątek rano nawet.
W piątek był oficjalny maratoński shakeout.
Maratoński shakeout było 17.
Czyli to już są trzydniowe imprezy, już trzeba w czwartek przyjeżdżać, żeby od piątku zaczynać.
Tak, ale właśnie dla mnie jeszcze powiedzmy w piątek 17 to jeszcze rozumiem, ale były shakeouty rano w piątek.
Dla lokalsów, no tak, ale niesamowite, że już w piątek robisz shakeout.
Tak, my byliśmy na shake-oucie NBRO, czyli takiej chyba największej, nie wiem, bardzo znanej grupy biegowej w Kopenhadze.
Oni się często, ich koszulki można zobaczyć na dużych biegach gdzieś tam w świecie, więc to jest ogromna grupa i ten shake-out był zorganizowany wspólnie z Nike'em w takim fajnym miejscu przy wodzie.
Mieli wynajęty cały lokal, to chyba jakiś klub, który wieczorami jest klubem, a w ciągu dnia był wynajęty.
Ja nie wiem, ile tam było osób, ale pewnie z 500.
Bardzo dużo ludzi było.
Fajnie, bo ci pejserzy i cała obsługa, ludzie, którzy tam to organizowali, ubrani byli w takie białe koszulki polo eleganckie z logo na plecach.
Nie takie techniczne, tylko po prostu zwykłe takie polówki, w których biegali.
Zrobiliśmy zdjęcie, podzielono nas na grupy.
I zrobiliśmy około 5-6 kilometrów do parku w okolice mety i z powrotem po drodze jakieś zdjęcia, a po przybiegnięciu z powrotem na stołach w ogromnej ilości stały tace właśnie z takimi bułeczkami z serem, takimi jak w Juno jedliśmy, z croissantami już nie takimi dobrymi.
Była kawa, był izotonik.
No i było stoisko, gdzie można było sobie kupić różne produkty z logo tego klubu biegowego.
Tam były koszulki, takie dedykowane pod ten event.
Nowa kolorystyka koszulek i spodenek Nike'a właśnie z logo NBRO.
Były okulary, opaski, jakieś takie różne...
I dotarliśmy tam na miejsce, jak już biegacze pobiegli, bo tam się zaczynało bodajże o dziewiątej, o dziewiątej.
Nam się trochę spóźniło, ale mimo wszystko był tam chłopak, z którym chwilę porozmawialiśmy, pooglądaliśmy sobie te ciuchy.
Sklep też taki fajny, to taki bardziej taki butik biegowy, bo mówię, nie można tam było znaleźć takich super znanych i powszechnych marek.
Już tam na biegaczy czekała kawa, jakieś też izotoniki, woda i poczekaliśmy, aż biegacze wrócili.
Tu było zdecydowanie mniej, nie wiem, może z 40 osób było.
Co nadal oczywiście jest dużo, ale w porównaniu do tego, co się działo tam, to tutaj było niewiele i stamtąd mieliśmy dość blisko już na tamten szejkot, więc tam poszliśmy już i uczestniczyliśmy w tym aktywnie.
Ja jeszcze też spotkałam taką dziewczynę, Janę, którą obserwuję na Instagramie od dawna, to ona jest Niemką, biegającą szybko, zresztą startowała z Tobą z elity B. Wyprzedzała mnie na osiemnastym, powiedziałem jej hi Jana.
I stwierdziłam, że mimo, że nigdy nie wiem, czy tak zagadywać, ale powiedziałam, że ją śledzę na Instagramie i że super jestem fanką jak biega i sobie porozmawiałyśmy po niemiecku trochę.
Zresztą bardzo sympatyczna dziewczyna.
No i pobiegliśmy, fajnie było, tak lepko było strasznie, nie wiem co to było w powietrzu, bo pogoda była taka, było dość wietrznie, było pochmurno, ale miałam takie poczucie jak biegliśmy, że taka jakaś byłam spocono lepiąca się po tym, nie wiem czy to była jakaś wilgotność tego dnia i trochę się bałam.
Ja w ogóle byłem cały spięty, bo od czasu skręcenia kostki bieganie w grupie mnie jakoś stresuje, że zaraz na coś wpadnę albo sobie coś skręcę, więc no fajne są takie shakeouty, można pogadać z ludźmi, popatrzeć sobie na coś innego, zobaczyć, jak inni są ubrani i tak dalej, ale jednak jak się startuje maraton, to tak no trzeba na siebie uważać, bo w takim tłumie kilkuset osób biegnących przez miasto, gdzie są krawężniki, ulice, chodniki, parki,
Tak, więc no fajnie było, chwilę postaliśmy, zjedliśmy sobie po kanapce, resztą poukarmiliśmy łabędzia, dostał kawałek.
Nie mów tego głośno, wiemy, że łabędzie nie powinny jeść chleba i mówimy to głośno, ale dostał mały kawałek, bo prawie mi, jak przechodziliśmy obok, już prawie wyskoczył z tej wody, żeby zjeść bułkę, więc dała mu prosto z dłoni i zaprzyjaźniliśmy się nawet trochę.
No i potem poszliśmy odebrać pakiety na Expo, bo pakiety można było odbierać chyba od dziewiątej, więc my najpierw ten shakeout, a potem prosto po pakiety.
No i pakiety odbiera się... Właśnie to tak jest ciekawie zorganizowane, bo dokładnie tak samo było na półmaratonie dwa lata temu.
Podejrzewam, że teraz we wrześniu będzie podobnie, jak ktoś będzie jechał na półmaraton.
Pakiety odbiera się przy parku i stadionie w takim wielkim namiocie, natomiast część tego expo była na zewnątrz w takich namiocikach rozstawionych.
Koszulkę, ładną koszulkę i torbę odbierało się
Na zewnątrz przy swoich stoiskach, a dopiero potem wchodziło się do dużego namiotu, w którym już były normalne... To był namiot?
No to był taki wielki namiot, tak.
To nie był budynek, mi się wydaje, że to był taki tymczasowy namiot.
No bo też nie było zbędnego jakiegoś szpeju, nie było zbędnych jakichś stoisk, ulotek.
Jak zawsze mówimy, pan Juzio zmydło i powidło, stoisko, gdzie ma jakieś resztki żeli, jakieś skarpety kompresyjne, których od 10 lat nie może sprzedać, te saszetki takie ludzie kupują na ostatnią chwilę, bęgaje różne i takie kolorowe, poobwieszane takie kramiki.
No nie, tego nie było.
Nie było też, nie wiem, kogoś, kto ci wręczył jakieś głupkowate ulotki.
Zapraszamy na bieg, żabki.
Tego nie było.
Natomiast było na wstępie, było duże stoisko SciSky'a.
Nawet sobie coś tam pomierzyliśmy, ale niestety w sobotę o 11-12 już niewiele rozmiarów zostało.
Od kilku lat byli, czy w ogóle byli dopuszczeni na Expo.
Wcześniej nie mogli, dlatego też właśnie dziewczyna mówiła, że nie mieli już potem wszystkich rozmiarów, bo prawdopodobnie się nie spodziewali takiej sprzedaży, a wcześniej po prostu być na Expo nie mogli, więc fajnie, bo oni są zawsze na tych, oni byli w Hamburgu, mieli swoje stoisko, w Berlinie mieli swoje stoisko, więc jeżdżą, a w swoim mieście, bo Sajska jest w Kopenhagi,
Nie mogli mieć, więc takie fajne były marki na tym ekspie.
Z takich ciekawszych ciekawostek firma CEP, ta która robiła skarpety kompresyjne, miała buty karbonowe.
Dotykałem tego właśnie wczoraj w jakimś newsletterze odnośnie takich nowości biegowych z różnych brandów ze świata.
Wyczytałem, że to jest po raz pierwszy CEP wypuścił buty takie karbonowe, dotykałem ich, no dziwny twór, no ale mają.
Jak ktoś jest fanem tych skarpet kompresyjnych, to sobie może buty kupić.
Oni mieli też swoje brandowane pod ten maraton koszulki, bardzo fajne.
Ja chciałem sobie spodenki kupić, nie było rozmiaru ani koloru, więc zamówię online.
Odebrałaś pakiet, tak?
Ja odebrałem w innym miejscu, bo miałem w okienku z informacją... Ale tego nie wiedzieliśmy zaczniemy od tego.
Poszliśmy odebrać pakiet, pan powiedział, że mojego nie ma.
No, dodajmy, że też nie ma konkretnego okienka, że idziesz ze swoim numerem, tylko można było podejść do każdego stoiska, bo są numery drukowane i do tego jeszcze potem też chip jest doklejany.
Dostałam numer, sprawdził chip, chip działał i jak ty podałeś swój numer, to pan powiedział, że nie, bo ty jesteś elita i ty masz, co było zrobione po to, żeby było tobie łatwiej.
A pewnie chodziło, no może żeby było łatwiej, a może elita nie chce wchodzić do namiotu Expo, bo nie potrzebuje, chce jak najszybciej odebrać.
No ale nie musiałbyś stać w kolejce, nie?
Poza tym te numery były i inny nadruk miały, więc może... No tak, tak, ale on powiedział, że to chodziło o to, żeby było Wam wygodniej, no to chodziło o to, żebyś nie stał, bo prawdopodobnie kolejki były większe.
Być może.
No to normalnie byś stał w kolejce, a tu podchodzisz, zabierasz i cześć.
Ale jak wyszliśmy później, okazało się, że właśnie już na mnie ten numer czeka, a raczej dwa numery, bo miałem jeden na przód, a drugi na tył, także nie było problemu.
Więc dostaliśmy bardzo ładną taką materiałową torbę, plecaczek taki.
Dostaliśmy koszulkę bardzo ładną, taką Nike'a.
Ona nie jest taka techniczna, jest do biegania, ale to jest taki fajny materiał, taki prawie bawełna.
Coś jeszcze było w pakiecie?
Później, wychodząc z stoisku Erdingera, wziąłem sobie piwo bezalkoholowe, ale chyba tyle.
A, no i chcieliśmy kupić, podeszliśmy jeszcze do stołu Martena, no ale niestety przywieźliśmy ze sobą z Polski czarne żele energetyczne, a nie mieliśmy białych tych z kofeiną.
Chciałem kupić białe, na co pan się uśmiechnął i powiedział, że Dania i Kanada to są dwa kraje, w których oni nie mogą sprzedawać białych ze względu na stężenie kofeiny w tym rozmiarze żelu.
Obok mieli takie izotoniki do rozrabiania i powiedział, że tu jest dokładnie ta sama dawka kofeiny, ale rozrabia się to w 500 ml i to już może być sprzedawane w Danii, a niestety tych białych nie mają.
Moje pytanie, co mam zrobić, to powiedział, że jeśli mam jakiegoś znajomego w Szwecji, to żebym do niego zadzwonił, żeby mi podrzucił, że tak tutaj się to załatwia.
Więc po prostu kupiliśmy jeszcze kilka czarnych i tym razem jedliśmy tylko żele bezkofeinowe.
A to w ogóle taka ciekawostka, bo ja o tym nigdy nie wiedziałam, że w ogóle może być zabronione coś takiego.
Czyli wiesz, pewnie różne takie monsterki i te takie tam, może nie Red Bulle, ale różne takie te napoje, które zawierają dużo kofeiny z jakiegoś powodu są niebezpieczne i jest to jakoś ustawowo regulowane, że nie można takich rzeczy sprzedawać.
Mnie to jakoś nie zestresowało, bo ja czy kofeina czy nie, to już zawsze... Mnie też nie.
Nie mówię, że żele z kofeiną nie działają, ale myślę, że jakbym żadnego żelu nie miała, to może bym się denerwowała, ale tu bardziej potraktowałam to w kategoriach ciekawostki.
Było też duże stoisko Nike'a, było duże stoisko...
Znaczy to było to jego loberen, czyli sklep ubiegowego.
Razem z Nike'iem jakby.
Tam można było sobie zaprojektować swoją koszulkę, były jakieś prasowanki takie podobne jak w Berlinie mieliśmy.
Zresztą ten sam branding, bo wzięliśmy sobie kilka tych takich czerwonych kart Nike'a z napisami fajnymi, czyli coś podobnego co przywieźliśmy z Berlina.
Z ciekawych rzeczy było też do wzięcia takie papierowe gazetki.
To były od organizatora, był wywiad z dyrektorem, były wywiady z biegaczami, z założycielami tych dużych klubów biegowych kopenhaskich, z kimś z Garmina, z Mortena właśnie.
I tam była informacja, że bardzo fajnie jest czytać taką fizyczną gazetę i więc oni postanowili taką gazetę też wydać w dobie wszechobecnej elektroniki i digitalizacji.
I ja sobie tą gazetkę dzisiaj poczytałem.
Fajnie było.
No więc dość szybko odebraliśmy te pakiety.
Było to w zasadzie pierwszy raz spotkanie na żywo, bo znamy się z Zoomów i z internetu, ale na żywo spotkaliśmy się pierwszy raz i muszę wam powiedzieć, że świetne jest uczucie, jak spotykasz kogoś pierwszy raz w życiu na żywo, a masz wrażenie, że znacie się od zawsze, bo tak też miałam.
Porozmawialiśmy chwilę na temat startu, omówiliśmy strategię i żeby też nie przedłużać, bo w sumie było tak trochę chłodno tego dnia, bez słońca, to wszyscy poszliśmy, ruszyliśmy do domu.
Na karboloding.
Na karboloding i na odpoczynek.
Bo w międzyczasie nic tak.
No klasycznie był... Byliśmy po drodze jeszcze w piekarni bułeczki na niedzielny poranek.
Więc klasycznie był makaron z sosem pomidorowym.
Potem jeszcze wyskoczyliśmy sobie do miasta na spacer.
Był ryż.
Z tego się robi taki słodka woda, taki kisiel, który trzeba wypić.
Ja jako członek tej grupy elity mogłem też na stołach swoje bidony zostawić, z czego nie skorzystałem, bo nawet nie wiedziałbym po pierwsze co tam sobie postawić, bo ja całe życie jak wszyscy biegam na żelach i wodzie.
A po drugie, pewnie i tak bym nie odnalazł na odpowiednim stole swojej butelki, a jakbym znalazł to pewnie by mnie chwycił i więcej by mi to problemów przysparzało, więc stwierdziłem, że nic nie daję, wypiłem tylko te właśnie napitki wieczorem i rano i miałem żele przy sobie na trasie.
Muszę powiedzieć, ja wzięłam łyka tego Maurtena i to było takie... No takie glutowata, słodka woda.
I uznałam, że wezmę sobie jednego łyka, ale nie... Jakoś zamuliłoby mnie to i... Nie wiem, czy pomogło, czy nie zaszkodziło, to powiedzmy, że pomogło.
Wyspaliśmy się w niedzielę, start był o 9.30, więc wstaliśmy po siódmej, około siódmej.
Nie, wcześniej, 6.30 chyba był budzik.
No, budzikawca.
Miałem wrażenie, że jeszcze bym pospał.
Ja też bym pospała, ale sąsiad z góry... Podłogi były drewniane i było dość mocno słychać, jak ktoś chodził.
I sąsiad z góry o czwartej, już teraz nie pamiętam, której trzydzieści, bardzo głośno chodził, więc nie wiem, czy był to ktoś, kto działał przy maratonie i musiał już ruszać do pracy, ale pierwszy raz mnie obudził i ten mój sen był taki, niby spałam, ale to takie typowo, jak wiadomo, że coś trzeba zrobić rano, jak trzeba wstać na samolot albo na pociąg, to też ten sen nie jest taki głęboki.
Zebraliśmy się po śniadaniu, poszliśmy pieszo na start.
Oczywiście wcześniej logistyka, bo rzeczy startowe, w których biegniemy, trzeba zabrać, rzeczy, które zostawiamy w depozycie, rzeczy, które wyrzucamy na starcie, więc całe zestawy były, wszystko było spakowane.
Przyszliśmy pieszo na start, 10 minut nam to zajęło, bo nie był duży problem.
Wszyscy mają depozyty po prawej stronie od startu, natomiast ja w ramach tego pakietu Elity miałem namiot po lewej stronie, co było fajne, bo jeśli kilkanaście tysięcy osób oddaje rzeczy do depozytu i wchodzi w strefy startowe, to z drugiej strony będzie luźno, a wejście było z obu stron.
Tylko te wejścia od tej strony nie były takie chyba super, znaczy tam był też pan sprawdzający, jak ja wchodziłam potem do mojej strefy, ale one nie były takie super chyba oficjalne i oznaczone.
No ale po tej stronie właśnie nie polany, gdzie wszyscy biegacze byli i były depozyty i tak dalej, tylko od drugiej strony było luźno, mogliśmy sobie w parku zrobić rozgrzewkę, tam ci wszyscy z elity, Kenijczycy się rozgrzewali, więc my też tam potruchtaliśmy.
Zrobiliśmy te dwa kilometry, potem jeszcze jakieś tam ćwiczenia, kilka takich ćwiczeń i ja już Cię zostawiłam, Ty sobie wszedłeś do swojego namiotu, żeby się tam przebrać i potem jeszcze przebieżki robiłaś.
Tak, jeszcze sobie wyszedłem po przebraniu w buty startowe.
A ja już stwierdziłam, bo tam już zaczynało się w tej strefie robić się mimo wszystko coraz bardziej gęsto, więc stwierdziłam, że wejdę.
Pan sprawdzał numery startowe, bo wpuszczały tylko osoby właśnie startujące.
Co ciekawe, to było, przypomniało mi się, że tak samo było na półmaratonie, ale to jest bardzo fajne, że już jeszcze w strefie startowej jakby po bokach spłyły na przykład stoły z wodą, w kubeczki z wodą, więc można było się, nie trzeba było ze sobą brać butelki wody, tylko można było się napić, to jest uważam sensowne, bo często tuż przed startem, bo to też są nerwy i tak dalej, chce ci się pić.
1 koszulkę wrzuciłam do tego kosza, bo miałam taką koszulkę z krótkim rękawkiem, biegową, starą, znaczy starą z maratonu, który się nie odbył.
Maraton Gniezno, dostaliśmy jakąś reklamę i została ta koszulka tam, a miałam jeszcze potem taki sweterek, który sobie przerzuciłam.
Twoją drogą tak teraz myślę, nie wiem czy kiedyś gdzieś widziałem takie folie jednorazowe, to nie były folie, to były takie poncza cienkie, foliowe.
To jest taka też specjalna folia, jest chyba kukurydziana, te woreczki, które kupujemy
Na psie kubki są takie z tarczbagi.
To jest właśnie z kukurydzianej mąki bodajże, bo ten plastyk jest taki inny, taki miękki.
Grubszy taki też.
Ale najczęściej takie rzeczy dostajesz na mycie, a tu przed przy dawaniu rzeczy do depozytu można było się ubrać.
I było to z logotypem wsparty sponsora, ale bardzo dużo osób widziałam w tej folii na starcie.
W zasadzie to były dwa namioty dla kobiet i dla mężczyzn.
Tam była woda, piwo bezalkoholowe raczej na pobiegu, ice tea, banany były, jakieś batoniki energetyczne.
No i w tych namiotach były po prostu tylko stoły i ławki, więc każdy, kto się przebrał, zostawił swoją torbę gdzieś tam pod ścianą.
Nie było żadnych przebieralni.
Były dodatkowe toitoje i te takie stacje do sikania, żele do dezynfekcji rąk.
Wydaje mi się, że byłem jedynym Polakiem z tej grupy, bo tam widziałem wielu oczywiście Duńczyków, ale byli Niemcy, Brytyjczycy, Amerykanki, była cała grupa z poniżej 2,55 albo 2,32 maraton.
Więc tacy szybsi amatorzy albo też powiedzmy zawodowcy, którzy jeszcze nie biegają tak szybko, np.
I tam też fajnie wszystko było wytłumaczone, bo była obsługa, była taka tablica z rozpiską na 10 minut przed startem.
Zwołali nas wszystkich i takim bocznym przejściem przy żywopłocie wpuścili nas do strefy, w zasadzie do pierwszej strefy.
Po jednej stronie była elita przed nami,
A potem byliśmy my, to była taka duża strefa, więc ja miałem do wyrzucenia koszulkę, ale ponieważ na 10 minut przed ją zdjąłem, to stwierdziłem, że zamiast ją wyrzucać w tym namiocie, to równie dobrze mogę ją z powrotem włożyć do swojej torby i przywiozłem ją do Polski.
Szło dwa razy ją próbowałem wyrzucić.
Bo było przedstawienie elity, kilku osób najszybszych i lokalnych i przed startem nie było żadnej muzyki, nie było odliczania, było tak raczej cicho.
Ja sobie nawet później sprawdziłem, w nagraniu jest zapis całej relacji dostępny i rzeczywiście było tylko odliczanie tam chyba od dziesięciu, ale tak bez fajerwerków.
Był wystrzał z tartera, ale tak...
Ale mi się to nawet podobało, bo muzyka była jak była rozgrzewka, jak już sobie biegałam tam kółka po tej strefie i to była nawet taka muzyka, nie jakaś chamska rąbaninka, ale jakaś taka żwawa, fajna muzyka do biegania, ale właśnie nawet nie przeszkadzało mi to, że było tak cicho, bo można było się na sobie... A ciasno miałaś w strefie?
Mogłaś sobie potruchtać?
Bo zazwyczaj przody stref są zapakowane, a na tyle można sobie jeszcze pobiegać.
Nie, tu ja mogłam dobiec do twojej strefy jakby.
Jak można było jeszcze biegać, zanim ludzie zaczęli się ustawiać, no to normalnie dobiegałam do końca swojej strefy.
A przed startem było bardzo tłoczno w strefie?
Czyli dobrze, bo chodzi o to, że organizator często...
Moim zdaniem było właśnie super, bo było tak, że zupełnie w zasadzie przez żaden moment biegu nie czułam takiego ścisku, który jest taki paraliżujący, że nie zaczyna się robić za dużo.
Ale jak sobie patrzę na filmiki, no to generalnie było tych ludzi sporo, ale nawet mogłam normalnie biegać.
Jakby nie było takiego, że musiałam ciągle uważać, że zaraz właśnie ktoś mi wpadnie.
Tak, można było strzelić rytma.
A tutaj też widzisz na filmiku, jakby miałam przestrzeń dookoła siebie.
Nie było tak, że stoję ramię w ramię, jeden pierdzi obok, drugi się próbuje jeszcze dowiązać.
I bęgaj wszędzie.
Bęgaj, śmierdzi.
Tak, więc to było bardzo wygodne.
Kilkaset metrów po starcie pojawiały się słabo oznaczone wysepki, rozdzielenia ulicy i takie zwężenia.
Nie było ścisku przynajmniej dookoła mnie tam, gdzie biegłem.
Ale pamiętam, że po pierwszych kilkuset metrach, jak zobaczyłem takie słabo oznaczone wysepki, to pomyślałem sobie, o i tam z tyłu w tym tłumie ktoś zaraz skręci kostkę, tak jak ja w Warszawie.
I miałem nadzieję, że to nie będziesz ty.
Nie, ale było faktycznie zwężenia, były nie tylko na początku, one się pojawiały też potem, zarówno zwężenia jak i progi zwalniające.
Czasami progi zwalniające były jakby w tej samej kolorystyce co ulica, że trzeba było jakby widzieć,
Ja miałam taki moment przy punkcie z wodą, że zaczynał się próg i zaczynał się punkt z wodą i ja staram się nie brać zawsze z pierwszego stolika, bo tam jest zawsze najwięcej ludzi, więc próbowałam podbiec trochę dalej
Brak oznaczeń na ulicy to, jak zauważyłaś, przejścia dla pieszych często nie były wyrysowane, progi zwalniające nie były obrysowane, albo ścieżki rowerowe.
U nas się ładuje albo biały, albo czerwony kolor wszędzie.
To jest praktyczne, ale wprowadza duży wizualny chaos w mieście, a tam tego nie ma, więc rzeczywiście te progi nie były obmalowane.
Tak, spokojnie, więc... Ale trzeba...
Patrzeć na czasami podnogi, żeby właśnie nie wylądować na ziemi albo sobie czegoś nie skręcić.
I co jeszcze mówiliśmy też, że były czasami, nie był to idealnie gładki asfalt, trzeba było czasami uważać na dziury.
Tak, były lekkie kolejne, ale był pogryziony asfalt.
Takie lekkie wyrwy, gdzie czasami można byłoby zaczepić w tłumie i może nawet się potknąć czy powrócić.
Więc tak, na to też zwróciłem uwagę, że często biegnąc omijałem te takie plamy, dołki jakieś w asfalcie.
Natomiast było bardzo dużo kibiców na całej trasie.
Były później w drugiej części gdzieś tam w okolicach między 25 a 30 kilometrem były jakieś takie miejsca, gdzie było trochę luźniej.
Ja bym powiedziała, że było tylko między 30 a 32.
To który był?
To był 32?
A poza tym cały czas byli ludzie.
Zresztą trasa jest poprowadzona, bardzo skręta poprowadzona jest po mieście.
Raz tylko się właśnie wybiega przez chwilkę na taki wiadukt.
Zresztą na półmaratonie też, to jest 13 km chyba na półmaratonie, jak dobrze pamiętam.
A poza tym wszędzie w mieście, wśród ludzi i to było bardzo fajne.
I rzeczywiście te strefy kibiców były niesamowite.
Ja zapamiętałem na 14. kilometrze na moście właśnie ta grupa NBR-u miała swój punkt kibica.
To oni robili szał taki, że... Tam było ciasno, tam byli poprzebierani za jakieś superheroes, biegali, tam byli fotoreporterzy, były race odpalone.
To ja akurat rac nie widziałam, ale pamiętam z ubiegłego roku zdjęcia.
Było dokładnie tak samo.
Ja jak przebiegałem, to myślałem, że musiałem się wpatrywać w asfalt, żeby się nie przewrócić, bo nagle zrobiło się jak w tym dymie czerwonym zupełnie ciemno.
Więc to było.
Na pewno Adidas Runners miał chyba ze dwie takie... Ale bardzo małe były te.
Po porównaniu na przykład do strefy Adidasów w Poznaniu, to uważam, że Copenhaga była bardzo cicha.
NBRO w bardzo wielu miejscach na asfalcie miało wysprejowane swoje logo.
W całym mieście banery Nike'a, takie porozwieszane, czerwone, z różnymi fajnymi napisami.
Zresztą ludzie też trzymali te tabliczki.
Jak miałem w pewnym momencie mocny kryzys i naprawdę już byłem pewny, że się za chwilę zatrzymam, na chwilkę, żeby się porozciągać, to zobaczyłem napis You didn't sign up to stop.
To w ogóle bardzo dużo.
To też chyba jest taka...
Moda, która przyszła w ostatnich latach i prawdopodobnie to przyszło bardziej jeszcze ze Stanów, bo pamiętam, że kiedyś jak biegaliśmy maratony, nie wiem, pierwszy, drugi czy trzeci maraton w Berlinie, to było bardzo dużo kibiców, ale absolutnie nie było tych właśnie takich plakatów z różnymi śmiesznymi napisami.
A teraz to jest prawie wszędzie i tutaj też bardzo dużo tego było.
No dużo było po duńsku, więc niewiele rozumiałam, ale po angielsku dużo było związanych ze strawą.
Właśnie dzisiaj z dziewczynami na KB o tym rozmawiałyśmy, że strawa też się zrobiła takim naprawdę...
Było, ja właśnie zauważyłam, co mnie rozbawiło.
No tam typowo uśmiechnij się jak nie masz na sobie bielizny.
I co było fajne, właśnie hot girls are running maraton czy coś takiego.
I idealnie, bo zobaczyłam tą dziewczynę dwa razy.
I zabawne, że z całej tej grupy, ekipy ludzi, dwa razy udało mi się ją wychwycić.
I ona też, bo ja na nią spojrzałam i jej tam kiwnęłam, ona mi.
Jeszcze było, nie pamiętam... Aha!
No i też się uśmiechnęłam do tej dziewczyny i jej tak piątkę przybiłam i ona od razu zaczęła krzyczeć.
I coś jeszcze było.
I był jeden, wyobraźcie sobie,
Stała dziewczyna, bardzo wpatrzona w biegaczy, z napisem po polsku, wierzę w Ciebie.
Tak, więc zobaczyłam, że jest ewidentnie dopingującą osobą z Polski, więc było miło zobaczyć polski akcent na takich placach.
Selektywny doping, tylko dla tych, którzy biedzą.
Ale bardzo tego było dużo i muszę powiedzieć, że kibice byli niesamowicie zaangażowani.
To, że Duńczycy są mocni w kibicowaniu.
Pamiętam, pierwszy raz zobaczyłam właśnie na chyba moim drugim maratonie w Berlinie.
Wtedy jak jeszcze na Berlin można było się normalnie zapisać, nie było tylu startujących, to bardzo się wybijali z tłumu kibice z Danii, bo było ich bardzo dużo, byli bardzo głośni i mieli też flagi duńskie.
Więc tutaj się potwierdziło, że są bardzo dobrze w kibicowaniu.
Mam w ogóle wrażenie, że też całe miasto kibicowało.
Nie czułam, żeby byli ludzie, którzy, nie wiem, krzyczeliby, że miasto jest zakorkowane.
No oczywiście jest metro, ludzie też jeżdżą rowerami, więc widziałam ludzi przemieszczających się wzdłuż naszej trasy normalnie rowerem gdzieś tam z boku i nikt nikomu nie przeszkadzał i taka była bardzo dobra energia.
Ja jeszcze z napisów kilkukrotnie widziałem takie żółte, duże napisy SMILE i one się powtarzały i nie wiedziałem o co chodzi, a później wyszło na to, że to były miejsca, w których były ustawione kamery.
Tak, to było SMILE YOU'RE GOING LIVE czy coś takiego.
I wtedy sobie pomyślałam, aha, może to jest relacja na żywo i może, nie wiem,
Na czternastym, dwudziestym pierwszym i trzydziestym piątym były przy bramach kamery, które potem każdy z nas dostał filmik z taką relacją z biegu, gdzie można było siebie zobaczyć.
Tak, takie półtorej minuty, gdzie były podane międzyczasy, ujęcia właśnie jak się przebiega.
No tak jak mówiliśmy, jeśli chodzi o trasę, bardzo kręta, co akurat jakoś specjalnie mi nie przeszkadzało.
Nie było takich wrednych, długich, prostych.
Te zakręty jakoś... Mi bardzo pomagały te zakręty.
Tak, a tym bardziej, że było dość wiecznie.
Były momenty, gdzie naprawdę wiatr zaczynał przeszkadzać, więc jeśli były ciągle zakręty, to jednak ten wiatr, jak przeszkadzał, to za chwilę wiał z boku albo z tyłu, więc to było okej.
Czasami wyjrzało słońce i było ciepło.
Zgubiłam wątek.
Punkty były co 4-5 kilometrów.
To był taki stały zestaw.
Były te stoły elity.
Od czasu do czasu tak po prostu były poustawiane też stoliki z butelkami oznaczone jako woda dla elity.
Ale ja zauważyłem, że w pewnym momencie po prostu ludzie podbiegali i brali sobie te butelki, bo zakładam, że większość z elity już przebiegła.
I była przed nami, więc ja też kilka razy złapałem sobie butelkę, mogłem się spokojnie polać, napić, bo tak to było z papierowych kubeczków.
Nie wiem czy coś jeszcze było na punktach, ja brałem tylko wodę, izotoników nie łapałem.
Był izotonik, bo ja raz myśląc, że piję wodę, wzięłam izotonik i to był taki typowy, trochę proszkowy tego high five, bo to był sponsor IZO.
Była woda.
Od 19 do 32 kilometra na punktach były też żele energetyczne, czyli 19, 8, 32.
Były też zraszacze.
Na każdym punkcie był prysznic.
Ale takie... I przebiegałem przez prawie każdy.
No, ja przez żaden, bo ja... Ale ono było takie małe, tak tylko na jedną trzecią ulicy może.
Nie takie bramy wodne.
Na szczęście można było, jak się nie chciało, to można było to ominąć.
To była taka w zasadzie przyjemna... I zawsze po prawej stronie.
To było doskonałe, bo moja prawa łydka musiała być chłodzona, więc idealne.
Były banany też.
Żele chciałam powiedzieć, że przepraszam, były 19,8 i 32,4.
Tam były żele.
I były też... Nie zauważyłam, czy namioty medyczne były na każdym punkcie.
Chyba nie.
Na pewno były tabliczki wazelina, teraz mi się przypomina.
No i była wazelina, tak.
Raz nawet chciałam złapać, bo po prostu stał taki duży słoik czy taki duży pudełeczko z wazeliną i każdy mógł sobie grzebnąć i przeszło mi przez myśl, bo zaczęłam czuć, mam jedno jedyne miejsce, które sobie obtarłam bardzo lekko, ale jednak pod pachą.
I przypomniałam sobie w trakcie, że miałam i miałam sobie posmarować wazeliną, ale przebiegając jakby nie udało mi się tam
Ale fajnie, że była, bo myślę, że dużo osób mogło z tego skorzystać.
Ja też między innymi dlatego nie przebiegam, jak nie jest bardzo gorąco, przez takie kurtyny wodne, bo boję się, po pierwsze, wydawało mi się, że było na tyle spokojna temperatura, bałam się, że jak się obleje, to będzie mi za zimno, a po drugie potem boję się zawsze obtarcia.
To nie, to ja nawet na każdym punkcie z wodą jeden kubeczek leciał na tył na łydki.
Na te kostki moje, więc jakoś nie myślałem o tym, że mogło być z tego obtarcia.
Więc ja łapałem tylko wodę, miałem przy sobie osiem żeli.
Zjadłem sześć i muszę powiedzieć po raz kolejny spodenki z serii Nike Trail te Half Tied są super, bo miałem telefon przy sobie z tyłu w kieszonce, miałem telefon po trzy żele z boku na udach w takich kieszonkach siatkowych i z przodu dwa jeszcze dodatkowe zapasowe gdyby trzeba było.
Nie biegłam maratonu w spodenkach trailowych, których biegałam teraz ostatnie 4 czy 5 maratonów i właśnie ze względu na wszystkie bardzo wygodne kieszonki i ilość ich i możliwość włożenia tam wszystkiego, ponieważ na któryś raz już, a teraz przy okazji półmaratonu w Poznaniu, który był tym pierwszym biegiem od dawna, który
Dzień dobry.
Co zabawne, Ania, z którą biegłyśmy półmaraton, powiedziała, że miała dokładnie w tym samym miejscu obtartę.
I Monika, która biegła w Kopenhadze, przyszła do nas i miała obtartę.
Dlatego ja z strachu przed bólem, który się... Bo jak biegałam teraz po półmaratonie w tych spodenkach i miałam telefon, to czułam, że tam się coś jeszcze odzywa.
Więc uznałam, że one po prostu chodzi o to, że one są dość gruby materiał i dość przylegają do ciała i wydaje mi się, że po prostu przy tej ilości kilometrów z telefonem to się, no automatycznie się coś takiego zrobi.
Więc zabrałam ze sobą jeszcze spodenki wyżej wymienionego SciSky'a, które mają dwie kieszonki z boku i jedną z tyłu, przy czym ona jest taka dość mała.
Więc wiedziałam, że nie mogę zabrać za dużo.
Zjadłam żeli cztery, bo jeden mi wypadł z dłoni.
Nie, jak otrzymałam, bo ja sobie już zawsze muszę coś trzymać w ręce, więc tutaj był to żel i próbowałam przełożyć sobie z jednej ręki do drugiej, żeby otworzyć i wtedy mi wypadł.
Ja zębami zawsze otrzymałam.
Ja staram się, znaczy różnie, ale tu akurat chciałam sobie przełożyć z ręki do ręki i
Moment, w którym wypadł, pomyślałam sobie, kurczę, no zatrzymywacie, bo jednak nie wzięłam dużo żeli.
Ja normalnie brałam żeli siedem.
Tu wiedziałam, że nie będę też biegła bardzo mocno.
To co prawda jest trochę głupie, bo nie wiedziałam co będzie i wiedziałam, że może szybciej będę głodna, bo nie biegałam takiego dystansu.
Ja miałam teraz bardzo rozkręcony metabolizm nagle, jak wróciłam do trochę dłuższych dystansów.
Ale bilans, jak sobie zaczęłam myśleć cofać się, czyli będę musiała się zatrzymać, odwrócić, kucnąć, to się bałam, że już nie wstanę, więc stwierdziłam, dobra, najwyżej mam jeszcze dużo tych żelków, bo żelki sobie tak podjadałam w trakcie, zjadłam też kilka przed startem.
Zabrałam ich może, nie wiem, z 20, bo pomieszałam sobie smaki, włożyłam do jednego woreczka i po prostu wyciągałam z kieszonki
Zastanawiając się, jaki będzie smak.
To był 26 kilometr.
Śmiałam się, że potem z mety od razu pójdę na 26 kilometr i będę szukała czarnego, nieotwartego Maurtena.
Pod koniec już pewnie będzie.
Ale nie byłaś głodna, nie czułaś żadnego głodu?
Na każdym punkcie brałam wodę.
Raz wzięłam właśnie przez przypadek izotonik, który był całkiem niezły, ale się zdziwiłam, bo spodziewałam się wody, a to był nagle słodko-słony izotonik.
Nie czułam w ogóle też takiej potrzeby, nie było mi za gorąco.
Tak jak mówiłam... To ja ugotowany lałem na siebie.
Połączenie słońca z wiatrem było na tyle dobre, bo było chłodno, no nie mówiliśmy na początku, było jakieś 6-7 stopni na starcie.
Zresztą mówiłam tobie to też, było coś, co zauważyłam.
Nie jeździły, znaczy ja na przykład nie widziałam żadnej karetki jeżdżącej po trasie, ani też nie widziałam ludzi, którzy by zatrzymywali się lub mdleli ze względu na ciepło.
Bardziej jeżeli widziałam, że ktoś się zatrzymuje, to jedną panią widziałam, która wymiotowała, no ale to jest kwestia często, nie wiem, po prostu żołądek albo żel i takie tam.
A większość osób, które widziałam, które się zatrzymują, to rozciągały na przykład skurcze.
Ale nie było takiego tego typowego, co się dzieje, jak jest po prostu już powyżej jakiejś temperatury, gdzie bieganie maratonów dla mnie jest bezsensowne i jest po prostu niezdrowe.
Tu ta temperatura była doskonała i miałam coś takiego, że trochę się bałam tego wiatru.
Zresztą pamiętam, że jak na starcie mówiłam, że boję się, że wzięłam za lekką koszulkę.
Bo wydawało mi się, że jest zimno, że jakby jednak mimo... Ja miałam rękawki, no i te rękawki sobie kilka razy sunęłam, potem był moment, że zrobiło mi się zimno, więc sobie je podciągnęłam, więc to jest akurat ogromny plus rękawków, że można sobie się nimi bawić.
Jak jest ciepło, ściągnę, jak jest gorąco, to na końcu jednego już ściągnęłam w ogóle i sobie go trzymałam w dłoni, a z drugiego zrobiłam jej scenerze.
Ponieważ się polewałem wodą, to miałem je mokre, bo zsunąłem je do nadgarstków i były całe namoczone, zimne, więc sobie czoło wycierałem co jakiś czas.
Doskonale, bo że właśnie ten wiatr, że nawet jak był momentami wiatr i były momentami te podmuchy dość mocne, to zazwyczaj pojawiał się ten mocny wiatr w momencie, w którym czułam, że zaczyna mi się robić troszeczkę ciepło.
Przed zbliżającym się punktem była zawsze informacja, że 100 metrów, że zaraz się zacznie.
Co też lubię, bo możesz się już na to przygotować, nie wiem, wyciągnąć żel, nie wiem, żelka, cokolwiek tam chcesz przed tą wodą zrobić.
I było w ogóle oznaczone, że teraz się zaczyna strefa brudna, że można tutaj śmiecić, że tu zostawiasz kubeczki, żeby nie zabierać tego dalej i nie wyrzucać poza tą strefę.
Przypomnę sobie.
Tak, była jedna taka tabliczka.
I potem było... Znaczy była cały czas.
Ona była na każdym punkcie, że tu się zaczyna strefa brudu i potem na końcu tutaj się kończy strefa... Tu już nie wyrzucaj.
Dużo osób się tego trzymało.
Potem widziałam, gdzieś mi się wyświetliła, bo przypomnij sobie, jak w poniedziałek szliśmy już w stronę metra, to szliśmy ulicą, gdzie bardzo dużo żeli leżało na ulicy i widziałam, gdzieś mi na Facebooku wyskoczył post
Że właśnie mieszkańcy napisali, że no, chyba pod postęp maratonu w Kopenhadze, że no, ale ulice powinny być od razu posprzątane.
No i ktoś tam napisał, no nie, ulice były od razu super, było czysto, a ktoś inny napisał, że jeżeli biegacze trzymaliby się tych stref czystych, to by nigdzie nie było śmieci, no ale zazwyczaj jakby nie je się żeli tylko wtedy, kiedy są punkty z wodą i jakby, no ja to rozumiem.
A propos stref brudnych, to miałem taką nieprzyjemną sytuację.
Pokrótce opowiem, bo to może być taka zabawna anegdotka, a dla mnie wtedy nie była zabawna.
Jeszcze wcześniej rozmawialiśmy sobie o tym, że te wszystkie skandynawki to mają taki kolor, one tak charakterystycznie się opalają pewnie od tego wiatru, one są takie trochę pomarańczowe, takie śniadę blond, ale pomarańczowe.
Był to kilometr 25, około 25 plus.
Ubrana była w takie lekko atletyczne gatki, takie bardzo skąpe, więc więcej tam było odkryte niż zakryte.
W topik taka, no widać, tak mocno biegła, taka była, miała warkoczyki ciasno splecione, blondynka taka młoda, zgrabna właśnie w tych gaciach.
Później sprawdziłem, ona z Islandii w ogóle była.
Wyprzedziła mnie i tak widać było, że taka jest mocna.
Ja już tam zwalniałem, ledwie żyłem, a patrzyło się na te takie nabite plecy i to, o czym wcześniej mówiliśmy, że pomyślałem, że pewnie jakaś narciarka, Marit Björgen jakaś, albo jakiś High Rocks, bo była taka mocna właśnie w tym, takie ciało miała mocne, tak przynajmniej biegła.
Ja już tam byłem bardzo słaby.
No i w pewnym momencie, biegnąc, skręciła nagle w prawo
Na pobocze tam był taki zielony skwerek za płotkiem i była kilka metrów przede mną, więc ja się z nią zrównałem i widziałem jak kuca.
No przebiegłem i nie wiem dlaczego, miałem taki proces myślowy.
Pierwsze co pomyślałem, no zachciało jej się dwójkę, a później pomyślałem, no nie, no to kobieta, to pewnie sika.
No i tyle, pobiegłem dalej.
I jedzie obok mnie na rowerze jakiś facet i zaczyna... I słyszę, ta dziewczyna mnie chyba dognała, bo za moimi plecami słyszę, jak ona do niego mówi I just shit myself.
A on w takiej euforii, żeby ją chyba zdopinkować.
Ja myślę sobie, jakie great?
Pani mnie wyprzedziła, no i niestety robiła to w pośpiechu, nie miała papieru i było widać, co robiła.
To chyba był jej trener, zaczął jechać obok niej, dały jej jakieś chusteczki, żeby się powycierała.
No i był nieprzyjemny jakiś kilometr czy dwa, gdzie biegliśmy w podobnym tempie, a ona dwa metry przede mną, nie mogłem ani zwolnić, ani przyspieszyć i miałem taki paskudny widok przed sobą.
A wiecie, że przed chwilą jeszcze była zgrabna.
Z młodej, wysportowanej, w lekkoatletycznych gadkach nagle chciałem, żeby mi zniknęła z oczu, bo nie wyglądało to najlepiej.
No i zrobiło mi się ciężko.
To właśnie chwilę przed tym podbiegiem, o którym mówiliśmy tam przed tym wiaduktem na 32. kilometrze.
Zrobiło mi się ciężko, więc wzrok wbiłem w asfalt.
Więc kolejna myśl moja, mam nadzieję, że już mnie drugi raz nie wyprzedzi, bo nie zniosę tego widoku i takiego wyskakiwania na pobocze co chwilę.
No niestety zdarza się, jak widać, nie było to przyjemne dla niej, nie było to przyjemne dla mnie, dla innych biegaczy i dla kibiców, ale później sprawdziłem, jakieś 10 minut za mną, ponad 10 minut chyba miała, ale dobiegła, więc pomimo tych problemów wyglądała bardzo mocno, ale problemy żołądkowe pokrzyżowały jej plany.
Jelitowe bardzo.
Ale dobiegła, więc tak.
Był jeszcze chłopak, który mi proponował żele.
Zatrzymał się i chyba, to też tak sympatycznie, chyba już miał dość tego biegu, ale jak zobaczył, że biegnę, to zapytał, czy chce żele, które on ma przy sobie, bo już nie będą mu potrzebne.
W ogóle mam wrażenie, że było miło.
Po pierwsze dookoła nie było, bo jakby zacznijmy od tego, że chwilę jeszcze a propos samego biegu.
Bo przecież u mnie wcale nie było powiedziane, czy ja w ogóle dobiegnę, ponieważ moje przygotowanie było bardzo liche.
Wybiegań nie było praktycznie żadnych, bo półmaraton był pierwszym takim w Poznaniu, był pierwszym takim biegiem.
Czuję, że będzie ok.
Bardziej się bałam tego, że po prostu mogę nie dać rady wydolnościowo, że po 22 zacznę czuć to takie charakterystyczne zmęczenie mięśni.
No po prostu jak jest się niewybieganym, ja też nie robiłam potem nagle codziennie 15 km, tylko te moje dystanse nadal były dość niewielkie.
No ale na początku jakby miałam postanowienie takie, że nie trzymam się żadnego tempa, nie patrzę też za bardzo na zegarek, bardziej na starcie, żeby nie przepalić, nie polecieć za bardzo, za mocno.
No tylko też nie ustawiłam się z żadnym pacemakerem, tylko po prostu biegnę, co mi mówią nogi.
No po prostu zaczęłam tak, żeby wiedzieć, że akurat na pierwszym kilometrze sobie spojrzałam, pierwszy kilometr miałam w 4.44, to zapamiętałam, bo się uśmiechnęłam jak to zobaczyłam i po prostu czułam, że będę zobaczyła na pierwszych pięciu kilometrach, żeby to było takie tempo, które mnie nie męczy, że ja sobie biegnę, ale ono mnie nie męczy bardzo.
Po prostu wsłuchałam się w siebie, jakby naprawdę ten zegarek był i ja tam mniej więcej patrzyłam, ale bez żadnego ciśnienia.
Potem w pewnym, jakby na drugim kilometrze, nie wiem, powiedzmy pobiegłam 4,37, a kolejny był 4,39 i na trzecim kilometrze, bo te pierwsze 5 kilometrów sobie tak śledziłam, stwierdziłam, jak już pojawiła się myśl, że ojej, zwolniłaś, to stwierdziłam, nie, w ogóle co to jest, jakby po pierwsze trzeci kilometr, kwestia dwóch sekund, a nie patrzę na to.
No i obok mnie się kręciła też taka duża ekipa tego NBRO, bo oni mieli, tak jak Marcin przed chwilą mówił, nową kolorystykę Nike'a, oni byli bardzo widoczni.
Po pierwsze mieli takie swoje to logo, po drugie wszyscy byli tak samo ubrani, dziewczyny miały czerwone lekkie spodenki i te koszulki, jakby byli widoczni.
I to była taka duża grupa, tam było, nie wiem, z 4-5 dziewczyn, 5 chłopaków i oni mi tak całkiem pasowali, więc tak się obok nich kręciłam.
Też jakby taka duża grupa sprawia, że jak jest wiatr, to właśnie trochę Cię chronią, jak jest jakaś wysepka, to Ci pokażą i tak stwierdziłam, że się trochę będę ich trzymać.
I w zasadzie nie mając żadnego planu, czy ja będę z nimi biegła 5 km, 10, 2 czy do końca, to tak trochę ich czasami biegłam przed nimi, czasami biegłam dużo za nimi, ale potem do nich znowu równałam.
14 km, gdzie mieli swój punkt kibica, to tam ludzie oszaleli.
Tam też wbiegła jedna dziewczyna na trasę, która jak potem znalazłam ją na Instagramie, okazało się, że... ale miała numer startowy, jakby to było wszystko oficjalnie, tylko po prostu wbiegła na 14 km jako pace.
Niektórych dziewczyn było już coraz mniej, jakby widać było, że ta grupa się kruszy, że ona się coraz bardziej rozwala, ale na przykład ta dziewczyna, która weszła na tym 14 kilometrze, była niesamowita, bo ona... Widać było, że w ogóle ten bieg jakby jej nie sprawiał żadnego trudu, ona w ogóle tak na paluszkach lekko biegła, też takie mocne...
No i tak jakoś wyszło, że cały czas ich miałam gdzieś tam, szczególnie tych facetów, bo potem to już było trzech facetów i jedna blondynka.
Jakby ja nie wszystko rozumiałam, ale coś tam próbowałam wychwycić.
Przeszło mi przez myśl, żeby go zapytać, że na jaki czas wy w ogóle biegniecie, bo ja nie wiedziałam, ja nie patrzyłam i miałam go zapytać, czy wy biegniecie na co, ale stwierdziłam, że nie będę ich tam, nie będę im przeszkadzać, w końcu jakby ja się tu trochę dołączyłam tak na Janusza.
I na samym końcu właśnie zostało, był taki moment, że ja ich wyprzedziłam i biegłam przed nimi, ale to był ten moment między 30 a 32, gdzie tych kibiców było bardzo mało, gdzie pod tym budynkiem przebiegaliśmy.
I zestresowałam się, bo przypomniałam sobie, jak ten moment bardzo mnie zmęczył na półmaratonie i w głowie mi przyszło, że teraz będzie ciężko i mimo, że czułam, że mogę biec przed nimi, to zaczęłam zwalniać i dopiero jak oni się ze mną zrównali, to zaczęłam z nimi biec, bo uznałam, że muszę się ich trzymać tak do mety i znowu trochę ich wyprzedzałam, trochę zostawałam z tyłu, ale po prostu czułam, że to jest dobre tempo.
Ta dziewczyna blondynka zaczęła jednemu cały czas coś krzyczeć i mimo, że nie znam duńskiego, to domyślam się, że to było, nie wiem, zwalniam, nie mam sił.
Pomyślałam sobie, że ja prawdopodobnie bym tak wrzeszczała, jakbym czuła... Poczekajcie.
No i widziałam, że jeden z tych chłopaków, dwóch było z przodu, a jeden tak trochę się cały czas obracał i widać było, że chcę jej ewidentnie trzymać tempo, nie chcę za bardzo zwalniać, bo wie, że jak zwolni, to ona też nie będzie ciągnąć.
Ja ich na 40 i pół wyprzedziłam, oni za mną dobiegli, ale na mecie ich złapałam i podziękowałam, bo po prostu miło mi się z nimi biegło i tak się czułam.
Nie wiem, no po pierwsze fajnie w grupie, fajnie animowali kibiców.
Bardzo dużo też słyszałam swoje, bardzo często słyszałam swoje imię, bo dodajmy, że numery startowe w moim przypadku, ty miałeś nazwisko jako Elita, w moim przypadku i w przypadku innych biegaczy numer startowy był mały, a bardzo duże było imię, więc ludzie nawet nie znający krzyczeli moje imię, co też było bardzo miłe, bo to jednak momentami wybija z takiego transu.
Zastanawiałam się właśnie, jak będą tutaj krzyczeć.
No, dobiegłam, dobiegłam, bo to tak jeszcze, żeby dokończyć historię.
Bardzo się sama zaskoczyłam.
Stopa nie bolała ani razu.
Zmęczeniowe bóle mięśniowe, te, które pojawiają się przy mocnym maratonie na jakimś, nie wiem, trzydziestym piątym, szóstym,
Poczułam na 40. kilometrze, że zaczyna mnie boleć udo z przodu.
Trochę czułam duży paluch u lewej nogi, że prawdopodobnie dzieje się tam jakiś bąbel i to są te takie rzeczy, których też się bałam.
i ukończyłam bieg w czasie 3.18.14 to jest tam średnia 4 bodajże 41 i tak patrząc po wynikach nie pamiętam kiedy pobiegłam tak równy maraton od początku do mety praktycznie było 4.41, 4.42, 4.42 więc bardzo, bardzo, bardzo równo i nie wiem czy to
Po części pewnie zasługa chłopaków, bo oni po prostu biegli tym tempem i tam trzymali się konkretnego.
Ja nie wiem, oni prawdopodobnie 3,20 chcieli łamać, bo dobiegli na metę chyba 3,19 coś.
Ale bardzo, bardzo dobrze się biegło.
Mi właśnie bardzo pomagało to, bałam się tego na początku, że ta trasa jest tak zakręcona, bo wbrew pozorom nie było długich, męczących, ciągnących się, długich.
Ja też kilka razy wyciągnęłam w trakcie biegu telefon, żeby nagrać jakieś takie rzeczy, bo dużo się rozglądałam na tym biegu, mogłam się rozglądać albo byłam świadoma i widziałam różne rzeczy, to dobiegłam na metę i pomyślałam sobie, o dobra, zaraz napiszę do Ciebie, czy już jesteś, a Ty na mnie czekałeś, bo Elita B na metę miała blisko, więc udało Ci się wejść na metę, żeby mnie złapać.
Tak, to dokładnie po tym jak dobiegłem wszyscy byli kierowani do przodu, a my z elity od razu na prawo tym samym wejściem, którym weszliśmy do strefy startowej z mety z powrotem nas kierowano do namiotu.
No w namiocie niewiele więcej było.
Piwo bezalkoholowe, już otwieracze się pojawiły, można było sobie wypić piwo, zjeść banana, batonika.
Dobrym wyjściem było zabranie ze sobą gatek na zmianę, skarpetek, ciepłych rzeczy.
To zawsze tak miło się ubrać w czyste, ciepłe rzeczy po takim biegu.
Przebrałem się i zapytałem, czy ja mogę, mówię, że moja żona jeszcze biegnie i za chwilkę będzie, bo zobaczyłem, że byłaś już na 35. odkliknięta, że zaraz będziesz.
I tam facet mi powiedział, tak nie ma problemu, jakby ktoś nie chciał w pana wpuścić, to proszę numer pokazać startowy.
Więc poszedłem, mogłem sobie spokojnie stać i obserwować jak ludzie wbiegają, właśnie tacy biegacze między 3.05 a 3.15 i muszę powiedzieć, że wielu było takich ładnych, uśmiechniętych młodych ludzi, całe grupy sobie wbiegały.
No nieładna była jedna pani, która dobiegła i tuż przede mną zwymiotowała
Taką ilością płynu jakiegoś i zrobiła to chyba z pięć razy.
Nie wiedziałem, że w człowieku może tyle tego być.
Aż podeszli ludzie, jacyś medycy i tam ją próbowali ogarnąć, bo ona nie potrafiła tego zatrzymać.
Ale większość ludzi to tacy właśnie jacyś ładnie uśmiechnięci, ładnie ubrani.
Tak pozytywnie patrzyło się na tych biegaczy.
No i wychwyciłem cię jak tylko wbiegałaś, więc wyszedłem.
To było bardzo fajne.
A jeszcze, bo my się też umówiliśmy, że jakby coś się działo, no to że Marcin mi napisze, więc przyznaję, że jak wyciągałam ten telefon, żeby nagrywać, a zrobiłam to tam z pięć razy, to zawsze jednym okiem patrzyłam, czy nie ma tam żadnej wiadomości i przynajmniej czułam spokój, że wiem, że wszystko jest dobrze, bo skoro nie piszesz, o ile nie padłeś i nie możesz sam napisać, a zakładałam, że nie, to wiedziałam, że wszystko jest dobrze.
A potem na mecie zobaczyłam, właśnie moja mama zawsze nas śledzi i wysyła wiadomości, więc... Bo zawsze też proszę ciebie, jak dobiegniesz, bo gdybyśmy się nie spotkali, my też ustawiamy zawsze, że gdzie się zobaczymy, to zawsze chcę już na mecie dobiegając wiedzieć, że jesteś świadomy, napisałeś i tak dalej.
No ale nie musiałam patrzeć w telefon, bo byłeś ty, więc razem już poszliśmy.
I ta cała polana zamieniona była po prostu w jeden wielki piknik.
Ludzie sobie leżeli na kocykach, tam były jakieś food trucki.
Ale pamiętasz, że jak wychodziliśmy przez tą bramę, to tam już stał ochroniarz, który nie wpuszczał i bardzo dużo ludzi czekało na swoich... Tak, to pewnie był taki punkt spotkań.
Ale fajny był ten klimat, bo to w parku gigantyczna taka polana i tam sobie ludzie siedzieli.
Aż ciężko było dojść do...
I depozyty, namioty depozytów były już na tej polanie, tam gdzie każdy w zasadzie mógł przyjść, więc to też było fajne.
Co ciekawe, jak doszliśmy już do mojego depozytu, to w ogóle worki były pięknie posegregowane.
Co też powiedzieliśmy, worki miały takie specjalne miejsce, taką folijkę, gdzie trzeba było włożyć swój numer.
Usiedliśmy sobie na trawie, ja się poprzebierałam.
Poleżyliśmy sobie chwilę, bo tak było fajnie, tak ciepło, zimno, że w słońcu było ciepło, jak jeszcze dookoła nas nagle się zrobiło bardzo dużo ludzi.
No miło było sobie poleżeć, wypić Red Bulla, jak wszystko bolało.
To było sobie tak, to się zrobiło przyjemnie.
Gorzej było, bo wiecie, jak to jest, jakby bólowo nie było najgorzej, ale jak się na chwilę zatrzyma, to potem znowu w stanie jest do końca.
No, ja miałem problemy.
Dużo też było food trucków, co widzieliśmy od rana.
Było mnóstwo od rana samochodzików, takich mikro włoskich skuterków z kawą.
Więc jak ktoś chciał, to też mógł tam, całe rodziny mogły sobie przyjść i tak naprawdę zrobić sobie piknik.
Ja się przebrałam, ogarnęłam, spakowałam i ruszyliśmy w stronę jednego miejsca.
SySky robił taką afterparty.
W pubie, w restauracji w zasadzie, w takim miejscu.
A że było w miarę blisko, to stwierdziliśmy, że sobie idąc i rozmawiając, opowiadając sobie historię, przyjdziemy.
Tam na miejscu był izotonik, batony proteinowe.
Były lodówki z piwami bezalkoholowymi.
No i każdy z medale mógł jeszcze jedno piwo w barze sobie odebrać.
Zjedliśmy tam jakieś frytki, burgera zjadłem.
Na zewnątrz była sauna, takie recovery, była sauna.
Który też całkiem nieźle, 2,40 kilka pobiegł.
Jakoś tak sympatycznie było.
Nie było za dużo ludzi.
Nie, nie, ale była taka przyjemna atmosfera.
Potem się spotkaliśmy z Moniką, która dobiegła robiąc życiówkę i bardzo
Jeszcze Monika zrobiła to w tak pięknym stylu, że w ogóle do końca wyprzedzała ludzi,
Śmiałam się, bo w pewnym momencie mówiłam, że za dużo było kibiców i nie miała jak wyprzedzać, więc domyślacie się jaka tam była energia.
A skoro już mówię o dziewczynach, no to Michalina też zrobiła wspaniały wynik 3,41.
Weźmy pod uwagę, że to był maraton w Atenach, więc to też jest inna trasa.
Ale mówię o tym dlatego, że dziewczyny zrobiły po prostu kawał świetnej roboty i to przede wszystkim im się należą gratulacje, bo robiły każdy trening, robiły to też z wielką motywacją i z taką radością i wydaje mi się, że to jest też najważniejsze, żeby chcieć to robić no i wyniki mówią same za siebie, więc
Byliśmy tam akurat w SciSky'u razem z Moniką i z Arturem.
Ja zjadłam, był specjalny special maratońsko-dniomatkowy, bo w Danii, między innymi w Niemczech, też był Dzień Matki tego dnia.
Były lody, takie świderki kawowe w kruasancie można było zjeść, wspaniałe to było.
No, trochę się doogarnęliśmy i... I wieczorem wyszliśmy jeszcze sobie na spacer i kolację.
I wieczorem wyszliśmy jeszcze sobie zobaczyć do części takiej, w której nie byliśmy.
Wieczorem jeszcze w ogóle długi spacer do centrum i mając 66 tysięcy kroków, ja to był chyba mój w ogóle rekord ever, wróciliśmy zmęczeni, ale zadowoleni.
Tak, fajnie było.
Oczywiście noc zarwana, w moim przypadku zawsze z niedzieli na poniedziałek po maratonie, zresztą po wielu biegach.
Słabo mi się śpi, więc Garmin mi dał tam jakieś 40 punktów.
Słabo było, no ale fajnie było w poniedziałek rano pójść sobie...
Byliśmy w Atelier September w tej drugiej lokalizacji.
Dwa lata temu byliśmy w tej pierwszej, w centrum.
Teraz byliśmy w drugiej.
Potem byliśmy jeszcze w takim miejscu Grot, które to jest sieć miejsc, które się specjalizują w owsiankach.
Na Wytrawnie, bardzo fajne miejsce, więc zjedliśmy sobie dobre, pożywne owsianki.
Tak, jeszcze sobie zrobiliśmy spacer, byliśmy w sklepie biegowym właśnie, żeby zobaczyć, czy tam jeszcze czegoś nie ma ciekawego.
I tak, po 11.00 ruszyliśmy, nie wiem, chwilę przed 11.00 ruszyliśmy na lotnisko, żeby być na miejscu i wróciliśmy do Gdańska.
Czy ty jeszcze chcesz coś odnośnie swojego wyniku powiedzieć, bo tego nie powiedziałeś? 2,36,50.
Okej, no ja... To weźmy pod uwagę, że dopiero co miałeś skręconą kostkę, więc wcale nie było takie oczywiste.
Tak, co ciekawe, ta skręcona kostka niemalże mi nie doskwierało, za to druga była przeciążona.
Ja to w sobotę na rozruchu czułem z każdym krokiem.
Zresztą ostatnie dwa tygodnie to było tak... Kuba to próbował ratować, pokleił to taśmami.
Ale nie do końca jakby wszystko było okej, w związku z czym jak tylko ruszyłem to wiedziałem, że no nie jestem w pełni siły, ale ryzykuję, może będzie dobrze, więc początek pobiegłem tak w tempie, w pierwszych powiedzmy 10-15 kilometrów, 3-35-6 mniej więcej miałem fajną grupę.
Na czternastym już się opuściłem, bo stwierdziłem, że dzisiaj nie będzie dobrego biegania.
Od początku tak bardzo siłowo biegłem, bez takiego charakterystycznego flow i super lekkiego biegu, no bo cały czas czułem tą kostkę, nogę, więc pewnie ją trochę też jakoś odciążałem i pewnie się bardziej spinałem.
Na 23 miałem taką chwilę strachu, bo mocne ukucia poczułem w łydce prawej właśnie, ale oblałem to wodą, kilometr dalej był punkt z wodą, oblałem to wodą i przeszło, jakby nie pojawiło się więcej, no ale było bardzo...
No powiedzmy zwolniłem, co ciekawe myślałem, że biegnę naprawdę wolno, ale zwolniłem bardzo, ale kilometry takie w przedziale 3,45-3,50 cały czas mi wychodziły, więc wygląda to, że aż tak bardzo nie zwolniłem.
No i tak sobie spokojnie cierpiałem.
To, co ty powiedziałaś o stopie, ja też, wydaje mi się, że to alfa-flaje, bo ostatnie 10 km już miałem, czułem, że tam naprawdę jest źle w prawej stopie.
Też pewnie przez to, że ją tak odciążałem przez tą łydkę, przez te bóle.
A u mnie okazało się, że mam lekko tylko odciśnięty paznokieć, bo mam tego drugiego palca dłuższego niż dużego, więc... Tak, u mnie też się okazało nie najgorzej, ale moje wyobrażenia odnośnie tego, co się dzieje, myślałam, że będę miała po prostu równie mało przyjemny widok, jak zdejmę wódkę.
Było okej, no.
Ogólnie bardzo fajna impreza.
Dzień dobry.
Atmosfera była taka fajna i ten bieg i to miasto i pomimo tych problemów różnych i przed, w przygotowaniach i na trasie wykręciłem całkiem satysfakcjonujący czas, więc moim zdaniem na plus, super.
140 miejsce, chyba było 7 kobiet przede mną, więc też nie jest tak źle i chyba czwarty byłem albo siódmy, szósty, jakoś tak w top 10 w kategorii wiekowej, więc w M40 już, więc nieźle, nieźle.
Bardzo fajnie.
Myślę, że ogólnie to tak... Nawet jeśli kiedyś nie będziemy mieli w planie tego maratonu, a będzie możliwość pobiegnięcia, to możemy sobie długie wybieganie po Kopenhadze tak zrobić.
No bo Kopenhaga piękne miasto jest.
Dobrze, mamy kilka pytań.
Pewnie na większość odpowiedzieliśmy, ale przeczytam i potwierdzimy lub zaprzeczymy.
Biegnę we wrześniu połówkę.
Grot na owsianki, Atelier September na śniadanie było też niezłe.
Amator, tam nie byliśmy.
Nie byliśmy w Amatorze, ale na omleta można do Matiego pójść.
Hard Buggery, świetne wypieki.
Moim zdaniem jest w Kopenhadze na każdym rogu coś, co będzie fajnego, ale... A czego się spodziewać?
Połówka ma całkiem szybką trasę, jest tylko to jedno wbiegnięcie na dwa w zasadzie takie na lekkie podbiegi wiadukty, a poza tym super atmosfera.
Myślę też, że akurat jeżeli chodzi o połówkę, to będzie nam trudniej tu porównywać, bo tam będzie można się spodziewać tłumów.
My jak już byliśmy w 2022, to jeszcze nie było takiego szału na Kopenhagę.
Myślę, że teraz będzie więcej ludzi, więc organizacyjnie może być trochę inaczej niż maraton.
To trzeba wziąć pod uwagę, ale poza tym nastaw się pozytywnie.
Gdzieś wspominaliśmy, ale my też tak jakoś... Ja muszę powiedzieć, nie chciałbym, żeby to źle zabrzmiało, ale...
Fajnie było, że nie było zbyt wielu znajomych na tym biegu.
Fajnie było, że to nie był maraton tak jak teraz Berlin Pool Marathon albo tego typu biegi, gdzie na każdym kroku widzisz znajomego i całe social media jest zawalone zdjęciami z tego biegu.
Raczej ludzie wybierają w innych terminach albo te z Majorsów teraz.
Więc Kopenhaga była taką fajną odskocznią, żeby sobie spokojnie... Odpoczynkiem dla Was.
Odpoczynkiem nawet od języka polskiego i od znajomych, żeby sobie pobiec w takim zupełnie innym, nieoczywistym miejscu.
A też w ogóle dlatego, że tam było bardzo dużo Duńczyków.
Jakby nie było też, nie wiem, Azji, nie wiem, turystów, znaczy biegaczy, nie wiem...
Głównie byli lokalsi, skandynawowie.
Było dużo osób z zagranicy, bo to gdzieś było w statystykach.
I organizator też, tam nie było elity jakiejś mocnej, nie pobiegł tam żaden znany biegacz.
Widać, że organizatorzy bardziej kładą nacisk na to, żeby to było fajne wydarzenie dla amatorów, dla lokalnych, wspierają lokalne grupy biegowe, niż dla zawodowców, których tam
Czegoś brakuje organizacyjnie?
w Londynie czy Berlinie?
No tak, ale koniec końców, jakby jak masz takie ogromne expo, to to też jest... No biegaczy, ta impreza też nie jest taka duża, bo Majorcy to teraz 50 tysięcy i więcej, a tu było 16, 17?
18 było zepsanych, tak, więc to jest dużo mniejsza impreza, ale organizacyjnie niczego mi nie brakowało.
Chyba sold out był na, nie wiem, miesiąc, dwa przed startem, więc to nie było tak, że trzeba już rok wcześniej się zapisywać.
Zresztą chyba 27 maja widziałem na ich stronie teraz informację, ruszają zapisy.
Także nie ma problemu, płaci się 850 koron, może teraz już więcej i się biegnie.
Czy myślałaś o stopie w trakcie biegu, czy jednak skupienie na trasie?
Myślałam bardziej rano na starcie, ale generalnie starałam się o tym nie myśleć, żeby nie skupiać całej energii na stopie, bo czasami wiadomo, że można przyciągać jakieś złe lub dobre rzeczy, więc starałam się po prostu wsłuchiwać w swój organizm, serce, biec, patrzeć na
Zresztą nasze wszystkie wyjazdy, takie 2-3 dniowe weekendy do europejskich miast, czy to jest Sztokholm, Kopenhaga, czy nie wiem Barcelona, czy Berlin, to takie...
3 do 5 tysięcy złotych za loty hotele i dużo dobrego jedzenia.
To taki standard na weekend dla dwóch osób.
Tak, ale u nas trzeba wziąć pod uwagę, że my się nie... Można to na pewno zrobić jakby jeżeli ktoś patrzy tak... Konserw nie pakujemy z domu.
Nie lubimy dobrze zjeść, bo dla mnie jest to ogromna część zwiedzania życia i przyjemności.
Nie śpimy w hostelach, dwudziestoosobowych pokojach.
Jak mamy na coś ochotę, to to robimy.
Pracuję po to, żeby spędzać czas z pieskiem, biegać i dobrze jeść.
Nie, ja miałam pytanie o to, jak wyglądał Carbo Loading.
To pokazałam już też na Instagramie, że właśnie było dużo bułeczek, było dużo pysznych słodkości drożdżowych, ale i makaron w domu bardzo dobry.
I miałam pytanie o moje starty w 2025, ale to jakby przyjdzie na to czas.
Dobrze.
To podsumowując, ja jestem zaskoczony jak świetnie było i jest to jeden z lepszych maratonów i naprawdę polecam.
Jeśli ktoś szuka czegoś nieoczywistego albo już biegł wszędzie, albo chce biec coś później wiosną, czyli w maju, Kopenhaga jak najbardziej.
Ja się tego spodziewałam, bo widząc całą oprawę, wydawało mi się, że to będzie taki, bo pamiętam, jak my się zapisywaliśmy, mówiliśmy, że to taki nasz bieg, że to czujemy, że to będzie taki ten.
No jest po prostu, myślę, wszystko w połączeniu razem z piękną Kopenhagą, to jest to bieg, na który z przyjemnością chciałabym jeszcze
Na przykład wchodząc na stronę był od razu link do wyników, link do relacji live, nie trzeba było tego szukać, nie było jakichś... Tak, to są takie szczegóły, nie musisz szukać, nie musisz tam... wszystko jasne.
Komunikacja super, wszystko było.
Komunikacja, dużo maili dostawaliśmy takich, ale nie jakieś głupkowate spamowanie i reklamy, tylko takie najbardziej potrzebne.
Wszyscy bez problemu tam pomagali też przy odbiorach.
No bardzo, bardzo spoko.
Bardzo był to miły weekend i przede wszystkim cieszę się bardzo, że dobiegliśmy razem, bo wcale to nie było takie oczywiste, że dobiegniemy tym razem.
Nie było przy jednym i w drugim pewne.
Szczególnie jak sobie przypomnę weekend w Warszawie, gdzie skręciłeś kostkę, to...
Myślałam, że Kopenhaga nas ominie, a tu wszystko poszło tak, że jednak dobrze, że to było 11 maja.
Dobre jedzenie, piękne widoki, fajni ludzie, sukcesy dziewczyn.
Jeszcze jeden dzień by nam się przydał.
Nie wiem co, muszę coś takiego zjeść, jakiegoś kebaba niezdrowego albo coś takiego, chipsy, nie wiem.
Ja też nie czuję jeszcze, ja na przykład, to też taka ciekawostka, tak jak po biegu już kiedyś o tym opowiadałam, bardzo miałam ochotę na białko, ale takie z ryby.
I tak jak na co dzień nie jadam ryb, tak teraz coraz częściej sobie, znaczy mięsa nie jadam w ogóle, a na ryby pozwalam sobie coraz częściej, bo też
Znowu lubię słuchać organizmu i jak on mi coś podpowiada, to znaczy, że coś tam chce.
Więc co ja zjadłam rybnego?
Łososia zjadłam, no ale w domu, a na miejscu takie krewetki małe zrobiliśmy sobie, taką sałatkę.
O, pyszne były.
Przepyszna była.
Jeszcze potem w Gdańsku w Fika Bar, bardzo fajnym, fajnej knajpie, o której też już tutaj mówiliśmy, bo byliśmy tam w grudniu ze 100 razy podczas jednego weekendu.
Był Tatar z Tuńczyka, czyli tak już hardkorowo i bardzo usatysfakcjonowało mnie to jedzeniowo.
Ewidentnie potrzebowałam i mam się dobrze.
Nic nie boli, stopa też nie boli teraz.
Jak się czujesz i jak powrót do biegania?
Ja się w poniedziałek czułam zaskakująco dobrze, nawet schodząc po schodach.
Oczywiście lekka sztywność i tak dalej, ale już drugi raz czułam się tak, że nie miałam jakichś takich moich charakterystycznych, dziwnych objawów dzień po maratonie.
Stopa nie boli, bo tego się bałam, że nie wiem, może jednak w nocy jej się przypomni, że przebiegła maraton i coś się wydarzyło, ale nie.
W poniedziałek odpuściłam sobie treningi z babą, bo ja cały czas jestem w treningach i chciałam czas jeszcze powiedzieć, że myślę, że to, że tak dobrze zniosłam maraton i byłam też dobrze mięśniowo przygotowana i te mięśnie nie zaczęły boleć wcześniej niż na 40, to jest ogromna zasługa tego, że cztery razy w tygodniu ćwiczyłam z Asią i to jest jej duża zasługa, ale też sobie dziękuję za to, że miałam w sobie chęci i motywację, żeby to robić, bo myślę, że
Dzięki temu mogłam w tak dobrym stylu ten bieg pobiec, ale w środę miałam pierwszy marszobieg z dziewczynami, no to nie ukrywam, że jakby nic nie boli jak chodzę, ale jak ruszyłam pierwsze trzy minuty biegu, to poczułam takie lekkie szarpnięcie przy lewej czwórce.
Dzień dobry.
Ja jeszcze nie biegałem.
Jeszcze dzisiaj rano w zasadzie te czwórki czułem, jak napinam... A to u Ciebie też jeszcze gardło bolało, więc tak się wszystko... No tak.
Może jutro wyjdę na jakieś luźne 5 km, żeby sprawdzić, ale daję sobie cały ten tydzień na spokojnie.
Ja też muszę powiedzieć, że taki morał mojej historii jest taki, że oczywiście będę robić wszystko, żeby tych kontuzji nie mieć, ale one się pojawiają i jestem już też mądrzejsza z tego tutaj doświadczenia.
Naprawdę nie trzeba spazmować i panikować jak pojawia się kontuzja, bo jak widać można też w miarę szybko wrócić do jakiegoś poziomu jak się dba i słucha organizmu.
W ogóle 100 lat bym nie biegała, ale no.
Także bardzo się cieszę, że nam się udało.
Trzeba kończyć, bo zbliża się 23.
Miałam plan, żeby już spać, żeby się w końcu wyspać.
Także życzymy dobrego wieczoru, dobrej nocy, dobrego dnia i pamiętajcie, w niedzielę idziemy głosować.
Można pobiec głosować, można się przejść na spacer, ale...
Nie zostawiajcie tego bez Waszej decyzji, bo to jest też nasz obowiązek, żeby tego dnia pójść zagłosować.
Nie róbcie wstydu.
Ostatnie odcinki
-
068. Relacja z 18. Poznań Półmaratonu
22.04.2026 20:13
-
067. Wszystko co musisz wiedzieć przed Półmarat...
12.04.2026 18:40
-
066. Halowe Mistrzostwa Europy Masters 5km
30.03.2026 16:59
-
065. Nasze sposoby na regenerację
23.03.2026 19:04
-
064. Co robić w tygodniu startowym
16.03.2026 21:16
-
063. Relacja z 22 Recordowej Dziesiątki
08.03.2026 21:45
-
062. Weekend w Lublinie, polskie półmaratony, e...
28.02.2026 19:38
-
061. Weekend w Bari i relacja z Ogólnopolskiej ...
15.02.2026 19:18
-
060. O trenowaniu z trenerem - okiem trenera i ...
04.02.2026 21:02
-
059. Nietypowy City Trail, jak poprawić technik...
24.01.2026 21:38