Mentionsy

Dobra Relacja
Dobra Relacja
22.08.2025 16:55

Nie bawisz się z nami!

Bohaterem tego odcinka jest mail Magdy, która napisała tak:

"Mam 4 dzieci: Max 10 lat, Jagoda 8 lat, Zuzia 7 lat i Jaś 5 miesięcy.
Ostatnio często Max bawi się z Jagodą i nie chcą do zabawy przyjąć Zuzi.(...)
Dzieci mówią, że chcą mieć trochę spokoju od Zuzi. Ona czuję się odtrącona, a relacje są dla niej naprawdę ważne. (...)

Ja czuję się z tym beznadziejnie i bezsilnie. Chciałabym, żeby bawili się zgodnie i nie tworzyli takich podziałów, nie byli wobec siebie złośliwi.

Może mogłabyś poradzić co robić w takich sytuacjach?"

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 110 wyników dla "Nie"

Ten, w którym pochylamy się nad budowaniem dobrych, bliskich relacji z sobą samym i ważnymi dla nas ludźmi.

W podziękowaniu regularnie nagrywam patronom nowe odcinki do podcastowej serii Co robić, kiedy dziecko?

A temat dzisiejszego odcinka, tytuł dzisiejszego odcinka brzmi Nie bawisz się z nami.

Ostatnio często Max bawi się z Jagodą i nie chcą do zabawy przyjąć Zuzi.

Ona czuje się odtrącona, a relacje są dla niej naprawdę ważne.

Bronię się przed użyciem słowa walki, ale jest to pole różnych konfliktów i zupełnie innych zachowań niż mają one miejsce w relacji z rówieśnikami spoza tej najbliższej rodziny, jak chociażby z kuzynami, kuzynkami.

A jeśli te relacje oznaczają trójkąty, czyli to nie jest dwoje dzieci, ale tam jest ich troje, to sprawa się komplikuje jeszcze bardziej, bo w trójkątach jest się bardzo trudno odnajdować.

ma wrażenie, że jest na marginesie, że jest mniej angażowany, że gdzieś jest trochę na uboczu, dlatego, że nawet dorosłym jest trudno z równym zaangażowaniem pielęgnować kontakty z dwojgiem, z dwoma osobami równolegle, a co dopiero dzieciom, które jeszcze tych kompetencji, zasobów i narzędzi mają tak malutko.

Jeśli mamy do czynienia z trojgiem dzieci, z jakąś taką nieparzystą liczbą, no ale trójka tutaj najmocniej, najczęściej się pojawia, no to możemy się spodziewać, że tam będzie się działo, będzie iskrzyło i będzie cały czas sprawdzane, czy jestem tak samo ważny jak ona, on, jak inni.

No i bardzo często, chociaż to też nie musi być absolutnie zawsze, ale często to jest tak, że to najmłodsze dziecko jest gdzieś tam na uboczu, no bo ono nie rozumie, bo jest za małe, bo przeszkadza, bo psuje, bo nie nadąża.

Chociaż oczywiście może być tak, że mamy sztamę najstarsze z najmłodszym, a to średnie jest gdzieś tam.

pominięte, więc układy, konstelacje są różne, to nie jest takie istotne, nie ma tutaj sztywnych wytycznych i reguł, ale to też nie ma znaczenia, bo chodzi o to, że dwoje się bawi, a trzecie się nie bawi, albo bawi się tak jak nie chce, albo bawi się tak jak chce, ale przeszkadza wtedy tamtym dwojgu, więc jest napięcie i są konflikty.

A mianowicie autorka wspomina, że czuje się z tym beznadziejnie i bezsilnie.

Nawet jeśli będę się bardzo starać, to z nieświadomego poziomu gdzieś tam będę próbować przede wszystkim radzić sobie ze swoim poczuciem beznadziejności i bezsilności i złagodzić swoje napięcie.

I będzie mi trudno przyjmować perspektywę, albo może trudniej będzie mi przyjmować perspektywę moich dzieci.

Będzie mi trudniej zgadzać się na ich autonomię, na ich decyzyjność, na to, żeby respektować ich granice.

A więc mówiąc już tak całkiem wprost, mogę nie mieć zgody na to, żeby starsze dzieci sobie ustawiały swoje reguły, swoje zasady i mówiły, ale my się nie chcemy z nią bawić.

ponieważ to generuje we mnie poczucie, że coś jest nie tak, że się czuję beznadziejnie, bezsilna, bezradna.

Może gdzieś tam mi się pojawia myśl, że coś zawaliłam, a może gdzieś się uruchamia sam we mnie jakieś takie doświadczenie bycia w podobnej sytuacji jako dziecko i będę się chciała tym zająć.

Więc ja już niekoniecznie towarzyszę rzeczywiście moim dzieciom, tylko przede wszystkim towarzyszę sobie.

I żeby było jasne, to nie znaczy, że coś jest nie tak.

Tylko chodzi o to, żeby nie zajmować się tym za pomocą dzieci.

Bo inaczej, jeżeli czuję się bezsilnie, czyli być może mi się odzywa jakieś takie wspomnienie, że ja byłam w podobnej sytuacji.

I wtedy byłam dzieckiem, być może nie miałam też się do kogo zwrócić z prośbą o pomoc, ale wszystko jedno jak to przebiegało, dzisiaj ja już nie będę bezsilna, bo teraz ja jestem dorosła i teraz ja mogę ustalać reguły i mogę was porozstawiać po kątach.

Więc może się we mnie budzić jakieś takie pragnienie, ono będzie mniej lub bardziej ugłaskane, zsocjalizowane, mogę je ująć w jakieś takie karby, że to będzie...

Może coś pogranicza łagodności, życzliwości i sympatii, ale jednak będę chciała nakłonić te dzieci, wpłynąć na nie jakoś.

Ja nie chcę pozostać w poczuciu bezsilności.

Jeżeli uda mi się to znaleźć, jeśli mi się nie uda, to okej.

Chodzi o to, żeby sobie powiedzieć i to nie dotyczy moich dzieci.

Te moje odczucia nie dotyczą moich dzieci, to są moje sprawy.

żeby sprawdzić, czy to dziecko, które teraz gdzieś tam przychodzi, mówi, mamo, oni się nie chcą ze mną bawić, czy ono się czuje bezsilnie i beznadziejnie, czy ono jest trochę rozżalone, bo nie wie, co ma zrobić, widzi, że rodzeństwo się świetnie bawi i spędza razem czas, albo właśnie przyjechały kuzynki i wybrały starszą siostrę, a ja nie mam co robić i się trochę snuję, więc to nie jest fajne, ale wcale nie pogrąża mnie to w jakiejś bezsilności, rozpaczy, poczuciu beznadziei.

Może jest tak, że właśnie

Pamiętam, że mama mi podsyła, podsuba mi różne aktywności, zachęca mnie do, zaprasza mnie do jakichś działań, więc ja idę trochę z taką nadzieją, że mama coś wymyśli i wcale nie towarzyszą mi jakieś takie bardzo trudne, pochłaniające emocje.

Więc to, co można zrobić jako rodzic, to najpierw uznać, okej, nie chcę się bawić z tobą, a ty chciałaś się z nimi bawić.

To nie znaczy, że każdą sytuację trzeba rozkładać na czynniki pierwsze i zagłębiać się w emocjach, ale może być tak, że będziemy potrzebować złapać trochę ten kontekst i zobaczyć, jak się ma nasze dziecko.

Bo ono powie, no możesz coś zrobić, no tak smutno, nie, po prostu ja się chcę bawić, nie mam co robić.

I wcale być może nie jest tak, że tam wszechogarniająca rozpacz właśnie wsysa nasze dziecko.

Niekoniecznie jej poczucie własnej wartości dostaje, właśnie obrywa jakoś, jest miażdżone i deptane bezlitośnie.

Niekoniecznie jej jakieś takie poczucie przynależności.

Po prostu ona nie wie, co ma ze sobą zrobić, potrzebuje zajęcia i to jest wszystko, czego ode mnie potrzebuje.

A może, może właśnie, chodzi o to, żeby zapytać, okej, i co ty byś chciała, żebym ja zrobiła?

Tylko, że nie można nikogo zmusić do zabawy.

Czasami takie bardzo proste działania mogą być zaskakująco skuteczne, bo na przykład dziecko na to nie wpadło.

Nie, nie mówiłam.

Nie wpadło na to, że trzeba coś takiego powiedzieć.

No tak, mówiłam, a oni nie chcą.

Okej, nie chcą.

I ty nie masz zajęcia.

I kiedy zobaczymy jakieś wahanie, to możemy się przy tym zatrzymać i poeksplorować, czy to chodzi o to, że ona przeszkadza i nie zdaje sobie sprawy z tego, że przeszkadza i jak nie będzie przeszkadzać, to spoko może się pobawić.

Czy chodzi jednak o to, że oni bardzo chcą w tym momencie być we dwoje i wtedy, jeżeli nie chcemy zamykać dziecka w jakimś takim, zostawiać dziecka tego najmłodszego, tego, które jest w tym momencie wykluczone, nie chcemy go zostawiać w poczuciu odrzucenia, to tu sformułowanie będzie miało znaczenie.

To nie jest tak, że oni nie chcą się bawić z tobą.

I może jej to wystarczy, może ona jest zadowolona i znów wracamy do tego, że to w nas coś się odzywa i ma prawo się odzywać, tylko warto zająć się tym nie za pomocą naszych dzieci.

Magda też pisze, chciałabym, żeby bawili się zgodnie i nie tworzyli takich podziałów, nie byli wobec siebie złośliwi.

Tu jest pytanie, czy rzeczywiście to jest złośliwość, czy to jest kwestia po prostu układania sobie tych relacji w rodzeństwie.

Bo ja wiem, że te zachowania potrafią być bardzo bezkompromisowe i takie nieowinięte w bawełnę i mało dyplomatyczne.

Czyli rodzeństwo usłyszy, idź stąd, przeszkadzasz nam, słyszysz, nie bawimy się z tobą.

I to gdzieś nas może boleć, tylko bardzo często dzieci używają takich słów nie dlatego, że rzeczywiście mają bardzo negatywny stosunek do swojego rodzeństwa, chociaż rzeczywiście i to też.

I może być też tak, że im bardziej my zabiegamy, żeby dzieci się zgodnie bawiły, po tym mocniejsze środki one będą sięgać, żeby jednak podkreślić, że one nie mają na to ochoty.

I to niekoniecznie my musimy oczekiwać, że starszy brat będzie pamiętał o młodszej siostrze, ale że my gdzieś tam będziemy, żeby przypomnieć, że wiesz co, jeszcze zostawmy Klarzę, jeszcze zostawmy Antkowi, a musimy pamiętać o tym, że przyjdzie tu potem Zuzia.

Tu jak najbardziej możemy robić to miejsce i zachęcać dzieci do tego, żeby one w taki sposób pamiętały o wszystkich w rodzinie, ale oczekiwanie, że będą ze wszystkimi tak samo chętnie spędzać czas, wchodzić w różne zabawy i że będzie sprawiedliwie, czyli tak samo we wszystkich relacjach, może dołożyć więcej napięcia i sprawić, że dzieci będą miały takie poczucie, że nie one decydują, kogo wybierają, tylko to jest narzucane odgórnie.

A im bardziej będą w takim poczuciu, że to jest coś, czego one nie wybrały, tym bardziej będą to sabotować i tym bardziej będą chciały podkreślać swoje granice.

Więc często wyświadczamy tym odtrąconym dzieciom niedźwiedzią przysługę.

chcemy je włączyć, chcemy jakoś im zrobić miejsce, a okazuje się, że tego miejsca jest jeszcze mniej, no bo ono zostało tak trochę wyszarpnięte przez rodziców, a więc my Ci pokażemy, że tak naprawdę to my tu wcale tego nie chcemy.

przestrzeni na autonomiczne decyzje dzieci, czy chcą się bawić, czy nie chcą, czy chcą się podzielić, czy nie chcą, tym większa jest szansa, że będą to chciały zrobić przez wzgląd na to, że to ich rodzeństwo, a nie dlatego, że czują, że takie jest oczekiwanie i należy temu zadośćuczynić.

Myślę, że też dobrze jest przyjrzeć się temu, jak też Zuzia odnajduje się w relacjach z innymi dziećmi, z rówieśniczkami, rówieśnikami, kiedy nie ma rodzeństwa, jak to wygląda na podwórku, w szkole, w jakichś innych środowiskach, czy ma łatwość, czy ma tamte znajomości, czy to się układa w miarę harmonijnie, biorąc poprawkę na to, że oczywiście, że tam na pewno dochodzi do jakichś konfliktów i scysji,

ale czy to jest jakiś taki trudny obszar i czy wtedy nie próbujemy trochę kompensować tego w domu, że chociaż z rodzeństwem, chociaż wy bądźcie dla niej mili, uprzejmi, no bo poza wami to ona nikogo nie ma.

O tym Magda nie pisze, no i oczywiście wcale nie ma takiej konieczności, natomiast gdzieś tam zwróciłabym uwagę na to, jak to wygląda, bo jeżeli to wygląda...

tak w miarę naturalnie i te relacje są, to może warto zostawić po prostu to, co w domu się wydarza, międzyrodzeństwem, trochę bardziej swojemu biegowi, a jeśli jest tam jakaś trudność, no to może warto się przyjrzeć, jaki jest schemat wchodzenia w te relacje u Zuzi, jak ona je buduje, czego ona tam szuka, czy w jakiś sposób i nie chcę tu absolutnie

obarczeć ją odpowiedzialnością za to, jak inni się zachowują, ale czy jest jakiś taki sposób, jakieś takie działania, które Zuzia podejmuje, które mogą sprawiać, że dzieci nie chcą się z nią bawić.

Te wykluczenia są niemal nieuniknione, bardzo częste i wcale nie muszą świadczyć o tym, że coś jest nie tak z dzieckiem, z jego schematami wchodzenia w relacje i budowania kontaktów.

No i przychodzi mi jeszcze do głowy taka myśl, że zupełnie poza Zuzią można z dwojgiem starszych dzieci naraz albo z każdym z osobna, czy tylko z jednym porozmawiać o tej sytuacji.

Nie po to, żeby zachęcać, czy wyrażać prośbę, żeby zapraszały młodszą siostrę do zabawy, tylko po to, żeby zobaczyć jaka jest ich perspektywa i być może pokazać im perspektywę siostrzyczki.

bo być może widzą w niej natrętnego intruza, który ciągle im przeszkadza i się wcina i jest na doczepkę, a może nie potrafią zobaczyć tego, że ona po prostu bardzo, bardzo lubi się z wami bawić, lubi wasze towarzystwo, co wcale nie znaczy, nie obliguje tych dzieci do włączania ich do zabawy, ale chodzi o to, żeby pokazać.

że tu nie chodzi o uprzykrzanie życia, tylko o to, że oni są ważni, że ona ich kocha, że chce z nimi spędzać czas.

Decyzja dalej pozostaje w ich gestii, bo być może oni niekoniecznie odwzajemniają tę sympatię.

Ale tego też możemy się dowiedzieć, kiedy zaczniemy taką rozmowę od zapytania o perspektywę dzieci.

Ja się zastanawiam, jak wy się tak fajnie bawicie razem i przychodzi Zuzia i ona też chce się bawić, to ja się zastanawiam, jak wy to odbieracie, co wy sobie o tym myślicie.

No my nie chcemy, bo ona przeszkadza.

Chcemy trochę spokoju od niej.

To też jest takie pytanie, które mi się tu nasunęło.

Czy chodzi właśnie o to, że mimo iż między siostrzyczkami jest tylko rok różnicy, bo jedna ma 8 lat, druga 7, to jednak temperament, osobowość tej młodszej są jakieś takie dość ekspresyjne.

wyraziste i nie współbrzmią z oczekiwaniami i potrzebami starszego rodzeństwa i w tym znaczeniu oni chcą trochę spokoju.

I niekoniecznie musimy rozmawiać o tym po to, żeby znaleźć rozwiązanie, które sprawi, że odtąd żyli długo i szczęśliwie, ale żeby lepiej zrozumieć złożoność tej sytuacji.

jednego dziecka, drugiego dziecka i trzeciego dziecka, to będzie nam też łatwiej wyjść z takiej bezsilności i poczucia beznadziei, że to nie jest ich wzajemna nieczułość, milczenie się ze sobą, tworzenie podziałów, tylko po prostu indywidualne preferencje dotyczące zabaw, rozrywki, tego co atrakcyjne, jakiegoś też...

Posiadania swojego świata, nawet przy małej różnicy wieku, te światy dzieci nie muszą się zazębiać.

Mogą być bardzo różne, z niewielką liczbą punktów stycznych.

że nie za bardzo uda się tam, przynajmniej na ten moment, bo to też się w perspektywie czasu bardzo zmienia i dzieci, które nie trzymały ze sobą sztamy w pierwszej dekadzie życia mogą się ze sobą bardzo zbliżyć, do siebie bardzo zbliżyć.

W drugiej, jako nastolatkowie, okaże się, że słuchają podobnej muzyki, ubierają się podobnie, gdzieś tam mają podobne kręgi znajomych i...

to się może odwrócić i vice versa, te, które były blisko ze sobą jako dzieciaki, mogą w okresie nastoletnim się rozjechać, więc to też nie jest dane raz na zawsze.

Ale wyjątkowość tej relacji rodzeństwa nie polega na tym, że oni się ze sobą bawią.

To też jest ciekawe, czy my mamy takie przekonanie jako rodzice, że to jest nasze zadanie sprawić, żeby dzieci się razem bawiły, że ta wyjątkowość relacji tu się będzie właśnie objawiać, że oni są zgodni, w harmonii, że się ze sobą bawią.

Są dzieci, które tak mają i są takie, które tak nie mają.

I dużo więcej rzeczy się na to składa niż tylko taka prosta, wypadkowa naszych rodzicielskich działań, że to może my coś zaniedbaliśmy.

To może my powinniśmy byli nie dawać im tyle przestrzeni, nie słuchać ich tak bardzo, tylko powiedzieć im, że mają się zgodnie dogadywać i wtedy by musieli się zgodnie dogadywać, nie byłoby dyskusji i jakoś by się dogadali.

Ci, którym jest bardziej po drodze, pewnie by się dogadali, ale ci, którym nie jest, mieliby jeszcze trudniej, bo czuliby, że nie sprostają, nie sprostali oczekiwaniom dorosłych.

Niepotrzebnie, bo szkoda i dzieci i nas dorosłych.

to prawdopodobnie jakieś nasze doświadczenia tam się budzą, uruchamiają i warto to porozdzielać, nie zajmować się swoimi doświadczeniami za pomocą własnych dzieci.

Po drugie, warto opisywać sytuację językiem, który zdejmuje z niej napięcie, a nie go dokłada.

Jeżeli będziemy mówić, że ktoś jest pokrzywdzony, odtrącony, że dzieci są złośliwe, że są nieczułe...

to będziemy tworzyć wokół tematu otoczkę, która naprawdę czyni sprawę jeszcze cięższą, jeśli sięgniemy po określenia bardziej neutralne.

Zamiast mówić, że oni nie chcą się bawić z nią, określać to jako oni wolą być w tej zabawie tylko we dwoje.

czym charakteryzuje się dzieciństwo, czyli beztroskiej zabawy, łączności, kontaktu, jakiejś wzajemności, ale też, i o tym wcześniej nie powiedziałam, więc koniec odcinka jest dobrym momentem na to, warto przyjrzeć się relacji rodzeństwa w szerszej perspektywie, nie tylko w wycinkach tych momentów zabaw.

do których jedno dziecko nie jest zaproszone.

Ale ogólnie, czy jest tak, że na przykład Jagoda z Zuzią, kiedy nie ma starszego brata, też wchodzą w relacje i się bawią?

A może nie tyle się ze sobą bawią, ale w inny sposób okazują sobie troskę i zainteresowanie.

To też będzie nam pomagało widzieć ich relacje jako bardziej złożoną niż tylko lubią się, nie lubią, są dla siebie dobrzy, nie są, dogadują się, nie dogadują.

Bo prawdopodobnie jest trochę tak, a trochę tak.

To nie zmieni faktu, że te trudne momenty zostaną i one gdzieś tam pewnie będą nam solą w oku, ale będziemy mogli złapać dystans, bo będziemy widzieli, że to nie jest cała prawda o relacji naszych dzieci.

Jeśli macie jakieś tematy, które są Wam bliskie, które są żywe w Waszym życiu, niekoniecznie dotyczące rodzicielstwa, ale w ogóle.

A tymczasem słyszymy się za kolejne dwa tygodnie w piątek.