Mentionsy

Po szklanie i na testowanie
Po szklanie i na testowanie
16.07.2025 08:18

TADA x PSINT: Dlaczego przełożyliśmy konferencję TADA? Czy QA się kończy? Co z tym AI? | Podcast QA

W końcu. Po tak długiej przerwie! Niestety, jak to bywa z powrotami, dźwięk się zkaszanił, więc zamiast użyty został backupowy track. Razem z Martą Woźnicą i Sebastianem Małyską rozmawiamy o Test Automation & DevOps Arena, powodach przesunięcia konferencji, ale też o aktualnie otaczającym nas świecie QA.Zapraszamy do rejestracji: https://konferencje.sjsi.org/TADA25Czy odcinek zwiastuje powrót do regularności? Chciałbym :).

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 400 wyników dla "PO"

Witamy Was po dosyć długiej przerwie.

Ostatni odcinek podcastu był nagrany

I teraz oddaję wam głos, żebyście przywitali się z naszymi słuchaczami i powiedzieli ze dwa słowa o sobie, kim jesteście i dlaczego jesteście w tym podcaście.

To pozwól Marta, że ja będę pierwszy, tak jak żeśmy ustalili, mimo że spędzamy się bezczelnie przed kobieta.

Ja tak zupełnie poważnie jestem szefem rady programowej.

Janek mnie poprosił, wspieram Martę.

Co jeszcze tu powiedzieć?

To pierwsze pytanie, pierwszy temat, który jest, nie chcę powiedzieć kontrowersyjny, ale myślę, że jednak trzeba o nim porozmawiać.

Przede wszystkim dlatego, że polecieliśmy na fali optymizmu po bardzo przyjemnie zakończonym konsolenium szóstej edycji.

Zasugerowaliśmy się odpowiedziami z ankiet, które sugerowały, że fajnie by było przenieść konferencję na wiosnę.

I jeszcze dodatkowo postanowiliśmy dorzucić sobie na barki rebranding.

Także to wszystko, no i to, że sam czas promocji oraz moment na sprzedaż biletów z uwagi na to, że firmy nie do końca miały jeszcze skonstruowane budżety na ten rok, spowodowało, że nie mieliśmy wystarczającej ilości uczestników.

No i konferencja nie miałaby tego charakteru, który ma zwykle, a zawsze zależy nam jednak na tej atmosferce, a tutaj byłoby to po prostu niepełne.

Dlatego bezpiecznie na jesień po prostu wróciliśmy.

Czyli wyszła taka sytuacja, jak się spotyka takiego starego znajomego gdzieś na mieście i o, musimy się spotkać.

Podobnie jak w zeszłym roku, chociaż nie, miesiąc wcześniej.

Ale tendencję, nie chcę powiedzieć spadkową, bo to może nie jest zbyt trafne określenie, ale tendencję tego, że pojawiają się jakieś problemy z konferencjami, możemy na rynku zaobserwować nie tylko w kwestii TADA czy byłego konselenium.

Widać to było chociażby po tegorocznym testfeście, który był mniejszy niż poprzednie edycje.

To jest wina tylko i wyłącznie hajsu od sponsorów?

Nie ciągnie ich do takich dużych konferencji, za które trzeba płacić, czy to z własnej kieszeni, czy to właśnie za pomocą, za pośrednictwem budżetów firmowych.

Myślę, że ktoś płacił z własnej kieszeni w Polsce, na takie konferencje.

Podobnie meetupy.

Po pandemii niewiele meetupów wróciło.

Natomiast gdzieś tam były przebłyski, że kolejne miasta po jakimś czasie zaczynają wracać.

Pojawiła się nowa, tak?

Czy pojawi się nowa testka?

Jest jakiś tam problem, powiedzmy, one nie są już tak duże i tak dalej.

Z drugiej strony ta oferta nadal jest w Polsce.

Szczerze szczególnie trzeba powiedzieć, że mówimy tylko o Polsce, bo

Bo tak naprawdę ja mam wrażenie, że Polacy już długo nie ograniczają się tylko i wyłącznie do Polski.

Osobiście wspieram parę innych konferencji na świecie, ale nawet jak jeździłem, że tak powiem, incognito, kraść pomysłów, speakerów i tak dalej, to też nieczęsto się spotykało Polaków, którzy po prostu mieli wybór polska konferencja, nie polska konferencja, jadę sobie gdzieś dalej.

Ja bym raczej patrzył w tą stronę, że może forma, może ten, bo tutaj Marta wspomniała rebrandingu.

I może w ten sposób ci odpowiem, że takie statyczne wykłady, siedzę i słucham przez 30 minut i mogę zadać pytanie, to już może nie być coś atrakcyjnego, a na pewno nie jest to już atrakcyjne dla młodego pokolenia.

Plus mamy szereg analiz, gdzie widzimy, że jest pokolenie TikToka, 10-15 minut mogę się skupić, etc.

Firmy też chcąc pozyskać młodych ludzi, których mogą zainwestować, no też nie są, nie mogą ich prowadzić czy mentorować w klasyczny sposób, tak jak do tej pory było, więc szukają jakiś nowych form, jak to zrobić, żeby mieć tego pracownika, który rzeczywiście będzie wierzył w tą organizację.

Ja się generalnie podpisuję pod tym, co mówisz w kontekście uwagi odbiorcy.

To nawet w tych narzędziach monitorujących podcasty czy filmy na YouTubie widać, gdzie ten pik

Pojedynczego posiedzenia itd.

Więc tutaj faktycznie widać to, o czym wspomniałeś, że coraz więcej materiałów, w ogóle tendencja jest taka, żeby materiały były krótsze, bardziej zwięzłe, dostosowane do młodego odbiorcy.

Bo tak jak wspomniałeś, meetupy ożyły z powrotem.

I to jest właśnie ciekawe, że one nie ożyły bezpośrednio po zakończeniu pandemii.

Ale bezpośrednio w tym okresie po pandemii one nie ożyły.

Widać, że część się reaktywowała, powstały też nowe, powstała też teraz nowa konferencja i na kilku meetupach, na których w tym czasie byłem, zauważyłem wręcz odwrotny trend do tego, o czym rozmawiamy, czyli często prelekcje, które miały być, były zaplanowane powiedzmy na godzinę, przeradzają się w dwugodzinną dyskusję z uczestnikami.

Powiedziałbym intymne.

Zazwyczaj mamy zsetupowane dwie, maksymalnie trzy prelekcje.

Autorów prelekcji, prelegentów mamy bardzo blisko siebie i bardzo często jesteśmy nastawieni na dużo większy dialog, co za tym idzie, większą wymianę wiedzy, większy networking bezpośrednio z prelegentami lub też z osobami, które na taki meetup przyszły.

I nie jesteśmy w stanie tam często nawet wymienić się tą wiedzą i porozmawiać.

Nie wiem, jak wy na to patrzycie, czy też nie uważacie, że gdzieś tam te meetupy właśnie odradzające się w takiej formie nie są też trochę taką bezpośrednią konkurencją dla konferencji, takich w klasycznym rozumieniu.

Dzisiaj niestety omijam spotkanie z uwagi na nasze spotkanie.

Dokładnie, pod chmurką.

Ale tak, no właśnie Warsaw Testers Forum jest całkiem ciekawą inicjatywą z uwagi na to, że oni są, znaczy w sumie też maczam troszkę czasem kartę, także mogę się tutaj przyłączyć troszkę do sukcesu, ale są po prostu rozmiarowo bardzo podobni do TADA.

Też będziemy mieć w tym roku ten fragment otwartej sceny dla osób, dla uczestników po prostu, którzy zgłoszą swoje tematy.

Nie jednego żeśmy prelegenty jako społeczność podstawili pod ścianę.

Pozdrawiam Radek.

Uwielbiam po prostu jak udało się Radka ściągnąć i zaczął opowiadać, a tam społeczność zaczęła go challenge'ować.

Jedyna okazja pojechać po testerzy.pl.

To nie jest, nie wiem, nazwijmy to akademickie podejście, że pan profesor ma zawsze rację i tak dalej.

Natomiast to, co mówisz, pokazuje, że więcej meetupów w ten sposób zaczyna rosnąć, co jest fajne, bo to też pokazuje pewność siebie i społeczności.

Czyli to już nie jest to, że mamy prelegenta nawet z jakąś tam, powiedzmy, supermarką i tak dalej, i tak dalej, czy to ze znanego, bo jest znany, czy rzeczywiście coś zrobił.

Pamiętam na początkach, to jest dwa reza, to było zawsze tak, prelegenci z zachodu się śmiali, że kończyli prelekcję, było pytanie, czy są jakieś pytania z sali, oczywiście nie było pytań, po czym prelegent opuszczał salę i za salą już ustawiony cały wagonik ludzi, którzy po kolei chcieli face to face z tym prelegentem porozmawiać.

I ci prelegenci nigdy tego nie rozumieli, co tu się dzieje w Polsce, że my tak to robimy.

To też powoduje, że zawsze tak mówię, że to jest ten efekt taki też edukacyjny dla tej osoby, która przyjeżdża, bo często przyjeżdżasz z jakąś tezą.

Przed pandemią, jak już nazwijmy to, to były to takie edukacyjne spotkania i żeśmy się uczyli i tak dalej.

Jakaś nowa teza się pojawiła, jakiś nowy tool, ktoś objeżdżał, opowiadał.

Teraz po pandemii chwilę zajęło, podejrzewam, zmiana jakiegoś leadershipu, bo część ludzi jakby porezygnowała.

Ok, nie jesteśmy już taką potęgą meetupową, jak byliśmy przed pandemią.

A te, które wracają, to też wracają trochę z bólem pojedynczo.

Jakby nowe pokolenie, nowe podejście.

Też nasze doświadczenie, gdzie jesteśmy urośni w międzyczasie, spowodowało, że jesteśmy i czujemy, że możemy podjąć równorzędną dyskusję z tym prelegentem i się tak trochę zderzyć.

No i plus to, co Marta powiedziała, że oczywiście wychodzimy z jakąś, na TADA wychodzimy z jakąś gotową ofertą tego, co my widzimy.

Jak najbardziej liczymy na to, że taki mały fragment, który jest w tej konferencji, on będzie rósł, rósł, rósł i może za parę lat Marta powie dobra, nie robimy call for paper, robimy jednego takiego open confa.

Ludzie i tak przyjdą ze swoimi problemami podyskutować.

Mamy tak silny brand, że po prostu przyjadą eksperci i po prostu będziemy się challenge'ować.

I uważam, że tak, że to jest kolejny poziom, kolejny etap w edukacji.

Bardzo dobrze, ale w bardzo fajnym kierunku to popłynęło.

Ja przepraszam, jeszcze chciałam, sorki, że się wtrącę, ale chciałam jeszcze nawiązać do tego doświadczenia, o którym Sebastian powiedziałeś, bo na WTF mogliśmy zaobserwować, właśnie kilka lat temu, jak ja sama poznawałam branżę testowania i odwiedzałam te meetupy ówcześnie w Warszawkę, to mam wrażenie, że tam byli bardzo młodzi ludzie, juniorzy głównie.

A teraz, jak była ankieta prowadzącego o latach doświadczenia, to mnóstwo osób powiedziało, że pracuje 7 i więcej lat.

Tak, to jest tendencja, którą też widzę w Łodzi, bo mieliśmy w ostatnim czasie meetupy i łódki i nasz autorski po szklanie i na testowanie.

Po szklanie i na meetupowanie.

Meetupowanie i po szklanie.

Bardzo dobre, polecam.

To faktycznie po publicz... można tak powiedzieć po po po... o się zapętliłem.

Po...

Ta tendencja idzie raczej w tym kierunku, że midzi, seniorzy na takie spotkania też przychodzą, a to powoduje właśnie te dwie możliwości.

Po pierwsze, te osoby już się nie boją konfrontacji.

O czymś mówisz, nagle leci z publiki coś, z czym musisz się zmierzyć w locie i musisz troszeczkę zmienić podejście tej swojej prelekcji.

Nawet jeżeli na trybunach powiedzmy nie zasiadają wyjadacze, to mimo wszystko osoby, które już jakiś czas pracują, prawdopodobnie wyzbyły się już tej tremy co do zadawania pytań.

Nawet challenge'owanie to powiedzmy jest jakiś tam wyższy level.

Więc tutaj wydaje mi się, że właśnie te meetupy pod tym kątem bardzo, bardzo fajnie działają.

Ale bardzo się cieszę, że Seba tak odpłynąłeś odpowiadając na poprzednie pytanie.

Tak, ale końcówka mnie bardzo zaintrygowała w kontekście właśnie takiej konferencji, gdzie nie ma line-upu, tylko słuchaj, będą albo inaczej jest właśnie line-up nie tematów, a wiesz, prelegentów czy ekspertów, o powiedzmy ekspertów, że będą takie osoby,

A co do tematów, to sobie właśnie tam ułożymy w jakimś miejscu, kto się zobaczy, bo to mam właśnie mega potencjał na to, żeby dostosować takie wydarzenie do faktycznych problemów na rynku, bo podejrzewam, że na wielu konferencjach, nie tylko w Polsce, bo na całym świecie, będziemy dążyć do tego, żeby poruszać tematy, które są aktualnie na topie.

Praktycznie, nie wiem, całe tracki albo połowa konferencji jest ustawiona pod to.

W momencie, gdy tak naprawdę na co dzień problemy w pracy dotykają zupełnie innych problemów, zupełnie innych sektorów i tak naprawdę ludzie często oczekują jednak czegoś innego niż, hej, możesz postawić takie coś i to ci zrobi to i to w trzy sekundy, a jaka jest tego jakość, to jest inna kwestia.

I faktycznie wydaje mi się, że łatwiej byłoby to skroić pod publikę, właśnie wchodząc z nimi w taką interakcję na początku.

Poza tym jeszcze inne są challenge.

Sorry, po prostu.

Jak rozglądam się po innych konferencjach, to się okazuje, że jeden temat przejął nam konferencje deweloperskie, cloudowe, devopsowe, testerskie, etc.

Więc jakby ze spokojem do tego rzeczy podchodzimy i szukamy takich zastosowań, które rzeczywiście dadzą nam wartość, dodaną.

Nie będziemy budować line-upu pod hype, bo w tym roku to będzie AI, a za rok to będzie kryptografia kwantowa albo komputery kwantowe, etc.

Gdzieś ten marketing ma prawo i powinien być, znowu patrzę na Martę.

Chcemy mieć i chcemy słyszeć, ale doświadczenia z jakichś fajnych wdrożeń bądź use case'y, bądź fuck up nights, tego typu rzeczy, a nie po prostu dlatego co patrzymy w Google top 5 rzeczy, które się tani, wrzucamy to do agendy i gotujemy konferencję.

W kontekście AI na ostatnich wydarzeniach, na których byłem, gdzie AI się pojawiał, faktycznie prelekcji, wykładów, paneli na temat, powiedzmy, praktycznego użycia AI w procesie, w jakimś success story, czy coś takiego, było na palcach jednej ręki.

I to po wypadku z wybuchającą petardą na Sylwestra w tejże dłoni.

Nie no, jestem z Łodzi, no wiesz jak tu się... Zapomniałem.

Tutaj faktycznie w kontekście AI widzę to, że jest po prostu mało takich tematów praktycznych z sukcesem wdrożenia czy z fuck upem wdrożenia AI w coś więcej niż hej, możesz wykorzystać AI do tego, żeby ci skrócił dokument.

I tu mam faktycznie też z tym problem, że praktycznie tak jak wspomniałeś zresztą prawie na każdej konferencji dotyczącej jakiegoś tam skrawku SDLC czy w ogóle IT AI się pojawia, przewija.

Możemy sobie z tego korzystać, jeżeli wiemy jak, super, jeżeli wdrożyliśmy w fajny sposób, ekstra, podzielmy się tym, ale faktycznie kolejna prelekcja pod tytułem Możesz sobie postawić serwerek, który pomoże Ci zautomatyzować testy UIA bez użycia rąk, tylko samym AI.

Spoko.

Pokaż w praktyce, jak to wyglądało u Ciebie w projekcie.

Tutaj też właśnie na LinkedIn wczoraj czy przedwczoraj znalazłem taki artykuł, gdzie to jakiś Polak, ale ja mam tendencję niestety do nie zapisywania tych rzeczy i nie screenowania, więc przepraszam od razu.

Natomiast jakiś Polak pisał coś,

AI wypluł mu w okolicach 100 czy ponad 100 przypadków testowych.

Po review takim wstępnym połowa poleciała, po takim mocniejszym review poleciało jeszcze trochę, jeszcze trochę i finalnie został z sześcioma wartościowymi test case'ami.

Więc tu faktycznie trzeba do tego podchodzić z głową i tak samo tematy nie powinny być wrzucane do agent tylko dlatego, że mają AI w nazwie, choć wiadomo to jest chwytliwe.

Natomiast no jeszcze jedna, dwie, trzy edycje, chociaż podejrzewam trzy edycje na pewno nie, znaczy na pewno nie.

Tak zakładam, że nie, ale myślę, że jeszcze jedna, dwie edycje, gdzie AI będzie się pojawiał, a nie będzie za tym szła merytoryka i będziemy już kolokwialnie mówiąc rzygali tym tematem i będziemy jednak wracali do tego, co było.

Teraz właśnie ten typ hejpu, ta technologia powoduje, że zaczyna być problem właśnie z uczeniem się, zrozumieniem tego, co robimy i dostarczaniem wysokiej jakości oprogramowania, czyli tego, co powinniśmy robić.

I zobacz, już są white papers, które udowodniają, że jakość, którą uzyskujemy przy użyciu AI, powoduje, że ta ogólna jakość spada.

I choćby raport od Google to już pokazywał w zeszłym roku.

Inne pewnie też zaraz zacznę pokazywać, ale to zobacz jaki efekt też ma, wpływa na ludzi, na społeczności.

Dzisiaj tak rozmawiałem z kolegami, że okaże się, że za 20 lat, jeżeli będzie w stanie bez pomocy AI napisać hello world, to jesteś po prostu już mid deweloperem, bo nikt inny nie będzie w stanie pamiętać składnicy i to jest przerażające.

I mimo, że kuszące jest wrzucenie do naszego portfolio i do marketingu, zobaczmy Martę, nasz produkt jest tworzony, czy współtworzony, czy wspierany przez AI, to tak naprawdę

To inżynierowie będą świadczyć o tej jakości na koniec dnia, po paru latach, jeżeli tak naprawdę zobaczymy, jakie są koszty tej technologii.

A umówmy się, nie każda firma będzie stać na postawienie sobie w serwerach własnego modelu językowego i używanie go.

Więc ja tym bardziej tutaj patrzę na to, co robimy w Polsce z taką misją, że halo, halo, nie zapominajmy się.

My aktualnie u nas w firmie postawiliśmy LLM-a na własnej maszynie i też robimy takiego toola, który ma nam bardzo pomóc, że tak powiem, w testowaniu, w analizie i w tworzeniu historyjek.

Będę dużo o tym mówił właśnie na Testing Ground w październiku miesiąc po TADA.

I właśnie tam będzie taki live case pokazujący, że... A, nie będę może spojlował, ale generalnie faktycznie fajnie się mówi o AI, ale wdrożenie tego w sensowny sposób, jakby wplecenie tego w proces taki, żebyśmy faktycznie zyskali, a nie stracili, to jest masa roboty, masa pieniędzy.

I fajnie sobie wykorzystać Copilota do napisania paru funkcji, ale to tak naprawdę nie jest używanie AI jako... Według mnie, jeżeli używamy po prostu Copilota do kodowania, to nie powinniśmy mówić o tym, że super wykorzystujemy AI, bo tak naprawdę to robimy po prostu szybszego crawla na Stack Overflow, jakby to jest to.

Kiedyś był taki koncept Ladies Pro Lekcji, wyszedł Prolegent i powiedział już, to było 10 lat temu, jak nie więcej, że cały kod już został napisany i jakbyśmy ten kod, nie wiem, stworzyli z tego jakąś bibliotekę, to tak naprawdę jesteś w stanie zbudować software, dobierając odpowiednie klasy, metody i po prostu złożyć to jak klocki Lego i będziesz.

Na pewno dużo się nauczycie, wdrażając to u siebie w firmie, bo to będzie taka okazja spojrzeć trochę z dystansu na to, co robicie.

Co jak masz jakikolwiek assessment swojego procesu testowego, czyli jakbyś robił TMAP-a czy TMMI-a, Ania pozdrawiam, jakbyś robił taki assessment TMMI-a, to na przykład to też zaczynasz, ktoś wchodzi, audytor do ciebie dodaje pytanie, czy robicie to?

Natomiast tutaj pod płaszczykiem wstawiamy fajne urządzenie, ale to urządzenie, ta technologia musi dostać jakiś prompt,

Potrzebujemy jakieś metryki, a tworzenie metryk to powiedzmy jest poziom pierwszy TMI.

To teraz o certyfikatach pogadamy?

Co prawda, jeżeli możemy sobie pozwolić na to, żeby sobie postawić wewnętrznie za naszą siecią i dobrze go budować, zabezpieczyć, to to już nie jest jakiś duży problem, ale duży koszt.

I tutaj fajną rzecz Michał Buczko poopowiadał na konferencji na testfeście, gdzie mówi, że opowiadał w Stanach, a tam był jakimś takim tematem.

To podobno w okolicach Chicago

Stawiają jakąś nową dolinę, gdzie do tego będzie elektrownia atomowa, która będzie podpięta, że tak powiem offline, nie?

Będzie podpięta, tylko zasila jakąś serwerownię i to ma być nowa super domena właśnie pod AI.

A z drugiej strony po prostu używamy technologii, która tam kopie tą energię po prostu, tam przepala i tak dalej, nie?

Taki zdrowy rozsądek jest zawsze fajny i dla mnie taki zdrowy rozsądek to jest właśnie coś co takie inżynierskie podejście jest.

A de facto on mówił o tym, że dobrze zrobione testy wydajnościowe poprawiają jakość.

PR-owo używamy po prostu innych sformułowania, robimy ciągle to samo.

Dlatego marketingowców, których potrzebujemy.

Ale to na Eurostarze, na którym byłem w 2023 albo 2004 roku, nie pamiętam czy rok temu czy dwa lata temu byłem, tam już się pojawiał AI i właśnie tam fajnie było to podzielone na takie dwa tracki, gdzie w jednym było AI, tu takie wdrożenia, tu tak zautomatyzuję wszystko itd., a na drugim tracku

I właśnie podsumowanie konferencji było takie, że spoko, tu są narzędzia, my się zastanawiamy, czy to nas nie wyprze, a prawda jest taka, że klienci dalej nie wiedzą, czego chcą.

I to, że jest AI, to wcale nie poprawi sytuacji, bo klient nadal będzie musiał jasno sprecyzować, co potrzebuje, a do tego będą potrzebni mu ludzie.

Którzy się znają na tworzeniu softu, którzy będą w stanie po pierwsze wydobyć od tego klienta jego potrzeby, zrozumieć go, dostosować rozwiązanie pod niego, przełożyć to na ten język nasz software'owy i tak dalej i tak dalej.

Więc nawet jeżeli ten AI by nas w jakiś sposób zastąpił w kontekście pisania konkretnych linii kodu,

To nadal mamy tutaj całe spektrum tak naprawdę funkcji, które są w najbliższym czasie jeszcze niezastępowalne.

Nie wiem, czy widzieliście, jak Grok jechał po... Jak by to powiedzieć politycznie?

Po prostu, po politykach.

Normalnie wskazywał imię i nazwisko konkretnego polityka.

Daj to do Polski.

To było po polsku i to do naszych.

O polskich politykach.

Podeślij.

Na początku myślałem, że to są jaja i ktoś, wiecie, fejka zrobił, ale później odpalam Twittera, mówię, no nie, ewidentnie, ewidentnie.

Cisnął po tych wszystkich naszych... Czyli co, fajnie, w końcu ktoś powiedział prosto w twarz.

Dokładnie, prosto w twarz i minister cyfryzacji się zastanawia teraz nad zablokowaniem Twittera w Polsce.

Więc powiem taką swoją tezę, że ludzie przyzwyczajają się do bylej jakości.

To, że nie powinniśmy do tego dążyć, to jest inna kwestia.

Ale niestety lubimy, znaczy lubimy, mamy taką tendencję po prostu do przyzwyczajania się do takich rzeczy.

I trend jaki w ostatnim czasie, w ostatnich miesiącach, latach można zauważyć, no to właśnie ta gonitwa często powodująca mnóstwo lay-offów i problemów na rynku, czyli maksymalne skrócenie time to market.

Powoduje, że ta jakość też gdzieś tam zaczyna lecieć na łeb na szyję w niektórych miejscach, zwłaszcza w firmach, które postanowiły pozwalniać w ogóle połowę inżynierów i wrzucić w to miejsce albo właśnie jakieś zautomatyzowane, kiepskiej jakości procesy, albo w ogóle potraktowanie end-userów jako testerów.

Tymczasem ten rush na produkcję powoduje, że nie do końca firmy są takie chętne, żebyśmy my brali udział od początku, żebyśmy stawiali jakieś w ogóle warningi, że my czegoś nie wrzucimy.

Chciałem poznać Martę opinię.

Wiecie co, ja na temat spraw terytorycznych nie będę się wypowiadać, gdyż nie zrobię tego z taką pewnością siebie, żebyście mi uwierzyli, że wiem, o czym mówię.

Nie, Marta, ale zupełnie to, co Kuba podniósł.

Powiem tak, faktycznie, rzeczywiście, korzystając z narzędzi, które są po prostu potrzebne do pracy, jakieś Canvy, nie Canvy, tego typu rzeczy, Canva akurat, no pójdźmy już tym przykładem, bardzo dużo zmian ostatnio wprowadzili, bardzo się rozwinęło to narzędzie, ale no...

Faktycznie godzę się na te pewne niedogodności z uwagi na to, że jest to narzędzie, które jest mi po prostu potrzebne.

Jeżeli mogę zrezygnować z czegoś, co mi nie dowozi do końca, to ja robię to możliwie jak najszybciej, no ale jeżeli jest to must-have po prostu w codzienności, no to...

Żebyś po pewnym czasie oceny zdawała sprawę, że istnieje alternatywa, więc jeżeli w miarę szybko zobaczysz, że jest słaba jakość i uciekniesz, to jest dla ciebie wygrana.

I wielokrotny początek, tak jak pierwsze slajdy szkolenia ISTQB, czy w ogóle dyskusje, po co mam testowanie, to zawsze, pamiętam, były takie slajdy charakterystyczne, że pokazywano, nie wiem, rakietę, która startuje, wybucha, czy wiesz, ile kosztowała taka rakieta i tam przypaliło się.

Albo pokazywali tego nieszczęsnego rentgena, który zabił ilość ludzi, bo był błąd software'owy, etc.

Albo pokazywali firmę, jakieś start-upy, które po prostu poginęły przez błąd security, bądź wyciek danych itd.

To miało zawsze pokazać ludziom koszty jakości, co miało im udowodnić, że rzeczywiście pójść tutaj o te shift left i dbanie o tę jakość jest zasadne.

Tym szybciej nasza hipoteza biznesowa będzie zwalidowana, jesteśmy agile, więc możemy się zaadaptować, możemy zrobić, jak to się nazywa, pivot,

Natomiast to jest taki środek frustracji, bo płacimy za to w taki czy inny sposób.

Płacimy czas, który musimy poczekać, tak jak Marta wspomniała.

Ona chwilę poczeka, ktoś to naprawi, bądź nie, zrestartuje komputer, bądź nie, etc.

Człowieka od gier i co by się mogło wydawać, po co nam jakość w grach.

Natomiast to, co mi uderzyło w tym wszystkim, że poza mnogością scenariuszy, jakie możesz w świecie czy w gamingu wymyśleć sobie, o których nie myślimy, robiąc aplikacje CMS-owe, bankowe, ubezpieczeniowe i tak dalej, to człowiek właśnie

Zrobię taką analizę, że jak kiedyś żeśmy dostarczali oprogramowanie na dyskietce bądź na płycie, to ten koszt jakości był po prostu straszny, bo to często mogło być, że firma zleci fabryce wyprodukowanie, nie wiadomo jakiej ilości sprzętu, pójdzie na rynek i się okaże, że jest bug.

Natomiast dzisiaj wypruszczamy płytę, po czym podłączamy do internetu i całą zawartość płyty ściągamy od nowa z internetu, bo są patche i dopiero gra zaczyna działać.

Teraz myślę na przykład o jakimś monkey testing albo o rzeczach, że jak mamy jakąś usługę serwisową, to jesteśmy chyba bardziej zgodni na to, żeby pogodzić się, że nie wiem, dostaniemy wideo trochę niższej jakości, bądź przez chwilę, bo gdzieś będziemy musieli zrestartować film, ale nie godzimy się na to, żeby na przykład ten serwis był offline.

Przez jakąś część czasu, więc to jest chyba takie też przeniesienie trochę tej odpowiedzialności.

No i w sumie nie wiem, czy to planowałeś, Kuba, czy nie, ale rzeczywiście możemy zrobić pętlę, dlaczego TADA i skąd się wzięło TADA i czemu akurat myśmy tutaj poszli w shift right, nie idąc shift left, trochę odpuszczając to pójście w lewo.

To wszystko powoduje, że przed testerami jest...

Trochę nowe wyzwanie, można powiedzieć.

Te produkty, to portfolio będzie bardzo dynamiczne.

Jednak na koniec dnia będzie trzeba dowieźć coś, co rzeczywiście nie spowoduje takiej przysłowiowej Marty, zamknięcia laptopa i powiedzenia, nie wrócę już do tej marki.

Tylko to będzie musiało być coś, co będzie musiało przynajmniej żyć i odpowiadać i w najgorszym wypadku wysłać nam SMS-a, tak jak mBank zrobił przy testowaniu na produkcji.

To było genialnym ruchem marketingowym, ale to też powoduje, że takie patrzenie na jakość, nie odpuszczając tej lewej strony, natomiast jeżeli mamy

Natomiast jeżeli mamy coś wybrać, to tutaj tą konferencją, tym pomysłem staramy się pokazać, że jeżeli w powiedzmy czterech na pięć produktach, które aktualnie się robi, mamy to, o czym Kuba powiedziałeś, że musimy szybko coś dostarczyć,

Nawet zgodząc się z niższą jakością produktu końcowego, to chcemy to zrobić w porozumieniu z DevOpsem.

I prawda jest taka, że patrząc przez pryzmat zwolnień, przez pryzmat właśnie cyklu trwania developmentu w dużych firmach, w dużych korporacjach, w gigantach, którzy wyznaczają te kierunki, no musimy nauczyć się

Balansować pomiędzy tym, gdzie odpuścić, gdzie położyć priorytet, gdzie skupić się na tym testowaniu i tak naprawdę musimy te narzędzia poznawać.

Dlatego fajnie, żebyśmy nie załamywali rąk, że jakby z tego powodu, że no już nie możemy tak jak kiedyś usiąść sobie na spokojnie pierwsze dwa, trzy miesiące projektu i tam

Podziubać, podyskutować sobie ze wszystkimi, tylko siadamy i mamy chwilę na to, aż jakiś nasz MVP vertical slice znajdzie się gdzieś już na prodzie u pierwszych klientów i musimy się zastanowić po prostu jak to schendlować po naszej stronie, żeby jednocześnie tych klientów pierwszych nie odpuścić.

Tutaj fajną rzecz powiedziałeś odnośnie, a to jeszcze dokończę to zanim zmienię trochę temat.

Część z takich podejść, praktyk tego jak testować w takim środowisku, gdzie szybko znajdujemy się na prodzie,

Tak jak Seba wspomniał, Test Automation DevOps Arena.

I tutaj też polecam taki wykład, z którym Dawid Pacia jeździ po meetupach.

W każdym razie bardzo fajnie tam wspomina o tym, jak ta rola QA się zmieniła na przestrzeni ostatnich lat.

Natomiast to jest po prostu ewolucja.

Nie jest to, to że będziemy teraz promować powiedzmy Shift Right nie znaczy, że promujemy odpuszczanie jakości.

Bo to mam wrażenie, też to jest moje prywatne, moja prywatna obserwacja na bazie dyskusji u mnie w firmie nawet, gdzie mamy część osób powiedzmy wychowanych taką staroszkolną metodą nauczania QA, właśnie ISTQB i tak dalej, to w jaki sposób mamy testować, bycie strażnikiem, ja tu będę walczył o tę jakość.

Teraz musimy tak dostosować nasze workflow, tak dostosować nasze podejście, naszą strategię do testowania.

Żeby zapewnić temu klientowi satysfakcję z tego co dostarczamy i musimy jego oczekiwania zaspokoić, ale jednocześnie musimy zadbać o tego końcowego użytkownika.

I tutaj tak naprawdę jest bardzo duże pole manewru do rozwoju merytorycznego u każdego z testerów.

To, że nam jakieś automaty AI pomoże napisać szybciej,

Spoko, ale może się okazać, że my wcale tych automatów w tym miejscu nie potrzebujemy, tylko potrzebujemy czegoś zupełnie innego i w naszym modelu dostarczania powinniśmy się skupić na zupełnie innych rzeczach.

Co więcej, moda ta konferencja, to ta konferencja też pokazuje taką ścieżkę rozwoju kariery.

Znam sporo ludzi, którzy generalnie skaczą między rolami.

Chcemy w tym line-upie pokazać, że to, że robisz jedną rzecz dzisiaj nie znaczy, że za chwilę nie robisz drugiej rzeczy.

Nieraz było tak, że a tam mamy template'cik, tu się postawi instancje i tak dalej.

Tak, spore wyzwanie.

Także jak się ludzie zastanawiacie, moi drodzy, to nie tylko jest pokazywanie trendów, pokazywanie jakichś narzędzi fajnych, nie tylko shift, write, próba odnajdowania czy redefiniowania jakości w świecie ograniczonych zasobów, ale też wasz rozwój, w którą stronę iść, w którą stronę się rozwijać, jakie skille, czegoś, czego nie rozumiecie, takie połączenie dwóch światów.

Na pewno to nie powinno być czymś, gdzie ktoś się zastanawia czym jest.

Kiedyś myśmy się zastanawiali, nie wiem, front-end, back-end i tak dalej, jak coś postawić i tak dalej.

Teraz mam wrażenie, że chyba nie ma testera, który nie potrafi sobie Dockera ściągnąć, odpalić, zarządzić nim, nie wiem, postawić na jakimś Kubernetesie.

Tego typu skille robią się tak oczywiste i tak basicowe, że nie sposób mówić o testowaniu, pomijając ten świat DevOpsowy.

No oj tak, zdecydowanie, zdecydowanie skile miękkie są mega ważne, no bo biznes trzeba zrozumieć, trzeba z biznesem porozmawiać.

Może to jest kwestia mojej osobowości, ale nie rozumiem, dlaczego ludzie tego nie chcą robić, bo to po prostu ułatwia nam pracę bardzo w momencie jak sam... To znaczy, że jakoś...

Czasami w bardzo brzydki sposób, czyli to nie jest moja rola, gdzie bardzo lubię wtedy zadawać pytanie, a jaka jest twoja rola?

No czasami jest to zrzucane na innych członków zespołu, czasami gdzieś tam próba jakiegoś wyjścia, ale nie do końca.

Ja pamiętam, kurde, kupę lat temu, jak wchodził Agile w ogóle do Polski i były pierwsze rozmowy z klientami, pozyskiwanie klientów.

Oni zrozumieją w ogóle po co to jest i tak dalej.

W imię tego, że przygotuję raport i będę miał spoko?

Jak jeżeli tak, ktoś podchodzi, to już dzisiaj się może pakować, bo na pewno będzie zastąpiony przez AI, bo AI zrobi dużo lepszy raport i dużo szybciej.

I nawet nie potrzebuje danych wejściowych.

Ale wiecie co, to zespojleruję.

No i jest takie okienko do tego, żeby, wiesz, jak wrzucasz jakąś dokumentację, jakieś tam dotatki ze spotkania powiedzmy i żeby on z tego user storiesy w miarę zrobił,

No to jest tam takie coś, że możesz jakieś tam dobre praktyki ogólnie przyjęte zaproponować, nie?

Przykład, nie wiem, logowania, że jak się zalogujesz tam właściwymi credentialami, no to powinieneś móc się zalogować.

Powstaje taki test case do user storiesa, do logowania, tylko w test case'ie masz nagle kolejny test case, który mówi o tym, że po jakimś tam czasie nieaktywności niech cię wylogowuje.

No i to jest spoko, to jest fajne, to jest security.

Masz przypadek testowy, AI powiedział, nie no, jak jest logowanie, to powinno być tak, że się wylogowuje też, ale w dokumentacji nigdzie tego nie było.

Więc generalnie tutaj też taki fajny przykład odnośnie tego, że AI może pomóc w niektórych rzeczach, tylko jeżeli będziemy budować przypadki testowe,

Z AI, gdzie pozwolimy mu wymyślać, a nie działać tylko i wyłącznie na kontekście user storiesów.

No to to nie są przypadki testowe, tylko to jest jakiś jego assumption, jak to powinno działać.

Skoro jest logowanie, to powinno działać w ten sposób.

Więc tutaj zeswitchowaliśmy się na to, że na etapie user storiesów jak najbardziej podpowiadaj, rzucaj pomysły, bo być może faktycznie będzie to fajne, ale test case stricte based on user story.

Jakby totalnie nie dopuszczamy do tego, żeby wymyślał sobie dodatkowe rzeczy w przypadkach testowych, których po prostu nie ma opisanych.

Koniecznie powiedział deweloperowi, że tak to ma działać, nie?

Jak zaczynasz pracować nad czymś, co jest nieszablonowe, to po prostu to jest kula u nogi.

Ale to powiem ci, że to w ogóle dwie rzeczy, bo biurko obok mnie pracuje moja Julka, ona jest programistą i pracuje w Salesforce.

No i przez to, że to jest dużo mniej popularny framework niż inne backendowe tool'e ogólnodostępne itd., bo to gdzieś tam jest za jakimś tam paywallem i dużo mniej rozwiązań jest w necie, no to AI już sobie nie razi tak dobrze z wieloma rzeczami.

I tutaj nieraz spotkaliśmy się gdzieś z taką sytuacją, że właśnie

No i mnóstwo rzeczy jest gdzieś takich, że przez to, że on ma tak mało dostępnych informacji o tym, ale jest podobny do innego języka, to potrafi podpowiadać rzeczy, których w ogóle nie jesteś w stanie użyć.

I to jest jedna rzecz, o której chciałem powiedzieć, pasująca do tego tematu.

Druga rzecz w kontekście tego, jak się różni faktycznie podejście deweloperów od QA-ów w kontekście rozmawiania z biznesem.

Dla mnie rozmowa z biznesem to jest zbawienie, bo ja mogę od razu z tym biznesem pogadać.

Po co ty to chcesz?

Dobra, to ja już będę wiedział, jak to testować, bo nie wiedziałem, nie widziałem tego, w jaki sposób ty to klikasz.

I widzi, co oni robią, no to ona ma takie, no dobra, po co mi to wiedzieć, nie?

Znaczy wiadomo, informacja od end usera jest mega istotna, tylko chodzi o to, że zanim będziesz mógł to przełożyć na wydewelopowanie czegoś, no to tak mocno zmieniasz to podejście w głowie.

W sensie taka rozmowa na samym początku projektu, sprintu, iteracji jest mega fajna, ale nie w trakcie implementacji.

Nie, to jest takie typowe, jakby inny sposób myślenia, bo developerzy zawsze myślą konkretnie, funkcyjnie, to muszę dostarczyć tak, jak to zrobić optymalnie i tak dalej, a testerzy znowu tak...

To jest typowe.

Jako część user story mają przetestowanie tej storieski, wrzucenie raportu, napisanie automatów do tego.

Spoko, to jest z jednej strony, bo deweloperzy często... Oczywiście to zależy od kontekstu.

Ale chodzi o to, że to jest to, co powiedziałeś wcześniej o tym, że jeżeli tester nie umie postawić sobie dockera i tak dalej, to już się może zawijać.

Do tej pory się spotykam już na szczęście nie bezpośrednio u nas, u nas w firmie, ale w różnych projektach, jak rozmawiam ze znajomymi itd., gdzie testerzy totalnie nie znają aplikacji, którą testują.

Mają po prostu zero technicznego skilla, on siada i tak naprawdę deweloper musi mu powiedzieć, co on ma de facto sprawdzić.

To taka instytucja w postaci takiego QA, który nie jest w stanie sobie zajrzeć do tej aplikacji, to jest wydawanie kasy w błoto.

I w takiej sytuacji faktycznie zrzucenie tego na deweloperów, którzy znają aplikację od podszewki, mogą rozmawiać z biznesem, mają gdzieś tam jakieś czaty z klientami.

To jest spoko, nie?

Wtedy po prostu QA mamy, tylko po prostu jako nieosobowe.

Ok, pobawimy się w grupę testowania i oprogramowania, a czepiam się twoich słówek.

To nie ma nic wspólnego z Quality Assurance, który jest dużo szerszym terminem i rzeczywiście, w którym podstawą jest w ogóle zrozumienie, gdzie tu jest jakość.

Rozbieram do najmniejszych klocków i te klocki implementuję i w ten sposób jakby zmuszenie, ale to też jest challenge i to jest challenge takie trochę mentalne ćwiczenie, bo jednocześnie nie da się być człowiekiem, który myśli bardzo analitycznie i za pięć minut myśli bardzo kreatywnie.

I teraz wymagasz od człowieka, który jest bardzo skupiony na szczegółach, bardzo analitycznie, rozpykuje jakiś algorytm, a za chwilę powiesz mu zapomnij o algorytmice, zapomnij o tym, bądź kreatywny, myśl out of box.

100% zgody z tym, co powiedziałeś.

Natomiast uważam, że to się da pogodzić.

Analityczne przecież zawsze się gdzieś pojawiają przed implementacją, nie?

To takie obciążenie poznawcze itd.

Natomiast rzeczywiście zupełnie inaczej będziesz performował pracując w domu, w ciszy, w słuchawkach, z jakąś muzyką jeszcze, która biohackuje twój umysł, a zupełnie będziesz inaczej pracował, jeżeli pójdziesz do biura, spotkacie się przy kawie, przy lodówce i będziecie np.

Rozkminy na przykład, których też efektem będzie coś fajnego, ale to jest zupełnie inny poziom.

to są same pokolenia.

Po półtora roku ja naprawdę muszę wyjść i pogadać z chłopakami i rzeczywiście to mi

Chłopakami muzeum, facetów w zespole.

Pomaga gdzieś tam określić priorytety również naszym tym, co się dzieje.

To jest znowu raz wieloosobowość, o której Marta mówiła, a dwa tak naprawdę umiejętności społeczne.

Dogadać się z zespołem, że ten zespół potrzebuje takiego spotkania i rzeczywiście wybrać się i docenić to, że jesteśmy zespołem, pracujemy jako zespół i warto się spotkać, przegadać pewne rzeczy.

To jest rzecz, którą zdecydowanie trzeba pielęgnować, czyli takie podejście, jesteśmy zespołem i dowozimy coś razem, a nie ja zrobiłem swoje

Ale jest coś takiego, że taka pokusa byle jakości i przełączamy się.

Ale to też jest problem bycia tu i teraz, bycia w zespole i rzeczywiście zaangażowania i zmotywowania się.

Jest sporo wyzwań współczesnego IT.

Znaczy tak, przede wszystkim rynek się trochę ruszył, odrdzewiał trochę, to widzę przynajmniej u siebie, że po pierwsze mamy otwartą rekrutację, po drugie tych stanowisk, na które rekrutujemy jest trochę, po trzecie ruch jaki mamy na tej rekrutacji.

I nie ma facilitatora, który pociągnie spotkanie, albo rzuci taski, albo skoordynuje współpracę tych ludzi.

Będziesz płacił stawkę inżynierską człowiekowi, który będzie dbał o dobrostan zespołu?

Bardziej idę w taki klasyczny skład zespołu z PM-em albo z Product Ownerem, gdzie jeżeli masz Product Ownera po swojej stronie,

To czy w doświadczonym zespole Scrum Master jest faktycznie potrzebny?

Bo rozumiem świeży team, powiedzmy z małym doświadczeniem, ale trafiasz do zespołu, w którym masz ludzi z dużym EXPEM i masz product ownera, który jasno buduje backlog.

Nadal uważam, że jesteś w stanie osiągnąć maksimum wydajności zespołu, które będzie

Natomiast nadal uważam, że szczególnie przy tym, że coraz szybciej robimy to oprogramowanie, coraz więcej tego, coraz bardziej złożone systemy i coraz mniej się potrafimy skomunikować.

Poznajmy, co się dzieje w QA.

Co by złego nie mówić o sztucznej inteligencji, to uważam, że to, co ona skutecznie uczy, to jest klarowne przekazywanie myśli i formułowanie zdań w taki sposób, żeby zawrzeć wszystkie potrzebne informacje.

W pewien sposób od zawsze mówiliśmy.

I jakie były największe, znaczy to strzela, może były większe, ale jedne z większych problemów po przejściu na pracę zdalną i jak się ta bariera między ludźmi zaczęła powiększać, to właśnie bardzo dużym issue'em w tym wszystkim było to, że ta wartość do domyślenia się była zbyt duża.

A AI jeszcze bardziej i raz, że szybciej, mocniej, dwa bardziej położył nacisk na tym, żeby przekazywać potrzebne informacje w sposób klarowny i to najlepiej jak najbardziej zwarte, żeby jak najmniej tokenów wykorzystać.

Gdzieś ktoś powiedział, że najlepszym językiem do tokenowania jest język japoński, więc idąc z Twoim tokiem rozwojowania za chwilę wszyscy w IT będą mówić po japońsku.

Wszyscy będą mówić po japońsku.

Połowa IT polskiego będzie tego się logować, a posłuchać i dociągnąć do tego momentu.

Ja ci po prostu chodzisz i środkowy palec wszystkim pokazujesz.

Więc to jest mi ciężko, jakby nadal tak przyjąć, że o tak, żeśmy poprawili naszą komunikację, że naprawdę nie potrzebujemy, nie będzie konfliktów, nie potrzebujemy nikogo, który będzie drive'ował naszą pracą, bo wystarczy nam zwykły backlog.

Gdzie spojrzymy, mamy taska, wyjdziemy z góry, pyk, pyk.

Zakładając, że wyrzucamy po prostu Scrum Mastera, ale zostawiamy PO-a, który jednak położy priorytety na zadaniach i gdzieś tam będzie dbał o to, że określał, co chciałby w danym sprincie otrzymać, ale nie będzie fasylitował spotkań, nie będzie weszła w kadr.

On pojawia się w zespole tylko na początku i na końcu.

Na początku, żeby ci pomóc ułożyć backlog, który jest dla niego istotny, czyli pierwsze 20 tasków i na końcu, żeby zobaczyć demo.

I w ogóle go nie musi być w trakcie pracy, bo przecież nie jest mu potrzebny.

I nadal uważam, że ludzie potrzebują się w międzyczasie też dogadać.

A nie spotkałeś się nigdy z czymś takim, że Scrum Master wręcz utrudniał?

Oczywiście, ale to już są takie, wiesz, jak masz ziomka, który przychodzi z batem i tam cię batorzy i pyta cię, czy już skończyłeś, czy już skończyłeś, czy już skończyłeś, a ty mówisz mu, że jak skończysz, to przerzucisz ten task z kolumny X do kolumny Y. O, powinno walczyć.

Gdzie rzeczywiście rola takiego Scrum Mastera, czy tam, to była po prostu wybierana co sprint, tak?

Natomiast pracując już ponad 20 lat, staram się zmieniać organizację, żeby mimo wszystko się samemu rozwijać, a nie ugrząc w jednej, to widziałem jeden taki case.

Plus od czasu do czasu pojawił się jakieś third party oprogramowanie, które było dołączone, integrowane w to.

Więc to był bardzo, że tak powiem, ograniczony stos technologiczny.

Ja w swoim zespole mam, wiesz, miliony problemów i próbuję wprowadzać dobre praktyki, a oni mają swój własny punkt widzenia.

Wiesz co, tak jak mówisz, to może być bajas po prostu tego, gdzie pracujesz, jakie case'y miałeś, z którymi miałeś do czynienia.

Gdzie można powiedzieć, że wręcz praca przyspieszyła po tym, jak Scrum Master został odsunięty od projektu, ale faktycznie to, czym się ten zespół różni od innych zespołów, w których pracowałem, to jest to, że tam jest bardzo silna komórka biznes-analityków.

Ale są na tu i teraz do pomocy.

Są członkami zespołu, są w stanie rozmawiać o tych feature'ach i jakby PO jest powiedzmy poza projektem.

Znaczy był, bo to już trochę inaczej jest zbudowane, ale PO był.

Poza projektem, bo to był klient, więc to był PIO zewnętrzny, a po naszej stronie mieliśmy po prostu bazę analityków biznesowych, którzy badali gdzie jest PIO.

I dbali o to, żeby te rzeczy były dowożone, uczestniczyli w daily, więc widzieli, czy to jest na czas, czy nie, byli w stanie być takim proxy do klienta, byli w stanie zasetupować jakieś spotkanie z klientem i tak dalej.

Czyli widzisz, ta rola się może nazywać w dowolny sposób, ale potrzebujemy kogoś, kto ogarnia całość kuwety, a propos kotków, kto ogarnia całość kuwety i jest w stanie w pewnym momencie wkroczyć i wyjaśnić sytuację w znaczeniu np.

I super, że akurat tam byli ci analitycy biznesowi w innych zespołach, albo testerzy, albo nawet deweloperzy, tak jak wspomniałem.

Chyba na jednym z podcastów Kinga Witko, nie pamiętam, tej drugiej dziewczyny jak się nazywa, oni rozmawiali o czymś takiej rolnie, że to jest glumen, człowiek klej, coś takiego.

To jest właśnie taka osoba, która zespoła cały zespół, tak?

To też jest po polsku, ale powoduje, że ten zespół jest spójny i ona robi dużo więcej rzeczy poza technicznymi taskami.

Zaraz Marta tam się wypowie, nie?

Nie, spokojnie, ja nie jestem pierwszą walczącą.

Czy ty, Marta, chcesz powiedzieć, że widziałaś w niej Kubę, że my tak...

Nie potrzebujesz tego wcale.

Więc wydaje mi się, że możemy powoli kończyć, chociaż tak patrzę na naszą notatkę, to my jeszcze z drugiej tyle byśmy dali radę pociągnąć tutaj, ale to nie jest powiedziane, że nie zrobimy dogrywki.

Dobrze, bo trochę żeśmy sobie pogadali, to na koniec jeszcze, znaczy to nie będzie koniec, koniec, bo ja tak jak wam powiedziałem na wstępie, podczas tej żywiołowej dyskusji zdążyłem stworzyć fraszkę na koniec, klasycznie.

Kiedyś z Pawłem na jednym odcinku jak pisałem, to miał podgląd do notatki, w której to pisałem, więc widział jak to układam.

To można powiedzieć, że jest jeden naoczny świadek.

Natomiast zanim przejdziemy do takiego podsumowania fraszkowego, to pytanie jeszcze Marta do Ciebie.

No jakbyś jeszcze parę szczegółów o TADA powiedziała.

Jak wyglądają szczegóły takie organizacyjne, że tak powiem i takie dwa największe wyzwania, jakie jako organizator wydarzeń możesz wymienić z twojej perspektywy?

To był spory kamień w buciku, ale to już za nami na szczęście.

Miejmy nadzieję, że więcej tych kamieni nie powpada.

Z czasem to się poprawi, ale nadal to będzie... Już jest ogromny skok względem tego, co było na samym początku, ale

Mimo wszystko myślę, że tam gdzie trzeba będzie podejmować decyzje, tam gdzie będzie trzeba jednak trochę tej ludzkiej... Inaczej, to też fajną taką tezę gdzieś czytałem.

A skoro ten prawnik jest daleko, to spoko, czas na Counter-Strike.

No dobrze, wszystko możesz zrobić w taki czy inny sposób, nie?

Dobrze, słuchajcie, to bardzo dziękuję za uczestnictwo w podcaście.

Okej, spoko, biorę.

W ogóle kiedyś, jak byłem takim malutkim dzieckiem i widziałem gdzieś WD-40 w garażu i później w telewizji leciał jakiś film i tam w Stanach też mieli WD-40, to miałem takie mindfucka takiego, jak to się stało, że mają polskie WD-40 na półce?

A się okazało, że to nie polskie wcale.

Polskie, polskie.

Wszystko polskie.

AI też jest polski, nie?

Kurde, ale nie, nie, w ogóle Polacy robią jaj w Stanach.

Nie pamiętam nazwiska, ale przynajmniej dwóch czy trzech tam podobno brał udział rzeczywiście i aktywnie to dewelopują i tak dalej, i tak dalej.

Bielik to jest w ogóle jeszcze inna rzecz, bo się okazuje, że polska mowa, trudna mowa, nie zupełnie jeszcze ogarnia.

Ale to jest tokenizacja i tak dalej, to mechanizm jeszcze, ale to musimy się poprawić.

Plus coś wiemy na temat polskiej mowy przy tłumaczeniu solabusów.

Nie zawsze łatwo jest i jedyne co to pociesza, że nie tylko my jako Polacy mamy z tym problem.

Dosłownie, ja zawsze mówię, że my robimy lokalizację, nie tłumaczenie, czyli staramy się tłumaczyć koncept i przepisać, a nie po prostu przetłumaczyć, co znowu jest tym wyższym poziomem, to znowu jak testowanie i quality assurance.

Pytanie, czy rzeczywiście dobrze przetłumaczyłeś koncept, czy porównanie, jakie stosujesz, nie wiem, jak to było?

I to tłumaczę, że odpowiednie, że to jest tam, nie pamiętam, jak było po polsku, to dobrze.

W każdym razie to w ten sposób.

W każdym razie na pewno te podstawy trzeba tłumaczyć, bo wejście w branżę czy coś to jest zawsze wyzwanie i wchodzenie w języku, który nie jest dla Ciebie native powoduje, że to jest jeszcze większa bariera, więc na pewno CTFL i takie rzeczy trzeba przetłumaczyć, co już jest sporym wyzwaniem.

Plus, żeby pisać dobre pytania do certyfikacji właśnie, to też trzeba mieć to obcykane w ten sposób.

Natomiast niektóre słowa w niektórych językach powodują, że jest to dwuznaczność ich znaczenia.

I wtedy rzeczywiście te bordy próbują znaleźć najlepsze tłumaczenie, żeby nie było takich szyder jak w Polsce, jarzmo testowe, które kiedyś były przykroczone i teraz do dzisiaj niektórzy się z tego nabijają.

Ale wiesz co, to poruszasz bardzo ciekawy temat, który uwielbiam, czyli wspomniałeś, ja wiem, teraz ja będę trochę szydery tutaj używał, ale wiesz, powoływanie się na zasadzie, kto nie tłumaczył, to się może śmiać, to jest, od razu mi się przypomina krytyka jakiegokolwiek filmu, gdzie obrażeni aktorzy mówią, tak, to zagraj lepiej.

Ale ja też z drugiej strony nie lubię takiego popadania w skrajność.

Nie powinienem absolutnie wszystkiego krytykować, wchodzić z buciorami komuś w kompetencje itd.

Powiedzieć, że to nie jest najlepszej jakości na przykład, co nie znaczy, że ja bym zrobił lepiej.

Ale wiesz co, jak mamy czymś zakończyć, to na przykład możemy się trochę poprzymilać dla naszej społeczności testerskiej, posprzedawać.

Bo co chciałem powiedzieć, w dobrych czasach, jak jeszcze podróżowałem na wschód, byłem w Mińsku na konferencji czy w Rosji, to zawsze było tak, że jak były jakieś wykłady,

Natomiast, again, w Polsce to, o czym żeśmy rozmawiali, nie?

Mówiłem, że chcę się przygnilić, bo w Polsce tego nie widziałem, ale dość sporo jeździłem.

To jest taki super sukces naszej polskiej społeczności, który jest niedoceniany.

Bo jak patrzysz na zachodnich konsultantów, to oni często potrafią gadać przez godzinę o czymś, bez konkretów, tak po prostu płynąć, nie?

Natomiast myśmy jeszcze nie odjechali, my w każdej chwili potrafimy się cofnąć do tych technicznych konkretów, do tego mięcha.

I o tym to pokazać, udowodnić itd.

Ale dwa, tak naprawdę, żeśmy pochylali się, analizowali, jeżeli abstrakty były za krótkie albo było to lanie wody, to po prostu odpadały.

Ja jestem bardzo zadowolony z tej agendy, którą my tu proponujemy.

To nie wycinamy, tylko idziemy po to.

Tu rzeczywiście jest kawał dobrej roboty wsadzonej i spokojnie możemy się porównywać z kimkolwiek.

Czy nie ma ryzyka ponownego przełożenia?

Postawiliśmy sobie parę takich kamieni milowych do końca maja, do końca czerwca i wszystkie spełniliśmy, także... Past, past, past!

Bo jak tylko ten podcast puścimy, to zajdą na pniu.

15 sekund i po robocie.

Kto im powie, czy oni sami się zorientują.

Tak jak mówię, być może jeszcze się spotkamy na następne nagrywki.

Ja jestem hostem, ja mogę po szklanie na testowanie, znaczy mogę mówić, bo nie piję, więc na mówieniu mi zostało.

Wszyscy musimy podnieść nasze skille komunikacyjne, żeby z Martą wytrzymać.

Zgasi po prostu.

To zakończę czterowersową fraszką powstałą 7 minut temu.

I to jest ten moment, że się zastanawiasz, czy ona mówiła poważnie.