Mentionsy
Truskawki #97
Najgorsze randki i śmieszne historie miłosne.Czytane historie przedstawiają subiektywną perspektywę jednej ze stron i nie biorę za nie odpowiedzialności.
instagram @dramcia_official
e-mail: [email protected]
Szukaj w treści odcinka
Siemcia, witam w Pechowe Lowe, czyli w podcaście, w którym czytam wasze nieudane historie miłosne.
W sumie nie pamiętam, kiedy ostatnio był odcinek i czuję się trochę z tym źle, że to zaniedbałam, a jednocześnie wiem, że się zbliżamy do tego setnego odcinka i chyba podświadomie nie chcę się spieszyć, bo wiem, że to będzie swego rodzaju pożegnanie, a ja bardzo się nie lubię żegnać i powiem wam, że nie dzielę się jakąś prywatą tutaj, tak staram się przynajmniej, ale jeżeli chodzi o jakieś takie moje relacje, to ciężko mi jest ostatnio.
Naprawdę bym chciała, żebyśmy otaczali się ludźmi, którzy nas kochają i którzy dają nam to poczucie tej miłości, tego wsparcia.
Oczywiście jest w tym też miłość do samego siebie, ale też czasami po prostu czuję, że należy nam się więcej, że dostajemy za mało tej miłości.
A przecież jesteśmy fajnymi ludźmi, dobrymi ludźmi, wartościowymi ludźmi.
I to strasznie boli, kiedy pragniesz tej miłości i czujesz, że chcesz ją komuś dać.
Ale miłość nie jest taką łatwą sprawą.
W ogóle ten wstęp będzie troszkę dłuższy, więc jak chcecie konkretne historie, to sobie troszkę przewińcie, bo ja wam chciałam coś przeczytać w ogóle.
Tak sobie pomyślałam, ostatnio scrollując Instagrama, natknęłam się na taki post, który mnie bardzo urzekł i...
No i sprawił, że się popłakałam, okej?
Więc chciałabym Wam go przeczytać.
Chyba nie będę płakać tym razem, mam nadzieję.
Post jest z Instagrama Łukasza Bogusławskiego.
No i ktoś go zapytał, kiedy złamane serce przestaje boleć.
I on odpisał następująco.
Będąc zakochanym pożyczamy komuś kawałek naszego serca.
Po jakimś czasie zapominamy o pożyczce.
Ten jeden kawałek serca to pożyczka, która nigdy do ciebie nie wróci.
Będziesz czuć tam przeciąg, ale tylko przez chwilę, bo ktoś inny, ktoś nowy pożyczy Ci swój kawałek narządu, żebyś mogła załatać własną pompę i zapomnisz o tym bolesnym przeciągu i że czegoś Ci brakowało.
Czasami sobie myślę, że taka odwzajemniona miłość to jest jakaś fantazja, która jest nieosiągalna i strasznie mnie to smuci, bo czuję, że mam w sobie bardzo dużo dobra, dużo ciepła, dużo tej miłości i ja bym chciała ją komuś dać, ale nikt jej nie chce.
Miałam takie marzenie, że wiecie, jak będzie ten setny odcinek, to będę mogła powiedzieć, że moja historia też ma happy end.
Pocieszam się, myślę, że nawet jeżeli skończę podcast, to przecież moje życie się nie skończy, więc może po prostu niektóre rozdziały trzeba dłużej pisać.
I mówię to wszystko, bo z jednej strony chcę się troszkę wygadać, a z drugiej myślę, że może macie podobnie, że pragniecie tej miłości.
I czujecie, że jesteście na nią gotowi, tak psychicznie, że to jest ten czas.
Żeby to była taka osoba, przy której to wszystko klika, przy której to wszystko ma sens.
Naprawdę chciałabym, żebyśmy byli szczęśliwi, żebyśmy doświadczali tej miłości.
I tak na koniec tego wstępu, tak też na pocieszenie, chciałabym powiedzieć, że może być też tak, że jesteśmy najpyszniejszą maliną na świecie, ale po prostu ta osoba woli truskawki.
Więc jakkolwiek to brzmi smutno i boleśnie, czasami po prostu trzeba dłużej poczekać.
I tutaj chyba postawię kropkę.
Chciałabym Wam jeszcze raz podziękować, że jesteście, że słuchacie.
I mam nadzieję, że ten odcinek nie będzie już taki smutny, więc przejdźmy do Waszych historii.
Około pół roku po rozstaniu postanowiłam spróbować swoich sił na Tinderze.
Poznałam tam typa, nazwijmy go Pan P. Pan P. nie dość, że przystojny, dobrze zbudowany, wysoki, to jeszcze wydawał się naprawdę miły i uroczy.
Pisaliśmy ze sobą non-stop i nie brakowało nam tematów do rozmów.
Pierwsze wątpliwości co do jego wspaniałości pojawiły się, gdy chcąc pokazać mi jakiś swój ulubiony outfit, pan P. wysłał mi zdjęcie z jakiejś imprezy, gdy był przytulony do swojej byłej.
Oburzyło mnie to, szczególnie, że to były pierwsze tygodnie naszej znajomości i pokazywanie swojej byłej wydawało mi się nie na miejscu.
Niestety głupia ja postanowiłam odpuścić temat i udawać, że nic się nie stało.
Pan P miał podejść niedaleko mojego osiedla i później mieliśmy razem udać się na spacer.
Jakie było moje zdziwienie, gdy pierwszy raz go zobaczyłam na żywo.
Ogólnie może by mi nie przeszkadzało to jak wygląda, ale fakt, że mnie oszukał wysyłając stare zdjęcia, podczas gdy jeszcze podkreślał, że dla niego ważne jest, żeby dziewczyna też lubiła się ruszać, tak jak on i nie była zbyt gruba, było już przesadą.
Niestety pan pewnie już zobaczył i przyszedł się przywitać.
Pogadaliśmy trochę i stwierdziłam, że chuj w to, dam temu spotkaniu szansę.
Ogólnie przez pierwszą połowę było całkiem miło.
Spacerowaliśmy po Krakowie od Prądnika Czerwonego do Podgórza, pozdrawiam osoby z Krakowa.
Jako, że było upalne lato, wybraliśmy się w końcu nad wodę.
Gość dużo gadał o pieniądzach, ale w tamtym momencie to już zaczęło brzmieć jak obsesja.
Chwalił się ile on to nie zarabia, co ma, co planuje kupić.
W pewnym momencie, gdy tak siedzieliśmy sobie nad wodą, zaczął bardzo przekraczać moje granice i dotykać mnie.
A później było jeszcze gorzej.
Dlatego powiedziałam mu, że jestem biedną studentką, studiuję dziennie, piszę magisterkę i jednocześnie ciężko pracuję, żeby się utrzymać, wynająć mieszkanie itd.
Myślicie, że to go choć trochę przystopowało?
Wręcz przeciwnie.
Pan P. zaczął mi udzielać rad, co powinnam robić, żeby zarabiać więcej.
Sugerował, że może jednak za mało pracuję i zamiast poświęcać czas na odpoczynek, to mogłabym znaleźć dodatkową pracę.
Potem już leciał tylko grubiej, robiąc sobie żarciki z tego, że nie mam pieniędzy.
Na przykład patrząc na moje okulary Raybana, które jeszcze kupiła mi mama, jak byłam nastolatką, i zapytał, czy na pewno są oryginalne, bo przecież mnie nie byłoby na nie stać.
Spacerując dalej, obczajał samochody, oznajmiając mi, ile które kosztuje.
Kij z tym, że nawet nie miał prawka.
Opowiadał też, że gdyby chciał, to mógłby wyciągnąć 20 tysięcy i dać randomowi na ulicy.
Kiedy powiedziałam, żeby to zrobił, zaczął się wykręcać, że akurat teraz nie ma tyle przy sobie.
Cóż za przypadek.
W końcu doszliśmy do pewnego znanego krakowskiego parku, gdzie usiedliśmy na ławce.
Wokoło pełno ludzi, środek dnia.
Nie zatrzymało go to jednak przed tym, żeby zacząć mnie dotykać i całować.
Wstaliśmy i poszliśmy dalej.
Idąc nowym kleparzem, gdzie było pełno ludzi, zrozumiałam, że wcześniej do niego nic nie dotarło, gdy nagle randomowo złapał mnie za tyłek.
Zmroziło mnie to i tak szliśmy w milczeniu przez parę następnych minut.
Zapytacie, dlaczego już wtedy nie uciekłam?
Byłam taką straszną idiotką, że gdy w końcu powiedział, to co, teraz idziemy do ciebie?
Pff, o nie!
Nie poszłaś, prawda?
Powiedz, że nie.
Nie miałam psychy się przeciwstawić.
Ja pierdziele.
Jedyne co miałam wtedy w głowie, to to, że u mnie w mieszkaniu są moje przyjaciółki współlokatorki i tam już będzie bezpiecznie.
Na miejscu chwilę pogadaliśmy z nimi, po czym poszłam z panem P do mojego pokoju.
Ten oczywiście wyśmiewał mój mały pokój, starego laptopa i ogólnie PRL-owski styl mieszkania.
Chciałam mu powiedzieć, że powinien już iść.
Ciężko mi się jednak było do tego zebrać i w czasie, gdy próbowałam skleić w głowie jakieś zdanie, on zaczął się znowu do mnie przystawiać.
W końcu w przypływie odwagi zapytałam, czego on chce.
Odpowiedział turbopoważnym tonem, że chce się zabawić, ale ma stulejkę, więc nie może normalnie uprawiać seksu, ale może mogłaby mu chociaż zrobić wiadomo co.
Dopiero wtedy nabrałam jeszcze więcej odwagi i w końcu wyprosiłam go z domu, kończąc to żałosne spotkanie.
Na szczęście nie opierał się w żaden sposób.
Na koniec tylko dodał, że widzi, że mamy całkiem drogie buty w korytarzu i mogłabym je sprzedać, żeby mieć za co jeść, a nie tylko narzekam.
Po tym spotkaniu zablokowałam go wszędzie.
Tydzień potem wyprowadziłyśmy się z przyjaciółkami z tamtego mieszkania, bo już skończyła nam się umowa, więc czułam się bezpiecznie, że nie wie gdzie teraz mieszkam.
Wiem, że ta historia pokazuje moje skrajnie głupie zachowania.
Na swoją obronę mam tylko to, że do pewnego momentu byłam serio przekonana, że typ żartuje i nawet mnie to bawiło.
Chciałabym jednak, żeby ta historia była przestrogą dla innych, żeby bronili swoich granic, dbali o swój dobrostan i nie ignorowali nawet tych małych, czerwonych flag.
Aktualnie jestem od roku w terapii.
Mam super chłopaka i nie zachowuję się już tak nieodpowiedzialnie, więc spokojnie, nie musisz mnie opierdalać.
PS.
Dodam jeszcze na koniec, że po spotkaniu opowiedziałam wszystko siostrze, która sprawdziła w internecie naszego pana P i okazało się, że jest na krajowej liście dłużników, także tyle było z jego ogromnych pieniędzy.
Kto by się spodziewał?
Pozdrawiam wszystkich, w szczególności Ciebie Dramciu, dziękuję bardzo i życzę dużo asertywności w relacjach.
Chociaż na papierze, kurczę, jesteśmy wszyscy najmądrzejsi.
Podobała mi się, ale powiem Ci, że jak tak czytałam ją sobie, to doszłam już na początku zresztą do wniosku, że zgaduję, że ten typ nawet nie wysłał Ci swojego zdjęcia.
No bo jednak trochę zajmuje przytycie.
No nie wnikam, nie wiem jaka tam była historia, ale no widać było, że ściemnia, że próbuje stworzyć sobie jakiś obraz w Twoich oczach, że niby jest bogaty, fajny, że żyje na jakimś wysokim poziomie.
Bardziej mi chodzi o taką zaradność życiową, że wiecie, no wiadomo, że jak ktoś ma dużo pieniędzy i sam się ich dorobił,
To jest takie poczucie, że o fajnie, że ten facet jest ogarnięty, ale z drugiej strony według mnie też koleś nie musi zarabiać milionów.
Może ten koleś z historii myślał, że zaimponuje autorce i że ona jest łasa na hajs.
A tutaj jeszcze się przyznała do tego, że sama nie zarabia dużo, a jednocześnie robi dużo, no bo jednak studia dzienne zajmują czas.
Wiem, bo sama studiowałam dziennie i też wtedy pracowałam i to wcale nie było łatwe.
Chociaż wiadomo, jakbym była na spotkaniu i koleś by mi rzucał takimi tekstami, żeby mnie zawstydzał, to chciałabym skończyć takie spotkanie jak najszybciej.
I tak jak powiedziałam na początku, wiem, że na papierze to łatwo brzmi, żeby po prostu powiedzieć, dobra koleś, nie jestem zainteresowana spotkaniem, do widzenia, nie?
Ale w praktyce ta asertywność nie jest taka łatwa, aczkolwiek jest naprawdę ważna.
Także życzę nam wszystkim, żebyśmy umieli stawiać granice, chociaż nie zawsze jest łatwo, ale na tych pierwszych spotkaniach, jeżeli czujemy, że coś jest nie tak, to myślę, że warto zaufać tej intuicji.
Także wszystkiego dobrego dla Ciebie autorko i przejdźmy do kolejnej historii.
Słuchając podcastu byłam w na pozór szczęśliwym związku, jednak pisząc tego maila jest on już przeszłością.
A moje pechowe love zaczyna się właśnie teraz.
Mój pierwszy związek.
Poznaliśmy się na studiach.
I mimo ciężkich po drodze wydarzeń, po roku zaczęliśmy być razem.
Typ z kategorii, nigdy z tobą nie zerwę, nawet mi się pod koniec grudnia oświadczył.
W cudzysłowie, bo deklaracja była poważna, ale obiecał, że zrobi to jeszcze raz porządnie, tylko że z pierścionkiem.
Był styczeń, potem był luty i to były dla nas ciężkie miesiące, ale nie spodziewałam się, że owy gagatek w ciągu tygodnia zmieni swoją całą osobowość i ze mną nagle zerwie, kiedy mieliśmy tyle planów na aktualny czas, jak na przykład rocznicowy wyjazd, który był już opłacony, czy chociażby plany na całe dalsze życie, bo oczywiście motyw wesela i imiona dla dzieci były już wybrane.
Nigdy nie zapomnę tego uczucia.
Osoba, która była jako jedyna tak blisko ciebie, przy której czułam się jak nigdy przy kimś i ta, z którą miałam spędzić realnie resztę życia, nagle znika bez słowa, bez wyjaśnienia.
Po tygodniu poszłam na terapię i dopiero tam otworzyły mi się oczy, w jakim, za przeproszeniem, głównie tkwiłam.
Usprawiedliwiałam każde jego zachowanie, bo on taki zapracowany, bo ciężko w domu, bo uzależniony.
Po około trzech tygodniach po zerwaniu zaczął się niewinnie.
Dowiedziałam się tego przez przypadek, bo TikTok wyświetlił mi dla ciebie te plansze z osoby, które możesz znać, a tam znajome profilowe i pod spodem podpis obejrzał udostępnione przez ciebie filmy.
Poszłam oczywiście z ciekawości sprawdzić jego profil, a tam cyk, repost, że nie każdy ex jest zły, ja jestem czyimś ex i jestem jebaną legendą.
Oczywiście najpierw śmiech, że co i komu chcę tym udowodnić, a potem ścisk żołądka i łzy.
Na drugi dzień zobaczyłam, że znowu wyświetla mój profil.
Kilka dni później Twitter.
Wchodząc na jego profil widzę wielki napis, że mnie zablokował, ale jeden z moich wpisów oczywiście sobie polubił, a jeszcze kilka dni później usunął mnie ze znajomych w lolu i zablokował na Instagramie, ale tylko z jednego swojego konta.
Przez jego jazdy czułam się jak najgorsza wariatka, zapętlając się w natłoku myśli.
A przy okazji oczywiście głupia nadzieja, że na pewno się zmieni i jeszcze wróci.
Czarę wszystkiego przelało to, co stało się podczas mojego samotnego wyjazdu na nasz rocznicowy wyjazd.
Wieczorem podkusiło mnie, żeby wejść do niego na Twittera, a tam nowy wpis Rebus.
Ludzka ciekawość, poszłam sprawdzić.
Byłam wtedy tak zmęczona, że poszłam spać, ale rano wróciło to do mnie jak nigdy.
Myślę na zasadzie, czy naprawdę on tego chce?
Czy naprawdę to jedyny sposób, żeby o nim zapomnieć?
Poczułam przerażenie jak nigdy, bo osoba, która jeszcze trochę ponad miesiąc wcześniej deklarowała, jak bardzo mnie kocha, teraz skieruje w moją stronę takie słowa.
Pomijając to, jak można w ogóle skierować takie słowa do kogokolwiek?
Ja tutaj się wtrącę, bo zaryzykuję stwierdzenie, że to wcale nie było do Ciebie i że tak naprawdę to wcale nie było do nikogo.
Że to mogło być na przykład w formie mema.
Nie zakładałabym z góry, że on na przykład Ci grozi.
Ku wyjaśnieniu, mimo że jego konto jest publiczne, to nikt oprócz mnie i jakiegoś jednego jego kumpla z liceum tych wypocin nie czyta.
Ja tutaj się znowu wtrącę, bo to, że ty wiedziałeś, że to czytasz i że jakiś kumpel to czyta, nie oznacza, że inne osoby tego nie czytają.
Może być tak, że tylko ty i ten kumpel to lajkowaliście, te jego wpisy wcześniejsze, ale to nie musi oznaczać, że nikt tego nie czytał.
Ale on dalej się bawił i kilka dni później w odpowiedzi na moje usunięcie Facebooka ograniczył mnie tam.
A na dodatek zrobił to też z konta swojej matki, bo nie widzę już jej postów, w których był oznaczony.
To ja tutaj się znowu wtrącę, ale nie pamiętam jak to działa na Facebooku.
to może być tak, że on na przykład ma ustawienia prywatne.
To znaczy, że osoby, które nie są w jego znajomych, nie widzą jego postów, zdjęć i oczywiście on Cię mógł zablokować, ale mam też na uwadze to, że po prostu mógł mieć inne ustawienia, o których Ty na przykład nie wiedziałaś, bo i tak byłaś jego znajomą.
Jeżeli on Cię rzeczywiście zablokował, a dalej masz w znajomych jego matkę, to może rzeczywiście tak jest, że te posty są ukryte.
Bardzo umocniły mnie słowa, że mimo, że oboje jesteśmy dorośli, to ja wybrałam ścieżkę radzenia sobie z emocjami u specjalisty, a on robi taki cyrk na publicznych kontach i bawi się moimi uczuciami jak nigdy.
I mimo, że minęły już dwa miesiące, to dalej cierpię i dalej mnie to boli.
Ba, nawet dalej potrafię usprawiedliwić jego zachowanie, chociażby ten wpis, bo na pewno jest mu teraz ciężko.
Ale mimo to dalej wierzę, że odnajdę za jakiś czas spokój ducha, a jemu się znudzi.
Za to nie wierzę, że chciałam spędzić z nim resztę życia.
A przełomowym dla mnie dniem był ten, w którym wracając z terapii, w mojej głowie pierwszy raz pojawiła się myśl, że to, że on ze mną zerwał, to był najlepszy prezent, jaki mógł mi zrobić.
Jeżeli ta historia kiedykolwiek ujrzy światło dzienne, nie bójcie się korzystać z pomocy specjalisty i nie pozwólcie komuś was niszczyć jeszcze bardziej niż i tak was niszczył.
I mimo, że jest ciężko, to z każdym kolejnym dniem będzie coraz lepiej, mimo, że wydaje nam się, że nie robimy progresu.
słoneczne pozdrowienia.
Mam nadzieję, że tutaj nie czujesz się w jakimś stopniu zaatakowana, bo mi nie tyle chodziło o bronienie tego chłopaka, co po prostu spojrzenie na to trochę szerzej.
Wiecie, ja to podkreślam w opisie mojego podcastu, że to są historie, które są pisane z jednej perspektywy.
I ja jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa, co by powiedział ten chłopak, bo ja nie rozumiem jego zachowania, tego nagłego znikania, tej zmiany zachowania.
Wiecie, jak miałam 13 lat, 14, to miałam jednego chłopaka, który też się zachował dziecinnie i tak z dnia na dzień po prostu się mną znudził.
Na jego usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że był dzieckiem.
Ale w tej historii mówimy o kolesiu, który planuje ślub.
To już nie są historie dziesięciolatka, piętnasto, nie?
Tylko osiemnaście plus.
I tym bardziej nie rozumiem, dlaczego on po prostu się zmienia.
I myślę, że autorka też miała wiele razy takie myśli, że chciałaby usłyszeć tę najgorszą prawdę, niż po prostu dostawać ciszę i jakieś przytyczki, które tak naprawdę nie do końca wiadomo, czy są stricte do niej.
Jedno, co jest pewne, to to, że ten chłopak nie zachował się dojrzale.
Strasznie mi jest przykro, że nawet będąc w związku i to załóżmy kilka lat, myśląc o wspólnej przyszłości, dalej nie zawsze umiemy się komunikować.
Gdzie dla mnie to jest podstawa i to, że ja na przykład chodzę na terapię, bardzo mi pomogło w tym, żeby mówić wprost o swoich potrzebach i o swoich uczuciach.
Ale też jeżeli to przekracza pewne granice, to trzeba o tym mówić.
Także naprawdę mi jest przykro, że Ciebie to spotkało i nadal myślę, że to jest świeże.
Ale tak jak sama napisałaś, no ten czas na pewno pomoże.
Może nie sprawi, że w miesiąc przejdzie całkowicie, ale na pewno pomoże w tym, żeby te rany się zabliźniły.
Życzę Wam dużo miłości i pamiętajcie, nie jesteście sami.
Ściskam Was ciepło, bez odbioru.
Ostatnie odcinki
-
Umrzeć z miłości #100
20.11.2025 14:00
-
Pustka #99
09.10.2025 18:06
-
Wysłał mi na urodziny tiktoka z tańczącym psem #98
11.09.2025 14:13
-
Truskawki #97
31.07.2025 17:51
-
Nie zrozumiałam sygnałów #96
26.06.2025 14:00
-
Potraktował spotkanie jako sposób na darmowe pi...
16.05.2025 14:00
-
Uważaj na mężczyznę w kaszkiecie #94
18.04.2025 13:00
-
Od nerda do crusha #93
21.03.2025 15:00
-
Chciał mnie WYRZUCIĆ ZE SZKOŁY, bo... DOSTAŁ KO...
07.03.2025 15:00
-
Tajemniczy klient #91
14.02.2025 15:00