Mentionsy

Obłędne Historie
Obłędne Historie
26.02.2026 14:00

#25 O tym, jak robienie dobrej roboty nie wystarcza i o potknięciach, które generuje bycie wizjonerem w rozmowie z Piotrem Wojciechowskim

Zlecenia piętrzą się, spraw do zrobienia wiele, a klienci pytają o kolejne etapy prac? Ktoś, kto nie doświadczył tego, co mój rozmówca, mógłby ocenić sytuację pochlebnie - jest popyt, jest na czym budować sukces. Tymczasem w tle czają się sygnały ostrzegawcze, które mogą zaważyć na ocenie naszej pracy. Jak ich uniknąć? Jak rozpoznawać i jak reagować? O tym opowiada Piotr Wojciechowski - gość 25. odcinka Obłędnych historii, doświadczony konsultant i trener CX i EX.


W rozmowie usłyszysz o tym:

👉 czego klient oczekuje, zlecając prace, choć nikt nie mówi o tym głośno,

👉 jak wykryć różnice między Twoją a zlecającego definicją dobrze wykonanego zlecenia,

👉 czy to, że projekty idą naprzód, to wystarczający sygnał, że wszystko idzie we właściwym kierunku,

👉 jak poznać swoje deficyty i gdzie szukać wskazówek do poprawy,

👉 wizjoner versus operator machiny projektowej - który i w jakim zakresie jest potrzebny,

👉 tips&trics, czyli podpowiedzi od wizjonera, zarządzającego projektami.


#fuckupstory #freelance #consulting

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 37 wyników dla "Y."

Cześć, dzień dobry.

A te rozmowy...

Bo z mojej perspektywy, to ja jako konsultant zawsze skupiałem się i skupiam przede wszystkim na tym, że mamy jakąś merytoryczną, jest wizja, wiemy, co zrobimy, mamy jakieś kolejne działania wyznaczone, no i tak sobie potem skaczemy, przechodzimy, czy tego się utrzymamy.

I teraz z ich perspektywy.

Żeby zdjęli z głowy.

Więc miałem takie poczucie, że gdzieś jednak wkrada mi się momentami bałagan, ale znowu z racji ilości rzeczy trudno nad tym na bieżąco zaplanować, więc jedziemy.

W sensie jedziemy do przodu, bo deadline'y, bo terminy, wszyscy to znamy.

Ale generalnie, co do zasady, każdy projekt na powrót zyskał regularne statusy.

Generalnie te statusy wróciły.

Ja na tych statusach staram się do tych Miro zaglądać razem z klientem, pokazywać, że tam jest aktualizacja, że tam są wszystkie rzeczy.

I kolejna rzecz, którą zacząłem robić w tym kontekście, to jest to, że ja sobie sam zapisuję całe do zrobienia, bo ja zawsze miałem problem z dużą ilością miejsc, w których zapisuję różne rzeczy.

Taki już mam charakter chyba i tak działam, że mam po prostu trzy notatniki, pięć online'owych jakby miejsc i próbuję to uporządkować, to cały czas nie jest stan idealny.

Jednak rolą nas, jako konsultantów, osób, które wykonują tego typu pracę projektową dla klientów, jest również odciążanie klientów, zajmowanie im z głowy zadań, przejmowanie rzeczy, których oni mają tak dużo do roboty.

Więc jeżeli my im dokładamy dodatkowo zadań, bo oni muszą za nas pamiętać, to rozumiem, że to może wpływać negatywnie na doświadczenie i w ogóle poczucie jakości tej współpracy.

Konkludując to, myślę sobie, że klienci, w tym kontekście, moi przynajmniej, na pewno też kupują czy chcą kupować ode mnie spokój, a nie tylko efekt pracy, na który się umawiamy.

I myślę, że to, co jest tutaj bardzo wartościowym elementem, to są jednak takie spotkania kick-offowe, na których my sobie ustalamy ramy i organizację tej pracy.

Ponieważ w ciągu ostatniego roku pracowałem głównie z klientami, z którymi pracuję od trzech, czterech, pięciu lat i w związku z tym miałem chyba jakieś takie poczucie, że skoro znamy się już tyle, to po prostu pojawia się projekt i my wchodzimy w kolejny projekt i sobie automatycznie działamy.

I myślę, że dla całości doświadczenia takiego eksperckiego, w sensie to jest system leczeń połączony.

Oj, tam się dużo rzeczy, tam się dużo rzeczy... Ja już wcześniej opowiedziałem chyba trochę o tej drugiej rzeczy, bo tam się dużo rzeczy oczywiście kryje jeszcze.

W sensie jakby ja dosyć szybko się adaptuję do nowych sytuacji i jeżeli potrzeba coś zmienić, to ja zazwyczaj mam taką postawę, dobrze to zmieńmy.

A przyszła po was firma, która powiedziała, w pierwsze trzy tygodnie zrobimy to, to i to, dostaniecie X. W kolejne pięć tygodni zrobimy to, to, to i to, dostaniecie Y. A w jeszcze kolejne dostaniecie Z. Po tam 15 tygodniach będziecie mieli XYZ w formie takiej i takiej i z tym skończymy projekt.

Ja przynajmniej tak robię, to może nie uogólniam, bo są może bardziej zdeterminowani ludzie, ale ja zawsze robiłem te ćwiczenia, które najbardziej lubiłem, które niekoniecznie są najlepsze i najcięższe i to trochę mi wyszło w tym roku, w sensie co poprzednio, że robiłem rzeczy, sposób realizacji taki, który mi jest najbliższy.

Założyliśmy Icela, może trzeba zrobić Y.

Więc pewnie nie jest jeszcze idealnie, ale ja mam poczucie po tym półtora miesiąca, że jest lepiej i wierzę, że jak za parę miesięcy pogadam z moimi klientami, to to się pojawi jako punkt już bardziej pozytywny niż taki, który trochę im życie uprzykrzał w przeciągu ostatnich miesięcy.

Jeden jest wizjonerem, któremu trzeba zaufać i któremu trzeba uwierzyć, a drugi jest operatorem, który mówi i my wiemy.

To samo jest z drugiej strony.

Ja myślę, że pierwszym krokiem jest, w mojej ocenie, zrozumienie, chyba w ogóle, czy próba zrozumienia swojego własnego modelu operacyjnego, w sensie jak my funkcjonujemy.

I mi na pewno w tym kontekście bardzo dużo dały te wszystkie ćwiczenia typu DISC, które jeszcze robiliśmy w fuzarsowym zespole, FREEZE, które robiliśmy w fuzarsowym zespole, galupy i tego typu historie, które mi jednak pokazały, czy potwierdziły jakiś tam profil mój kompetencyjny.

Pokazały mi, gdzie mam mocne strony, gdzie mam słabsze strony.

Natomiast uważam, że też trzeba wtedy uczciwie powiedzieć klientowi, czy osobno z tym współpracujemy.

I napisałem też im, gdzie w związku z tym widzę, gdzie są moje mocne strony.

Więc dałem na przykład informację, bo uważam, że ta transparentność wobec nich jest jakby...

Z raczej mocnej i słabej strony, to chyba takie rzeczy mi przyszedł do głowy.

I to też potrafi być męczące, w tym sensie, że ja mam cały czas poczucie, że trzeba to uporządkować, raz, a dobrze, a dwa, że nigdy nie przeczytam tych wszystkich rzeczy, które sobie zaznaczyłem i ta myśl mnie strasznie męczy.

I to jest moim zdaniem ważne pytanie, które sobie warto regularnie i regularnie zadawać, bo ten ciężar może mieć bardzo różne wymiary.

Jakby takie rozmowy o tym, jak to poukładać, żeby na koniec dnia ta wartość była maksymalnie dobra, bo też widzę, że nikt nie oczekuje, jakby, że ty będziesz alfą i umyjesz, że będziesz robić wszystko, ale wszyscy oczekują, że jasno powiesz w takim razie to, co możemy zrobić i jakie są opcje na stole, żeby ten projekt dowieźć maksymalnie sprawnie i w takim kształcie, na jakim się umawiamy.

I za historię, i za pogłębienie tej wiedzy.