Mentionsy

Lewackie Pitolenie
Lewackie Pitolenie
18.05.2025 23:00

Lewackie Podkaściątko o niebezpiecznym zakręcie w prawo.

Send a text

...a w nim felieton z cyklu Tymczasem w Absurdystanie w którym na gorąco Tomek dzieli się swoimi obserwacjami w noc po pierwszej turze wyborów prezydenckich. 

Zapraszamy!

Felieton można przeczytać tutaj: https://orynski.eu/tymczasem-w-absurdystanie-247/

* * *

Nazwa tej audycji jest nieco ironiczna. Takimi słowami oburzeni prawicowi czytelnicy podsumowywali kiedyś artykuły w prowadzonym przez Maćka i Tomka portalu Gazeta Elektroniczna. Choć jednak serca mamy bardziej po lewej niż po prawej, to załoga podkastu różni się w swoich poglądach, co pozwala nam toczyć dyskusje i spory które - mamy nadzieję - są interesujące również dla naszych słuchaczy.

Jako że postanowiliśmy oddzielić nasze pitolenie od mądrego gadania, które często prezentują zapraszani przez nas goście, nasze wywiady będą teraz ukazywać się w serii Mądrze Gada.

Rozsianą po świecie ekipę przygotowującą te podkasty tworzą:

Alex Cetera - archeolog z Londynu Magdalena Lasota - fotografka i przedsiębiorca z Wrocławia Adam "Beret" Mańczuk - nomad, żeglarz, hippis i programista pomieszkujący wszedzie po trochu. Tomasz Oryński - niezależny dziennikarz i kierowca ciężarówki mieszkający w Helsinkach Maciej Przybycień - dawniej redaktor prasy polonijnej a dziś barman i programista żyjący w Edynburgu Dariusz Wójcicki - project manager z branży IT mieszkający w Warszawie

W pierwszym okresie działania podkastu współpracowała z nami także Martyna Sokołowska, dziennikarka z Sanoka.

Kontakt: [email protected]


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 50 wyników dla "PO"

Pozorajcie podkaściątka.

Postanowiłem tak na szybko w ramach gorącego komentarza dotyczącego nocy powyborczej po pierwszej turze wyborów prezydenckich przedstawić Wam swoje przemyślenia, które właśnie przerzuciłem na papier, znaczy wirtualny papier w formie kolejnego z cyklu moich felitanów, tymczasem w absurdy stanie.

I pomyślałem, że może w ramach podkaściątka na szybciutko Wam go przeczytam, żebyście rano mogli sobie wysłuchać do kawusi.

Tymczasem w Abstrudystanie 247 Polska skręca w prawo.

Wstępny Exit Pols opublikowany kilka minut temu z pewnością przyniosą paru osobom w Polsce trochę stracha.

Największego szoku musieli doznać ci, którzy wierzyli w to, że te wybory to będzie po prostu spacer w parku dla Trzaskowskiego.

Jak jednak argumentowałem w poprzednim odcinku mojego cyklu o Absurdystanie, decyzja, aby ustawić Trzaskowskiego na prawo od tego, na jakiej pozycji stał w poprzednich wyborach, była błędna.

W wyścigu o tytuł największego prawa K. Trzaskowski nie ma szans nawet z Nawrockim, że o ultraprawicowcach takich jak Sławomir Męcen nie wspomnę.

Tymczasem tak obrany kurs przynosi paradoksalnie więcej korzyści jego oponentom.

To po prostu nie ma prawa działać.

Wystarczy popatrzeć na Wielką Brytanię, gdzie torysi próbowali być bardziej prawicowe niż Nigel Farage i doprowadziło ich to do kompletnej katastrofy, bo w byciu prawicowcem Nigel Farage rozkłada ich na łopatki.

Podkręcał nastroje ukraińskie i dzięki temu wchodząc w kampanię z poparciem rzędu 40% w pierwszej turze uzyskał o 1 czwartą mniej.

Bo jeśli chodzi o szczucie na migrantów czy Ukraińców, to tu znacznie więcej do powiedzenia mają i głośniej są gotowi krzyczeć kandydaci prawicy.

A kiedy te kwestie stają się głównym tematem kampanii, kandydaci tacy jak Sławomir Mencen czy Grzegorz Braun dostali po prostu hałdę punktów procentowych na złotym talerzu.

Mogli operować tam, gdzie czują się najlepiej i nie byli zmuszani do wychylania się poza swoją strefę komfortu, co było dużym błędem,

Bo jak widać było na przykładzie Mencena, nawet lekkie wychylenie się poza jego ulubione tematy prowadzi do jego kompletnej kompromitacji.

W rezultacie nawet największe skandale, takie jak wyłudzenie w niezwykle podły sposób mieszkania od starszego człowieka z problemami kognitywnymi, w zamian za obiednicę opieki, a następnie porzucenie go w domu opieki, nie mogły mu zaszkodzić.

I tak, wedle wyników wstępnych exit polls, Trzaskowski zebrał w pierwszej turze 30,8% głosów.

Fakt, że radykalna prawica uzyskała ponad 20% głosów jest katastrofą, bo oznacza to, że ponad połowa Polaków głosowała na radykalną prawicę i niedemokratycznych populistów .

Nie można też zignorować tego, że mogli przy tym maczać palce Rosjanie, choćby biorąc pod uwagę, że w wyborach był w stanie wystartować otwarcie i radykalnie prorosyjski kandydat, wcześniej nieznany nawet w skarpeco-sceptycznych kręgach, Maciej Maciak.

I choć oczywiście nie uzyskał nawet połowy procenta głosów, to sam fakt, że jego głos był słyszalny, pozwolił Braunowie wyglądać na jego tle jak stosunkowo zrównoważony i odpowiedzialny polityk.

Z drugiej strony mamy też dziwny przypadek Krzysztofa Stanowskiego, dawniej dziennikarza sportowego, a dziś, po uzyskaniu znacznych funduszy z nie do końca przejrzystych źródeł, autora kanału Zero na YouTube, który ogłosił się bezkompromisową przeszłością dziennikarstwa.

Zapowiadał bezlitosną krytykę wszystkiego i wszystkich, ale jakoś dziwnie tych krytycznych głosów słychać wyjątkowo niewiele, jeśli mowa akurat o PiS.

Stanowski postanowił wziąć udział w wyborach prezydenckich deklarując, że jest to pewna forma happeningu mająca pokazać jak wygląda kampania i obnażyć nieprawidłowości, a udział w debatach pozwoli mu zadawać innym kandydatom niewygodne pytania.

Nawet jednak niezależnie od tego, cała ta jego akcja okazała się kompletnym niewypałem, choć fakt, że jeden na stu wyborców postanowił mimo wszystko oddać na niego głos, też o czymś świadczy, choć nie do końca wiem o czym.

I tu możemy raczej zignorować niespodziewany comeback Joanny Senyszyn, weteranki lewicy, która rzutem na taśmę dostarczyła wymaganą ilość podpisów tylko po to, żeby sprawić wrażenie, że tak naprawdę nie traktuje wyborów, w których bierze udział poważnie.

Tak naprawdę po lewej stronie sceny politycznej mieliśmy pojedynek.

W zielonym narożniku wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat, która odeszła z Razep, aby przytulić się do części lewicy pozostającej w koalicji rządowej Donalda Tuska.

Walka toczyła się o to, jakiej taktyki od lewicowych polityków oczekują lewicowi wyborcy.

Bejat, jako reprezentantka koalicji rządzącej, nie bardzo mogła wykazać się na tym polu, dlatego zamiast tego atakowała Zandberga, oskarżając go o wygodnictwo.

Łatwo jest krytykować, jak się nie bierze za nic odpowiedzialności, mówiła.

Właściwie sprowadza się do tego, że od czasu do czasu Tusk rzuci im jakiś ochłap, którym potem mogą pochwalić się na Twitterze.

Zwykle są to zresztą rzeczy, które Tusk i tak pewnie by wprowadził, ale wygodniej, aby nie narażać się bardziej prawicowym wyborcom PO, jest mu to zrobić rękami Lewicy.

W tym kontekście muszę przyznać, że nieco ponad 4%, które według prognoz uzyskała Biejat, jest wynikiem lepszym niż przewidywałem.

Być może jest to dlatego, że pomimo trudnej pozycji, jest ona jednak czymś więcej niż piękną buźką, którą wystawiły do wyborów dziadki pociągające w Lewicy za sznurki, jak to było w przypadku Magdaleny Ogórek dekadę wcześniej.

Zamiast tego zdecydowali się trwać przy swoich przekonaniach i powoli budować sobie poparcie w nadziei, że kiedyś nastąpi ten dzień, w którym będą mogli zrobić coś naprawdę.

Krytycy argumentują, że na razie kiepsko im idzie, bo razem w polityce jest już od dekady, a wciąż nie ma żadnych szans na dorwanie się do władzy.

Ja jednak uważam, że ich rola jest istotna, bo udaje im się poruszać kwestie i tematy, do których chcąc nie chcąc muszą się potem odnosić politycy innych partii, więc ich wpływ na politykę jest w pewnym sensie większy, niż by to wychodziło z ich pozycji w sondażach.

Warto też pamiętać, że to od działaczek partii Razem zaczęły się strajki kobiet, choć zasługi potem przypisały sobie oczywiście inne osoby.

To także partia Razem jako pierwsza protestowała przeciwko zawłaszczaniu przez PiS Trybunału Konstytucyjnego, a na co dzień wykonują wiele pracy u podstaw, wspierając pracowników w walce o ich prawa czy pomagając zakładać związki zawodowe.

Niedawno opublikowano dane, według których posłowie partii Razem jako jedyni nie używają kilometrówek jako źródła dodatkowego dochodu i występują o zwrot kosztów tylko tych podróży, które faktycznie odbyli.

Przeciętny poseł tej partii odebrał z kasy sejmowej tylko 1466 zł, podczas gdy następny najniższy wynik, tym razem jest to Lewica, to ponad 27 tysięcy złotych na głowę w tym samym okresie czasu.

Wydaje się, że coraz większa liczba lewicowych wyborców przekonuje się do tego, że to razem, prędzej czy później, będzie w stanie zaoferować jakąś trzecią drogę, o czym świadczy fakt, ze przewidywanym wynikiem 5,2% Sandberg pokonał nie tylko swoją byłą koleżankę partyjną, ale także Szymona Hołownię, którego wynik szacuje się na około 4,8%.

Ale to wszystko ciekawostki i tematy poboczne.

W drugiej rundzie o fotel prezydenta zmierzą się Rafał Trzaskowski z PO i Karol Nawrocki z, de facto on wciąż udaje kandydata niezależnego, PiSu.

Czego możemy się spodziewać?

Aby go pokonać, Trzaskowski będzie musiał zdecydować, czy chce przekonać dla siebie wyborców radykalnej prawicy, czy lewicy.

A że radykalna prawica osiągnęła w pierwszej turze dwukrotnie wyższy wynik niż lewica, a PO jest chronicznie niezdolna do wyciągania wniosków z własnych błędów, jest dość oczywiste jaki kurs obierze, więc możemy się spodziewać jeszcze ostrzejszego zwrotu na prawo.

Oraz ilu wyborców o poglądach bardziej lewicowych po raz kolejny uda się do urn z zatkatymi nosami, aby z obrzydzeniem wrzucić głos na mniejsze zło?

Tekst powstał dla portalu Bryckie Listy.