Mentionsy

Łatwo powiedzieć. Tomasz Piekot
Łatwo powiedzieć. Tomasz Piekot
23.10.2025 06:30

Przeklinanie – sport narodowy Polaków

Rąbać, walić, dawać… Brzmi znajomo? Wulgaryzmy to część codziennego języka, ale też fascynujące zjawisko kulturowe. Dr Tomasz Piekot opowiada o tym, jak Polacy przeklinają, jakie znaczenia kryją się za „niegrzecznymi” słowami i kiedy przekleństwo przestaje być przekleństwem.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 191 wyników dla "J"

Łatwo powiedzieć, ale dlaczego trudniej się dogadać?

W tym podcaście poznasz językowe sekrety naszych codziennych praktyk.

O języku i kulturze opowiada językoznawca Tomasz Piekot.

Muszę od razu Państwa ostrzec, będę przeklinać, ale bez emocji i na prawach cytatu.

Jeżeli mają Państwo wrażliwość, w której wulgaryzmy się nie mieszczą, proszę pomyśleć o znalezieniu innego, ciekawszego podcastu.

Zacznijmy od tego, że przeklinanie to jeden z dwóch dość dziwnych sportów narodowych naszych rodaków.

Pozornie wydawałoby się, że te dwie cechy, czy tendencje, czy nasze skłonności są sprzeczne.

Z jednej strony zdrabnianie i spieszczanie jest utożsamiane stereotypowo z komunikacją rodziców z dziećmi, z komunikacją kobiecą nawet można byłoby powiedzieć.

Po pierwsze, obie cechy związane są z komunikacją emocjonalną, czyli korzystamy zarówno ze zdrobnień i spieszczeń, jak i przekleństw, wulgaryzmów w sytuacjach nieoficjalnych, prywatnych, bardzo emocjonalnych.

Ale obie cechy przedostają się do życia publicznego, do komunikacji oficjalnej.

Szefowie czy szefowe zdrabniają, rozmawiając ze swoimi podwładnymi.

To jest to słynne Pani Basiu, dwie kawunie z odrobiną cukierunia.

A z kolei wulgaryzmy stają się tak popularne, że pojawiają się nawet w przestrzeni oficjalnej, w reklamie czy w wypowiedziach dziennikarzy i dziennikarek.

Mam dla Państwa dość spektakularny i szokujący przykład ekspansji wulgaryzmów.

Jego polonistka zapytała mnie, czy powinna obniżyć ocenę za tak sformułowane zdanie.

Nie jest to takie proste, ponieważ polecenie do tego wypracowania brzmiało, opisz własnymi słowami.

Następowało później uszczegółowienie tego zadania, więc z perspektywy polecenia rzeczywiście młody człowiek użył własnych słów.

Wulgaryzmy to słowa własne, to słowa swoje.

Najczęściej są polskie.

Rzadko stosujemy tutaj zapożyczenia.

Wywodzą się oczywiście z czasów, kiedy polszczyzna jeszcze nie istniała.

Właściwie to była częścią języka prasłowiańskiego.

W związku z tym to jest to, co najbardziej nasze narodowe i kulturowe.

Niedawno poznałem historię pewnej starszej eleganckiej pani, która nigdy nie używała wulgaryzmów, zwłaszcza w stosunku do swojej rodziny przy wnukach.

Natomiast kiedy zaczęła uczyć się języka włoskiego, zapewne z powodów turystycznych, tak zafascynowała się włoskimi wulgaryzmami,

Że wprowadziła je do swojego języka myśląc, że rodzina nie wie co to znaczy i w ten sposób wyrażała bardziej południową ekspresję.

Jej ulubionym wulgaryzmem było wafankulo, które po włosku jest bardzo radykalne i brutalne i obraźliwe.

Natomiast po polsku brzmi całkiem przyjemnie.

Oczywiście jest to zabieg eufemizowania mocy wulgaryzmów, czyli umniejszania czy zmniejszania tej mocy.

Taki rodzaj zmiękczacza, jakby kokolino dodajemy do tej wypowiedzi, co faktycznie potwierdzają...

Badania lingwistyczne, że wulgaryzmy używane w języku rodzimym, ale zapożyczone, takie jak słowa na F w języku angielskim, brzmią trochę słabiej i możemy wyrażać emocje w ten sposób, w nieco łagodniejszej wersji.

Zacznijmy od doprecyzowania pojęcia przeklinania.

Jest to oczywiście termin jednoznaczny.

Językoznawcy wyróżniają aż trzy rodzaje przeklinania.

I wersje bardziej regionalne czy subkulturowe, moje ulubione z naszych materiałów zasłyszanych, oby ci matula gaciów nie uprała.

To są klątwy, które dzisiaj pełnią funkcję czysto ekspresywną, nie mają znaczenia, są pozbawione znaczenia, bardzo często nie są kierowane do konkretnych osób.

To jest czysta ekspresja o nieba, o rany julek, niech to szlak do studiabów i tak dalej i tak dalej.

Główny temat dzisiejszego odcinka.

Używanie słów wulgarnych na K, H, S czy J służy przede wszystkim naruszaniu tabu.

Mamy tabu obyczajowe i jeżeli ktoś odniesie się do tego tabu, pojawia się wtedy

Faktycznie jest tutaj jakaś część tabu fizjologicznego naruszona, ale mimo wszystko nie moglibyśmy chyba uznać tej wypowiedzi za wulgarną, natomiast jest raczej wyzwiskiem.

Już po tych kilkunastu przykładach zapewne zauważyli Państwo, że przekleństwa odnoszą się zarówno do sfery sacrum, jak i profanum.

Mamy zatem przekleństwa religijne, takie, które naruszają zasadę przywołania imienia bóstwa, Boga czy świętych.

O Jezus, Jezus Maria, o rany, na rany Chrystusa.

Mamy też przekleństwa fizjologiczne, takie, które nawiązują przede wszystkim do męskich lub żeńskich genitaliów i to są tzw.

przekleństwa fizjologiczne przednie oraz tylne, te, które nawiązują do skatologii, do defekacji.

Teoretycznie można byłoby się pokusić o taki podział kultur, ponieważ jeżeli zbadamy dokładnie przekleństwa w różnych językach, okaże się, że są takie kultury, w których najpoważniejsze przekleństwa mają charakter religijny, na przykład niektóre kraje skandynawskie.

Polska kultura byłaby raczej kulturą przeklinania fizjologicznego i byłaby to ta fizjologia przednia.

W języku niemieckim jest sporo popularnych wulgaryzmów czy przekleństw związanych

Właśnie z tą fizjologią tylną, jeśli tak mogę to powiedzieć.

Druga ciekawa obserwacja jest taka, że wulgaryzmy nie muszą mieć charakteru językowego.

Takie gesty bardzo precyzyjne, którym odpowiadają słowa nazywamy gestami emblematycznymi albo gestami kulturowymi.

Część osób pewnie kojarzy gest, który nazywa się fakol.

Mamy gest figi, mamy gest okej.

I to jest tak, że najczęściej te gesty, takie jak gest Kozakiewicza, czy gest fakow, czyli środkowy, wystawiony palec, nawiązują do genitaliów.

No i przede wszystkim w gestykulacji subkulturowej pojawia się sporo różnego rodzaju oznaczeń seksu, różnych typów seksu, zaproszeń do seksu.

Proszę mi wybaczyć, nie będę już tego dokładniej wypowiadać, ale mogą Państwo sobie wyobrazić te gesty lub znaleźć w nagraniach z filmów młodzieżowych.

Teraz wydawałoby się, że wulgaryzmy w różnych językach i w różnych kulturach mają różne natężenie, że dla nas wulgarne może być coś innego niż dla nawet sąsiadów Czechów czy Niemców.

Tymczasem skala wulgarności ma charakter niejęzykowy.

W wielu językach wyrażenia wulgarne możemy uporządkować od najbardziej wulgarnych do najmniej wulgarnych według kryteriów niejęzykowych.

To oznacza, że jest to powiązane z obyczajami, z obyczajowością i z zachowaniami w przestrzeni publicznej.

Otóż najbardziej wulgarne są wyrazy nazywające czynności, zachowania, które są najmniej przyzwoite w miejscach publicznych.

No wyobraźmy sobie wrocławski rynek i człowieka, który staje na środku tego rynku i zaczyna wykonywać różnego rodzaju czynności czy podejmować działania i oczywiście najbardziej wulgarna, najbardziej niedopuszczalna, najbardziej nieakceptowalna będzie kopulacja.

Na drugim miejscu byłyby te zachowania związane z załatwaniem potrzeb fizjologicznych.

Młodzież w latach 90-tych mówiła robienie dwójki albo dzwonienie na kartę, a najmniej wulgarne będą zachowania związane z niech będzie robieniem jedynki czy dzwonieniem na żeton.

Wyobrażają sobie Państwo dokładnie te słowa, o które mi chodzi i faktycznie badania naukowe pokazują, że to się bardzo powtarza.

Wymiotowanie w takim razie będzie mniej wulgarne od oddawania moczu itd.

To jest niezwykle ciekawe, ponieważ same słowa wulgarne mogą tracić swoją wulgarność, mogą się zmieniać w zupełnie pozytywne albo odwrotnie, też się tak zdarza.

Natomiast kategorie wulgarności są uporządkowane biologicznie i społecznie i związane są z tym, czego nie wolno nam robić w przestrzeni publicznej.

Pora teraz przyjrzeć się dokładniej wyrazom wulgarnym.

Otóż pierwszy językoznawczy słownik wulgaryzmów pojawił się w latach 90.

Jego autorem był językoznawca Maciej Grochowski.

I Grochowski przygotowując ten słownik, on zresztą wywołał spore kontrowersje.

Znane wydawnictwo publikuje słownik z wulgaryzmami, wszyscy idą do księgarni, tak sobie myśleli nauczyciele i przedstawiciele konserwatywnej, purystycznej części społeczeństwa.

Zdiagnozował czy zdefiniował istnienie dwóch rodzajów słów wulgarnych.

Jest to praktycznie ciąg liter lub głosek, w zależności od tego czy piszemy czy mówimy.

Który jest zakazany i będzie zawsze wulgarny bez względu na to, czy ktoś ma na myśli te zachowania, o których wcześniej mówiłem, czy cokolwiek innego.

Więc będzie to ciąg liter na przykład JEB.

Ten ciąg liter jest tak wulgarny i on jest wulgarny w każdym kontekście i bez względu na kontekst, że nie mamy na przykład nazw własnych

Które zawierają tę część.

Takich ciągów jest niewiele.

Grochowski twierdził, że w gruncie rzeczy takich prawdziwych ciągów wulgarnych liter czy głosek jest tylko pięć, czyli ten JEB, oczywiście kurw, no i tak dalej, i tak dalej.

Zdarzają się tutaj spektakularne wpadki firmy zagranicznych, chociażby firma, która tworzy czy produkuje żarówki, nazywa się Ostram.

Generalnie nazwa jest niefortunna, zwłaszcza w połączeniu ze sloganami czy billboardami w stylu osram twój cały świat.

Wyobrażam sobie Państwo, jakie rozbawienie może wywoływać i też jaki niesmak może wywoływać taka reklamowa komunikacja.

W każdym razie typ pierwszy to jest zakazany ciąg znaków lub zakazany ciąg głosek do tego stopnia, że język, kultura, użytkownicy języka usuwają wszelkiego rodzaju wyrazy, które nie są nawet historycznie czy etymologicznie związane z tymi

Jest ich tak dużo i są tak kreatywne w zależności od funkcji wypowiedzi, że nie da się ich zbadać, nie da się ich zebrać, nie da się stworzyć słownika.

Często powstają spontanicznie, na przykład w piosenkach, w dowcipach i później znikają.

Te wulgaryzmy kontekstowe czy wulgaryzmy obyczajowe są ryzykowne z perspektywy komunikacji cudzoziemców, którzy nie znają dobrze języka polskiego i mogą popełnić wypowiedź, która będzie uznana za wulgarna, chociaż nie było takiej intencji.

Czasem podobnie jest z dziećmi, które mogą się przejęzyczyć i powiedzieć coś co dorosłym skojarzy się z wulgaryzmem.

Oczywiście lista tych wulgaryzmów kontekstowych jest bardzo, bardzo duża.

Wulgaryzmy kontekstowe, czyli te przenośne znaczenia, najczęściej pojawiają się w sytuacjach bardzo nieformalnych, substandardowych, jak mówią językoznawcy, czyli w języku potocznym, w slangach, w żargonach.

Mogę je państwu zacytować.

Najczęściej one są oparte na czasowniku, który kojarzy się

Z kopulacją, więc na przykład klepałby jak Najman Mate, szarpałby jak student kebaba, brałby jak komornik telewizor i tak dalej i tak dalej.

Tego jest bardzo dużo.

Właściwie mamy nieprzebrane materiały, ponieważ powstają spontanicznie, często na zasadzie reakcji łańcuchowej takiej epidemicznej czy epidemiologicznej, tak się rozprzestrzeniają.

I szybko też znikają, nikt ich później nie używa, ale sercem takiego wulgaryzmu obyczajowego jest właśnie czasownik, najczęściej intensywny, wizualny, który pozwala budować analogię.

Dobrym przykładem takiej ekspresywnej nadproduktywności powiedzeń analogicznych jest słowo główno.

Słowo główno oznacza najczęściej coś małego, nieznacznego lub brak postępów.

Możemy powiedzieć, cytując znanego filozofa, że istnieje prawda, istnieje półprawda, no i istnieje g-prawda.

Ten wyraz pojawia się w wielu powiedzeniach związanych przede wszystkim z ideolektem rodziców w komunikacji familiarnej, bardzo bliskiej.

Na przykład mówi się, albo mówiło się, że ktoś się kręci po domu jak gówno w przerębli.

Proszę zwrócić uwagę na ten kontekst kulturowy, który się tutaj będzie pojawiał.

Ale też mówi się na przykład, że ktoś się wyrobił jak gówno w betoniarce.

Te wątki bardzo często służą do depresjonowania czyichś postępów rozwoju osobistego.

Są oczywiście bardzo brutalne i trzeba je interpretować w kategoriach przemocy.

Jeszcze bardziej związane z przemocą są więzienne bluzgi.

To są serie wulgaryzmów czy też wyrazów, które są objęte tabu, niekoniecznie wulgarnych, ale związanych kontekstowo właśnie z zachowaniami seksualnymi czy fizjologicznymi.

No i one są bardzo niebezpieczne dla osoby, która trafia do więzienia po raz pierwszy i nie zna zasad grypsery czy tego, jak więzienie funkcjonuje.

W literaturze pojawiają się bardzo drastyczne przykłady takich zachowań, kiedy ktoś dawniej trafiał do więzienia

Mógł usłyszeć pytanie, chodziło o zdiagnozowanie czy jest to osoba grypsująca czy właśnie jakaś podkategoria człowieka w sensie hierarchii więziennej, więc mógł taki ktoś usłyszeć pytanie czy jesteś zgrabna.

No i jeżeli ten ktoś odpowiedział na to pytanie pozytywnie lub negatywnie, proszę zwrócić uwagę, że to zgrabna jest wyrazem w rodzaju żeńskim, więc automatycznie

Oczywiście odpowiedź prawidłowa takiego nowo przybyłego człowieka do więzienia to nie jestem z Grabna, tylko jestem z Warszawy.

W ten sposób więźniowie rozpoznawali swoich i odróżniali ich od frajerów.

Frajer to jest właśnie podkategoria człowieka w więzieniu, czyli ktoś, kto nie potrafi grypsować.

Chodziło o to, by wzajemnie nie ranić, nie krzywdzić, nie zabijać swoich członków stada, tylko razem integrować się, scalać wspólnotę i bronić przed wrogiem zewnętrznym.

Po drugie, i to jest nawet efekt praktyczniejszy, wulgaryzmy przynoszą ulgę w momencie odczuwania bólu.

Nazywa się to najczęściej lalochezja.

Lalochezja, lalia, to oczywiście mowa z greki, a ta druga część, hezja, pochodzi od słowa ulżenie czy odciążenie, a zatem lalochezja to jest taki zabieg, w którym przeklinając przynosimy sobie ulgę.

Czasem jest to ulga emocjonalna, natomiast mamy potwierdzone badania, istnieją badania, które potwierdzają, że

Osiągamy właśnie za pomocą lalochezji nie tylko ulgę psychiczną, ale zwyczajnie jesteśmy odporniejsi na ból.

A zatem, tak się domyślam, nie próbowałem, lalochezja powinna być dość popularna wśród osób, które morsują.

Jeżeli po raz pierwszy miałbym wejść do zimnej wody, to zapewne zastosowałbym się do tych zaleceń językoznawczych i przeklinał siarczyście a propos

No i to generuje większą siłę kontekstowo.

Co ciekawe, statystycznie rzeczywiście kobiety przeklinają nieco rzadziej, ale nie ma różnic pomiędzy płciami.

Są oczywiście prymarne, ewolucyjne funkcje wulgaryzmów.

Kultura dołożyła do tego mnóstwo funkcji pobocznych, chociażby funkcja teatralizacji czy dramatyzacji wypowiedzi, klasyczne w wykonaniu włoskim.

Przeklinamy, żeby udramatyzować naszą opowieść i żeby to brzmiało bardziej spektakularnie.

Nie oznacza to zatem, że mówimy, że ktoś się wyje,

Wtedy, kiedy się spektakularnie, intensywnie wywrócił, tylko wtedy, kiedy chcemy pokazać pewną scenę z teatralnej perspektywy.

Inną funkcją wulgaryzmów jest wypełnianie pauz.

Wtedy, kiedy nie wiemy, co powiedzieć albo chcemy nabrać oddechu lub pomyśleć, jakich słów użyć, pojawiają się wulgaryzmy.

W języku polskim najczęściej jest to wyraz na K.

Pełnią wreszcie wulgaryzmy funkcję identyfikująco-integrującą.

Bardzo często przeklinać zaczynamy dopiero wtedy, kiedy jesteśmy w grupie, z którą się bardzo dobrze znamy i dobrze czujemy w relacji i z którą być może łączy nas wspólne hobby, pasja, emocje lub doświadczenia.

Jeżeli ktoś tworzy muzykę i jest to muzyka subkulturowa, na przykład rap, to zaczyna przeklinać w momencie śpiewania albo wtedy, kiedy zaczyna komunikować się z innymi twórcami lub fanami tej muzyki.

Bardzo często włączamy tryb wulgarności wtedy, kiedy czujemy się zagrożeni i ktoś zaczyna do nas przeklinać, czy w stosunku do nas przeklinać, my wtedy w ramach ochrony i dania takiego sygnału, że ja też potrafię tak powiedzieć, próbujemy właśnie słownie rozwiązać problemy z przemocą, niekoniecznie doprowadzając do rękoczynów.

To jest funkcja identyfikująco-integrująca.

Pozostaje nam jeszcze do omówienia bardzo ciekawa hipoteza zasłówka.

Zasłówek to jest taka domniemana część mowy, nie istniejąca w tradycyjnej gramatyce szkolnej, ale czasem pojawiająca się w pracach językoznawczych.

Zasłówek to jest zaimek, który zastępuje czasowniki.

Albo czy może mi tutaj pani trochę podtegować brodę z tej strony?

I oczywiście w tej samej roli występują wulgaryzmy.

Każdy czasownik, tak się przyjmuje hipotetycznie, można by było zastąpić takim właśnie wulgaryzmem.

Tymczasem okazuje się, że jest to mit.

Zbadali to dokładnie językoznawcy Grzegorz Zarzeczny i Monika Mazurek.

No weźmy sobie na przykład inwokacje, szukamy czasowników i sprawdzamy, które czasowniki z inwokacji możemy zastąpić rdzeniem JEB, albo kur, albo pier, albo jakimś innym wulgarnym, który nam przyjdzie do głowy.

Okazuje się, że tych czasowników, które wymieniamy na wulgaryzmy jest niewiele, jest ich około pięćdziesięciu.

Przeciętny użytkownik języka potrafiłby zamienić na wulgaryzm.

Boleć także mogę powiedzieć, że coś mnie je albo napier w boku na przykład albo w krzyżu.

Denuncjować ma bardzo dużo wyrażeń, pewnie jest to związane z naszą PRL-owską przeszłością, w których pojawiają się odpowiedniki wulgarne.

Ktoś kogoś podje, ktoś kogoś podpier, ktoś kogoś wie i ktoś kogoś wpier.

Nie wiadomo dlaczego dodawanie także jest wulgarne.

Może ktoś protestował, nie chciał więcej pomidorowej, ale jednak ktoś z rodziny na przykład tej pomidorowej mu doje.

Dziwić się to kolejny czasownik, który bardzo często jest wymieniany na wulgarny.

Coś kogoś rozje, albo rozkur, albo rozpier.

Badacze przygotowali precyzyjną listę czasowników, które Polacy i Polki zastępują wulgaryzmami.

Mamy na tej liście jeszcze jeść, karcić, kłaść, kopiować, nawet kopiować.

Ktoś od kogoś coś zje.

Ktoś się do kogoś doje, ktoś się do kogoś dopier, i tak dalej, i tak dalej.

Oczywiście sporo jest także synonimów do mówić głupio.

Jeżeli ktoś mówi głupio, to ktoś przypier, ktoś przyje, ktoś wie, ktoś zaje, i tak dalej, i tak dalej.

To jest akurat bardzo ciekawy wątek mówienia głupio, ponieważ mówi się też opowiadać pierdoły.

W tym ogólnym, ponadregionalnym istnieje też jeden wulgaryzm, który pochodzi z gwary śląskiej, niedługo pewnie z języka regionalnego śląskiego.

To jest wulgaryzm ciul.

Po pierwsze najstarsze udokumentowane użycie wyrazu ciul na Śląsku to jest XIX wiek i ten wyraz pojawił się w protokołach rozjemczych, sądowych.

Tam gdzie zaistniał spór odnotowano to o co się strony kłóciły i jak się kłóciły i wśród tych notatek pojawił się

Dopiero później z tego znaczenia anatomicznego ciul został przeniesiony na nazwę człowieka, najczęściej obraźliwą nazwę mężczyzny, rodzaj łajdaka, oszusta czy szumowiny, ale pojawiały się też użycia lekceważące, dureń, oferma, fajtłapa, niedorajda.

No i wreszcie ciul staje się wytrychem językowym, czyli przerywnikiem bez żadnego znaczenia.

Mówi się czasem ciul z tym, czy nawet ciul staje się taką kategorią ilościową, że na jakimś spotkaniu było w ciul ludzi.

Dziś wyraz ten odnotowany jest we współczesnych słownikach, ale przede wszystkim w słownikach specjalistycznych, w słownikach języka potocznego.

Wulgaryzm może się pojawiać przy okazji spraw karnych.

Mamy przecież definicję zniesławienia i zniewagi.

No i ta różnica między zniesławieniem a zniewagą jest bardzo ciekawa.

Zniewaga to jest obelga bez zarzutu, natomiast zniesławienie to

Jest jakaś wypowiedź, która zawiera poniżający zarzut, co oznacza, że zarówno w akcie znieważania jak i w akcie zniesławienia może się pojawić wulgaryzm, ale nie musi.

Dodajmy jeszcze do tego odpowiedzialność cywilną, ponieważ wulgaryzm, ale tylko wtedy, kiedy jest ad personam, czyli kiedy kierowany jest do konkretnej osoby, może naruszać dobra osobiste tej osoby.

To jest odpowiedzialność cywilna.

I w Polsce doszło do bardzo interesującego z tej perspektywy procesu, w którym na forum internetowym ktoś zwrócił się do jednego z uczestników dyskusji, debaty na ważny temat.

Andrzej, wypierdalaj z tego forum.

No i Sąd Okręgowy we Wrocławiu, to jest sprawa z 2009 roku, oddala powództwo, to znaczy uznaje, że ta wypowiedź, chociaż była ad personam, miała imię w mianowniku, które można było identyfikować jako

Jako nazwę tej osoby.

Ten Sąd Najwyższy stwierdził, że wulgarne wypowiedzi kierowane personalnie zawsze mogą naruszać dobra osobiste i w internecie te dobra osobiste także powinny być chronione, nawet jeżeli jest tam większa społeczna tolerancja, czyli akceptowalność tych wulgaryzmów.

Jak Państwo widzą, zarzut wulgaryzacji języka jest tylko częściowo słuszny.

Wtedy, kiedy nas coś boli albo wtedy, kiedy musimy dźwignąć coś ciężkiego w sytuacji ratowania życia.

Prawdopodobnie wulgaryzmy mogą przynieść ulgę albo nawet stanowić jakąś pomoc.

Najgorsze są wulgaryzmy kierowane do konkretnych osób lub wulgaryzmy wypowiadane w sytuacje osób, które ich sobie nie życzą.

W takich kontekstach warto jednak ugryźć się w język.

Dziękuję bardzo za uwagę.

Więcej naszych podcastów znajdziesz na polskieradio.pl, Spotify, Apple Podcasts, YouTube, w aplikacji Onet Audio oraz we wszystkich innych miejscach, gdzie słuchasz podcastów.