Mentionsy

Kryminalne Szepty
Kryminalne Szepty
06.03.2026 19:15

Irina Gajdamaczuk - Najbrutalniejsza seryjna morderczyni Rosji

Przez lata policja w Rosji była przekonana, że za serią brutalnych zabójstw starszych kobiet stoi mężczyzna. Ofiary ginęły w swoich domach, a sprawca znikał bez śladu.Prawda okazała się jednak znacznie bardziej szokująca.Za śmiercią 17 kobiet stała jedna osoba – Irina Gajdamaczuk, nazywana przez media „Wilczycą z Krasnoufimska”. Przez wiele lat pukała do drzwi swoich ofiar, zdobywała ich zaufanie, a chwilę później brutalnie je mordowała.Motyw? Pieniądze. Najczęściej na alkohol.W tym odcinku poznasz pełną historię jednej z najbardziej przerażających seryjnych morderczyń współczesnej Rosji – od pierwszych zbrodni, przez wieloletnie śledztwo, aż po moment jej zatrzymania.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 36 wyników dla "Gajdamaczuk"

Tak właśnie działała Irina Gajdamaczuk.

Irina Wiktorowna Gajdamaczuk przyszła na świat 22 maja 1972 roku w rodzinie rosyjskiej, zamieszkałej początkowo w miasteczku Karpińsk w obwodzie Swiedrułowskim na Uralu, a następnie przeniosła się z rodzicami do miasta Niagań w hanty mansyjskim okręgu autonomicznym na dalekiej Syberii.

Rodzina Gajdamaczuków przeprowadziła się tam w poszukiwaniu lepszej pracy i perspektyw, co wpisywało się w szerszy trend migracji wewnętrznych w późnym Związku Radzieckim.

Gajdamaczukowie nie byli rodziną patologiczną, ubogą czy uwikłaną w konflikty z prawem.

Gajdamaczuk ukończyła szkołę średnią mniej więcej w momencie upadku Związku Radzieckiego.

Gajdamaczuk poznała mężczyznę, z którym związała swoją przyszłość.

Rodzina Gajdamaczuków nie akceptowała stylu życia córki.

Gajdamaczuk potrafiła stworzyć pozory zwyczajnego, wręcz wzorowego życia rodzinnego.

Otoczenie sądziło, że ma posadę, podczas gdy w rzeczywistości Gajdamaczuk włóczyła się po mieście lub załatwiała dorywcze sprawy.

Od tamtej pory, jeśli Gajdamaczuk chciała kupić alkohol, musiała radzić sobie sama.

W każdym razie, pewnego dnia, gdy kończyła już malowanie, Gajdamaczuk przystąpiła do realizacji swojego planu.

Gajdamaczuk zaczęła wyszukiwać swoje ofiary wśród samotnych starszych kobiet.

Kiedy nadchodził właściwy moment, a Gajdamaczuk czekała, aż ofiara się odwróci lub straci czujność, wyciągała swój młotek i zadawała nim szybkie, wielokrotne ciosy w głowę, niczego nie spodziewającej się kobiety.

W lutym 2003 roku Gajdamaczuk zaatakowała kolejną staruszkę.

Co więcej, plakat wisiał podobno nawet na drzwiach klatki schodowej, w której mieszkała sama Gajdamaczuk, a mimo to nikt z sąsiadów jej nie skojarzył.

Po drugie, i co najważniejsze, Gajdamaczuk w ogóle nie figurowała w oficjalnych rejestrach mieszkańców Krasnoufimska.

Mundrowi wzywali do komisariatów kolejne panie z list meldunkowych, ale o Gajdamaczuk nikt nie wiedział, bo formalnie nie istniała.

Niemniej świadczy to o tym, że Gajdamaczuk kombinowała jak zatrzeć ślady i zmylić dochodzenie.

Milicja kontynuowała intensywne śledztwo, lecz przez kolejne dwa lata Gajdamaczuk wciąż unikała wpadki.

Po latach zabawy w kotka i myszkę z milicją Irina Gajdamaczuk stała się zuchwała i nieostrożna.

Wiosną 2010 roku Gajdamaczuk upatrzyła sobie kolejną ofiarę.

Gajdamaczuk korzystając z tego odwiedziła staruszkę pod pretekstem omawiania prac.

Trop doprowadził ich wprost do drzwi Iriny Gajdamaczuk.

Pod pozorem rutynowych czynności wezwali Gajdamaczuk na komisariat.

Poddano jej analizie grafologicznej i pismo okazało się należeć do Iriny Gajdamaczuk.

Śledczy opowiadali później, że podczas przesłuchań Gajdamaczuk zachowywała się zadziwiająco spokojnie, wręcz czarująco.

Prokurator zażądał dla Gajdamaczuk kary 20 lat pozbawienia wolności w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.

W mediach cytowano rozgoryczonych krewnych, mówiących, że Gajdamaczuk w ogóle nie powinna wyjść na wolność, nawet po odbyciu kary.

Historia Iriny Gajdamaczuk bywa przytaczana w publikacjach i programach kryminalnych jako przykład niezwykle rzadkiego przypadku kobiety seryjnej zabójczyni.

Psychologowie sądowi długo analizowali przypadek Gajdamaczuk, próbując dociec co pchnęło ją na taką drogę.

Jego zdaniem, na tym tle Gajdamaczuk mogła zacząć postrzegać staruszków jako ludzi drugiej kategorii.

Z drugiej strony eksperci podkreślali, że przypadek Gajdamaczuk to wciąż anomalia na tle ról społecznych kobiet.

Choć ekspertyza wykazała, że Gajdamaczuk nie jest ani schizofreniczką, ani upośledzona umysłowo, to jednak z pewnością występują u niej poważne zaburzenia osobowości.

Nie można usprawiedliwiać okrucieństwa Gajdamaczuk wyłącznie trudnymi warunkami czy chorobą alkoholową.

Historia Iryny Gajdamaczuk jest bowiem lustrem, w którym odbijają się mroczne strony przemian społecznych.

Gajdamaczuk zabrała swoim ofiarom jesień życia, lecz jej własna jesień życia upływa za kratami.