Mentionsy
Manny Pacquiao vs Juan Manuel Márquez - Ringowe Rywalizacje
8 lat, 42 rundy, 4 walki. Manny Pacquiao vs Juan Manuel Márquez to jedna z najznamienitszych rywalizacji w historii boksu. Od 2004 do 2012 roku Filipińczyk i Meksykanin walczyli ze sobą o to, kto z nich jest najlepszy.Na samym początku mieliśmy między nimi remis - który rozpoczął tę wojnę o dominację. Następnie Manny Pacquiao zwyciężył 2 walki, pokazując swoją wyższość nad rywalem. Ale nadal w tej rywalizacji nie było zdecydowanego triumfu - do czasu jedynego zwycięstwa Márqueza, po jednym z najpiękniejszych i najbrutalniejszych ciosów w tym sporcie.Manny Pacquiao vs Juan Manuel Márquez - Ringowe Rywalizacje0:00 Pacquiao vs Márquez Pacquiao vs Márquez 215:50 Pacquiao vs Márquez 321:33 Pacquiao vs Márquez 4
Szukaj w treści odcinka
Manny Pacquiao i Juan Manuel Márquez w ringu dobrali się jak idealni partnerzy do tańca.
Mimo że Márquez nazywany był dynamitem, to Pacquiao zdecydowanie był tym bardziej eksplozywnym, piekielnie szybkim, a Márquez tym wyrachowanym, skupionym na karaniu przeciwników za błędy kontrami.
A z drugiej strony mieliśmy Juana Manuela Márqueza.
Uznano, że było to spowodowane przypadkowym zderzeniem głów, a Márquez prowadził na kartach sędziowskich, więc wygrał przez techniczną decyzję.
Bilans Márqueza przed pierwszym starciem z Pacquiao wynosił 42 zwycięstwa i 2 porażki.
Márquez z klasycznej, czekający na niego i na jego błędy i odsłonięcia.
Połowa pierwszej rundy i Márquez już był na deskach.
Kolejne 20 sekund i Márquez znowu poczuł zimno maty od ognistych pięści Pacquiao.
Kolejne 20 sekund i znowu od lewego prostego Márquez ląduje na deskach.
Na dodatek brzydka zagrywka ze strony Pacquiao, który uderzył ciosem na dobicie Márqueza, gdy ten już siedział na linach.
Nie, ciągłe prawe-lewe nie starczyły na Márqueza, który jakimś cudem utrzymał równowagę i świadomość.
Coraz to cięższe wydawały się te knockdowny, lecz Márquez wytrzymał tę systematyczną agresję Pacquiao.
Pacquiao po tej pierwszej rundzie zakochał się w tej swojej kombinacji, machał rękoma jakby dokopał się do kolekcji ćwiczeń z Ewą Chodakowską, lecz Márquez już uchylał się pod tym lewym prostym i trafiał szybkim podbródkowym odkrytego Filipińczyka.
To 1-2 działało nadal, Pacquiao jedynie musiał odskakiwać po wyprowadzeniu ciosów, bo gdy utknął na blisko to Márquez rozpoczynał salwę bardzo szybkich uderzeń w pół dystansie.
Juan potrzebował dalszych kalibracji w swoim stylu walki, przez to starcie prawo kontra lewo ręczny w trzeciej rundzie zaczął schodzić na swoje lewo, aby przypuszczać Pacquiao do środka i ten nie mógł wtedy tym prostym trafić bez wygibasów i ryzyka kontr, na które to Márquez liczył.
Pacquiao miał taki na kontrolowanie rywala lżejszy, a Márquez zdecydowanie mocniejszy.
Márquez jak najbardziej był gotów stać i czekać na ruch rywala.
Po dłuższych przestojach atakował i wpadał na kontry Márqueza, nadział się na sporo mocnych ciosów Juana w piątej rundzie.
Márquez był w transie, łapał ciosy Pacquiao i kontrował prawymi.
W gruncie Márquez sprytnie wykorzystał pewną reakcję Pacquiao, rzucał lewy pod żebra, to wtedy Manny spinał się i przyciskał mocno do ciała prawą rękę, żeby przyjąć ten cios albo na nią, albo jak najmocniej osłabić efekty ciosu i lekko podnosił lewą rękę do obrony, ale zbyt lekko.
I takim lewym sprowokował Márquez Pacquiao, aby wlecieć potężnym prawym i w tym momencie Pacquiao był w sporych tarapatach.
Pacman poczuł oddech na plecach Márqueza, który to powoli nadrobił stracone rundy, zaczął z powrotem ryzykować z doskokami, ale tu Márquez z podbródkowymi zaczął go karać i jedyne co ratowało Mannego to jego szybkość, bo dawał radę od czasu do czasu wyprzedzić kontry Márqueza.
Przez to, że Pacquiao walczył głównie prostymi, to Márquez nie mógł ucelować go w ciało, szukał tych haków, ale musiał czekać aż Manny podejdzie, a ten robił to w takim tempie, że już tylko podbródkowe zostawały Meksykaninowi.
W mojej opinii należały one do Márqueza, ale Pacquiao też miał swoje nowe sztuczki, zaczął częściej podwajać jab i trochę to wybiło z rytmu Meksykanina.
115-110 dla Pacquiao, 115-110 dla Márqueza.
Juan Manuel Márquez utrzymuje swoje pasy WBA i IBF, a Manny Pacquiao nadal jest linarnym mistrzem de ring wagi piórkowej.
Największym atutem Pacquiao była ruchliwość i szybkość, przez co Márquez nie mógł z początku go przeczytać i dlatego trzy razy zaliczył deski.
Ale tutaj objawia się atut Márqueza, czyli właśnie inteligencja ringowa i umiejętność zauważenia schematów u rywala.
Według mnie Márquez ostatecznie nie nadrobił straconych punktów.
Márquez wygrywający 7 rund, a potrzebował 8, żeby zniwelować te 3 upadki w pierwszej rundzie.
U Márqueza zabrakło uderzeń w ciało, nie mógł znaleźć recepty na ruchliwość Pacquiao, a u Manego zabrakło cierpliwości, bo tak część rund przegrał przez to, że nie skupiał się na walce na odległość, tylko chciał sforsować to swoje 1-2 i płacił kontrami za to.
Możliwe, że Pacman i Dinamita za bardzo wyszli z planami do przodu, Pacquiao już był dogadany na starcie z Ericiem Moralesem, a Márquez za to chciał walki z Carlosem Hernándezem.
Nie odkryliśmy kto jest najlepszym w wadze piórkowej, a Pacquiao i Márquez jak najbardziej byli chętni na rewanż.
Marco Antonio Barrera w 2007 znowu padł ofiarą Pacmana i w taki sposób tylko zostały mu niewyrównane rachunki z Juanem Manuelem Márquezem.
Ten, który był w cieniu Barrera i Moralesa, a wtedy jeszcze swojego młodszego brata Rafaela Márqueza.
Márquez został awansowany na głównego mistrza, ale porzucił ten tytuł, aby walczyć w superpiórkowej.
I tak oto Márquez został mistrzem w drugiej kategorii wagowej, a Pacquiao szukał możliwości, aby zostać czempionem już w czwartej.
Márquez w rewanżu z Pacquiao miał bronić honoru Meksyku, w końcu zatrzymać tego, który ciągle bije ich zawodników i w dosyć zabawny sposób ogłosił, że wygra to starcie.
Walka odbyła się o pas WBC wagi superpiórkowej należący do Márqueza.
Starcie dwóch na szczycie i to nie tylko w superpiórkowej, lecz w boksie, bo Pacquiao został uznany przez magazyn The Ring za boksera nr 1 bez podziału na kategorie wagowe, a Márquez nr 2 w 2008 roku.
Pacquiao schodził nisko na nogach, szukał prostych na ciało, Márquez o wiele aktywniejszy z lewym sierpowym.
Márquez parował ciosy z daleka Pacquiao, szukał swoich lewych haków na ciało, a z prawej strony chciał po prostu trafić destrukcyjnym ciosem, gdy Manny się odsłaniał.
Po ciosach Pacquiao Márquez również wyprowadzał prawy hak na brzuch, gdzie Manny nie miał jak zdążyć, aby zablokować.
W taki sposób Márquez kradł mu kondycję i osłabiał Filipińczyka.
Pod koniec drugiej rundy jednak Pacquiao się odkrył idąc na wymianę jab za jab, chciał wlecieć z tym swoim lewym, ale Márquez go złapał na tę przynętę, wyciągnął Pacquiao jak szczupaka i uderzył lewym sierpowym, szybka poprawka prawym i wleciał taki lewy shovel hook, coś pomiędzy podbródkowym a sierpowym i Manny na pewno ucieszył się, gdy za chwilę usłyszał gong kończący rundę.
Na początku trzeciej rundy Márquez znowu potężnie skontrował Pacquiao.
Kontry Márqueza wyglądały wybitnie do tej pory.
Szczególnie, że podkręcili swoje poczynania pod koniec i to momentum latało wte i wefte, dopóki Pacquiao nie powalił Márqueza.
Chciał jeszcze dokończyć robotę po liczeniu, aż Márquez musiał złapać się lin, aby znowu nie zaliczyć desek i tym razem to on został uratowany przez Gong.
Pacquiao zgasił rozpędzonego Márqueza, który przejmował tę walkę.
Mieliśmy powtórkę z pierwszego starcia, Pacquiao idąc na wykończenie znowu zaczął te swoje 1-2 wystrzeliwać, a Márquez stwierdził, no dobra cwaniaku, to lecimy na wymianę kombinacja za kombinacją i pomimo tego, że trochę obił Pacquiao, dodał mu sporo okazji na akcję i Manny zdecydowanie to wykorzystał, będąc tym lepszym bujkowiczem, nie tędy droga dla Márqueza.
Które po stronie Pacquiao polepszyły się, a Márquez wykorzystywał swoje proste, aby Manny podniósł gardę i wtedy mógł zamachnąć się na jego ciało.
Márquez był bardziej skory do wymian, tym razem schodził na lewo, aby szukać sierpowych i z bliska miał fajną serię, czyli lewy podbródkowy i prawy sierpowy, takie jakby ugryzienie pięściami Pacquiao.
Pacquiao w tej walce bardzo często zbijał własne rękawice, pewnie chciał się podpalić do bycia bardziej agresywnym, ale trochę aż za bardzo, bo głową rozbił prawy łuk brwiowy Márqueza.
Márquez w ósmej rundzie pokazał swoją inteligencję ringową, ciągle zastawiał różne pułapki na mannego, markował ciosy i bardzo je różnicował jeśli chodzi o głowę i korpus.
Przez to, że Márquez był agresywniejszy, to Manny czasami przy doskokach rywala rzucał szybki prawy sierpowy.
W tym momencie miałem wrażenie, że Márquez zaczął popełniać błąd Pacquiao z pierwszej walki.
Czyli wloty na zamieszanie, bez większej filozofii i Manny mógł tak samo jak Márquez w poprzedniej patrzeć na nieskoordynowany atak i skutecznie celować.
Na początku dziesiątej rundy Pacquiao uchyla się pod lewym sierpowym Márqueza i trafia go przelotem, wybitnym ciosem, po którym Juan wyglądał jakby zderzył się ze ścianą, ale jakimś cudem ustał.
Dla mnie w tej walce Pacquiao dobrze operował wysoką gardą, tu był na pewno spory progres z jego strony, ale to nie znaczy, że Márquez nie miał na to odpowiedzi.
W ostatniej rundzie ewidentnie nie chcieli zostawiać wyniku na pastwę losu, rzucili wszystko co mieli, wydawało się, że Márquez zrobił więcej w mistrzowskich rundach.
Manny Pacquiao został nowym mistrzem WBC i The Ring wagi superpiórkowej, pokonując w rewanżu Juana Manuela Márqueza po niejednogłośnej decyzji.
Márquez za to popracował nad siłą uderzenia, widać było sporą różnicę plus wytrzymałość jego na ciosy była lepsza, pewnie ta cięższa kategoria wagowa mu w tym pomogła.
I w tej walce myślę, że agresywność Márqueza zadecydowała o rezultacie, oczywiście na jego niekorzyść.
Gdy rany Márqueza pod koniec walki były opatrywane, jego trener wsadzał mu w nie żółtą nić, czymś nasączoną.
Po walce Márquez nie był zadowolony z rezultatu, wprost mówił, że wygrał.
Sytuacja się odwróciła, to tym razem Márquez był w pogoni za tytułem Pacquiao, który to w 2009 roku zdobył mistrzostwo WBO wagi półśredniej pokonując Miguela Cotto.
Márquez wtedy również był mistrzem, ale w wadze lekkiej, miał pasy WBA, WBO i The Ring, które oczywiście nie były do zdobycia w tym starciu i które Márquez wkrótce straci przez wagowy skok do góry.
Jednak nic takiego nie wykryto u Márqueza, Meksykanin z nowym trenerem do przygotowania fizycznego zaczął budować mięśnie i siłę, a także zaprzestał picia swojego moczu.
Tak, dla osób, które nie wiedzą, według Márqueza jednym z głównych sposobów na zdobycie substancji odżywczych był recykling własnych sików.
Było to sugestią ze strony teamu Márqueza, który już raz walczył w takim limicie przeciwko Floydowi Mayweatherowi.
Pacquiao głównie z jabami i Márquez próbujący wystrzelić prawy overhand, przez co wydawało się, że Manny tym razem będzie tym kontrującym.
Márquez nawet, że na wstecznym, to częściej był agresorem, schodził na lewo, aby znaleźć lewe haki na żebra.
Pacquiao czekał na ofensywę Márqueza i tam karał go szybkim prawym sierpowym, łapał na niego wyciągniętego Meksykanina, gdy ten np.
Do swojego repertuaru pułapek Márquez dodał szeroki lewy sierpowy, po którym to wlatywał silnym prawym.
I dla mnie to był największy atut Márqueza w tym starciu, te kombinacje, które sklejał, były one kreatywne i Manny czasami nie nadążał za linią myślenia Meksykalina.
W dziesiątej rundzie Pacquiao lekko zepchnął na kolano Márqueza.
W końcówce walki Pacquiao chciał podkręcić tempo, ale Márquez nie był taki chętny.
Na Czoberenstein trener Márqueza mocno mu zakomunikował tuż przed 12 rundą, że Meksykanin wygrywa i byleby nie dał się trafić, dlatego tak negatywnie zaczął walczyć.
I także dlatego rezultat dla Márqueza ukazał się negatywny.
Jeśli chodzi o Márqueza, w tej walce spodobało mi się jego poruszanie głową, miałem wrażenie, że jest zwinniejszy i oczywiście te sekwencje uderzeń, które bardzo dobrze wyglądały i działały przez większość walki.
Pacquiao kontra Márquez 3 zostało uznane za wydarzenie roku według magazynu The Ring.
Także przez walkę z Márquezem, bo jednak to rozcięcie u Pacquiao, które potrzebowało trochę więcej czasu na uleczenie i nie było pewne, czy będzie on mógł w ogóle sparować przed tą datą.
Márquez nie owijał w bawełnę, cytując w wolnym tłumaczeniu.
Márquez był aktualnym mistrzem WBO wagi lekko półśredniej i został czempionem w czwartej kategorii wagowej, ale ten tytuł nie liczył się przy tej walce.
Márquez w ogóle nie nacieszył się tym pasem.
Márquez miał natychmiast stracić swój pas z lekko półśredniej po tym starciu.
Manny stracił wcześniej zyskany od Márqueza pas W biowagi półśredniej, dlatego tym razem mieliśmy walkę Pacquiao kontra Márquez bez żadnych rozpraszaczy mano o mano.
Juan Manuel Márquez także 54 zwycięstwa, 6 porażek i 1 remis.
Pacquiao tym razem bardziej polegający na poruszaniu głową, aby unikać ciosów Márqueza, dlatego Meksykanin częściej szukał ciosów na ciało, ale próbował ściąć manego lewymi sierpowymi.
To 1-2 Pacquiao wróciło do menu, tym razem ze zmyłką, zanim wyprowadzał prawy jab, to sprawdzał czy Márquez się ruszy.
Jak tak, to wtedy ten prawy za chwilę leciał na serio, a lewy bardziej szedł z dołu, bo Márquez był gotowy kucać pod nim.
W temacie zmyłek w trzeciej rundzie taka się powiodła, ale Márquezowi.
Była to niespodziewana odpowiedź od Márqueza, gdyż wydawało się, że Pacquiao ma tę walkę raczej pod kontrolą.
A tutaj Márquez pokazał, że nie chce znowu zostawiać decyzji sędziom, bo już wystarczająco go niedoceniali.
Na przykład piąta runda, gdy Márquez także zaliczył knockdown, musiał ręką utrzymać równowagę i był liczony po szybkim lewym Pacquiao.
Ten nagły upadek oznaczał, że Márquez jest dosyć przytomny i po chwili sam prawie i by powalił Pacquiao silnym prawem, ale Manny nie jest dłużny, sam krótką serią mocno wstrząsnął Márquezem, złamał mu nos i jak dla mnie, tak jak na powalenie Pacquiao czekaliśmy do ostatniej walki, tak ta piąta runda dla mnie była najlepszą rundą rywalizacji.
Márquez chciał unikać ciosu Pacquiao schodząc niżej, tak jak w trzeciej walce, ale tym razem Manny był gotowy i szybko zmieniał płaszczyznę uderzeń.
Wydawało się, że pomimo wszystkiego Pacquiao nadal ma przewagę w tej walce, twarz Márqueza coraz to gorzej wyglądała, ciągłe wymiany faworyzowały Filipińczyka i zapowiadało się, że to on idzie po pewne zwycięstwo.
W ostatniej sekundzie szóstej rundy profesor boksu Juan Manuel Márquez odpalił dynamit i spróbował odpowiedzieć na ten dylemat.
Ostatni triumf należał do Márqueza.
Juan Manuel Márquez w końcu triumfuje nad Mannym Pacquiao po 8 latach i 3 nieudanych podejściach.
Mówiłem, że żaden tytuł nie był na szali w tej walce, ale Márquez i tak otrzymał od WBO pas, który ogłaszał go mistrzem dekady tej organizacji.
Pacquiao kontra Márquez nr 4 zostało uznane walką roku, jak i nokautem roku przez magazyn The Ring, a także starczyło to, aby Juan Manuel Márquez został ogłoszony zawodnikiem roku przez tą publikację.
Manny później mówił, że błagał Márqueza o piątą walkę, ale ten niewzruszony odmawiał.
Później w moim rankingu dałbym drugą walkę, były to wersje Pacquiao i Márqueza wyważone, ale nadal z tą nutką eksplozywności i chęci do walki.
Następnie pierwsza walka, aż na zbyt ofensywny Filipińczyk walczący z Márquezem gojącym wynik, to na pewno była najlepsza historia w tych walkach.
Mamy perspektywę Pacquiao, czyli dzięki tej serii walk zyskał swoje dziedzictwo w świecie boksu, pokazał czemu jest żyjącą legendą i jednocześnie wygrał więcej walk niż Márquez.
To jednak Márquez bardziej mi się podobał w ringu.
Márquez na pewno miał o wiele równiejsze występy, za to Pacquiao miał wyższe szczyty i niższe upadki.
Głównym problemem Márqueza były te ciągłe ewolucje Pacquiao.
Wydaje mi się, że ta rosnąca agresja Márqueza z walki na walkę była odpowiedzią na te niekorzystne punktacje i dla mnie to był dobry pomysł, tylko niestety niefortunnie zgrał się z tą lekką zmianą stylu Pacquiao właśnie przede wszystkim w stronę bycia counterpuncherem.
Ale niezależnie co się działo, Márquez wyciągał nowe asy z rękawa, nowe pułapki i sztuczki, aby sprowokować tego agresywnego Pacquiao i go karać.
Każdy może inaczej punktować te walki, uznać, że jednak Márquez wygrał, a może, że jednak Pacquiao zdominował, a i tak wydaje mi się, że obie strony mogą mieć rację.
I jak Wy oceniacie tę rywalizację Pacquiao-Márquez?
Ostatnie odcinki
-
Prime Roy Jones Jr. i jego najlepsza wygrana - ...
19.04.2026 12:50
-
Fury vs Machmudow - "Gigant kontra Gigant", czy...
12.04.2026 16:39
-
Bitwa pod Żabką - Chisora vs Wilder, Mateusz Ma...
05.04.2026 12:06
-
Józef Grudzień vs Wilikton Barannikow (Tokio 19...
03.04.2026 18:43
-
Itauma vs Franklin - Moses Itauma jest nie do p...
29.03.2026 13:26
-
Organizacje bokserskie - jakie są i skąd ich ty...
23.03.2026 20:11
-
Nonito Donaire vs Riku Masuda - Nonito, czas ju...
17.03.2026 20:19
-
Laura Grzyb vs Simamkele Tuntsheni - Laura mist...
16.03.2026 17:38
-
Weekend starć: mańkut kontra klasyczny! (Dicken...
15.03.2026 20:03
-
Opetaia vs Glanton: Jai Opetaia zdobywa "trofeu...
09.03.2026 21:08