Mentionsy
Trójkąty (ale z rodzicami)
O relacji, którą nadmiernie wypełnia... mama - chcąca zastąpić synowi partnerkę. Czyli o trójątach, w których "tą trzecią" bywa rodzina.
---
Partnerem reklamowym tego odcinka jest Monolith Films, a wspominam w nim o filmie "Drama", w którym w rolach głównych zobaczycie Zendayę i Roberta Pattinsona. Film jest ŚWIETNY, trzymał mnie w napięciu i miałam po nim mnóstwo tematów do rozmów ze znajomymi - uwierzcie mi, jest o czym gadać.
Film wchodzi do kin 10 kwietnia, ale już od 3 kwietnia będzie go można zobaczyć przedpremierowo w wybranych kinach!
Łapcie zwiastun: ZWIASTUN
Sponsorzy odcinka (1)
"Kiedy odezwało się do mnie Monolith Films z pytaniem, czy chciałabym zobaczyć przedpremierowo film Drama, w którym główne role grają Zendaya i Robert Pattinson."
Szukaj w treści odcinka
Słuchajcie, obudziłam się dzisiaj z piosenką Andrea Bocelli, Time to say goodbye, w głowie.
Jest to absolutnie nieważna informacja w kontekście tego odcinka, ale chciałam wam to powiedzieć, że jak będę to wszystko wam dzisiaj czytać, co będę czytać, to będę miała tę piosenkę w głowie.
W odcinku o trójkątach.
Odcinek pierwszy, bo planuję dwa na ten temat.
Słuchajcie, mam ostatnio jakieś, w ogóle muszę sobie notować, porozdzielane odcinki, bo mam strasznie dużo materiałów.
To będzie odcinek o trójkącie, ale to nie trójkąt w łóżku, tylko trójkąty z rodzicami.
Kiedy rodzic albo rodzice nieco zbyt blisko związku się kręcą, mając naprawdę duży wpływ na parę, a czasem nawet na być czy nie być dla nich, stawiając warunki.
No i co tu dużo mówić, zainspirował mnie do tego nie tylko mail od jednej z przyjaciółek idiotek, ale też odcinek rozwodowy.
Po jego publikacji dostałam sporo historii, słuchajcie, dotyczących właśnie ingerencji rodziców.
Trochę jakby grali w Sims z nami, tylko tymi Simami były realne osoby i dzieci.
Którym można wybierać pracę, organizować czas wolny, jakoś tam ustawiać związki romantyczne, a nawet w sumie wyciągać drabinkę z basenu.
I o takiej właśnie historii dziś usłyszymy, a będzie to odcinek wyjątkowy.
Bo historia jest jedna.
Jeden mail.
Ten jeden mail.
Powiem wam, że jak zobaczyłam, jak obszerny jest to plik, to sobie pomyślałam, nie no, to jest niemożliwe, to musi być jakiś coś, coś tu jest nie tak mi pokazuje komputer, ale później okazało się, że ta historia naprawdę wymagała 27 stron A4.
Cała relacja jest ukazana miesiąc po miesiącu.
Po prostu studium przypadku chorobliwie zazdrosnej o syna matki.
Nie planowałam nigdy robić całego odcinka opartego o jedną historię.
Miałam takie pomysły, mam kilka takich historii, ale jakoś tak, nie wiem, nie czułam tego, żeby tak zrobić.
Ale ta historia, warto się jej przyjrzeć.
Ale najpierw dzisiejszy odcinek ma partnera.
No i ja kocham partnerstwa filmowe.
Kocham w ogóle fakt, że mogę sobie w zaciszu własnego domu obejrzeć jakiś nowy film, którego jeszcze nikt nie widział.
Jest w tym coś magicznego.
W którym główne role grają Zendaya i Robert Pattinson.
No już jestem po seansie i mogę wam go polecić.
Film jest bardzo idiotkowy.
Nawet biorąc pod uwagę, że jesteśmy po odcinku rozwodowym.
To jest bardzo na czasie.
I to jest film, który warto zobaczyć też w parze, bo skłania do rozmów.
Ja zadawałam po seansie sporo pytań Natalii.
Ona nie oglądała, słuchała tylko moich wykrzyknień z dużego pokoju.
I odbyłyśmy później dyskusję na temat rzeczy przemilczanych w związku.
Zatajanych nawet, związanych ze swoją przeszłością, z takimi trupami z szafy.
Piękni są oboje, w ogóle spijają se z dzióbków.
Poznajemy ich i mamy ochotę od razu przeżyć taką piękną miłość.
To są zaręczeni, zaraz ślub, no i mówiąc zaraz, to tak serio, no parę dni później, no i idą sobie z parą przyjaciół na tasting win, nie?
I gadają sobie, że tam są takie rzeczy, których nigdy nikomu się nie mówi, jakieś mega skrywane rzeczy z przeszłości, jakieś tam serio wstydliwe, albo nawet zakrywające o tabu.
No i każdy z nich się zwierza, jest taki hihi, haha, i wtedy, jak przychodzi do Emmy,
Która zachęcona do wyznań przez swoją przyjaciółkę i wszystkie ich wyznania.
Chyba uznała, że może się podzielić i sytuacja się skomplikowała, bo wyznanie Emmy jest tak grube, że wieczór kończy się awanturą.
A zakochany w niej ten Charlie zaczyna się wahać, czy na pewno chce brać z nią ślub.
I powiem wam, że to, co powiedziała ta Emma jest bardzo wielowymiarowe.
To nie jest taka jakaś tam mała rzecz, nie?
Bo z jej wyznaniem idzie w ogóle cała rozkmina na temat bardzo taki amerykański.
Nie mogę za dużo powiedzieć, bo jak wam zaspoiluję, a mi się też tak podobało, bo ja po prostu nie widziałam nic o tym filmie poza opisem w jakiejś tam na amerykańskiej stronie.
W ogóle to zmagania tej pary, tuż po tej winiarskiej dramie.
On taki wycofujący się, ona kompletnie też nie rozumiejąca tego co się dzieje.
Napięcie, no bo wiecie, że już czas tyka i zegar tyka.
Już ten czas robi się coraz mniejszy do tego momentu wesela i tak dalej.
To jest...
To są zmagania tej pary, później ona jakaś taka... Nie, dobra, to co się zadziało na sam koniec, ja nie mogę wam powiedzieć, bo zepsuję wam seans.
Film mnie skłonił do przemyśleń, co ja bym zrobiła i jak ja bym odebrała takie wyznanie, gdybym miała wyjść za Zendayę.
Już tam, czekajcie, od 10 kwietnia możecie zobaczyć.
Zostawię wam wszystkie informacje w opisie.
Serdecznie was zachęcam, bo w sumie obejrzałabym go nawet drugi raz.
I przedyskutujcie z miłościami waszymi albo ze sobą w głowie, co wy byście zrobili i czy wy byście powiedzieli tak Zendayi na ślubnym kobiercu.
No i pogadajcie, co w ogóle uważacie na temat samego problemu, z którym się mierzyła Emma jako nastolatka.
Czekam na wasze opinie, bo jestem naprawdę bardzo ciekawa.
Zostawię wam wszystkie informacje na dole.
A teraz przejdźmy do tematu odcinka.
I zaczniemy z grubej rury.
I powiem wam, że jak czytałam tego maila, to mnie bolały plecy.
Bo po pierwsze, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że to ja miałabym w niej być.
Ale też nie wyobrażam sobie sytuacji, że jakaś moja przyjaciółka w niej jest i ja na przykład nie wyciągam jej z tego związku za włosy.
Chociaż czym by się to różniło wtedy od wejścia w trójkąt i na przykład wrzucania swoich trzech groszy do czyjegoś związku.
Nie wiem, może jakaś, może intencja po prostu.
Ale jak myślę o tym, że kiedyś moja córka wejdzie w związek romantyczny, to mam takie...
Dziwne uczucie, bo to jest myślenie rodzica, że tak strasznie nie chcemy, żeby naszemu dziecku stała się krzywda w tym, żeby to dziecko miało złamane serce.
Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, że ona wraca do domu zapłakana.
Ale moją rolą jako matki jest po prostu towarzyszenie i obserwowanie, reagowanie na ewentualne prośby o wsparcie.
Której pomyliło się bycie mamą z byciem żoną i która przekraczała wszystkie granice dobrego smaku, ale też roli, w której powinna pozostać.
W ogóle w naszej kulturze jest jeszcze tak, że może nie tak bardzo jak we włoskich rodzinach, co mam tylko z opowieści, jakichś anegdot, ale jednak rodzice mają dużo do powiedzenia w kwestii związków swoich dzieci, mam wrażenie.
Albo w ogóle partycypacji w nich.
Nawet takie gesty jak opłacanie wesela, dokładanie się do mieszkania, czy kupowanie samochodu.
Jakby bardzo ci rodzice są obecni w naszych życiach.
Nawet często ingerowanie jest duże przecież w wychowanie wnuków.
No po prostu jest to dla mnie w Polsce bardziej zauważalne, bo tu na przykład na Islandii jest trochę inaczej i po prostu widzę ten taki rozstrzał, nie?
No i każdy chyba ma jakieś swoje okno tolerancji obecności rodziców w swojej relacji romantycznej.
No i są też rodzice, którzy sami wiedzą w jakiej są roli i jej nie przekraczają.
Czego nie można powiedzieć o tej mamie?
Słuchajcie, czytam.
Zapnijcie pasy, bo to jest... No mówię, już mnie plecy znowu zaczynają boleć.
On bardzo długo zdobywał moje zaufanie i moje serce.
Ale po jakimś czasie wpadłam jak śliwka w kompot.
Zaczął się wtedy najpiękniejszy okres w moim życiu.
Nasze prace zawodowe pozwalały nam, żeby mniej więcej co trzy tygodnie jechać na dłuższy weekend do jakiegoś pięknego miejsca.
W ten sposób odwiedziliśmy na przestrzeni dwóch lat jakieś 21 krajów.
Mieliśmy wspólne pasje i zainteresowania.
On też jest Słowianinem, urodzonym w Ukrainie.
Mimo to posługiwaliśmy się językiem angielskim z domieszką polskiego i ukraińskiego w razie potrzeby, a jego mama mówiła po polsku, bo pochodzili ze Lwowa.
Główna bohaterka tej miłosnej opowieści to właśnie jego mama.
O swojej matce zawsze wypowiadał się dobrze i z kulturą.
Jego rodzice byli po rozwodzie, z ojcem nie utrzymywali kontaktu.
On, wtedy 29 lat, mieszkał z mamą i babcią, z demencją, więc nawet uważałam, że to super, że pomaga mamie w opiece nad tą babcią.
Mieli ogromne mieszkanie, bo prawie 110 metrów i on już wtedy szukał czegoś, żeby kupić.
A kto na zachodzie mieszkał, ten wie, jak wielki kryzys mieszkaniowy tutaj jest.
Pierwszy raz usłyszałam ich rozmowę, jego i mamy, podczas naszego pierwszego spotkania w Brukseli.
Wiedziała, że przyleciałam spotkać się z jej synem, więc miała prawo być zaniepokojona, jeśli on się nie odzywa kilka godzin, a był z kimś obcym.
Moja mama też by się nie zaniepokoiła, dlatego o naszym spotkaniu wiedziała tylko moja siostra i to ona była moim kontaktem awaryjnym, czyli miała jego dane i info, że jeżeli się nie odezwę z hasłem lub coś, to o danej godzinie jest coś nie tak i ma zacząć działać.
No i słuchajcie, bardzo ładnie.
Mnie to bardzo cieszy, że pamiętamy o tym, że trzeba być czujnym.
Wracając do matki.
Widziałam oczywiście, że piszę do niej od czasu do czasu podczas naszych weekendów, ale przecież ja też pisałam do swojej.
Też wysyłałam zdjęcia do swojej mamy, też dawałam znać co u nas.
Miałam nawet takie myśli, że zazdroszczę mu tego, jak fajną ma relację z matką.
Pierwszy red alert w mojej głowie pojawił się, gdy zdałam sobie sprawę, że on codziennie pisze do niej wiadomości typu dzień dobry i dobranoc.
Ja rozumiem napisać wiadomość w stylu dotarliśmy do hotelu, idziemy coś zjeść, ale to były wiadomości życzące jej dobrego dnia i słodkich karmelowych snów.
Stawiając w to bardzo dużo słodkich emotek.
Jeszcze większe światełko zapaliło się, gdy zobaczyłam jakie wiadomości ona wysyła mu.
Były tam emotki i ciągnęły się całymi wierszami i były to czerwone tętniące serduszka, zajączki, całuski, kwiatki, szampany.
By the way, niedługo po tym jak się poznaliśmy, on kupił to mieszkanie dla siebie.
300 metrów od mieszkania swojej matki, w sąsiednim bloku.
I w międzyczasie remontował je częściowo sam, częściowo z ekipą.
Jaka ja byłam z niego dumna, że jest taki zaradny, taki przedsiębiorczy.
I gdy Sylwestra 2022-2023 spędzaliśmy u niego w mieszkaniu podczas pierwszej nocy, on wysyłał do matki wiadomość na dobranoc, a jego matka mu coś napisała, a on odpisał jej emotkami banan plus brzoskwinia.
Przysięgam, to jest tak dziwne, w sensie, to jest tak dziwne.
Ja nie jestem pruderyjna i ja wiem, że niby rodzice wiedzą, że uprawiamy seks, tak?
Ale to jest nadal tak niekomfortowe, żeby o tym gadać bez powodu ze swoimi rodzicami.
To są po prostu jakieś takie, nie wiem, niepisane zasady.
Można gadać z przyjaciółmi sobie, ale z rodzicami?
Nie wiem, powyżej jakiej... Nie dyskutuję się, okej?
Myślę, że wszyscy mają mniej więcej to samo stanowisko.
Żyję na tym świecie 33 lata i spotkałam się z czymś takim pierwszy raz.
Ja wtedy też o nie miałam na tę jedną milisekundę, ale no idiotkować każdy może.
Wtedy też po raz pierwszy spod poduszki wyjąłam mój zeszyt do pisania usprawiedliwień.
I znowu stwierdziłam, że może przesadzam, może mają dobry kontakt, może to różnica kulturowa.
No i ja to rozumiem, w sensie rozumiem, że jak chcemy, żeby coś wyszło, to czasami mamy klapki na oczach i jesteśmy w stanie wiele wybaczyć i wiele sobie uzasadnić, ale no że naprawdę, no to kontakt z mamą, no okej, może tak chlapną raz czy dwa, ale ta relacja ich, to już dla mnie była...
Czytam dalej.
Mój pierwszy kontakt z jego mamą miał miejsce krótko przed Nowym Rokiem.
Siedzieliśmy u niej w domu i jego mama zaczęła mnie wypytywać, kiedy się przeprowadzę.
No i wyszło na to, że Ja odpowiedział, że mamy taki termin, że około stycznia przeprowadzimy rozmowę, co z nami dalej, no i jak widzimy przyszłość.
Ja miałam pracę i mieszkanie w Gdańsku, on mieszkał w Antwerpii.
Byłam lekko zaskoczona, skąd jego mama wie o naszej rozmowie.
Nie byłam przyzwyczajona do tego, że moje sprawy są dyskutowane poza mną, no ale ostatecznie nie było w tym nic złego.
Nie prosiłam go o dyskrecję ani nic, więc było okej.
Serio było okej?
Ona była bardzo rozczarowana, że nie usłyszała dokładnej daty mojego przyjazdu na stałe.
Ona na zabój wykańczała jego mieszkanie, bo ja mam się wprowadzić od stycznia.
To jest za jakieś trzy dni.
I zaczęła mi tłumaczyć, co i jak powinnam zacząć robić.
Że muszę zacząć uczyć się niderlandzkiego, że muszę sprowadzić auto do Belgii, bo jak ja będę dojeżdżać do szkoły językowej.
Powiedziała mi grzecznie, że to jest sprawa między nami i to my we dwójkę będziemy dyskutować co i jak.
W odpowiedzi usłyszałam, że Polska to jest zadupie.
I nie po to ona przyjechała z jedną torbą i synem w ramionach do Belgii 26 lat temu, żebym ja teraz go z powrotem na wschód ściągała i jeżeli on wyjedzie, to ona pojedzie z nami.
Że w Polsce to ona będzie dla nas tylko ciężarem i nie będzie miała pieniędzy ze świadczeń socjalnych, z których żyję teraz w Belgii.
J. z początkiem lutego zaczynał nową pracę.
Zdzwoniliśmy się późnym wieczorem przed jego pierwszym dniem, to znaczy koło 22.
Podczas rozmowy widziałam, jak jego matka co chwilę wchodziła do jego pokoju, w którym on rozmawiał.
Tak, był w swoim pokoju w jej mieszkaniu, chociaż przecież miał swoje mieszkanie 300 metrów dalej.
I w końcu jego matka napisała do mnie na Whatsappie wiadomości pełne złości, że nie powinnam z nim rozmawiać o tej godzinie, bo on jutro musi wstać wcześniej do pracy i musi autem ponad godzinę jechać.
Odpowiedziałam jej bardzo grzecznie, że on jest dorosły i to on decyduje, czy i kiedy chce rozmawiać.
Bądź zdrowa, idź i nie wracaj.
Teraz to ja nawet myślę, że ona może miała autyzm i nie potrafiła jak dorosły człowiek wyrażać emocji tylko za pomocą emotek.
Jak zareagowałam?
Ja po prostu nie dowierzałam, że kobieta, którą widziałam raz w życiu, może wysyłać mi takie wiadomości.
Oczywiście zrobiłam screen i wysyłam j, mówiąc mu, że to przekracza moje granice komunikacji i ja nie rozumiem, dlaczego ona mnie tak traktuje, że to nie jest normalne, że ona chce nami zarządzać i naszymi rozmowami.
Pamiętam, że cała się trzęsłam z nerwów i to był pierwszy z wielu napadów, które były jeszcze przede mną.
J odpowiedział, że to ogarnie.
No a ja uwierzyłam, bo czemu miałabym nie wierzyć.
Po dwóch dniach odezwała się do mnie ponownie na Whatsappie, wyjaśniając, jakie wartości nią kierują.
Dostałam całą epopeję o tym, że ona chce z wnukami chodzić na basen, a nie do lekarza, że być może nie jest najlepsza w komunikacji, ale chciała dobrze i tak dalej.
Wracaliśmy z Amsterdamu z weekendowej wycieczki.
J kupił kwiatka dla mamy i wybraliśmy dla niej baklawę, którą lubiła koło 21.
Na prośbę J napisałam do jego mamy, że wpadniemy podrzucić kwiatka i coś słodkiego w prezencie.
W odpowiedzi usłyszałam, że J jutro do pracy idzie i o 21 to jemu nogi myć, a nie w gości przychodzić.
Ja też byłam zła.
J. twierdził, że odpowiedź jego mamy to humor.
Dla mnie to nie był humor, to było jakieś nieudolne wyrażanie agresji i złości na mnie.
Że znowu jej syn jest taki zmęczony i uciemiężony.
Po przyjeździe do jego mieszkania, on poszedł do domu swojej matki z tym kwiatkiem i z jakimiś rzeczami, a ja odmówiłam.
Skoro taka późna godzina i ona już mu nogi umyte,
No to ja nie będę jej nachodzić.
Zostałam w jego mieszkaniu.
Kiedy on był u niej, matka zadzwoniła do mnie z instrukcjami, co zapakowała mu do jedzenia i co powinnam przygotowywać mu na śniadanie i do pracy.
Byłam zdziwiona słysząc od niej, że mam rano wstać i przygotować mu śniadanie.
Ja wcale nie musiałam dostawać od niego takiego nakazu.
Natomiast nigdy, przenigdy nie kazałam ją, ani tym bardziej moi rodzice, wstawać razem ze mną, kiedy był w Gdańsku, a ja pracowałam.
Wręcz przeciwnie, szykowałam swoje rzeczy dzień wcześniej w łazience.
Podczas tego pobytu jego matka codziennie rano pytała go, co jadł i prosiła go o wysyłanie zdjęć z potrawami, które spożywał lub on je sam jej wysyłał, tego nie wiem.
Niemniej jednak ona codziennie dopytywała mnie, co jadł i co będzie jadł.
Jego urodzinowa kolacja w drodze do miasta matka zakomunikowała mi,
Że jej największym marzeniem jest to, żebyśmy zamieszkali razem, kupili wspólnie mieszkanie na kredyt i zajęli się sobą i odciążyli ją z szykowaniem mu śniadań i opieką nad nim.
Oczywiście najlepiej, żebyśmy kupili dom z dwoma mieszkaniami i ona zamieszka z nami, bo kto będzie wnuki bawił?
Jechaliśmy do centrum miasta metrem.
Jego mama sypała wieloma żartami o podtekście seksualnym wobec swojego syna.
W sensie, jakim to on nie jest ogierem i tak dalej, jaką to ja nie jestem szczęściarą, że on mnie tak grzmoci co noc.
W drodze powrotnej, Boże, mając serdecznie dość tych podtekstów seksualnych z jej strony, ja zaczęłam żartować z J na przekór coś o homoseksualizmie czy o impotencji, a to dlatego, że chciałam, żeby się wreszcie zamknęła.
Miałam dość dyskusji na temat naszych łóżkowych spraw.
Jego matka oburzyła się i powiedziała mi, że tak nie wolno.
Dała mi wielką reprymendę o tym, jak ja mogę kwestionować męskość jej syna.
No oczywiście o matkę i jej komentarze.
Po bezsennej, przepłakanej nocy następnego dnia w niedzielę poszliśmy do jej mieszkania na wcześniej umówiony tort i szampana.
Ja wyglądałam tak jak się czułam.
Jego matka znowu skomentowała, że pewnie jej syn nie dał mi zmrużyć oka z podtekstem namiętnych chwil.
Czułam się bardzo niekomfortowo, kiedy ona zaczynała takie tematy, bo to nie był jej biznes.
Pierwszy raz w tamtej chwili J zareagował, a raczej próbował zareagować i zganić ją za ten żart, ale kiedy teraz o tym myślę, to był pierwszy i ostatni raz, kiedy widziałam to na własne oczy.
Wyjechałam z Belgii po ogólnie nieudanym pobycie.
Ciągle na tapecie była ta kobieta, która wtrącała się we wszystko i zatruwała moje życie.
Tutaj powinnam jeszcze zaznaczyć, że pewnego dnia zaproponowała wspólny wypad do miasta na kawę.
Poszłyśmy, no i opowiadała mi o swoim życiu, o przeprowadzce, małżeństwie, a także mocno reklamowała swojego syna, mówiąc, że nic nie ogarnia życiowo sam, że wszystkie rzeczy administracyjne to ona musi robić za niego, że on nie gotuje, że on nie sprząta, że no nawet do lekarza się wstydzi zadzwonić.
Ja nadal nie wiem, co to miało na celu, bo on tak naprawdę gotował lepiej niż ona i ja.
Robił to często z przyjemnością i ogólnie to był bardzo inteligentny i ogarnięty zawodowo chłop.
Będąc już w Polsce, dostałam od niej wiadomość, że zostawiłam u niego w mieszkaniu formę do pieczenia.
Nie rozumiałam, czemu mnie o tym poinformowała, ale nie upatrywałam w tym złych intencji.
Odpisałam jej czysto kurtuazyjnie, że dziękuję, wiem, zostawiłam świadomie, no i mam nadzieję, że nie przeszkadza.
J nie wypieka, a mieszkanie się sprzedaje.
Jak się między wami ułoży, to już chyba będziecie musieli razem coś kupowali, to będziecie już razem coś kupowali czy wynajmowali.
Z ciekawości zapytałam J, czy naprawdę sprzedaje to mieszkanie.
Jej odpisałam.
Jeśli nie jest możliwe przechowywanie formy, to po prostu ją wyrzuć.
Dziękuję.
Dziś, po tych dwóch latach, rozumiem, że to była pierwsza próba niby zdymaskowania mnie i moich niecnych zamiarów, mojego awansu ekonomicznego i zdobycia tak zwanej daczy na Ukrainie i jej majątku.
Zapadła decyzja o mojej przeprowadzce w październiku 2023 roku.
Do tej Belgii.
W połowie września pojechałam jeszcze na wakacje z siostrą na Majorkę i w międzyczasie miałam mnóstwo rozmów o pracę w Belgii.
I chciałam też mieć ten komfort psychiczny, że w razie potrzeby będę mieć fundusze, no i nie muszę chwytać się pierwszej, lepszej pracy.
Podczas moich wakacji w Hiszpanii odezwała się do mnie jego matka.
Ona wyraziła swój niepokój i zmartwienie, że jeśli dziecko gdzieś wyjeżdża na trzy miesiące, to ona by się martwiła.
Odpisałam jej, że rodzice wiedzą o moich planach i że są z nimi okej, że J zna moją siostrę i że jest okej, że rozmawialiśmy z J na ten temat, tzn.
czy on chce poznać moich rodziców i że J nie miał takiej potrzeby.
Otrzymałam odpowiedź, że to ona chce poznać moich rodziców, bo to ona mnie przyjmuje pod swój dach.
I tak się ludzie zachowują w wychowanych rodzinach, żeby wiedzieć z kim się ma do czynienia.
Że to jest elementarne wychowanie, że ludzie pytają o opinie matki, co ona o tym myśli.
Odpisałam jej, że mam wrażenie, że właśnie nazwała mnie i moją rodzinę niewychowaną i że przeprowadzam się do jej syna i jego mieszkania, a nie do niej i nie sądziłam, że muszę pytać o jej opinię.
Odpowiedziała, że chciałaby poznać rodziców telefonicznie, bo to i tak krok do przodu i jej opinią warto byłoby się interesować, bo to ona poniosła wszystkie koszty remontu w jego mieszkaniu.
Ja wysyłam screeny z ich wiadomości do Jota.
Ja nie chciałam rozmawiać z jego matką za jego plecami.
Jot powiedział, żebym zablokowała ją na Whatsappie i że on to załatwi.
Jot zapewnił mnie również, że przecież jadę do niego, nie do niej, że mam jego wsparcie, że będę bezpieczna i wszystko się ułoży i on to wyjaśni.
Jezu, słuchajcie, ja mam ochotę takiej konfrontacji z tą babą.
To nie jest zwykła starsza pani, co ciągle pyta synka, czy mu ciepło, czy mu tam nie oza benzynę nie oddać, bo on tak jechał długo i daleko w odwiedziny do niej.
Tylko to jest taka matka z piekła rodem.
Czyta się czasami gdzieś o narcystycznych matkach i ja jestem ostatnia do diagnozowania i rzygam już słowami narcyz i gaslightning.
Kiedyś to po prostu już się mówiło o ludziach, że ktoś jest zjebany i tyle, a teraz wszyscy chcą innych diagnozować.
Natomiast to tak brzmi, jak zachowania z podręcznika jakiegoś.
Nie wiem, jak można w ogóle w taki otwarty sposób być niemiłym.
To nawet nie jest pasywna, ukrywana agresja.
To jest normalna przemoc psychiczna.
Ja nie wiem, jak od tylu miesięcy nasza przyjaciółka idiotka musiała znosić coś takiego.
Ja kumam, że nie wolno nikomu mówić, zerwi kontakt ze swoją matką.
Wiem, że no naprawdę musiała go kochać i poza tym aspektem wszystko było pewnie z tym typem w porządku i im się układało i tak dalej.
Ale ta stara, tak myślę w głębi serca, że może nasza przyjaciółka idiotka troszkę wierzyła w to, że ich miłość może trwać dłużej niż
Życie tej kobiety, ale ja bym się obawiała, że ten chłopak mógłby no nie przeżyć tego.
No ale dobra, czytam dalej.
Następnego dnia nagle J zmienił front.
Ustaliliśmy więc, że ogarniemy rozmowę telefoniczną w następnym tygodniu, po moim powrocie z Majorki.
No okej, jeżeli to jest na niego ważne, choć czułam, że to pod naciskiem matki, dla niego wszystko.
Niedługo po tym dostałam kolejną wiadomość na Whatsappie od jego matki.
Słyszałam, że J ma spotkanie z twoimi rodzicami w przyszłym tygodniu.
Kiedy moja kolej?
Odpowiedziałam, że wtedy, kiedy mnie przeprosisz za wczorajsze zachowanie, obrażanie mnie, sugerowanie braku wychowania i wiele gorzkich słów.
Otrzymałam odpowiedź, idź po Darley, nie wracaj do mnie, nie przychodź tutaj, jesteś chora na głowę, nie wymyślaj bzdur, chore stworzenie, nie chcę chorych wnuków.
Nie wiem, co to znaczy, czy to jest jakiś błąd, nie wiem, co to znaczy iść po Darley po ukraińsku, ale obawiam się, że nic miłego.
W tym momencie ja już nie wiem, co bym zrobiła.
Ja bym chyba się rozstała z taką osobą.
Że też ten typ nie był w stanie powiedzieć mamo, w ogóle zakazuje ci kontaktowania się z nią na Whatsappie.
Czemu on, jeszcze pytanie do tej autorki maila, ja się o to zapytam.
Dlaczego ona nie zablokowała tej matki?
Przecież to nie jest, kontakt z tą osobą nie jest jakiś niezbędny w jej związku, więc dlaczego tak było?
Tyle pytań, jeszcze nie mam na nie odpowiedzi.
Ja w tym czasie w Polsce, on w Belgii.
Jego mama ciągle wszczynała kłótnie.
Jego matka powiedziała mu nawet, że gdyby wiedziała, że jest taki głupi, to zrobiłaby aborcję.
Pamiętam jak gładziłam jego rękę i byłam totalnie bez słów, bo co można powiedzieć i jak skomentować coś takiego.
Spakowałam duże walizki z myślą o pobycie na dłużej.
Siedzieliśmy w tej knajpie i widziałam jak Ja był zmęczony i udręczony całą sytuacją.
Moje serce dosłownie krwawiło.
Następnego dnia mieliśmy wylecieć na wakacje do Włoch i zamiast cieszyć się chwilą, siedzieliśmy w milczeniu, zatopieni w pornurych myślach.
W drodze do mieszkania w Antwerpii dostałam od jego matki kolejną wiadomość na Whatsappie.
Był to screen z ich konwersacji o treści, daje jej ostatnią szansę na naprawienie tego, co ona sama zawaliła.
Niech przyjdzie z przeprosinami, w przeciwnym razie jej pobyt w mieszkaniu jest bardzo ograniczony i ty też powinieneś mnie przeprosić.
Powiem wam, że nie ręczę za siebie i już naprawdę nie mogę znieść tego napięcia i mam ochotę wziąć jej numer i coś jej napisać na Whatsappie.
Boże, słuchajcie dalej.
Wchodząc do jego mieszkania, gdy klucz był w drzwiach, zdążyłam jeszcze sobie pomyśleć, że to nowy etap w naszym życiu.
Byłam zdziwiona i nie dowierzałam, choć pierwsze kropki zaczynały się łączyć w mojej głowie.
Nic jednak nie powiedziałam, zapytałam się J. co to jest?
On też był zaskoczony, powiedział, że to chyba jego matka.
A ja zapytałam, ale czemu?
I moje pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Niemniej jednak kolejny raz najspokojniej na świecie powiedziałam mu,
Że to nie ma znaczenia, po prostu posprzątajmy to, naprawimy to i będzie okej.
Joc, jeszcze zanim zaczęliśmy ramię w ramię sprzątać ten syf zrobiony przez jego matkę, zrobił zdjęcia, poniżej jedno z nich.
I przysięgam wam, obejrzałam to zdjęcie i...
Ta podłoga wyglądała jak po włamaniu.
Po raz pierwszy w historii tego podcastu żałuję, że to jest tylko audio, a nie wideo i nie przesadzam.
Worki po cemencie, tuby po silikonie, kurz, jakieś butelki puste, folie rozwalone, kartony podarte, wszystko na stercie, po prostu jakby ktoś się włamał i rozwalił całe mieszkanie, no zdemolowane.
Nie wiem, ile im zajęło posprzątanie tego.
Jak ja bym była w tej sytuacji, to już bym po prostu pojechała na lotnisko i zwiewała i powiedziała nara, bo no nie mieściło mi się to w głowie, jak zobaczyłam tę fotę.
Zapytałam go, czy może nie byłoby lepiej zadzwonić do jego matki, spotkać się przed wyjazdem i porozmawiać na te wszystkie trudne tematy.
Jot zgodził się, zadzwonił do niej, a ona jednak oświadczyła, że ona nie ma ochoty na rozmowę.
Poinformowała go natomiast, że jak wrócimy z wakacji, to Jot ma iść do notariusza i podpisać jakieś papiery dotyczące mieszkania.
Widziałam, jak on był załamany i rozdarty i było mi tak smutno, że jego matka zrobiła mu taką przykrość.
Jemu i mnie.
Tego dnia rozmawialiśmy jeszcze o wymianie zamków w drzwiach i tak dalej.
Później położyliśmy się spać w naprawdę morowych nastrojach.
Czułam, że on jest nieobecny duchem.
Następnego dnia lecieliśmy już do Włoch i już w samolocie widziałam kątem oka, jak on wysyłał jej wiadomość na Whatsappie.
Było to zdjęcie meldujące, że jesteśmy już w samolocie z pustym wnętrzem.
Wakacje trwały, były lepsze i gorsze momenty.
Myślałam, że jeśli są ze sobą w kontakcie, to dobry znak.
W sobotę zapytałam go ponownie, jak tam z mamą.
W zamian za to, że on pójdzie do notariusza i podpisze papiery dotyczące zysku ze sprzedaży mieszkania, jego mieszkania, ona obiecała mu ignorować mnie przez trzy miesiące.
Podsumujmy, on jest ze swoją mamą okej, ja nie, bo jego mama uważa, że ja jestem konfliktowa.
On uważał, że to najlepsze, co mógł dla nas zrobić, a ja czułam się jak rzecz, którą można usunąć za określoną ilość pieniędzy z czyjegoś życia.
Czułam się poniżona, czułam, że ja i on nie jesteśmy jedną drużyną, że on ustępuje mamie w każdym aspekcie.
Fakt, że ktoś będzie udawać, że nie istnieje, był dla mnie upokarzający.
Oczywiście powiedziałam mu to, jak ja to widziałam i czułam.
Jego reakcja?
Zaczęłam go pytać o to, jak uważa, jak będzie wyglądało nasze wspólne życie, że boję się, że to nie zadziała w takiej formie udawania, że ja nie istnieję, że on tak naprawdę funduje sobie równolegle dwa życia.
Razem, ale jednak osobno.
Jedno z mamą, z którą on jest, okej, i jedno ze mną.
Zapytałam o przyjaciół, rutyny, życie codzienne.
Im bardziej ja unosiłam się w emocjach, tym bardziej on stawał się niedostępny.
Powiedziałam mu, żeby tego nie robił, bo mnie to rani i unieważnia, że ja próbuję rozmawiać z nim o trudnych rzeczach i te jego reakcje po prostu deprymują mnie i stresują.
Odbieram to jako brak szacunku.
Usłyszałam w odpowiedzi, że każe mu się zachowywać w określony sposób i go cenzuruje.
Powiedziałam mu, że boję się co się może stać, kiedy w poniedziałek pójdzie do pracy, a ja zostanę w jego mieszkaniu.
Ja naprawdę bałam się jego matki i miałam do tego podstawy, kto normalny byłby w stanie wyrzucić komuś śmieci w mieszkaniu.
Ja bym w ogóle te śmieci, słuchajcie, ja bym chyba spakowała w worek i jej zostawiła pod drzwiami.
I jeży mi włos na rękach.
Czuję, jak mi włosy w nosie stają z nerwów.
To jest niepoważne, że ten koleś nie postawił tej matce żadnych granic.
Ta umowa, że ona jej da spokój na trzy miesiące?
Umowa dobiega końca i już można jebać po niej i znowu się wyżywać na przyjaciółce idiotce?
Swoją drogą, wy nie widzicie tego, ale ja widzę, bo w tym mailu są daty.
I nasza przyjaciółka idiotka poznała tę teściową z piekła rodem tuż po nowym roku, a my jesteśmy już we wrześniu.
I ile to już jest czasu?
Że też ta matka się nie ukisiła w tej żółci swojej do tego czasu.
Swoją drogą jestem ciekawa, jak były partnerki tego J, czy też były z nimi takie same jazdy.
Czytam dalej.
A po tej ciszy najgorsze słowa w moim życiu.
Może rzeczywiście będzie lepiej, jeśli wrócisz do Polski?
Przypominam, że ona nawet jeszcze walizek nie rozpakowała.
Zapytałam go, czy ma świadomość, że to brzmi jak koniec.
Usłyszałam jeszcze jakieś wyświetlane gadki o tym, że zasługuję na kogoś lepszego.
Problem był tylko taki, że ja nie chciałam nikogo lepszego.
W tamtej chwili czułam, że nastąpił mój mały, prywatny koniec świata.
Ściana jego chłodu i niedostępności.
Jak w ogóle on sobie to wyobrażał, że jak gdyby nigdy nic, pójdziemy spać w jednym łóżku i wrócimy jednym samolotem do Belgii na lotnisko?
A później on mi odda walizkę ze swojego bagażnika, która tam została z obawy, co może zrobić z moimi rzeczami jego matka podczas naszej nieobecności i pomacha mi, gdy ja będę siedzieć w samolocie do Polski?
Zaczęłam zbierać swoje rzeczy i postanowiłam opuścić nasz apartament we Florencji.
Zaczęłam rozmowę po raz kolejny, bez żadnej reakcji z jego strony.
J chciał, żebym została.
Nawet zaoferował, że się sam gdzieś pójdzie.
Woda z kubka wylądowała na jego twarzy, rzuciłam w niego moim plecakiem.
I tak, nie jestem z tego dumna.
Powiem więcej, jest mi cholernie wstyd, ale emocje wzięły górę.
Wybiegłam z mieszkania, cudem złapałam taksówkę na cały czas szlochając.
Poprosiłam go o kurs na florecki dworzec i wcisnęłam mu jakiś kit, że tam jestem umówiona ze znajomymi i jedziemy na wakacje.
Jedyne otwarte miejsca to McDonald's pełen ćpunów i pijanych studentów.
Tylko co ja powiem w tym domu?
By the way, czy myślałam, że Jaot za mną pobiegnie i mnie zatrzyma?
Czy łudziłam się, że napisze do mnie, gdzie jestem i żebym mimo wszystko wróciła, bo to niebezpiecznie i się martwi?
Zapytał mnie, gdzie jestem dopiero, gdy byłam w hotelu w Warszawie.
Prawie dwie doby później.
Zapytałam go, czy nie jest nawet choć odrobinę ciekaw, co się ze mną stało i jak sobie poradziłam?
Z Florencji pociągiem nad ranem trafiłam do Bolonii i tam złapałam pierońsko drogi samolot do Warszawy, ale mój honor w tamtej chwili był bezcenny.
Oczywiście jak się wali, to się wali wszystko.
Samolot był opóźniony 3 godziny, ledwo żywa siedziałam na tym lotnisku, aż to nagle dostałam wiadomość od jego matki.
Jak masz zamiar tu przyjechać, to poszukaj innego adresu, psuj komuś innemu życie, ale nie mojemu dziecku, nie pozwolę.
Słuchajcie, wiecie co?
Wyobrażam sobie tę matkę jako tę Urszulę z Małej Syrenki.
Minęło trochę czasu, tych naszych zakochanych nadal trzymała się miłość, no i oni uznali, że chcą spróbować jeszcze raz.
No ale ten syn, J, przeprowadził się 60 km od niej.
No i to się tam zapowiadało dobrze, że nasza przyjaciółka idiotka coraz śmielej szukała tej pracy w Belgii, no ale nauczona doświadczeniem, gdzieś nie obok mamy, tylko w Maastricht.
Natomiast zważywszy na to, że wiecie, no po rozstaniu warto by też było przetestować jak to teraz stoi, no to uważam, że to jest super decyzja, że jej dzieliło to 100 kilometrów.
No i nasza idiotka ogarnęła sobie super pracę dla dużej marki, dostała hajs na relokację, spoko wypłatę, no i wszystko, żeby być niezależną miała.
No i ten temat tej jego mamy trochę leżał gdzieś obok, nie był chyba poruszany, jest taki słoń w pokoju.
I nawet jakieś leki z Polski tej babie przywiozła.
Bo powinna, tak myślę, chyba powinna, może powiem, bo nie chcę doradzać, ale co ja bym zrobiła, to chyba bym kompletnie nie dawała jej poczucia, że widzę istnienie tej Urszuli.
Po prostu stawiałabym granicę, że ucinam kontakt z tą osobą, nie chcę mieć z tą osobą kontaktu i okej, możemy być w relacji razem, ale w ogóle nie ma zero, żadnego słowa w ogóle o tej osobie.
Nie widziałabym innej opcji, no ale w każdym razie chciałabym być w porządku, tak?
W kwietniu nasza przyjaciółka idiotka zaczęła pracę.
No i co drugi weekend spędzali razem, a w te pozostałe on jeździł do Antwerpii, gdzie była ta jego mama i przyjaciele.
Minęło pół roku i od tej sytuacji z tymi śmieciami.
Ona już była przecież w tej Belgii, ale nie było na razie tematu zamieszkania razem.
Przypominam, że już nie mieszkał obok mamy, tylko trochę dalej.
No i ona spytała, ej, coś realnie zrobiłeś w temacie swojej mamy tam?
Ale że jak kiedyś razem ze sobą zamieszkają, no to ona zobaczy pewnie, że on jest szczęśliwy i odpuści.
No ja kurwa nie wiem, czy tak by było, no ale ja te historie czytam razem z wami w zasadzie.
Nie wiem, jakie będzie jeszcze zakończenie, tak?
Wybrałam ją, bo po dwóch stronach już wiedziałam, że pasuje.
No i słuchajcie, jesteśmy teraz w maju.
Leżą sobie tam w jego mieszkaniu, wszystko fajnie, chillera i nagle Jod wypala, że za tydzień po jej tam zaplanowanych czerwcowych wakacjach, on jedzie na wakacje z mamą.
Kolejna rzecz, która sabotowała jej związek.
Co gorsza, wakacje z mamą wypadały w dzień wesela w Polsce, na którym oni mieli być razem, o którym chłop wiedział wcześniej, miał poznać jej znajomych i rodziców.
No i jak czytamy.
Ja nie chciałam zaczynać kłótni, ale czułam się mniej ważna od jego mamy znowu.
Chyba już zwątpiłam, że jak mu powiem, że jak się czuję, to on to zrozumie.
No i oczywiście pierońsko się bałam, że powie mi, że przesadzam, wyolbrzymiam, jestem zbyt emocjonalna, jak zwykle się czepiam, że to jest ta jego matka, że on przecież zasługuje na te wakacje.
Zaczynałam wątpić w swoje zmysły.
Może rzeczywiście ja wymyślałam i czepiałam się bez powodu?
No i nasza przyjaciółka idiotka i ten typ pojechali na te ich wakacje do Hiszpanii, ale to nie był dobry związkowo czas.
I ta nasza idiotka miała wrażenie, że jest jakimś intruzem, bo ten chłop ciągle siedział w telefonie i konwersował ze swoją mamą.
I już ona serio straciła cierpliwość.
Ja się jej wcale nie dziwię, bo nie da się długo żyć na dupościsku złości.
I była płaczliwa, denerwowała się szybko, powiedziała mu wprost i bez ogródek, słuchaj ja potrzebuję twojego wsparcia i pocieszenia.
Pamiętam co się stało po naszym powrocie z Włoch, wtedy jak jeszcze tam przed rozstaniem i myślę o tym i po prostu się przez to nie umiem zrelaksować na tych wakacjach.
Potrzebuję twojego wsparcia.
A ten J powiedział, że przecież on nie może z nią być 24 godziny na dobę i on potrzebuje przestrzeni i ona nie histeryzuje.
I pisał dalej z tą matką.
I jak pisze przyjaciółka idiotka, nasza dzielna bohaterka, Jezus, tak mi jej żal, czułam się beznadziejnie, czułam się jak intruz w ich relacji, jak pasożyt i ktoś zbędny.
I kiedy on poszedł się kąpać, odhaczyłam kolejny idiotkowy punkt z idiotkowej checklisty, czyli przepyranie jego telefonu.
Zrobiłam zdjęcia jego konwersacji z matką z ostatnich dwóch dni.
Te konwersacje były w dwóch językach, niderlandzkim i ukraińskim.
I teraz przytoczę dwa urywki tych konwersacji, które wtedy ogarnęłam.
on wysłał jej polewowe zdjęcie z dwoma leżakami w jego rękach podczas naszej wycieczki na plażę.
A czemu ty masz taką smutną minę na zdjęciu?
I czemu nosisz dwa krzesła, zajączku?
Jeśli ona chce posadzić swoją dupę, to powinna sama se je nieść.
Oj, synku, synku, ale z ciebie ciamajda życiowa.
Jeszcze się musisz wiele w życiu nauczyć.
Słuchaj swojej matki.
Jego odpowiedź.
To tylko do zdjęcia.
To czemu masz taką smutną minę, zajączku?
W odpowiedzi wysłał jej swoje uśmiechnięte zdjęcie.
Przeczytałam jeszcze drugi strzempek konwersacji jego matka.
Dwie godziny bez reakcji?
Czyżby ta krowa łamana na dziwkę, łamana na jęza ci zabraniała?
Tutaj trudno mi zdecydować ze względu na błąd tłumaczenia.
No według czatu GPT tam tłumaczone jako Suka.
Jego odpowiedź, pardon?
No i nagle zmianą tematu na jakiś stolik nocny, który sobie kupiła.
I tutaj zakończę temat wiadomości między nimi, no ale do tematu jeszcze wrócimy, zapewniam.
I co ja wtedy zrobiłam?
Pierwszy i ostatni raz w życiu naruszyłam jego prywatność.
Powoli traciłam siebie coraz bardziej.
Z minuty na minutę bałam się mówić o tym, czego potrzebowałam i co mnie bolało, bo jego reakcje na to były pełne zrozumienia, za to pełne zniecierpliwienia, bo gdy prosiłam go o coś, to słyszałam o cenzurowaniu go albo, że on nie jest wystarczający, a ja jestem wiecznie niezadowolona.
Bałam się płakać, bo kiedy zaczynałam, to on kazał mi panować nad emocjami.
Bałam się zepsuć mu wakacje, bo przecież ja tego nie chciałam, tylko chciałam, żeby on był szczęśliwy, choćby moim kosztem.
Ostatniej nocy po seksie usiedliśmy na łóżku i J od razu chwycił za swoją komórkę.
Było to dziwne, zwykle raczej przytulaliśmy się, dzieliliśmy się bliskością.
Kurwa, słuchajcie, nadal w głowie mam Time to say goodbye Andrea Bocelli.
Czytam tego maila i nadal mam tę melodię w głowie i dlatego prączy mi się język.
Oczywiście nawet nie za bardzo się kryjąc zaczął pisać do swojej matki.
Podpełzłam więc do niego na łóżku i najspokojniej jak mogłam zapytałam go, czy naprawdę musi to robić teraz.
On nawet nie przestając odpisywać zakończył wiadomość, zrobił to w swoim tempie, odłożył komórkę i jak gdyby nigdy nic chciał się przytulić.
Ja już nie miałam na to ochoty.
Czułam się jak dziwka, do której przyszedł facet, zrobił co chciał, a po zakończeniu akcji po prostu włożył spodnie i zapalił przysłowiowego papierosa.
Powiedziałam mu to, znowu powiedziałam jak się czuję,
Ostatnia noc wakacji, wielka kłótnia.
Nie chciałam tej nocy spędzać gdzieś na lotnisku, opuszczając ten hotel.
Zdawał jej relację?
Naprawdę nie zasługiwałam na tę chwilę intymności, niezakłóconą przez jego mamę?
Potem były te słynne wakacje z mamą.
No i oczywiście mieli ze sobą sporadyczny kontakt, no bo pewnie mama mu konfiskowała telefon do kurwa swojej portmonetki.
Po powrocie wyrwało mu się, że tam musiałam jechać na drugie wakacje.
Po wakacjach z tobą, żeby odpocząć.
Była oczywiście rozmowa o emocjach, o tym jak każde z nich się czuło.
No i pojawił się temat terapii.
On zamyka usta i negatywne emocje podczas kłótni, można albo jakiegoś tam takiego kryzysu mega dużego i coś tam, można po prostu powiedzieć, dobrze, pójdę na terapię, popracuję nad tym, po prostu pójdę na terapię.
I cyk, i kolejna wiara i nadzieja się pojawia i można uznać, że...
No na teraz to trzeba zakopać ten topór wojenny, no bo odłożyć trzeba rozstanie przecież, no bo nie wiemy co się stanie za dwa miesiące, tak?
Może faktycznie teraz się wszystko zmieni, bo ktoś zadeklarował, albo jedna osoba zadeklarowała, że pójdzie na terapię, albo jest terapia PAR.
Dajmy sobie jeszcze jedną szansę.
Umówmy się na terapię PAR i cyk, nie trzeba kontynuować tej rozmowy.
Będziemy kontynuować kiedyś, jak już pójdziemy na tę terapię.
No anyway, jest sierpień 2024.
Romantyczny wyjazd z okazji trzech lat poznania się.
Pojechali samochodem do Francji nad morze.
No i przygotowała się, kupiła szampana, jakieś sery, owoce, spakowała nawet kryształowe kieliszki.
Żeby, wiecie, było romantycznie, zachód słońca, klify, wydmy, rozkłada koc, jedzenie, mrówki już spinają swoje dupki i wyruszają ze swoich mrowisk dalekich, żeby się dorwać do tej kolacji.
Wyjął telefon, zrobił zdjęcia plaży i zachodu i wysłał do Urszuli, w sensie do swojej matki, zdjęcia i dużo emotek.
I znowu spędzili rocznicę w Trójkącie z mamą.
Ja nie wiem, przysięgam, ktoś powinien zostać tam, zostawiony na tym klifie.
Dla dobra każdego z nich, ale głównie naszej idiotki.
Ja serio rozumiem to wszystko, rozumiem jej wiarę w to, że coś się zmieni.
Jeśli tak bardzo kochała tego typa i on kochał ją i tylko ta matka po prostu, ta relacja tego typa z tą matką, no wiecie, to są rzeczy, nad którymi można opracować.
Idzie na terapię i potrafi tych rodziców trochę, przynajmniej sobie poukładać w głowie swoją powinność, na przykład względem tych rodziców albo...
Jakieś poczucie winy, zrozumieć i panować nad tym, nie?
Więc ja rozumiem, że ona mogła być pełna wiary.
No ale właśnie, czy tylko ona stała na przeszkodzie, ta jego mama?
No nie, no chyba na przeszkodzie stał brak jakichkolwiek zasad.
Jego ignorowanie jej uczuć, w sensie naszej bohaterki Mayla.
Brak lojalności, brak oddzielenia ich intymności w ogóle od całego świata dookoła, jeszcze od tej matki.
On nie widział nic złego w tym, że na radce pierwszą rzeczą, którą robi, jest wysyłanie zdjęć mamie.
Przecież zaraz by odłożył telefon i byłby ze mną, ale ja oczywiście musiałam zrobić dramę z niczego.
No i tak mijał czas, jakby chłop kompletnie nie miał żadnej refleksji, żadnego pomyślunku, że faktycznie robi słabe rzeczy.
Na urodziny dał jej czekoladki i szampana za 100 euro.
Bez nawet wypisanej kartki urodzinowej, no a zawsze tak robił.
Zawsze dawali sobie też takie przemyślane prezenty, na przykład ona mu zrobiła breloczek z ich wspólnym zdjęciem, no ale w tym roku po prostu po prostu poszedł do centrum handlowego i kupił alkohol i czekoladki.
No i poszli na kolację, to nasza bohaterka powiedziała mu, że jest jej trochę przykro z powodu takiego prezentu, że wolałaby po prostu zwykłą kartkę z życzeniami od serca, wypisaną tak jak zawsze.
No bo on nie zrozumiał, że chodzi o fakt pójścia po linii najmniejszego oporu i kupna po prostu alkoholu jak, nie wiem, znajomemu na parapetówę albo kontrahentowi na podpisanie umowy.
No oczywiście skwitował to tym, że oczywiście ona się przypierdala, że on jest niewystarczający i w kółko jej coś nie pasuje.
No i dopiero dwa dni po urodzinach trochę się zreflektował, chyba do niego coś dotarło, no i napisał jej, że wynagrodzi jej ten prezent wkrótce.
No i nasza idiotka zalała się nadzieją, że może zrozumiał.
Że może po prostu widać jego mniejsze zaangażowanie i on sam to zobaczył.
Jak czytamy, chwilę później doszło do rozmowy o terapii.
No i czy coś zrobił, żeby poprawić tę sytuację z mamą?
Znowu zadałam mu pytanie, co zrobił, żeby poprawić tę sytuację z jego matką.
Tłumaczyłam mu, że te jego dwa równoległe życia nie są zdrowe, a ja chcę więcej niż jeden raz na dwa tygodnie weekend.
No i w odpowiedzi usłyszałam, że powinnam sobie znaleźć przyjaciół, kurs językowy albo kurs jogi, bo mi się po prostu nudzi.
Jego uwaga ugodziła w moją godność.
Ciekawe, jakby on się czuł w odwróconej sytuacji.
To znaczy on niecały rok w Polsce, bez przyjaciół i z widzeniami co dwa tygodnie.
Myślą, że ja jeżdżę do swojego domu, gdzie moja matka go obraża, a on nie ma tam wstępu.
Co ja wtedy czułam?
Że serio może to ze mną coś jest nie tak.
Że może rzeczywiście to ja go jakoś osaczam, że chce za dużo?
Że może rzeczywiście zacznę szukać jogi i przyjaciół?
Co się działo dalej?
Gość wykorzystywał dni urlopowe na wyjazdy z mamą.
A relacja była jak sinusoida.
Jak było super, to było między nimi na maksa super.
Ale jak tylko się pojawiał mały problem, zwrócenie uwagi, jakiś, nie wiem, jakiś mały konflikt, wszystko leciało na łeb, na szyję.
Jak dodatek do jego życia, tego życia z mamą, coraz większy się robił między nimi dystans i coraz większa taka przepaść tych potrzeb.
Ten J przestał jej mówić o dość istotnych wydarzeniach w swoim życiu, oczywiście dzieląc się nimi z mamą.
I tak mijały miesiące.
Minęły święta, minął Sylwester, podczas którego w północ zamiast przytulić się do naszej idiotki, to on pisał mamie życzenia z emotikonkami, podczas gdy ją kurwa przytuli powiedział best wishes.
Minęły problemy z jego babcią też, a jako że pomógł jej z czymś związanym z opieką, to jego mama powiedziała, że należy mu się podziękowania.
Więc w podziękowaniu zarezerwowała dla niego wakacje na Gran Canaria.
Dwoje.
Przysięgam, ja się gotuję relacją, mówiąc wam tę historię.
Jest to dwunasta strona A4 tych notatek i ja nadal się trzęsę od strony trzeciej.
Kolejna sesja miała być za miesiąc.
Dobrze słyszycie, za miesiąc, bo terapeuta stwierdził, że on może mieć satysfakcjonujące relacje i z nią i z mamą, więc nie ma tutaj nad czym pracować.
Ale terapeuta powiedział też swoją diagnozę, że coś mogło się stać w przeszłości naszej idiotki, że ona jest zastrosna o tę mamę i ma lęki.
Doszło do awantury i ja się nie dziwię.
Ja bym nie dała rady w ogóle tego słuchać.
Przeczytam wam zakończenie tej historii, bo to jest jakieś, nie wiem, po prostu nie mieści mi się to w głowie.
Słuchajcie.
Zaczęłam czytać mu na głos wiadomości, które jego matka wysyłała do mnie.
Zapytałam go, czy jego to bawi, na co on mi odpowiedział, ja znam swoją matkę, to jest normalny jej styl wypowiedzi.
Spytałam, powiedz mi, czy gdybym ja zachowywała się wobec twojej matki, tak jak ona wobec mnie, czyli wyrzuciła śmieci na jej podłogę, obrażała ją, to byłbyś ze mną?
Otrzymałam proste, krótkie i wymierzone prosto w moje serce, nie.
Jako, że byliśmy już u niego w mieszkaniu, wstałam i wyszłam.
Który to już raz?
Wsiadłam do auta i szlochając pojechałam.
Czekałam, czy może po dwóch godzinach zapyta, czy dojechałam.
We wtorek po południu ja napisałam.
Długi, a jakże idiotkowy elaborat o tym, jak jego słowa mnie zraniły.
I że nie zostało mi nic innego, jak zabrać resztki godności spod jego stóp.
Że po trzech latach związku on był w stanie bez emocji przyznać, że jego matce nie mogłam się postawić.
Że jego matka mogła wszystko i miała jakąś jebaną wersję premium tej gry strategicznej, a ja?
Ja szłam na piechotę, lewe po levelu, ciągnąc za sobą rozrzutnik nie swojego gnoju.
Ale ja nigdy nie chciałam walczyć z jego matką.
Co to za wojna?
Czy to, aby na pewno była moja wojna?
Na koniec wiadomości podziękowałam mu za dobre chwile i życzyłam oczywiście ironicznie kogoś lepszego niż ja.
Że zakończył ze swojej strony ten związek w jakikolwiek sposób?
A ja nie wiedziałam, co mam o tym myśleć.
Czy to znowu moja wina?
Czy ja jestem zbyt wymagająca?
Czy ja jestem zbyt emocjonalna?
Czy to ja go obraziłam i spławiłam?
Ja naprawdę czułam się w tym wszystkim winna, niewystarczająca i przegrana.
I jeszcze długo na terapii próbowałam wyzbyć się tego poczucia winy i nadal próbuję.
I każdego dnia, siedząc w obcym kraju, bez przyjaciół i rodziny, przekonuję samą siebie, że zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby dać temu szansę.
I teraz kurwa się trzymajcie.
Aż rozpijałam sobie, słuchajcie, guzik.
Już po zerwaniu coś mnie tknęło i odnalazłam te zdjęcia, które zrobiłam podczas wakacji w czerwcu.
Te zdjęcia, na których były ich wspólne rozmowy.
Co jeszcze tam przeczytałam?
To dobrze, zajączku, smaruj się od góry do dołu i powiedz jej, żeby ci posmarowała jajeczka, bo one są najwrażliwsze na słońce.
Będziesz pięknie wyglądał, nie jak ta blada Polka.
Ja nawet nie będę chyba nic dodawać tutaj.
Chyba nawet nie będę już tego komentować.
Dla mnie to brzmi jak horror.
Ta relacja z jego matką jest na tylu poziomach,
Zła przekraczająca w ogóle granice nawet dobrego smaku, jakby tak przemocowa wobec partnerki, że ja naprawdę zaczynam myśleć, że tu czarnym charakterem był wręcz już później ten chłopak, nie jego matka Urszula z Małej Syrenki.
Chociaż tu jest jeszcze jedna analogia do tej bajki.
Chciała wyjść na ląd i być kochana.
I nasza idiotka też swój głos straciła przez odległość od domu, przez brak przyjaciół na miejscu, przez wiarę, taką nadzieję, że coś się tutaj zmieni, przez potrzebę miłości, ale też, co sama napisała, przez wstyd.
To brzmi jak coś strasznie ciężkiego do ogarniania.
I cieszę się, że nie oceniamy siebie nawzajem.
I jestem pewna, że każdy jest w stanie z tej historii wyjąć coś dla siebie.
I jestem w stanie zrozumieć wiele zachowań reakcji naszej bohaterki.
Jestem w stanie autentycznie czasami wejść w jej buty, mimo że sama nie byłam nigdy w takiej sytuacji, ale też mieszkam na emigracji.
I wiem, jak czasem brak znajomych i rodziny na miejscu sprawia, że tkwimy w rzeczach, które nie są dla nas dobre.
I zadajemy się z ludźmi, którzy nam nie do końca na przykład odpowiadają, z którymi nie jesteśmy po prostu w stanie nawet stworzyć takiej głębszej relacji.
Dlatego nie możemy na przykład oczekiwać od nich wsparcia w jakichś tam momentach, w których go potrzebujemy, kiedy bliskich naszych nie ma na miejscu.
No ale to o czym tutaj jeszcze to było?
No o bezwarunkowej miłości.
Ale ja myślę, że to jest złe określenie, bo bezwarunkowa miłość, tak się przynajmniej mówi, że to jest jedynie miłość matki do dziecka, że jedynie dzieci są kochane bezwarunkowo, a miłość romantyczna zawsze jest oparta na jakimś warunku.
No jakby kochamy osoby, które fizycznie nam się podobają, są dla nas atrakcyjne i tak dalej.
A wobec dzieci jest to pure love, nie?
I mówię tutaj dosłownie, że miłość to miłość, ale relacja z kimś oparta jest na pewnych wymaganiach wobec siebie, że możemy na siebie liczyć, że traktujemy siebie poważnie i się szanujemy, jesteśmy wobec siebie lojalni, tworzymy jakąś swoją intymność, do której nikt inny nie ma wstępu.
I kiedy ktoś wchodzi w ten nasz intymny układ, dwojga ludzi i partnerów, to zaburza całą dynamikę.
Nikt nie chce być w relacji, czuć się na drugim miejscu, zwłaszcza jeżeli wyżej jest czyjaś matka.
To jest jakaś w ogóle, dla psychoanalityków to by był taki case study, że tak byśmy mogli, słuchajcie, na bazie tego podcastu dyskutować, że szok.
Ale ja chciałam o miłości bezwarunkowej.
To chyba nawet nie jest konkretnie, to nie tego konkretnie brakowało idiotce, ale przede wszystkim miłości partnerskiej.
Dwóch dorosłych osób, nie dziecka i dorosłej kobiety, bo to było trochę jakby, nie wiem, nasza bohaterka miała za każdym razem dzwonić domofonem i pytać, czy Jot może wyjść na podwórko?
Jot, wyjdziesz?
No nie na tym polega związek, że mama ma wyrażać zgodę, chyba że mamy 15 lat i chcemy jechać pod nami od razem.
I powiem wam, że robiąc taką już dużą klamrę z początkiem odcinka, w którym mówiłam o partnerstwie i o filmie drama Monolith Films, który wam polecam, że partnerstwo i lojalność i rozmowa i wiara w drugiego człowieka, nawet jeżeli dowiadujemy się o nim czegoś, co może nam, nie wiem, zgrzytać z nim, to jest coś, co spaja związki.
Jeżeli w relacji pojawia się coś jeszcze, nie tylko mama, ale na przykład tutaj reakcja przyjaciół i w ogóle ci przyjaciele, ich zdanie, ich naciski,
Nie wszystkie relacje są w stanie to przetrwać.
Czasami relacje i lojalność w nich kończą pewne przyjaźnie, kończą niezdrowe relacje w rodzinie.
I nie zawsze to jest kwestia odizolowania przez partnera, ale izolacji samego siebie, takiej racjonalnej dla samego siebie i tej drugiej osoby.
Chcę znać wasze zdanie na temat tej historii.
Ale pamiętajcie, że to są prawdziwe sytuacje i prawdziwi ludzie.
Więc mimo tego, że ta mama nie przeczyta tych rzeczy, ani ten tata, ja dużo w tym pozmieniałam też.
Pozmieniałam kraje, miejsca i tak dalej.
Więc pamiętajmy o kulturze, o szacunku i o wspólnocie, którą wszyscy tutaj tworzymy.
I nadwyrężaliśmy swoje granice.
Nadal się słyszymy tu od siedmiu lat, dlatego więc bez oceniania, z dużym przytulasem od siebie i dla wszystkich was do usłyszenia w kolejnym odcinku.
Dziękuję za słuchanie.
Ostatnie odcinki
-
Trupy z szafy
19.04.2026 20:32
-
Trójkąty (ale z rodzicami)
29.03.2026 19:46
-
Rozwody
15.03.2026 21:02
-
Olimpiada - Tenis, czyli co Ex serwują po rozst...
03.03.2026 12:42
-
Mądrości o miłości - od Was, dla Was
15.02.2026 18:00
-
Związki zawodowe 2
01.02.2026 20:05
-
Olimpiada - Skok w dal po rozstaniu (YEAH!)
19.01.2026 15:18
-
Olimpiada - Żeglarstwo, czyli dupa w każdym porcie
04.01.2026 20:13
-
Związkowe "prezenty"
22.12.2025 20:45
-
Olimpiada - Pływanie (w soku ze śmieci)
07.12.2025 19:35