Mentionsy

Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo
27.07.2025 11:21

Hrabia Monte Christo. 26. Oberża

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 53 wyników dla "Kaderus"

Oberżysta ten był naszym starym znajomym Kacprem Kaderusem.

Pomimo jednak pozornego poddania się Kaderusa wyrokom opatrzności, nie wierzmy bynajmniej, że nasz oberżysta nie odczuł boleśnie nędzy, do której doprowadził go ten diabelski kanał i że nie dręczyły go owe nieustanne lamenty pani Magdaleny.

aż zniknęły tak dalece, że Kacper Kaderus, nie mogąc pokazywać się już w dawnej świetności i blasku, wyrzekł się razem z żoną wszelkich światowych uciech.

Kaderus stał zatem od rana w drzwiach i wodził melancholijnym wzrokiem po łysym trawniku, po którym chodziło kilka kur, bądź po pustym gościńcu, którego jeden kraniec nikał na południu, a drugi na północy, gdy nagle skrzekliwy głos żony zmusił go do opuszczenia swego stanowiska.

W chwili, gdy Kaderus wchodził na górę, gościniec był równie nagi i opustoszały, jak pustynia w południe.

Gdyby jednak Kaderus pozostał na swym stanowisku, dojrzałby, wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu, jeźdźca zbliżającego się od strony bellegar.

Ale skoro się przekonał, że twarz Kaderusa wyrażała tylko zdziwienie brakiem odpowiedzi, uznał, że czas mu położyć koniec i odezwał się wyraźnym włoskim akcentem.

– Czy nazywasz się pan Kaderus?

– Jestem Kasper Kaderus do usług.

– Kasper Kaderus.

— Jak ksiądz sobie życzy — odpowiedział Kaderus.

– Ksiądz tak mówi, bo musi tak mówić z urzędu – odrzekł z goryczą Kaderus.

– spytał Kaderus ze zdziwieniem.

— wykrzyknął Kaderus, a całą twarz okrył mu rumieniec.

Tymczasem ksiądz nie spuszczał zeń jasnego i pewnego wzroku i zdawał się nim wręcz chłonąć uczucia rysujące się na twarzy Kaderusa.

To rzecz tak niewątpliwa jak to, że ja nazywam się Kacper Kaderus.

Śmiertelna bladość okryła twarz Kaderusa, jeszcze przed chwilą zupełnie purpurową.

– szepnął Kaderus.

— zapytał wreszcie Kaderus.

— zapytał Kaderus zdławionym głosem.

Kaderus otarł pot, który spływał mu z czoła.

— zawołał Kaderus.

Ksiądz wydawał się pożerać spojrzeniem z pochmurniałą nagle twarz Kaderusa.

— Był to, powiada ksiądz, — zagadnął Kaderus, a oczy nagle mu zabłysły, — diament ogromnej wartości.

— wykrzyknął Kaderus.

Otworzył je i ukazał olśnionemu Kaderusowi migoczący klejnot oprawny w pierścień niepospolitej roboty.

– zapytał chciwie Kaderus.

Zamknął pudełko i schował na powrót diament, który wciąż jednak migotał przed oczyma Kaderusa.

Jeden z nich nazywał się Kaderus.

Kaderus drgnął.

Drugi, mówił dalej ksiądz uznając, że nie widzi wzruszenia Kaderusa.

Uśmiech szatański przemknął po twarzy Kaderusa, który uczynił gwałtowny ruch, jak gdyby chciał przerwać księdzu.

— Mercedes — rzekł Kaderus.

— zapytał Kaderus.

Kaderus spełnił ten rozkaz w mgnieniu oka.

Zapytał Kaderus.

— No, niestety tak — rzekł Kaderus, poruszony mocno sprzecznymi uczuciami, które się w nim miotały.

Ale ja, co byłem z nim niemal do ostatniej chwili, myślę, że Kaderus zamilkł.

— Ty to się niepotrzebnie mieszasz, kobieto — odparł Kaderus.

— Więcej się boję przekleństw umierających, niż nienawiści żyjących — wydał Kaderus, a jego słowa były pełne surowej poezji.

No to prawda, no, a ksiądz smuszność, przyznał Kaderus.

Kaderus zdawał się zastanawiać przez chwilę.

Do rzek uszy wyjął pudełko z kieszeni, otworzył i zaświecił diamentem ponownie przed olśnionymi oczyma Kaderusa.

spytał Kaderus.

— Tak, tak — rzekł Kaderus.

Pot spływał grubymi kroplami z czoła Kaderusa.

Kaderus i jego żona wpatrywali się w siebie z wyrazem trudnym do opisania.

— Cały diament byłby nasz — szepnął Kaderus.

— Wiem dobrze, co mam robić — odparł Kaderus.

— Opowiem księdzu wszystko — odpowiedział Kaderus.

— Mam taki zamiar — odpowiedział Kaderus z twarzą rozpłomienioną nadzieją i chciwością.

Kaderus przysunął zydel i usiadł naprzeciw.

— Dobrze, dobrze — rzekł Kaderus.