Mentionsy

Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo
27.07.2025 18:22

Hrabia Monte Christo. 113. Peppino

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 44 wyników dla "Danglar"

— Barona Danglar — odpowiedział podróżny.

Człowiek, który wszedł za Danglarsem, usiadł na ławce przeznaczonej dla czekających w kolejce interesantów.

Ukazał się rozpromieniony danglar.

Za Danglarsem wymknął się też i Peppino.

Zgodnie z umową, pojazd czekał na Danglarsa przed bankiem.

Danglar wskoczył do powozu, lekko niczym dwudziestoletni młodzieniec.

Danglar był zmęczony i senny.

Następnego dnia Danglaro budził się późno, choć spać poszedł wcześnie.

Danglar, jak wiadomo, wielki miłośnik lewicy, znajdował się do tej pory tytułem barona i nigdy dotąd nie nazywano go excelencją.

Danglar rzeczywiście zamierzał pojechać do Wenecji, gdzie chciał podjąć część pieniędzy, a następnie udać się do Wiednia i tam zrealizowałby resztę.

Danglar nie spodziewał się, że wyjazd nastąpi tak późno, inaczej zostałby w hotelu.

Danglar kiwnął głową, jakby chciał powiedzieć.

— Na najbliższej Poczthalterii — rzekł do siebie Danglar.

Danglar rozmyślał z dziesięć minut o żonie, którą zostawił w Paryżu, przez następne dziesięć o córce, która wałęsała się po świecie z panną d'Armilly.

Noc jednak była zimna, mroczna, dżdżysta i komuś tak rozespanemu jak Danglar

Danglar obiecywał więc sobie, że obudzi się, gdyż stanął na najbliższej stacji i drzemał dalej.

Danglar pomyślał, że dotarli nareszcie do upragnionego celu.

Danglar czekał na Pocztyliona.

Zdziwiony danglar otworzył drzwiczki, ale czyjaś silna ręka zatrzasnęła je z powrotem i kareta pocztowa ruszyła w dalszą drogę.

Było to kolejne włoskie słowo zaczerpnięte z muzyki, które Danglar przyswoił w sobie, gdy jego córka śpiewała duety z księciem Cavalcanti.

Danglar otwarł więc okno.

Danglar zrozumiał, że dentro latesta miało oznaczać schowaj głowę.

Usłuchał niezbyt uspokojony, a ponieważ niepokój rósł w nim z minuty na minutę, po paru chwilach znikła jakoś owa pustka w głowie, co sprowadziła nań sen, gdyż w jego głowie aż zaroiło się od myśli i to takich, które nie dałyby zasnąć nikomu, a co dopiero człowiekowi w takiej sytuacji jak Danglar.

Wyostrzonym nagle wzrokiem Danglar ujrzał, że jakiś człowiek owinięty w pelerynę galopuje przy prawych drzwiczkach powozu.

Danglar popatrzył w lewo.

— Oho — mruknął Danglar — nie wjeżdżamy do Rzymu, czyli to nie wymiar sprawiedliwości mnie pochwycił.

Przypomniał sobie owe ciekawe historie o rzymskich bandytach przyjmowane w Paryżu z takim niedowierzaniem, które Albert de Morcer opowiadał pani Danglars i Eugenii w czasach, gdy miał jeszcze zostać zięciem pierwszej i małżonkiem drugiej.

Danglar zaryzykował rzut oka najpierw w jedną, potem w drugą stronę.

Danglar natychmiast wysiadł.

Danglar podążył za przewodnikiem bez słowa protestu.

Po dziesięciu minutach marszu, podczas których Danglar nie zamienił ze swoim przewodnikiem ani słowa, znaleźli się przy niewielkim wzgórku wśród wybujałych traw.

Tym razem Danglar zrozumiał natychmiast.

Człowiek idący za nim popchnął go tak gwałtownie, że Danglar wpadł na przewodnika.

Człowiek kroczący za danglarsem zmusił go do pójścia w ślady przewodnika.

Dwa inni zeszli za Danglarsem, tworząc tylną straż.

Popychając Danglarsa, jeśli zdarzyło mu się zatrzymać, zaprowadzili go lekko pochylonym w dół korytarzem do skrzyżowania korytarzy.

I biorąc danglarsa za kołnierz, podprowadził go do otworu przypominającego drzwi, przez który wchodziło się do kwatery wodza.

— Oho — mruknął Danglar — to łóżko to zapewne jedna z trumien, które tkwią w tym murze, a sen, jaki na mnie spłynie, to śmierć od jednego z tych sztyletów.

Istotnie w mrokach owej wielkiej sali unosili się właśnie na posłaniach z siana lub wilczych skór kompanii owego człowieka, którego Albert de Morcer przyłapał przy lekturze komentarzy Cezara, a Danglar przy żywocie Aleksandra.

Dla Danglarsa był to znak, że jest ocalony.

Przewodnik, wempchnąwszy Danglarsa do celi, zatrzasnął drzwi.

Danglar był więźniem.

Danglard także już wiedział, kim jest ów bandyta, w którego istnienie nie chciał uwierzyć, gdy Morcer próbował zaszczepić tę postać w świadomości Francuzów.

Niemal już pewien, że się z tego jakoś wywinie, bo czy kto słyszał, żeby kogoś otaksowano kiedykolwiek na 5 milionów, danglar wyciągnął się na posłaniu i przekręciwszy się parę razy z boku na bok, zasnął z takim spokojem, jaki okazywał bohater, którego losy studiował Luigi Vampa.