Mentionsy
9 | Dom pracy twórczej
Dzień jak co dzień - Ptak myli pisarzy, ptasie mleczko jest jedzone, herbata jest pita. O tworzeniu rozmawialiśmy. O blokadach twórczych, procesach, standardach, pisaniu, radiu. Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy coś tworzą...
2️⃣🚫🍰!
PS. Gdyby się okazało, że zasłużyliśmy na wirtualną kawę, to można tutaj: https://buycoffee.to/dbs
Z góry dzięki! ☺️
Szukaj w treści odcinka
Nie mam wewnętrznej zgody na to, bo ponoć to zakłada, no właśnie nie wiem dokładnie, ale to zakłada ponoć, że życzysz komuś smacznego, biorąc pod uwagę, zakładając, że jest niedobre.
Ale na przykład dowiedziałam się niedawno od pani Kamili z ONN, rzecz, której byłam pewna na 100% i okazało się, że błędnie myślałam, że ktoś, kto ma urodziny, to jest solenizant.
Właśnie mówiłam o tym ostatnio na spotkaniu z tymi znajomymi z warsztatów, że ja jestem przyzwyczajona do tego, znam siebie z takiej strony, że nie robię błędów, bo byłam tak wytresowana w dzieciństwie, że faktycznie tych błędów nie robię, a w większości też dużo rzeczy czuję.
Od czytania się dużo rzeczy wie.
I to mnie bardzo, bardzo ciekawi, że są jeszcze rzeczy, których ja się jeszcze mogę nauczyć.
Nie, nie, te wszystkie poprawno polszczyźniane rzeczy, to jest troszeczkę...
Fenomen, paradoks, że przed mikrofonem, tutaj, naprzeciw ciebie, siedzi gość, który od, no w 2026 roku będę miał 20 lat pracy w mediach, od 19 rok mi leci pracy przed mikrofonem w radiu.
I w podstawówce, w podstawówce było gorzej, w podstawówce było jeszcze gorzej, a w szkole średniej było tak trójkowo-czwórkowo, takie na granicy trzy i pół, nie?
No i tak właśnie wyglądała moja przygoda z językiem polskim na poziomie, że tak powiem, edukacyjnym.
Czyli postawić tezę, która jest sprzeczna z założeniami.
Jako dzieciak w podstawówce pisałam, że przez RZ, nie?
Nie jest takie uważam, że, takie coś przez RZ pisane.
Właśnie jadąc tutaj do ciebie, słuchałam podcastu, w którym występuje profesor, o którym już rozmawialiśmy, karczmarzyk, neurobiolog, który opowiada o rozwoju mózgu nastolatka, nastolatków.
I powiedział fascynującą rzecz, mianowicie, że coś, czym się jarasz, będąc w szkole średniej, w podstawowej i potem średniej, czyli będąc nastolatkiem, może ci się zmienić co miesiąc, co pół roku i że jako rodzic masz to puścić w ogóle i że to jest naturalne.
I że jest tendencja, i ona prawdopodobnie będzie, i rodzic, który się na to zgodzi, to będzie mądry rodzic, opowiadał profesor o wybieraniu profilu, czyli w wieku 15 lat wybieraniu, kim będę w przyszłości, żeby wybrać profil szkoły średniej, a potem na studia, żeby pójść, a to dziecko, to są takie dzieciaki, które miesiąc grają na pianinie, a drugi miesiąc grają w piłkę, a trzeci miesiąc grają na nerwach, hodują rybki, wiesz.
Jest idiotyczne, no ale taki mamy system szkolnictwa i mówisz, że jest tendencja i że rodzic, który się na to zgodzi, to piona w ogóle super fajnie, żeby dać odpocząć po liceum przed studiami dzieciakom rok.
I że przez ten rok dzieci odpoczną, powiedział, że są przeciążone maksymalnie i te mózgi ciśnięte na jeden temat są w ogóle nie, bo często zdarza się tak, że idziesz za ciosem kończąc szkołę średnią i idziesz na studia i nagle na drugim roku, tak śmiesznie wspominał, mówi na drugim roku prawa
Mówisz, wiesz co, ja jednak będę biochemikiem, a rodzice, jak to, przecież my już, tu jest kancelaria, szkoda synu, szkoda.
Dla rodziców albo, wiesz, nawet dla siebie, bo nie wiedzą, cały czas nie wiedzą, nie miały tego czasu, żeby się zastanowić, żeby przemyśleć, co tak naprawdę one chcą teraz.
I teraz jak ktoś mi mówi, że tutaj takie świetne studia, to sobie myślę, dobra, to nie szkodzi skończyć świetne studia, albo ich nie skończyć, albo je przerwać, albo skończyć inne, może inne też będą świetne.
Właśnie o tym mówię, jak przyjdzie moje dziecko i powie, że rok przerwy, to ja się pewnie przeżegnam lewą nogą, ale wcale nie jest powiedziane, że ani że pozwolę, ani że nie pozwolę.
Ja też jestem, mimo że taką mam przeszłość, no to jestem dosyć zasadnicza, że jak się coś już zaczęło, szkołę, to ta szkoła jednakże warto, a kurde, tyle dzieciaków, zresztą my sami się uczy teraz na kursach, w pracy, do której idziesz.
Sam się nauczyłeś pisać, bo było ci to i potrzebne, i ci się to podobało.
Nie pisałem na ocenę, bo po prostu taki był czas, taka była potrzeba wewnętrzna, żeby się wywnętrzyć, a że zaczęło mi to iść całkiem zgrabnie, no to tak przygoda się... Tak pojszło.
Natomiast faktycznie robiłem to dlatego, że mi to sprawiało przyjemność.
Rzeczywiście wiadomo, że te pierwsze teksty to dzisiaj z perspektywy czasu, jak się na to patrzy i się to czyta, to tak człowiek uśmiechnie.
Natomiast od czegoś trzeba było zacząć, nie?
To przy pisaniu książki się okazuje, że coś, co ja myślałam, że mam, czyli vena i talent, to se można wsadzić w kieszeń.
Robisz ileś wersji tego samego tekstu i patrzysz, co bardziej działa.
No to, to jest ci wszystko jedno i wydajesz i nie interesuje cię, czy to trafiło do tych ludzi, czy się sprzedało, no to wtedy jakby inne zamierzenia są.
Trzeba na początku postawić sobie jakieś kilka ważnych pytań, nie?
To jest zwykłe rzemiosło.
Ale pierwsza wersja bardzo rzadko kiedy jest wersją ostateczną.
A potem przeczytałam
Ale z pierwszym zdaniem chodzę na przykład kilka lat.
Teraz się dowiedziałam na przykład o bardzo ciekawej metodzie, o której nie wiedziałam, która w Stanach jest super popularna, a u nas w ogóle nieznana.
że Hemingway na przykład ją stosował i bardzo dużo pisarzy stosuje ją, angielskich, że amerykańskich, ręcznie przepisujesz tekst autora, książkę, która ci się bardzo podoba.
Z druku przepisujesz.
Nie będę mówił brzydkich wyrazów.
Chodzi o to, że jak zaczniesz przepisywać frazy, które ci się podobają, to mózg w tym czasie tak sobie je zakoduje, tak przepracuje, że zbuduje swoją wersję tych samych fraz.
W sensie takie podobne zdania, tylko o twoich rzeczach już następnym razem.
Bo to jest dziobanie, rzeźbienie, skreślanie, przepisywanie.
Ja skreślam, on mówi, najpierw się głowie tydzień i skreślam, on mówi, a teraz przywróć 30%.
Jak przywrócisz, to powie, no nie.
Albo zachęciliśmy tych, którzy myślą, że trzeba mieć wenę.
Nie trzeba, jak się ma pomysł.
Oczywiście, jak chcesz inaczej, super, tylko wiedz, czemu się sprzeciwiasz.
Że czemu ten film się skończył trzy razy już?
Przecież panią zabił w drugim rozdziale.
No to jest ta słynna strzelba, nie?
Ktoś strzelał, ktoś inny.
Jak w filmie wisi strzelba, to musi wystrzelić.
To jakby nic nie jest przypadkowe.
Nie ma, zero przypadku jest.
Jak jest przypadkowe, to czuć, że jest przypadkowe.
No patrz, bardzo dużo takich ciekawych rzeczy odnośnie pisania, tworzenia, bo właśnie widzisz, ty zdradzasz trochę swojego...
A no właśnie, no przerwałam ci.
Natomiast ten... Jak tak słucham właśnie o tym... Smacznego, prasie mleczko rządzi.
Jak tak słucham o tym, jak mówisz, właśnie to uświadomiłem sobie ważną rzecz.
O ile twój zawód na przykład, czy to jest pisarstwo, czy to jest scenariopisarstwo, scenariuszowanie, to wciąż jeszcze dla radiowców nie ma takiej szkoły.
Generalnie w polskiej radiofonii to, co się podziało w ciągu ostatnich tych trzydziestu kilku lat,
Miałem okazję być i on opowiadał, że właśnie kto na przykład w amerykańskich, w zachodnich stacjach trafiał na poranny program.
Nie młodzi ludzie, tylko ci starzy wyjadacze, którzy coś o życiu wiedzą już.
Ci ludzie, którzy dzisiaj mają około pięćdziesiątki, no to oni 30 lat temu to byli świeżaki albo w trakcie studiów, albo tuż po.
Mierzalną w słuchaczach.
Patrzyli co działa, co nie działa.
Wiesz co, znaczy widzisz, no są zasady, ale ja mogę ci na przykład powiedzieć i słuchaczom, że owszem, kiedyś
Kiedy ja się uczyłem na przykład, naście lat temu, były pewne świętości, których się nie ruszało, tak jak na przykład, nie wiem, zagadanie pierwszych słów piosenki, kiedy jest tam intro, jakieś 20 sekund, wiesz, rozbiegówki instrumentalnej, muzycznej.
Albo na przykład przygotowanie, wiesz, puszczenie dźwięku, który jest nieemisyjny, czyli jakby jest nieczytelny na przykład, ma jakieś zakłócenia w środku, nie?
Ja myślę, że to w ogóle wszędzie jest takie, że trochę zdziadziały pewne rzeczy.
I podała pani prowadząca taki przykład ze złotymi łukami z fast foodem.
Że jeżeli jesteś gdzieś poza krajem, poza domem na przykład i musisz na szybko coś zjeść, a nie masz czasu za bardzo wybierać, grzebać po ofercie lokalnej gastronomii,
Standard, czyli to, do czego jesteś przyzwyczajona będąc tutaj, bo możesz sobie do Maczka wjechać i wziąć to i owo.
Dobrze, że nie kacap.
W każdym razie to jest właśnie to, że może my się przyzwyczailiśmy do pewnego standardu, który obniżany teraz nas pije, rypie nas w plecy, żga nas.
Wiesz co, ja na przykład tego radia komercyjnego, o którym mówisz, nie jestem w stanie słuchać od nigdy.
Kiedyś byłam młoda przecież.
Może dlatego, że masz dystans, spojrzenie.
Ale to są oczekiwania od siebie, a nie względem tego, jak inni się prezentują na przykład w radiu, jak inne stacje, jak wiesz, nie powtarzasz jakichś tym samym autorytetów, nie chcesz być jakiś, tylko jesteś sobą.
To też taka praca jest, więc na kimś się trzeba było uczyć.
Kiedy jechałem do Studenckiego Radia na poranek, na szóstą rano, jechałem o tam 5.15 autobusem numer 5 z Zacisza w Zielonej Górze do centrum, gdzie się przesiadałem na ósemkę, podsłuchiwałem trzeciego programu Polskiego Radia.
Przypadek.
Nic się nie dzieje przypadkiem.
No i na drugi dzień zostałem zaproszony, żeby przyjść jeszcze na pogaduchy, ciąg dalszy.
Bierz słuchawki, idziemy do studia.
Ja zrobiłem oczy jak pięć złotych i mówię, ale jak, przecież ja nic nie potrafię.
No i tam robiłem w tym trzyosobowym składzie za jakieś tam śmieszno straszne tło, które wiesz, przyszło piórami machać i pióra latają, nie?
No i wydarzyła się rzecz.
Nie wiem, jak ją nazwać, ale takie rzeczy się nie zdarzają.
A ona się zdarzyła wtedy, kiedy ja tam byłem.
I tego samego dnia trafiliśmy, nasza trójka, ja, Ola, jeszcze Asia była, trafiliśmy na przesłuchanie do innej stacji w Zielonej Górze.
No i ja, czyniąc długą historię, krótką, trzy miesiące popracowałem w studenckiej rozgłośni i złowiono mnie później już do Radia Plus w Zielonej Górze, gdzie przepracowałem dziewięć lat, a później się wytransferowałem.
Także przypadek, który nie jest przypadkiem.
Podczas których ja zostałem w Zielonej Górze na całe trzy miesiące wakacji, bo w poprzednich latach to było tak, że ja zjeżdżałem do domu pracować przy rodzinnej firmie.
Postawiłem na swoim i wydarzyło się coś ciekawego.
Wydarzyło się coś właściwie, co zadecydowało o dwóch następnych dekadach mojego życia.
Na pewno nie byłoby tego, gdyby Ola nie wyciągnęła do mnie ręki wtedy i nie zaproponowała, że jeżeli chcę, to bierz słuchawki, to było w piątek.
A Ola powiedziała po tym dniu, że jeżeli chcę, to mogę przyjść na poranny program na 6 w poniedziałek i zaczniemy się uczyć.
No i przyszedłem.
Bo Ola została zatrudniona wówczas po tym przesłuchaniu i się wytransferowała troszeczkę szybciej niż ja, więc ja zostałem i tam się uczyłem.
Nie skończyłem żadnych studiów radiofonii, nie przeczytałem ani jednej książki o tym, jak się robi radio, nie przeszedłem żadnego kursu realizacji dźwięku.
Wielu rzeczy nauczyłem się sam.
A realizowałem czasami rzeczy nie mając sprzętu odpowiedniego, to ja jestem w stanie zrealizować program na pralce nawet, na mikrofalówce jak będzie trzeba.
To są te kursy, o których mówiliśmy, że nie zawsze trzeba pójść na studia.
Fajnie się odkrywa też coś samemu, jeżeli masz taką potrzebę, bo ja się tak szybko zniechęcam niepowodzeniami, a na pewno było ich trochę np.
Więc czasem się zastanawiam, jak to się stało, że ja też wylądowałam w tym miejscu zawodowo, w którym wylądowałam, bo na przykład z kabaretem na początku byłam drewniana naprawdę jak noga od twojego stołu.
Inaczej, całe życie myślałam, że jestem niekonsekwentna, tymczasem od pięciu lat codziennie piszę na Instagramie wpis i już kilka lat temu przy początku powiedziałam, jak niekonsekwentna, nie?
Postrzeganie siebie to jest jakaś nieprawda totalna, bo nie ma nic niekonsekwentnego w tym, co ja robię.
Bo to jest ciekawa rzecz, bo o ile ta praca jest fajna z tego powodu, że każdy dzień jest inny.
Oczywiście są elementy, które się powtarzają pod tytułem święta, wszystkich świętych, Boże Narodzenie, Wielkanoc, ferie zimowe, wakacje.
Natomiast komentując na przykład rzeczy, które się wydarzają, nic się nie wydarza dwa razy.
Usiądziesz sobie, siadasz w tym samym miejscu na trzyosobowej kanapie, no to wiadomo, że ona będzie tam wklęśnięta, wysiedziana, nie?
I to tak wygląda... Określony zasób powiedzonek i one się powtórzą wreszcie przy dwudziestu latach.
To nawet już nie rozpatrywałbym tego na przestrzeni tych dwóch dekad, ale to się dzieje w obrębie na przykład miesiąca, roku.
Wiesz, jak zareagować w określonym momencie, kiedy jest jakaś dłużyzna, trzeba zagadać i wiesz wtedy, co powiedzieć, bo to jest mechaniczne.
Ja mam dziennie trzy prognozy pogody.
Masz sześć rzeczy do podania.
I na ile sposobów jesteś w stanie podać te rzeczy, żeby to było atrakcyjne itd.
Chcesz czy nie, będziesz się powtarzać.
Ważne jest tylko to, żeby mieć tego świadomość, że się powtarza i żeby też świadomie próbować dobierać.
Ja na przykład, my mamy tak, że przedstawiamy kogoś, kto wiadomości prezentuje i ja staram się świadomie tego pilnować, żeby nie mówić cały czas tak samo, żeby mówić w różny sposób.
Podobnie jest na przykład z zagajaniem wejścia antenowego.
Możesz zacząć od podania jaka jest tam na przykład co za oknem i dopiero później godzina.
Nie wiem, róbcie ten sam program, ale pod inną nazwą i o innej godzinie na przykład.
Nie wiem, czy w pisaniu tak jest, nie wiem, czy w tworzeniu słów pisanych tak jest.
On się nie powtarza, ale to jego pisanie jest do siebie podobne.
To zawsze będą takie filozoficzne książki, taki strumień świadomości, który pobudza cię do myślenia, a nie będzie to obyczajówka ani nagle przygodowa książka.
Widzisz, ja na przykład mam tak, że ja jestem od samego początku mocno osadzony w tym rozrywkowym klimacie.
Ja cierpię strasznie, kiedy ja muszę mówić o poważnych rzeczach na antenie, a muszę umieć to robić.
I ci z tym dobrze jest.
A w momencie, kiedy wchodzimy w jakieś naprawdę trudne, ciężkie rzeczy typu żałoby, typu... Ja nie cierpię przedstawiać tego typu informacji.
Czy się przedstawi jakąś smutną rzecz w jakiś totalnie odjechany, nieadekwatny sposób, albo się jest przesadnie smutnym.
To mnie mordowało, że kiedy trzeba było coś podać, kiedy zdarzały się jakieś straszne rzeczy, to trzeba było prowadzić program na smutno.
I nikt się nie przyczepi.
Co cię tak mocno przeszudra twarzą po ziemi, że aż cierpisz?
Także o samym wypaleniu w radiu to jest tak, że kiedy jest ta powtarzalność, bardzo łatwo jest wpaść w rutynę.
W powtarzalność.
Tak, w tę powtarzalność i przestać później w konsekwencji przestać mieć radość z tego, co się robi, bo
Bo widzisz, że o ile widzisz, bo są tacy, którzy nie mają tego świadomości i jadą od 20 lat, prowadzą program tak samo.
Jest ten Jimmy Carr, kojarzysz gościa?
Standuper taki w garniturze.
On słynie z tego, że tam ludzie go zaczepiają spod sceny, rzucają mu jakieś te i on ripostuje.
Ktoś z widowni krzyknął, że inny stand-uper jest lepszy.
Kiedyś do mojego dziecka przyszło, no wiesz, ja jestem boomerką w internecie dla rówieśników moich dzieci, no i kiedyś przyszło
Natomiast ja staram się pilnować tego, żeby jednak nie przestawać pływać, jak ten rekin.
Dobra, w zeszłym tygodniu powiedziałem trzy razy wiatr, ciśnienie, godzina, to teraz powiem ciśnienie, wiatr, godzina.
Natomiast wiesz, to też nie jest... Chociaż zdarzają się challenge'e.
Mogę zdradzić takie, że czasami jak ktoś mnie podsłuchuje i mówi, że podsłuchuje, to podrzuca na przykład słowa do powiedzenia.
Że na przykład założę się z tobą, że nie powiesz na przykład konkubinat i coś, nie?
Potrzymaj mi kawę, nie?
To się dzieje, więc zdarza się, że ktoś tam robi sobie, próbuje mnie zrobić joke'a i mówię, o tego to na pewno nie powiesz.
Oczywiście, on wtedy zrobił coś na zasadzie, że kibice przyjaznych krzyczą godzio godzio, ale kompletnie nie wiem, co to znaczy.
Dzwoni na przykład do mnie kolega, który również w radium audycji mówi, słuchaj, no nie napisałabyś czegoś, a na jaki temat?
Bo ja w tym momencie, jak Wiesław Myśliwski, chodzę, chodzę, nic nie mam, a dzień przed nagraniem nagle o!
Czasem moja praca wygląda tak, że siedzę i patrzę w sufit i ślina mi cieknie.
Czasem wpadniesz na coś szybko, raz, raz i na spacerze z psem, a czasem myślisz tydzień intensywniej i nie przyjdzie nic do głowy.
Jeden z moich projektów audiobrandingowych, czyli audiobranding to jest taka działka marketingu sensorycznego, która jak logo masz narysowane na papierze, to my potrafimy zrobić dźwiękową, wersję dźwiękową, czyli identyfikacja dźwiękowa, jak firma lub marka powinna brzmieć, mówiąc innymi słowy.
Natomiast moje zadanie to było przełożyć na muzykę taką dziedzinę ludzkiego życia, a konkretnie sportu, jaką jest snooker.
Tutaj przy tej kuchni, tu przy tej płycie indukcyjnej podczas smażenia placków ziemniaczanych.
Przyszło.
Ale wiesz, że to samo nie przyszło.
Zagasiłem gaz, płytę indukcyjną, gazu którego nie ma, otworzyłem komputera, podłączyłem sobie klawikorda, żeby to sobie zagrać i to było to.
To są rzeczy, które wymyśliliśmy.
No tak, ale to nic samo nie przyszło.
Trzecia wjedzie w jakieś tam pole, a czwarta wjedzie do celu.
Dobrze to odczytuję?
Ty przy plackach tydzień chodziłeś, nie miałeś nic.
Trzy.
Trzy tygodnie.
Tak, czy skojarzeń, co ci może podpowiedzieć.
Przy Plackach Ziemniaczanych.
My teraz poszliśmy, bo byłam na warsztatach, to ci mówiłam, i było takie zadanie, żeby pójść, a byliśmy nad morzem, grupą, i dostaliśmy zadanie, żeby pójść, ale każdy oddzielnie, nikt z nikim nie gada, nie ma telefonu, masz tylko ustawiony budzik, na 15 minut jak zadzwoni, to wracasz, że wiadomo, że spacer będzie trwał pół godziny i w tym czasie masz
A co było w twoim przypadku?
U mnie historia wydarzyła się taka, że wyszłam, usłyszałam, mówię, dobra, ja mogę wracać, ja już to mam, ale mówię, no nie, zadanie było... Na pół godziny.
No ale idę nad tym morzem i mówię, kurde, jest tu pełno ludzi, pieski, dzieci, helikopter, tyle się dzieje.
Jakoś nie wyobrażam sobie, jak ktoś spaceruje wnerwiony nad morzem.
Ja idę i sobie myślę, ja pikolę, jestem nad morzem, świeci słońce, ja sobie zbieram muszelki, mówię, opłuczę.
Zanurzę rękę po miesiącu, to tam będzie ten piach i ja sobie przypomnę dokładnie ten moment, że tu jest fajnie i myślę sobie, tyle złego mnie w życiu spotkało, tyle trudnego, ale ile dobrego.
Mam super rodzinę, jestem nad morzem, spaceruję sobie w piasku, za chwilę patrzę, piesek leci.
Szczeniaków pełno, ten leci, się przytula i pan podchodzi.
No i ja przyszłam z taką ciekawością, że ja teraz opowiem historię, że wszyscy jesteśmy statystami w jednym filmie.
Przychodzimy, a pani mówi, no to teraz proszę napisać haiku.
Najlepiej jak z przyrodą.
Nie wierszyczek, to nie jest wierszyczek, są trzy linijki.
Które brzmi?
I mogłabym nie wyjrzeć za tego słupka.
Nie byłoby haiku, nie byłoby, wiesz, tego przeżycia całego, tej radości z tego, że mam to, co mam, że mimo, że wcześniej zbierałam, jak kiedyś opowiadałam przypowieść buddyjską o kurach, że mimo, że wcześniej zbierałam wiaderko z gównem, tak teraz mogę opłukać i nałapakować tam jajek, nie?
No i znowu idę i mówię, no tak, ale przyjadę do domu, to ja nie mam morza.
Ale przecież to nie morze zrobiło.
To nie morze zrobiło.
Ty morze masz za sobą.
Pieski są wszędzie, przyroda jest wszędzie, spacer jest wszędzie, ja z siebie zabieram wszędzie.
Jak nie masz pół godziny, to daj sobie 10 minut, ale 5 idziesz i nie zaglądasz w telefon, nie robisz zdjęć, że jaki piękny zamarznięty liść na plaży leżący.
Dawniej, kiedy łazikowałem, na przykład odpalałem sobie na uszach słuchawki i muzykę, że gdzieś tam byłem odcięty od tego, skoncentrowany na tej muzyce i na iściu.
Tak jak, nie wiem, wylazłem rano 6.30 z chałupy, ciemno, biegnę po wiadukcie, przez który jadą samochody.
I tam w każdym samochodzie jest przynajmniej jedna historia jakaś.
Jest też troszeczkę przytłaczająca taka, nie wiem czy masz takie wrażenie, że jak ogarniesz... Nie, bo ja nie ogarniam.
Chciałem powiedzieć tą sieć powiązań, jak świat jest urządzony i jak on jest umodelowany, umeblowany.
Ciebie to potrafi przytłoczyć?
Nie wiem, czy może przytłoczyć, to to było dobre słowo.
A na nas jeszcze jest drugi świat, jeszcze grzyby, jeszcze roztocza i świat na świecie.
Ja czasem mam tak, że bardzo chcę wysłyszeć albo zauważyć historie, a one nie zawsze przychodzą tak jak teraz przyszła.
Albo ta historia może mi się do niczego nie przydać, albo może być, nie wiem, smutna albo nieciekawa i że to też jest OK.
Bo co z tego, że to by się wszystko wydarzyło, jak ja bym nie była na to czujna.
Historie się i tak wydarzą.
Nie, bo... Tak, kiedy ja sobie biegłem i patrzyłem na tych ludzi i myślałem sobie o nich, to ja sobie tam, wiesz, projektowałem swoje.
Ja tylko przeszłam, tylko to.
I każdy zauważył coś innego, szliśmy tymi samymi drogami praktycznie, a wiesz, jedna dziewczyna zauważyła, że ta restauracja, koło której się przechodziliśmy, się nazywała Dobrzegu.
Wiesz, każdy po coś przyjechał, warsztat, a ona Dobrzegu.
Jedna dziewczyna mówiła, ja patrzyłam tylko na słońce przez zamknięte oczy.
Postrzeżenie, że jesteśmy tak różni, że postrzegamy różnymi zmysłami, zauważamy różne rzeczy i każdy też wziął dla siebie to, co jemu akurat było potrzebne.
Tylko na przykład jak zapytasz, a co to znaczy, że ja patrzę na słońce przez zamknięte oczy?
I na tym też polega ta terapia, żeby ją dobrze poprowadzić, żeby nie nakierować nikogo na nic, bo możesz nakierować go nie na jego.
Piskam krzesłem trochę.
Ostatnie odcinki
-
13 | Z
31.12.2025 07:00
-
12 | Innych świąt
24.12.2025 07:00
-
11 | Nie kończymy!
17.12.2025 07:00
-
10 | Kończymy?
10.12.2025 07:00
-
9 | Dom pracy twórczej
03.12.2025 07:00
-
8 | Przemocowy pierd*lnik
26.11.2025 07:00
-
7 | "Nie chce mi się"
19.11.2025 06:59
-
6 | Kinomani z krowami
12.11.2025 07:00
-
5 | Dwa wilki
05.11.2025 06:59
-
4 | Parada wspomnień
29.10.2025 06:58