Mentionsy
9 | Dom pracy twórczej
Dzień jak co dzień - Ptak myli pisarzy, ptasie mleczko jest jedzone, herbata jest pita. O tworzeniu rozmawialiśmy. O blokadach twórczych, procesach, standardach, pisaniu, radiu. Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy coś tworzą...
2️⃣🚫🍰!
PS. Gdyby się okazało, że zasłużyliśmy na wirtualną kawę, to można tutaj: https://buycoffee.to/dbs
Z góry dzięki! ☺️
Szukaj w treści odcinka
Ania powiedziała smacznego, a tu... A ja już jem.
Ponoć mówienie smacznego to jest objaw braku kultury, a nie że dobrego, ale... Ale dlaczego?
Nie mam wewnętrznej zgody na to, bo ponoć to zakłada, no właśnie nie wiem dokładnie, ale to zakłada ponoć, że życzysz komuś smacznego, biorąc pod uwagę, zakładając, że jest niedobre.
Ale porąbane.
Właśnie mówiłam o tym ostatnio na spotkaniu z tymi znajomymi z warsztatów, że ja jestem przyzwyczajona do tego, znam siebie z takiej strony, że nie robię błędów, bo byłam tak wytresowana w dzieciństwie, że faktycznie tych błędów nie robię, a w większości też dużo rzeczy czuję.
Na tyle się tym interesuję, że wydaje mi się, że tych błędów popełniam mało, a tu się łapię cały czas na takim, że np.
Mam podobnie.
Natomiast w ogóle, jeżeli chodzi o ortografię, stylistykę, język polski, te wszystkie tam... Bzdury, no.
Nie, nie, te wszystkie poprawno polszczyźniane rzeczy, to jest troszeczkę...
Ja miałem z języka polskiego takie straszne tyły, w sensie tak mi źle szło, ja byłem tak słaby z języka polskiego.
I w podstawówce, w podstawówce było gorzej, w podstawówce było jeszcze gorzej, a w szkole średniej było tak trójkowo-czwórkowo, takie na granicy trzy i pół, nie?
Mocna trójka, tak, tak, to była mocna trója, zresztą z pisemnej matury z języka polskiego mam dostateczną, z ustnej mam...
No i tak właśnie wyglądała moja przygoda z językiem polskim na poziomie, że tak powiem, edukacyjnym.
No i później tak się porobiło, że zacząłem pisać trochę lepiej niż pisałem w podstawówce.
I mam podobnie... Ale co, wytrenowałeś się?
A na studiach i tam w okolicach PO to już były felietony.
A ja lubię, bo ja lubię pod prąd i zawsze udowadniałam coś innego niż wszyscy.
Czyli postawić tezę, która jest sprzeczna z założeniami.
I potem ją wybronić.
Jako dzieciak w podstawówce pisałam, że przez RZ, nie?
To jest jakiś portal?
W każdym razie wniosek z tego taki, że można być cieniasem z czegoś w szkole, a później pokazać wszystkim, gdzie się zgina Dziu Pingwina.
Właśnie jadąc tutaj do ciebie, słuchałam podcastu, w którym występuje profesor, o którym już rozmawialiśmy, karczmarzyk, neurobiolog, który opowiada o rozwoju mózgu nastolatka, nastolatków.
I powiedział fascynującą rzecz, mianowicie, że coś, czym się jarasz, będąc w szkole średniej, w podstawowej i potem średniej, czyli będąc nastolatkiem, może ci się zmienić co miesiąc, co pół roku i że jako rodzic masz to puścić w ogóle i że to jest naturalne.
I że jest tendencja, i ona prawdopodobnie będzie, i rodzic, który się na to zgodzi, to będzie mądry rodzic, opowiadał profesor o wybieraniu profilu, czyli w wieku 15 lat wybieraniu, kim będę w przyszłości, żeby wybrać profil szkoły średniej, a potem na studia, żeby pójść, a to dziecko, to są takie dzieciaki, które miesiąc grają na pianinie, a drugi miesiąc grają w piłkę, a trzeci miesiąc grają na nerwach, hodują rybki, wiesz.
Jest idiotyczne, no ale taki mamy system szkolnictwa i mówisz, że jest tendencja i że rodzic, który się na to zgodzi, to piona w ogóle super fajnie, żeby dać odpocząć po liceum przed studiami dzieciakom rok.
I że przez ten rok dzieci odpoczną, powiedział, że są przeciążone maksymalnie i te mózgi ciśnięte na jeden temat są w ogóle nie, bo często zdarza się tak, że idziesz za ciosem kończąc szkołę średnią i idziesz na studia i nagle na drugim roku, tak śmiesznie wspominał, mówi na drugim roku prawa
A potem już ten mózg się na tyle rozwija, że wiesz, ja też gdybym...
Miała iść dzisiaj na studia, to poszłabym na zupełnie inne.
Skończyłam, bo mi było łatwo tę polonistykę, ale na pierwszym roku, kiedy już dostałam się do kabaretu, to wiedziałam, że ja nie będę pracowała jako nauczycielka i skończyłam studia, byleby skończyć.
Właśnie o tym mówię, jak przyjdzie moje dziecko i powie, że rok przerwy, to ja się pewnie przeżegnam lewą nogą, ale wcale nie jest powiedziane, że ani że pozwolę, ani że nie pozwolę.
Sam się nauczyłeś pisać, bo było ci to i potrzebne, i ci się to podobało.
Nie pisałem na ocenę, bo po prostu taki był czas, taka była potrzeba wewnętrzna, żeby się wywnętrzyć, a że zaczęło mi to iść całkiem zgrabnie, no to tak przygoda się... Tak pojszło.
Tak pojszło.
Szarpnęło, gwizdnęło i się potoczyło.
Też taki ważny wniosek, że na początku tekst numer jeden zawsze jest do dupy.
Oczywiście pięknie mieć venę, ale vena to tylko pomysł, a potem
Chodzi o to, że jak takie poważne pisanie uprawiasz i ono jest dla kogoś,
Trzeba na początku postawić sobie jakieś kilka ważnych pytań, nie?
Natomiast sama teraz robiłam ćwiczenia, że napisałam tekst i dostałam zadanie ten sam tekst napisać o połowę krótszy i o połowę dłuższy.
Sztucznie pompować go?
Napisałam dwa razy dłuższy i się okazało, że zrobiłam to źle, bo go nie zrozumiałam i go sztucznie napompowałam, że w ogóle nie o to chodziło.
Tylko chodziło o, w tym ćwiczeniu akurat, o zastąpienie wszystkiego, co jest narratorem, czyli opowiada o odczuciach bohaterów, na takie zarysowanie tła
Żeby czytelnik wiedział, co ten bohater sobie mógł pomyśleć, a nie, że pomyślała.
Dziewczynka poczuła się niechciana.
Tylko, wiesz, kiedy matka wstała, zrobiło się ciemno w pokoju.
Wiesz, powiedzieć nie mówiąc.
Tak jak ogary poszły w las u Sienkiewicza.
I Wena to jest ten pomysł na to, że ja napiszę o tej dziewczynce.
Podobno Sienkiewicz to tam 100 stron tekstu skreślił, zanim to pierwsze zdanie padło.
I mówię, koniec, po mnie, nigdy nie będę pisała.
A potem przeczytałam
Zdanie, które powiedział Wiesław Myśliwski, powiedział, jak mam pierwsze zdanie, to mam wszystko.
Teraz się dowiedziałam na przykład o bardzo ciekawej metodzie, o której nie wiedziałam, która w Stanach jest super popularna, a u nas w ogóle nieznana.
że Hemingway na przykład ją stosował i bardzo dużo pisarzy stosuje ją, angielskich, że amerykańskich, ręcznie przepisujesz tekst autora, książkę, która ci się bardzo podoba.
Chodzi o to, że jak zaczniesz przepisywać frazy, które ci się podobają, to mózg w tym czasie tak sobie je zakoduje, tak przepracuje, że zbuduje swoją wersję tych samych fraz.
W sensie takie podobne zdania, tylko o twoich rzeczach już następnym razem.
Takie działanie na podświadomość.
Ćwiczenie, po prostu ćwiczenie.
Wiesz, że pisanie, to mój redaktor powiedział, że jak ktoś twierdzi, że lubi pisać, to znaczy, że jest grafomanem.
Czy pośrodku?
Jak przywrócisz, to powie, no nie.
I to jest taka praca, że człowiek ci nie powie,
Tylko ten człowiek porozmawiał z tobą o tym, co ty chcesz osiągnąć i pokieruje tobą, jak ty masz to zrobić, żeby to osiągnąć.
Czyli właśnie, że tak powiem, zniechęciliśmy parę osób do pisania.
Nie trzeba, jak się ma pomysł.
Reszta już jest twoja, natomiast silnik tak naprawdę w kryminałach w większości jest jeden, a we wszystkich i powieściach i filmach, to już rozmawialiśmy kiedyś, jest jedna.
Opowiadania w książce, czy jest książka, to wszystko ma wstęp, rozwinięcie, zakończenie, punkt kulminacyjny, moment zwrotny, klimaks i koniec.
To jest silnik, na którym działa, funkcjonuje storytelling i opowieść.
I później wychodzą takie kocopoły typu słabe zakończenie, tak?
W środku filmu pojawia się postać i ty nie masz pojęcia, kto to jest.
Postaci, które wprowadzasz w pierwszym...
We wstępie muszą się pojawić w zakończeniu.
No to się nie pojawi.
Znaczy ja to sobie uświadomiłem już jakiś czas temu, natomiast potwierdza się to wciąż, że...
Generalnie w polskiej radiofonii to, co się podziało w ciągu ostatnich tych trzydziestu kilku lat,
Kiedy pierwsze prywatne stacje poza Polskim Radiem się pojawiały na rynku, typu RMF FM i Radio Zet między innymi, to był ewenement też trochę, bo generalnie tam trafiały osoby młode.
Radia prywatne w Polsce, które się uczyły na żywym organizmie, jak się robi profesjonalne, komercyjne i ogólnopolskie też radio.
Natomiast Tomek Miara kiedyś nam to opowiadał na szkoleniu w Radiu Z.
Miałem okazję być i on opowiadał, że właśnie kto na przykład w amerykańskich, w zachodnich stacjach trafiał na poranny program.
Ci ludzie, którzy dzisiaj mają około pięćdziesiątki, no to oni 30 lat temu to byli świeżaki albo w trakcie studiów, albo tuż po.
Nie ma czegoś, co można by było nazwać szkołą radiową, bo każdy się uczył po swojemu.
Ja się też uczyłem po swojemu.
Wiesz co, znaczy widzisz, no są zasady, ale ja mogę ci na przykład powiedzieć i słuchaczom, że owszem, kiedyś
Poluzowało.
Że się poluzowało gdzie nie gdzie.
Nie, znaczy wiesz co, wiesz na czym polega standard.
Na bardzo fajnej prelekcji kiedyś miałem okazję być a propos procedur, po co są procedury we firmie, po co są standardy.
I podała pani prowadząca taki przykład ze złotymi łukami z fast foodem.
Że jeżeli jesteś gdzieś poza krajem, poza domem na przykład i musisz na szybko coś zjeść, a nie masz czasu za bardzo wybierać, grzebać po ofercie lokalnej gastronomii,
I to jest to, że standard daje poczucie bezpieczeństwa.
I pójdziesz tam i to, co powiedziałeś, że jest dokładnie to samo.
To jest standard, który daje poczucie bezpieczeństwa.
Może dlatego, że masz dystans, spojrzenie.
Właśnie nie jesteś jakiś zmanierowany, ani nie masz oczekiwań, że jak powinno być, a jak mogłoby być.
Ale to są oczekiwania od siebie, a nie względem tego, jak inni się prezentują na przykład w radiu, jak inne stacje, jak wiesz, nie powtarzasz jakichś tym samym autorytetów, nie chcesz być jakiś, tylko jesteś sobą.
Myślę, że każdy z radiowców, początkujących, na początku szukając swojego stylu i swojego antenowego ja, gra kogoś innego.
Kiedy jechałem do Studenckiego Radia na poranek, na szóstą rano, jechałem o tam 5.15 autobusem numer 5 z Zacisza w Zielonej Górze do centrum, gdzie się przesiadałem na ósemkę, podsłuchiwałem trzeciego programu Polskiego Radia.
Tam był pan Piotr Łodej, tak się nazywał, i podsłuchiwałem jego, natomiast
Później podsłuchiwałem też inne stacje lokalne, tutejsze, zielonogórskie.
Podsłuchiwałem też centrale.
Poletko, po którym się można poruszać.
Research, tak i tak, bo tak jak mówię, ja nie miałem tej, podobnie jak ty, nie miałem kultury słuchania radia, więc dla mnie to było totalnie coś nowego.
Musiałem zobaczyć w ogóle i posłuchać jak to działa.
Jakie są różnice pomiędzy... Ja mam taki analityczny umysł, ja lubię sobie poporównywać, posprawdzać, podowiadywać się.
I to każdy początkujący, czy to radiowiec, czy to podcaster, czy to twórca jakichś tam YouTube'ów.
Co spowodowało, że spróbowałeś tam?
Moja bytność w radiu zaczęła się od właściwie posiadówki w Akademiku w sierpniu, gdzie graliśmy na gitarach kolędy.
No i na drugi dzień zostałem zaproszony, żeby przyjść jeszcze na pogaduchy, ciąg dalszy.
I powiedziała wówczas do mnie następujące słowa.
Ja zrobiłem oczy jak pięć złotych i mówię, ale jak, przecież ja nic nie potrafię.
No i ja, czyniąc długą historię, krótką, trzy miesiące popracowałem w studenckiej rozgłośni i złowiono mnie później już do Radia Plus w Zielonej Górze, gdzie przepracowałem dziewięć lat, a później się wytransferowałem.
Podczas których ja zostałem w Zielonej Górze na całe trzy miesiące wakacji, bo w poprzednich latach to było tak, że ja zjeżdżałem do domu pracować przy rodzinnej firmie.
I to był pierwszy raz, kiedy ja się zbuntowałem i powiedziałem, że ja nie chcę tego.
Czyli powiedziałem nie.
Żeby powiedzieć tak.
Postawiłem na swoim i wydarzyło się coś ciekawego.
Powiedziałeś nie, a tu powiedziałeś tak.
Też mogłem powiedzieć nie, a daj spokój, a w ogóle ja się do tego nie nadaję.
Na pewno nie byłoby tego, gdyby Ola nie wyciągnęła do mnie ręki wtedy i nie zaproponowała, że jeżeli chcę, to bierz słuchawki, to było w piątek.
A Ola powiedziała po tym dniu, że jeżeli chcę, to mogę przyjść na poranny program na 6 w poniedziałek i zaczniemy się uczyć.
Bo Ola została zatrudniona wówczas po tym przesłuchaniu i się wytransferowała troszeczkę szybciej niż ja, więc ja zostałem i tam się uczyłem.
Pod okiem i uchem też Oli, bo ona mnie nasłuchiwała, poprawiała mnie.
A realizowałem czasami rzeczy nie mając sprzętu odpowiedniego, to ja jestem w stanie zrealizować program na pralce nawet, na mikrofalówce jak będzie trzeba.
Trochę metodą prób i błędów, trochę podsłuchując innych, trochę pytając, dowiadując się, ale parę szkoleń za to zaliczyłem.
Fajnie się odkrywa też coś samemu, jeżeli masz taką potrzebę, bo ja się tak szybko zniechęcam niepowodzeniami, a na pewno było ich trochę np.
Więc czasem się zastanawiam, jak to się stało, że ja też wylądowałam w tym miejscu zawodowo, w którym wylądowałam, bo na przykład z kabaretem na początku byłam drewniana naprawdę jak noga od twojego stołu.
A nie wiem, jak się to stało, że potem... No nie byłam drewniana wcale, że zdobywałam jakieś nagrody i dostawałam takie trudne role.
Nie wiem, co to zadziałało, bo ja nie miałam w sobie takiej determinacji, że oj, a to teraz pokażę, ja umiem, zobaczcie, ja umiem.
Nie, ja nie mam pojęcia.
Inaczej, całe życie myślałam, że jestem niekonsekwentna, tymczasem od pięciu lat codziennie piszę na Instagramie wpis i już kilka lat temu przy początku powiedziałam, jak niekonsekwentna, nie?
Postrzeganie siebie to jest jakaś nieprawda totalna, bo nie ma nic niekonsekwentnego w tym, co ja robię.
Po prostu traktowałam się źle, mówiąc, że jestem niekonsekwentna.
Bo to jest ciekawa rzecz, bo o ile ta praca jest fajna z tego powodu, że każdy dzień jest inny.
Oczywiście są elementy, które się powtarzają pod tytułem święta, wszystkich świętych, Boże Narodzenie, Wielkanoc, ferie zimowe, wakacje.
To są te stałe elementy, które gdzieś tam po drodze się na antenie zaistnieją.
To szczególnie widać i słychać po prowadzących.
I to tak wygląda... Określony zasób powiedzonek i one się powtórzą wreszcie przy dwudziestu latach.
Który jest połączony z tobą, adekwatny, wyuczony.
Wiesz, jak zareagować w określonym momencie, kiedy jest jakaś dłużyzna, trzeba zagadać i wiesz wtedy, co powiedzieć, bo to jest mechaniczne.
Ja mam dziennie trzy prognozy pogody.
I są stałe wielkości pod tytułem temperatura minimalna, maksymalna, ciśnienie, wicher, deszcz, warunki biometeo.
Masz sześć rzeczy do podania.
I na ile sposobów jesteś w stanie podać te rzeczy, żeby to było atrakcyjne itd.
Chcesz czy nie, będziesz się powtarzać.
Ważne jest tylko to, żeby mieć tego świadomość, że się powtarza i żeby też świadomie próbować dobierać.
Ja na przykład, my mamy tak, że przedstawiamy kogoś, kto wiadomości prezentuje i ja staram się świadomie tego pilnować, żeby nie mówić cały czas tak samo, żeby mówić w różny sposób.
Podobnie jest na przykład z zagajaniem wejścia antenowego.
możesz zacząć od godziny podania stacji i np.
Możesz zacząć od podania kto śpiewa.
Możesz zacząć od podania jaka jest tam na przykład co za oknem i dopiero później godzina.
To są klocki, z których się składa całą tą konstrukcję pod tytułem wejście antenowe.
I chcesz czy nie, będziesz sięgać po te same klocki.
Natomiast warto tego i pod tym względem jest bardzo łatwo o wypalenie i bardzo łatwo o wpadnięcie w taką rutynę.
Dlatego kiedy miałem okazję poszefować trochę Radiu Zielona Góra, ja mówiłem wtedy ludziom, że zmieniajcie coś dla zasady.
Nie wiem, róbcie ten sam program, ale pod inną nazwą i o innej godzinie na przykład.
Myślę, że w skeczach tak jest, bo jest określony format, że konstrukcje są podobne i dlatego da się to skopiować.
W książkach myślę, że właśnie wspomniany już tu Wiesław Myśliwski
On się nie powtarza, ale to jego pisanie jest do siebie podobne.
To zawsze będą takie filozoficzne książki, taki strumień świadomości, który pobudza cię do myślenia, a nie będzie to obyczajówka ani nagle przygodowa książka.
Wiadomo, czego się po nim spodziewać.
Widzisz, ja na przykład mam tak, że ja jestem od samego początku mocno osadzony w tym rozrywkowym klimacie.
Ja cierpię strasznie, kiedy ja muszę mówić o poważnych rzeczach na antenie, a muszę umieć to robić.
Myślę, że doszedłem do tego momentu, w którym potrafię to zrobić.
Wyważyć ten środek pomiędzy patosem, a zbyt lekkim potraktowaniem tematu.
Kiedy się jest początkującym radiowcem, to jeżeli się tego nie wie, nie zna się tego balansu, tego dobrego smaku pomiędzy jednym a drugim, to się idzie albo w jedną, albo w drugą.
Czy się przedstawi jakąś smutną rzecz w jakiś totalnie odjechany, nieadekwatny sposób, albo się jest przesadnie smutnym.
I myślę, że to mnie zjadało na początku.
To mnie mordowało, że kiedy trzeba było coś podać, kiedy zdarzały się jakieś straszne rzeczy, to trzeba było prowadzić program na smutno.
Nie będzie też heheszkowania, bo ja to wypośrodkuję.
Ja to podam sucho, bez emocji.
Ponoć jest tak, że jak mówisz, że nie cierpisz czegoś robić, to właśnie cierpisz, kiedy to robisz.
Co cię tak mocno przeszudra twarzą po ziemi, że aż cierpisz?
Także o samym wypaleniu w radiu to jest tak, że kiedy jest ta powtarzalność, bardzo łatwo jest wpaść w rutynę.
W powtarzalność.
Tak, w tę powtarzalność i przestać później w konsekwencji przestać mieć radość z tego, co się robi, bo
Ale też mają jakichś zwolenników, z jakiegoś powodu pracują.
On słynie z tego, że tam ludzie go zaczepiają spod sceny, rzucają mu jakieś te i on ripostuje.
Znam Lee, to jest mój kolega, zakończył swoją karierę stand-upową.
Trochę szkoda, że tak szybko, bo mógł jeszcze tam trochę podziałać.
I mówi ze stand-upem, z komedią i podobnie też z radiem jest, można podpiąć radio, że jeżeli mówisz, że ktoś jest zabawny, to masz rację.
Kiedyś, właśnie ja to wspominam, będzie słowo, które nie należy do najpiękniejszych, ale będzie pasowało do opowieści.
Zespoły moje dziecko i mówił mamo, a ten i ten powiedział, że ty robisz gówno.
I wracając do tego wątku, że czasami nawet wiesz, co ten prowadzący powie, bo już ma tak to wyuczone mechanicznie,
Ale to jest twój ziomek i nawet fajnie, że się spodziewasz, co on powie.
Standard daje poczucie bezpieczeństwa.
Jeżeli wiesz, czego się spodziewać po prowadzącym, to wszystko jasne.
Czy analizujesz po prostu?
Dobra, w zeszłym tygodniu powiedziałem trzy razy wiatr, ciśnienie, godzina, to teraz powiem ciśnienie, wiatr, godzina.
Mogę zdradzić takie, że czasami jak ktoś mnie podsłuchuje i mówi, że podsłuchuje, to podrzuca na przykład słowa do powiedzenia.
Że na przykład założę się z tobą, że nie powiesz na przykład konkubinat i coś, nie?
Ja mówię, kurde, jak nie powiem.
Pogoda dzisiaj jak konkubinat, niestabilna.
Potrzymaj mi kawę, nie?
To się dzieje, więc zdarza się, że ktoś tam robi sobie, próbuje mnie zrobić joke'a i mówię, o tego to na pewno nie powiesz.
Jeżeli by mi jakieś wulgaryzmy podał, to powiedziałbym, że oczywiście, że nie.
Ktoś się z nim założył, że podczas transmisji z meczu, że podczas komentowania meczu, powie godzio godzio.
No to podobnie ja mam, jak ktoś mi zada temat do napisania.
Jeden z moich projektów audiobrandingowych, czyli audiobranding to jest taka działka marketingu sensorycznego, która jak logo masz narysowane na papierze, to my potrafimy zrobić dźwiękową, wersję dźwiękową, czyli identyfikacja dźwiękowa, jak firma lub marka powinna brzmieć, mówiąc innymi słowy.
Natomiast moje zadanie to było przełożyć na muzykę taką dziedzinę ludzkiego życia, a konkretnie sportu, jaką jest snooker.
Czyli gra bilardowa, 15 czerwonych pomidorków, kilka kolorowych, biała i tam się dzieją cuda wianki na tym stole.
Jak opowiedzieć snuker muzycznie?
A tu się powoli zbliża już, żeby do realizacji doszło.
Tutaj przy tej kuchni, tu przy tej płycie indukcyjnej podczas smażenia placków ziemniaczanych.
Zagasiłem gaz, płytę indukcyjną, gazu którego nie ma, otworzyłem komputera, podłączyłem sobie klawikorda, żeby to sobie zagrać i to było to.
Podczas placków niemieczanych.
Kiedyś moja pani psychoterapeutka powiedziała, nie ma czegoś takiego jak olśnienie.
Po prostu tak długo o czymś myślisz, że w końcu wymyślisz.
Trzecia wjedzie w jakieś tam pole, a czwarta wjedzie do celu.
To jest właśnie podążanie po tej mapie chyba.
Nie miałeś nic, ale to nie znaczy, że w twojej głowie się to nie wymyślało poza tobą.
Poza twoim świadomym myśleniem.
Tak, czy skojarzeń, co ci może podpowiedzieć.
No i powstało.
My teraz poszliśmy, bo byłam na warsztatach, to ci mówiłam, i było takie zadanie, żeby pójść, a byliśmy nad morzem, grupą, i dostaliśmy zadanie, żeby pójść, ale każdy oddzielnie, nikt z nikim nie gada, nie ma telefonu, masz tylko ustawiony budzik, na 15 minut jak zadzwoni, to wracasz, że wiadomo, że spacer będzie trwał pół godziny i w tym czasie masz
Pani powiedziała, albo coś usłyszycie, albo zobaczycie, albo coś.
Każdy z nas po pół godzinie wrócił z taką historią, że to się w głowie nie mieści, że w pół godziny możesz zrobić takie coś.
Wyszłam i mijałam państwa i pani powiedziała do pana takie zdanie, ale czy ja mam to?
Wszystko po prostu, ja już wiem wszystko.
W Polsce?
Zanurzę rękę po miesiącu, to tam będzie ten piach i ja sobie przypomnę dokładnie ten moment, że tu jest fajnie i myślę sobie, tyle złego mnie w życiu spotkało, tyle trudnego, ale ile dobrego.
Szczeniaków pełno, ten leci, się przytula i pan podchodzi.
Więc po co mi ta wątpliwość, czy ja mam to?
I zobacz, wróciłabym po dwóch minutach bez tego wszystkiego.
No i ja przyszłam z taką ciekawością, że ja teraz opowiem historię, że wszyscy jesteśmy statystami w jednym filmie.
I taka już wymyślona historia w głowie, co ja opowiem.
A to wszystko tam było i to wszystko tam jest, więc jak ja się zamknę po dwóch minutach, to nie będę, to nie usłyszę, nie zobaczę.
Nie byłoby haiku, nie byłoby, wiesz, tego przeżycia całego, tej radości z tego, że mam to, co mam, że mimo, że wcześniej zbierałam, jak kiedyś opowiadałam przypowieść buddyjską o kurach, że mimo, że wcześniej zbierałam wiaderko z gównem, tak teraz mogę opłukać i nałapakować tam jajek, nie?
Niesamowite i jak ktoś ma ochotę, to ja polecam, żeby sobie tak spróbował.
Ktoś powiedział jedno, dwa zdania.
To też pozwala gdzieś tam zobaczyć, wiesz, ile jest tych historii dookoła.
Tak jak, nie wiem, wylazłem rano 6.30 z chałupy, ciemno, biegnę po wiadukcie, przez który jadą samochody.
Chciałem powiedzieć tą sieć powiązań, jak świat jest urządzony i jak on jest umodelowany, umeblowany.
Ciebie to potrafi przytłoczyć?
Ale skoro jej powiedziałem, to widocznie tak miałem powiedzieć.
Co na to Freud by powiedział.
Ogrom tego, jak sobie uświadomisz ogrom tego, jaki świat jest duży, a zarazem jeszcze jaki mały potrafi być.
Dopóki ktoś ich nie opowie, to... Tylko ja ich nie będę widział.
A czy tam wśród, że tak powiem, w tej rozmowie tych państwa tam był jakiś ciąg dalszy, czy usłyszałaś tylko to?
Wiesz, każdy po coś przyjechał, warsztat, a ona Dobrzegu.
No naprawdę tak otwierające głowę, że każdy może zobaczyć coś innego w tym samym, usłyszeć, powąchać.
Że ono miało taki kolor, a potem woda z bliska miała ileś odcieniek, a z daleka była tylko granatowa.
Postrzeżenie, że jesteśmy tak różni, że postrzegamy różnymi zmysłami, zauważamy różne rzeczy i każdy też wziął dla siebie to, co jemu akurat było potrzebne.
To jest niesamowite w takim podejściu uważnym i psychoterapeutycznym w jakimś sensie.
To jest nurt, w którym terapeuta nie odpowiada na twoje pytanie.
Że sam odpowiadasz, że te pytania są... Nigdy nie ma na nie bezpośredniej odpowiedzi.
I na tym też polega ta terapia, żeby ją dobrze poprowadzić, żeby nie nakierować nikogo na nic, bo możesz nakierować go nie na jego.
Podcast, w którym wolniej znaczy lepiej.
Zapisz, podziel się linkiem ze znajomymi, zasubskrybuj, zostaw ile chcesz gwiazdek.
Ostatnie odcinki
-
13 | Z
31.12.2025 07:00
-
12 | Innych świąt
24.12.2025 07:00
-
11 | Nie kończymy!
17.12.2025 07:00
-
10 | Kończymy?
10.12.2025 07:00
-
9 | Dom pracy twórczej
03.12.2025 07:00
-
8 | Przemocowy pierd*lnik
26.11.2025 07:00
-
7 | "Nie chce mi się"
19.11.2025 06:59
-
6 | Kinomani z krowami
12.11.2025 07:00
-
5 | Dwa wilki
05.11.2025 06:59
-
4 | Parada wspomnień
29.10.2025 06:58