Mentionsy

Dwie lewe ręce
Dwie lewe ręce
06.02.2026 18:00

3. urodziny DLR w Łodzi - podsumowanie roku, plany na przyszłość oraz Q&A

Dołącz do społeczności ponad TYSIĄCA (!) Patronów podcastu Dwie Lewe Ręce, który prowadzą Marcin Giełzak i Jakub Dymek. Wspieraj treści, które lubisz i miej wpływ na ich kształt: 👉 https://patronite.pl/dlrPamiętajcie też o tym, aby subskrybować nasze treści, tak aby nie ominął Was żaden nowy odcinek! 🔔 Zasubskrybuj: @dwielewereceZapoznaj się też z ofertą sklepu, gdzie autorskie kreacje w stylu DLR: 🛒 https://patronite-sklep.pl/kolekcja/dwie-lewe-rece/━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━Tak, jesteśmy z Wami już 3 lata. Wspólnie z Łódzkim Klubem DLR zorganizowaliśmy dyskusję poprzedzającą właściwe świętowanie. W jej toku opowiedzieliśmy o tym, co udało się zrobić przez te 3 lata oraz zapowiedzieliśmy, jakie są nasze plany na rok kolejny.━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━☚ Facebook: https://www.facebook.com/dwielewe☚ Twitter: https://twitter.com/2lewerece☚ Instagram: https://www.instagram.com/dwielewerece_podcast/ Wszystkie teksty Jakuba: ✍ dymek.substack.comJesteśmy też na platformach:🟢 Spotify: https://podcasters.spotify.com/pod/show/dwielewerece🍎 Apple Podcasts: https://podcasts.apple.com/pl/podcast/dwie-lewe-r%C4%99ce/id1635522094Nowa książka Marcina "Wieczna lewica": 📚 https://patronite-sklep.pl/produkt/wieczna-lewica-marcin-gielzak/

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 547 wyników dla "PO"

I zaczniemy klasycznie od podziękowań.

Mogłem zrobić tą pomyłkę.

Następnie przejdziemy do pewnego podsumowania działalności w ogóle całego podcastu, już przeprowadzonego przez Marcina i Jakuba.

No i oczywiście potem crème de la crème naszego dzisiejszego spotkania, czyli o godzinie 21.00 after w Klubie Willa.

Przez W. Sorry, moja pomyłka.

Wszyscy już znacie tak naprawdę te slajdy, gdzie Pola Matysiak, Jakub i Kosma Nykiel mieli okazję debatować na temat policentryzmu w naszym kraju.

To było pierwsze z wydarzeń, które zorganizował Klub Łódzki w szerszym, jakby to powiedzieć, świecie.

Następnie przechodzimy do stycznia, gdzie udało nam się z Marcinem i razem z Polską Korporacją Akademicką Jagiellonia zorganizować wykład dotyczący rewolucji 1905 roku.

I nie spełniało norm przeciwpożarowych.

Ludzie siedzieli na ławkach w pomieszczeniu obok i było na pewno przyjemnie.

Dalej mamy urodziny naszego klubu, naszych klubów i podcastu we Wrocławiu.

Spotkanie z doktorem Szymonem Andrzejewskim, gdzie mówiliśmy o tym, jak demokracja bezpośrednia mogłaby wyglądać, jakie nowe formy działalności obywateli w państwie mogłyby zaistnieć.

I nie znam powodu.

Później mamy spotkanie z Jankiem Śpiewakiem dotyczące jego patopaństwa.

Dla mnie to też był dość szczególny dzień, bo praktycznie prościutko ze szpitala przyjechałem na to spotkanie, kiedy się urodził mój trzeci syn.

Musieliśmy w tym wziąć udział, tu nie było innej opcji i nasi członkowie brali udział w tym pochodzie, który rekonstruował tamte wydarzenia.

Więc rozpoczęliśmy przede wszystkim wieczorem filmowym.

Nie wiemy na co przychodzimy i w tym momencie mieliśmy okazję się pojawić na azjatyckim, przepraszam, na japońskim erotyku.

I tak regularnie spotykamy się właśnie na tym Kinie Szeptanym, gdzie możemy się zintegrować jako Klub Łódzki.

Więc polecam tą formę aktywności.

Później mieliśmy okazję w Aleksandrowie Łódzkim pod Łodzią spotkać się właśnie na działce jednego z nas.

My tam już też byliśmy i wiemy na pewno, że możemy wam polecić tą miejscóweczkę.

Na pierwszy punkt poszedł Zgierz, jak najbliżej nas, miasto tkaczy i następne będą na pewno Kutno, Łowicz.

W okresie grudniowym wpadliśmy na pomysł, że mamy ochotę zostać elfami Świętego Mikołaja i też organizowaliśmy paczki w ramach Szlachetnej Paczki oraz w akcji choinka naszej DLR-owej.

Tutaj mamy Igora i Wojtka, którzy byli właśnie tymi elfami, którzy pomogli dostarczyć.

W międzyczasie pojawił się Klub Książki Łódzkiego DLR-u.

To było pierwsze spotkanie, na którym omawialiśmy patopaństwo Janka Śpiewaka i złoty wiek profesora Piątkowskiego.

Porównywaliśmy te dwie książki i tezy, które oni zawarli w tych książkach.

Chcielibyśmy, żeby to jak najszerzej się pojawiało w tym i też mieliśmy oddział praktycznie brać okazję całym klubem.

I taką podstawową działalnością klubu jest comiesięczne spotkanie.

To jest twardy punkt dla każdego z nas, żeby w ten jeden wtorek miesiąca się spotkać i spędzić razem czas, pogadać o wszystkim.

O naszych relacjach, o tym co widzieliśmy, o tym co nas ostatnio poruszyło albo tak naprawdę o kolejnych projektach, co bardzo ułatwia w ogóle współpracę i zintegrowanie się.

Mamy drobne podsumowanie wszystkiego.

Jak mówi stary żart, kiedy nie wiadomo od czego zacząć, warto zacząć od harmonogramu imprezy, ale i od podziękowań.

Ja chciałbym z tego miejsca podziękować przede wszystkim wam tu zgromadzonym, że pomimo mrozu i jakże charakterystycznych dla naszej ojczyzny na tej porze roku problemów na kolei dojechaliście tak licznie do miasta Łodzi i możemy się tutaj dzisiaj spotkać.

Winni jesteśmy również podziękowania dziekanowi Wydziału Ekonomiczno- Socjologicznego za podjęcie nas.

W tym szacownym gmachu jesteśmy winni podziękowania Klubowi Łódzkiemu za organizację tego dzisiejszego wydarzenia, które dopiero się rozpoczyna, potrwa jeszcze dłuższą chwilę.

I wreszcie całemu zespołowi podcastu i Fundacji Centrum Demokracji Społecznej.

Jesteśmy tutaj wszyscy i cieszę się, że i klubowo, i ogólnopolsko, fundacyjnie i jeżeli chodzi także o zespół podcastu, spotykamy się na tych urodzinach.

Ja za chwilę oddam głos tej osobie, na którą naprawdę czekacie, czyli Marcinowi z prezentacją tego, co udało się w podcaście zrealizować w roku 2025.

Po tej prezentacji zasiędziemy na kanapach i będziemy czekali na wasze pytania.

Spokojnie na odpowiedź na wasze pytania, więc do wyczerpania materiału, jak często lubimy powtarzać.

I już teraz tylko czysto informacyjnie, będąc tutaj na spotkaniu, zgadzacie się na nagrywanie i politykę RODO, więc to jest ten moment, w którym możecie wystąpić w podcaście.

Chojny wstęp, że właściwie tylko to, co mówisz powstrzymuje ludzi od tego, co naprawdę chcieliby usłyszeć.

Czyli mojego wystąpienia, jeżeli wejdzie ci to w krew, że tak w ogóle będziesz mówił w podcaście, to nie będę miał nic przeciwko.

Także wspominam z rozżywnieniem to pierwsze spotkanie Klubu Łódzkiego.

Pamiętam chociażby komentarze, które się pojawiały.

Czyli młodszy brat Jakuba Dymka dostał pracę po znajomości.

Ale i mnie się oberwało, ponieważ siedziałem jak widzieliście na zdjęciu na tle tych wszystkich flag i było napisane kiedy Tropico 2 wejdzie za mocno.

Była to po części uzasadniona krytyka.

Nie żartował, kiedy mówił, że będziecie zapewne zainteresowani szczególnie tym, co ja mam do powiedzenia, bo tym razem spotykamy się w moim mieście.

Poprzednim razem urodziny były we Wrocławiu, w mieście Jakuba i ile było pytań, ile było rozmów o Śląsku, Wrocław i tak dalej.

Teraz będziemy mogli pomówić na tematy łódzkie, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy z obecnych tutaj dzisiaj są z miasta Łodzi, niektórzy nawet.

Jak dowiedziałem się, są w Łodzi pierwszy raz w życiu, więc pozwólcie, że zacznę od kilku uwag na użytek ogólnej orientacji.

Gołda to wbrew pozorom nie ser, tylko wódka.

Jeśli idzie o zwiedzanie, mogę Wam polecić to, co z częścią z Was, których oprowadzałem przez kilka godzin po południu, już mieliśmy okazję zobaczyć, czyli takie miejsca jak Pasaż Róży czy Pałac Poznańskiego.

Ale także Białą Fabrykę, Stajnie Jednorożców, zbiorniki wody na stokach zwane podziemnymi katedrami, Księży Młyn, sławną Pietrynę, czyli ulicę Piotrkowską.

Chociaż, jak mówiłem w trakcie oprowadzania, pod tym względem Łódź zdecydowanie się zmienia i zmienia się najlepsze.

Pamiętajcie, że jeśli ktoś powie, że jest galancie, to dobrze, a jeśli ktoś powie, że siejowo, to źle.

Wbić się na socjoparty, więc gdzie indziej moglibyśmy zrobić trzecie urodziny DLR-u aniżeli na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym i chciałbym jego władzom za to, że stworzyli na to możliwość bardzo serdecznie podziękować.

Ale do rzeczy, bo miało być podsumowanie roku, a właściwie miało być podsumowanie w jakim punkcie się znaleźliśmy po trzech latach.

Robienia naszego podcastu i budowy naszej społeczności, więc rzućmy okiem na parę faktów i liczb.

Ktoś już policzył, że gdyby

Znalazł się człowiek, który usłyszałby o DLR-ze dzisiaj i postanowiłby nadrobić cały katalog, wszystkie odcinki wtorkowe, piątkowe, dogrywki, odcinki specjalne i mógłby na to poświęcić półtorej godziny dziennie.

Jako że rok 2026 dopiero się zaczyna, chciałem powiedzieć, że nie brzmi to dla mnie jak zły pomysł na to, żeby spędzić nadchodzących 12 miesięcy i zdecydowanie mogę to Wam left-commendować.

Pojawił się także format krótki, ale bardzo treściwy SMS Szkoła, Mieszkanie, Szpital.

Pojawiły się także nasze materiały historyczne, wykłady i prelekcje, odczyty, które cieszyły się bardzo dużą popularnością, zarówno jeśli chodzi o frekwencje na samych wykładach, jak i później na ich oglądalność w internecie.

Jak często powtarzamy, chwalenie nas to wyważanie otwartych drzwi, więc po prostu zrobimy to samodzielnie i powiemy, że pewnie jakąś rękojmią tej jakości były również cztery statuetki Podcastu Roku, w tym dwie dla nas szczególnie cenne, bo takie, które były nagrodami publiczności.

Udało nam się doprowadzić do premiery naszego rocznika idei, rocznika, który jeśli ktoś go jeszcze nie ma, to może go nabyć, ponieważ na zewnątrz jest ustawione nasze stanowisko sklepowe, nasze i patronajta, który z nami współpracuje.

Blisko 300 stron, zero reklam i znakomity skład redakcyjny, który moim zdaniem przygotował publikacje zupełnie na polskim rynku wydawniczym unikalnym i który dał początek czemuś nowemu.

No i mogę też powiedzieć, że jestem bardzo dumny z oprawy wizualnej rocznika i z tego, co udało się zrobić naszemu już nazwornemu grafikowi, jakim jest Sebastian Cabaj.

I chyba nie mogę go lepiej zarekomendować, niż powtórzyć to, co powiedział Łukasz Michnik na premierze rocznika, iż planuje jedną z ilustracji, które się w nim pojawiły, sobie wytatuować, więc...

Oczywiście jesteśmy tutaj we współpracy i dzięki uprzejmości Klubu Łódzkiego DLR, więc trzeba powiedzieć kilka słów o klubach.

Z dumą mogę powiedzieć, że mamy 18 klubów w czterech krajach, bo kluby działają już nie tylko na terenie Polski, działają także w Niemczech.

Działają w Holandii poprzez klub w Rotterdamie i działają w Wielkiej Brytanii poprzez klub w Londynie, w klubie londyńskim zresztą w lutym będziemy.

Zatem aktywność klubowa w związku z tym, że powstaje teraz klub najnowszy 19 w Radomsku

Może być podsumowana jakżeby inaczej, pewnego rodzaju aforyzmem, a przynajmniej sloganem.

DLR ma już kluby od Radomska po Rotterdam, a cały czas powstają kluby nowe, a oprócz klubów powstają także sekcje, o których więcej powiem za chwilę.

Staramy się ocalić od zapomnienia bohaterów polskiej niepodległości, polskiej walki o wyzwolenie społeczne i narodowe.

Czy to z PPS-u, czy to z Frakcji Czerwonych w Powstaniu Styczniowym, czy to z KOR-u, czy z lewej flanki Solidarności.

No i jako że w Łodzi jesteśmy, no to wybraliśmy bardzo reprezentatywny przykład człowieka, któremu zresztą poświęciliśmy odcinek.

Aleksandra Napiórkowskiego, bohatera wojny roku 1920, wybitnego łódzkiego socjalistę, społecznika, dziennikarza i...

Żołnierza, który również i pośród innych wybitnych łodzian został w zeszłym roku, w listopadzie upamiętniony.

Wspomniałem o sekcjach, no to czas powiedzieć parę słów.

Patrzę teraz na sekcję medyczną, która może być z siebie zadowolona, ponieważ dużo się dzieje na tym odcinku.

Może powinienem powiedzieć, niestety dużo się dzieje, bo tak źle jest z naszą ochroną zdrowia, że sekcja medyczna ma się cały czas czym zajmować, ale

No wspomnijmy chociaż kilka rzeczy.

Przygotowała sekcja medyczna znakomite wydarzenie, w czasie którego rozmawiano o tym jak uzdrowić Polską Ochronę Zdrowia w Gdańsku.

Zrobiliśmy takie przemieszanie sekcyjno-kulturowe, ponieważ to z sekcją medyczną przygotowaliśmy odcinek o serialu The Pit.

Sytuacje, które pokazywane są w serialu, co dzieje się na takim szpitalnym SOR-ze, komentował u nas lekarz z SOR-u.

Natomiast najambitniejsza produkcja sekcji, która jest w drodze, to to, co widzicie na tym slajdzie po drugiej stronie.

To pierwszy raport Fundacji Centrum Demokracji Społecznej.

Pewnie już poznajecie kreskę, jeżeli chodzi o...

Lekarze, menedżerowie służby zdrowia, akademicy będą pokazywać, gdzie są nieprawdy, do których większość Polaków przekonano i będą pokazywać, że jest lepsza ścieżka, że pierwszym warunkiem uleczenia naszej służby zdrowia jest przestać wierzyć w mity, które nie pozwalają nam prowadzić racjonalnej, produktywnej rozmowy na temat tego, jak radzić sobie z chorobą i jak walczyć o zdrowie w naszym społeczeństwie.

Raport ten

Na pewno zorganizujemy wokół niego spotkania, nagramy odcinek.

Będziemy ciężko nad tym pracować, żeby pokazać inną perspektywę, jeśli o ochronę zdrowia chodzi.

Bardzo sprzyja oczywiście temu, żeby wspominać, żeby robić bilanse, żeby robić podsumowania i pewnie najbardziej powinien sprzyjać temu, żeby świętować i temu będziemy się oddawać od godziny 21, ale nie sposób nie powiedzieć, będąc tu gdzie ja teraz jestem, kilku słów na temat przyszłości, więc chociaż krótko.

Jakub, jak wiecie, będąc fanatykiem koszykówki, rzucił niedawno na naszym Discordzie hasło, że chcemy zapożyczyć od wybitnego trenera Chicago Bulls, Phila Jacksona, jedną z jego zasad, a ta zasada mówiła, każdemu kolejnemu sezonowi będzie towarzyszyć jedno słowo.

Niezależnie od tego, czy będzie tutaj chodzić o ostrość obrazu, jakość dźwięku, wysiłki promocyjne, komunikację, stronę społecznikowską czy biznesową, zarządzanie klubową, sekcyjną czy fundacyjną codziennością, wszędzie będzie widać więcej profesjonalizmu, wszędzie będzie widać wejście na wyższy poziom.

Właśnie dlatego angażujemy teraz we współpracę z nami topowych ekspertów w swoich dziedzinach do cyklu ABC, ale także

Do przygotowywania kolejnych raportów, które będą sygnowane przez Fundację Centrum Demokracji Społecznej.

Znacznie wcześniej i zrobimy go z jeszcze większym rozmachem niż poprzednio i zaplanujemy jego zarówno treść jak i formę jeszcze ambitniej.

I tak jak Jakub umie cytować klasykę poprzez trenera Phila Jacksona, to ja zacytuję trenera Pata Riley'a, który powiedział, który zawsze mówił swoim zawodnikom, pilnuj tego, żeby najważniejsze zawsze było najważniejsze.

I to sprawia, że bardzo łatwo jest z różnych powodów biurokratycznych, organizacyjnych, towarzyskich, emocjonalnych, jakichkolwiek,

Tymczasem musimy sobie przypominać i przypomnieliśmy sobie to z początkiem tego roku, że dla nas najważniejsze jest to co sprawiło, że spotkaliśmy się tutaj.

Ten podcast, to medium.

Odpowiedzieliśmy na tytułowe pytanie, co tu właściwie robimy i na co komu Dwie Lewe Ręce.

Chcemy robić podcast, którego sami chcielibyśmy słuchać.

Chcemy po prostu robić najlepszy podcast w Polsce.

Pytanie, czy się pojawiają się pierwsze chociażby ręce w górze.

W jaki sposób to ma wyglądać w przyszłości?

Na tym etapie przewidujemy nadanie ram prawnych klubom, ponieważ potrzeba jest dużo bardziej bezpośrednia.

W związku z tym ta potrzeba po stronie sekcji się jeszcze nie pojawiła.

Profesjonalizacja na poziomie sekcji w tym momencie wygląda w ten sposób, że sekcje stają się nijako sekcjami fundacji.

Za chwilę możemy mieć sekcję bezpieczeństwa i chodzi o to, żeby osoby, które w tych sekcjach działają, miały z fundacją uporządkowaną relację, podpisane umowy, konkretne zlecone zadania i chodzi o to, żeby na pytanie czym zajmuje się fundacja,

Można było pokazać sekcję i można było wyłuskać z sekcji, nie tylko w ogóle ze świata, z rynku i tak dalej, ale także z sekcji ekspertów, którzy będą nam towarzyszyć i którzy będą stanowić taką kadrówkę dla tej fundacji.

Natomiast jeżeli kiedykolwiek powstałaby taka potrzeba, żeby nadać także tożsamość prawną sekcji, to nie ma problemu.

Będziemy zawsze kierowali się tym, co pragmatyczne i co najbardziej pomaga realizować nasze statutowe i nasze, powiedziałbym, środowiskowe cele.

To jest grzech zbyt wyczerpującej prezentacji na początek.

Nie, to jest kwestia tego, że na początku zawsze jest tak nieśmiało jedno pytanie, gdzieś w drugiej części drugie, a później jest nagle 40 i prowadzący mówi, że niestety, ale skończył nam się czas.

Już widzę, że więcej rąk się teraz pojawia po moich zachętach.

To mnie nurtuje takie pytanie, czy już spakowaliście swoje plecaki ucieczkowe według rekomendacji Narodowego Poradnika Bezpieczeństwa.

A tak poważniej pytając, no to do tego pytania mnie zainspirował ostatni artykuł w Polityce, taki alarmistyczny, gdzie właśnie na temat tego poradnika, gdzie było powiedziane, że Polacy generalnie to wypierają, że nie reagują

Na to i w ogóle sama myśl o obronie cywilnej ich przeraża i dlatego chciałbym spytać, jak wam się wydaje, jaki macie na to ogląd, czy to jest po prostu złudzenie fokusowe wielkiego medium, żeby napompować temat, czy naprawdę jest tak źle z tą obroną cywilną?

W jakimś wymiarze na pewno 30 lat przekonywania rodaków, że każdy jest kowalem własnego losu, nie ponosi odpowiedzialności za nic więcej niż swoje własne gospodarstwo domowe, a horyzonty jego zainteresowania dobrem wspólnym kończą się z czubkiem jego własnego nosa, przynosi efekt, przynosi rezultat.

Jest też tak, że wydaje mi się, że władze polityczne w Polsce w ogóle przeciągają linę między dwoma stanowiskami, które są nie do pogodzenia, czyli próbą budowania kapitału politycznego na zagrożeniu i przedstawienia się jako ci, którzy ubezpieczają Polaków i którzy dbają o nasze kolektywne bezpieczeństwo, z świadomym unikaniem tematów, które mogłyby być społecznie trudne, które mogłyby wiązać się z jakimś poświęceniem,

Przerzuceniem na obywateli, czy w ogóle zobowiązaniem obywateli do jakiegoś większego wysiłku nie jest chyba tajemnicą, bo i ja mówiłem o tym kilkukrotnie, że projekty ustaw o powszechnych szkoleniach obronnych były już na biurku premiera Morawieckiego w roku 22 i 23, ale Prawo i Sprawiedliwość

Wiedząc, jak wielki opór by to wywołało, nie zdecydowało się na podobny krok.

I na podobny krok nie zdecydowała się także kolejna ekipa rządząca, koalicja Trzeciej Drogi, Lewicy i Platformy Obywatelskiej.

Jest to problem natury politycznej.

Pewnie nie są, ale też nie robiłbym z tego jakiegoś wielkiego zarzutu, bo dlaczego mieliby być, skoro przez 30 ponad lat temat był zaniedbywany, nie istniała kultura, nawet nie tylko proobronna, bo to jakby nie trzeba tego tak zawężać, ale w ogóle kultura pewnego bezpieczeństwa i odpowiedzialności, a jakikolwiek związek obywateli z obronnością miał charakter albo

Nielubianej, niepopularnej i czasami przymusowej służby dla młodych mężczyzn albo kompletnie czasami zbędnych i przeciwskutecznych lekcji przysposobienia obronnego w szkole.

W tym sensie nie mamy podstaw, niestety, by przyrównywać się do naszych sąsiadów z państw bałtyckich czy Finów albo choćby nawet Szwajcarów.

Być może także dlatego, że pan minister Gośniak-Kamysz nie cieszy się jakimś dużym respektem społecznym.

Trudniej jest zacząć te dyskusje na poważnie i to, powiem się, media też nie są dobrym dla rządu partnerem.

Plecak ucieczkowy faktycznie brzmi bardzo źle i zachęcanie rodaków do tego, żeby posiadali plecaki ucieczkowe i się z nimi zapoznali

Mi to od razu przypominał stary wojskowy dowcip, gdzie porucznik jest w Akademii Wojskowej wysłany na przeszkolenie i zadają mu pytanie.

Panie poruczniku, sytuacja jest następująca.

Zostaliście wzięci w kleszcze od północy i od południa przez siły znacznie przeważające, lepiej uzbrojone.

To trzeba jakoś powiedzieć zręczniej.

Teraz jak powiedziałem zręczniej w kontekście wojskowym, to oczywiście przypomniał mi się drugi dowcip.

Bawić się trzeba, cytując znany serial, mianowicie dowódca kompanii wzywa sierżanta i mówi, słuchajcie, sytuacja jest dość delikatna, Kowalskiemu umarł ojciec i trzeba jakoś to tak powiedzieć, no rozumiecie, sierżancie, no... Zręcznie.

Z społeczeństwem.

No lepiej mówić o plecaku obronnym, czy lepiej po prostu mówić o tym, że jak Skandynawowie, jak Finowie, jak Estończycy rozumiemy w jakiej części świata nasz kraj się znajduje, rozumiemy z jakimi to się wiąże ryzykami i po prostu chcąc być odpowiedzialni, patriotyczni, jesteśmy przygotowani.

No to ja powiem tyle.

Bardzo obawiałbym się scenariusza, w którym po to, żeby nie straszyć, będziemy wiecznie pozostawać nieprzygotowani, no bo co będzie, jeżeli obywatele się przestraszą?

Raczej przyjąłbym po prostu taktykę znormalizowania tego, jak to zrobili Finowie czy Estończycy, znormalizowania tego, że żyjemy w ciężkiej okolicy i jak już mówiłem przy kilku okazjach, więc przepraszam, jeśli część z was już to słyszała, ale najbardziej mi się podoba model szwajcarski.

I to, że Szwajcarzy postawili pomniki swoim dowódcom z okresu I i II wojny światowej.

I wiem, że przynajmniej część z was patrzy teraz na mnie i mówi, obawiam się, że muszę cię z fakt czekować, Szwajcaria nie brała udziału w ani I, ani II wojnie światowej, więc chciałbym powiedzieć, no właśnie.

Tak, ale z różnych powodów forsowanie alpejskich umocnień, z różnych powodów pchanie się tam byłoby skórką niewartą wyprawki i z nami powinno być podobnie.

Nieprzyjaciel powinien zdawać sobie sprawę, że byłby to jeszcze twardszy orzech do zgryzienia aniżeli Ukraina.

W związku z powyższym lepiej nie, lepiej nie próbować.

Dobrze przygotowana ludność, obrona cywilna jest elementem, jednym z wielu, ale jest elementem tego potencjału odstraszania.

Tutaj kolega po lewej.

Mów do mikrofonu, bo potem nie będziesz słyszalny na YouTubie.

Tylko pytanie, czy macie jakąś linię współpracy z różnego rodzaju środowiskami, w tym środowiskami politycznymi?

I są efekty tych prac, czyli są raporty, są analizy, to czy one, że tak powiem, nie trafiają tylko i wyłącznie na stronę, nie trafiają do biurka, do szuflady, czy mówiąc szczerze, czy ktoś, wiecie, że ktoś to podniesie, jakieś środowisko polityczne i ktoś będzie na ten temat mówił, czy jednak to jest tylko i wyłącznie kwestia, tylko i wyłącznie analityczna i przeznaczona dla słuchaczy?

Po pierwsze robimy medium i współpraca ze środowiskami politycznymi czy robienie czegoś pod ich wygodę byłoby jedną z ostatnich rzeczy, o których bym pomyślał.

Po drugie mamy bardzo czytelne dowody na to, że i tak nas słuchają.

Rzeczy, o których mówimy w programach trafiają do programów partii politycznych, do polskiej publicystyki, do debaty, która jest prowadzona w Polsce, wreszcie nawet do języka potocznego.

Stąd nie mam wątpliwości, że jeżeli będziemy poruszali tematykę

Wreszcie po trzecie i ostatnie w tym temacie.

Nie ma w tym momencie takiej konieczności, byśmy musieli jakoś układać też kalendarz tego, o czym mówimy, albo jak planujemy nasze prace, albo co uważamy za priorytet pod oczekiwania polskiej debaty publicznej.

My niejednokrotnie podkreślaliśmy i być może warte jest to podkreślenie po raz wtóry.

Ambicją podcastu Dwie Lewe Ręce jest narzucać tematy, a nie się do nich dostosowywać.

Jak hazardyzacja życia, jak polaryzacja płci i wiele innych tematów, które to dzięki odcinkom tego podcastu, dzięki spotkaniom w Polsce, dzięki różnym dyskusjom, które zainicjowaliśmy, udało się do dyskusji publicznej przebić.

Nie ma podstaw, by sądzić, że na przykład z mitami na temat ochrony zdrowia będzie inaczej.

Gdyby przyświecała nam taka ambicja, żeby w sposób bezpośredni odnosić się do polityków i wpływać na ich decyzje, czyli stosować właściwie jedyną metodę, która w Polsce realnie działa, to jest lobbing i wmawianie politykom dziecka w brzuch, no to w ogóle nie robilibyśmy medium, bo to by była przeciwskuteczna metoda.

Należałoby politykom podsuwać pomysły, podsuwać im gotowce w taki sposób, żeby oni uważali, że to oni je wymyślili.

Ponieważ jeśli polityk stwierdza, że jednak kto inny to wymyślił, to on już nie chce tego wdrażać.

Nie, to polityk musi dostać gotowca pod niego zrobionego przez jego ludzi, tylko takim gotowcom ufa, a w istocie rzeczy to nawet nie polityk, bo żeby polityk wziął do ręki opracowanie, które dla niego zrobisz, to musiałby mieć chociaż jedną rękę wolną, a tu obydwie zajęte, bo musi stołek trzymać.

A poza tym oni musieliby wymyślić, jak powiązać to, co robi ten resort z tym, co robi tamten resort, bo każda skomplikowana sprawa robi się międzyresortowa.

Więc zazwyczaj to nawet nie do polityka ludzie, którzy wrzucają tego rodzaju gotowce, chcą dotrzeć, tylko oni chcą dotrzeć do kogoś z otoczenia polityka.

W Polsce więc działa zasada, która była znana w Związku Sowieckim.

Karol Marks miał być naczelną postacią, którą każdy ogląda w Związku Sowieckim.

Karol Marks co prawda dużo napisał, ale Anna Iwanowna daje do podpisu.

I trzeba znaleźć tego, który daje do podpisu.

To jest robota w cieniu, to jest robota w gabinetach, to jest robota, która polega na tym, że się tłumaczy właśnie takiej osobie, co daje do podpisu, że to ma sens, bo wtedy politykom skoczy w sondażach albo skompromitują swojego przeciwnika w partii.

To nie jest część naszego zadania, więc jeżeli siadamy na przykład z bardzo mocnym składem redakcyjnym do robienia raportu medycznego,

To nie z taką nadzieją, że minister zdrowia weźmie ten raport albo premier i powie, nie faktycznie oni mają rację, bo to się nie stanie.

I my pokazujemy, czemu metafora dziurawego wiadra jest bez sensu.

Albo najważniejsze to skrócić kolejki do specjalistów, a my pokazujemy, że to wcale nie jest najważniejsze i że są inne metody, inne priorytety rozwiązywania bieżących problemów zdrowotnych Polaków.

Więc nie, my... I tu wracam do tego, co powiedziałeś w ostatnim zdaniu.

I docieramy do nich na różne sposoby.

Czasami odcinkiem podcastu, czasami spotkaniem na żywo, ale czasami tekstem w roczniku.

A czasami raportem, który jest pigułą wiedzy, ktoś pobiera sobie PDF-a i myśli sobie, no tak, widzę, że jest jakieś pięć mitów, no ja póki co wierzę we wszystkie pięć.

Więc jestem ciekaw, co mają mi do powiedzenia i dlaczego to niby jest nieprawda.

Miałeś, Marcin, na slajdzie taki punkt, że udało wam się zwiększyć wśród odbiorców podcastu udział kobiet, chyba trzykrotnie.

Jaką wyglądasz, abyś chciał odpowiedzieć na to pytanie?

Nie, nie sądzę, żeby były to jakieś celowane działania i byśmy sobie w jakiś korporacyjny sposób segmentowali grupy odbiorcze i próbowali dotrzeć do tych czy innych za pomocą jakichś wymyślnych strategii.

Myślę, że jest to pochodna tego, że

Inne kobiety zaczęły dzielić się tymi odcinkami, które przemówiły do nich szczególnie mocno, ze swoimi partnerami, swoimi bliskimi, z ludźmi, którym mogą pokazać podcast, który jest nie tylko o polityce.

I myślę, że bardzo duży sukces odcinka o samotności z początku tego roku mógł być bardzo dużym

Ten wzrost udziału słuchalności wśród kobiet w ogólnej puli słuchaczy i słuchaczek podcastu.

Często słyszymy o tym, że taką barierą wejścia do słuchania programu jest nie tylko jego długość, że te odcinki mają dwie godziny, ale także to, że przynajmniej z pozoru, tak z zewnątrz on sprawia wrażenie czegoś bardzo, przepraszam za piękne słowo w języku polskim,

Insajdersko-politycznego, że materiałów dla ludzi, którzy naprawdę żyją tym, ile miliardów bailoutu musiał otrzymać Javier Milei od Donalda Trumpa i jakich operacji księgowych dokonała rezerwa federalna, żeby to zrobić.

Tymczasem te materiały, których od razu powiem, mam ambicje robić więcej, choć one są trudne, wymagają wkładu osobnego researchu, dotyczące spraw...

Ja muszę powiedzieć, że dajmy na to,

Moja narzeczona nie słucha DLR-u, więc jeśli nie znalazłem argumentów, żeby ją przekonać, to nie wiem, czy jestem najlepiej spozycjonowany w tej chwili, żeby tak w ogóle już od razu iść szeroko i przekonywać wszystkie kobiety do słuchania DLR-u.

Natomiast odpowiadając zupełnie poważnie, po części to też jest kwestia medium.

Ponieważ algorytm tak działa.

Algorytm mówi, co tutaj mamy, jakąś politykę, wojnę, coś tam, PiS, PO, dobra, mężczyźni.

Geopolityka, Jacek Bartosiak oczywiście.

I jeżeli algorytm tak podpowiada,

Kobiety muszą bardzo świadomie wpisywać podcast Dwie Lewe Ręce, a mężczyznom jest to po prostu sugerowane, a jednak internet w czasach martwego internetu nie działa tak, że ludzie wpisują rzeczy w okienka, tylko działa tak, że idą od przekierowania do przekierowania, od sugestii do sugestii.

Ale jak weźmiemy inne medium, weźmiemy inną platformę, na przykład Spotify, to już ta przewaga mężczyzn topnieje.

To też nie był nasz wybór, żeby robić tyle odcinków poświęconych polityce amerykańskiej i Donaldowi Trumpowi w zeszłym roku.

Myślę, że bogaci się o tę wiedzę będziemy w 2026 roku trochę inaczej podchodzić do selekcji tematów i to też jest...

Jakaś wiedza, z którą podejdziemy do cyklu ABC, cyklu wykładów i innych materiałów czy spotkań, które będziemy realizować w Polsce.

Ja mam wrażenie, że, połkiwajcie głową, jeżeli się zgadzacie, ale symptom przemęczenia Trumpem zaczyna być już powszechny i jakby być może częścią

Bardzo okrutnej polityki tej administracji jest to, żeby nas też wszystkich zamęczyć, by już nikt nie miał siły się ani przejmować, ani kontestować, ani oburzać tym, co tam się dzieje.

I my by się też temu nie dać, po prostu będziemy trochę inaczej podchodzić do selekcji tematów.

Ale kiedy działy się rzeczy takie, jakie się działy w ostatnich tygodniach, prawda, to morderstwo w Minneapolis, szczyt w Davos, kolejne eskalacje, a potem deeskalacje, czy to gruźb wobec Grenlandii, czy to wojny handlowej, trochę trudno było, będąc podcastem, który mówi o sprawach globalnych, od tego uciec.

Mamy już w tym momencie przekonanie i wiedzę o tym, że tak, te tematy, które łatwiej jest odnieść do swojego doświadczenia, tematy, które dotyczą, powtórzę się, wybaczcie mi, relacji, samotności czy pewnych opresyjnych struktur naszego codziennego życia, działają na zupełnie inne i ciekawe sposoby z widownią.

Ten odcinek o samotności naprawdę wraca w rozmowach, które mamy w Polsce.

Jeżeli ktoś mówi, że jakimś odcinkiem naszego podcastu przekonał bliskich czy znajomych do słuchania, to właśnie tym.

Odcinek o tym, jaką krzywdę hazard robi naszemu społeczeństwu, przede wszystkim młodym mężczyznom, był kolejnym przykładem tego rodzaju myślenia.

Znaleźliśmy się w newsletterach dla lobbystów w ogóle po tym odcinku.

I byliśmy zapraszani do najróżniejszych podcastów, programów, wydarzeń, konferencji robionej od mężczyzn dla mężczyzn.

Wychodząc z założenia, że jak ktoś rzuca wyzwanie, to to wyzwanie podejmujemy i tam, gdzie inni boją się włożyć rękę, my wkładamy głowę, więc szliśmy dyskutować z redpilowcami i tak dalej.

Pani na prawo, po prawej stronie.

O porodówki.

Chyba wszyscy słyszeli, że zamykają porodówki i że będziemy rodzić na sorach.

Jest problem, bo polskie organizacje feministyczne, wszystkie te duże i rozpoznawalne, mają powiązania polityczne z nikim innym jak z koalicją rządzącą.

I pytanie brzmi, czy widzicie w społeczności DLR-u, fundacji, klubach i tym wszystkim przestrzeń na

Strike'owe działania, takie działania już stricte aktywistyczne dotyczące angażowania się w politykę, protestowania przeciw czemuś i uzupełnienia luk w ogóle w organizacjach takich trzeciego sektora, które są duże i które w Polsce są bardzo spolitycyzowane, więc ci, którzy protestowali przeciwko zakazowi aborcji nie będą już protestowali przeciwko temu, co robi PO teraz.

Odpowiadając wprost na pytanie, czy widzimy przestrzeń do organizacji strajków przez nasze środowisko, odpowiedź brzmiałaby nie, bo to trochę tak jakby powiedzieć, szukam adekwatnego porównania, skoro jest Tygodnik Powszechny i są kluby Tygodnika Powszechnego i jest środowisko Tygodnika Powszechnego, to czy Tygodnik Powszechny może zrobić strajk?

Według mnie byłoby to przemieszanie porządków, on nie od tego jest.

Jeśli ma kluby, to ma kluby po to, żeby ludzie się w nich spotykali, dyskutowali, żeby się samokształcili, żeby się czegoś dowiedzieli.

Natomiast on nie jest od bezpośredniej akcji politycznej.

I podobnie widzę sprawę w odniesieniu do DLR-u.

DLR jest miejscem, w którym może dać raport medyczny

W którym będzie napisane, na czym polegają problemy, w tym również problemy z porodówkami.

DLR może zrobić rozmowę, czy to w studiu, czy to na sali takiej jak ta, dajmy na to z doktor Marią Liburą, która kiedy organizowaliśmy wydarzenie w Gdańsku, mówiła o tych porodówkach, mam wrażenie, z wielomiesięcznym wyprzedzeniem w stosunku do tego, kiedy ta sprawa eksplodowała i mówiła, że to się tak skończy.

I osoby, które były wtedy na sali, wyszły stamtąd z głębokim przekonaniem, jest problem z porodówkami, coś z tym trzeba zrobić i świadomość została podniesiona.

Im większym będziemy medium, im więcej ludzi będzie nas oglądać, im więcej ludzi będzie przychodzić na spotkania, tym bardziej to podnoszenie świadomości będzie działać.

Podcast i środowisko skupione wokół podcastu, czy rocznika, czy dowolnego innego medium, nie może zastąpić całego ekosystemu organizacji, które powinny powstawać tak czy inaczej.

Podcast nie może zastąpić związku zawodowego.

Podcast nie może zastąpić oddolnej organizacji obywateli.

Podcast nie może zastąpić wspólnoty mieszkaniowej, podcast nie może zastąpić spółdzielni i tak dalej i tak dalej.

Więc rozumiem pokusę i szczerze ją rozumiem, która się czasami pojawia, kiedy ludzie myślą sobie, no skoro przez 30 lat niewiele się działo po lewej stronie i coś się nagle wydarzyło, to można niejako przenieść zaniedbania tych 30 lat na tego, który pierwszy wstał i powiedział ja chcę coś robić.

Ale musi być zdrowy podział pracy w społeczeństwie.

Dziennikarze muszą robić media, eksperci muszą pisać raporty, związkowcy muszą robić strajki czy spółdzielcy muszą robić spółdzielnie.

DLR jest fundamentalnie medium i społecznością skupioną wokół tego medium.

Najkrótszą drogą do tego, żeby cała ta przygoda się skończyła, byłoby upolitycznienie w rozumieniu partyjnym tego podcastu czy środowiska, które jest wokół niego, ponieważ to z definicji odbiera wiarygodność w gruncie rzeczy wszystkiemu, co mówi dziennikarz.

Dziennikarz raz powie coś, co wskazuje na to, że on po prostu robi PR dla partii politycznej, ale powiem otwarcie, co wskazywałoby też na to, że dziennikarz na przykład robi PR dla związku zawodowego.

Bo dziennikarz, będąc dziennikarzem, musi na przykład mieć możliwość powiedzenia, uważam, że w tej sprawie największe związki zawodowe w kraju się mylą.

Czy jest duża szansa na przykład, ja tak powiem?

Ale mam prawo tak powiedzieć, bo jestem dziennikarzem.

I fundamentalna różnica między dziennikarzem a politykiem jest następująca.

Dziennikarz musi powiedzieć prawdę tak, jak ją widzi, tak jak potrafi.

A polityk nie może pozwolić, żeby prawda się wydała.

Dziennikarz nie powinien być działaczem, no bo to jest moment, żeby oddać legitymację dziennikarską i wziąć legitymację jakąś inną.

Przestali być dziennikarzami, a znam takich, którzy przestali być dziennikarzami, a cały czas się za nich podają.

No to tutaj front będzie po.

Ja jeszcze szybciutko tylko dopowiem na twoje pytanie, bo to też jest oczywiste, znaczy z mojej perspektywy, przepraszam, ale to jest oczywista niechęć do wymiany realnego narzędzia wywierania wpływu na politykę, jaki mamy w swoim zasięgu, czyli możliwości zrobienia krytycznego wywiadu na przykład z członkiem rządu.

Nie z panią minister Połczyńską-Nałęcz, z panią kandydatką Magdaleną Biejat, prawda?

W końcu jak się przełamie i przylezie ministrem finansów Andrzejem Domańskim i wymiana tego naprawdę przemożnego narzędzia wpływania na rzeczywistość na drobne pod tytułem organizowanie pikiety pod ministerstwem zdrowia.

Ja byłem na tych pikietach, tam przychodzi 15 osób i minister zdrowia może wyjdzie, może nie wyjdzie, a jak wyjdzie to powie pielęgniarkom, że będzie dobrze, da sobie strzelić setkę do TVN-u i się zamknie z powrotem w gabinecie.

Nie jest z punktu widzenia czy to Marcina, czy mojego, czy w ogóle podcastu Dwie Lewe Ręce i Fundacji wymiana tego przemożnego narzędzia wpływ na rzeczywistość jakie mamy możliwość zaproszenia premiera do programu i rozmawiania z nim i stawiania tych pytań i podnoszenia tych tematów na uliczny aktywizm.

I w roli... Nie bez powodu pracujemy razem w tym projekcie z Marcinem i całym zespołem.

I gdybym nagle stwierdził, że moim powołaniem nie jest robić tych rozmów, nie jest robić programów, nie jest poruszać pewnych spraw, tylko robić pikiety, no to...

To realnie wiem, że moja, przepraszam za to straszne słowo, sprawczość czy wpływ na rzeczywistość społeczno-polityczną w naszej ojczyźnie byłaby radykalnie mniejsza.

Cokolwiek teraz powiem, to będzie brzmiało jak przechwałka, ale... To tak ogólnie jest.

Po tym, co 10 lat temu napisałem o katowniach CIA w Polsce, zdarza się, że do dzisiaj przychodzą zagraniczni dziennikarze z światowych redakcji o coś się mnie zapytać, poprosić o jakiś numer do polityka, zasięgnąć języka, bo ma to taki efekt.

Gdybym w tym czasie zajmował się rozrzucaniem ulotek pod ministerstwem, uważam, że zasięg tego byłby radykalnie mniejszy.

Ja mogę tylko powiedzieć a propos ministra finansów, że zaproszenie pozostaje aktualne i będziemy go zapraszać do skutku.

I naprawdę jesteśmy coraz bardziej innowacyjni w metodach ponawiania tych zaproszeń, a jesteśmy w tym dobrze.

Przypominam im, ile razy zapraszaliśmy Azjara Sandberga i co?

I w pewnym momencie po prostu wyskoczyłem i powiedziałem, panie ministrze, jeśli mogę słowo.

I on powiedział, wiem, wiem, wiem, wiem i zaczął się oddalać.

Co by tłumaczyło, czemu służą te, jakże często pokazywane na mediach społecznościowych pana ministra, treningi biegowe?

Są też dziennikarze, którzy potrafią biec za politykami na korytarzach sejmowych.

Mam nadzieję, że po wizycie ministra finansów u nas złoty nie upadnie i nic z tych rzeczy.

No tak, ale wiesz, zarzuciłeś mi chwalenie się, no ale to przerzucę trochę odpowiedzialności na ciebie.

Ale to powiedzmy sobie, że te rozmowy z panem premierem Morawieckim, czy z Adrianem Zandbergiem, czy z minister Pełczyńską-Nałęcz też nie pozostają bez echa.

Bo kilka minut temu kolega się pytał o nasze strategie czy taktyki wpływania na politykę.

To nie jest tak, że to, o czym my mówimy w programach, albo to, co się pojawia w wywiadach, albo tematy, które są poruszane, nie zapadają też w pamięć drugiej stronie i nie jest tak, że oni ich potem nie robią i że nie ma świadomości tego.

Nawet jeżeli nie zawsze to, o czym my mówimy w programach, jest kontynuowane przez polityków czy naszych rozmówców, to uwierzcie nam na słowo, że w ich gabinetach traktowane jest to już bardzo na serio.

I tacy ludzie, którzy wykonują tę mniej widoczną pracę w ministerstwach, w KPRM, w różnych agendach rządowych, słuchają tego, co się o ich pracy mówi i są bardzo, powiedziałbym,

I to też jest mechanizm powiedziałbym bardzo mierzalnego wpływu na stan spraw w Rzeczpospolitej.

Mogę tylko powiedzieć, że to jest naprawdę niezwykłe uczucie, nie zostawić na jakimś ministrze na przykład suchej nitki w odcinku i następnego dnia dostać od niego smsa.

Każdy, kto pracuje w mediach, dłuższy czas wam powie, że politycy po prostu lubią się kolegować, lubią się zaprzyjaźniać, lubią zasypywać komplementami, mówić, że bardzo tu cenię panie redaktorze, pańską opinię i tak dalej, właśnie po to, żeby wam utrudnić skrytykowanie ich następnym razem, no bo trochę krytykujesz swojego kolegę, stąd zawsze ten problem, czy przechodzić z politykami na ty.

No bo Pana posła, Pana ministra, Pana marszałka jest jednak łatwiej skrytykować, powiedzieć coś mocnego niż trochę kolegę.

Panu powiem tak na boku, ale jak pan będzie źle o mnie mówił, to może już następnym razem nie powiem.

Więc politycy mają różne metody korumpowania dziennikarzy i na to też nie można wpadać, ale być może metodą, i tu odnoszę się do ostatnich pytań, taką szczególnie chytrą byłoby korumpowanie przez idealizm.

Czyli mówienie, czyż nie wyznajemy tych samych zasad, czyż nie są nam bliskie te same poglądy, czy nie mamy podobnych celów.

My kiedyś zrobiliśmy przed wyborami wywiady z dwoma albo trzema politykami z jednej listy i później dostawałem przez tydzień SMS od innych polityków, no nie pomogliście liście lewicowej.

A ja odpisywałem, my nie jesteśmy od pomagania liście.

Jak słyszę, to też trochę będzie sala tortur dla tych polityków.

Bo rozumiem, że samo studio będzie środkiem, ale pewnie macie jakiś pomysł i potrzebę, skoro to się pojawiło tutaj u was.

Powstrzymuję się bardzo mocno, żeby nie powiedzieć medium is the message.

My, nie mając do tej pory studia, bardzo ograniczaliśmy sobie możliwości tworzenia rzeczy bardzo ad hoc, szybkich komentarzy.

Żeby zrealizować studio wyborcze, razem z Marciniem Goździeniakiem, naszym producentem i realizatorem, musieliśmy włożyć w to sporo pracy i dla wszystkich nas był to taki...

Wymagający projekt pierwszej potrzeby.

Posiadanie własnego studia umożliwia dużo częstsze robienie wywiadów nie tylko z politykami, ale także z ekspertami i innymi ludźmi, którzy może na przykład są tylko jeden dzień przelotem w Warszawie i jest okazja, żeby ich złapać.

Wreszcie to jest także i dla nas pewnego rodzaju infrastruktura, która umożliwia wejście z innymi treściami, nowymi formatami i rozbudowę zespołu.

Przecież nic z pomocą za chwilę, prawda?

Ale posiadanie... Jak wczoraj w Teatrze Komedia będę interpretował twoją wypowiedź pantonimą.

Jakuba, tak mi się wzoruje ci, ile podcastów ma własna studia?

Czy chcecie zrobić jakiś taki przesłon wypowiedzi jakościowych, który nie jest spotykany?

Tylko powtórzę dla tych, którzy nie słyszeli pytania.

Ile podcastów ma własne studia?

Inne, te realizowane na przykład dla dużych korporacji w rodzaju Onetu, mają swoje studio.

Cała idea właśnie polega na tym, że w obecnym układzie nagrywamy w gruncie rzeczy cztery rodzaje materiałów, czyli obydwaj nagrywamy zdalnie ze swoich domowych studiów, nagrywamy w studiu, które wynajmujemy wtedy, kiedy mamy gościa, nagrywamy materiały, które

Są nagrywane w całej Polsce, na przykład tak jak teraz, jesteśmy w Łodzi i nagrywamy.

I wreszcie nagrywamy w Toruniu, gdzie mamy jeszcze jedno studio, gdzie na przykład powstawał cykl ABC, czy gdzie był nasz Wieczory Wyborcze.

Po covidowe miejsce pracy.

Takiej atmosfery, ja ją pierwszy raz odczułem bardzo późno w swoim życiu, ponieważ czy pisałem dla Polityki, czy Rzeczpospolitej, czy Tygodnika Powszechnego, to ja fundamentalnie komunikowałem się z ludźmi mailem i przez telefon.

Pierwszy raz, kiedy ktoś zaprosił mnie do studia i powiedział, w ogóle nie ma problemu, tam chcesz do nas pisać, tu będzie twoje biurko, tu przyjdziesz na kolegium, to był Tygodnik Przegląd.

I dla mnie to był eksperyment, ponieważ nigdy nie pracowałem dziennikarsko w takim klimacie.

Zawsze ja już byłem jakby po covidowej rzeczywistości od początku i zobaczyłem jak dobrze to się sprawdza.

To w pewnym momencie ja patrzę się na Roberta Walenciaka i mówię Robert jak się nazywał ten albo jakbyś to ujął i zaczynamy rozmawiać ze sobą i on wrzuca mi inspiracje do tekstu, których ja bym nie znalazł rozmawiając z modelem językowym czy przeglądając Google'a i po prostu z tego fermentu intelektualnego, który daje redakcja wychodzą lepsze teksty.

Jeśli wynajmujemy studio u solidnej firmy, studio Plac jest bardzo solidne, oczywiście oni pozwolą nam dobrać meble, dostosują do nas oświetlenie i wartość tego produkcyjna jest wysoka.

To były moje dwie aspiracje, które wychodzą poza tylko czystą wygodę, że nie muszę rezerwować terminów w studiu, żeby wiedzieć, że mogę nagrywać.

No i to według mnie jest podstawowa sprawa, która się zmieni, no oprócz tego... Ja już zebrałem myśli jakby, co wiem, co chcę.

Ta połowa, która pochodzi z miasta Łodzi, buczała, ale ta, która jest spoza Łodzi, biła po cichu brawo.

Ale chcę powiedzieć, że Łódź tak czy inaczej będzie moim miastem.

Zawsze będę mówił, że jestem z miasta Łodzi, tylko mieszkam w Warszawie i robię tam podcast.

Ja kiedy raz w życiu przejęzyczyłem, powiedziałem się, że jestem z Warszawy, to dostałem takiego mikrozawału, więc wiesz, nie życzę ci tego, ale to przychodzi po kilkunastu latach.

Wiem, co chciałem powiedzieć.

Z pozoru różnica między nagrywaniem w studio a nagrywaniem zdalnie to jest tylko inny obrazek, prawda, na zewnątrz, ale jest zupełnie inaczej, nawet jeżeli wydaje się na tym etapie, że tak jest.

Kiedy mówię, że studio to infrastruktura, to chcę powiedzieć, że różnica jest taka, jak między wynajmowaniem orlika z kolegami, żeby pograć w piłkę, a założeniem klubu sportowego.

Kiedy wynajmujesz boisko na godzinę orlika, no to nie masz czasu na nic innego niż tylko przyjść i pograć.

Posiadanie studia w Warszawie, bo to będzie musiała niestety być Warszawa,

Otwiera nas na takie możliwości jak to, że kiedy dzieje się coś bardzo ważnego w polityce, to my zbieramy zespół ekspertów i streamujemy na żywo całonocny program.

Że kiedy są istotne wybory europejskie, amerykańskie, polskie, my robimy studio wyborcze na miejscu.

Ale też kiedy jest jakaś fajna międzynarodowa konferencja w Warszawie, tak jak mówiłem kilka minut temu, jest gość, który będzie tylko w Warszawie przez jedno popołudnie, możemy zawalczyć o to, żeby ściągnąć go z lotniska albo z hotelu do naszego studia i nagrać ten program.

Wreszcie pozwala nam robić coś, co jest oczywiście w dalekim horyzoncie, ale robić nam swego rodzaju telewizyjną ramówkę, gdzie są poranki, gdzie są popołudnia, gdzie są wieczory, gdzie jest kilka różnych formatów nie zawsze prowadzonych przez nas dwóch, gdzie...

Od panelu eksperckiego, przez wykład, na bardziej nawet spontanicznej popkulturowej rozmowie skończywszy.

Bo właśnie też popkultura to jest coś, co...

To jest to co mówię, kiedy mówię o studio jako o infrastrukturze, czymś co otwiera na nowe płaszczyzny pracy, na nowy sposób jej organizacji, wręcz na zupełnie nowe potencjały, których nigdy nie zrealizujesz robiąc rzeczy zdalnie, z własnego mieszkania, na kamerce, z kolegą w innym miejscu Polski.

Zostałem zapowiedziany jako ktoś z sekcji medycznej, faktycznie w sekcji medycznej jestem i nie mogę się doczekać w końcu premiery naszego pierwszego raportu.

I o ile wiem, że wy niekoniecznie zajmujecie się tymi tematami i chciałbym spytać, gdyby ktoś próbował zrobić podobny content, podobne medium, podobne treści dla osób znacznie młodszych, nie wiem, 14, 15, 16, 17 lat, nastolatkowie, gdzie dopiero formułują się ich jakieś powiedzmy quasi poglądy polityczne.

Jakie sposoby można by przekazywać dość trudne treści właśnie dla takich młodszych osób?

No bo nie bez powodu w szkole mamy podstawy przedsiębiorczości, a nie podstawy praw pracowniczych.

Nie bez powodu popularny jest Friis, który mówi o tym, że zakłada fundację, bo oszukiwanie na podatkach to jest dla niego taka fajna gra.

I bardzo chciałbym, żebyście spróbowali odpowiedzieć na to pytanie, nie wypowiadając się.

Gdybyśmy my poprzez podcast DLR i Fundację Centrum Demokracji Społecznej mieli dotrzeć do osób młodszych, musielibyśmy zatrudnić osoby, które mogłyby to zrobić w naszym imieniu i które po prostu wiedziałyby, jak to zrobić.

Na dzień dzisiejszy nie podjąłbym się, i to nie jest unik, to jest po prostu szczera prawda, nie podjąłbym się na przykład przygotowania formatu skierowanego do czternastolatków, bo do końca nie wiem jak mówić do czternastolatków.

Kiedyś pojawiła się taka inicjatywa,

Natomiast ona pozostała na etapie deski kreślarskiej.

Czy nie powinna powstać jakaś sekcja młodzieżowa DLR?

Ja na to odpowiedziałem, że ona może powstać wyłącznie w takiej sytuacji, w której tę potrzebę odczuje sama młodzież.

Inaczej będziemy w sytuacji, którą znacie z partyjnych młodzieżówek, gdzie szef młodzieżówki ma 37 lat i nie chce odejść po prostu, nie chce się drzeć z tego

Nie mam w ogóle takiego wspomnienia, żeby na przykład licealiści przychodzili.

Ale czy nie jesteś licealistą, ponieważ parę razy ci się powinęła noga?

Ja jak go obejrzałem to trochę mi to zmieniło światopogląd, bo ja wcześniej byłem w ogóle anarchistą i obejrzałem ten odcinek i trochę mi to jakby

No widzisz Szymon, odpowiedź po prostu wyszła ze społeczności, więc w ogóle cieszę się, że są z nami także licealiści.

Mogę tylko powiedzieć, że kiedy rozkręcała się sekcja chrześcijańska,

No i siłą rzeczy pojawiały się takie tematy z gatunku, no właśnie, a jak tam u Pana, redaktorze, czy Pan sam współuczestniczy, czy jest Pan w komunii z martwychstałym Chrystusem i tak dalej.

Ja zawsze na to miałem odpowiedź, no jak wie ojciec,

Co powiedział św.

Kościół rzymski jest jedyną instytucją znaną człowiekowi, gdzie są ci, którzy przy wszystkich pozorach bycia na zewnątrz są wewnątrz i ci, którzy przy wszystkich pozorach bycia wewnątrz są na zewnątrz.

Ja mówię u salezjanów i zawsze, nieważne czy to byli jezuici, karmelici i tak dalej, zawsze jak powiedziałem u salezjanów było, a u salezjanów.

Ale nie, mówiąc zupełnie poważnie, to jeżeli tak jest, że cykl typu ABC i być może cykl typu ABC w krótszej formie, typu explainer, to jest to, czego trzeba.

To z radością bym widział więcej osób młodszych, które właśnie po tego typu treści przychodzą.

Jest to jakaś podpowiedź?

Tych wyborców jest więcej w Polsce w ogóle.

Była z kolei taka partia polityczna w Polsce, w której się mówiło, że każdy kto ma więcej niż 35 lat trafia do sekcji senioralnej.

To byłby dziwny pomysł, ale już sekcja byłych korwinistów byłaby bardzo liczna.

Podejrzewam, że byłaby największą sekcją, tak z dnia na dzień, bo kto widział na Discordzie sekcję przywitań, ten widział, że tam cześć, mam na imię Marek, byłem korwinistą, słuchałem Mencena, ale od trzech miesięcy nie wspomniałem Krzywej Lafera, nie?

I wtedy wszyscy po prostu tak w anonimowych libertarianach, nie?

Ale w innych wątkach pojawia się, że no już dwa lata, dwa lata było bez korwinizmów, ale wczoraj słuchałem ministra zdrowia, nie wytrzymałem, powiedziałem sprywatyzować to wszystko i muszę oddać żeton teraz.

Ja powiem szczerze, co mi się najbardziej marzy.

Po przeczytaniu bardzo wielu wartościowych dyskusji w wątku rodzicielsko na naszym Discordzie i po bardzo wielu rozmowach w klubach z rodzicami uważam, że to jest szczególnie na lewo od centrum, ale tak w ogóle uważam w polskiej debacie zaniedbany wątek.

Czyli co rodzice myślą o danym pomyśle polityków?

Co rodzice myślą o tym podatku?

W bardziej wyrazisty sposób wybrzmiał właśnie taki głos rodzicielski.

Nie wiem, na ile to jest na kontrze wobec poprzedniego pytania, nie?

Jest taki typ publicysty w Polsce, który sam ma 62 lata i mówi, ja mam dosyć tych dziadów.

Tu młodzi ludzie muszą przyjść, młodzi, którzy mówią po angielsku, oni znają te, jak to się nazywa, te takie sztuczne inteligencje, wie pan redaktorze, nie?

Jakby nie z całym szacunkiem, ale że siedemnastolatkowie nam poukładają życie, a myślę, że jak ktoś ma dzieci i tak dalej, no to też można zakładać, będzie bardziej odpowiedzialnie myślał, nie na zasadzie po nas choćby potop, tylko chciał zostawić tym dzieciom państwo, które jeszcze jakoś funkcjonuje.

Tak ostatnio głośno było na przykład o ofercie pracy w Polskiej Akademii Nauk za najniższą krajową, jeśli dobrze pamiętam.

Ja słyszałam o sytuacjach, w których księża roznosili w szkołach kartki po to, żeby dzieci się mogły szybciej wypisać z tych zajęć.

Także chciałam was zapytać o to i czy może tak jak taki raport medyczny powstał, to czy planujecie może coś takiego zrobić właśnie w związku ze szkolnictwem?

Empatyzuję z tobą, ponieważ w moim liceum zajęcia z przygotowania do życia w rodzinie prowadził ksiądz.

Otóż ja kiedyś powiedziałem, że dobrze artyści kopiują wielcy kradną za Pikassem, w związku z powyższym powinniśmy Niemcom ukraść szkolnictwo zawodowe, bo uważam, że mają je najlepsze na świecie i powinniśmy dokonać takiej wielkiej rehabilitacji szkolnictwa zawodowego, to znaczy nie każdy musi iść do liceum, a może nawet dobrze będzie tworzyć taki wizerunek, że ci, co są naprawdę kuma, ci, co mają mocną specjalizację, ci, co coś wiedzą, może nawet nie idą do liceum.

Ponieważ oni już są ukierunkowani, oni już wiedzą co jest za rogiem dla nich.

Natomiast szkolnictwo wyższe bym podebrał Francji.

Ja bym odtworzył w Polsce system wielkich szkół.

Ja uważam, że w Polsce uczelnie wyższe są niereformowalne.

Jest to po prostu niemożliwe.

Jan Śpiewak ma swoją odpowiedź, to znaczy, że

Profesura jako oddział szturmowy polskiej inteligencji jest w stanie docisnąć i zmusić do uległości każdego ministra szkolnictwa wyższego.

Znaczy list zatroskanych 10 tysięcy pracowników uczelni wyższych z tytułem profesora, doktora habilitowanego, adiunktów i tak dalej, po prostu wywołuje przerażenie i popłoch wśród polityków.

Klasa dyskutująca także jest bardzo podatna na

Natomiast gdyby po prostu poddać ten odcinek, spisać go na straty, uznać, że wszystkie uniwersytety w Polsce to straty marszowe i Politechniki, jedziemy dalej, to wtedy moglibyśmy zacząć nową rzecz poprzez te wielkie szkoły, to znaczy na nich byłyby egzaminy wstępne i na nich byłyby zupełnie inne zasady funkcjonowania, byłyby dużo wyższe wymogi wobec kadry, mogłyby być też wyższe wynagrodzenia, ale dużo wyższe wymogi.

Ktoś może być wybitnym dydaktykiem, może być geniuszem, jeśli chodzi o dydaktykę, ale nie odkrył nic szczególnego i nie napisał żadnego zmieniającego stan wiedzy artykułu albo monografii, która jest po prostu posągowym osiągnięciem nauki światowej.

Ktoś może być wybitnym uczonym, ale mieć totalny antytalent, jeżeli chodzi o przekazywanie wiedzy, więc ja bym to porozdzielał.

Ale wielkie szkoły w tym znaczeniu miałyby funkcjonować po prostu ponad uniwersytetami.

Dwa lata trzeba postudiować na jakimś uniwersytecie i zdaje się egzaminy wstępne do tych wielkich szkół, gdzie tworzymy zasady od nowa, gdzie poziom jest dużo wyższy, gdzie też łatwiej wylecieć.

Ja pamiętam, jak ja jeszcze studiowałem, bo ja studiowałem najpierw historię i potem dołożyłem zarządzanie.

Pamiętam egzamin z historii powszechnej średniowiecza.

Czasami budzę się z krzykiem, wspominając ten egzamin, gdzie w pierwszym terminie, pierwszego dnia przystępuje do egzaminu 20 osób i 20 nie zdaje.

A jak kończyłem na zarządzaniu, to pamiętam, że się po prostu zdawało do skutku.

I w ogóle jak jeszcze później na czwartym roku, czyli po licencjacie, był taki zaciąg humanistyczny, czyli ludzie tam studiowali 3 lata coś i na czwartym roku szli na zarządzanie, o to była poezja, bo była matematyka i statystyka.

I wykładowca z matematyki mówił, no szanowni państwo, zaczniemy, prawda, jakieś podstawy sobie przypomnimy, jakiś układ normalnych i kwadrat, jakieś równanie poza, no po prostu prostiutkie rzeczy, prawda.

No i jak widzi w oczach tych ludzi, że oni nie mają bladego pojęcia o co chodzi, mówi, a rozumiem, rozumiem, no to pewnie musimy odświeżyć coś takiego trochę prostszego, tak, no i rzuca kolejny, znowu nic.

Ja się odwróciłem do kolegi i powiedziałem, za chwilę powie, proszę pana, jeżeli ja mam dwa jabłuszka i oddam panu jedno,

Natomiast mi by tu chodziło o taki już naprawdę wysoki poziom, ale wielka szkoła typu, bo tu zaczęliśmy to robić, Krajowa Szkoła Administracji Publicznej, Akademia Sztuki Wojennej powinna się wiązać z gwarancją zatrudnienia w administracji państwowej.

Bo co by się stało z politycznymi mianowańcami, gdyby wszystkie najbardziej prestiżowe stanowiska były dla absolwentów najbardziej prestiżowych szkół?

I to samo by dotyczyło na przykład odpowiednika KSAP-u Politechnicznego.

Wielka Polska Politechnika, która byłaby kadrówką na przykład dla tych wielkich spółek Skarbu Państwa, ale znowu.

Jak to zrobić, żeby nie naruszyć interesu wszystkich tych ludzi podpiętych pod partię, bo wicie, rozumicie tutaj, Krzysiu może się nie zna, ale z drugiej strony ma dobre serce i byliśmy cztery lata w opozycji i on twardo, prawda, nie wiem, gdzieś tam pracował na jakimś podrzędnym stanowisku.

To jako dumny absolwent technikum i zawiedziona osoba studiami zadam pytanie, na które dla odmiany nie trzeba będzie odpowiadać 20 minut.

Tyle już się nachwalił w podcaście międzynarodowym pana Marcina, że chyba czas go zaprosić.

Dwa razy tak na szybko mogę powiedzieć.

I to był wywiad i raz z Klubem Warszawskim przygotowaliśmy spotkanie z Witoldem Juraszem, które ja prowadziłem, więc dwa razy już był.

Natomiast Witold jest zawsze znakomitym rozmówcą i jest wybitnym ekspertem od spraw wschodnich, a na wschodzie nie będzie dużo lepiej, więc będziemy się musieli nim interesować, więc jasne, pewnie w tym roku będzie okazja pogadać.

Przy czym zaznaczę, że ilość zaproszeń była dużo większa niż ostateczna ilość wizyt Witka u nas, bo jakoś zawsze okoliczności zewnętrzne związane z jakąś chorobą, podróżą, zmianą kalendarza studia powodowały, że on nie mógł się pojawić, więc też jest tak, że te zaproszenia były.

My też ze sobą w ogóle często rozmawiamy przez telefon, więc gdyby po prostu to nagrywać i zrobić tak jakiś best of, to już byłby odcinek podcastu.

Dobra, po prawej stronie tutaj kolega.

Nie, nie, poczekaj Jasiu.

Dodam, że my też byliśmy u Witolda i Zbyszka w jego programie, więc też polecam nasze wizyty w raporcie międzynarodowym.

Wspominaliście o tym, co jest planem na ten rok, a co by było marzeniem na za 10 lat.

Wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy, wszystkie partie polityczne i wszyscy, jak tu jesteśmy, jesteśmy patriotami.

Po której stronie by nie spojrzeć, tak jakby wszyscy chcielibyśmy grać do jednej bramki?

Czy są rzeczy po prostu, gdzie możemy działać razem, być może ponad podziałami?

I czy widzicie takie pole do takiej realnej współpracy przez, nie wiem, najbliższe 5-10 lat?

Czy to te podziały, ta antagonizacja tego wszystkiego jest zbyt daleko idąca?

Pierwsze spotkanie nasze wyjazdowe miało miejsce w moim rodzinnym Wrocławiu i byliśmy w ogóle zachwyceni niezwykle pozytywnie też frekwencją.

To było spotkanie nienagrywane, więc być może tym lepiej.

Moje pierwsze spotkanie w ogóle wyjazdowe ever, 2023 rok.

To już tak powoli się wyczerpuje, nie?

Chyba tak ogromną, że ja nie jestem w stanie w tym momencie sięgnąć wzrokiem na horyzont i powiedzieć, co by to miało być.

Poza tym, że...

Wracamy do korzeni w tym sensie, że wracamy do projektu bycia najlepszym medium w Polsce, kropka.

Kiedy Zoran Mamdani wygrał wybory na burmistrza Nowego Jorku, to sfotografowano go, jak szedł do Grace Mansion, do rezydencji burmistrza, z kopią magazynu Jacobin pod pachą.

A zarazem, żeby nie wpadać wyłącznie w patetyczne nuty i tego rodzaju odwołania, żeby też mieć duży wpływ na popkulturę, ale taką rozumianą szeroko.

Powszechnym elementem krajobrazu medialnego w Polsce.

Tak bardzo szkicowo i na grubych klockach mógłbym o tym za 10 lat powiedzieć.

Moim marzeniem było, i to się dobrze zrymuje z tymi pytaniami, które padały na początku, żeby to było medium formacyjne.

W takim rozumieniu, że ludzie będą mogli powiedzieć, wychowałem się na tym, w dużej mierze

Moje poglądy, moje spojrzenie, moje nawyki myślowe zostały ukształtowane słuchając DLR-u, czytając rocznik idei, czytając raporty, tak jak ludzie byli ukształtowani przez pisma i celowo przemieszam tu porządki, tak jak kultura Jerzego Giedroycia Secret Service.

Ja w ogóle, jak wiecie, nie jestem nikim, jeśli nie jestem tradycjonalistą i fascynuje mnie ta myśl, że za 10 lat również zadasz to pytanie na urodzinach i po prostu będziemy

Co roku odpowiada się na to pytanie, po prostu mam nadzieję, że nie przyjdzie taki rok, że powiemy tak.

Ale kojarzy mi się to z tym, że z dwoma kolegami, z którymi zajmujemy się polityką francuską, czyli z Kacperem Kitą i Aleksandrem Olechem, kiedyś zdaliśmy sobie sprawę, że polscy dziennikarze zawsze nas pytają, czy Francja się skończyła.

I zaczęliśmy wymyślić coraz bardziej absurdalne odpowiedzi na to pytanie.

Potem to już nigdy nie było to samo.

I w którymś momencie po prostu przełamał tą grę, a czy sprawi, że już nie dało się udzielić innej odpowiedzi i lepszej odpowiedzi.

Aleksander Olech, kiedy powiedział, proszę pana Francja się jeszcze nie zaczęła.

Więc ja bym powiedział, że DLR się jeszcze nie zaczął.

Nie wiem, gdzie była Gazeta Wyborcza po trzech latach?

Ale gdzie był kanał sportowy po trzech latach?

A w odpowiedzi na to środkowe pytanie, czyli czy może być porozumienie z patriotami, w tym z braunistami, dostrzegam wewnętrzną sprzeczność w tym pytaniu.

Nie uważam braunistów za patriotów, a tym samym z definicji nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek porozumienia z nimi.

Nie no, druga po tym, jak powiedziałaś, że wprowadzasz się do Warszawy.

Teraz postaramy się odpadać trochę szybciej, bo ja mam świadomość też upływającego czasu.

Z dość niedawnych odcinków miałem okazję obejrzeć wywiad pana Marcina z panem Aurelienem Dichen, który mi się bardzo podobał.

Podobał mi się z dwóch powodów.

Pierwszy powód był czysto językowy.

Bardzo mi się podobał, że ten wywiad był w oryginale, a szczególnie gratuluję panu Marcinowi.

Natomiast druga kwestia, bardziej merytoryczna, ona wiąże się z tym, że po prostu bardzo wiele się z tego wywiadu dowiedziałem o relacjach rosyjsko-francuskich, a przede wszystkim o postrzeganiu Rosji z perspektywy Francji.

Więcej takich wywiadów, wywiadów po prostu w oryginale z publicystami, zakładam, być może z Francji, być może ze Stanów Zjednoczonych, bo wydaje mi się, że właśnie w tym podcaście możemy się tego spodziewać, żeby mieć pewne informacje z pierwszej ręki.

Chciałem podziękować za te życzenia zdrowia, bo one są bardzo na miejscu, zwłaszcza, że nie są one do końca spójne z życzeniami dalszego rozwoju podcastu czasem.

Bywają takie chwile, kiedy naprawdę bycie bezustannie w drodze, kiedy w zeszły rok pod tym względem był szczególny, że

Czyli od poniedziałku do piątku była praca podcastowa, przygotowywanie się do odcinków, robienie odcinków, okładek, opisów, promocji, wysyłanie newslettera, zarządzanie jakimiś tematami fundacyjnymi, przekładanie papierów i tak dalej.

Pozyskiwanie tekstów do rocznika, rozmowa z edytorem, korektorem, grafikiem.

Po czym w weekend wyruszenie w trasę.

Ale jeżeli chodzi o te wywiady z gośćmi zagranicznymi, to oczywiście jest to coś, co powinniśmy robić nadal.

Zajmujący do naszej widowni... Miałem taką obawę, że ludzie będą go oglądać wyłącznie po to, żeby zobaczyć, jak mówię po francusku, ale tak nie było.

To była jakaś część komentarzy, ale bardzo wiele komentarzy jednak skupiło się na merytoryce i na tym, co gość miał do powiedzenia, bo jest to naprawdę znakomity, młody analityk i przedstawiciel, powiedziałbym, całego pokolenia nowych analityków polityki międzynarodowej we Francji, obok takich ludzi jak Artur Königsberg,

którzy są w stanie opowiedzieć Francuzom na nowo Europę Środkowo-Wschodnią i spędzają tutaj bardzo dużo czasu, a jednocześnie są w stanie nam opowiedzieć na nowo Francję.

I zresztą ze strony części z tych analityków spotkało mnie też dużo życzliwości i pomocy.

Tak, tego powinno być zdecydowanie więcej.

Jeżeli mamy na przykład jakieś kompetencje językowe, to po prostu jest grzechem z nich nie korzystać.

Ja mam pytanie, czy istnieje szansa na powołanie takiej wszechwspólnotowej, prosocjalnej ponad podziałami, ale może nie z brownistami, tylko raczej już bardziej z PiS-owcami, czy bardziej umiarkowanymi HDK-ami?

Sojuszu, który pokona tą hegemonię liberalną i właśnie będzie głosem tych prowspólnotowych, prosocjalnych rozwiązań.

Ja powiedziałem, że schlebia mi fakt, że wszyscy maoiści w Polsce przyszli oprotestować moją książkę i podobnie jest z HDK-ami.

Kto jest HDK-iem w Polsce?

Nie chciało się to przełożyć na poparcie.

Natomiast to się nigdy nie chce przełożyć na powstanie w Polsce poważnej, dużej, wpływowej partii chadeckiej.

PiS nie chce posiadać skrzydeł centrowego czy lewicowego i nie da się PiSu zmusić do tego, żeby takie skrzydła u siebie zbudował, mimo że znam osobiście takich, którzy przekonywali PiS, że tak trzeba, a PiS tego nie chce i klamka zapadła.

Od lewej strony z kolei zbudować ugrupowanie, do którego PiS przystąpi, jest jeszcze bardziej niemożliwe.

Kolega po prawej?

Znaczy w Polsce jest sojusz, ponadpartyjny sojusz w sprawie realizowania od zawsze tej samej polityki i on jakby działał od 30 lat, tak?

Ja mam teorię spiskową, że Polską rządzi Unia Wolności, tylko Unia Wolności zdała sobie sprawę, że nie może wygrywać wyborów.

Dlatego stworzyła fikcyjny spór polityczny między PO, PiS-em, SLD, ale tak naprawdę rządzi Unia Wolności.

Nie, bo ja myślę, że rzeczywiście mam wrażenie, nawracających ostatnio jakichś takich pytań, one się pojawiały chociażby na naszym ostatnim live, o czy powstanie jakiś polski goolizm, tak, albo czy powstanie jakiś polski właśnie front narodowy, czy ten front republikański, tak, czy jakaś inna formacja, która będzie zrzeszać ludzi na różnych poglądów, tylko ja bym zapytał po co?

W Polsce gdyby powstał, obawiam się, dzisiaj jakiś wielki front wszechpatriotyczny, to miałby on raczej antyunijny wymiar.

Tu jesteśmy bliżsi jakiegoś wielkiego ponadpartyjnego sojuszu, który byłby realizacją czysto negatywnej emocji.

Natomiast gdyby szukać jakiegoś innego wspólnego mianownika, który już wszystkie siły poza Brownem w Polsce łączy, no to trochę, przepraszam cię złośliwie, odpowiedziałem kilka minut temu, no mamy tą politykę od 30 lat.

W jakimś sensie poza całym fasadowym konfliktem, który dzieli Platformę Obywatelską, SLD, PiS i najróżniejsze inne frakcje, oni są za tą samą polityką.

I być może fakt, jak mocno dostali obuchem trumpizmu i nie są w stanie się do dzisiaj jakby z tego podnieść, jest dobrym świadectwem na to, że wbrew pozorom i wszystkim pozornym, fasadowym różnicom byli równie niegotowi na to, co się stanie, kiedy jedyny realny biegun, na który swoją politykę orientowali, okaże się być zawodny.

Dobrze, to w duchu tej zielonej polityki chciałem się przedstawić jako Krzysztof Sknurowa.

Jest to małe miasteczko na Górnym Śląsku, gdzie dalej pracują dwie kopalnie węgla kamiennego i ostatnio gruchnęła wiadomość, że Polska wydobywa najtańszy węgiel kamienny w Unii Europejskiej, dlatego że jesteśmy ostatnim krajem w Unii Europejskiej, które wydobywa węgiel kamienny.

I chciałbym zapytać, na ile panowie postrzegacie kopalnie w Polsce i górnictwo jako po prostu nierentowny biznes, a na ile jest to jakiś taki strategiczny towar, który może w takich niepewnych czasach może być jakąś rezerwą, kiedy atomu dalej nie ma.

A jeżeli chcemy od tego odejść, to czy mają panowie jakiś pomysł, jak

Na Górnym Śląsku można to zrobić tak, żeby społeczności, które kręcą się wokół tych zakładów, nie rozsypały się i żeby bytom nie zmieniło się w Baltimore.

Funkcjonuje w Polsce mit, z pewnością go wszyscy słyszeliście, że gdyby tylko Europa powstrzymała te głupie, ideologiczne, wyssane z palca wydmuszki w rodzaju zielonego ładu i wróciła do węgla,

To wszystko byłoby jak najbardziej w porządku.

Mam wrażenie, że nikt nigdy ludziom opowiadającym te rzeczy nie zadał bardzo prostego pytania.

Nawet gdyby to się wszystko wydarzyło, to kto wam da obietnicę, że w tym waszym hipotetycznym scenariuszu, kiedy Francuzi, Belgowie, Niemcy i Brytyjczycy wrócą do węgla, to będą kupować polski, a nie rosyjski?

Jeżeli rentowność albo ekwadorski, albo australijski, albo z RPA, bo jeżeli rentowność, rzekoma rentowność większa energetyki węglowej miała być kluczowym argumentem dla Europy, to dlaczego w imię poszukiwania tej rentowności opartej na węglu miałaby zrezygnować z tanich źródeł owego węgla, do których Polska bynajmniej nie należy.

Rekultywacja terenów pogórniczych, włączenie tych społeczności, transformacja, która nie jest bezduszna.

Są od tego lepsi eksperci w Polsce, są bardzo ciekawe raporty i mało tego, że są raporty, to są chociażby w zachodniej i północnej Wielkopolsce, gdzie też działają kopalnie, choć nie węgla kamiennego, całkiem udane projekty tego, żywe laboratoria tego, jak to robić.

Ja sam będąc z Dolnego Śląska i znając los Dolnośląskiego, Wałbrzyskiego, Zagłębia Węglowego wiem też, jak tego robić nie należy i się robić nie powinno.

I blizny po transformacji i odejściu od węgla

Trudno mi na to odpowiedzieć, bo jest to pytanie niezwykle fachowe.

Trzeba by umieć to policzyć, na ile utrzymywanie tej czy innej kopalni i dopłacanie do niej i trzymanie jej jako strategicznej rezerwy w sytuacji kryzysowej, takich a nie innych,

Na to pytanie odpowiedzieć nie umiem, bo wymagałoby chociażby wiedzy o tym, jak te rezerwy są rozdysponowane, składowane, jak działa logistyka i jaki rachunek ekonomiczny za tym stoi.

Czy w kwestii prawicy w Polsce, skoro to jest lewicowy podcast, trzeba się opowiedzieć o prawicy, czy w kwestii prawicy w Polsce doszliśmy już do ściany, czy jeszcze coś na prawo od Grzegorza Brauna nas zaskoczy?

Ja podzielę się... Znaczy, były doradca Putina, Gleb Pawłowski, a jeżeli ktoś był doradcą Putina, to zna różne rejestry zła, prawda?

Powiedział kiedyś a propos polityki, że dno nie istnieje.

Więc tyle bym powiedział na temat losów prawicy w Polsce.

Natomiast powiem, to będzie na koniec refleksja, której być może na urodzinach podcastu, któremu słowo lewe w tytule się nie spodziewaliście, ale ta etykieta zaczyna nam coraz bardziej ciążyć, a nie pomagać.

Bycie określanym jako lewicowy jest w Polsce jednak zaproszeniem do infantylizacji, do obrażania, do stereotypizacji rozmówcy i jest olbrzymim bagażem niezwykle negatywnych skojarzeń, z którym trzeba chodzić wszędzie, niezależnie od tego, czy się tego chciało, czy nie.

I kiedy ja jestem pytany o moje poglądy, ja naprawdę nie odpowiadam, że są one lewicowe.

Ja mówię, że one są egalitarne, patriotyczne i solidarnościowe, ale nie używam słowa na L. Rzeczywistość chce, bo taka była nisza rynkowa w Polsce, żeby nas dwóch zawsze przedstawiać jako lewicowych dziennikarzy.

Myślę, że Marcin jako autor więcej niż jednej książki ze słowem lewica w nazwie też się od tego chcąc nie chcąc przez dłuższy czas jeszcze nie uwolni, ale myślę, że stać nas na uczciwość i na powiedzenie sobie, że dźwiganie tego bagażu lewicowości i bycie walonym po łbie wszystkimi błędami PZPR-u, SLD, Partii Razem, Partii Wiosna, Pol Pota, Pol Pota, amerykańskich korporacji, a nawet gorzej, tak.

po krytykę polityczną jest problemem, a nie przywilejem.

I będziemy szukali parasola, pod którym znajdą się osoby o patriotycznych, egalitarnych, solidarnościowych, wspólnotowych poglądach, niezależnie od tego, z jakiej drogi przychodzą.

Bo jeżeli jest coś, co było także receptą sukcesu podcastu Dwie Lewe Ręce i co do dzisiaj jest jednym z największych magnesów, jest to, że mogą nas słuchać, mogą z naszymi ideami i diagnozami sympatyzować i mogą z zaciekawieniem się temu przysłuchiwać osoby, którym do słowa lewica jest jak najdalej.

Ale skoro tak jest, to trzeba powiedzieć otwarcie coś, co było prawdą zawsze.

To nie jest podcast dla lewicowej widowni.

To jest podcast dla ludzi, którzy chcą dobrego podcastu i dobrego medium i dobrej społeczności i wartości, które pozwolą, wartości, które nas łączą, mogą być realizowane, a być może nawet w jakimś horyzoncie czasem powinny być realizowane bez tego sztafażu, który oprócz dobrych

O tych szlachetnych tradycji i pięknej historii, o której tak często mówi Marcin, niesie ze sobą też olbrzymie ryzyko bycia nieustannie traktowanym jak coś gorszego, tłumaczenia się za nieswoje grzechy i niesienia ze sobą etykiety, która w Polsce jest bardzo źle przyjmowana i czyni każdą dyskusję publicystyczną, którą ci, którzy widzieli kilka niedawnych programów, choćby z moim udziałem doskonale wiedzą, walką pod górę.

Pod wiatr i przeciwko przeważającym często negatywnym skojarzeniom jakie słowa lewica w Polsce budzi.

Dopiero co udzielałem wywiadu w konwencji jeżdżenia samochodem w kółko po Warszawie, gdzie pierwsze pytanie brzmiało jak ktoś mając dwie lewe ręce trzymałby kierownicę?

Trzecie pytanie brzmiało, czy nie jest hipokryzją, że Nowa Lewica i Razem chcą wolnej wigilii, kiedy Razem nie wierzy w Boga, kiedy Lewica nie wierzy w Boga?

A umówiliśmy się na wywiad o polityce zagranicznej Francji.

I to doskonale pokazuje zjawisko, o którym powiedział Jakub.

Gdyby kiedykolwiek istniał polski golizm, prezesem byłby Jakub Musiałek.

To są rozmowy o tym, że jakaś korporacja coś zrobiła w Ameryce i to idzie na twoje konto.

Jakiś polityk w Australii coś tweetnął i to jest twoja wina.

No bo należysz do jakiejś uogólnionej lewicy, więc od Netflixa do Pol Pota

I musisz podnieść rachunek za cały stolik.

Ja mam na to często odpowiedź, która jest bardzo prosta i brzemienna w skutki.

Mniej więcej taka jak między aktorem a aktorem pornograficznym.

Ktoś kiedyś powiedział o Davidzie Irvingu.

Natomiast będę się upierał przy tym, że nie zmieniając swoich poglądów, postaw ani przekonań, nie muszę jednocześnie być niejako rzecznikiem wszystkich partii, które mają lewicę w nazwie, wszystkich grup i stowarzyszeń, które mają lewicę w nazwie i wszystkich, którzy nie mają lewicy w nazwie, ale są jako tacy odbierani powszechnie.

Ale podkreślam, nie zmieniając poglądów i nie zmieniając swoich postaw, tylko broniąc swojej niezależności, swojej możności do mówienia tego, co szczerze myślę jako dziennikarza.

A na pytanie, czy dotrzeliśmy do ściany, jeśli chodzi o prawicę z kolei, no nie wiem, dzisiaj powiedziałem dużo żartów, to powiem jeden na koniec.

Był taki żart, który kiedyś opowiadał Ronald Reagan, że

Nie wiem, czy to były oklaski za spotkanie, czy za ten żart.

Naprawdę już kończymy, tylko powiem ostatnią rzecz.

Kiedy brytyjski filozof John Gray w niedawnym numerze pisma New Statesman napisał taki artykuł o końcu globalizacji, końcu amerykańskiego porządku, końcu tego wszystkiego, co piękne, dobre i szlachetne.

Deregulacji, niskich podatków.

I poszedł tak daleko w swoim wywodzie, że progresywnym myślicielem nazwał Francisa Fukuyama.

Co uświadomiło mnie nie tylko, że naprawdę musimy wiosłować pod górkę, jeżeli jesteśmy w jednym obozie z Francisem Fukuyamą, w innej globalizacji my dwaj, ale także, że jak mówi znane przysłowie

Najwięcej do powiedzenia o Francisie Fukuyamie mają ci, którzy nie przeczytali nawet jednego strony końca historii.

Odpowiadając na pytanie o zagranicznych gości, John Gray do nas nie przyjdzie.

Dobrze, będziemy kończyć ten wspaniały, jakby to powiedzieć, czas, w którym mogliśmy zadawać pytania.

A jest nam wspaniały pokaz tego, że można kulturalnie się udzielać, będąc rodzicem.

Jeżeli potrzebujecie kogokolwiek z Łodzi, pytajcie się, czy jesteś z Łodzi.