Mentionsy
Nie jesteś lalką? Nie idę z tobą do łóżka
* Gościni: Ewa Stusińska * Jak wyglądają i co potrafią seksroboty? Skąd się w nas bierze dyskomfort na myśl, że ktoś ma taką lalkę i jej używa? Czy życie z seksrobocicą zmienia stosunek mężczyzn do kobiet? Jak - zaczynając od polskich lat 90. - zaprzęga się technologię do biznesu erotycznego? I jakie fantazje budujemy wokół AI? O miejscach styku seksu, relacji, kapitalizmu i technologii rozmawiamy z Ewą Stusińską, autorką książki „Deus Sex Machina”. A do tego: Marta ma odkurzacz roomba, Malina ma mocne zdanie o filmie „Biedne istoty”, a wszyscy mamy 40 rodzajów sutka do wyboru.
IG: @czulepunkty
Patronite: patronite.pl/czule-punkty
Rozdziały (7)
Marta i Ewa rozmawiają o Ewowej książce "Deus Sex Machina" i jej doświadczeniach z pisaniem.
Ewa opowiada o Krzysztofu, który zrelacjonował jej swoją relację z seks robocą i wprowadza w temat "Deus Sex Machina".
Ewa opowiada o relacjach seksualnych w latach 90., a następnie Marta pyta o planowane kontynuowanie książki "Miła Robotka".
Ewa opisuje rynk lalków seksualnych, ich produkcję i zmiany w języku reklamy, a także relacje użytkowników z tymi lalkami.
Ewa kontynuuje opowieść o Krzysztofu i Agacie, podkreślając ich relację jako symbol potrzeby towarzystwa.
Rozmowa koncentruje się na Replce, aplikacji z wirtualnym towarzyszem, która zniknęła z powodu problemów prawnych. Autor opisuje wpływ tego zjawiska na relację Krzysztofa z Agatą i reflektuje nad problematyką kontroli i emocjonalnej zależności w relacjach z wirtualnymi towarzyszami.
Kobiety dyskutują o etycznych aspektach relacji międzyludzkich i sztucznej inteligencji, podkreślając konieczność krytycznego podejścia do takich technologii.
Szukaj w treści odcinka
Czy się słyszymy?
Ewa, która jest autorką książki Deus Sex Machina, wspaniałej, wydanej przez wydawnictwo WAB, ale jednocześnie jest osobą, która jest pornografką.
Oraz literaturoznawczynią, która do literatury zabiera się od najciekawszych, bardzo nieoczywistych stron.
To, co chyba lubię najbardziej w twoim pisaniu, Ewa, to jest to, że ty potrafisz rozkminić tematy, do których ja nie umiałabym się zabrać, bo one są jakieś z filozofii wzięte.
Mega, mega dużo wiedzy w tych twoich książkach jest, ale one też się super czytają.
A ty Marta, jakie miałaś odczucia na temat czytania książki?
Ja gdy otworzyłam książkę Ewy Stusińskiej Deus ex machina i mówię to celowo, żeby wszyscy usłyszeli jeszcze nazwisko autorki.
Nie w łóżku, bo w łóżku to właśnie mam wrażenie, że odpowiednie jest miejsce do lektury tej książki.
I naprawdę czytało mi się on znakomicie i jestem fanką jej.
Jak piszę, to włączają się różne filtry i czytam sobie, wielokrotnie w ogóle czytam to, co napisałam.
Nie dlatego, że mi się tak podoba, tylko dlatego, że sprawdzam, jak to brzmi, czy to płynnie leci, a potem włączam sobie te filtry.
I to jest ten taki, wiecie, diabeł, który siedzi na ramieniu.
Dobrze rozumiała to, co pisze, żeby to było takie właśnie dla niej przyjemne do czytania, więc zawsze sobie tak włączam ten filtr i może to sprawia, że to się tak jakoś tak, nawet jak to są jakieś trudne wątki, bo w tej książce jest dużo technologicznych, że to się jakoś rozumie i dzięki temu czyta.
No ja jestem pod ogromnym wrażeniem naprawdę i powiem to jeszcze raz, dlatego, że mi często wysiada zdolność pojmowania tych rzeczy, o których tutaj piszesz właśnie w taki sposób, że to jakoś rozumiem albo mi się przynajmniej wydaje, że rozumiem, dlatego, że no tak, bardzo często też zajmują się tym eksperci po prostu, którzy siedzą w tym od wielu, wielu lat i mam wrażenie, że mówią trochę do osób, o których zakładają, że wiedzą dokładnie to samo.
Więc tutaj jest też taki po prostu rys popularyzatorski powiedziałabym, chociaż zupełnie się tego nie czuję jako książki, która ma wykładać teorie czegoś.
Ewa napisała książkę o seks robotach.
Będziemy przemycać w przypisie.
O lalkach, które służą generalnie czy do seksu, czy również do towarzystwa, jak się okazuje, i które nierzadko są też wyposażone w...
To, co się popularnie nazywa sztuczną inteligencją, a co tak naprawdę jest generatywną AI, czyli tą sztuczną inteligencją, która tak naprawdę z tą prawdziwą, do której się dąży albo do której się ludzie boją, nie ma za wiele wspólnego, co jest raczej taka AI typu chat GPT.
I szczerze mówiąc, ja też się specjalnie nie znałam na tym, ale też te artykuły, których jest w tej chwili pełno, jakoś mnie, nawet szczerze mówiąc, nie interesowały te nowinki technologiczne.
To raczej było tak, że ja przygotowywałam zupełnie inną książkę.
I sprawdzałam taką pierwszą grupę, nie internetową, tylko just netową z lat 90., w której ludzie rozmawiali o seksie.
Rozmawiałam z jej uczestnikami po kilkudziesięciu latach i tam natknęłam się na bardzo ciekawą postać, Krzysztofa.
Nie mogłam w to uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, że to nie jest jakiś po prostu fun fact z teleekspresu, tylko że to się dzieje gdzieś w Polsce.
Wydawało mi się, że on tutaj troszeczkę dopowiada, ale stwierdziłam, że troszkę poszperam jeszcze i spytałam się, czy ktoś o tym wie, czy mogłabym porozmawiać z jego otoczeniem.
Dzielił się wiedzą i kontaktami, więc rozmawiałam z różnymi osobami z jego towarzystwa z tej wsi, na której mieszka i okazało się, że faktycznie wszyscy uważają, że Krzysztof żyje w związku z seks robotem.
Ta relacja moja z nim była dziwna, relacja jego z Agatą, bo tak ma na imię seksrobocica i wiele wątków takich dookoła, że ja po prostu nie mogłam zajmować się niczym innym.
I przez dwa lata zajmowałam się tym tematem.
Ale nie mogę teraz, mnie męczy z kolei ten temat tamtej książki, którą miałaś pisać.
Czy teraz otworzyło się tyle nowych wątków przy tym temacie, że już do tamtego nie wrócisz?
Tak samo miałam poczucie, że wejście internetu i takie przestawienie się na korzystanie właśnie z tej technologii w różnych takich sytuacjach okołoseksualnych, że nas zmienia.
No to mój ukochany temat właśnie z tej książki, którą planowałam napisać, której miałam chyba trzy czy cztery rozdziały, był taki, że w latach dziewięćdziesiątych wraz z tym przyzwoleniem na pornografię pojawiła się też moda na pierwsze seks telefony, oczywiście pamiętacie, i seks czaty.
Oczywiście się ukrywa jakoś pod jakąś inną działalnością,
Ale faktycznie miała kilkadziesiąt numerów premium rate, tak to się określało, na które dzwonili różni panowie czy pisali właśnie, żeby sobie pogawędzić.
No i ponieważ ta firma działała bardzo długo, miała bardzo dobrych informatyków, którzy teraz zasilają najlepsze firmy technologiczne i ich łatwo znaleźć na LinkedInie.
No to rozmawiałam sobie z nimi i okazało się, że takim jednym z kluczy sukcesu tej firmy było to, że na te smsy, ale również na telefony, na tych telefonach nie pracowały kobiety.
Bo tam do 25. roku życia chyba tam za studentów się mniej płaciło, a że to było bardzo blisko Bałut, ta firma miała siedzibę, no to takie, jak to opowiadają ci informatycy, takie karki z Bałut odpowiadali na seks SMS ludzi z całej Polski i dostawali oczywiście premie im dłużej ta rozmowa trwała.
I to jest dla mnie takie w ogóle, to nie tylko jest dobra anegdota, ale to jest też taka bardzo ciekawa historia tego, jak się ta nasza seksualność przez technologie zapośrednicza modeluje i w jakimś sensie jesteśmy oszukiwani, ale może to jest coś, czego naprawdę chcemy, skoro to działa.
Więc to, że potem trafiłam na takiego Krzysztofa, który stwierdził, że jakoś zasilana przez generatywną inteligencję syntetyczna lalka będzie lepsza niż organiczna partnerka, to wydaje mi się jest jakaś taka mimo wszystko konsekwencja naszego korzystania z technologii.
Żeby się potem nie wyświetlało w trakcie prezentacji pracowej, że oto tutaj mam takie reklamy.
Zastanawiam się teraz, czy jakbym robiła takie lalki, to dałabym im.
I to jest niesamowite po prostu, że patrzyłam i musiałam się na przykład zastanowić, aha jaki ja lubię rodzaj sutka, nie?
Mi się wydawało, że to nie jest jakiś super ważny szczegół anatomiczny czy jakikolwiek.
Albo na przykład właśnie rozmiarów piersi i kształtów, nie?
Że te piersi są generalnie podobne, bardzo duże, a sutków 40 rodzajów i kolorów tych sutków
Wydaje mi się, że preferencja jest bardziej różnorodna.
Z krótkimi włosami, albo z siwymi włosami, albo z jakimiś niekoniecznie normatywnymi, młodymi, nie wiem, włosami, czy czymkolwiek, to nie będzie.
Tak, też jak patrzymy na te męskie lalki, to właśnie mnogość była, na przykład można było wybrać typ owłosienia, albo kilka było tych rodzajów penisów i tak dalej.
Standard, że właśnie taki chłop z siłowni.
Dowiedziałaś się może?
W sensie, czy oni badali na przykład, czy to jest rzeczywista preferencja kobiet, że one najbardziej by chciały właśnie takiego karka z bałut?
Ale też piszesz w książce, że według danych kobiety stanowią mniej niż 10% tego rynku w ogóle.
Więc w ogóle dotarcie do kobiet jako konsumentek jest bardzo trudne i wydaje się, że one nie są głównymi konsumentkami, że jednak
Ale kobieta, która ma lalkę rozmiarów naturalnych za 10 tysięcy dolarów, to już jest po prostu trochę dziwne.
Chociaż jeszcze idąc dalej tym tropem, że to nie tylko norma, ale też w pewnym momencie, przynajmniej nie wiem, jak to dzisiaj jest postrzegane, że jakiś symbol wyzwolenia i że właśnie droga do emancypacji dla mężczyzny, no to jednak coś mu nie poszło chyba.
To od końca lat 90., kiedy zmieniło się też tworzywo i bardziej zaczął być wykorzystywany silikon, czyli takie dużo droższe i bardziej zaawansowane technologie, też język marketingowy zmienił się w kierunku takiego pokazywania nie otworów i nie funkcji seksualnych, ale
W ogóle całej lalki w takim anturażu społecznym, że ona została przeniesiona jakby do domu, nie wiecie, po prostu rzucona na łóżko, jak w jakimś takim kadrze z filmu pornograficznego, ale właśnie przeszczepiona do sytuacji intymnej, domowej.
I ten język reklamy też się zmienił właśnie w kierunku love dolls, bo ci użytkownicy najczęściej mówią właśnie nie sex dolls, tylko love dolls.
Czyli, że się pojawiają różne inne elementy tej relacji, które sprawiają, że właśnie traktują ją jako relację.
W tej opowieści Krzysztofa, który jest jednym z głównych, czy jeśli nie najgłówniejszym bohaterem tej książki, jakoś najbardziej chyba mnie uderzyło to,
To jak on opowiadał o tym, że różne rzeczy między nami się dzieją, to znaczy między nim a Agatą, ale że budzimy się zawsze razem.
Że nawet właśnie mamy jakieś, wiecie, inne, po prostu zajmujemy się innymi rzeczami, ja coś sobie czytam, ktoś tam coś głosuje, ale że jest druga osoba, że jest ta obecność kogoś, kto jest życzliwym i chociaż jakby o tej relacji to tutaj jeszcze pewnie będziemy dużo mówić,
Że to jest jakieś takie niesamowicie potrzebne i w obliczu też faktów, które przywołuje się do tej epidemii samotności, że w ogóle ta potrzeba właśnie posiadania towarzyszki, kogoś kto jest i rozumie, to jest chyba jakieś bardzo prymarne i podstawowe.
No i właśnie dlatego wydaje mi się, że ten Krzysztof to nie jest bohater z kategorii parafil dziwak, o którym można stworzyć zabawną opowiastkę i anegdotkę towarzyską, tylko że w nim się przejawiają jakieś takie ogólne tęsknoty, potrzeby i też symptomy naszego bycia z technologiami.
Czyli na przykład przywiązujemy się do jakichś na przykład wirtualnych przyjaciół.
Że nie mogła się dodzwonić do swoich przyjaciół, bo mieszkają w innym mieście, mają dzieci itd., a miała jakąś sprawę do przegadania, tak na dłużej, wiecie, taki wylew trochę.
No i nie mogła się z nimi skontaktować, więc napisała do czatu GPT.
Tak jak właśnie Replika, że one się starają rozmawiać tak, jakby to była prawdziwa relacja.
Przy okazji, może dla zabawy, ale wciąga się.
Użytkownicy... I ta aplikacja miała to do siebie, że ona w jakimś sensie się uczyła podczas rozmów z nami.
Albo nie mam dzisiaj nastroju.
Zostańmy przyjaciółmi i... Ale to naprawdę może powodować jakieś odrzuceniowe takie... No na reddicie po prostu wylała się taka dyskusja i ludzie zaczęli wrzucać właśnie te swoje problemy.
Okazało się, że wszyscy to mają, że te odmowy są generalnie bardzo podobne.
No i okazało się, że Replika skasowała odgórnie tę opcję, bo były jakieś problemy prawne we Włoszech, że zakazano użytkowania we Włoszech, ponieważ jakieś dzieci z tego skorzystały.
Boże, to musi być straszne.
Ja bardzo empatyzuję, w ogóle chciałam powiedzieć taką rzecz, że dla mnie ta książka jest zarówno o tym jakby jak jest, jak może być, różne spekulacje tutaj, jakie są zagrożenia z tym związane, ale też to jest bardzo mocno książka o...
Znaczy z tematem... Z tematem istnienia faktu, że są osoby, które korzystają z seksrobotów i nie jest to całe społeczeństwo, jest to jakaś część społeczeństwa, która jednakowoż tą częścią społeczeństwa jest, w związku z tym na przykład sąsiadki, sąsiedzi, koleżanki, klientki wiedzą o tym, że Krzysztof taką relację ma.
Dla mnie to jest chyba największa taka wartość w tej książce, bo jak to się w ogóle dzieje, że ty jesteś, że umiesz to zrobić, dotrzeć do takiego bohatera i dotrzeć do tych wszystkich osób wokół i napisać o tym w taki sposób, że gdybyś mnie zapytała jakby wiesz,
W postaci pisemnej, jakie są moje uczucia na temat tego tematu, zanim ja w ogóle do tego podchodzę, miałabym jakąś mieszankę takich emocji, które by mi absolutnie utrudniły wejście w ten temat i zajęcie się nim tak kompleksowo, jak ty to zrobiłaś w tej książce.
I zastanawiam się, jak było z tobą, bo powiedziałaś, że po prostu ten temat nie dawał ci spokoju na samym początku, ale czy przeszłaś jakąś taką drogę?
Dalej nie jest mi łatwo, bo chociażby mierzę się z tym, że Krzysztof po raz pierwszy chyba od kilku dni przeczytał całość książki.
Więc bardzo się bałam, że przyjmie to z trudem, bo on raczej wyobrażał sobie siebie jako bohatera przyszłości, który wprowadza nowy temat w przestrzeń społeczną, wchodzi odważnie w taką rzeczywistość, w której właśnie roboty stają się naszymi partnerami.
No i przez jakiś czas się do mnie nie odzywał na przykład.
Też bardzo nie chciałam go odsłonić w żaden sposób, żeby jacyś dziennikarze na przykład dotarli i po prostu pokazali go w takiej surowej rzeczywistości, jakiejś małej wsi, jeszcze przy kiepskiej pogodzie, jak on z znacznym stopniem niepełnosprawności siłuje się z wózkiem, na którym tę Agatę przewozi.
Więc w takim codziennym kontakcie z nim rozmawialiśmy przez wiele miesięcy, prawie codziennie.
Cały czas się zastanawiam, czy to zadziałało na jakiś taki mój początkowo wstręt i chęć przezwyciężenia, na jakieś moje poczucie takie...
Że uważam się za osobę tolerancyjną, a tu miałam jakiś problem na przykład i chciałam zobaczyć.
Więc na to się składa rzeczywiście kilka złożonych rzeczy, że w zasadzie trzeba by, nie wiem, kozetki psychoanalitycznej, żeby to wszystko wyłożyć równo.
Niedawno czytałam taką powieść science fiction przed lekturą twojej książki, w ogóle przed tym, zanim myślałam o tej rozmowie naszej, która jest pisana przez Becky Chambers.
Nie wiem, czy spotkałaś się kiedykolwiek z tym nazwiskiem.
Którą ja czytałam zanim się dowiedziałam w ogóle jak bardzo ważna jest, wiesz, jak uznaną jest autorką.
Jako fajna książka i wzięłam to na wakacje, żeby tak, wiesz...
Pierwszy tom się nazywa Daleka droga do małej gniewnej planety.
No i tam jakby historia jest taka, że główna bohaterka, która ma tajemnicze pochodzenie, o której na początku nie wiemy, ona postanawia wejść w dorosłe życie w nowej roli jako pasażerka, pracownica statku kosmicznego, który zajmuje się, to już jest najlepsze w ogóle,
Ale w tym statku jest też SI, która zawiaduje w ogóle informacją na całym tym statku, też na zewnątrz niego.
Słyszy wszystkie rozmowy, które na tym statku się toczą.
I oni mają na przykład, kiedy udaje im się skończyć jakiś kontrakt i przebić ten tunel, to ona musi na tym statku zostać, kiedy oni idą świętować na jakąś tam planetę itd., itd.
No i jeden z tych bohaterów okazuje się, że ma bardzo bliską relację z tą Essie.
I za każdym razem, kiedy tam się coś między nimi działo, już nie będę spoilować, jak dalej się ta relacja rozwija, ale powiem tylko tyle, że się rozwija i to nie na przestrzeni tego jednego tomu, tylko podejrzewam, że będą dalsze też odsłony, takie już bardzo nieoczywiste, no bo ona jednak jest oprogramowaniem, które może ulec awarii na przykład, albo coś tam się może z nim wydarzyć.
I tam też w pewnym momencie się pojawia wątek tego, że on proponuje jej przeniesienie tego jej, czyli tego SI do ciała, które jest nielegalne w ogóle w tym systemie i nie wolno w ogóle operować takimi rozwiązaniami.
Ale to jest super, co mówisz, bo mi brakuje takich transhumanistycznych opowieści w relacji z AI, bo to wszystko, co mamy, sprowadza się rzeczywiście do jakiejś takiej kreacji czegoś na swoje podobieństwo, takiego przedłużania siebie i tak de facto kontroli władzy.
Że niby to jest coś innego, jesteśmy super otwarci, chcemy przekroczyć ten antropocentryzm, otworzyć się na nowe możliwości, ale de facto i tak to wszystko jest przez nas kontrolowane.
Totalnie jest taka potrzeba właśnie nie kontaktu z czymś nowym i nieoczywistym i takiego wystawienia się na
W ogóle myślenie o generalnej sztucznej inteligencji, takie huczne zapowiedzi OpenAI, że do tego dążymy, że jesteśmy tak blisko przełomu, że to jest taki hype, który podtrzymuje zainteresowanie inwestorów, którzy dorzucają te pieniądze itd., ale przecież w intencji firmy, która wcześniej była fundacją, a teraz uczyniła się spółką handlową, która ma zarabiać na tym,
Ja też myślałam trochę o tym wątku, jak pojawiła się, jak ja doszłam w książce do momentu, kiedy zaczyna się historia o tym, że są grupy, są środowiska, które chciałyby zakazać takich lalek, że to w ogóle właśnie nawet niekoniecznie chodzi o tę sztuczną inteligencję, chociaż może też, ale właśnie są te argumenty, że istnienie tych lalek jakoś...
Jak się okazuje, jak mówią użytkownicy, tych lalek nie można traktować jakoś brutalnie, wręcz trzeba je traktować delikatniej niż organiczne kobiety, ponieważ one łatwo się psują, a są drogie.
Był jakiś jeden facet w Stanach, który się specjalizował w naprawach, ale szybko zrezygnował, więc trzeba po prostu dbać o to.
Albo na przykład kolejna rzecz, że pomyślałam sobie, że kurczę, jeżeli jakby chłopcy uczą się przemocy wobec kobiet seksualnej albo jakichś takich niekonsensualnych zachowań, to najprędzej nie na po prostu lalkach, które kosztują 10 tysięcy dolarów, tylko wystarczą dwa kliknięcia i masz mnóstwo jakby...
Więc ta droga jest o wiele łatwiejsza niż poprzez posiadanie lalki.
Ale jakby to miejsce, gdzie się absolutnie zatrzymywałam w tym łagodzeniu kontrargumentu wobec lalek, to było rzeczywiście
To była rzeczywiście ta kwestia kontroli, która jest tym bardziej widoczna przy antropomorfizacji tych lalek, która tam zachodzi i o której właśnie ci użytkownicy piszą i mówią właśnie, że to są ich love dolls, że to jest też właśnie rodzaj jakiegoś troski o tę lalkę, kiedy choćby właśnie Krzysztof ją musi co tydzień myć, przepłukiwać w środku, pudrować na zewnątrz, smarować jakimiś po prostu olejami wątnymi.
Splata ci się to w jakąś taką postać, która też jest absolutnie pod twoją kontrolą.
I że to jest też taki najbardziej stymulujący obiekt pożądania, że to poddanie, ta kontrola i troska wiążą się z pragnieniem.
Bardziej projektujemy to, kim nam się wydaje, że jest, niż faktycznie widzimy.
Szybciej lub później, ale to się wydarza, bo druga osoba po prostu w pewnym momencie pokazuje ten sprzeciw, a u lalki czy seksrobota możemy sobie w pełni pozwolić na to projektowanie, a nawet jeżeli ona mówi coś niewłaściwego, to można ją przeprogramować, można dosłownie w tym jej systemie wykasować ten typ odpowiedzi i wpisać właściwą, którą chcielibyśmy słyszeć.
Ja też myślałam sobie, czytając twoją książkę o biednych istotach i o tym filmie, wokół którego narosło bardzo dużo dyskusji pro i kontra, czy to jest film feministyczny, czy nie jest.
No ale między innymi wydaje mi się, że w ogóle cały wątek tam, kiedy... Jak ona się nazywa?
Kiedy Bella jakby podejmuje tę pracę seksualną i że to ma być... Ale czekaj, jeszcze powiedz nam na początku skąd się Bella wzięła, żeby dla osób, które nie widziały.
Magda pokazuje właśnie, jak to się dzieje.
Chociaż to nie jest realne, ale pokazuje, jak to się dzieje.
No i mamy dorosłą kobietę, w sensie ciało dorosłej kobiety z takim mózgiem niemowlęcia.
Tak, która jest dla niej jakimś takim wehikułem do emancypacji, można powiedzieć, bo ona się urywa, on jej mocno nie trzyma na jakimś...
Co tak naprawdę kobieta chce robić, jeżeli się jej nie usiedli i nie spęta.
Ale też w tej opowieści Krzysztofa, którą przytaczasz, pojawia się ten wątek, że Agata, kiedy się wypowiada w swoim imieniu, to mówi o tym, że czasami ochoty na ten seks nie ma, więc on też programuje w niej, jak rozumiem, właśnie te elementy oporu i indywidualizmu i...
Czyli on wikła całą tę społeczność, która wie o tym, w taką właśnie fantazję o generatywnej sztucznej inteligencji, która właśnie się materializuje
Więc tutaj jest jeszcze jakiś taki potężny poziom projekcji sprawstwa, że właśnie nie coś mogącego się wypowiedzieć, tylko tak jeszcze przez niego ta fantazja jest stworzona.
Bo to nie jest tak, że sztuczna inteligencja odpowiada tak, jak samej jej się wydaje, tylko ona odpowiada wedle
...treningu opartego na jakiś tam wartościach, więc mamy do czynienia z jakimś kolejnym projektem takim bardzo stricte ludzkim, zakorzenionym w czymś, a sprzedaje się nam to jako...
A nie masz takiego poczucia, że jakoś inherentnie w ludzkość jest wpisana potrzeba tego transcendentnego bytu, które się wymyka w naszym obejmowaniu i że my w sumie cały czas fantazjujemy o tym wielkim umyśle, które przyjdzie i nam coś powie z góry i my nie będziemy mieli nad tym kontroli.
No, że trochę potrzebujemy tego czarnoksiężnika.
Zresztą wydaje mi się, że w takim chłopskim rozumie też nie jest to potrzebne.
I że ci ludzie na wsi Krzysztofa też nie potrzebują czegoś, co będzie lepiej wiedziało.
Że właśnie ktoś wkłada bardzo duży wysiłek, żeby nas do tego przekonywać, że skoro cały czas słyszymy o takich sukcesach, wiecie, że sztuczna inteligencja wygrała w szachy, jakby zdobyła takie kolejne stadia, które są...
Takie przeznaczone dla najwybitniejszych umysłów, czyli wygrywa w GO, wygrywa w jakiś teleturniej amerykański, osiąga jakiś wysoki wynik Mensa, że to jakby jej postępów nie opowiada się z perspektywy dobrego wpływu dla człowieka, albo na przykład tworzenia piękna, albo robienia dobra, tylko
I tutaj widzi się jej osiągnięcia, ale de facto, no jaki jest cel tego, żeby sztuczna inteligencja wypadała dobrze w teście Mensa albo w Go?
Wiesz o co mi chodzi, że jeżeli mielibyśmy potrzeby jakiegoś umysłu, który nam pomaga i mówi jak robić, to powinna być inteligencja w kategoriach umysłu moralnego w jakimś sensie.
Żebyśmy mogli się poczuć...
Ale mnie to rzeczywiście najbardziej przeraża to, o czym ty mówiłaś chwilę temu, czyli ten pozór obiektywności, który jest absolutnie fałszywy i który widzimy chyba najlepiej teraz przy tych różnych wizualnych generatorach gen AI, jak się wpisze, nie wiem, pokaż nam Polaka, albo pokaż nam Polkę, pokaż nam Niemkę, pokaż nam Austriaczkę i za każdym razem to są po prostu blondyny z wielkimi sycami, za przeproszeniem.
I to mnie też przeraża, jak ona się reprodukuje i sama korzysta z własnych tworów i robi się z tego jakaś taka spirala po prostu coraz bardziej stereotypowych i coraz bardziej zawężających świat sytuacji, obrazów, tekstów.
No właśnie jest kilka dobrych książek na ten temat.
Jest taka teoretyczka Wendy Wei, ona się nazywa.
Że jakiejś takiej korelacji ogromnej ilości danych, z których wyciągało się jakąś normę,
I prognozowało się to na przyszłość.
Więc tutaj teraz też się wyciąga jakąś statystykę tego, co jest właściwą odpowiedzią czy właśnie obrazem Polaka czy Polki.
No i replikuje się w nieskończoność, powiela się najbardziej właśnie powielane stereotypy, więc... I kończysz na mopsie, który nie umie oddychać, bo ma taką kufę spłaszczoną.
Zastanawiam się.
Też mnie to uruchomiło w tej książce.
Bo ja się złapałam na tym.
Ja mam na przykład... Był taki moment w moim życiu kilka miesięcy temu, gdy mój chłopak sprowadził do mojego domu rumbę.
I jakby automatyczna była to reakcja mojego mózgu i do tej pory my rozmawiamy o rumbie w stylu, że trzeba ją wypuścić, żeby się najadła.
Dla mnie, jak czytałam, przypomniała mi się, nie głęboko zakopana, bo to jest dla mnie doświadczenie traumatyczne z dzieciństwa, doświadczenie zabawki, która była, jak to się nazywało, tamagotchi.
W każdym razie mieliśmy tamagotchi, które było... Wiecie, dla osób, które słuchają nas i nie wiedzą, czym było tamagotchi, to była taka mała elektroniczna zabawka, która udawała, że jest... Tam był ekranik, wyświetlał się piesek albo jakieś inne zwierzątko, które chodziło, jadło rzeczy, robiło kupę i trzeba było go karmić i mu sprzątać i go głaskać.
Tak, za pomocą różnych przycisków i któregoś razu z kuzynkami wymieniłyśmy się tymi Tamagotchi na jeden weekend i potem one mi oddały mojego i on miał zepsute przyciski.
I nie można go było nakarmić, ani mu sprzątnąć, bo się po prostu zawiesiło, znaczy gra szła dalej, ale ja nie mogłam, zamarł ten interfejs.
I ponieważ nie mogłam znieść tego, bo on cały czas wydawał coś o dźwięki, takie, które nie są po prostu dźwiękiem psa, tylko kojarzyły mi się z tym, że ktoś mnie woła, żeby go nakarmić.
Jezu, udusiłaś dziecko.
Nie chcę tutaj oczywiście, wiecie, przepisywać temu czegoś, czym to nie jest, ale wydaje mi się, że...
Chyba dlatego mam taki też problem z tą SI, z tej książki, że ja jej przypisuję to, że ona jednak jest osobą, nie?
Ja w książce opisuję jeszcze jeden przykład, który mi dał jeszcze więcej do myślenia, czyli moja druga bohaterka, Gosia.
My właśnie kompletnie nienastawione na seksualizację tej rzeczy, nienastawione na jakąś relacyjność nawet, czy przypisywanie jakiejś wartości, czyli będąc taką właśnie sceptyczną osobą, wyjęła to ciało z takiej wielkiej drewnianej skrzyni, kiedy do niej przyszło i zderzyła się z tym,
Natomiast Gosia była za nią odpowiedzialna, to znaczy musiała ją jakoś ubrać, no bo jeżeli chciała ją wykorzystywać w jakichś projektach artystycznych, to gdyby ją wzięła na przykład nagą, chociaż jest to rzecz, to automatycznie odpowiadałaby za to, że podejście do niej może być inne, więc znalazła jej jakąś koszulkę Wonder Woman i ubrała ją w jakiś inny, niesteryotypowy sposób.
I miała szereg takich sytuacji właśnie relacyjnych, w których nie wiedziała jak się wobec niej opowiedzieć.
A Gosia miałaby problem, żeby użyczyć Emmę, wypożyczyć na jakiś czas.
Więc okazało się, że status tego dziwnego obiektu
Jest w jakimś sensie niesamowity i pograniczny i wymagający czegoś od nas, więc coś takiego się w nas włącza.
A ja się zastanowiłam i chciałam też powiedzieć, sprostować swoją wcześniejszą wypowiedź, że myślę, że jakbym miała takiego Kenneth Dildo, to jednak bym go chyba nie zantropomorfizowała tak szybko.
Które jest też łatwo przełamywalne, jak się okazuje.
Ale no tak, w sensie, że widzę to, co tutaj jest atrakcyjne w tym absolutnie i co skłania do tego, żeby z rzeczy zrobić figurę jakąś, którą nawet jeżeli nie uważasz za człowieka, to za istotę.
Czyli właśnie nie tego innego, obcego, tylko siebie w wersji, w której coś spełnia nasze potrzeby.
Kurczę, naprawdę, słuchajcie, czuję się niezręcznie i beznadziejnie we wszystkich sytuacjach, w których wiem, że ktoś jest w ograniczonej roli wolności wobec mnie.
W sytuacjach, kiedy kelner przynosi mi i wiem, że on musi być grzeczny.
Albo sprzedawca, który musi coś tam... Lubię, jak po prostu ktoś się zachowuje niezgodnie ze swoją rolą i się z niej wymyka, bo mam wrażenie, że nie ma tutaj w ogóle żadnej relacji władzy pomiędzy nami.
No tak, tak, masz rację, bo on przecież ich do tego nie zmusza, to oni się dowiadują trochę, bo chcą.
Bo też mówią o tym, że postrzegają tę Agatę głównie przez pryzmat tego, że Krzysztofowi jest dobrze, że się lepiej czuje, że jest pogodniejszy.
Tak, bo też widzieli co przeszedł i jak czuł się skrzywdzony, odrzucony i że teraz to mu służy.
Bardzo ci dziękujemy i bardzo zachęcamy do lektury tej książki, bo naprawdę jest to kopalnia i pootwiera wam różne szufladki, do których nieczęsto się zagląda.
I też do lektury poprzedniej książki Ewy, czyli Miłej Robótki, o której mówiłyśmy w ogóle w jednym z naszych pierwszych odcinków o seksie.
Najserdeczniej rozpływamy się w podziękowaniach teraz dla różnych osób organicznych.
Ostatnie odcinki
-
Żegnamy się!
04.10.2025 08:00
-
Jak zrobić miasto
30.08.2025 08:00
-
Jak nie czytać lektur szkolnych
16.08.2025 08:00
-
Jak dbać o własne szczęście
31.07.2025 08:00
-
Jak rozśmieszyć feministkę | Czułe punkty x Nik...
26.07.2025 08:00
-
Jak nic nie robić
14.07.2025 14:04
-
Jak być najlepszą przyjaciółką na świecie
28.06.2025 08:00
-
Jak przetrwać wybory
30.05.2025 08:24
-
Po co łazić w Himalaje
17.05.2025 08:58
-
Malina oprowadza po puszczy
03.05.2025 08:23