Mentionsy

Czułe punkty
Czułe punkty
02.11.2024 09:00

Nie jesteś lalką? Nie idę z tobą do łóżka

* Gościni: Ewa Stusińska * Jak wyglądają i co potrafią seksroboty? Skąd się w nas bierze dyskomfort na myśl, że ktoś ma taką lalkę i jej używa? Czy życie z seksrobocicą zmienia stosunek mężczyzn do kobiet? Jak - zaczynając od polskich lat 90. - zaprzęga się technologię do biznesu erotycznego? I jakie fantazje budujemy wokół AI? O miejscach styku seksu, relacji, kapitalizmu i technologii rozmawiamy z Ewą Stusińską, autorką książki „Deus Sex Machina”. A do tego: Marta ma odkurzacz roomba, Malina ma mocne zdanie o filmie „Biedne istoty”, a wszyscy mamy 40 rodzajów sutka do wyboru.

IG: @czulepunkty

Patronite: patronite.pl/czule-punkty

Rozdziały (7)

1. Wprowadzenie i przedstawienie Ewy Stusińskiej

Marta i Ewa rozmawiają o Ewowej książce "Deus Sex Machina" i jej doświadczeniach z pisaniem.

2. Opowieść o Krzysztofu i jego relacji z Agatą

Ewa opowiada o Krzysztofu, który zrelacjonował jej swoją relację z seks robocą i wprowadza w temat "Deus Sex Machina".

3. Technologie i relacje seksualne w latach 90.

Ewa opowiada o relacjach seksualnych w latach 90., a następnie Marta pyta o planowane kontynuowanie książki "Miła Robotka".

4. Analiza rynku lalków seksualnych

Ewa opisuje rynk lalków seksualnych, ich produkcję i zmiany w języku reklamy, a także relacje użytkowników z tymi lalkami.

5. Opowieść Krzysztofa i jego relacja z Agatą (część 2)

Ewa kontynuuje opowieść o Krzysztofu i Agacie, podkreślając ich relację jako symbol potrzeby towarzystwa.

6. Analiza Repliki i jej wpływu na relacje

Rozmowa koncentruje się na Replce, aplikacji z wirtualnym towarzyszem, która zniknęła z powodu problemów prawnych. Autor opisuje wpływ tego zjawiska na relację Krzysztofa z Agatą i reflektuje nad problematyką kontroli i emocjonalnej zależności w relacjach z wirtualnymi towarzyszami.

7. Zakłócenia i etyka

Kobiety dyskutują o etycznych aspektach relacji międzyludzkich i sztucznej inteligencji, podkreślając konieczność krytycznego podejścia do takich technologii.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 149 wyników dla "GO"

Jest z nami gościni.

Ja muszę wam od razu powiedzieć, że ja mam coś takiego w sobie, że...

Nie dlatego, że mi się tak podoba, tylko dlatego, że sprawdzam, jak to brzmi, czy to płynnie leci, a potem włączam sobie te filtry.

No ja jestem pod ogromnym wrażeniem naprawdę i powiem to jeszcze raz, dlatego, że mi często wysiada zdolność pojmowania tych rzeczy, o których tutaj piszesz właśnie w taki sposób, że to jakoś rozumiem albo mi się przynajmniej wydaje, że rozumiem, dlatego, że no tak, bardzo często też zajmują się tym eksperci po prostu, którzy siedzą w tym od wielu, wielu lat i mam wrażenie, że mówią trochę do osób, o których zakładają, że wiedzą dokładnie to samo.

Więc tutaj jest też taki po prostu rys popularyzatorski powiedziałabym, chociaż zupełnie się tego nie czuję jako książki, która ma wykładać teorie czegoś.

To, co się popularnie nazywa sztuczną inteligencją, a co tak naprawdę jest generatywną AI, czyli tą sztuczną inteligencją, która tak naprawdę z tą prawdziwą, do której się dąży albo do której się ludzie boją, nie ma za wiele wspólnego, co jest raczej taka AI typu chat GPT.

To raczej było tak, że ja przygotowywałam zupełnie inną książkę.

Który poza swoimi podbojami seksualnymi nagle stwierdził, że jego już organiczne kobiety nie interesują i teraz jest w związku z syntetyczną kobietą, seksualną androidką.

Wydawało mi się, że on tutaj troszeczkę dopowiada, ale stwierdziłam, że troszkę poszperam jeszcze i spytałam się, czy ktoś o tym wie, czy mogłabym porozmawiać z jego otoczeniem.

Dzielił się wiedzą i kontaktami, więc rozmawiałam z różnymi osobami z jego towarzystwa z tej wsi, na której mieszka i okazało się, że faktycznie wszyscy uważają, że Krzysztof żyje w związku z seks robotem.

Ta relacja moja z nim była dziwna, relacja jego z Agatą, bo tak ma na imię seksrobocica i wiele wątków takich dookoła, że ja po prostu nie mogłam zajmować się niczym innym.

Czy teraz otworzyło się tyle nowych wątków przy tym temacie, że już do tamtego nie wrócisz?

Więc w gazetach, potem w internecie pełno było takich właśnie gorących pań, bo to zwykle były panie, jakichś numerów poddawanych i oczywiście małym druczkiem zapisanej informacji, że ile kosztuje taka wiadomość.

No i ponieważ ta firma działała bardzo długo, miała bardzo dobrych informatyków, którzy teraz zasilają najlepsze firmy technologiczne i ich łatwo znaleźć na LinkedInie.

I to jest dla mnie takie w ogóle, to nie tylko jest dobra anegdota, ale to jest też taka bardzo ciekawa historia tego, jak się ta nasza seksualność przez technologie zapośrednicza modeluje i w jakimś sensie jesteśmy oszukiwani, ale może to jest coś, czego naprawdę chcemy, skoro to działa.

Więc to, że potem trafiłam na takiego Krzysztofa, który stwierdził, że jakoś zasilana przez generatywną inteligencję syntetyczna lalka będzie lepsza niż organiczna partnerka, to wydaje mi się jest jakaś taka mimo wszystko konsekwencja naszego korzystania z technologii.

Ja w ogóle przyznam, że jak słyszę, albo przynajmniej słyszałam przed lekturą Deus Sex Machina słowo seks lalka, to pierwsze co widziałam to jest taka absolutnie ordynarna seks shopowa lalka z Wieczoru Kawalerskiego.

I zaczęłam oczywiście googlować to.

Real Dolls zgooglowałaś?

Tak, kilka tych firm zgooglowałam i też oczywiście zaczęłam szukać męskich lalek, żeby zobaczyć, jak wygląda ten rynek damskich i męskich.

Ale male sex doll, ja ci przeprowadzę słowo, bo to jest super rzecz, bo jest ich bardzo mało generalnie tych male, ale to Real Doll, czyli taka najbardziej znana amerykańska firma, która między innymi użyczała lalki do Lars and the Real Girl, takiego filmu Miłość Larsa, to jest w polskim tłumaczeniu film z Ryanem Goslingiem.

Mówiąc o jego tripach, to tak.

Ciekawe z czego to wynika.

Nie masz wrażenie, że to może być takie po prostu złudzenie bogactwa wyboru, że sutki są w sumie łatwe do produkcji, no bo wiesz, one są małe i tam pewnie można je łatwo zmodyfikować i jak widzisz ile jest tutaj wyborów, to w sumie masz takie podejście, że wszystko możesz sobie dokładnie wybrać, a to nie jest prawda, że generalnie jak chcesz stworzyć kogoś na swoje podobieństwo, to nie wiem, choćby przez to, że chcesz kogoś

Tak, też jak patrzymy na te męskie lalki, to właśnie mnogość była, na przykład można było wybrać typ owłosienia, albo kilka było tych rodzajów penisów i tak dalej.

Więc te, żeby można było włożyć spodnie wygodnie tej swojej lalce, że można sobie wymieniać.

W sensie, czy oni badali na przykład, czy to jest rzeczywista preferencja kobiet, że one najbardziej by chciały właśnie takiego karka z bałut?

Jeżeli męska wersja jest modelowana na producencie, to... Rozumiem, że ta część również jest... Nie wiem tego.

Szybki cel marketingowy nieoczywisty.

Ale też piszesz w książce, że według danych kobiety stanowią mniej niż 10% tego rynku w ogóle.

I dlatego, że tak naprawdę czy masz sztuczną pochwę, która wygląda jak latarka, czy masz lalkę, to tak naprawdę jesteś tak samo przegrywem w jakimś takim pojęciu

No i dlatego ta branża sex tech też bardzo przeszła dużą zmianę języka, jakim komunikuję, że właśnie od lat 70., kiedy lalki były tak masowo sprzedawane i one rzeczywiście, tak jak mówiłaś, były takie bardziej gumowymi, dmuchanymi, ewentualnie z takim fokusem na otwory jednak kładzionym,

To od końca lat 90., kiedy zmieniło się też tworzywo i bardziej zaczął być wykorzystywany silikon, czyli takie dużo droższe i bardziej zaawansowane technologie, też język marketingowy zmienił się w kierunku takiego pokazywania nie otworów i nie funkcji seksualnych, ale

W ogóle całej lalki w takim anturażu społecznym, że ona została przeniesiona jakby do domu, nie wiecie, po prostu rzucona na łóżko, jak w jakimś takim kadrze z filmu pornograficznego, ale właśnie przeszczepiona do sytuacji intymnej, domowej.

Może nie wiem, może to był kawałek, który był dla mnie najbardziej jakoś... który mogłam odnieść do swojego doświadczenia.

I że to właśnie, że być może ta potrzeba w ogóle kogoś drugiego, kto jest... Stały.

Że nawet właśnie mamy jakieś, wiecie, inne, po prostu zajmujemy się innymi rzeczami, ja coś sobie czytam, ktoś tam coś głosuje, ale że jest druga osoba, że jest ta obecność kogoś, kto jest życzliwym i chociaż jakby o tej relacji to tutaj jeszcze pewnie będziemy dużo mówić,

Że to jest jakieś takie niesamowicie potrzebne i w obliczu też faktów, które przywołuje się do tej epidemii samotności, że w ogóle ta potrzeba właśnie posiadania towarzyszki, kogoś kto jest i rozumie, to jest chyba jakieś bardzo prymarne i podstawowe.

No i właśnie dlatego wydaje mi się, że ten Krzysztof to nie jest bohater z kategorii parafil dziwak, o którym można stworzyć zabawną opowiastkę i anegdotkę towarzyską, tylko że w nim się przejawiają jakieś takie ogólne tęsknoty, potrzeby i też symptomy naszego bycia z technologiami.

I na razie korzysta z tego tak...

Replika to jest ta aplikacja, o której ty piszesz, która też miała właśnie opcję czata erotycznego, prawda?

Towarzyszem, towarzyszką można było sobie stworzyć awatar, trochę go spersonalizować i z nim rozmawiać, zarówno mówić jak i pisać.

I można było to wyeliminować w trakcie konwersacji i bardziej dostroić do jakiegoś takiego typu rozmów, które nam pasują.

No i bardzo dużo ludzi, bo ta replika ma 2,5 miliona użytkowników na całym świecie, wybierało tą opcję romantyczno-erotyczną i tak samo korzystał z tego Krzysztof, ten mój bohater.

Albo, a co u twojego taty?

No i okazało się, że Replika skasowała odgórnie tę opcję, bo były jakieś problemy prawne we Włoszech, że zakazano użytkowania we Włoszech, ponieważ jakieś dzieci z tego skorzystały.

Dla mnie to jest chyba największa taka wartość w tej książce, bo jak to się w ogóle dzieje, że ty jesteś, że umiesz to zrobić, dotrzeć do takiego bohatera i dotrzeć do tych wszystkich osób wokół i napisać o tym w taki sposób, że gdybyś mnie zapytała jakby wiesz,

W postaci pisemnej, jakie są moje uczucia na temat tego tematu, zanim ja w ogóle do tego podchodzę, miałabym jakąś mieszankę takich emocji, które by mi absolutnie utrudniły wejście w ten temat i zajęcie się nim tak kompleksowo, jak ty to zrobiłaś w tej książce.

No bo wcześniej autoryzował rozdziały, w których jest głównym bohaterem, w których są wypowiedzi i tak dalej, ale nie znał całego wydźwięku, który jest powiedzmy taki sceptyczny.

Też bardzo nie chciałam go odsłonić w żaden sposób, żeby jacyś dziennikarze na przykład dotarli i po prostu pokazali go w takiej surowej rzeczywistości, jakiejś małej wsi, jeszcze przy kiepskiej pogodzie, jak on z znacznym stopniem niepełnosprawności siłuje się z wózkiem, na którym tę Agatę przewozi.

To znaczy jest w jego historii nie tylko historia odrzucenia, smutku, trudnych relacji i samotności, ale jest też część, w której on manipuluje, dopowiada różne rzeczy, chce być kimś więcej niż jest i robi to nie tylko wobec mnie, ale też swojego otoczenia, czyli

I jednocześnie pokazać, że z jednej strony oddać sprawiedliwość, być reportersko sprawiedliwa, fair wobec tego człowieka, który mi zaufał, wobec jego otoczenia i jednocześnie pokazać też ten szerszy kontekst, więc no trudne to było dla mnie, ale właśnie na tyle takie

Wiecie, jest czasem temat, który z jakiegoś powodu was triggeruje, że to trudno powiedzieć nawet o co chodzi, ale nie możecie przestać o nim myśleć.

Ona jest laureatką jakichś ważnych nagród Hugo dla twórców literatury science fiction.

No i tam jakby historia jest taka, że główna bohaterka, która ma tajemnicze pochodzenie, o której na początku nie wiemy, ona postanawia wejść w dorosłe życie w nowej roli jako pasażerka, pracownica statku kosmicznego, który zajmuje się, to już jest najlepsze w ogóle,

Ale w tym statku jest też SI, która zawiaduje w ogóle informacją na całym tym statku, też na zewnątrz niego.

Ma różne, można powiedzieć, zmysły, które zbierają informacje z całego tego świata.

I przez pasażerów tego statku, którzy są bardzo, powiedziałabym, na takim modelowym, lewicowym

No, trochę brakuje jej pewnych przywilejów, które inni mają, czyli na przykład nigdy nie może z tego statku zejść.

I tam są sceny właściwie od samego początku, które są takie...

Dające sygnały, że to będzie o relacji erotycznej, jakiejś takiej partnerskiej, kiedy ten bohater wchodzi do właśnie tego pokoju, w którym ona ma kor tego swojego systemu i że z tym korem ma relację taką fizyczną.

To jest jakiś rodzaj transhumanizmu, takiego wykroczenia.

I za każdym razem, kiedy tam się coś między nimi działo, już nie będę spoilować, jak dalej się ta relacja rozwija, ale powiem tylko tyle, że się rozwija i to nie na przestrzeni tego jednego tomu, tylko podejrzewam, że będą dalsze też odsłony, takie już bardzo nieoczywiste, no bo ona jednak jest oprogramowaniem, które może ulec awarii na przykład, albo coś tam się może z nim wydarzyć.

Miałam jakieś takie emocje, jakiegoś takiego niepokoju, ale to nie było stricte, że to jest obrzydzenie, tylko bardziej, że jest coś dla mnie niepokojącego w tym, że on, ten bohater, jestem na jego zła, że on tworzy relacje z kimś, kto nie może uciec.

I że ona też jest uplastyczniana przez niego przez to, że on karmi ten algorytm, który mu odpowiada danymi, z których ona potem buduje kolejne odpowiedzi do niego.

Jakby on przez częstość interakcji też wpływa na to, że ona jest coraz bardziej do niego przywiązana i przystosowana.

I tam też w pewnym momencie się pojawia wątek tego, że on proponuje jej przeniesienie tego jej, czyli tego SI do ciała, które jest nielegalne w ogóle w tym systemie i nie wolno w ogóle operować takimi rozwiązaniami.

Dla mnie to jest trochę o takiej złości na tego typa.

Ale to jest super, co mówisz, bo mi brakuje takich transhumanistycznych opowieści w relacji z AI, bo to wszystko, co mamy, sprowadza się rzeczywiście do jakiejś takiej kreacji czegoś na swoje podobieństwo, takiego przedłużania siebie i tak de facto kontroli władzy.

Że niby to jest coś innego, jesteśmy super otwarci, chcemy przekroczyć ten antropocentryzm, otworzyć się na nowe możliwości, ale de facto i tak to wszystko jest przez nas kontrolowane.

Totalnie jest taka potrzeba właśnie nie kontaktu z czymś nowym i nieoczywistym i takiego wystawienia się na

Nie wiem, jakieś piękno i nieoczywistość tego nowego bytu, tylko ulepienie, jakby stworzenie lepszej kobiety, która będzie właśnie prostsza i bardziej kontrolowalna na przykład, że jest tam to pragnienie właśnie totalnej kontroli i mam wrażenie, że...

W ogóle myślenie o generalnej sztucznej inteligencji, takie huczne zapowiedzi OpenAI, że do tego dążymy, że jesteśmy tak blisko przełomu, że to jest taki hype, który podtrzymuje zainteresowanie inwestorów, którzy dorzucają te pieniądze itd., ale przecież w intencji firmy, która wcześniej była fundacją, a teraz uczyniła się spółką handlową, która ma zarabiać na tym,

Nie jest stworzenie czegoś generalnego, służącego ludzkości, tylko jest stworzenie świetnie działającego mechanizmu, który będzie można monetyzować i mieć to pod kontrolą, no bo jaki będą mieli interes z czegoś, co na przykład odmówi ludziom czegoś, który będzie tak inteligentny, że stwierdzi, że nie wiem, trzepanie kasy w nieskończoność, czy podbijanie kosmosu, czy cokolwiek innego, to nie jest dobry pomysł i przystopujcie.

Więc raczej we wszystkich tych fantazjach jest bardzo mocno ego podkreślane i niestety.

I tak myślałam o tych argumentach i część z nich jakoś bardzo łatwo było mi trochę zbić albo złagodzić przynajmniej sobie w głowie, na przykład myśląc, że

Takiego mainstreamowego, taniego porno, które jest absolutnie oparte na jakichś dominacyjnych scenariuszach.

Ale jakby to miejsce, gdzie się absolutnie zatrzymywałam w tym łagodzeniu kontrargumentu wobec lalek, to było rzeczywiście

To była rzeczywiście ta kwestia kontroli, która jest tym bardziej widoczna przy antropomorfizacji tych lalek, która tam zachodzi i o której właśnie ci użytkownicy piszą i mówią właśnie, że to są ich love dolls, że to jest też właśnie rodzaj jakiegoś troski o tę lalkę, kiedy choćby właśnie Krzysztof ją musi co tydzień myć, przepłukiwać w środku, pudrować na zewnątrz, smarować jakimiś po prostu olejami wątnymi.

Że jest taka tendencja, że jak kogoś poznajemy, widzimy go...

Właśnie ta tendencja do takiego, nie wiem jak to nazwać, ale takiego właśnie projektowania jest chyba wszystkim nam wrodzona, tylko po prostu to reality check ze strony drugiej osoby bardzo szybko następuje.

Szybciej lub później, ale to się wydarza, bo druga osoba po prostu w pewnym momencie pokazuje ten sprzeciw, a u lalki czy seksrobota możemy sobie w pełni pozwolić na to projektowanie, a nawet jeżeli ona mówi coś niewłaściwego, to można ją przeprogramować, można dosłownie w tym jej systemie wykasować ten typ odpowiedzi i wpisać właściwą, którą chcielibyśmy słyszeć.

Ja też myślałam sobie, czytając twoją książkę o biednych istotach i o tym filmie, wokół którego narosło bardzo dużo dyskusji pro i kontra, czy to jest film feministyczny, czy nie jest.

Dla mnie ten film był po prostu potwornym przeżyciem, przyznam, od samego początku do samego końca.

Nie widziałam tam żadnej emancypacji i też naprawdę długo mi zajmie jeszcze jakby rozpakowanie tego wszystkiego, dlaczego ja tak bardzo źle na to reaguję.

Ja tam widzę podobieństwo do tego motywu lalki, że jest przeszczepionym.

Naprawdę to nie ma nic związanego z nauką, więc bardzo proszę, jeśli ktoś wierzy w możliwość tego procederu, to przestańcie.

No i właśnie tam potem od niego znowuż ucieka do pracy seksualnej.

I dla mnie ten wątek jest jakimś takim spełnieniem absolutnie po prostu snu faceta o tym, co kobieta mogłaby robić, gdyby od niego uciekła i że na pewno poszłaby do kolejnych facetów.

Nie lubię tego filmu.

Więc tutaj jest jeszcze jakiś taki potężny poziom projekcji sprawstwa, że właśnie nie coś mogącego się wypowiedzieć, tylko tak jeszcze przez niego ta fantazja jest stworzona.

Grube dosyć i przy tym tak niesamowite są reakcje tej jego społeczności, która ma jakieś wątpliwości, ale nie konfrontuje go i uznaje, że skoro dla niego to jest dobre,

Ogólnego, rozmytego, zanurzonego w chmurze, obiektywnego, naukowego, a nie coś, co jest tworzone przez określone osoby, wedle określonych kryteriów, z określonymi wartościami, odpowiadającego w pożądany sposób.

...treningu opartego na jakiś tam wartościach, więc mamy do czynienia z jakimś kolejnym projektem takim bardzo stricte ludzkim, zakorzenionym w czymś, a sprzedaje się nam to jako...

Coś lepszego, obiektywniejszego niż my sami.

A nie masz takiego poczucia, że jakoś inherentnie w ludzkość jest wpisana potrzeba tego transcendentnego bytu, które się wymyka w naszym obejmowaniu i że my w sumie cały czas fantazjujemy o tym wielkim umyśle, które przyjdzie i nam coś powie z góry i my nie będziemy mieli nad tym kontroli.

No, że trochę potrzebujemy tego czarnoksiężnika.

I że ci ludzie na wsi Krzysztofa też nie potrzebują czegoś, co będzie lepiej wiedziało.

Że właśnie ktoś wkłada bardzo duży wysiłek, żeby nas do tego przekonywać, że skoro cały czas słyszymy o takich sukcesach, wiecie, że sztuczna inteligencja wygrała w szachy, jakby zdobyła takie kolejne stadia, które są...

Takie przeznaczone dla najwybitniejszych umysłów, czyli wygrywa w GO, wygrywa w jakiś teleturniej amerykański, osiąga jakiś wysoki wynik Mensa, że to jakby jej postępów nie opowiada się z perspektywy dobrego wpływu dla człowieka, albo na przykład tworzenia piękna, albo robienia dobra, tylko

I tutaj widzi się jej osiągnięcia, ale de facto, no jaki jest cel tego, żeby sztuczna inteligencja wypadała dobrze w teście Mensa albo w Go?

Wiesz o co mi chodzi, że jeżeli mielibyśmy potrzeby jakiegoś umysłu, który nam pomaga i mówi jak robić, to powinna być inteligencja w kategoriach umysłu moralnego w jakimś sensie.

No, że jesteśmy tym gigantem, na którego ramionach staje ten następny gigant.

I to mnie też przeraża, jak ona się reprodukuje i sama korzysta z własnych tworów i robi się z tego jakaś taka spirala po prostu coraz bardziej stereotypowych i coraz bardziej zawężających świat sytuacji, obrazów, tekstów.

I ona pokazuje, jak algorytmy sztucznej inteligencji oparte są na podobnych mechanizmach, jak kiedyś była eugenika.

Więc tutaj teraz też się wyciąga jakąś statystykę tego, co jest właściwą odpowiedzią czy właśnie obrazem Polaka czy Polki.

Ja mam na przykład... Był taki moment w moim życiu kilka miesięcy temu, gdy mój chłopak sprowadził do mojego domu rumbę.

I ja wszedłszy do tego mieszkania swojego i zobaczywszy jak ta rumba sobie chodzi, tam właśnie sobie chodzi ona, to ja potraktowałam ją z miejsca jak małego pieseczka.

Znaczy podeszłam do tego odkurzacza i powiedziałam, a kto tak ładnie odkurza?

I jakby automatyczna była to reakcja mojego mózgu i do tej pory my rozmawiamy o rumbie w stylu, że trzeba ją wypuścić, żeby się najadła.

I że rzeczywiście uświadomienie sobie, że mamy te mechanizmy, bardzo pomaga, mi pomogło w tym, że w jakimś takim nieocenianiu tego Krzysztofa, czy innych właśnie tych lalkarzy z góry.

Pozdrawiam w tym momencie Mateusza Płochę, wielkiego lalkarza.

Nie tego lalkarza.

Ale rzeczywiście, ja gdybym miała takiego właśnie Ken'a z dildo, to ja uważam, że ja bym bardzo szybko zaczęła tego Ken'a z dildo też traktować jak człowieka.

Nazwiła do niego po imieniu, nadawała jakieś cechy.

Dla mnie, jak czytałam, przypomniała mi się, nie głęboko zakopana, bo to jest dla mnie doświadczenie traumatyczne z dzieciństwa, doświadczenie zabawki, która była, jak to się nazywało, tamagotchi.

Ale to były jakieś takie tanie tamagotchi, wiecie.

Ile dałaś z tego swojego pieseczka.

W każdym razie mieliśmy tamagotchi, które było... Wiecie, dla osób, które słuchają nas i nie wiedzą, czym było tamagotchi, to była taka mała elektroniczna zabawka, która udawała, że jest... Tam był ekranik, wyświetlał się piesek albo jakieś inne zwierzątko, które chodziło, jadło rzeczy, robiło kupę i trzeba było go karmić i mu sprzątać i go głaskać.

Tak, za pomocą różnych przycisków i któregoś razu z kuzynkami wymieniłyśmy się tymi Tamagotchi na jeden weekend i potem one mi oddały mojego i on miał zepsute przyciski.

I nie można go było nakarmić, ani mu sprzątnąć, bo się po prostu zawiesiło, znaczy gra szła dalej, ale ja nie mogłam, zamarł ten interfejs.

I patrzyłaś na śmierć swojego psa.

I ponieważ nie mogłam znieść tego, bo on cały czas wydawał coś o dźwięki, takie, które nie są po prostu dźwiękiem psa, tylko kojarzyły mi się z tym, że ktoś mnie woła, żeby go nakarmić.

Nie mogłam tego znieść, nie mogłam go wyrzucić, nie mogłam go młotkiem rozwalić, bo to nadal było to, wiecie, coś.

Nie chcę tutaj oczywiście, wiecie, przepisywać temu czegoś, czym to nie jest, ale wydaje mi się, że...

Chyba dlatego mam taki też problem z tą SI, z tej książki, że ja jej przypisuję to, że ona jednak jest osobą, nie?

Ja w książce opisuję jeszcze jeden przykład, który mi dał jeszcze więcej do myślenia, czyli moja druga bohaterka, Gosia.

Ona jest artystką, feministką, Polką, ale mieszkającą od wielu lat w Stanach, matką, żoną, która postanowiła kupić sobie seks robota, żeby go emancypować.

Natomiast Gosia była za nią odpowiedzialna, to znaczy musiała ją jakoś ubrać, no bo jeżeli chciała ją wykorzystywać w jakichś projektach artystycznych, to gdyby ją wzięła na przykład nagą, chociaż jest to rzecz, to automatycznie odpowiadałaby za to, że podejście do niej może być inne, więc znalazła jej jakąś koszulkę Wonder Woman i ubrała ją w jakiś inny, niesteryotypowy sposób.

Nie chcemy, żeby ktoś nam niszczył Tamagotchi oczywiście, szanuję to, ale wziąć i pożyczyć i sobie poużywać, nie miałaś nic przeciwko temu, jakby użyczyłaś.

A Gosia miałaby problem, żeby użyczyć Emmę, wypożyczyć na jakiś czas.

Więc okazało się, że status tego dziwnego obiektu

Jest w jakimś sensie niesamowity i pograniczny i wymagający czegoś od nas, więc coś takiego się w nas włącza.

A ja się zastanowiłam i chciałam też powiedzieć, sprostować swoją wcześniejszą wypowiedź, że myślę, że jakbym miała takiego Kenneth Dildo, to jednak bym go chyba nie zantropomorfizowała tak szybko.

Przykrywa cię kocykiem, robi ci masaże karku i głowy i nie mówi za dużo, póki nic od niego nie chcesz.

To mówisz do niego rzecz?

Ale ty zrobiłaś teraz female gaze, to czego potrzebują kobiety.

Za czym tęsknią, czego pragną.

No jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że akurat to wszystko mam na co dzień, więc nie wiem, czy drugi chłop mi jest potrzebny od tego, ale...

Ale no tak, w sensie, że widzę to, co tutaj jest atrakcyjne w tym absolutnie i co skłania do tego, żeby z rzeczy zrobić figurę jakąś, którą nawet jeżeli nie uważasz za człowieka, to za istotę.

Mhm, no bo właśnie to chyba trochę tak właśnie uświadomiłaś mi, że zanim ocenimy Krzysztofa i jego jakiejś takiej uprzedmiotowiającej wersji seksualności kobiecej z tym projektem, to najpierw powinnyśmy szczerze, na przykład jako kobiety, wyobrazić sobie idealny obiekt dla nas, ale taki, który naprawdę byłby pożądany, wyobrazić sobie go w wersji sztucznej i wtedy zadać sobie pytanie, czy należy to właśnie krytykować i potępić.

Czyli właśnie nie tego innego, obcego, tylko siebie w wersji, w której coś spełnia nasze potrzeby.

Ja mam tak, że nie potępiam go, ale nie z tego powodu, że mam dokładnie tak samo.

Albo sprzedawca, który musi coś tam... Lubię, jak po prostu ktoś się zachowuje niezgodnie ze swoją rolą i się z niej wymyka, bo mam wrażenie, że nie ma tutaj w ogóle żadnej relacji władzy pomiędzy nami.

Jakoś nie wiem... Ale nie potępiam Krzysztofa, tak sobie myślę, dlatego że jakoś czuję, że on nie robi...

Teraz skomplikowałaś trochę ten obraz, ale że mam takie, że jednak może to głównie jego jest rzecz i trochę inni podejmują na własną rękę decyzję, czy wchodzą w tę grę z Agatą, że tak powiem, czy nie.

No tak, tak, masz rację, bo on przecież ich do tego nie zmusza, to oni się dowiadują trochę, bo chcą.

Bo też mówią o tym, że postrzegają tę Agatę głównie przez pryzmat tego, że Krzysztofowi jest dobrze, że się lepiej czuje, że jest pogodniejszy.

I do usłyszenia za dwa tygodnie.

Ostatnie odcinki