Mentionsy

Co u nich słychać?
Co u nich słychać?
05.09.2025 15:00

"Nie mam ciśnienia na karierę". Co u K.A.S.Y?

Autor takich hitów jak "Maczo" i "Piękniejsza". Krzysztof K.A.S.A. Kasowski w rozmowie z Kubą Śliwińskim przyznaje: - Przestało mi zależeć na pieniądzach. Wspomina początki swojej kariery i zdradza, że był szoferem Grzegorza Ciechowskiego.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 65 wyników dla "A."

To znaczy, chciałem sobie zrobić przerwę od dużej firmy płytowej, czyli Majjersa.

Myślałem, że to zrobię na rok czy dwa.

Artysta niezależny pomimo takich przebojów na koncie jak Macho czy Piękniejsza.

Tak się składa.

To znaczy chciałem sobie zrobić przerwę od dużej firmy płytowej, czyli Majors'a.

No jakby ta machina promocyjna, oddzieliłem się do tego, myślałem, że to zrobię na rok czy dwa.

No i właśnie wolność, niezależność to wydaje mi się są te hasła, które już od wielu lat przyświecają pańskiej karierze, ale Panie Krzysztofie wróćmy do roku 96, no bo w przyszłym roku będziemy mieli 30-lecie od wydania debiutanckiego albumu Reklama.

No była to pierwsza nagroda.

Nawet ja sam gdzieś tam wystąpiłem chyba.

Ale ja mówię, nie myślałem wtedy o muzyce, byłem, opóźnienie miałem rok, pracowałem w radio i zagrałem, jakąś taką propozycję dostałem, żeby zagrać taki trochę, nie wiem jak to nazwać, taka była moda.

I kiedy już zagraliśmy te koncerty jakoś tam się zaczęliśmy po prostu... A, Tymon miał ochotę przejść się po mieście Liroya.

95 rok, to było parę miesięcy po tym wielkim sukcesie Liroya.

I może czasem dalej nie ma.

I kiedy mój były perkusista, jednym z którym wielu współpracowałem w Kielcach z grupy ANK akurat, usłyszał piosenkę Reklama w radio, powiedział tak, to jest najgorsza wersja tej piosenki jaką słyszałem, a grał ją od 4 lata.

Przyznałem mu rację, że po prostu najgorsza.

Tak mówię, no to było takie zderzenie typu, okej, to jest dziewczyna, która będzie tańczyć, a to jest ona do mnie, a to jest ten muzyk, którego to jest piosenka.

No bo tak jak pan wspomina, no ćwierćwiecze to już jest ta praca, można powiedzieć, niezależna.

I tu była taka sugestia, słuchaj zrobimy to taniej, ale z drugiej strony z samplingiem, czyli z czymś technologią, która wówczas nie była taka oczywista i była bardzo nowoczesna.

Natomiast mógł to obsługiwać jeden człowiek, typu ten producent akurat z Krakowa pochodzący, ale mieszkający w Londynie bardzo długo, co też było bez znaczenia, nie było bez znaczenia.

Wtedy może już nie istniał jako Combi, ale na pewno tę technologię jeszcze w osiemdziesiątych latach, już taki był Zespół Niezależny Pravdata.

Były takie, a to były naprawdę albo niedostępne, albo dziwaczne, nie wiem, też ktoś, bywało tak, że ktoś mówi, a po co to, to jest niepotrzebne, to jest jakaś fanaberia.

No więc ja byłem tego ciekawy i no i wyszła taka płyta, jaka wyszła.

Mogę nagrywać, bo sprzedało się ileś tam kilkadziesiąt tysięcy, ale i tak byłem dużo gorszy od moich kolegów typu Piaska i Liroya.

A ja akurat wyszedłem z domu, czytałem naszą lokalną gazetę Echo Dnia, zwaną złośliwie Echo Dna.

A to było w sklepie muzycznym naszego kolegi Darka.

I ja mieszkałem troszkę za nim, typu ten kilometr, półtorej kilometra.

I się okazało, że samochód sprzedał, bo ktoś chciał bardzo szybko kupić, ale okazało się, że ten, który ma kupić, jakoś nie nadjeżdża.

Taki w barakach do tej pory tak samo to wygląda.

Ale rzeczywiście bywało tak, że jechałem ulicą Radzymińską, skręcałem w prawo na Wojskową, odbierałem Grzegorza.

To było takie może pół roku, trudno mi powiedzieć, ale rzeczywiście była taka sytuacja.

Ja tak złośliwie trochę... Tworzyli piosenkę Mamona.

Natomiast to jest inny zupełnie, no, co tu dużo mówić, poziom, ja go uważam za najwspanialszego producenta.

Jeszcze przecież te różne przeobrażenia muzyczne, Grzegorz Ciechowa.

Nie było planów występu i wiem, że dopiero teraz jakaś była taka próba.

Chyba tak, ta płyta Atmosphere Groupa.

I to są piękne absolutnie wspomnienia.

Mnie także przypomniał się ten utwór Piejo Kury Piejo właśnie z tego flagowego, akurat jednego z tych projektów Grzegorza z Ciechowa.

Ja mówię, nie, nie, może to jakąś inną nazwą i rzeczywiście pod inną nazwą przez K.A.S.A, przez C. Może niby to latino, ale naprawdę miałem taką zagwozdkę, czy to robić i to była czwarta płyta, czyli ta płyta już poza kontraktem.

Czy takie utwory jak Macho troszeczkę, no można powiedzieć, że stanowiły rys taki na tym wizerunku i stanowiły problem, gdzie rzeczywiście K.A.S.A.

No po prostu nic nie mogłem, nic mnie nie... Albo jeżeli nie w sekundę, to dla mnie to trwała sekunda.

Po prostu śmiałem się, mówiłem nie, to już jest przesada.

I mnie często zaskakiwał, o to już refren, no dobra.

Będąc starsi, umieli, ale podawał je młodszy wokalista.

Mówię o naszym rynku chociażby tutaj, czego u nas się słucha.

Chociaż stąsi, no wydali tam całkiem niezłą płytę, ale rozumiem, rozumiem do czego pan zmierza.

No wiadomo, więc to jest tak naprawdę, bądź młody i nagraj coś, może się uda.

Coś jak country, coś jak nie wiem, jak jakaś ballada ogniskowa.

Ja tu podziwiam Maćka.

Każdy mnie uważa za kogoś, kto bardzo dla przyjaciół zabawne rzeczy opowiada.

Za długo za... Tak, teraz mówię za długo, już musimy kończyć.

Ale to już jest jego sprawa.

Później w Kielcach rok później jakieś tam wiersze ze dwa wydała lokalna oficyna.

Nie wiem, po prostu pierwszy raz w życiu blokada.

I rzeczywiście powstał ten szkic, chociaż przecież to nie pierwsza książka.

Ale to był taki pierwszy, pierwszy tam jaskółka.

Ale chodziło o co innego, o to, jak bez mediów społecznościowych, już nieważna pandemia.

A jednak nie mieliśmy tego, tej, tego wrażenia, że coś nas omija.

Dobra, to zróbmy zespół może, nie wiem, może gdzieś pojedźmy do Jarocina.

Kielce i dolar i jego historia.

Bo tu nie mam żadnego, nie miałem żadnego BMG tam pisarskiego, nie wiem, typu Świat Książki, Bertelsmann, bo BMG to jest przecież Bertelsmann, firma książkowa niemiecka, ale ja nie piszę po niemiecku, tak się składa.

Okazuje się, że gra, bo to 30-lecie utworu i chyba wrócił, no przynajmniej w tym koncercie na Mazurach, gdzie słyszałem zza lasu go, to rzeczywiście gra.

Hiwał mnie tu zza okna.

No i dobrze, że byli oni, bo mnie po prostu poratował kolega.

To bez wątpienia.

Więc Włodek Kiniorski ma takie uświadomienie, lęk przed sukcesem, dlatego jest całe życie w undergroundzie, a ja byłem Włodka z kolei asystentem przez całe lata.