Mentionsy
Kiedy wchodzisz w biznes z przyjacielem i wychodzisz z wrogiem - robić biznes samemu, czy do kupy?
Kiedy przyjaciel w biznesie może stać się przyjacie-lwem?
Szukaj w treści odcinka
Tomasz Kosoń, właściciel Kancelarii Prawno-Podatkowej Concelion, Konsul Honorowy Republiki Litwy we Wrocławiu oraz Bartosz Zamirowski, doradca biznesowy, właściciel firmy BizLab, zapraszają na drugi odcinek podcastu Big Dogs.
Kiedy wchodzisz w biznes z przyjacielem i wychodzisz z wrogiem, robić biznes samemu, czy do kupy?.
Bartek, dzień dobry.
Dzień dobry Tomku.
Co jeśli robisz biznes z przyjacielem, czy jak ty to napisałeś, przyjacielwem?
No właśnie, czy robić biznes samemu, czy robić to z kimś.
I dzisiaj o tym porozmawiamy.
Wiesz co, nic wydaje się być bardziej kuszącego jak myślimy o biznesie.
Szczególnie czasami rozmawiamy o biznesie z kimś.
Spotykają się dwóch gości albo dwie facetki.
Jak to było?
Facetka od matematyki, tak się mówiło.
Więc spotykają się razem, piją piwo i se gadają, prawda?
Jeden kumaty, drugi kumaty, trzecia kumata.
Każdy coś tam wie.
Wszyscy widzą lukę, widzą przestrzeń i nagle iluminacja po trzecim piwie albo po trzecim piwie i wódeczce.
Robimy to razem.
I ja robię to, a ty robisz to i tak dalej.
Tak mi się wydaje.
Obracamy się w jakimś kręgu, więc rozmawiamy o życiu z przyjaciółmi, ze znajomymi itd.
I każdy coś potrafi, a czasami w ogóle jesteśmy osobami z jednej branży.
Trzech gości z IT, trzech IT-gajów się spotyka.
Znają się, wiedzą, co to są za osoby.
No i prosta droga i zakładają spółkę i zaczynają robić biznes.
No i niby wszystko pięknie.
W ogóle ja się ciebie chciałem zapytać tak od serca, ale nie wiem, może wytrzymamy do końca odcinka albo nam wyjdzie jako reasumpcja.
Czy robić biznesy na spółkę, czy nie robić biznesów na spółkę?
Bo mnie to strasznie interesuje, jakie jest twoje zdanie mądrego prawnika w tym temacie oraz mądrego biznesmena, żeby nie było.
Ale szczere zdanie, czy takie zdanie dla podcastu?
Pieprzyć spółki.
To się może nie tyle wytnie, ale się wypika.
Tomek, nie chcę powiedzieć, że prawie wyjąłeś mi to z ust, ale podyskutujemy na poważnie, profesjonalnie, jak to jesteśmy.
Jakie są plusy dodatnie i plusy ujemne robienia spółki, czy robienia biznesu samego?
Pieprzyć spółki.
Dobra, będziemy wycinać.
Jak ma być szczerze, to może nie będziemy wycinać.
Albo zostajemy, dobra.
Pikawkę zrobimy.
Zobaczymy.
W każdym razie tak, z tymi spółkami na pewno są plusy.
Są plusy posiadania wspólnika, czyli większa siła rażenia, dwie osoby zorientowane właścicielsko na cel, prawda?
Tak powinno być, taka jest teoria.
To dwie głowy, to nie jedna.
Biznes trzeba ogarnąć, tam jest dużo rzeczy do zrobienia, nie?
I razem będzie łatwiej niż samodzielnie być może czasami, co?
Tak, każdy się zajmie jedną działką, a ja zajmę tę drugą.
Albo trzeci, albo czwarty, bo tam może być więcej.
Oczywiście.
Im więcej, tym lepiej.
Więc wszyscy się zajmą tym, co trzeba i ten biznes musi się udać tak naprawdę.
Udział jakby w zyskach.
Tak, czyli to motywujące jest jednoznacznie.
Ale powiedzmy jeszcze całkowicie, na początek może to być istotne, żeby kasę zgromadzić razem, rozumiesz?
Wiesz, ja mam 50 zyla, ty masz 50 zyla, razem już mamy 100 złotych.
To już jest więcej niż dwa razy.
Tak, i tutaj trzeba powiedzieć, że ponieważ istnieje ten break-even point, to czasami 100 złotych to jest więcej niż dwa razy po 50.
Może być.
Czyli powód powstania takiej spółki może być związany z tym, że się znamy, lubimy i tak dalej, wyszliśmy z jakiejś firmy, chcemy w ogóle pójść na swoje, tak?
O, oczywiście.
Robiliśmy u kogoś i żeśmy spiskowali w kuchni, mówię, ty co będziemy dla tego gamonia tam, nie?
Robimy cykl razem.
Trzeba było przychodzić od ósmej do którejś, tam siedzieć, słuchać.
A tu od razu fury w leasing weźmiemy.
No wypasione.
Nie, ale mówiąc całkowicie poważnie, więc zgromadzenie kapitału wspólnego może być istotne?
No to powiedzmy najważniejsze.
Właśnie omówiliśmy, że spółki są idealne i na dobrą sprawę.
Jeśli byś pozwolił, to mam taką prostą umowę naszej spółki, która zajmie się produkcją podcastów.
No ale tak na serio, nie tak może pójść tysiąc rzeczy i to jest bardzo podobne do tego, co mówiliśmy o małżeństwie, bo jakby tak porównać cechy wspólnika i małżonka, to wiele procesów będzie wręcz takich samych.
Czyli tak, nie dość, żeby nie robić spółki z kimś, to jeszcze nie w małżeństwie.
Bo to jest jeszcze najgorsza z kategorii z możliwych wszystkich.
No bo zobacz, wychodzisz z roboty i chcesz sobie gdzieś odetchnąć, a tam twój wspólnik siedzi.
No i teraz powiedz, nie porozmawiacie o tym, co się działo w pracy?
No jak nie porozmawiamy.
Porozmawiacie, czyli jesteś ciągle w pracy i nie ma tego odetchnięcia, tak?
No dobra, ale tutaj jest temat taki ekstremalny.
Rzeczywiście wspólnictwo w małżeństwie.
Rozmawialiśmy o tym w czasie jednego podcastu, co zrobić i dlaczego, jak się zabezpieczać ewentualnie.
Ale to w ogóle a propos konstrukcji dotyczącej robienia biznesu z kimś na spółkę.
Najważniejszy jest ten początek.
Na początku powstają wszystkie błędy, które potem ciągną się, zataną spółką, jak nie wiem co.
Czyli co, dogadani jesteśmy na gębę?
Razem robimy, razem bierzemy kasę i ją dzielimy.
Po co rzeczywistość rozbebeszać?
A ponieważ zawsze jest tak, że znam gościa, nie pierwszy dzień, prawda, więc wiem, że mówi dobrze.
Tak, bo przy piwku zawsze mówił prawdę.
Czyli tak, na początek na gębę.
Po drugie, masz pewien stopień zaufania, który powoduje, że czujność jest jednak w pewnym sensie ograniczona.
Ale właśnie dlatego powiedziałem, że czy się uda, czy się nie uda, żeby na początku te ścieżki rozdzielić.
Dlatego, że jak się nie uda, to wbrew pozorom jest trochę lżej tym wspólnikom.
Zależy na jakim etapie kiedy się nie uda.
Najlepiej, żeby się nie udało szybko.
Czyli wiesz, bez zaangażowania, bez kasy nie udaje się, pach, pach, do widzenia.
Źle, żeśmy o tym pomyśleli.
Napijmy się.
Zakupujemy to i idziemy się napić.
No, ale jeżeli to już minęło parę lat i tych parę cyfer na koncie się zebrało, sytuacja wygląda całkiem inaczej.
No dlatego, że wtedy już jest pokusa, już jest walka o coś.
A jak jest to coś, to łatwo to namierzyć.
To zresztą jest przynajmniej łatwe, żeby wiedzieć, że nie walczymy bez sensu.
Ale jest jednak tak, że są różne tendencje, żeby w dany sposób swoje argumenty prezentować.
No, w ogóle znasz taką piosenkę, mogę zanudzić trochę, nie wiem, czy mi wyjdzie.
Było coś takiego.
No tak zanudziłem, ale... Nawet mikrofon jest tutaj, także wiesz... No właśnie, no właśnie, ale mamy sytuację taką, jest sukces w biznesie i może się zdarzyć tak, że któryś ze współlasów zaczyna na pół flaku jechać.
Normalna sytuacja.
Normalna sytuacja i powiedziałbym 80% wszystkich problemów, które powstają.
Ale jeszcze, jeszcze dochodzi do tego ta druga część, czyli ten, który na pół flaku jedzie, ma dokładnie te same zarzuty w stronę przeciwną.
Musimy chyba to uzgodnić, że ludzie mogą mieć różny punkt widzenia, prawda?
I on zawsze będzie różny.
Tak, ale w biznesie on nawet czasami będzie uzasadniony.
Bo zobacz, jeżeli jeden zajmuje się taką pracą ściśle operacyjną, no to ma wrażenie, że dużo robi, jest dużo tych czynności, no i rzeczywiście jest zajęty, no i z tego przychodzi na pewno pewien określony przywód.
Tak, ale drugie, powiedzmy, który bardziej odpowiada za zdobywanie klienta, powiedzmy zdobył tego klienta wysokomarżowego, czyli też wykonał całą masę roboty i on może powiedzieć, beze mnie tego klienta byście nie mieli.
Albo pracę w tle wykonał, prawda?
Nie było widać, jak ta praca jest bardzo problematyczna i powoduje, że firma może się rozwijać.
Tak, ja bym powiedział, że tutaj właśnie żeśmy zdefiniowali podstawowy problem i różne te punkty widzenia, które tak jak przynajmniej do naszej kancelarii trafiają,
To prawie, że wszystkie.
Jesteśmy światłymi współlasami, chcemy zrobić biznes, ale wiemy, że to nie jest takie hop-siup.
Jeżeli jesteście światli, moi drodzy klienci, no to trzeba przewidzieć, że coś się uda albo, że coś się nie uda i napisać.
To jest ten punkt wyjścia, bo to oczywiście ma wiele odnóg, ale jeżeli się uda, to znaczy tak, my możemy chcieć sprzedać, możemy wziąć inwestora, możemy się rozstać, jeden może przejąć, bo jeden może chcieć iść na emeryturę, jeżeli jest np.
różnica wieku, wtedy musi tego drugiego spłacić, to jeżeli się uda, tak?
A jeżeli się nie uda, to też trzeba powiedzieć kto co zapłacić musi, no bo trzeba będzie dorzucić i tyle.
Możemy powiedzieć tak, że na pewno, jeszcze raz, na pewno, for sure, w biznesie pojawią się emocje.
Pozytywne, negatywne, ale one się pojawią.
Im więcej emocji, tym mniej rozumu.
No i dlatego zostali stworzeni prawnicy między innymi w tym momencie.
I tu wkraczasz ty na scenę, cały na biało.
Ja mówię, cześć koledzy.
Można uregulować parę rzeczy na początek jeszcze, czyli tak jak powiedziałeś, co się będzie działo, jak się będzie działo, co się będzie działo w złych rzeczach, czy jakieś rzeczy, które byś szczególnie chciał przedstawić tym, którzy jednak chcą pójść tą złą drogą, czyli założyć spółkę.
Jedna rzecz, można powiedzieć 100% problemów jest wtedy, gdy nie definiują właśnie tych dwóch problemów, czyli co jeżeli jeden jedzie na pół flaku i co będzie, jeżeli się im uda.
Trzeba zdefiniować to, co znaczy na pół flaku.
Czyli co, myślisz, że warto byłoby również określić te wszystkie detaliczne sprawy dotyczące rodzaju pracy wykonywanej, wkładu?
No tak, ale też energii, takie ogólne zapisy, takie cele.
Zakładamy spółkę we dwóch, czyli taka spółka cywilna, nie żadna tam spółka akcyjna, czy spółka z o.o., czy cokolwiek jeszcze.
Czy jest jakakolwiek możliwość, żeby nadać rangę takiemu dokumentowi?
Żeby to miało w ogóle ręce i nogi?
To jest bardzo dobre pytanie.
taki dokument porozumienia między wspólnikami będzie zawsze miało mniejszą wagę niż umowa spółki.
No ale w umowę spółki można wsadzać wiele rzeczy, prawda?
Żeby taki dokument był dobry, a my robiliśmy takie dokumenty, które włożyliśmy naprawdę wiele serca, no i czy one będą dobre, czy niedobre, to się okaże po latach, bo to lata będą decydowały, czy przewidziałeś wszystko.
Ale to musiałby być taki dokument, który uwzględnia kilka rzeczy.
Po pierwsze, na tyle opisuje dobrze i klarownie, precyzyjnie dane sytuacje, że są one możliwe do wyegzekwowania i są możliwe i tam zapisane jakieś kary jednak, konsekwencje tego, co jeżeli zostanie to złamane.
Bez kary jednak bez sensu, tak.
To musi być tak napisane, żeby nadawało się do wyegzekwowania, co jest bardzo trudne, bo jeżeli powiesz tak, złamanie zakazu konkurencji, złamanie zakazu poufności, działanie na szkodę spółki, to już jest trochę miękko.
A nie umiarkowanie w jedzeniu i piciu może być?
Nie widziałem jeszcze, będę myślał o tym, będę myślał nieumiarkowanie.
Zdefinij lenistwo, czyli na pół flaku.
Ale wiesz, bo to są te grzechy.
No więc jakby jeżeli to napiszesz dobrze, to wtedy możesz wrzucić jakąś karę.
I ta kara musi być od razu.
Tak zabezpieczona, żeby się nadawała szybko do wyegzekwowania finansowo.
Czyli albo musi to być jakiś weksel, albo musi to być wręcz trzy siódemki.
Dlatego, że dany wspólnik, który chce sprzeniewierzyć się tego typu sytuacji, tego nawet napisanej fajnie tam umowie, będzie wiedział, że ci inni, żeby wyegzekwować, muszą pójść do sądu.
A w dzisiejszych realiach to jest
Kilka ładnych lat.
Tak, sprawiedliwość w Polsce jest nierychliwa, tak?
No ale teraz jest bardzo nierychliwa.
No dobra, ale... Tomek, masakra na dzień dobry.
No masakra na dzień dobry.
Ja mówię co świętego na dzień dobry.
No ale patrz, żeby to w ogóle ustalić od początku, żeby to opisać, no masakra.
Ja już nie mówię, że jak wyjdziemy z tego baru, jak już otrzeźwiejemy.
Nie, że ten biznes ma być bez sensu, ale mówimy o realnym biznesie, który ma w ogóle ręce i nogi, czyli ma szansę powodzenia, w ogóle wszystko się trzyma kupy, tak rynkowo, na sam początek.
No i teraz potem my mamy to opisać, jak będziemy w siebie tymi, walili tymi rakietami, w ogóle tymi dronami, bo to rakietami też, ale i dronami w siebie walić, masakra, masakra.
Na początku i na początku trzy siódemki przeciwko sobie, akty notarialne.
Tak, Karol, kiedy co, kiedy co my robimy, no masakra.
Przecież wyobraź sobie twojego rozmówcę, jak tak byś przedłożył taki dokument, albo ja wyobrażam sobie bardziej swojego rozmówcę, no bo wiesz, ja pewnie bym ten dokument przedłożył jako prawnik, nie?
To wyobraź sobie, no nie, no wariat, no po prostu chwila, jeszcze nie zaczęliśmy, a ten już rozmyśla co to będzie, no ale... Nie, no a jeszcze tam, wiesz, egzekucja, weksel, zostaw na rowerze, tak?
Na domu nawet być może, ojojojoj, straszne sprawy, więc...
To od razu by burzyło tą całą istotę tych pozytywnych emocji, tego marketingu, takiej ściemy trochę.
Ale zobacz, dlaczego się ludzie rozstają w ogóle w biznesie albo dlaczego biznesy mają problemy ze wspólnikami?
Możemy to nazwać tak, różne wizje, prawda?
Czy się rozwijać za granicami, czy nie?
Ileś tamtych rzeczy, więc po pierwsze dalej to jest to.
Dalej mówiliśmy, różne zaangażowanie tych osób.
To bym powiedział 90%.
Różny poziom nastawienia na konsumpcję.
Profitów biznesu, czyli czy bierzemy kasę, wydajemy, czy inwestujemy, czy nie.
I teraz ktoś może być bardziej głodny, może mieć mniej i chce potrzebować coś wydać.
Ktoś może być już na żarty i nie musi tego robić jeszcze, bo ma i będzie inaczej podchodził.
Wiesz, jeszcze dotknąłeś bardzo ciekawej kwestii, czyli różnego potencjału finansowego danego wspólnika, jednego i drugiego.
I jeżeli ten potencjał jest mniej więcej na tym samym poziomie, to jest im lżej.
Bo jeżeli nie są na tym samym poziomie,
No to zawsze może być taka właśnie wizja rozwoju, wizja dorzucenia jakichś pieniędzy do spółki, których jeden ma, a drugi nie ma.
Dorzucenie wizji, dorzucenie pieniędzy do spółki to jest najczęstszy, najłatwiejszy wetryk, żeby kogoś walić ze spółki, tak?
No tak, no i wtedy idzie egzekucja lub też np.
procedura podwyższenia kapitału zakładowego.
Dobra Tomek, ja mam taką propozycję, żebyście nie myśleli, że jesteśmy tacy tendencyjni, chociaż jesteśmy na maksa.
Natomiast znowu potraktujmy rozmowę na tego typu fatalne rzeczy, o których mówiliśmy.
Na dzień dobry.
Czyli zobacz, jeżeli my na dzień dobry chcemy założyć spółkę we dwie, trzy, pięć osób, nie wiadomo ile, i my nie jesteśmy w stanie na ten temat rozmawiać, to znaczy, że to wiedz, że coś się dzieje.
Tak kiedyś gdzieś tam ktoś mówił w jakimś tam filmie.
Co to znaczy?
To znaczy, że prawdopodobnie jak przyjdzie to do czego, nie będziemy się w stanie dogadać.
Czyli zobacz, myślę sobie, że światły prawnik taki jak ty i doradca taki jak ja, moglibyśmy, światli jesteśmy na maksa, moglibyśmy ułożyć taką procedurę,
Rozmowy na temat spółki, jak ktoś chce założyć spółkę na dzień dobry, to byłby masakryczny test.
Tak, rzeczywiście.
Ale on nie byłby tendencyjny, czyli nie byłyby rzeczy wymyślane z kosmosu całkowicie, czyli jakieś problemy itd., tylko rzeczy, które rzeczywiście się zdarzają, które nawet można byłoby statystycznie udowodnić.
W naszym podcaście lubimy się powoływać czasami na statystyki.
Oczywiście.
Czyli dokładnie moglibyśmy powiedzieć o tematach dotyczących rozstań w firmie, iluś tych rzeczy, które mogą być miejsce.
Tyle procent.
Tak, wszystko po kolei moglibyśmy zrobić jeszcze i zaproponować do każdego z tych rzeczy określone rozwiązanie dotyczące zapisu w umowie czy uzgodnień, albo w ogóle rozmowy na ten temat, żeby to było.
Bo wydaje mi się, że co prawda nie musi to być strasznie wiążące, ale czasami jak sobie coś zapiszemy, to przynajmniej będziemy mieli podobne rozumienie tego w danej sytuacji.
Dokładnie o tym samym rozmawialiśmy przy małżeństwie.
Czyli jakbyśmy Ty i ja zrobili taki crush test dotyczący robienia ze spółki, to jak myślisz, ile ludzi by przychodziło taki crush test?
Wiesz co, to jest też trochę tak, że jak oni by...
Czuli, że to jest jednak sztuczne, że to jest przygotowane przez kogoś z zewnątrz i to po prostu ma dobry cel, bo to jest bardzo ważne jak oni to odbiorą, no to trochę by jednak przeszło, ale gdyby jeden zaproponował drugiemu, tak jak ja tu mówię przykładowo, ja prawnik z nieprawnikiem wchodzę w biznes i proszę bardzo o to 60 stron mojej propozycji, zero.
Wytłumię zero.
Ale traktujmy to jako dojrzałość biznesowa.
Nawet jak ktoś dopiero zaczyna ten biznes i będzie może chciał obejrzeć nasz podcast, to może kiedyś po latach by nam podziękował.
Kto wie, robimy coś ważnego dla ludzkości.
Tylko ważne rzeczy.
Czy wchodzić w spółkę, czy nie, to niestety trzeba byłoby te wszystkie ryzyka, o których mówimy, przeanalizować, podyskutować o nich i zobaczyć, czy my się w ogóle w tym odnajdujemy dalej.
Tak, dlatego, że życie będzie nieokreślone.
Nawet moje doświadczenie jest takie, cokolwiek tam sobie w tej umowie nie napiszesz, to i tak, i tak może się zdarzyć sytuacja, że życie wygeneruje inną sytuację.
Oczywiście, oczywiście.
Przykład?
Przykład, żeby zawsze podać.
Zobacz, jeżeli masz spółkę, super umowy, nawet te 200 stron umowy.. Nasz test, test Tomka i Bartka przeszli.
Przeszli, przeszli, to śpiewający.
Także jeszcze oni wrócili do nas i nas czegoś nauczyli.
Tak, i dali nam po ryju za to, że..
Tak, czyli z dwóch Einsteinów na przykład się zebrało.
Po sześciu tygodniach zdali go przecież śpiewająco.
Podawali przykład tej spółki i super napisali tą umowę.
I zwróćcie uwagę, teraz spółka się rozwija i rozwija się, rozwija, rozwija i życie biznesowe pokazuje, że spółka zależy od kredytu.
No niestety tak wychodzi, to nie jest zaplanowana sytuacja, że musi być kredyt, bo możemy pozbyć się kredytu, ale wtedy będziemy się słabiej rozwijać.
To jest po prostu wizja pewna, pewna rzeczywistość, nawet nie wizja.
I tak, jeden mówi, dobra, albo mi dasz więcej czegoś tam, albo ja nie podpiszę zgody na kredyt.
Ja już nie mówię, że jakieś ciemne sprawki dotyczące tego biznesu.
W filmach było, że tam czasami takie tego.
Muszą rzeczy robić.
Jakieś tam tematy.
To budzi moje obrzydzenie.
Wręcz wydaje mi się, że wysypki dostałeś teraz na czole.
To się tam w Photoshopie, czy moim telefonem, to się poprawi.
Po prostu to jest taki stopień szczerości, że powoduje, że wykorzystanie tylko tej wiedzy,
Jest albo może być kłopotliwe dla danej osoby drugiej i ona być może będzie bardziej miękka i ustąpi i zaczyna się grać.
No dobra, czyli taka rozmowa.
Wracając do tego baru, moglibyśmy w ogóle odcinek w barze zrobić, jak rozmawiamy na ten temat, ale mamy tutaj napoje, czyli weźmy wódkę ze szklanki, nie wierzę.
To taka rozmowa powinna, czy też może pójść jednak w stronę taką, żeby jedna ze stron chciała założyć biznes i może nie tyle tę osobę zatrudnić, ale zagwarantować coś, jakiś udział w zysku lub cokolwiek jeszcze, co nie będzie tylko powodowało ich relacji wspólniczych.
No tak, taka najlepsza forma, taka optymalna, przy założeniu teoretycznym, to byłaby taka nie wypuszczać własności z rąk i jakoś podzielić się zyskiem w sposób inny niż z powiedzmy pracownikiem działu sprzedaży, bo wiadomo oni mają relatywnie niskie procenty i być może od obrotu, a nie od zysku.
Procent tylko od tego mięsa, co zostanie.
Albo jak ktoś jest wege, to od łodygi.
I to jest dobre rozwiązanie, bo tak, ta demokracja w biznesie, w spółkach, to jest fajnie, jeżeli dwie osoby mają o czym podyskutować, ale czasami jednak to jest tragedia.
Tomek, czyli mówiąc całkowicie szczerze, ja Cię bardzo lubię w ogóle.
Uff, bałem się, że nie zdążę z tym.
Ale nigdy bym z tobą spółki nie założył.
Chowam teraz moją umowę, którą przygotowałem na to spotkanie.
Nie ma mowy.
Można powiedzieć, że z tego tytułu rodzą się same problemy i trzeba zacząć od tego, żeby umieć się dogadywać ze sobą.
No nie, to jednak trzeba mieć pewne takie przywództwo.
Przywództwo rzadko idzie w parze z tym, żeby tolerować taką drugą osobę.
A z kolei ten idealny układ musiałby być taki już na szczeblu emocjonalnym tych dwóch osób.
A te spółki, które istnieją i są udane, to co zrobiły twoim zdaniem?
Dobre pytanie.
Na pewno część to są takie spółki, gdzie widzę wyraźną odmienność wspólników np.
jeden się zajmuje ściśle wykonawstwem, drugi ściśle zdobywaniem klientów.
Nie wchodzą sobie w drogę i pilnują tego niemalże obsesyjnie.
Czyli nie trafili na taką zagwozdkę w swoim biznesowym życiu, która by podważyła właśnie te elementy, nadwyrężyła może tak ich relacje.
To chodzi o tę sytuację, w której nie zepsuły ich sukcesy finansowe.
W sensie nie zmienili tej swojej wizji poprzez sukcesy finansowe i nie zmienili swojej oceny, tej roli siebie i drugiej osoby przez pryzmat tych sukcesów.
Czyli rzecz.
Alternatywne rozwiązanie, które mi teraz przychodzi, jest takie.
Chcemy robić biznes ze sobą.
Mamy kasę, którą do wspólnego kotła.
Ale bierzemy do tego zarząd profesjonalny i walimy zarząd pałą po głowie wtedy.
No tak, wtedy pełnisz rolę biernego inwestora finansowego.
To jest całkiem inna rola, bo wtedy nie jesteś zaangażowany operacyjnie i po prostu masz tutaj 5 złotych, tu 5 złotych i decydujecie tak jakby z tyłu.
Oczywiście, ale wchodząc w szczegóły, to znalazł byśmy musieli uzgodnić od kogo pochodzi który członek zarządu.
A, chyba to już było łatwe, co?
Bierzemy ich po prostu z zewnątrz, najlepiej niezależnych.
Nie byłoby łatwe, ale wiesz, potem ktoś jeden robi z tym, a potem ten z tym.
To jest z dwóch inwestorów finansowych, które mają pomysł, mają jakąś wizję, ale nie chcą się w to angażować.
Z tym, że... Czy to jest realne?
Realne, ale z punktu widzenia nazwijmy to takich biznesów, które rodzą się tak jak większość z niczego na samym początku.
Rozumiesz, czyli na pewnym poziomie posiadania kapitału, wiedzy itd.
może, czyli można byłoby to zrobić jeszcze.
I oczywiście nie jedynym powodem powinno być to, żebyśmy się nie pokłócili i chcieli razem chodzić ze sobą do baru.
Bardziej zrozumienie tego, że potrzebujemy kogoś wziąć, kto się na tym zna, jest profesjonalniejszy od nas np.
bo nie pozjadaliśmy wszystkich rozumów i nie chcemy być utytułani w robotę operacyjną.
To tylko to.
Ale dalej, jak cofniemy się do tych początków biznesu, do początku biznesu, który rodzi się właśnie z niczego, z jakiegoś pomysłu i z entuzjazmu, no to wniosek jest tylko jeden.
Pieprzyć z półki.
No tylko tak.
Chodzi też o to, że to, co ty powiedziałeś, to jest bardzo ciekawy przykład.
I w taką spółkę ja bym wszedł z tobą.
Ja wkładam jakieś pieniądze, ty wkładasz pieniądze, bierzemy i starcza na jakiś okres rozruchowy, bierzemy z zewnątrz ludzi i niech oni to robią, a my siedzimy tylko na zgromadzeniach wspólników i decydujemy wyłącznie...
Albo z podcastu im nadajemy ewentualnie specjalny odcinek dla nich nagrany.
W odcinku siódmym jest dlaczego nie radzicie sobie z kosztami.
I tu obserwujemy mądrości drzewa sandałowego.
I dyscypliny mojej części.
To by było dosyć ciekawe.
Takie powiem Ci systemowo, ta struktura, o której tutaj powiedziałeś, ona mnie zaciekawiła.
Przemyślę ją sobie, ale tak jak wydaje mi się ona nierealna, szczególnie dla tych, co zaczynają, bo my mamy już trochę tych na koncie biznesu.
Ja obecnie mam przecież sześć prowadzących spółek, które zarządzam.
Ale może być też tak, że rzeczywiście jak zaczynasz, to wydaje mi się, że to jest niemożliwe, ale jak jesteś na kolejnym etapie rozwoju, czyli już przeszedłeś bardzo dużo, o to mi tylko chodzi, że już po prostu masz za sobą tyle doświadczeń, już wiesz, co się z czym je, to można byłoby to spróbować.
Natomiast lepiej na początku samemu zrobić biznes, niż potem zastanawiać się, jak kogoś z tego biznesu wydutkać?
No ja w ogóle bym nie zalecał tego wydutkiwania.
Wiesz, te wojny, tak jak jeden i drugi zaczynają się kłócić i wyciągać to wszystko, co mieli do tej pory ukryte.
Te wszystkie wspaniałe niedomówienia, które powodowały, że dwie osoby szły w tym samym kierunku i ciągnęły wóz.
Nie, to się dla spółki źle kończy.
Ale popatrzcie, załóżmy, że my byśmy założyli biznes swój.
Ty i ja.
Robimy biznes, biznes nam dobrze idzie i w pewnym momencie albo ty, albo ja chcemy z tego biznesu się wycofać.
Mamy to tylko prawo.
Oczywiście.
Mało tego, mówimy jeszcze Tomek, to ty odkup moje udziały albo akcje, whatever, albo vice versa.
Przecież może tak być.
Mam inny pomysł na życie np.
No to klops się zaczyna robić jak to wycenić w ogóle.
No wycena to jest osobny temat.
Ale wiesz co, ale tu już przynajmniej idziemy w dobrym kierunku.
Dlatego, że tak faktycznie rzeczywiście z wyceną przedsiębiorstw, to jest tak dobrze o tym wiesz, wszyscy o tym wiedzą, kto się tym zajmuje, to jest tak.
Ci w ogóle ludzie, którzy są za poszczególnymi teoriami, jak należy wyceniać firmę.
Oni sami mówią, że nie ma jednej idealnej przecież metody.
I zależy, co przyłożysz, to może ci równie dobrze być 12 milionów i może być 2 miliony.
I teraz jak ja wychodzę, to ja chcę 12, a ty chcesz 2.
No i co, mały?
No i zapasy w ogóle.
I teraz popatrz, aż dopóki my mówimy, że ok, jakoś się dogadamy, to jest w porządku, ale w pewnym momencie, jak ten jeden mówi, chcę 12 albo ci zburzę twój biznes, czyli jeszcze nasz biznes.
O tym żeśmy już też rozmawiali, to jest największa tragedia.
Tomek, czy możemy powiedzieć tak, jeżeli nie możesz podpisać umowy z przyjacielem, to nie rósł z nim firmy?
No i reasumpcja naszego odcinka jest chyba jedna.
Zanim zaczniemy jeszcze reasumować, to sekundę przed tą reasumpcją, czy podsumowaniem, to ja ci powiem, czym moim zdaniem się różni małżonek od wspólnika, bo według mnie on się różni
Zacznijmy.
Czy na początku są pozytywne emocje i takie motyle w brzuchu?
Czy jest na początku rodzaj ściemy marketingowej takiej?
Ależ oczywiście.
Ściema marketingowa, jeżeli chodzi o małżonków, polega na tym, że wiesz, że cię nigdy nie opuszczę i że w ogóle i tak dalej na przykład.
A ściema tutaj polega na tym, że na pewno się nam uda zawsze.
Tak, bo mamy jeden cel i znamy się za co chcemy.
To znaczy taka, że ja siebie prezentuję nieco lepiej niż jestem w rzeczywistości.
No bo zobacz, jeżeli nawet na tę randkę idziesz ubrany w garniturze albo w jakichś fajnych ciuchach, tak?
Tak jak my teraz, wylaszczani do maksa.
To potem trudno powiedzieć i przypuszczać, że będziesz tak samo w kuchni robił np.
To ty mnie robisz?
Mam dowody.
No dobra, ale jedźmy z tą listą twoją.
Czy to jest związek na długo?
Czy teraz tak, czy jesteś w stanie powiedzieć, że przez pryzmat doświadczenia, że znasz tą osobę, z którą wchodzisz w związek?
No żeśmy razem z tym na związek, to znam, bo widziałem jej profil na Instagramie.
I to wielokrotnie ją widziałem oraz wysyłała mi zdjęcia zanim się poznaliśmy jeszcze lepiej, więc mam wszystkie szczegóły jej garderoby na zdjęciach.
A jeżeli chodzi o biznes, w przedszkolu żeśmy razem.
Razem żeśmy się nawalali z tymi z tamtego podwórka.. Nie, teraz się nie nawalają z innym podwórkiem.
Ale co żeśmy.. Razem żeśmy grali w gry.
O, graliśmy.
Przeciwko tamtym.
O, to się znamy jak dwa łyse konie.
Czyli znasz tą drugą osobę, ale tak naprawdę wydaje ci się, że znasz.
Ależ oczywiście.
Oczywiście.
Teraz jest sytuacja następna.
Czy te osoby będą się zmieniać w trakcie trwania tego związku czy spółki?
No to jak w tym żarcie, jak on z nią się żeni, to on ma nadzieję, że ona się nie zmieni, a ona ma nadzieję, że on się zmieni.
Oczywiście znamy się i nigdy byśmy sobie złych rzeczy nie zrobili w biznesie, tak sobie ludzie myślą.
To przecież jest takie oczywiste.
Czy świat się będzie zmieniał tu i tu?
Oczywiste pytanie.
Tak, ale nasz świat w związku nie będzie się zmieniał, bo my jesteśmy jak Ying i Yang, jak te dwie połówki i po prostu wokół nas może być burza, a my ze sobą sklejeni zawsze idealnie.
A w biznesie przetrwamy wszystko.
Kto jeżeli nie my damy radę, daliśmy radę tyle razy.
No, takie łudy.
Czy jesteś w stanie założyć, że energia się będzie zmieniała, że odbieranie tej osoby się będzie zmieniało?
No dzisiaj przez pryzmat naszego doświadczenia chyba i tu i tu musimy powiedzieć, że...
No już oczywiście nie będę teraz scenariuszy nieprawdziwych mówił, tylko że wszystko się zmienia i się będzie zmieniać.
I twój odbiór tej drugiej osoby, twój odbiór wspólniku X do wspólnika Y będzie się zmieniał.
No to pozostaje nam tylko ostatnia rzecz.
Myślałem, że powiesz w małżeństwie.
Nie no, żartuję oczywiście.
Natomiast jeżeli chodzi o sprawę seksu w małżeństwie, to słucham ciebie, co tutaj byś... No musi być zgodnie z prawem... Z prawem?
Małżeństwo to są te trzy więzi, o których mówiliśmy, tak?
Emocjonalna, gospodarcza i fizyczna.
Fizyczna to jest właśnie seks.
No ale teraz nie ma, to znaczy, jak są definiowane te okresy częstotliwości?
Niestety.
Aaa, widzisz, i to wszystko było przewidziane, kodeks rodzinny, rodzina największa tam, no i niezdefiniowanie najważniejszej rzeczy, jedną z trzech kluczowych.
Proszę cię, a jedź ty.
Ale teraz seks ze wspólnikiem, no to ja jednak założyłem sobie na swoim diagramie do tej, który ręcznie wypisałem, że seksu tam nie ma.
I doszedłem do wniosku, że to jest jedyna rzecz, która różni te dwie relacje.
I dlatego chciałbym powrócić do naszej rozmowy z czasów, nie z czasów małżeństwa, tylko z czasów podcastu o małżeństwie, kiedy mówiliśmy, że zacznij tą trudną rozmowę przed małżeństwem, to co ty powiedziałeś, że jeżeli nie jesteś w stanie teraz o tym rozmawiać, to co będzie później.
I tutaj przemawia przez nas taka mądrość życiowa.
Spatrzę w swoje oczy i widzę czystą mądrość.
Bo wniosek z tego odcinka naszego podcastu a propos spółek jest jeden, czyli chcesz mieć biznes z przyjacielem, czy z przyjacielwem.
Pieprzyć spółki.
Ostatnie odcinki
-
Dyscyplina - własna, zespołowa, firmowa.
18.02.2026 00:00
-
Mobbing - kultura strachu w wersji premium.
04.02.2026 00:00
-
Savoir vivre w biznesie.
21.01.2026 00:00
-
Sukcesja - Jak przekazać firmę i nie zrujnować ...
07.01.2026 00:00
-
Sukcesja - Jak przekazać firmę i nie zrujnować ...
06.01.2026 08:10
-
Poradnik dla przeszłych, przyszłych i obecnych ...
24.12.2025 00:00
-
Zapowiedź odcinka #4: Poradnik dla członków zar...
22.12.2025 12:46
-
AAAA Biznes kupię, tylko poważne oferty.
10.12.2025 00:00
-
Kiedy wchodzisz w biznes z przyjacielem i wycho...
26.11.2025 04:00
-
Zapowiedź odcinka #2
23.11.2025 12:44