Mentionsy

Ale akcja!
Ale akcja!
20.02.2026 05:00

„Wichrowe Wzgórza”. Eros, Tanatos i fanfiki z Karoliną Sulej

„Wichrowe Wzgórza” w reżyserii Emerald Fennell podzieliły publiczność. Gościnią Michała Sikorskiego i Anny Tatarskiej jest antropolożka mody, badaczka kultury i dziennikarka Karolina Sulej, która opowie o tym, czy książka Emily Brontë była w swoich czasach pulp fiction, dlaczego konwencja to podstawa i jak wielka jest moc romantyczności. Podyskutujemy też o wybrakowanym dyskursie miłosnym oraz o nieoczywistych związkach losów Cathy i Heathcliffa z aktami Epsteina i „Gorącą rywalizacją”.

Podcastu „Ale akcja!” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz oglądać na YouTube.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 27 wyników dla "Fennell"

Została przetłumaczona na ekran przez Emerald Fennell, która jest jedną z bardziej charakterystycznych, osobnych, świadomych popkulturowo i takich wizjonerskich twórczyń współczesnego kina.

Potem było Sotheburn, które myślę utrwaliło ten wizerunek Fennell właśnie jako takiej wizjonerki, która kreuje mikroświat, który jest pełen intertekstualnych nawiązań, która bardzo niesamowicie potrafi wizualnie opowiadać właśnie o pożądaniu, o zmysłowości, o seksie, ale też mieszać Erosa z Tanatosem.

Oczywiście ze względu na Emerald Fennell, która za tym stoi, ze względu na obsadę, bo Margo robi, która również ten film produkuje, podkreślmy to.

Ja myślę cały czas o tym, że Emerald Fennell w wywiadach mówiła wiele rzeczy, ale mówiła też, że ona chciała zrobić taki film, na którym widzowie będą krzyczeć, będą płakać, który będzie takim doświadczeniem fizycznym, fizjologicznym.

Bardzo akurat ten zabieg, który wykonała Emerald Fennell na Nelly mi się spodobał, ponieważ w książce to jest zaznaczone, że są różne rodzaje okrucieństwa i że okrucieństwem też jest niepowiedzenie czegoś, narzucanie innym swojej moralności, bo w książce Nelly jest szalenie taka powiedziałabym skoncentrowana na wartościach chrześcijańskich, na tym co wypada, co nie wypada i to co robi Catherine generalnie ją gorszy.

Światem, które sobie wymyśliła Emerald Fennell.

Susan Sontag byłaby dumna z Emerald Fennell.

Emerald Fennell spełniła chyba wszystkie absolutnie konieczne warunki do tego, żeby zrobić dobry kamp, co nie znaczy, że ten kamp nie wywołuje emocji, bo dobry kamp nie jest tylko widowiskiem do podziwiania, nie jest pusty w środku.

Więc wydaje mi się, że Emerald Fennell jest z duchu tego kina w ogóle, które uważa, że takie środki niekoniecznie skazują film na pustotę.

Emerald Fennell zrobiła też taką listę filmów do obejrzenia przed obejrzeniem Wichrowych Wzgórz.

Więc wydaje mi się, że tutaj również Emerald Fennell naprawdę się świetnie spisała, bo właściwie ten film jest, no też myślę, że Jung byłby z niej szalenie dumny.

Dlatego też przywołałam tego nocnego portiera, bo wydaje mi się, że Emerald Fennell bardzo świadomie używa nie języka przemocy, tylko języka BDSM, o którym też pisała Susan Sontag, więc bardzo czuję tutaj połączenie z Emerald Fennell w swoim tekście o uroku munduru nazistowskiego i w ogóle tej estetyki.

Jacob Elordi liże wszystko, Emerald Fennell myślę, że zapłaciła dodatkową garzę jego językowi i nie, nie są to rzeczy, o których myślicie w tym momencie.

I że w pewnym sensie mam wrażenie, że Fennell wkłada te wszystkie takie stereotypy i wyobrażenia, które są głęboko patriarchalne w tę postać i wychodzi z tego coś takiego, i to było jakby to moje odczucie, bo wiem, że ludzie bardzo różne rzeczy czują na tym filmie, że mi było z tym wręcz niezręcznie.

Druga grupa rzeczywiście nie rozumie tego języka, którym się Emerald Fennell posługuje, o którym my tutaj rozmawiamy.

Mnie to bardzo martwi, muszę przyznać, bo na przykład wiele jakichś takich stron feministycznych, które znam, robi mega nagonkę właśnie na Emerald Fennell, że ona jest uprzywilejowaną po prostu babką z wyższej klasy, że się wychowała śpiąc na pieniądzach.

I dlatego jak ona mówi, i to jest wyjęte z kontekstu, bo tu mówiłaś o kontekście, my mówiliśmy o kontekście wielokrotnie w naszych poprzednich odcinkach, że ludzie dzisiaj nie interesują ich kontekst, że łapią cytaciki i robią z nich swoją własną historię i że Emerald Fennell powiedziała, że sobie nie wyobrażała Heathcliffa jako osoby niebiałej.

Emerald Fennell dokładnie powiedziała, że była ilustracja do książki, którą ona czytała jako czternastolatka.

Emerald Fennell po prostu mówi po francusku i wie, co to jest La Petite Morte, czy tam powiedz to z lepszym akcentem.

Eros w tym filmie jest bardzo ciekawy, bo też Fennell i zresztą Hit Et Rivaly również, geje hokeje, robią miejsce w popkulturze na romans.

Chciałabym jeszcze powiedzieć, że pewne wydawnictwo, które zajmuje się reedycją klasyki, która jest adaptowana na język kina, wypuściło nową wersję Wichrowych Wzgórz, na której okładkę wybierała Emerald Fennell i na tej okładce, która jest cała biała, jest tylko jedna rzecz, jest tylko jeden przedmiot.

I dlatego wydaje mi się, że tutaj chciała pokazać Emerald Fennell, że nadal żyjemy w systemie, który nas unieszczęśliwia, w tym patriarchacie czy kapitalizmie nadkonsumpcji.

I wydaje mi się, że ten film, to jest ciekawe jak to Fennell urządziła, że on jest podniecający jednocześnie, ale też jest bardzo konceptualny i bardzo podniecający nie w tym znaczeniu trzewiowym, tylko takim właśnie politycznym nawet wręcz, a na pewno zadaje ciekawe pytania społeczne, egzystencjalne dla mnie.

Jest to film, który zrobiła Emerald Fennell dla swojej wewnętrznej nastolatki, dlatego też musi być tak rysowany, bo tak właśnie sobie wyobrażamy romans, jak jeszcze nie wiemy jaki on jest, a jesteśmy już bardzo napalone i bardzo chcemy, żeby już nam się to przydarzyło wreszcie, to coś.

Ale mi się podoba też to, właśnie mówisz o tym, że wielosąsie ten film nie podoba, są zawiedzone, to właśnie ja uwielbiam sztukę, która wzbudza takie emocje i to jest super, że Fennell zrobiła taki fajny film, że właśnie powiedziała tak, jestem taka, ja będę mówić tak, a nie inaczej.

Graniczące z pewnością przekonanie, że sztuka właśnie jest albo obiektywnie dobra, albo zła, kiedy ona jest po prostu skrajnie indywidualna, a Fennell jest twórczynią, która jest po prostu bezkompromisowa i ma bardzo jasną wizję.

I nie potrzebuję powiedzieć, to jest najlepszy film tego roku, ale jestem cholernie szczęśliwa, że mamy w ogóle takie twórczynie, takie opowiadaczki jak Emerald Fennell z taką klarowną, bezkompromisową perspektywą, która de facto po prostu, znaczy ona jest pewnie na to zbyt elegancka, ale które po prostu pokazałyby ci w razie czego środkowy palec i powiedziałyby, mnie nie obchodzi.