261. Przystojny Dusiciel z Witebska
Zabieram Was dzisiaj w zupełnie inne rejony niż zazwyczaj, za wschodnią granicę, na Białoruś za czasów końcowych lat Związku Radzieckiego. Ostatnio rzadko się tam zapuszczam, żeby nie dokładać mimowolnie cegiełki do różnych oskarżeń rzucanych na ślepo w stronę obywateli Białorusi czy Ukrainy. Zbrodnia na tle seksualnym nie ma nacji, jest czysto ludzka, dokonana przez drapieżnika w ludzkiej skórze, którego pochodzenie nie ma znaczenia. Poznajcie Giennadija Michasiewicza i jego zbrodnie. Odcinek nie zawiera reklam.
Gienadij Modestowicz-Michasiewicz urodził się 7 kwietnia 1947 roku we wsi Ist w rejonie miorskim w obwodzie witebskim. W domu przeżywał dzień w dzień piekło. Ojciec, przemocowy alkoholik, weteran wojenny, wyżywał się na rodzinie, szczególnie na żonie. Gienadij był tego świadkiem. Jeszcze nie odreagowywał. Cichy, grzeczny chłopiec, nieco wycofany, był obiektem żartów i drwiny dziewcząt, które zwęszyły pozornie kruchą naturę dziecka. W rewanżu Giennadij rozwijał w sobie nienawiść do kobiet i niską samoocenę w kontaktach z nimi.
Dlatego pierwotnie rozważano rozbój, napaść seksualna miała nie być głównym motywem zbrodni. Jednak lokalny inspektor z Obwodowego Komitetu Wykonawczego w Witebsku, Borys Łaporewicz, słusznie uznał, że sytuacja wyglądała inaczej. Sprawca w jego opinii przede wszystkim kierowany był pobudkami seksualnymi. Niestety Łaporewicza usunięto z dochodzenia, a sprawę na razie nie rozwiązano. Znaleziono winnego. Mężczyzna o nazwisku Głuszakow został wytypowany na mordercę, postawiony przed sądem i skazany za zbrodnię Michasiewicza na 10 lat więzienia. Łaporewicz wiedział, że złapano nie tego, co trzeba,
Nic jednak nie mógł zrobić. Sprawy zabójstw, zwłaszcza na tle seksualnym, były polityczne. Klasyfikacja zbrodni wpływała na opinię publiczną, a co za tym idzie na wizerunek Związku Radzieckiego? Krainy szczęśliwości, w której nikt nie poluje na kobiety, żeby je gwałcić i zabijać, prawda? Od pierwszej zbrodni minęło kilka miesięcy, gdy Michasiewicz napadł kolejną dziewczynę wieczorem 29 października 1971 roku na przedmieściach Witebska. Zaopatrzony w sznur do suszenia bielizny, chciał udusić ofiarę. Dziewczyna walczyła o życia, wyrywała mu się i ugryzła go w rękę.
Przechodząca w pobliżu grupa uczniów usłyszała odgłosy walki i krzyki napadniętej. Włączyli latarkę i zaczęli szukać źródła przerażających dźwięków. Spłoszony Michasiewicz miał za dużo do stracenia, by dokończyć dzieła. Uciekł, porzucił także linę, na której były ślady jego krwi. W tym momencie w ręce milicji trafił dowód, dzięki któremu można było określić grupę krwi sprawcy. Badań DNA jeszcze wtedy nie przeprowadzano. Przeżył także świadek. Mimo to śledczy zawalili sprawę. Linę wyrzucono. Wydarzenie zlekceważono. Na pewno nikt nie chciał łączyć tego incydentu z zabójstwem Ludmiły.
Przecież osądzono i skazano już człowieka. Władza ludowa się nie myli. Niestety tamtego wieczoru Michasiewicz nie zrezygnował z morderstwa. W pobliżu wsi Ruba napadł, zgwałcił i zabił inną dziewczynę. Następnego dnia ujawniono jej złogi. W kolejnym roku zginęły następne dwie osoby. 15 kwietnia i 30 lipca 1972 roku niedaleko stacji kolejowej Łuczesa na przedmieściach Witebska. Kobieta, która rzekomo była świadkiem jednej z napaści, zeznała, że widziała w pobliżu trzech młodych mężczyzn z owczarkiem niemieckim.
Z tego powodu aresztowano Waleria Kowalowa, Nikołaja Janczynkę i Władimira Paszkiewicza. Wystarczyło, że spacerowali z psem wskazanej przez świadka rasy. Kobieta rozpoznała ich uwaga po pokazaniu jej zdjęcia ich psa. Prowadzący śledztwo, Michaił Żawnerowicz, groził im karą śmierci, jeśli nie przyznają się do popełnienia zbrodni. Kowalow i Janczenko przyznali się, Paszkiewicz nie zamierzał. Skazano ich za morderstwo. Znów ktoś inny poniósł konsekwencje za zbrodnię Michasiewicza. Nie była to wina mordercy, lecz systemu, który w imię obrony chorych i nierealnych idei był chroniony na wszelkie możliwe sposoby.
Wiadomo, że w 1975 roku w obwodzie połockim Michasiewicz zamordował następne dwie kobiety. 28 kwietnia 1976 roku zatrudniono go jako głównego mechanika w Państwowym Serwisie Pojazdów w gospodarstwie hodowlanym Dziwina w obwodzie połockim. Niedługo potem, w maju, ożenił się z młodą kobietą, która pracowała jako sprzedawczyni. Zamieszkali we wsi Soloniki. Z ręki Michasiewicza zginęło do 1980 roku sześć kolejnych ofiar. Czuł się bezkarny. Działał wciąż na tym samym terenie i pozostawał nieuchwytny.
W 1981 roku zabił trzy, w 1982 pięć, a w 1983 roku jedną. Miał już na krwawym koncie 22 ofiary. W 1984 roku zabił 12 kobiet. Kilku mężczyzn, którzy ponieśli karę za jego morderstwa, nie było jedynymi. Łącznie za kraty trafiło 14 osób, które obciążono zbrodniami Michasiewicza. Jeden z nich, Mikołaj Tereniał, skazany na śmierć, został rozstrzelany. Olega Adamowa skazano na długie 15 lat od siatki.
Jedna z ofiar zniknęła we wnętrzu Czerwonego Zaporożca. Widywano także podejrzanego w samochodzie pomocy technicznej. Sprawdzono ponad 200 tysięcy aut. Kontrolowano samochody i ich właścicieli. W akcji jako partyjny działacz brał udział sam najbardziej zainteresowany, czyli Michasiewicz. Dochodzenie obejmowało coraz większą społeczność. Grafolodzy z moskiewskiego KGB przeanalizowali 556 tysięcy odręcznych podpisów w dokumentach, w tym 70 tysięcy formularzy subskrybentów robotnika Witebskiego, by wytypować w końcu sprawcę. Sprawdzono także podpisy wszystkich absolwentów szkoły wyższej, do której chodził Michasiewicz z ostatnich 10 lat.
Niestety morderca otrzymał dyplom 11 lat wcześniej i nie objęły go na razie poszukiwania. Mimo to pętla wokół Michasiewicza zacieśniała się. 25 listopada 1985 roku, podczas rutynowej kontroli zaporożców, inspektor okręgowy Wydziału Spraw Wewnętrznych Obwodu Połockiego Odebrał od Michasiewicza odręczne zapiski. Wypisane ręką mordercy formularze trafiły do specjalistów, którzy dopasowali jego próbkę do dowodów w sprawie. Przede wszystkim jednak zauważyli, że autor pisma celowo próbował je zmienić. Dlatego poproszono o więcej dokumentów zapisanych przez Michasiewicza.
Był to strzał w dziesiątkę. 8 grudnia podjęto decyzję o zatrzymaniu mężczyzny, ale gdy przybyli wieczorem milicjanci do jego rodzinnego domu, Michasiewicza nie było. Następnego dnia okazało się, że w pracy zostawił informację, iż wziął urlop i leci na wakacje z rodziną. Nigdzie nie pojechał, nigdzie nie poleciał, chociaż spakował się i zdążył nabyć cztery bilety lotnicze do Odessy. Siedział u swojego szwagra w innej wsi, w Gorianach, w obwodzie połockim. Tam zastali go śledcze. Wyglądał zupełnie inaczej niż się spodziewali. Był przystojny, miał nienaganną sylwetkę, mógł się podobać kobietom.
W domu seryjnego zabójcy znaleziono wiele rzeczy należących do ofiar. Zbierał pamiątki, mordercze trofea. Michasiewicz twierdził, że jest niewinny, że został wrobiony w morderstwa. Opowiedział, że porwały go nieznane mu osoby i grożąc śmiercią kazały napisać list do redakcji, a potem notatkę na karteczce, stąd zbieżność jego charakteru pisma. Dopiero od 11 grudnia składał wyjaśnienia. Po przedstawieniu mu rzeczy zabranych ofiarom, znalezionych w jego domu, nie mógł dalej iść w zaparte i udawać niewinnego. Przesłuchania były wyczerpujące. Opisywał dokładnie, ze szczegółami, każdą ze zbrodni.
Śledztwo nie ograniczyło się tylko do przesłuchań podejrzanego. W ciągu roku wysłuchano 227 świadków, włączono 60 materiałów dowodowych. Całość śledztwa zamknęła się w 173 tomach akt. Ostatecznie postawiono Michasiewiczowi zarzuty 36 zabójstw i jednego usiłowania zabójstwa. Dla pewności został przebadany przez psychiatrów. Biegli z Instytutu Badawczego Psychiatrii Sądowej i Ogólnej w Witebsku. Nie zauważyli u niego żadnych śladów choroby psychicznej. Był w pełni poczytalny i odpowiedzialny za swoje czyny. Zdiagnozowano u niego psychopatię i zaburzenia preferencji seksualnych, w tym sadyzm seksualny.
Stanął przed sądem. Proces w Mińsku trwał od 14 kwietnia do 19 maja 1987 roku, dokładnie 16 lat po pierwszym zabójstwie. Fiodor Sawkin, przewodniczący Kolegium Sądowniczego ds. Karnych Sądu Najwyższego Związku Radzieckiego, ogłosił wyrok – kara śmierci. Skazany, zapytany o ostatnie słowo, nie kajał się, nie zabiegał o ułaskawienie. Tylko jego matka błagała Sąd Najwyższy Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej o łaskę. Jej pismo nie doczekało się odpowiedzi. 40-letni Michasiewicz został rozstrzelany w tym samym roku lub na początku kolejnego.
XIX wieku, Feliks Dzierżyński, a w dzisiejszych czasach działacz opozycyjny polskiej mniejszości na Białorusi Andrzej Poczobut. Przypomnę, że 14 osób doświadczyło tragedii z powodu zbrodni Michasiewicza, a właściwie z powodu błędów śledczych, poza samymi ofiarami i ich rodzinami. Jeden mężczyzna został stracony, drugi po 6 latach stracił wzrok i wyszedł na wolność, czterech innych dostało karę powyżej 10 lat więzienia. Za większością spreparowanych zarzutów Stał jeden człowiek – Michaił Kuźmicz-Żawnerowicz z białoruskiej prokuratury. Przez długi czas był nietykalny.
Po zatrzymaniu Michasiewicza, Żawnerowicz oraz około 200 innych pracowników białoruskiego MSW stanęło przed sądem. Jeden z nich popełnił samobójstwo. Żawnerowicz bronił się, że błędy wynikały z jego braku odpowiedniego wykształcenia i niezdolności do pracy jako śledczy. Niezwykłe wyznanie po kilkudziesięciu latach pracy w zawodzie. Zespół specjalistów z Moskwy nagle odkrył, że, cytuję, najlepszy śledczy republiki ma intelekt parobka z kołchozu, nie potrafi sklecić sensownego zdania i nie zna kodeksu karnego, którym posługiwał się przez dziesięciolecia na co dzień. Tylko jeden prokurator, Walerij Soroko, szef grupy w sprawie niesłusznie skazanego Olega Adamowa, został skazany.
Każdy rok więzienia policzono mu jako trzy lata pracy. Dostał jeszcze inne świadczenia mające mu ułatwić powrót do życia na wolności. Kowalow nigdy nie miał pretensji do Michasiewicza, bo to nie on sfabrykował śledztwo i to nie on wsadził go do więzienia za swoje winy. Wiele razy Wam powtarzałam, że sprawiedliwość czasem chodzi bardzo krętą drogą. Zbrodnia i kara nie są zero-jedynkowe. Za czyjąś zbrodnię ktoś innym może ponieść karę, a tym samym krąg winnych tylko się poszerza. Sprawa Tomasza Komendy oraz wielu innych rzekomych sprawców w dzisiejszym świecie dowodzi, że organy ścigania bywają ślepe, nieudolne, przekupne albo zwyczajnie pracują tylko na wynik.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróż do Białorusi w latach 80. XX wieku, opis zbrodni seksualnych i sytuacji politycznej.
Opis pierwszego morderstwa Gienadija Modestowicza-Michasiewicza.
Opis systemu i polityki Związku Radzieckiego, które prowadziły do błędnego śledztwa.
Opis kolejnych zbrodni i próby śledztwa, które prowadziły do fałszerstw i manipulacji dowodów.
Opis ostatniego śledztwa prowadzonego przez Mieczysława Hryba i Nikołaja Ignatowicza.
Opis zakończenia śledztwa, osądu i konsekwencji dla ofiar i sprawców.
Zapraszam Was na szalone, komediowe, burleskowe show
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Zapraszam Was na szalone, komediowe, burleskowe show"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zabieram Was dzisiaj w zupełnie inne rejony niż zazwyczaj, za wschodnią granicę, na Białoruś za czasów końcowych lat Związku Radzieckiego. Ostatnio rzadko się tam zapuszczam, żeby nie dokładać mimowolnie cegiełki do różnych oskarżeń rzucanych na ślepo w stronę obywateli Białorusi czy Ukrainy. Zbrodnia na tle seksualnym nie ma nacji, jest czysto ludzka, dokonana przez drapieżnika w ludzkiej skórze, którego pochodzenie nie ma znaczenia.
Poznajcie Giennadija Michasiewicza i jego zbrodnie.
Odcinek nie zawiera reklam.