Wysypisko. Oczyszczanie środowiska
Dziś oczyszczający odcinek „wysypiska” A to dlatego, że poruszamy m.in. temat oczyszczania ścieków, rzek i organizmów. W audycji zajrzymy także do zagrody nawiększego zwierzęcia żyjącego w Polsce. Sprawdzimy czy aby na pewno wszystkie trawniki należy kosić i powiemy dlaczego Australijczycy przegrali w sądzie pozew związany ze zmianą klimatu.
Doktor habilitowana Urszula Guzik, profesor doktor Anna Dzionek, doktor Agnieszka Nowak i profesor Danuta Wojcieszyńska. Substancja ma pomóc w usuwaniu z wód farmaceutyków z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych oraz tzw. związków fenolowych. Głównym elementem preparatu jest naturalny nośnik mikroorganizmów gąbczak walcowaty. To roślina z rodziny dyniowatych, znana dotąd głównie jako surowiec do produkcji biodegradowalnych gąbek. Jak wykazały badaczki, struktura owoców tej rośliny doskonale nadaje się do wspomagania pracy bakterii odpowiedzialnych za biodegradację szkodliwych związków. Owoce gąbczaka zbudowane są z celulozy, która idealnie współgra z bakteriami.
Jako dobrze rozpuszczona cząsteczka ona niekoniecznie się gdzieś tam zatrzyma w oczyszczalni, trafia do wody. Zdarzało się już nawet odkryć stężenie takich niesteroidowych leków przeciwzapalnych w stężeniu podobnym do takiego stężenia, jak jest w krwi człowieka, który przyjął tabletkę. Ojej, dobrze pamiętam, w Renie, w Dunaju i gdzieś w Indiach wykryto tak wysokie stężenie. A z czym się to wiąże? No, długotrwałe narażenie na choćby niskie stężenia leków prowadzić może do rozmaitych problemów, w tym m.in. do zaburzeń endokrynologicznych i lekooporności. W skrajnych przypadkach może mieć nawet toksyczny wpływ na organizm człowieka. Nie należy też lekceważyć faktu, że farmaceutyki w wodzie są dużym zagrożeniem dla środowiska i żyjących w nim zwierząt.
A jak się Państwo domyślają, potem my te rośliny i zwierzęta zjadamy, no i koło toksyn się zamyka. A czy wiedzą Państwo, że wrzucając do toalety wacik ze zmywaczem do paznokci albo wylewając przeterminowany syrop przeciwkaszlowy fundujemy konsumentom i sobie też niebezpieczeństwo, że związki chemiczne nawet po przefiltrowaniu w tej wodzie zostaną? Na czym polega praca hydrogeologów przy badaniu zanieczyszczeń wód gruntowych i pitnych? Część związków jest oczyszczanych, czasami nawet w 100% w takich oczyszczalniach konwencjonalnych czy innych, ale niestety wiele z nich w całości przechodzi albo w większej części przechodzi przez ścieki, dostają się do ścieków przez ścieki oczyszczone do rzek.
Tak naprawdę jak się ten obiekt zmienia, to wszystko zależy od regionu, nawet od konkretnego regionu Polski. Ktoś z Warszawy może powiedzieć, że nie brakuje nam wody, ale w innych gminach, w innych częściach Polski powiedzą, że poziom zwierciadła wody podziemnej tak obniżyło się, że niektóre studnia są osuszone, więc to wszystko zależy od regionu. Nie możemy generalizować, tylko każdy zajrzeć na swoje własne podwórko i jednak zacząć tę wodę oszczędzać. Tym bardziej, że zmienia się charakter przepływu tej wody, inaczej woda przepływa w rzekach, zmienia się zasilanie wód podziemnych, więc to są takie zmiany, które lokalnie wpływają na jakieś ograniczenie zasobów, a gdzieś indziej może być za dużo wody. A jak województwo śląskie się plasuje w tym momencie?
Audycja dobrze posegregowana. W Polsce z roku na rok zwiększa się populacja żubrów, informują leśnicy. Jeszcze kilka lat temu ten gatunek był nawet zagrożony wyginięciem. Żubr europejski to największe zwierzę w Polsce. Dziś każdy z dostępem do internetu może podglądać żubry z zagrody pokazowej żubrów nadleśnictwa Kobiór w Jankowicach. Kamery zainstalowano na dachu wiaty widokowej. A jaka jest historia żubrów w naszym regionie? Tę zna najlepiej nadleśniczy... Marian Pigal. Wszyscy kojarzą Śląsk z miejscem rozwoju, infrastrukturą, przemysłem, a tu mamy taki piękny rodzynek, taki piękny klejnot jak żubry. I nie Białowieża, nie Bieszczady, nie Białoruś, tylko właśnie tutaj Śląsk.
Śląsk, czyli co? Jankowice? Pszczyna? No właśnie, więc wracając do historii, w 1865 roku książę pszczyński Jan Hochberg XI zamienił z carem Aleksandrem II Za 20 jeleni dostał 4 żubry, jednego byka i 3 krowy. I te żubry przyjechały koleją na teren dzisiejszych murcek. Tam przez jakiś czas przebywały, różnie tam przebiegała ta hodowla, były początkowo problemy, ale ostatecznie po kilku latach trafiły do Jankowic. I tam od wielu, wielu lat ta hodowla jest prowadzona na terenie dzisiejszego rezerwatu Jankowice-Żubrowisko. Proszę powiedzieć, dlaczego książę zdecydował się na sprowadzenie żubrów? W XV, XVI, XVII wieku on miał różne problemy, bo rzeczywiście tych żubrów na naszym terenie, czy dawnych puszcz, jakie były na terenie dzisiejszej Polski, było dużo.
Później była eksploatacja, to były wyręby, to był rozwój rolnictwa, no i spowodowało, że tych lasów było coraz mniej, takich pierwotnych pusz, i w związku z tym też liczebność żubra się zmieniała. I żubr ostatecznie był traktowany jako zwierzę królewskie, no takie niezwykłe. I trzeba powiedzieć, że miał dużo szczęścia, bo wszyscy możni, władający sobie przypisywali za zaszczyt, żeby mieć na swojej hodowli, na swoim terenie, Hodując oczywiście zwierzynę, tą leśną, również żubry. No i tutaj w Pszczynie książe, czy cały ród Hochbergów miał bardzo dobre osiągnięcia w dziedzinie hodowli jeleni. To była hodowla, która była znana na całym świecie. A więc jak car tutaj przyjechał, był na terenie Pszczyny, to spodobały mu się te jelenie i zaproponował tą zamianę.
Po II wojnie światowej, mam tutaj na myśli, udało się odtworzyć liczebność populacji, ale w 1953, 1954 roku żubry... w Jankowicach przeżyły kryzys, wszystkie zginęły w skutek choroby pryszczycy. Czyli można powiedzieć, że jest to piękny gatunek, ale bardzo, bardzo wrażliwy. I te choroby odzwierzęce, takie jak właśnie pryszczyca, jak choroba błękitnego języka, typowe dla zwierząt hodowlanych, tych takich, można powiedzieć, rolniczych, one łatwo te choroby przejmują. A to wynika właśnie z tego, że... Doszło do niestety niekontrolowanej redukcji na początku XX wieku liczebności żubrów i później pochodzenie de facto jest od 12 osobników. Niektórzy naukowcy nawet dochodzą, że to rzeczywiście 7 sztuk dało początek wszystkim żubrom, które dzisiaj istnieją.
Nie było w ogóle tutaj żubrów. To skąd znalazły się znowu w Jankowicach? I to jest pytanie. Ponieważ i książe Pszczyński, i później następcy, już powiedzmy w nowej rzeczywistości gospodarczej politycznej, żubry miały szczęście na dobrych gospodarzy i opiekunów. I to wymagało nie tylko takiej pracy administracyjnej, tylko ludzie fascynaci, którzy poświęcali całe swoje życie żubrom, doprowadzili do szybkiego odtworzenia, bo tutaj było 19 sztuk w 1934 roku i udało się tą populację szybko rozbudować. No i jeżeli były tak zwany naturalny przychów, To wysyłano do innych ośrodków, czyli do Białowieży, praktycznie do tych ośrodków, do ogrodów zoologicznych i te żubry z Pszczyny jechały do różnych ośrodków i dzięki temu po kilku latach, jak ten problem pryszczycy się pojawił i... Tutaj w Jankowicach.
To jest wydanie na przykład z 2014 roku, najświeższe i tutaj w tej księdze rodowodowej żubrów są spisane wszystkie żubry, ich pochodzenie, kto był ojcem, kto był matką, gdzie się urodziły i gdzie dzisiaj przebywają. Także można powiedzieć, że tu mamy taką ewidencję, spis, dzięki którym możemy nawet dobierać do odpowiedniej hodowli odpowiednie osobniki, żeby ich pochodzenie nie było bliskie, żeby ten poziom inbredu nie wzrastał. Przyszłość populacji żubrów zależy od skoordynowanych działań różnych instytucji, takich jak Lasy Państwowe, Polskie Parki Narodowe czy naukowców z zakresu medycyny, weterynaryjnej i zoologii. Rozmawiał Marek Mierzwiak, a na drugą część tej ciekawej opowieści zapraszamy za tydzień.
Fale zmywają groby, niszczą wybrzeża. i zasalają żyzne gleby, czyniąc wiele terenów niezdatnymi do życia. Jan Olęcki, Polskie Radio. Australia, będąca jednym z największych eksporterów węgla, emituje stosunkowo niewiele gazów cieplarnianych w skali globalnej. Obecny lewicowy rząd Australii planuje redukcję emisji o 40% do 2030 roku i osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050. Spośród bogatych krajów To Włochy tracą najwięcej z powodu zmian klimatycznych i klęsk żywiołowych. Wyniki badań dotyczących ostatnich 30 lat opublikował Międzynarodowy Instytut Badań Gospodarczych. No ale wracajmy teraz z Rzymu na nasze podwórko i to ciągle koszone.
Wcześniej to koszenie odbywało się takie bardzo kompulsywne i w zasadzie czasami nawet zdarzało się, że co dwa tygodnie w niektórych miejscach było to koszenie. Koszenie wręcz do gołej ziemi i przy takiej suszy, jak mamy teraz, to bardzo niekorzystnie wpływało na trawniki. Natomiast kosić warto, tylko że trzeba robić to mądrze. Ja zachęcam do tego, żeby kosić mozaikowo, czyli część jakiejś większej powierzchni skosić, chociażby dlatego, żeby osoby, które mają psy, czy chcieliby, mówi się na to kocykowanie, czyli kocykować. położyć się gdzieś, nie wiem, zagrać z dzieckiem w badmintona albo w cokolwiek innego. W wysokiej trawie jednak jest to niemożliwe, więc też trzeba patrzeć i myśleć o tych kwestiach takich bardziej praktycznych, ale też warto część trawnika zostawić nieskłoszony nawet przez cały rok.
Więc no odpowiedź jest dość długa na krótkie pytanie. No właśnie kosić warto, ale w taki sposób zrównoważony, rozsądny. Nie podoba mi się to, że samorządy właśnie albo koszą właśnie tak całe połacie wszystkich terenów naraz, albo zostawiają jakieś fragmenty na przykład przy skrzyżowaniach, przy przejściach dla pieszych, gdzie w zasadzie to jest też kwestia bezpieczeństwa. I warto też kosząc pamiętać o tym, że chociażby same motyle są bardzo wrażliwe na koszenie i większość motyli, myślę tutaj o motylach dziennych jak i nocnych, ich cykl rozwojowy to jest w zasadzie cały jeden rok. Więc jeśli skosimy za wcześnie, to motyl, który złożył jaja i pojawiły się jego gąsienice gdzieś tam na roślinach, te gąsienice zostaną zabite, więc w tym momencie też powodujemy to, że tych motyl jest coraz mniej.
No właśnie o te motyle też chciałam zapytać, bo szczerze powiem, o tej porze roku tych motyli, jak byłam dzieckiem i byłam, no nie wiem, nastolatką i przyjeżdżałam do babci w Katowicach, chodziłyśmy do Parku Śląskiego, to było multum. Teraz może widziałam jednego bielinka, jednego cytrynka i tak naprawdę zastanawiam się po pierwsze, gdzie są motyle i gdzie są świetliki. No niestety te grupy owadów, o które pytasz są bardzo wrażliwe właśnie na koszenie, bardzo są wrażliwe też na środki chemiczne. One są w zasadzie wciąż stosowane w miastach. Przede wszystkim brakuje siedlisk i myślenia tak naprawdę o tych organizmach. No co prawda coraz więcej powstaje jakichś skwerków, parków, tylko że co z tego, skoro na tych skwerkach, parkach sadzimy głównie gatunki obce, sadzimy głównie gatunki jakieś ozdobne, a tutaj w ogóle się nie myśli o tym, że motyle potrzebują roślin żywicielskich i to nie tylko roślin żywicielskich dla postaci dorosłej, czyli właśnie dla tych, które najczęściej obserwujemy dla tych latających.
ale dla gąsienic, czyli muszą być to rośliny, które te gąsienice po prostu będą zjadać, a najczęściej są to po prostu zwykłe chwasty, chociażby takie jak podagrycznik czy pokrzywa. Wiele motyli też jest związanych z tak zwanymi chwastami, mówię tutaj w kontekście drzew, bo są takie motyle, które żerują i na topoli i na wierzbie. a tak naprawdę coraz mniej tych gatunków się sadzi kosztem, jakby no zamiast tego się sadzi te gatunki obce jakieś, nawet czasami inwazyjne. Zagrożone wyginięciem chomiki europejskie urodziły się w poznańskim zoo.
Dzięki wypożyczaniu pand Chiny pokazują, że są regionalnym liderem, dodaje gazeta. Japonia ma nadzieję na uzyskanie jednego lub dwóch zagrożonych wyginięciem zwierząt. W tym tygodniu ekspo w Osace odwiedzić ma wicepremier Chin Li Feng i podczas tej wizyty przedstawiciele japońskiej partii rządzącej mają oficjalnie poprosić o wypożyczenie pandy, która pomoże załagodzić napięcia w relacjach dwustronnych. Pandy stały się tematem debaty publicznej w Japonii po tym, jak w czerwcu cztery zostały zwrócone Chinom. W Japonii zapanował smutek, pisze hongkoński dziennik. Dwie pozostałe mają zaś udać się w podróż powrotną do ojczyzny w lutym. Pandy są wypożyczane innym krajom, a w przypadku ich śmierci poza granicami Chin ogrody zoologiczne zobowiązane są do zwrotu ich szczątków. Tomasz Sajewicz, Polskie Radio, Kuala Lumpur.
Mieszkańcy Katowic mogą otrzymać dofinansowanie na zakup i montaż zbiorników na deszczówkę. W ten sposób miasto wspiera działania na rzecz adaptacji do zmian klimatu. Jak mówi Michał Mendela z katowickiego ratusza, projekt adresowany jest tym razem do właścicieli czy najemców domków jednorodzinnych. Zbiornik powinien mieć pojemność nie mniejszą niż 2000 litrów. Zazwyczaj są to zbiorniki typu Mauser, a cała instalacja przeważnie wkopywana jest w ziemię. Można otrzymać do 80% kosztów inwestycji, maksymalnie 5000 zł. Nabór wniosków trwa do 30 września. W Siewierzu Jeziornej powstaje nowa zielona przestrzeń. Mieszkańcy osiedla mogą już cieszyć się pierwszymi efektami projektu Motyli Raj, czyli miniaturowego parku motyli.
Jak mówi Sebastian Pypłacz, organizator projektu, to okazja do poznania miasta z innej perspektywy i celebracja miejskiego życia poza głównymi szlakami. Tu chodzi o pochwałę poszwędania się, odkrywania chaszczy i zapomnianych dzielnic. Na trasie takich rowerowych wypraw są Murcki, Nikiszowiec i Centrum Katowic. No i to tyle na dziś. Za tydzień kolejne spotkanie na wysypisku dźwięków dobrze posegregowanych. Do usłyszenia. Audycję dofinansowaną ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Za treści przedstawione w audycji dofinansowanej ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach odpowiedzialność ponosi redakcja.
Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.