Bałtycki Morski niedźwiedź
"Niedźwiedź morski" znowu atakuje „Bałtyk posiada także często swoją własną pogodę, która z pogodą lądową nie ma związku; czasami jednakże tylko rzadko, występuje podwodna burza". Takie podwodne "wzburzenie" Bałtyku w Mrzeżynie opisał w 1757 r. Brueggemann. Kronikarz twierdził, że tego dnia nic nie zapowiadało nadejście wielkiej fali. Morze było spokojne, świeciło słońce, grzechem byłoby narzekać na taką pogodę. Z głębin dało się za to usłyszeć coraz głośniejsze pomrukiwanie, które przypominało dźwięki wydawane przez niedźwiedzia. Wzdłuż pomorskich brzegów morskich było słychać toczący się grzmot, a na ląd wyrzucane są nieżywe lub na wpół żywe ryby morskie i przybrzeżne. Żeglujący mieszkańcy wybrzeża nazywają to znane im zjawisko „Niedźwiedź Morski”. Tak było np. 3 kwietnia 1757 r. około południa przy spokojnej i jasnej pogodzie, brzeg Bałtyku koło Trzebiatowa nad Regą stał się nagle tak wzburzony, że wysokie fale zerwały duży prom zacumowany w porcie i przeniosły daleko na ląd pisał Brueggemann Fala mogła mieć nawet 3 metry. Według przekazów kronikarza pojawiła się trzy razy i nagle zniknęła. Czy głośne pomrukiwanie było odgłosem potwora z głębin? Z pewnością nie. ..
Sad mnichów został zniszczony, a ich piwo i wino zepsute tak, że nikt nie chciał ich pić. W ogrodach pod miastem po spłynięciu wody znaleziono wiele ryb, a kapusta dostała od słonej wody słonawego posmaku. Taka relacja zakonnika Wydnieje w kolonikach krasztornych. Straty nie ominęły także sąsiednich miejscowości. W Żukowie Morskim utonęło kilka osób. Woda zalała okoliczne spichlerze, przewróciła wiatrak we wsi Krupy. Jak pisał zakonnik, runęło również przed bramę Bramy Wieprzańskiej. W kościele pleban i burmistrz, ogarnięci wielkim strachem, ślubowali każdego roku w owym dniu świętować po uroczystym nabożeństwie i ku chwale Boga, Najświętszej Maryi i wszystkich świętych, przejść z procesją wokół miasta, przy czym rada miała nieść ufundowaną, piękną świecę woskową i rozdzierać jałmużnę.
Ten, pod względem bogactwa, porównuje gród do Konstantynopola. Zwraca uwagę, że prowadzone przez mieszkańców bramy wypełniały niespotykane towary. Z relacji kronikarza z Bremy wynika, że ziemie te zamieszkiwały najróżniejsze nacje, od Greków po Wenedów, Słowian i Sasów, a bramy grodu miały być otwarte dla każdego. Wielu badaczy próbowało ustalić, czy największy gród ówczesnej Europy istniał naprawdę, czy żyje tylko w opowieściach przechowywanych w kronikach oraz przekazywanych z dziada pradziada. Wyspa Wolin uznam rudem, a może jedna z okolicznych mielizn. Wskazywano kilka miejsc, w których mogłoby się znajdować zatopione miasto.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
"Niedźwiedź morski" znowu atakuje „Bałtyk posiada także często swoją własną pogodę, która z pogodą lądową nie ma związku; czasami jednakże tylko rzadko, występuje podwodna burza". Takie podwodne "wzburzenie" Bałtyku w Mrzeżynie opisał w 1757 r. Brueggemann. Kronikarz twierdził, że tego dnia nic nie zapowiadało nadejście wielkiej fali. Morze było spokojne, świeciło słońce, grzechem byłoby narzekać na taką pogodę. Z głębin dało się za to usłyszeć coraz głośniejsze pomrukiwanie, które przypominało dźwięki wydawane przez niedźwiedzia. Wzdłuż pomorskich brzegów morskich było słychać toczący się grzmot, a na ląd wyrzucane są nieżywe lub na wpół żywe ryby morskie i przybrzeżne. Żeglujący mieszkańcy wybrzeża nazywają to znane im zjawisko „Niedźwiedź Morski”. Tak było np. 3 kwietnia 1757 r. około południa przy spokojnej i jasnej pogodzie, brzeg Bałtyku koło Trzebiatowa nad Regą stał się nagle tak wzburzony, że wysokie fale zerwały duży prom zacumowany w porcie i przeniosły daleko na ląd pisał Brueggemann Fala mogła mieć nawet 3 metry. Według przekazów kronikarza pojawiła się trzy razy i nagle zniknęła. Czy głośne pomrukiwanie było odgłosem potwora z głębin? Z pewnością nie. ..