012 - Norbert "Fenix" Tymczak - Czy silna marka osobista chroni przed kryzysem?
Zapisz się do newslettera: ➡️ http://fitporady.damianwegner.pl/ Moja strona www: ➡️ http://damianwegner.pl Instagram: ➡️ http://instagram.com/damianwegnerr Norbert "Fenix" Tymczak ➡️ https://www.instagram.com/norbert_fenix/ Strona Norberta: ➡️ https://fenixteam.pl/ Spis treści (rozdziały): 0:00 - W dzisiejszym odcinku... 0:11 - Intro 00:17 - Kim jesteś i czym się zajmujesz? 03:02 - W jaki sposób zrodziła się myśl, żeby zostać trenerem? 05:56 - Czy kiedyś kurs na trenera był bardziej "prestiżowy"? 09:39 - Co się działo dalej, po kursie na trenera personalnego? 22:06 - Zgodzisz się ze mną, że trenerzy na siłowniach obecnie stoją i podpierają ścianę zamiast pomagać? 28:46 - Kiedy zaczęła się przygoda z byciem trenerem zawodników? 42:52 - Masz tak, że po kilku minutach rozmowy widzisz, czy ktoś ma odpowiednie podejście, żeby coś osiągnąć na zawodach? 46:13 - Zdarza Ci się "hamować" podopiecznych, którzy są nadmiernie zmotywowani w obawie, że się wypalą? 52:05 - Fenix Team to głównie kobiety. Dlaczego i jak to się stało? 01:05:04 - Twoje podejście do "Badania naukowe vs Biomechanika" 01:19:39 - Czego Polscy trenerzy mogliby się nauczyć od trenerów zza granicy? 01:29:55 - Dostrzegasz to, że zagraniczna scena fitness jest bardziej życzliwa i mniej toksyczna niż Polska? 01:37:18 - Jak na Twoją pracę wpłynął rok 2020 i Pandemia? 01:47:35 - Silna marka osobista receptą na kryzys? 01:59:16 - Zakończenie
Ja nazywam się Norbert Tymczak. Dużo osób może mnie kojarzyć po Phoenix Team jako Feniks. Czyli taki jakby nazwijmy to team zrzeszający zawodniczki, głównie zawodniczki z Polski, ale i ze świata, startujące w zawodach. Tym praktycznie zajmuję się, no w przyszłym roku dokładnie tak sobie starałem się przed podcastem przypomnieć, W przyszłym roku będzie dokładnie 20 lat, jak zacząłem się, że tak powiem, bawić. Bawić na początku można nazwać to zabawą, później stopniowo zaczęło to przeobrażać się bardziej w zawód i gdzieś tam w jedyną moje zajęcie, czyli w bycie trenerem.
Ale wiadomo, początki jak to początki, o początkach sobie też pewnie trochę porozmawiamy. Przy okazji jestem jeszcze czynnie startującym też zawodnikiem sportów cudowatkowych w kategorii Classic Physique. Od 2007 roku z niedużymi przerwami regularnie startowałem w zawodach różnych, także jakby gdzieś tam tym Tym sportem żyję i od strony zawodowej i od strony takiej sportowej, własnej pasji i tak dalej. Oprócz tego przez prawie 15 lat prowadziłem własną siłownię w Poznaniu. Od paru lat niestety nie prowadzę jej już, ale też są ku temu plany gdzieś tam zmierzające w jakiejś tam przyszłości.
Także też znam ten, znam dosyć myślę mogę powiedzieć dobrze tą branżę od tej strony też takiej No dobrze, to powiedz w jaki sposób w ogóle zrodziła się myśl, żeby być trenerem? Jak to się zaczęło? Jak to się zaczęło? No powiem tobie tak, no wydaje mi się, że jak u wielu osób gdzieś tam początek miał związek personalnie z samym sobą, czyli z tym, że gdzieś jako jeszcze małolata byłem niezadowolony ze swojej sylwetki, mimo że od dziecka uprawiałem różne sporty,
Wiadomo, to były późne lata 90., więc dostęp do wiedzy, nie ma się co oszukiwać, nie był nawet w małym procencie taki, jak jest obecnie. Gdzieś tam internet stopniowo raczkował, ale to było nawet, pamiętam, że jak zaczynałem, to nawet nie miałem internetu w domu, więc nawet nie było mowy o tym, żeby gdzieś stąd wiedzę pozyskiwać. Więc tylko gazety zostały tak naprawdę i wiedza przekazywana z ust do ust na lokalnej siłowni. Więc wiadomo jaki poziom tej wiedzy mógł być. Dużo się gdzieś tam uczyłem na własnych błędach. Stopniowo, stopniowo rozwijałem.
No i w pewnym momencie powstał pomysł, że nam tak na przełomie gdzieś Klasy pamiętam maturalnej, jakąś wizję miałem, że chcę iść na studia, już myślałem o AWF-ie, o wychowaniu fizycznym i gdzieś na przestrzeni tego pojawił się pomysł zrobienia sobie takich uprawnień instruktorskich, bo wtedy to były uprawnienia instruktorskie. Nie było właściwie chyba jeszcze pojęcia, trener personalny nie funkcjonowało, coś takiego chyba wydaje mi się przynajmniej na tym poziomie w branży. Przepraszam, że ci przerwę. Czy za tamtych czasów właśnie to było takie bardziej prestiżowe z perspektywy czasu, to oceniasz, niż na przykład teraz kurs na trenera personalnego?
Wiesz co, na pewno pod pewnymi względami tak, ponieważ Kurs, który ja wtedy odbywałem jako pierwszy, był organizowany przez TTKF Poznań i on trwał jakieś dobre pół roku. Tak, więc to już o czymś gdzieś tam świadczyło, że te zjazdy były co weekend, pełne dwa dni, prawda, teoria, praktyka, wykłady prowadzone przez osoby, które widać było, że w tej branży długo, długo siedzą. I o tyle, o ile wiadomo, dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że ta wiedza przekazywana wtedy jeszcze nie była kompletna, prawda, to cały czas idzie do przodu, cały czas to się rozwija, więc wtedy na tamtym poziomie, co wydawało nam się wiedzą zaawansowaną, dziś można by powiedzieć, że była to wiedza bardzo, bardzo początkująca.
Więc to było takie coś, że jak nie zdałeś, dobra, to mogłeś później poprawiać, trzeba było dopłacić, umówić się na jakiś termin, przygotować, jak w szkole, jak gdzieś na jakiś egzaminach na studiach albo coś w tym stylu. No i przede wszystkim ten papier był podstemplowany też przez ministra sportu. Gdzieś już jakby taką książeczkę człowiek dostawał fajną. Czułeś się jakby w pewnym stopniu, że masz ten załóżmy nazwijmy to ten zawód. Czyli rzeczywiście masz jakąś podkładkę, a nie tylko papierek, który można ewentualnie zawiesić na ścianie tam z podpisem dowolnej osoby prowadzącej.
Tylko tutaj jednak była ta pieczątka z Ministerstwa Sportu, DTKF Poznań i tak dalej i tak dalej i to gdzieś tam na pewno wpływało na jakąś wartość ogólną tych uprawnień. Oczywiście później robiłem też inne jakieś dodatkowe w międzyczasie na przestrzeni lat szkolenia Ale nigdy to już nie było nic, co bym mógł porównać do tego. To zawsze już było tylko takie na zasadzie no jeden, dwa zjazdy, jakieś spotkania, trochę teorii i tak naprawdę nawet na końcu nie ma żadnego egzaminu, ani nic z tych rzeczy, tylko po prostu mogłeś być, mogłeś nie być, dostajesz papier i
Kompletnych początków też inaczej wydaje mi się to wyglądało niż dzisiaj jak ktoś zaczyna. Dziś jak ktoś zaczyna przynajmniej z tego co ja obserwuję na siłowniach Jako ten nazwijmy to trener personalny no to od razu prawda no oczekuję nie wiadomo jakie ma wymagania kokosy zarabiać i najlepiej mieć 100 klientów i każdego kasować po 300 zł i taki że tak powiem takie podejście bardzo hurtowe do tematu i ogromne wymagania. Wiadomo, inny rynek jest dzisiaj, inny świat zupełnie też można powiedzieć. Na przestrzeni tych 15-20 lat wiele rzeczy się zmieniło, nie ma co ukrywać, jeżeli nie wszystko nawet.
Ale wtedy jakby to powiedzieć, ja mimo tego, że miałem ten papierek, Przecież nie chodziłem z nim przyklejonym na klatce piersiowej, tylko miałem to poczucie, że jestem niby tym instruktorem, niby wszyscy dookoła wiedzieli, że ja tam jestem tym instruktorem, ale i tak zdawałem sobie wewnętrznie sprawę z tego, że moja wiedza nadal jest na poziomie takim, że niektórym aż mi byłoby głupio doradzać. Bo przychodzili, prawda, wiesz, jak to na siłowniach osiedlowych przychodziły kabany wielkie jakieś i tak dalej, a tu taki tam ledwo zaczynający, no już parę lat tam trenowałem, ale wiadomo, nie były to jakieś po mnie spektakularne wyniki, nie było widać.
Trochę to tak z tego wynikało. To już większy szacunek i większy taki jakby respekt wzbudzał taki pan Teraz nie chcę skłamać, jak miał na imię, ale już nieważne. W każdym razie on tam, nie wiem, no starszej daty facet, który był trenerem jakiejś dyscypliny, chyba wtedy, no możliwe, że to była lekkoatletyka, czy coś w tym stylu. I on tam przychodził, wiadomo, jak to często lekkoatleci, ubrany w taki dres sportowy, błyszczący, prawda, kolorowy, adidas tam, czy coś, nie? Ale widać było po nim, że on ma tą sylwetkę taką, taki jest, taki żelasty, taki wiesz, taki wyrobiony, że tam są lata jakiegoś rodzaju treningu.
Czyli jakby lata pracy z ludźmi, już nieważne jaka dyscyplina, ale to tak jak na WF-ie mieliśmy zajęcia, prawda, kiedyś z jakimś tam praktykantem, co sobie przyszedł świeżo po AWF-ie, No to tam, no jakiś tam gostek przyszedł. A na przykład miałem, chyba to było w podstawówce jeszcze, czy może w liceum, nie wiem, takiego starszego faceta, prawda, który przychodził z gwizdkiem, wiesz, jak to, wysoki, taki też dryblas, nie, siwy już, ale to był taki wfista z krwi i kości, nie. No i potrafił sprawić młodych, nie. Tak, jego wszyscy się bali, więc był gdzieś ten respekt, bo to jest ten trener, bo to każdy widział, to jest facet, który już niejedno przerobił.
W mediach, bo wiadomo, media stały się częścią tego wszystkiego, w tych mediach społecznościowych i w ogóle, jednak powinien pamiętać, że największa jakby ta wiedza, największe osiągnięcia, jakie może mieć, przychodzą z czasem i jego praca też nabierze zupełnie innego wymiaru po pięciu latach pracy, po dziesięciu, po piętnastu i tak dalej. Wielu młodych, których teraz zaczyna, tak jakby od razu z bomby chcą zacząć spektakularnie, jak najszybciej się wybić, no bo wiadomo, taki jest rynek, trzeba się jakoś tam pokazać, trzeba się wybić.
Problematyczne trochę, gdzieś taki temat może rzeka dla niektórych, ale moim zdaniem warto mieć to na uwadze, szczególnie podopieczni powinni mieć to na uwadze, ci którzy szukają trenerów, jaki ten trener rzeczywiście ma to doświadczenie, dokładnie sprawdzić jego kwalifikacje. Krótka przerwa w podcaście, bo jest wielka prośba, żebyś dał dała suba na YouTubie i 5 gwiazdek na Spotify, bo najzwyczajniej w świecie wtedy ten podcast idzie do góry i mogę dotrzeć do większej ilości osób. Oprócz tego zajrzyj proszę na linki w opisie tego odcinka, bo tam są wszystkie linki do mojego profilu, do profilu mojego gościa. No i oczywiście zapis do darmowego newslettera, gdzie dzielę się co tydzień wiedzą z zakresu kształtowania sylwetki.
Nie ma określonego planu, według mnie, działania. To znaczy, jak masz pracę biurową, idziesz do biura, jesteś biurowym pracownikiem, idziesz na 8 godzin i masz założone zadania do wykonania. Masz zrobić to, to, to, albo masz jakieś spotkania, masz grafik i tak dalej. Jakby masz pewien schemat, który musisz wypełnić od A do Z. Ok, gdzieś znajdzie się chwila przerwy, wiadomo musi się znaleźć, żeby odpocząć chwilę, czy napić się, czy zjeść coś itd. Ale generalnie masz w miarę sztywny plan działania. Trenerzy często moim zdaniem robią tak, że przede wszystkim za dużo biorą sobie tych klientów na głowę.
To znaczy Ile jesteś w stanie przerobić efektywnie treningów z różnymi osobami, wiadomo, że każda osoba jest inna, każda inna osoba wymaga innej uwagi, indywidualnego podejścia i innej rozmowy czasami, no wszystko może być inne. Ile jesteś w stanie wziąć w ciągu dnia takich osób, tak żeby efektywnie się na nich skupić, żeby czerpać samemu z tego jakąś przyjemność, I żeby te osoby były również zadowolone z Twojego zaangażowania. Moim zdaniem, nie wiem, trzy, cztery osoby To jest moim zdaniem, no to jest max. Może są osoby, które potrafią więcej, ale nie twierdzę, nie będę generalizował.
Ale jeżeli ja mam, zdarzało się, chociaż teraz już praktycznie nie pracuję tak, ewentualnie pracuję w ten sposób, że przyjeżdżają do mnie konkretne osoby, konkretne zawodniczki, które prowadzę np. czy skonsultować się czy coś takiego i umawiam je sobie w ciągu tygodnia jakoś tam. Staram się to też zawsze rozbijać na kilka dni. Ale jakiś czas temu miałem niedawno, że akurat tak pasowało, że przyjechały cztery osoby w jeden dzień. To i tak zajęło mi to, łącznie z rozmową z nimi, z treningiem, z jakimś tam wstępem, ze wszystkim razem. Te cztery osoby zajęło mi od godziny 10 przed południem do godziny prawie 17.
A znam osoby, które by w tym czasie zmieściły siedem osób. Nie? Czyli jeszcze trzy więcej. I ja po tych czterech osobach, ponieważ byłem w to mocno zaangażowany, no nie miałem już sił. Proszę znać szczerze, nie miałem sił na to, żeby kogoś więcej przyjąć i efektywnie z nim zrobić trening, porozmawiać, zaangażować się w to i tak dalej. I później widzimy te przypadki, że Ktoś ćwiczy, robi coś, a trener siedzi, patrzy w komórkę i już nie jest kompletnie tym zainteresowany, nie ma na to weny, nie ma na to siły, jest wypruty psychicznie i fizycznie. Oczywiście są przypadki dużo gorsze, bo widziałem takich, co mieli pierwszy trening w ciągu dnia i od razu podchodzili tak do tematu, więc o takich ekstremalnych nie mówimy, bo takie osoby to w ogóle nie powinny się za ten zawód według mnie zabierać.
Bo jakby nie było, przede wszystkim jest to praca z ludźmi, a więc ty musisz, ty jesteś dla ludzi tak, to nie oni są dla ciebie, to ty jesteś dla nich. I to tak zawsze porównuję to z pracą na zawodach, kiedy są sędziowie i zawodnicy. To sędziowie są dla zawodników, a nie na odwrót. Nie? Bo jeżeli nie będzie zawodników na zawodach, no to praca sędziego traci sens. On nie ma po co przychodzić na zawody, tak? Więc tak samo jest tu. To ty jesteś dla Dla tych ludzi powinieneś być na ich, nie mówię na ich skinienie, ale do ich dyspozycji.
Po kilku tygodniach prawdopodobnie może się tym znudzić i zmieni trenera albo w ogóle zdecyduje, że to nie jest jego bajka i przestanie trenować. Więc moim zdaniem mniej. Mniejsza ilość, lepsza jakość. To zdecydowanie powinno być wyznacznikiem pracy takiego trenera. No, pełna zgoda, bo ja akurat mam takie doświadczenie, że ponad 6 lat prowadziłem treningi personalne i przyznam się szczerze, że też wpadłem w taki psychologiczny taśmociąg, dlatego też z tego zrezygnowałem, bo ani klient nie miał z tego zbyt dużo frajdy, ani ja nie spełniałem się, bo jako młody trener chciałem zmieniać ludzkie życia, ale przez ten taśmociąg tak naprawdę
I nic się nie zmieniało tak naprawdę, więc to w pełna zgoda z Tobą. Ale chciałbym jeszcze wrócić do linii czasu, o której gadaliśmy. Więc jeżeli zrobiłeś gdzieś tam ten cały kurs, to w którym momencie zaczęła się Twoja przygoda jako trener zawodników? Wiesz co, chwilę właściwie po tym jak otworzyłem swoją siłownię w Poznaniu, to nie była duża siłownia. Łącznie cały budynek ze wszystkim miał około 250 m2. Ale powiem szczerze, że miałem tam więcej sprzętu niż na jednym klubie fitness, więc każdy metr kwadratowy był wykorzystany w stu procentach, nic się nie marnowało.
Widziałem jakieś filmy kiedyś i to było takie miejsce, do których dużo osób się zjeżdżało i chciało potrenować. Dokładnie. Na początku to też, wiesz, to był grudzień 2003 roku, kiedy otwierałem, w ogóle dziwny miesiąc, żeby otwierać biznes, no ale tak jakoś tam wyszło. To też był taki moment, że tam, a ja osobiście w mediach społecznościowych nie istniałem, za bardzo nie było Czegoś takiego jak media, no okej, gdzieś coś tam chyba raczkowało, ale ja szczerze mówiąc nie zdawałem sobie z tego sprawy. Nasza klasa rządziła i to było wszystko. I powstał pomysł zrobienia oczywiście strony internetowej, które jak sobie teraz przypomnę to było żałosne, ale nieważne.
Strona wyglądała okropnie. Informowanie ludzi dookoła dziś, wrzucasz coś na Instagram, od razu wie parę tysięcy osób. A wtedy, żeby poinformować lokalną społeczność, że otwieram siłownię, to jeździłem z moim ojcem po osiedlu i rozklejałem plakaty. Więc coś, co dzisiaj zupełnie chyba w ogóle już nie istnieje jako forma reklamy, a przynajmniej nie tak się reklamuje biznes, albo roznoszenie ulotek po fryzjerach i piekarniach, cukierniach osiedlowych i tak dalej. Więc miało to swój urok oczywiście i dziś to z przyjemnością wspominam, ale początki nie były łatwe, bo
Powiem szczerze, to jeszcze były takie początki, że tak, klubów fitness jako takich za wiele nie było. W Poznaniu, jeżeli ja dobrze pamiętam, to były na ten moment dwa większe kluby, które były bardzo drogie i przeciętnego zjadacza chleba nie było na nie stać. Reszta to były osiedlowe siłownie, które dalej kojarzyły się, prawda, no wiadomo jak. I ciężko było, że tak powiem, się przebić z czymś, co miało trafić do przeciętnego, zwykłego człowieka, który chce sobie poprawić formę, zadbać itd., ale żeby go nie zniechęcić wizją właśnie, prawda, nie wiem, wytatuowanych z wielkimi karkami i łańcuchami na szyi, bo takie stereotypy krążyły.
Ja nie miałem pojęcia o crossficie i zacząłem po prostu wymyślać, kombinować coś w stylu takich zajęć dla grupki osób, po 5, po 7 osób, stacyjny trening. Gdzie oni wykonywali różne, prawda, różnego rodzaju ćwiczenia. Coś połączenie treningu crossfit, dziś bym to nazwał funkcjonalnym, prawda, i treningiem siłowym, wszystko razem, nie? No i to powiem szczerze, było fajnym trafieniem, bo dużo osób się w to wkręciło. Później jakiś czas po tym założyłem pierwszego Facebooka siłowni i te pierwsze zajęcia z tego tak zwanego crossfitu jeszcze mam tam gdzieś na starych zdjęciach.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zapisz się do newslettera: ➡️ http://fitporady.damianwegner.pl/
Moja strona www: ➡️ http://damianwegner.pl
Instagram: ➡️ http://instagram.com/damianwegnerr
Norbert "Fenix" Tymczak ➡️ https://www.instagram.com/norbert_fenix/
Strona Norberta: ➡️ https://fenixteam.pl/
Spis treści (rozdziały):
- W dzisiejszym odcinku...
- Intro - Kim jesteś i czym się zajmujesz?
- W jaki sposób zrodziła się myśl, żeby zostać trenerem?
- Czy kiedyś kurs na trenera był bardziej "prestiżowy"?
- Co się działo dalej, po kursie na trenera personalnego?
- Zgodzisz się ze mną, że trenerzy na siłowniach obecnie stoją i podpierają ścianę zamiast pomagać?
- Kiedy zaczęła się przygoda z byciem trenerem zawodników?
- Masz tak, że po kilku minutach rozmowy widzisz, czy ktoś ma odpowiednie podejście, żeby coś osiągnąć na zawodach?
- Zdarza Ci się "hamować" podopiecznych, którzy są nadmiernie zmotywowani w obawie, że się wypalą?
- Fenix Team to głównie kobiety. Dlaczego i jak to się stało?
- Twoje podejście do "Badania naukowe vs Biomechanika"
- Czego Polscy trenerzy mogliby się nauczyć od trenerów zza granicy?
- Dostrzegasz to, że zagraniczna scena fitness jest bardziej życzliwa i mniej toksyczna niż Polska?
- Jak na Twoją pracę wpłynął rok 2020 i Pandemia?
- Silna marka osobista receptą na kryzys?
- Zakończenie