Mentionsy Mentionsy
Tu mówi PISM
Tu mówi PISM

Jak Wielka Brytania radzi sobie z migracją

17.09.2025 ·30 min 32 s

Jednym z najważniejszych tematów obecnych w debacie publicznej w Wielkiej Brytanii jest migracja. Budzi ona polityczne emocje zarówno polityków jak i wyborców. Jak zmieniała się polityka brytyjskich władz na przestrzeni lat, co zmienił w możliwościach radzenia sobie z nielegalną migracją Brexit oraz jakie rozwiązania problemu proponuje obecny rząd? Na te pytania odpowiada Przemysław Biskup, a rozmowę prowadzi Tomasz Zając.Jak na przestrzeni lat kształtowała się migracja do Wielkiej Brytanii i jak wygląda ona teraz?Co zmienił Brexit?Jakie są nastroje społeczne Brytyjczyków w kontekście migracji?Jakie rozwiązania mające na celu zwalczenie nielegalnej migracji wprowadzały poprzednie rządyJakie rozwiązania proponuje rząd Keira Starmera?

To jest o tyle istotne, że na etapie, kiedy w Wielką Brytanii uderzył ten kryzys finansowy 2008-2011, to rozmowa o emigracji bardzo mocno zeszła na tematy również związane z wypieraniem Brytyjczyków z miejscowego rynku pracy, z negatywną presją płacową, a to z kolei bardzo mocno przełożyło się na debatę poprzedzającą Brexit czy to referendum brexitowe, gdzie emigracja już definitywnie była jednym z trzech największych tematów. No właśnie i chciałem cię od razu dopytać, bo na tej linii czasowej, którą nam pięknie tutaj zarysowałeś od II wojny światowej, jesteśmy teraz w momencie Brexitu i ja także pamiętam, że ta kwestia, że odzyskamy wreszcie kontrolę nad swoimi granicami, to był istotny temat, który jak rozumiem grał właśnie w trakcie tego referendum i chciałem przejść może od razu zapytać cię, jak ten Brexit wpłynął na to?

Czy rzeczywiście te kontrole w jakiś sposób udało się odzyskać i jak wygląda ocena może społeczeństwa brytyjskiego tych rozwiązań, które zostały przyjęte po Brexicie? Tu jest kilka wątków. Po pierwsze trzeba powiedzieć wyraźnie, że z punktu widzenia tych osób, które głosowały za Brexitem, na ogół te osoby uważały, że Wielkie Brytanie jest za wysoki poziom imigracji. jest silna korelacja między tymi dwoma poglądami. Jednym z ważnych argumentów w tej debacie Brexitowej za wyjściem z Unii Europejskiej było to, że po zniesieniu swobody przepływu osób w ramach Unii Europejskiej będzie można mówić o odzyskaniu przez Wielką Brytanię zdolności do kreowania sensownej, całościowej polityki imigracyjnej.

I zarówno podczas kampanii, jak i wczesne rządy epoki Brexitowej, Teresy May czy później Brisa Johnsona, One podkreślają bardzo, że nowy model powinien być wzorowany na systemie kanadyjskim czy australijskim, czyli systemie punktowym, gdzie dostaje się punkty za wiek, wykształcenie, zawód, znajomość języka angielskiego. Ogólnie dopasowanie, że tak powiem, profilu imigrantów do zapotrzebowania przede wszystkim społeczno-ekonomicznego w Wielkiej Brytanii. Kluczowe pytanie jest takie oczywiście, na ile te postulaty zostały spełnione. Jeżeli chodzi o kwestie ilościowe, to trzeba powiedzieć, że zdecydowanie się to rozjechało, dlatego że po pierwszym okresie pandemii w 2022, 2023, 2024 roku

Te liczby w stosunku do tego, co już, pamiętajmy, budziło duże zastrzeżenia, czyli tych mniej więcej 200-300 tys. osób rocznie, one podskoczyły co najmniej 2, jeśli nie 3 razy. W rekordowym roku 2023 to było 900 tys. osób. Czyli miasto, powiedzmy, wielkości Krakowa mniej więcej? przyjechało do Wielkiej Brytanii. Tak, legalnie. To jest bardzo ważne, legalnie. I tu można powiedzieć, że paradoksalnie Brexit umożliwił bardzo daleko idące otworzenie drzwi dla legalnej imigracji. To, co de facto budzi największy sprzeciw społeczny, to jest to, że w większości jest to imigracja pracowników o niskich kwalifikacjach, która wytwarza presję czasową. Natomiast to, co wyraźnie zapowiadano...

w ramach tego systemu punktowego, to miała być dokładna odwrotność, to znaczy przymknięcie drzwi pod względem ilościowym, a otworzenie pod względem jakościowym. Czyli nastawienie systemu na promocję kandydatów do imigracji, którzy mają wysokie kwalifikacje, zdolność do kreowania gospodarki brytyjskiej, ale też osobistych zarobków, w związku z tym zatrudniania Brytyjczyków, wnoszenia odpowiedniego wkładu do systemu podatkowego itd. I jeszcze, jeżeli mogę tylko, bo tutaj też powołam się na twój tekst, wydaje mi się, że ciekawa jest kwestia tego geograficznego kierunku, z którego pochodzi ta imigracja, ponieważ pisze, że przed Brexitem większość osób przyjezdnych pochodziła głównie z państw Unii Europejskiej, przede wszystkim Polski, Rumunii i Niemiec. Od 2020 zastąpiły ich osoby z Azji i Afryki, szczególnie z Indii, Nigerii i Pakistanu.

O kwestii tej spójności społecznej może będziemy jeszcze rozmawiali. Natomiast jak rozumiem też to, co powodowało ludźmi, którzy głosowali za Brexitem, to był pewnego rodzaju lęk przed tym, że zmieni się trochę skład tego społeczeństwa brytyjskiego. Abstrahuję od tego, na ile to jest w ogóle realistyczne. I na ile to jest w ogóle złe, że te społeczeństwa się mieszają, ale to jest zupełnie inny temat. Natomiast próbuję wejść w buty takiej osoby, która myśli sobie, że ja zagłosuję za wyjściem z Unią Europejską, żeby już nie przyjeżdżali do nas ci Polacy właśnie, czy nie wiem, czy Niemcy, którzy bądź co bądź jednak są kulturowo dużo bliżsi niż nagle, jak mówisz, nie wiem jaki jest procent tych 900 tysięcy osób, które przyjechały, ale właśnie to nie był Kraków, to nie były osoby z Polski. To nie były osoby z Monachium, tylko to były osoby z właśnie dużo dalszych rejonów geograficznych, co też wydaje mi się było zupełnie wbrew tym oczekiwaniom osób, które głosowały za Brexitem.

Tak, tak, absolutnie to było wbrew i trzeba uczciwie powiedzieć, że jakby rząd, który bezpośrednio przeprowadził Brexit, czyli rząd Borisa Johnsona, w praktyce polityki imigracyjnej zrobił dokładną odwrotność tego, co obiecywał własnym wyborcom w 2019 roku. I premier, który przejął po nim schedę, bo nie liczę Liz Truss, słynnej pani premier, której żywotność na tym urzędzie była krótsza niż sałaty w sklepie, tylko Rishi Sunak nie zdecydował się odwrócić tego trendu. To jest bardzo ważne. No i skutek był taki, że konserwatyści w 2019 roku pod Johnsonem z tymi zapowiedziami między innymi nowej polityki migracyjnej zdobyli jak na tamten moment rekordową większość parlamentarną i poparcie mierzone głosami.

Natomiast w wyborach kolejnych w 2024 roku, rok temu, zostali mówiąc mało dyplomatycznie, ale za to obrazowo totalnie zmasakrowani. I w tej chwili są partią, która po prostu słania się na nogach i jej poparcie z poziomu czterdziestu paru procent jest trwale na poziomie kilkunastu procent i nie są w stanie się przebić przez ten próg ponownie, przynajmniej próg dwudziestu procent. Więc można powiedzieć, że pod względem treści polityki Brexit jest totalnym zawodem dla tych osób, które go popierały, ale pod względem mechanizmów politycznych z drugiej strony udowodnił, że rządy brytyjskie mogą kreować taką politykę, jaką chcą suwerennie, niezależnie od Unii Europejskiej. No tak, tylko ona się okazała zupełnie odwrotna.

Poczekaj, ale to jest, więc tu mamy pewien bardzo interesujący paradoks. To znaczy widzimy, że Wielka Brytania może samodzielnie kreować politykę migracyjną i elita brytyjska wybrała treść tej polityki, która jest dokładnie przeciwstawna preferencjom przynajmniej elektoratu, który za tym wszystkim głosował. Natomiast jest jeszcze taki aspekt nielegalnej imigracji, o którym wspomniałeś, o którym się pytałeś. Tutaj Brexit bardzo silnie się zaznaczył. Dlatego, że w ramach Unii Europejskiej mamy system readmisji, to znaczy cofania osób o nieregulowanym statusie do pierwszego kraju, przez który przekroczyły wspólną granicę Unii Europejskiej. To reguluje między innymi konwencja dublińska. I mamy również taką zasadę, że jeśli część z tych osób chce złożyć wnioski azylowe, to składa właśnie w tym pierwszym państwie przekroczenie.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.