Katastrofa stulecia, czyli Modigliani i jego wystawa u Berthe Weill
Amedeo Modigliani słynie do dziś ze swojego zjawiskowego malarstwa, ale też jako "wzorzec" artysty przeklętego i ikoniczna postać paryskiej bohemy początku XX wieku.
Wystawa miała odbyć się w grudniu 1917 roku w nobliwej dziewiątej dzielnicy w Paryżu u wielkiej odkrywczyni nowych talentów, marszantki Berthe Weill. Namówił ją do tego marszant Modiglianiego, Polak Leopold Zborowski. Pewnie detchnął z ulgą, bo był to trzeci rok wielkiej wojny, a interes Szedł słabo. Nie, nie szedł słabo. Szedł katastrofalnie. Zborowski był w rozpaczy, bo mało kto miał głowę do kupowania obrazów w środku wojny, co w gruncie rzeczy jest zrozumiałe. Mijały miesiące i nic. Obrazy, rysunki i rzeźby gniły w magazynie, a Zborowski utrzymywał Modiglianiego przy życiu ze swoich własnych oszczędności. Płacił mu za malowanie, dawał na jedzenie, a nawet wynajął pracownię i modelki. Modi wszystko przepijał, a rodzina Zborowskiego żyła w coraz gorszych warunkach.
Nic dziwnego, że zimą 1917 roku Zborowski był zdesperowany. Wierzył, że wszystko zmieni wystawa poświęcona tylko Modiglianiemu. Że Paryż wtedy zobaczy, zachwyci się, tama pęknie, a pieniądze popłyną. W końcu udało mu się przekonać do wystawiania tych prac samą Berthe Weill. 3 grudnia przy Ritajbu miała odbyć się wystawa rysunków i obrazów Modiglianiego. Clou wystawy była seria dużych aktów leżących, wśród nich ten jeden, o którym Wam już wspominałem. To, co się wydarzyło dalej, Weill opisała w swojej autobiografii PAF prosto w oko. Otóż wystawa nie została jeszcze tak do końca oficjalnie otwarta, ale przez uchylone drzwi do galerii zaczęli wchodzić z ulicy różni ludzie, zaciekawieni tym co wisi, zwłaszcza zaciekawieni tym co znajduje się w oknie wystawowym, a tam właśnie był ten najmocniejszy akt autorstwa Modiego.
Te akty mają włosy. Potem się wyprężył i zagroził Weill konfiskatą wszystkich dział, jeżeli włochate plugastwa nie zostaną usunięte. Trzy minuty później Berthe zamknęła galerię i jedyna w historii wystawa Modiglianiego za jego życia nie dotrwała nawet do wernisażu. Zabawne, że na obrazie, który zamknął wystawę, poznał się tak dobrze były taksówkarz z Chin. Pewnie gdyby żyli w tym samym czasie, on zostałby marszandem Modiego. Do usłyszenia za tydzień w Trzeciej Stronie Obrazu.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.