EKRAN CAFE #5: HAMNET, CHCĘ WIĘCEJ, PATODUBBING, POWRÓT DO TEATRU
W nowym odcinku EKRAN CAFE Tomasz Raczek i Anna Świerczek recenzują film CHCĘ WIĘCEJ, omawiają problemy polskiego kina, dyskutują o patodubbingu na platformach streamingowych, recenzują film HAMNET i opowiadają o premierach w Nowym Teatrze i Teatrze Narodowym.
Na początku miesiąca i na końcu miesiąca. Pierwszy, który widzieliśmy, to był Dziki Kawulskiego, także mocno zaczęliśmy 2026 rok. W IMAX-ie. Nie, nie. No właśnie, nie w IMAX-ie. Tak, mieliśmy w IMAX-ie, a już się okazało, że nie grają w IMAX-ie. Ponieważ jak głosiły, głoszą nagłówki, przełom historii polskiego kina, nasz pierwszy polski film nagrany w formacie IMAX, Za dzikie pieniądze. Za dzikie pieniądze, ale nie było sensu w Ajmaksie, ponieważ Avatar był puszczany wtedy w salach Ajmaks w całej Polsce. I w Ajmaksie powiedzieli, że im się nie opłaca po prostu grać coś innego, szczególnie, że na dzikiego ludzie nie chodzą, a na Avatara chodzą. Więc zobaczyliśmy to w normalnej sali. Jest recenzja Tomka na kanale.
Więc wracając, Dziki, a film, który widzieliśmy ostatnio, o którym Tomek powiedział, po którym Tomek powiedział, że jest straumatyzowany, to film Chcę Więcej, Który jest obecnie wyświetlany w kinach z Julią Wieniawą i Maciejem Musiałowskim w rolach głównych. Jest to pełnometrażowy debiut reżyserski pana Damiana Matyjasika. Nie jestem pewna jak się czyta to nazwisko. Zobaczycie. Matyjasika, bo jest i Y i J potem. Pan Damian odpowiada i za scenariusz i za reżyserię. I tutaj jak głoszą nam na główki jest to historia oparta na faktach. Sensacyjna historia. która mówi nam prawdę o niebezpiecznym świecie cyberprzestępczości. I w filmie obserwujemy grupę przyjaciół, która decyduje się oszukiwać ludzi na blika.
Czyli powodować, że oni robią przekazy blikiem, takie szybkie w wyniku rozmowy telefonicznej, myśląc, że naprawiają problem, który miał miejsce w banku, a w rzeczywistości przelewają złodziejom te pieniądze. Potrzebuję pieniędzy. Dużo. Nawet jak je całuję, to się czuję gorszy. Wszystko zaczyna się i kończy od nieciekawych ludzi. Co to jest za świat, że albo masz 6 milionów, albo umierasz? Wiesz co to jest blik? Każdy w tych czasach może przelać sobie z konta na konto blikiem, tak? Robimy tylko małe kwoty.
Co się stało z tym talentem? No właśnie, nie tutaj oceniać ten talent Wieniawy, bo to tak bardzo zależy, moim zdaniem, od reżysera, bo ja cały czas miałam w głowie Macieja Musiałowskiego w Hejterze Jana Komasy, gdzie tam naprawdę pokazał, co potrafi. I to włosy czyste, intensywne. Natomiast nie ma śladu po tamtym Musiałowskim w tym filmie. O jakości aktorstwa Musiałowskiego. No tu jest słabi, ale tu jest piosenka za to. A jest, chcę więcej. W duecie, chcę więcej. I to też jest ciekawe, że taki duet stworzyli Musiałowski z Wieniawą. To jest już któraś piosenka, którą śpiewają razem. Tak, oni od lat współpracują, przyjaźnią się. I to akurat wyszło. Także najlepsza była w tym filmie piosenka, sukienka. Na premierze sukienka, tak, Wieniawy?
To nie jest fejk. Chociaż to też nie jest jakieś nowo, bo przy polskich produkcjach to się już zdarzało wiele razy, tylko teraz nas to tak uderzyło przy dwóch produkcjach z rzędu. To znaczy, na początku stycznia, gdy Tomek przygotowywał wideorecenzję filmu Dziki, weryfikowaliśmy oceny na Filmwebie. I zauważyliśmy, że pojawiło się tam dużo ocen typu 10 na 10, tak nagle. Oceny użytkowników, nie krytyków, bo są dwa rodzaje. Tak, społeczność, tak zwana karta społeczność, żeby, jak się okazuje, zawyżyć średnią filmu, bo co się dzieje, gdy film jest za nisko oceniany, prawdopodobnie nie po myśli twórców. No, pojawiają się te dziesiątki, które zostały utworzone w dniu premiery tego filmu lub kilka dni po i które mają oceniony dosłownie tylko ten jeden tytuł.
Dają najwyższe oceny 10 na 10 po to, żeby zrównoważyć fakt, że większość ocen to są 2 na 10, 3 na 10, 1 na 10. Tak i wtedy, a to było 9 stycznia, gdy to sprawdzałam, było ponad 20 takich ocen w wypadku Dzikiego. Natomiast jeśli chodzi o Chcę Więcej, byliśmy na premierze i gdy tylko pojawiła się możliwość dodania oceny na Filmwebie, to ja dodałam swoją ocenę i była ona jako pierwsza. I było to 2 na 10, jest to 2 na 10. Więc śledziłam kolejne opinie, byłam bardzo ciekawa. Jak ludzie po tej premierze zaczną pisać? Pojawiały się kolejne, podobne do mojej oceny i nagle bum, 10, 10, 10. I te dziesiątki są tak pięknie opisywane w taki sposób, to są takie słowa, które w zasadzie można byłoby do wielu innych produkcji też przypisać.
Wygląda to jak interwencja PR-owa, nie wiem czy agencji, czy znajomych i rodziny twórców, ale w każdym razie interwencja mająca na celu podniesienie średniej, żeby nie była tak niska, że zniechęcająca do pójścia do kina, no a w ten sposób jak się podciąga no i przynajmniej te 5 na 10, czyli 50-50, Jak jest poniżej 5 na 10, no to większość widzów, poza masochistami, którzy mówią chcę zobaczyć jakie to beznadziejne, ale taki zwykły widz mówi, że to sobie daruje w takim razie.
No więc to chyba jest tak traktowane, a mówimy o tym po to, żeby też za bardzo się nie przejmować tymi ocenami, które są pokazywane i za bardzo się na nie nie powoływać, bo one jak się okazuje nic nie znaczą. Po pierwsze... Tak, żeby się nie przejmować, a po drugie, co jest zgodne z naszym formatem, żeby weryfikować, że jeżeli już sugerujecie się średnią ocenę na tego typu portalach przed pójściem do kina, no to chociaż weryfikujmy te oceny, to jest bardzo łatwo sprawdzić, wystarczy kliknąć w ten profil. I na górze tego profilu wyświetla się informacja, jakiego dnia on został założony, od kiedy ten użytkownik jest na danym portalu, to raz. A dwa, od razu widać listę ocenionych produkcji. Więc to jest bardzo łatwe do zweryfikowania.
Tak zaczęliśmy rok w polskim kinie. Nie jest dobrze, wbrew temu co się tak siłowo trochę próbuje na ten temat mówić, czyli na temat sytuacji polskiego kina, jest zdecydowanie tendencja spadkowa w ciągu ostatnich... Lat, miesięcy, coraz mniej mamy filmów naprawdę wybitnych i takich, na które warto iść do kina. Czasem się zdarzają udane i mocne filmy jak powiedzmy Dom Dobry, czasem się zdarzają świetne komedie jak Teściowie 3, ale to są wyjątki. Natomiast jest coraz więcej, niestety bardzo dużo powstaje polskich filmów.
Po prostu mamy taśmę produkcyjną, gdzie te filmy, kolejne produkty są nam codziennie praktycznie wydawane. Ale jeżeli już mówimy o polskim kinie, jakieś takie polskie akcenty, to też mam jeszcze jeden temat w tym kontekście, który mnie jakoś tak ostatnio boli i mierdzi, ale nie tylko mnie, bo także i was. Jest dubbing. I ciebie też, jak widzę, jak czuję. A dlaczego nagle dubbing teraz? Dlatego, że dubbing zaczął nam się pojawiać w streamingu z znacznie większą częstotliwością niż kiedyś. I przy filmach takich dla dorosłych i przy filmach aktorskich, bo przyzwyczajeni byliśmy do dubbingu przy filmach animowanych, oczywiście skierowanych do młodszych widzów, ale jeśli idzie o dorosłych, to była rzadkość.
Tak. No i co się dzieje? Piszecie do Tomka, panie Tomku, panie Tomku, a słyszał pan dubbing do jednej bitwy po drugiej, tego się nie da słuchać. Ale ja myślę, że to co się dzieje teraz w Polsce, to już moglibyśmy nazwać patodubbingiem. To znaczy powstały studia zajmujące się dubbingiem, które są takie półprofesjonalne. I nawet kiedy zatrudniają aktorów z doświadczeniem i dobrych, to nie potrafią od nich egzekwować dobrej jakości. No właśnie, bo podkreślmy, że na przykład Leonardo DiCaprio w jednej bitwie po drugiej, no to polski głos to jest Piotr Polak. Mówiłem na przykład, co jest takie trochę dziwne, bo zastanawiam się, kto ogląda takie rzeczy z dubbingiem, jak na przykład jedna bitwa po drugiej, a ja tam zrobiłem DiCaprio. I rzeczywiście jest na to, są na to ludzie, klienci, w sensie jakby ktoś to będzie tak oglądał.
Bywamy. No właśnie, też bywaliśmy, bo złe polskie dubbingi były od lat, ale nie było ich tyle. Ale też zdarzały się wybitne. Ja tylko się przypomnę, powiem, bo już mało kto pamięta, że kiedyś istniało w ogóle pojęcie polskiej szkoły dubbingu. I to było takie pojęcie, wiesz, z gatunku polska szkoła filmowa. Czyli coś bardzo, bardzo dobrego. Królową, cesarzową tego polskiego dubbingu była Zofia Dybowska-Aleksandrowicz, która właściwie stworzyła taką jakościową formę polskiego dubbingu. W tych dubbingach występowali najwięksi polscy aktorzy. Starsi widzowie pamiętają, jak były dubbingowane seriale, takie jakościowe znowu seriale telewizyjne w rodzaju Saga Rodów Forsyte'ów albo Elżbieta Królowa Anglii.
Elżbieta Glenda Jackson grała w serialu, ale Aleksandra Śląska ją dubbingowała i trwały dyskusje, która lepiej gra. A powiedzmy Stanisław Brydygant, który genialnie dubbingował Klaudiusza z serialu Ja, Klaudiusz. Więc to były naprawdę wielkie osiągnięcia i one nam ustawiają skalę, skalę jakości. My na polskiej skali jakości dubbingu mamy wielkie osiągnięcia i dlatego mamy prawo stosować tę skalę. Nie mówić, że Polacy nie potrafią. Polacy potrafią, tylko muszą Chcieć i muszą to robić właściwe osoby, we właściwy sposób. I może być Zofia Dybowska-Aleksandrowicz i może być patodubbing, który jest taki, że ludzie krzyczą z rozpaczy, jak słyszą te głosy.
No wydaje mi się, że też ten patodubbing wynika obecnie z tego, że nie ma czasu i nie ma pieniędzy. Że jest coraz więcej tych zleceń, bo streaming, właśnie Netflix na przykład, zastępuje tego lektora tym dubbingiem. I co? I po prostu ta produkcja nie wyrabia. Trzeba to robić szybko i po taniości. No i właśnie powstają nam takie twory. Wiadomo też, tak jak powiedziałeś wcześniej, jesteśmy przyzwyczajeni my w Polsce jednak do tego lektora. Jeśli chodzi o PRL to wtedy paradoksalnie lektor był tańszy. No i dalej jest tańsza. No właśnie nie, właśnie nie. Dla platform streamingowych przynajmniej, bo po pierwsze AI nam się pięknie rozwija i już platformy streamingowe wprowadzają dubbing hybrydowy, będący połączeniem głosów wygenerowanych i jakichś tam ludzkich poprawek, czy przynajmniej mocno inwestują w testowanie tego typu rozwiązań.
I wypuszczają dubbing, który powoduje, że bolą uszy i że psuje to film, bo wielu widzów, w tym ja, czasem po prostu nie mogę tego oglądać. Ja też. To też kwestia tego, że moje uszy są przyzwyczajone do tego dubbingu w animacjach czy w kinie familijnym. I jak ja sobie włączam już powiedzmy tę jedną bitwę po drugiej, to tworzy mi się jakiś wielki dysonans. To wszystko co się dzieje na tym ekranie jakoś mi się tak infantylizuje, bo po prostu nagle mam wrażenie, że oglądam kinofamilinę, a ostatnio oglądałam ZNIKNIĘCIA, ZNIKNIĘCIA z dubbingiem. No nie polecam takiego doświadczenia. To już w ogóle ja po prostu nie wiedziałam, co się dzieje w moim mózgu.
Ale szczerze mówiąc, to my trochę chcemy, bo to cały czas podkreślam, to nie jest fejk. To się naprawdę dzieje, a mówimy o tym tak głośno i poważnie, bo mam nadzieję, że może jakaś dyskusja się wywiąże, może ktoś nam odpowie ze studiów dubbingowych albo z aktorów, którzy... W tym grają i trochę naświetli kulisy tej sytuacji, bo ja nie wierzę w to, żeby nikt z tych, co przy tym pracują, nie widział, jaki to jest efekt. Tak, to by było bardzo wartościowe. Liczę na taką odpowiedź. Bo nie ma przypadków w takich sytuacjach. Zawsze jest powód lub powody. Trzeba o tym mówić, tak jak o tym, dlaczego źle słychać dialogi w polskich filmach, mówione przez aktorów. To też nie jest przypadek, to też nie jest złudzenie.
Są różne powody, że tak się dzieje i im więcej szczegółów na ten temat się dowiadujemy, tym rozmowa jest ciekawsza i przede wszystkim bardziej konstruktywna. Można i więcej zrozumieć, dlaczego tak jest, i zastanowić się, co można zrobić, żeby polepszyć tę sytuację. A na pewno, jeśli jeszcze tu wchodzi sztuczna inteligencja na rynek dubbingowy, No to trzeba mieć to bardzo mocno pod kontrolą i trzeba wyraźnie nazywać rzeczy po imieniu. Na razie polski patodubbing, z którym mamy do czynienia coraz częściej, wymaga intensywnej uwagi. Piszcie, co wy uważacie na ten temat. Nawet jak nie jesteście właścicielami tajnych informacji na temat dubbingu, ale po prostu użytkownikami, po prostu oglądacie takie filmy czy seriale zdubbingowane, to napiszcie, co o tym sądzicie i także wskazujcie te filmy i seriale, które są źle dubbingowane, ale i te, które są dobrze.
Bo wtedy warto znowu zrobić jakąś, jakiś horyzont tutaj zarysować i nie wpakować wszystkich do jednego worka, tylko jednak umieć znaleźć w tej całej ofercie to co dobre i to co złe, no i trochę porozdzielać jedno od drugiego. No właśnie, więc w domu mamy patodubbing, w kinie mamy filmy, po których, jak to sam mi napisałeś i też powiedziałeś, wątpisz w to, po co w ogóle chodzić do kina i dlaczego takie filmy masz oglądać w kinie. Co sprawia, że ty, mam wrażenie, trochę się od tego kina oddalasz? Przede wszystkim sprawia to, czym się zajmuję w nocy, jak nie śpię.
W związku z tym tam są, jak wiemy, wielkie przejęcia, wielka niepewność, walka o to, żeby zachować filmy w kinie, bo za chwilę zostaną połknięte największe firmy produkcyjne, wytwórnie przez firmy internetowe, przez firmy streamingowe. Wobec tego jest taka walka pomiędzy kinami a streamingiem. Gdzie ma być przyszłość? Przyszłość oczywiście będzie w streamingu. Nie ma co do tego wątpliwości. I nie ma też co do tego wątpliwości, że kina zostaną, przetrwają, ale nie wszystkie. I nie grające każdego repertuaru. Więc to jest jedno. Ale druga rzecz jest taka, że to, co mamy w internecie...
Daje nam poczucie dotykania swojego czasu i daje nam możliwość zakotwiczenia prawdziwych emocji. Nie takich, wiesz, wymyślonych jak, może do tego przejdziemy, jak w Hamnecie na przykład, który bardzo w tym kontekście dla mnie jest czymś takim sztucznym i dziwnym. A ja tam oglądam relacje oczywiście z Minnesota i z Minneapolis, ale nie tylko, z całego świata. I z Rosji, i z Ukrainy, i z Iranu. Mówię teraz o politycznych rzeczach, ale nie tylko politycznych. Także jeśli coś się dzieje ciekawego w sztuce, W Japonii bardzo ciekawe, nowe propozycje estetyczne pojawiają się.
To jest za małość. Mam takie wrażenie, że... No, tylko że jeszcze tych koreańskich produkcji też to dotyka, przynajmniej tych najsłynniejszych reżyserów, o tym za chwilę może. A o tym właśnie za chwilę. Natomiast teraz mamy cały czas jakby takie sztuczne popychanie tej plastikowej zabaweczki, w której się skończyła bateryjka. I w związku z tym ona już sama nie jedzie, mówię o kinie zachodnim, tylko się tak zbierają ludzie i tak ją trochę popychają. To jest właśnie przykład Hamneta. Ale to już i tak jest pojazd, który nie jedzie. Ok. Czyli rozpada nam się to hollywoodzkie status quo? Moim zdaniem tak, znaczy ja go w ogóle już nie widzę. To jest po pozór, iluzja. Ciekawe, jak teraz o tym mówisz, to tak sobie pomyślałam o latach 60., że co, że potrzebujemy teraz jakiegoś swobodnego jeźdźca i nocnego kowboja.
I 68. roku. Tak. Nie, myślę, że to trochę będzie inaczej, po prostu ta nasza zachodnia kultura w ogóle jest w takiej sytuacji, ja trochę z Marcinem w Tomato o tym mówiłem, w takiej sytuacji jak byliśmy w końcu XIX wieku i kiedy była ta rewolucja, która całą sztukę Wielkie dzięki i do zobaczenia! Names mentioned in English.
Tymczasem one przy pomocy fałszu bawią się swoim fałszem. A nie chcą wyrazić prawdy, albo mówią taką uładzoną, taką rozcieńczoną prawdę. O, taką rozcieńczoną prawdę, jak właśnie ten film Hamnet, który ma dziewiątki i dziesiątki wśród wielu krytyków i widzów, którzy się strasznie z niego cieszą, a dla mnie to jest taki szprycer, to znaczy bardzo rozcieńczone wino szekspirowskie. Rozcieńczone koelio. Jeżeli zestawisz, wiesz, Shakespeare'a z koelio, no to w tym szprycerze Shakespeare jest winem, a koelio jest wodą. To jest bardzo ciekawe, czyli te toposy filmowe trochę nam się tak zdezabułowały. Ja też to widzę i zgodzę się z tym, że ta powtarzalność chyba tych wszystkich motywów, te same rozwiązania jakby
No, zdecydowanie. Tak, to jest świetne określenie z tym rozcieńczaniem. I sama się temu dziwię w wypadku tych wszystkich nazwisk, o których Bo wiesz co, to jest tak, jak oni odnoszą sukces i dostają propozycje kolejnych działań, ale przede wszystkim też dostają propozycje finansowania ich działań, więc muszą przygotować się, że powinni pójść na kompromisy, no bo wchodzą na taki teren, gdzie już nie o wszystkim będą decydować. I próbują oczywiście zawalczyć jak najbardziej o siebie, ale też muszą jednak wykonywać pewne ruchy zgodne Z zasadami panującymi na tym rynku. Mówię przede wszystkim o rynku takim międzynarodowym i amerykańskim i o pieniądzach stamtąd biorących się.
Ja mam takie wrażenie, że... Przebieg myślowy ich jest następujący. Dobrze, wezmę te pieniądze, zrobię to w koprodukcji albo współdziałając z tym czy tamtym, ale obronię siebie. Ale warunek jest taki, że ja zostaję sam, ze swoją wizją i że mi tu nikt nie wchodzi. Ale i zobaczę jak to wyjdzie i zgadzam się wejść do tego garnka, w którym wszystko się gotuje hollywoodzko, takiego światowego, filmowego. I teraz oni wskakują, wchodzą, tam się gotuje i nie wiedzą jednego, że w tym garnku
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W nowym odcinku EKRAN CAFE Tomasz Raczek i Anna Świerczek recenzują film CHCĘ WIĘCEJ, omawiają problemy polskiego kina, dyskutują o patodubbingu na platformach streamingowych, recenzują film HAMNET i opowiadają o premierach w Nowym Teatrze i Teatrze Narodowym.