Mentionsy Mentionsy
Tajemnice Kamienic
Tajemnice Kamienic

Tajemnice Kamienic - Siemianowice Śląskie, Mysłowicka 3

06.04.2024 ·8 min 48 s

Ta kamienica zupełnie uwagi. To samotny familok przy ruchliwej drodze. To miejsce - przy Mysłowickiej 3 w Siemianowicach Śląskich - związane jest jednak z postacią bardzo ważną na Śląsku. O tym w audycji "Tajemnice Kamienic"  Dorocie Stabik opowiada Karol Chwastek ze Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności. Muzycznie audycję zrealizował Jacek Kurkowski.

Przede wszystkim to jest bardzo samotna kamienica, dookoła nie ma żadnej innej i faktycznie troszkę jest zaniedbana i bez szczególnych zdobień. Jednak na tej kamienicy znajdujemy tablicę, która nam przypomina o tym, że właśnie w tym miejscu urodziła się postać bardzo ważna dla Śląska. Postać, która ostatnio była wymieniana razem z Józefem Piłsudskim, Daszyńskim czy Dmowskim jako jeden z twórców, ojców, założycieli II Rzeczpospolitej. Postać, która do dziś wśród mieszkańców naszego regionu budzi kontrowersje. A tą postacią jest oczywiście Wojciech Korfanty. A no właśnie, Wojciech Korfanty, który tutaj się urodził i tutaj spędził swoje dzieciństwo.

I teraz uwaga pierwsza. On wcale nie urodził się w tej kamienicy. To może być zaskoczenie dla osób, które znają tę kamienicę tylko z tego napisu na froncie, z tej tablicy. Wojciech Korfanty urodził się w takim pobielanym wapnem budynku wiejskim. Wtedy ta okolica wyglądała zupełnie inaczej. Mówimy tutaj o roku 1874, więc bardzo, bardzo dawno temu. A ta kamienica, którą dziś widzimy, to jest kamienica, która została zbudowana około roku 1906, czyli ponad 30 lat po tym, jak Korfanty się urodził. Czy wiemy, jak długo w tej okolicy Korfanty przebywał? Bo też kiedy mówimy o Korfantym, to większości osób kojarzy się z kolei willa w Katowicach.

Wojciech Korfanty dorastał w tej okolicy. To wtedy była samodzielna gmina, nazywała się Sadzawki, choć niektórzy pisali Sadzawka w liczbie pojedynczej. I tutaj Korfanty w pobliskim kościele w Siemianowicach został ochrzczony. Tylko, że znowu uwaga, to nie był ten kościół, który dzisiaj znamy z Siemianowic, czyli kościół Krzyża Świętego. Wtedy on jeszcze nie istniał. On został zbudowany kilka lat później. Wojciech Korfanty został ochrzczony w takim tymczasowym kościółku, dzisiaj dawna kaplica, która obecnie jest w części tej parafii. Natomiast tutaj też Korfanty uczył się w pruskiej szkole ośmioletniej.

Kamienica, przy której stoimy powstała około 1906 roku i ta kamienica należała do brata Wojciecha Korfantego, Jana. I przez wiele, wiele lat ta kamienica była właśnie w rękach rodziny Wojciecha Korfantego, natomiast Wojciech Korfanty zamieszkał w Katowicach w bardzo słynnej Korfantówce. Wychowywał się w rodzinie, która bardzo dużą wagę przykładała do tego, żeby pielęgnować polskie tradycje, wiedzę o Polsce. I to jest znowu bardzo ciekawa kwestia, bo o ile rodzice Korfantego, Józef urodził się w 1845 roku, oni uczyli się już w pruskich szkołach, ale to były szkoły pruskie, których można było jeszcze uczyć w miejscowym języku.

To nie była literacka polszczyzna. Natomiast młodość Wojciecha Korfantego przypadła na czasy, gdy szalał Kulturkampf, on był w apogeum wtedy. Jego nauczyciel nazwiskiem Chrząszcz uczył dzieci w tej pruskiej szkole już języka niemieckiego i po niemiecku. Ponieważ wtedy w ogóle uważano, i ten nauczyciel uważał, że jedynie umiejąc mówić po niemiecku ma się szansę na awans społeczny. I Wojciech Korfanty w pierwszych latach swojego życia był właśnie uczony na dobrego Niemca. Takie swoje można powiedzieć przebudzenie dotyczące narodowości miał w gimnazjum w Katowicach, gdzie sam wspomina, że właśnie tam jakby zaczął się zastanawiać nad swoim pochodzeniem.

Faktycznie Wojciech Korfanty był bardzo można by to powiedzieć buntowniczym dzieckiem, ponieważ mimo tych wszelkich wysiłków tworzonych w szkołach niemieckich on tak jakby na przekór chciał poznać czym jest ten język polski i czym jest kultura, która była tak znienawidzona w tych szkołach, do których on przychodził. On zresztą jako najstarszy syn W pewnym momencie trafił do gimnazjum w Katowicach. Tam mało kto mógł do tej szkoły chodzić, co zresztą dla jednych jego rodziców był spory wydatek finansowy. Nie było ich stać, żeby wszystkie dzieci posłać do tak dobrych szkół. Natomiast faktycznie w tym gimnazjum katowickim Wojciech Korfanty odnajduje swoją drogę do bycia działaczem propolskim.

Zresztą on później mówił, że polszczyzny uczył się właśnie w domu rodzinnym, gdy matka na W polskich książkach starała się nauczyć tej swojej mowy i czytał na przykład Mickiewicza ze słownikiem polsko-niemieckim. Także te jego pierwsze lata życia tutaj w Siemianowicach, czy wtedy Sadzawce i Katowicach, tym gimnazjum katowickim, to był bardzo ważny moment, który formował Wojciecha Korfantego na tak nieprzejedanego działacza polskiej sprawy, jakim on się później stał. Powiedzieliśmy właśnie o tym solidnym wykształceniu, które dostał w rodzinie górniczej. To właśnie nie było takie oczywiste.

W rodzinie, w której urodził się Wojciech Korfanty faktycznie nie przelewało się. To była prosta rodzina. Ojciec Józef był górnikiem, który zarabiał, umówmy się, niewiele. To była wielodzietna rodzina także. Zresztą Wojciech Korfanty na początku, gdy chodził do gimnazjum w Katowicach, chodził tam pieszo stąd. To jest jakieś, ja wiem, 6 kilometrów. To kawał drogi dzisiaj, żeby pieszo to przejść. Dopiero później ci rodzice, stać ich było na to, żeby tam wynająć jakąś stancję. Natomiast jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, ponieważ Wojciecha Korfantego odkrył tutaj miejscowy ksiądz, który przekonał w ogóle rodziców Wojciecha Korfantego, żeby go do tego gimnazjum puścić. I on w tym gimnazjum, do którego zazwyczaj chodzili uczniowie po czterech latach szkoły podstawowej,

On poszedł tam po ośmiu latach i on trafił od razu do drugiej klasy. Więc dzięki temu poparciu miejscowych księży, ludzi, którzy go uczyli, on w ogóle trafił do tego gimnazjum. Oni już wtedy zauważyli w nim jakiś taki potencjał. Ta jego, jak wspomnieliśmy, trochę butna postawa sprawiła, że nie został dopuszczony do matury. Faktycznie Wojciech Korfanty już w gimnazjum w Katowicach bardzo jasno deklarował się jako Polak i działał na rzecz polskiej społeczności czy w ogóle na polską rzecz. I to oczywiście budziło duży problem wśród kadry nauczycielskiej. Zresztą Wojciech Korfanty podpadał i to na wielu frontach. Odpadał także między innymi hierarchii kościelnej.

Nieprzypadkowo Wojciech Orfanty ożenił się w Krakowie, a nie w naszym regionie, ponieważ w tej diecezji dostał zakaz w ogóle udzielenia mu ślubu. W związku z tym, że on nie miał żadnych problemów, żeby na przykład krytykować władze kościelne za ich stosunek do władz pruskich, czy do tej sprawy polskiej, którą on rozumiał wtedy. Więc faktycznie to był buntownik na początku swojego życia. To był buntownik i ta jego buntownicza postawa i bardzo nieprzejednane stanowisko w tej sprawie, której za młodu sobie postawił za cel sprawiła, że on przynajmniej na początku nie miał łatwo.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.