Tajemnice Kamienic - Gliwice, Barlickiego 5
Zatrzymujemy się nie przed kamienicą a willą. Stoi ona w sercu Gliwic, przy ulicy Barlickiego. Kiedyś było to reprezentacyjne miejsce, a dziś budynek stoi pusty. Czyżby willa przy Barlickiego 5 była pechowa? O tym w kolejnym odcinku "Tajemnic Kamienic" Dorocie Stabik opowiada Małgorzata Lichecka, dziennikarka Nowin Gliwickich i jedna z inicjatorek grupy Gliwice dla Schabika”. Opowieść muzycznie zrealizował Jacek Kurkowski.
Konkretnie dla Josefa Bendixa Mayera. Był to młody przemysłowiec, który przyjechał do Gliwic z Berlina. Urodził się w ministerze, ale bardzo szybko przeniósł się do stolicy Prus, czyli do Berlina. Tam zgodnie ze swoją profesją, a był odlewnikiem, zatrudnił się w berlińskiej fabryce Borsiga. A potem przeniósł się na Śląsk, najpierw do Filii Borsiga w Zabrzu, a potem już do Gliwic. I w Gliwicach sam otwiera zakład produkujący kotły. Tak, ale najpierw pracuje dla Oskara Hulczyńskiego, znanego gliwickiego przemysłowca, filantropa i działacza społecznego. Z tym Hulczyńskim ma podwójny związek.
Po pierwsze jest jego pracodawcą Bendixa Mayera, Ale również jego siostra Kate Hulczyński zostaje żoną Bendixa Mayera. I to właśnie z żoną Kate sprowadza się tutaj do tej willi, przed którą stoimy. Tak, willę wybudowano w latach 1897-1899. Trzy lata budowano ten właściwie taki pałacyk miejski. Była to typowa willa przemysłowca. Zresztą była to, jak to powiemy współczesnym językiem, bardzo dobra miejscówka, ponieważ niemal naprzeciwko willi Bendixa Meyera wybudował się wcześniej nadburmistrz Gliwic Kreidel.
Zresztą na jego cześć po śmierci ulica została przemianowana na ul. Kreidela. Cóż wiemy na temat samej budowni? Dość sporo, bo pozostały plany z 1911 roku, będące w tej chwili w archiwum PWiK w Gliwicach. Willa była dwukondygnacyjna z poddaszem. Bardzo ciekawym rozwiązaniem był świetlik, przez który wpadało dzienne światło i oświetlało nie tylko klatkę schodową, ale też dolny hol. Do dzisiaj zachowało się niestety bardzo niewiele, bo mówiąc szczerze sam Bendix Mayer i jego willa miały pecha. Podobnie zresztą jak firma. Bendix umiera niespodziewanie w 1900 roku, zostawia żonę z firmą i z potężną willą.
Firmę przejmuje inny potentat Wilcox, a po wojnie dawna odlewnia Bendixa Mayera staje się gliwickimi zakładami urządzeń technicznych. Właściwie fabryka kotłów Bendixa Mayera. Natomiast co do willi, tutaj w ogóle jest kalejdoskop różnych zdarzeń i okoliczności. Pokrótce. Do 1913 roku mieszka tutaj żona, następnie sprzedaje Hucie Gliwickiej na mieszkanie dla dyrektorów. Potem Huta Gliwicka sprzedaje to Górnośląskim Kolejom, również dla eksponowanych dyrektorów. Po 1945 roku na krótko Armia Czerwona, potem Huta Gliwice jako przedszkole oraz mieszkania zakładowe. Potem Bibrochut i to jest właśnie ten długoletni właściciel, który mniej więcej w początkach lat 90. odsprzedaje albo, jak nie jest to jasno określone, albo czyni darowiznę miastu.
Miasto bardzo szybko tej willi Bendixa Mayera się pozbywa. Dostaje ją Gliwicki Bank. Handlowy, który chce tutaj przeprowadzić remont, jest bardzo zdeterminowany, bo już tutaj filię bankową, pracę już zrobiono, ale niestety chyba koszty, ogromne koszty tego remontu i brak pieniędzy spowodowały, że weszło w posiadanie tej willi takie Towarzystwo Asekuracyjne Zakom. I w zasadzie można powiedzieć, że nie wiadomo, kto dzisiaj jest właścicielem dawnej willi Bendixa Mayera, bo od tych lat 90. kalejdoskop właścicieli jest naprawdę ogromny. Z zewnątrz ta willa wygląda nieźle, ale w środku stoi i niszczeje. To, że wygląda nieźle, to jest efektem wieloletnich interwencji lokalnych mediów, w tym Nowin Gliwickich.
Jak również miejskiego konserwatora zabytków, który bardzo walczył o to, aby ta willa chociaż z elewacji była do oglądania. Z takich ciekawostek jest to, że właściwie na tyłach tej willi są obecnie ruiny teatru i Bendix Meyer zrobił sobie takie Przejście, żeby mógł krótszą drogę do teatru chodzić. Zapewne tak, ponieważ było to połączone taką furtką w ogrodzeniu, gustowną jak się domyślam, bo nie wiem jak ona wyglądała, bo nie ma żadnych dokumentacji fotograficznych jak ta willa wyglądała w latach międzywojennych. Po pierwsze to był skrót do teatru na pewno, ale również do takiego fajnego, eleganckiego traktu spacerowego, jakim była kiedyś dawna Wilde Kłodni z dzisiaj Aleja Przyjaźni. No i na tyłach domu był też basen.
Tak, dosyć sporych rozmiarów basen, do którego schodziło się po bardzo eleganckim schodach tarasowych. Niestety basen zasypano zaraz po wojnie, a szkoda, bo dzisiaj naprawdę mógłby być ozdobą tej miejskiej rezydencji. Jeśli mówimy o samym przemysłowcu, tak jak wspomniałeśmy, niestety niedługo cieszył się tą willą, ale w trakcie swojego pobytu tutaj w Gliwicach angażował się w wiele działań na rzecz miasta. Bendix Meyer był oprócz tego, że zaangażowany w rozwój przemysłu, miał własną firmę, również działał jako radny miejski, był, jakbyśmy dziś powiedzieli, społecznikiem, czyli angażował się w akcje charytatywne, między innymi w Towarzystwo Śpiewacze.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.