Mentionsy Mentionsy
TOK FM Select
TOK FM Select

Dramat w sadach. W lecie - owoców na targowiskach może być jak na lekarstwo

09.05.2024 ·24 min 10 s · 7 rozdziałów

Jedna mroźna noc zaprzepaściła wielomiesięczne wysiłki rolników. Sadownicy z żalem przyznają, że nie mają w tym roku co liczyć na jakikolwiek zarobek. - Myślałem, że ta wojna w Ukrainie to najgorsze, co mogło się przytrafić, a tu kolejna tragedia - przyznał w rozmowie z tokfm.pl jeden z lubelskich rolników. Skutki kwietniowych przymrozków odczują także konsumenci

0:44 · Dramat sadów w Lubelszczyźnie 13

Przez siedem odcinków wspólnie z Kają szukamy świadków, zbieramy dowody i sprawdzamy, jak zareagują państwowe instytucje. W podcastu Misja Kaja słuchaj na Spotify, Apple Podcast i YouTube. Jest dramat, prawdziwy dramat, klęska, kataklizm. Takie słowa usłyszałam od sadowników z Lubelszczyzny, między innymi z powiatu opolskiego czy kraśnickiego. Ja się nazywam Anna Gmiterek-Zabłocka i zapraszam Państwa na program Twój Problem. Moja sprawa. Właśnie o problemach sadowników dzisiaj u mnie. Sadownikom bardzo dał się we znaki mróz, który dotknął ich plantację w kwietniu, pod koniec kwietnia. Tak naprawdę, jak mówią, wystarczyła jedna noc i jest dramat. Część plantacji jest zniszczona nawet w 90%, a nawet ponad 90%.

Dotyczy to zarówno jabłoni, gruszy, śliw, jak też na przykład porzeczek czy malin. Z sadownikami z lubelszczyzny pod urzędowym spotkał się wicewojewoda lubelski Andrzej Maj. Zapraszam Państwa do wysłuchania tej opowieści. Twój problem, moja sprawa. Niebielski Krzysztof, rolnik z gminy Urzędów i Cieszkowice też również. Sadownik i producent owoców miękkich na około 20 hektarach. Od ilu lat? No proszę Panią mam 52 lata. Od 30-32 tak dokładnie musiałbym sprawdzić w dokumentach, ale i tak jak tu rozmawialiśmy z kolegami to... Taki kataklizm nie wydarzył się. No kataklizm, ja zostałem bez środków do życia całkowicie, a tym bardziej, że nakłady w tym roku już były poczynione od 15 marca.

Tak jak w moim przypadku nakłady na pracowników, którzy chcieli sad, na środki ochrony, które nie wiadomo czego są takie drogie. Ja wydałem koło 80 tysięcy złotych. I zastanawiam się, to nie jest tak, że do przyszłego roku. To jest do przyszłego roku, to jest maj i później jeszcze do momentu zbiorów, to jakieś 18 miesięcy ja nie mam środków do życia. A ile ma pan tego sadu? No włącznie wszystkiego jest 20 hektarów, w tym sadu owocobłoniowego jest 8 hektarów. Ale wszystko, porzeczki, nieporzeczki, bo zazwyczaj było tak, że jakaś była taka pogodowa anomalia, To mówię na terenach dwóch gmin. Jak tu mi zniszczyło, tam zostało. Miałem możliwość przynajmniej przeżycia. W tej chwili to jest, ja nie wiem, ja będę chodził, błagał o jakąś pracę, o jakieś cokolwiek, no bo w mojej sytuacji ja z żoną mamy 52 lata, ani na emeryturę, ani gospodarstwo przekazać synowi, bo w tej chwili jest taka sytuacja, że albo całe gospodarstwo przekazuje,

Albo nic. Jeżeli przekaże synowi całe gospodarstwo, to my z żoną nie mamy ubezpieczenia wtedy. No dobrze, ale niech pan powie, jak pan chodzi po sadzie, jak sytuacja wygląda w sadzie na porzeczkach? Zapraszam panią. Proszę mi znaleźć, o tu znajdziemy jedno dobre jabłko, to cud, cud, bo może tam gdzieś na Jiderecie. U mnie może gdzieś 5% zostało, na jakieś liczę tak mniej więcej 600 ton mi zniszczyło. To zostało 5 ton. No to nie wiem kto mi zapłaci 100 złotych za kilogram czy pożeczki, czy za kilogram jabłek. Nikt. No właśnie to jest totalna klęska.

Dopłaty? Coś by pomogły? Proszę panią, jeżeli... Moja żona akurat wróciła z Kraśnika z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Nie wiem ile w tym prawdy, bo to jest wszystko na korytarzu rozmowy między ludźmi, że jest proponowane 200 złotych do hektara. 200 złotych w moim przypadku liczyć 20 hektarów, bo może tam nie wyjść całe te 20 hektarów, bo tam przeliczeniowe, to tamto... To jest 4000 złotych na rok czasu. A wydał pan osiemdziesiąt, już. To, że wydałem? Trudno, każdy wydawał, miał nadzieję, że coś z tego będzie. Ale w tej chwili, no za cztery tysiące, to niech pani sobie przeliczy dni i po buchenku chleba.

To my z żoną tylko po pół buchenka chleba. To jeszcze może jedynie, co mam mamę taką chorą po udarze, to ma tysiąc osiemset złotych emerytury rolniczej. To będzie nas utrzymywać, a ja nie wiem, jak opłaty zrobić. Przyjdzie komornik i będzie stał pod drzwiami. To się zrobiło w przeciągu jednego roku, a to nie jest tak, że nie było możliwości, jak się tam parę groszy za coś wzięło, to zaraz gdzieś te pieniądze poszły, bo trzeba było za ubiegły rok, znowu nie było zbytu i to tak o, nie można było tego, żeby sobie odłożyć na czarno godzinę. Ale to jest też tak, że w tej chwili już Pan wie, że będzie dramat i próbuje Pan jakoś działać, cokolwiek, jakieś działania podejmować? Proszę Panią, działania to każdy z nas podejmował zaraz po wystąpieniu przymrozków.

No właśnie, bo widziałam, że niektórzy tam gdzieś opalali jakieś, że to ciepło. My z żoną opalaliśmy od pierwszej w nocy, ale to nic nie pomogło, bo to był nie przymrozek, tylko był totalny zimowy mróz. A poza tym to od, zaraz po wystąpieniu przymrozku, tak zwane gibereliny, to są takie stymulatory wzrostu, które gdzieś, jeżeli jest jakaś żywa tkanka w tych zawiązkach, one być może się zregenerują. Nie dało to rezultatu, bo nie miały w zawiązkach tych żywych komórek. I ten zabieg wykonany był trzykrotnie, między tym glicyna. Ja przed mrozem też stosowałem środki typu Asashi, typu Maral.

I na to wydałem 10 tysięcy złotych. I człowiek no robił, bo ja wiedziałem, już później to wiedziałem, że to jest nic z tego. Ale robiłem przynajmniej, żebym nie miał wyrzutu sumienia, że nic nie zrobiłem. Witam, moje nazwisko Cielma Łukasz, jestem rolnikiem z powiatu kraśnickiego. I też dużo owoców z tego co pamiętam. Tak, owoce w szczególności jabłonie oraz czereśnie i śliwy. Jak sytuacja u pana na plantacji? Pani co, w Jabłoniach sytuacja jest zła, nawet bardzo zła, bo 80% na pewno na dzień dzisiejszy, z tego co widać, już jest nie do uratowania. 80% z jakiej plantacji? 10 hektarów w Jabłoniach mam, a czereśnia jest do zera, wymieciona do zera. Nie ma nic.

Czasami jak były mrozy, coś było na górnych partiach, że w tym roku nie ma nawet na górnych partiach, nie ma nic. Pamięta Pan taki rok? No ja nie. Moi rodzice też nie pamiętają takich mrozów w kwietniu, także to nie tylko moje pokolenie nie pamięta, ale te starsze również. No i jak pan sobie poradzi? Nie wiem, szczerze. Nie mam pojęcia. Mam zobowiązania, kredyty jakieś w bankach. Nie wiem, po prostu nie wiem, nie mam pojęcia. Staram się o tym nie myśleć, bo człowiek by zwariował, ale na pewno będzie ciężko. Dopłaty jakieś by coś pomogły? Pani co, ja jestem przeciwnikiem jakichkolwiek dopłat i dawania czegokolwiek, bo jest to źle odbierane przez środowisko, w szczególności ludzi z miasta. Ja bym wolał, żeby może wzmocnili jakieś tutaj systemowe rozwiązania, między innymi takie coś jak, żeby była możliwość ubezpieczenia się od przymrozków, bo w tym roku nie mieliśmy takiej możliwości.

No właśnie, mówili, że jeśli już można było się ubezpieczyć, słyszałam to na komisji sejmowej, to kwoty były gigantyczne. Tak, to jest do kilkunastu tysięcy złotych za hektar. Nawet jak można, to mało kogo stać na takie ubezpieczenia. Ja ubezpieczyłem swoje gospodarstwo od gradobicia, jeśli chodzi o jabłonie, no ale co, teraz muszę zapłacić 15 tysięcy składki, jabłek nie mam, a ubezpieczenie trzeba pokryć. A niech Pan powie, to jest tak, że w ogóle była jakakolwiek szansa, aby temu jakoś przeciwdziałać? Próbowaliśmy na dwa sposoby. Pierwszym sposobem jest zamgławianie, które wykonywałem u siebie na plantacji, a drugim sposobem, co prawda na mniejszą skalę, było palenie ognisk w czereśniach. Koło domu moja mama paliła ogniska, przysłowiowała szarylotkę, czy tam konfiturę będzie, a zamgławianie nie dało nic, wszystko przemarzło.

Próbowaliśmy. Wy tutaj jesteście w okolicy Opola Lubelskiego, Kazimierza. To są właśnie plantacje ogromne owoców. Dramat jest wszędzie. Jak pan rozmawia z innymi? Tak, Lubelszczyzna, Sandomierszczyzna, Zachodnia Polska najbardziej oberwały. Ominęło troszeczkę tu Zagłębie Grujecko-Wareckie, choć też zdarzały się tam spadki temperatur, ale nie tak drastyczne jak u nas. A malina jak? Jesienna całkowicie, 100% wycięliśmy po ziemi, bo każda jedna sadunka była przymarznięta, każdy stożek wzrostu był czarny, ona niby nie urosła. Ścięliśmy ją i teraz albo wyrośnie, albo nie wyrośnie, bo przyjdzie znowu jakiś mróz, minus 2-3 i znowu susza, po drugie jest susza, malina będzie o miesiąc opóźniona. Chodzi o to, że rekompensaty dopłaty. Rolnik tego nie chce. Rolnik chce godnie pracować. Za ciężko pracę chce godne pieniądze.

Tylko teraz my, tak jak Pan powiedział, nie mamy na czym pracować. Bo to wszystko przemarzło. Drzewa owocowe, czereśnie, wiśnie, śliwki, jabłka 100%. Miejscami nawet 95-100%. Czyli pestkowce poszły całkiem tutaj na naszym terenie. Owoce miękkie też są uszkodzone. Maliny letnie myślę, że 60-70% uszkodzeń. A dopiero wyjdzie, jak stanie to ciepło, stanie... Kwietnienie i wtedy wyjdą prawdziwe straty. A maliny już są chore, ten przyrost nie rośnie i tego owocu nie będzie. Tak jak rok temu malin wyprodukowaliśmy 90 tysięcy ton, to w tym roku będzie 15 tysięcy ton. Naprawdę nie ma na czym pracować. Zostaliśmy z niczym. To będą najmniejsze zbiory od pewnie tam siódmego roku może. No bo nie było. U nas zawsze gdzieś tam jak były to podołka gdzieś tam na Powiślu czy tam w okolice Józefowa coś tam przebarzało, a w tym roku wywaliło wszystko. Nieważne czy górka, czy dołek, czy gdzieś tam na wierzchołku kiedyś coś tam zostawało, teraz gdzieś tam jakieś pojedyncze jabłka.

Znaczy słuchajcie, bo to generalnie to był mróz nieprzymrozny. Tak, tak. Miejscami minus 11. Wszystko co się stało teraz, że to wszystko przemazło, nie mamy co zbierać, ale trzeba utrzymywać dalej ochronę sadu wszystkiego, bo to wszystko musi żyć. W tej chwili wylęgi robactwa różnego będzie się wylęgać i jeżeli to zostawimy, to następny rok mamy zero. A litr koragenu na szkodnika, na zwójki, na owocówki to kosztuje około 2 tysięcy złotych. Litr. Także dochodu nie mamy, praca jest i jeszcze trzeba dokładać. Ja muszę opryskać tak, 3-4 razy na tarcznikach, które niszczy sady u nas. 3-4 razy na mszyce. Bawełnica właśnie w tej chwili wychodzi na brodach korzeniowych z ziemi.

11:13 · Opowieść Krzysztafa Niebielskiego 1

Plus jeszcze mączniak, bo teraz jak są upały i wiaty, wszystko jest idealne na mączniaka właśnie. Jeżeli nie, to za 2 miesiące ten sad będzie biały od mączniaka. Ja nie mając nawet jednego jabłka na hektarze sadu, muszę wydać, muszę zrobić ze 12 zabiegów przynajmniej. To nie jest tak jak żegnaj sadzie do następnego roku, cześć i tak dalej, no nie? Tak. Plus jeszcze park oczywiście, bo jeżeli, przypuśćmy, zadeszczyłoby się za jakiś tam tydzień czy dwa i nic bym nie zrobił, to taki park by wlazł, żeby mi liście zaczęły ulecieć w sierpniu czy wrześniu. Także ja nie mając żadnego jabłka muszę wkładać pieniądze. Podstawową ochronę musi być... Tak, muszę to zrobić. To nie jest takie coś, że... To nie będzie stymulacji owocowania, ale podstawowa ochrona. Musisz chodzić do pracy i nie brać wypłaty. O właśnie, o takie coś mniej więcej.

12:19 · Opowieść Cielmy Łukasza 1

Ja byłem na spotkaniu w ministerstwie parę dni przed przymrozkami właśnie i wszystkie firmy powiedziały, że nie chcą ubezpieczać sadów, bo mi się to nie opłaca, nawet z dopłatą Skarbu Państwa ze składek. A już najbardziej byłem zbulwersowany postawą PZU. Co to jest? Przecież tam Skarb Państwa ma swój udział. Co to w ogóle jest? Nie ma ubezpieczeń od przymrozków. Nie ma. Nie chcą firmy ubezpieczać ani przymrozków, ani gradów. Tam od oka ubezpieczyli trzy, cztery minuty, pierwsze tam dwie, trzy polisy każdy agent wsadził i tak dalej. Nie ma takiego czegoś. I wtedy bym spał spokojnie obojętnie, czy by przymroziło, czy zgradowało, czy obojętnie. Tak. To nie jest właśnie... Ja chciałbym tutaj dołączyć, bo sprawa jest ubezpieczeń. Ja jestem ze Związku Sadowników RP, jestem sekretarzem zarządu głównego.

13:47 · Rola Związku Sadowników RP 1

Ale mało tego, tutaj mówią, że osobno trzeba ubezpieczyć grad, osobno przymrozki, osobno nawalny deszcz i tak dalej. Tamten fundusz przewidywał, żeby można ubezpieczyć na raz wszystkie zagrożenia. I komasować jako jedno ubezpieczenie, a wypłaty z tego funduszu następowałyby w styczniu następnego roku po sezonie. Czyli na start, żeby każdy z rolników miał jakieś pieniądze. Może warto o to zawalczyć. Zyski firm, oczywiście pomińmy to rolnictwo, ale zyski firm ubezpieczeniowych zwiększyły się dwukrotnie w ubiegłym roku. Więc nie rozumiem, czego taki w ogóle jakiś bunt firm ubezpieczeniowych. Na jesieni trochę pieniędzy zostało w systemie, więc ubezpieczyli rolników na jesieni od gradu.

16:47 · Trudności sadowniczych 4

To ja mówię, to na jesieni wam się opłacało ubezpieczyć, co w przyszłej jesieniu? A teraz najlepsze to jest to, że ci co ubezpieczyli na jesieni od gradu, a teraz im przymarzło, to już nie wycofają tych pieniędzy, czyli po kilkadziesiąt tysięcy zaraz opłacili i po prostu firmom tylko napchali kabzy, nic więcej. Szanowni Państwo, sytuacja tutaj w tym zagłębiu naszym sadowniczym kraśnicko-opolskim jest bardzo trudna. Jak mówią rolnicy, straty sięgają w niektórych uprawach 100%. Także jest to następny problem, z którym borykamy się w rolnictwie. To jest sytuacja na tyle też trudna, że te sady, te plantacje trzeba utrzymać przez ten rok, w którym nie będzie zbiorów najprawdopodobniej, albo zbiory będą na poziomie kilkunastu albo kilkudziesięciu procent, do trzydziestu procent.

Koszty będą cały czas przez sadowników i plantatorów ponoszone. Na pewno wymaga ta sytuacja wsparcia. Słyszeliśmy dużo też o naprawieniu i ulepszeniu systemu ubezpieczeń, dlatego że firmy ubezpieczeniowe mimo dopłaty unikają ubezpieczenia sadów i plantacji wieloletnich. Ubezpieczają bardziej te uprawy Jednoroczne, szczególnie zboża, rzepaki jest łatwiej, w sadownictwie jest trudniej, także trzeba będzie tutaj podjąć działania i tak jak mówią tutaj sadownicy, że temat trzeba załatwiać bardzo szybko, bo ten sezon ubezpieczeniowy rozpoczyna się już na jesieni. No mówię, sytuacja jest bardzo trudna. Widzieli państwo protesty rolników spowodowane Zielonym Ładem, który też nie oszczędza rolników, ale też sytuacją za wschodnią naszą granicą.

To są naprawdę bardzo dobrzy gospodarze i wykorzystali środki unijne do maksimum. Zrobili z naszej tutaj tego zagłębia naprawdę jedną z lepszych zagłębi sadowniczych na świecie. Tak można powiedzieć, no teraz mają ogromne kłopoty. No i nie możemy przejść obok tego obojętnie, bo to jest bardzo duża gałąź gospodarki w województwie lubelskim. Także będziemy zapraszać wstawicieli sadowników na te rozmowy, żeby po prostu przekazać do środków decyzyjnych to, Jak można, co możemy zadziałać w tym temacie, ale tak jak mówią też sadownicy, że oni chcą zmian systemowych, które pozwolą im też na ubezpieczanie tych upraw.

No bo mówię, to jest ich warsztat pracy i to jest rzeczywiście Bardzo trudna sytuacja. Nałożyło się już kilka i ten sezon będzie na pewno tragiczny, bym powiedział, dla sadowników i plantatorów owoców miękkich. Także mówię, deklaruję, że takie spotkanie niebawem odbędzie się. Nie jestem w stanie dzisiaj powiedzieć, który dzień konkretnie w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie i że będziemy chcieli przedstawicieli ministerstwa zapoznać z tą sytuacją dokładnie. No i oszacować też straty, żebyśmy też wiedzieli jaka jest to skala w skali Polski i skali województwa lubelskiego. Krzysztof Chmiel. Panie Krzysztofie, jedna noc wystarczyłaby? To wszystko, mówiąc tak kolokwialnie, poszło z dymem? Jedna noc.

21:57 · Straty i próby ratowania 3

Minus 10 w województwie lubelskim, miejscami nawet minus 11 przy gruncie, gdzie te maliny czy truskawki rosną dopiero. Zabrało nam wszystko. Próbował Pan jakoś ratować? Nadal próbujemy ratować, bo my z tego żyjemy. Mamy 16 hektarów malin i tylko z tego żyjemy. Nikt z nas z rodziny nie pracuje w żadnej pracy państwowej. Cały czas to próbujemy ratować. Cały czas z naszych kieszeni ubywają nam pieniądze i my nie wiemy, czy to coś da. A właśnie te ubezpieczenia, o których tutaj rozmawiamy, firmy nie chcą ubezpieczać. Jeśli rok temu nie ubezpieczaliśmy, nie mamy ciągłości? Nie, bo stwierdzili, że to jest rok mrozowy. Zostaliśmy z niczym. A jak próbujecie ratować? Opryskami, odżywkami. Opaliliśmy ogniska, tylko że dym, który robiliśmy w malinach działa do minus cztery, a to było minus dziesięć. To nie był przymrozek, tak jak telewizji pokazują, to był mróz, który zabrał nam wszystko, cały dobytek.

Ten sezon jest stracony i teraz słyszymy, że będą ceny malin czy truskawek. Będą ceny, żeby zachęcić na kolejny rok, żebyśmy dbali, a za rok dadzą znowu śmieszne ceny, bo w tym roku będzie cena, bo nie będzie towaru. To jest cały czas patologiczna zagrywka. A jak pan widzi swoją przyszłość przez najbliższe miesiące? Jak pan, z czego będziecie żyć? Ja mam 26 lat, prowadzę gospodarstwo z rodziną od dziada, pradziada i ja nie widzę przyszłości. Nie dość, że ten chory napływ z Ukrainy, z krajów trzecich, z krajów spoza Unii Europejskiej, teraz doszedł nam ten mróz. Nie widzę w ogóle przyszłości, ja nie wiem co robić. Ja myślałem, że na jesień będą gospodarstwa upadać, a wydaje mi się, że nie dotrwamy do czerwca. Już nie mamy za co żyć. Już trzeba jechać całymi rodzinami do banku i brać kredyty. Tylko czy te kredyty dostaniemy? Tak wygląda sytuacja. Proszę Państwa, tak jak słyszeliśmy, w przyszłym tygodniu wojewoda lubelski będzie chciał zorganizować się w Lublinie spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Rolnictwa.

Spotkanie, w którym wezmą udział również sadownicy z lubelszczyzny. Tak, by mogli bezpośrednio przedstawicielom resortu rolnictwa opowiedzieć o swoich problemach. Wojewoda Lubelski mówił wprost, że nie spodziewał się, że straty w sadach są aż tak duże. Będę się oczywiście tej sprawie dalej przyglądać. Tyle u mnie na dziś. Pięknie Państwu dziękuję, że byliście Państwo ze mną i zapraszam do Radia TOK FM w każdą sobotę po 15.20 na program Twój Problem Moja Sprawa.

Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.