Bertha Morisot
Bertha Morisot to bohaterka wykładu Eweliny Sobczyk- Podleszańskiej. Była malarką francuską i czołową przedstawicielką impresjonizmu. Wielokrotnie nie zgadzała się na nierówne traktowanie względem mężczyzn, czyli była również feministką. Pochodziła z zamożnej rodziny mieszczańskiej, która od najmłodszych lat kształciła i ją, i jej 2 siostry. Ich nauczycielami byli wybitni malarze. Bertha bardzo przyjaźniła się z Eduardem Manetem. Kiedy wyszła za mąż za jego brata Eugene'a Maneta mówiono, że to może nie z miłości, a dlatego, żeby być bliżej swojego mistrza Edouarda. Czy tak faktycznie było? O tym i o jej twórczości w wykładzie, który przygotował Marek Mierzwiak.
No i została malarką na pewno z powodu talentu, natomiast złożyło się na to też kilka innych okoliczności. Virginia Woolf, skoro mówimy już tutaj o feminizmie, pewnie powiedziałaby, że została tą wielką malarką, dlatego że miała własny pokój. Stać ją było na utrzymanie pracowni, mogła sobie pozwolić na to, żeby nie zarabiać i ona rzeczywiście w czasie swojego życia wcale nie sprzedała tych obrazów tak dużo, bo nie musiała. Ale została też wielką malarką, dlatego że miała bardzo wspierającą rodzinę, zarówno tę, z której pochodziła, jak i miała rozumiejącego męża. No a przede wszystkim miała jeszcze szczęście, bo jak przejdziemy sobie takim spacerkiem króciutkim przez dzieje historii sztuki... To oprócz Berty Morisot w tym samym czasie tworzyła m.in. Ewa González i to była jedyna oficjalna uczennica Eduarda Maneta, czyli mistrza również naszej bohaterki Berty Morisot.
Czyli Berta była trzecia w kolejce do Degasa. Tak, Berta była trzecia. No właśnie, sen w tym, że nie do końca do Degasa, chociaż się znali i lubili. Natomiast na pewno była pierwszą w kolejce do Eduarda Maneta, bo to właśnie ci dwaj, Edgar Degas i Henri Fontaine Latour, zapoznali ją z tym artystą. Panny zostały przedstawione obie, no i nie była to na pewno znajomość łatwa. Dlatego, że z jednej strony Manet był na pewno wybitnym malarzem, takim z jednej strony tradycyjnym, o bardzo dobrym warsztacie, a z drugiej strony był jednak już w tym czasie otoczony taką aurą skandalisty, świeżego skandalisty, no bo przecież rok wcześniej namalował Śniadanie na trawie i Olimpię i żaden z tych obrazów nie zyskał sobie uznania u publiczności i w zakresie formy, jak i w zakresie treści.
No bo jedno i drugie było szokujące. On malując stosował ten efekt non finito, czyli takiego obrazu nieskończonego. Bawił się też różnego rodzaju perspektywami. Zarzucano mu, że jedna z postaci w stosunku do innych, a to właśnie w śniadaniu na trawie, jest zbyt duża. No a jeżeli chodzi o tę warstwę obyczajową, to myślę, że jej mówić nie trzeba. No tak. Bo jak to jest możliwe, żeby kobieta naga, pokazana w całej okazałości, patrzyła widzowi prosto w oczy i nawiązywała z nim kontakt, demaskując go jako podglądacza, zamiast tylko udawać, że jest piękną nimfą, boginią. I znalazła się tam przez przypadek. Przez zupełny przypadek, przez zupełny przypadek. No niemniej jednak na pewno pomogło też to, że Manet, właśnie tak samo jak Degas, jak siostry Morisot, był bogaty z domu, jakbyśmy powiedzieli, więc nie byłoby niczym dziwnym, gdyby się mogli spotykać na przykład gdzieś w teatrze.
Ale też jak się czyta listy Maneta... No to widać, że one na początku zdradzają, że nie traktował ich zbyt poważnie. Tych sióstr, tak? Tak, tak, tak. I do Fontaine Latoura napisał m.in. takie słowa. Zgadzam się z tobą, siostry Morisot są urocze. Szkoda, że nie są mężczyznami, jednakże jako kobiety mogłyby służyć w sprawie malarstwa, gdyby każda z nich wyszła za mąż za akademika i zasiała niezgodę wśród tych zgrzybiałych starców. Więc z jednej strony dostrzega ich buntowniczy charakter i taką skłonność jednak do prób samostanowienia o sobie, no a z drugiej strony jednak ustawia je konwencji kobiety XIX wiecznej. Dokładnie.
Natomiast coś na pewno musiało być intrygującego w najmłodszej siostrze i niekoniecznie była to uroda Berta. Chociaż jeżeli patrzymy dzisiaj na fotografię młodej Berty, no to widzimy tam rzeczywiście pełną wdzięku młodą kobietę. Natomiast ona się nie wpisywała w te konwencje ówczesnej urody. Manet pisał, że ma nieprawdopodobnie ciemne oczy. On je zresztą nawet malował czarną farbą, mimo że w rzeczywistości te oczy były zielone. No i podkreślał to, że jest osobą taką bardzo powściągliwą, spokojną, a do tego chudą jak trzcin. A rzeczywiście XIX wiek to jest czas, kiedy kobiety nosiły gorsety, ale ramiona, plecy, szyje, to wszystko musiało być jak...
I dekolt oczywiście jak toczone, jak wtedy mówiono. Dziś proszę Państwa w Szkole Bardzo Wieczorowej pani Ewelina Sobczyk-Podleszańska przypomina życie i twórczość Berty Morisot. Impresjonistki, która malowała pięknie, ale przez długi okres była niedoceniana. Szkoła Bardzo Wieczorowa w Radiu Katowice. Nie śpij, bo nie będziesz wiedział. Dlaczego, myśli pani? Och, to z wielu względów. Być może z tego powodu, z którego nie do końca doceniał ją najpierw Manet. I on, o dziwo, zaproponował Bercie wcale nie to, że może ją czegoś nauczyć, tylko zaproponował jej pozowanie.
No a Berta, jak powiedzieliśmy, siedzi na pierwszym planie i wszyscy twierdzili, oglądając ten obraz, że ta kobieta jest bardzo nieatrakcyjna. Natomiast Berta miała do tego stosunek bardzo taki wyważony, ponieważ określiła, że jest on raczej dziwny niż brzydki. Tak napisała w liście do Edmy. No a te pozostałe to są między innymi obrazy, które pokazują ją w bardzo takich swobodnych pozach, ale nie swobodnych w sposób erotyczny, tylko w takich chciałoby się powiedzieć domowych, niezobowiązujących. Ona sobie gdzieś tam odpoczywa na sofie i wcale nie dba o to, żeby wyglądać jakoś szczególnie atrakcyjnie. Prace wyglądają tak, jakby były namalowane bardzo szybko, pospiesznie, w sposób niezwykle naturalny. Natomiast Condinont wiemy, że Manet przywiązywał do nich bardzo dużą wagę, no i chyba się trochę jednak nad nimi męczył, bo Bertha w którymś ze swoich listów napisała też, że Edward po raz dwudziesty piąty zaczyna mój portret.
Tak jakby się z nami bawiła, jak małe dzieci w akuku jestem, czy nie ma mnie. Czy mnie nie ma. No właśnie. Najbardziej znany jest na pewno ten portret z bukietem fiałków, ale do tego portretu to sobie jeszcze wrócimy. Natomiast możemy się zastanowić, czy Edouard Manet interesował bardziej Bertę jako człowiek, czy jako nauczyciel. No właśnie, czy jako mężczyzna, czy jako nauczyciel. No bo plotki były różne. Tak, plotki były różne i na pewno to, że był jej nauczycielem, przynajmniej początkowo, było chyba dla niej najważniejsze. Ona się zresztą skarżyła, że jest przez niego nieustająco krytykowana i zestawiana właśnie, oczywiście na niekorzyść, z twórczością Ewy Gonzales, czyli tej, z którą już sobie przywołaliśmy. Która młodo zmarła.
Tak jest, która młodo zmarła i swoją drogą to jest też ciekawe, że Manet malował również Ewę Gonzales, ale właśnie ujął ją ze sztalugą, czyli przedstawił ją jako malarkę. Natomiast te portrety Berty są zupełnie inne, to jest po prostu kobieta gdzieś tam w prywatnym zaciszu swojego domu. Gospodyni domowej. No może nie gospodyni, bo to jednak nie ta sfera towarzyska, ale na pewno kobieta domowa. I widziała też w jakiś sposób Bertha, że to malarstwo Manetta na nią oddziałuje, bo wtedy, kiedy stworzyła widok Paryża z wysokości Trocadéro, to jest taka praca z 1867 roku. To napisała, jako kompozycja przypomina Manetta, widzę to, jestem tym zirytowana.
Zdenerwowała się na siebie, że czerpią od najlepszego? Czy od najlepszego, no to tutaj można by dyskutować. Na pewno od jednego z najlepszych, ale chyba niezależność, to była taka jej cecha, niezależność jako kobiety, niezależność jako artystki, która była dla niej szczególnie ważna. No i stąd następna taka przygoda, po której przez długi czas nie mogła się skontaktować z Manetem, uśmiechając się do niego, może tak to nazwijmy, ponieważ przygotowała na wystawę do salonu, czyli na wystawę malarstwa oficjalnego, portret matki czytającej w towarzystwie tej właśnie swojej ukochanej siostry Edmy. ale nie była pewna, czy ten obraz jest rzeczywiście tak dobry, że na ten salon się nadaje. W związku z tym poprosiła o korektę, o zdanie jeszcze innego artysta, takiego tradycyjnego bardzo, który nazywał się Piwide Szaman, a ten z kolei przyprowadził Manetta.
Wysłała jako swój obraz? Tak, wysłała, natomiast wiemy, że przed ostatecznym wysłaniem jeszcze starała się go wyretuszować, przerobić trochę na swój sposób. W związku z tym ten obraz, który trafił na wystawę był mokry, ale ona sama mówiła, że wolałaby go tak naprawdę widzieć na dnie rzeki niż na tej wystawie. I myślę, że było to dla niej przykre podwójnie. Po pierwsze ucierpiała jako artystka, I moim zdaniem nie mogę powiedzieć, jak wyglądał pierwotnie ten obraz, ale chyba Manet niepotrzebnie zaingerował w tą warstwę malarską, bo jak patrzymy przynajmniej na samą tą kompozycję, to widzimy, że jest to praca dosyć śmiała. Ona jest świetnie zakomponowana poprzekątnie i ta matka stanowi taką ciemną plamę w prawym dolnym rogu obrazu.
Siostra jest przeciwwagą w lewej górnej partii. Obraz ma otwartą kompozycję, bo krawędź obrazu u góry w dosyć bolesny sposób odcina nam kawałek i my widzimy tylko fragment jakiegoś dużego obrazu, który tam został zaprezentowany. Jak się zestawi ten właśnie wizerunek, ten podwójny portret z pracami, które wcześniej wykonywała Bertha Morisot, naprawdę widać gigantyczny postęp. Ona odeszła od takiej centralnej kompozycji, zupełnie inaczej harmonizowała barwy, no a tu nagle wkracza taki Manet i mówi, że jest niedobre i wszystko niszczy. I robi to po prostu. I robi to po swojemu, ale myślę, że ten drugi powód, dla którego to było dla niej trudne, to to, że zostały przemalowane wizerunki bardzo ważnych dla niej osób, bo ona była bardzo mocno związana i z mamą, a przede wszystkim z Edną, która w tym czasie właśnie...
No i na to warto zwrócić uwagę, dlatego że Manet namalował bardzo podobną dziewczynkę na swoim obrazie Kolej Żelazna. Czyli z tego wynika, że nie tylko Bertha uczyła się od Eduarda Manetta, ale również Edward Manet czerpał od Berthy. I do tego wątku jeszcze sobie też wrócimy. Natomiast ten rok 1872, kiedy Bertha namalowała te dwie prace, jest o tyle ważną datą, bo dokładnie wtedy Claude, już nie Manet, ale Monet, Inny artysta namalował swój słynny obraz Impresja Wschód Słońca. I ten obraz oczywiście został wystawiony dopiero dwa lata później, ale za to na bardzo ważnej wystawie, ponieważ była to pierwsza oficjalna wystawa impresjonistów. I skoro na początku przedstawiliśmy Bertę Morisot jako impresjonistkę, to trzeba powiedzieć, że ona tak naprawdę opuściła tylko jedną wystawę impresjonistów.
no wtedy, kiedy była w ciąży, a poza tym brała udział w każdej, a więc miała więcej na swoim koncie takich wystaw, niż na przykład Edgard Degas i Auguste Renoir, których traktujemy jako takich impresjonistów bardzo typowych i najbardziej znanych. Oczywiście ta wystawa, jak powszechnie wiadomo, została zorganizowana w atelier fotograficznym Feliksa Nadara, a artyści, którzy tam prezentowali swoje prace, byli istotnie skupieni wokół Manetta, I nazywano ich czasem grupą z Batignolles, od nazwy dzielnicy, w którym Manet miał swoją pracownię. Natomiast oni wystawili, nie jako impresjoniści, bo tej nazwy jeszcze nie było, tylko jako anonimowa spółka malarzy, rzeźbiarzy i rytowników. A nazwa oczywiście była taką nazwą prześmiewczą, którą wymyślił dziennikarz i pejzażysta jednocześnie, Louis Leroy.
Nie śpij, bo nie będziesz wiedział. Wystawa, cokolwiek by nie mówić, pierwsza wystawa impresjonistów, odniosła jednak sukces. Wszyscy o tym mówili, to po pierwsze. Wstęp nie był zbyt drogi, bo kosztował jednego franka, więc być może to również przyciągnęło publiczność. No i odwiedziło ją, różnie źródła podają, od 1500 do 3000 zwiedzających. Więc to jest jednak spora, tak, spora ilość. Ale ważne jeszcze może jest i to, że do tej wystawy katalog, który kosztował 50 centów, Opracował Eugen Manet, który oczywiście domyślamy się był młodszym bratem Eduarda.
Również malarzem, malarzem amatorem, ale to był taki artysta, który absolutnie nie chciał wystawiać swoich prac. Malował je do szuflady. Malował je do szuflady i proponowano mu udział w wystawie, między innymi w tej pierwszej, ale jakoś zdecydowanie odmówił. Tenże właśnie człowiek poślubił naszą bohaterkę 22 grudnia 1874 roku, ale w tym ślubie i w postaci Ełżena Maneta jest jakaś dwoistość, niedopowiedzenie, no sporo tajemnic tam się ukrywa. Mianowicie? No właśnie, możemy się zastanawiać, dlaczego Bertha Morisot zdecydowała się na związek z Eugenem, a nie z Edwardem. No, po pierwsze, wiemy oczywiście, że Edward był żonaty.
Natomiast jeżeli przywołamy sobie to, o czym już mówiliśmy wcześniej, że Edward uparcie malował portrety Berty i traktował ją jak kobietę, a nie jak malarkę na tychże właśnie obrazach. No to coś może tutaj było na rzeczy jakaś taka wzajemna fascynacja. Po wielu latach córka Berty, kiedy zapytano ją o portret z bukietem fiołków, na którym oczywiście jest przedstawiona jej matka, powiedziała, że kiedyś dowiedziała się, że wtedy, kiedy Edward malował ten portret, nieustająco namawiał ją do tego, żeby wyszła za mąż, za jego brata. Natomiast czy jest to prawda, tego nie wiem. I czy na pewno chodziło akurat o tego brata, to też by się można było zastanowić, bo przecież był jeszcze jeden, Gustaw.
Więc może to legenda. Listów nie ma, listów brak. Trudno przypuszczać, żeby jedna i druga strona absolutnie wszystko gdzieś tam paliła. Na co mówiła Berta? No właśnie nic. Nic? Właśnie nic. Wyszła za tego brata? Absolutnie nic, tak. I była szczęśliwa? Tak, istotnie wyszła za mąż, za brata i była szczęśliwa, więc wydaje się, że jakaś delikatna fascynacja gdzieś tam była, ale chyba przede wszystkim Bertha i Eduard byli dla siebie ważni jako artyści, bo oni, wiemy, że nawzajem kolekcjonowali swoje prace. I Eduard Manette miał w swoich zbiorach między innymi Porte Florien, zresztą przepiękny pejzaż, bardzo też ciekawie zakomponowany. Miał też zabawę w Chowanego. Natomiast Bertha Morisot z kolei miała portret Niny Callias.
Oczywiście domyślamy się, że to się skończyło wielką awanturą, skończyło się rozwodem. Później, kiedy Nina zmarła, bardzo mało osób przyszło na jej pogrzeb, ale jedną z nich był ten właśnie już były mąż, który podobno później przez trzy dni się nie rozbierał, pił z żałości i wygłaszał żałosne przemówienia do latarni ulicznych. No więc nie każdy chciałby się do takich znajomych... ale tutaj przywołuję to dlatego, że to jest też przykład związku takiego nietypowego, który gdzieś tam był w ich otoczeniu. A skoro mowa o tym, że oni się nawzajem fascynowali jako artyści, no to było też takie przedsięwzięcie. Kiedy Berta namalowała dwa popiersia kobiet, to były dwie z pór roku. Jeden obraz nazywał się Lato, drugi Zima, natomiast Edward Manet domalował Wiosnę i Jesień.
Czyli można powiedzieć, że niezależnie od siebie, a jednocześnie razem stworzyli jakiś cykl. Widać też, jak wzajemnie na siebie wpływali, bo Manet pod wpływem prawdopodobnie Berty Morisot rozluźnił nieco tą swoją konwencję, rozjaśnił paletę, zaczął też malować bardziej swobodnie, zostawiając jeszcze wyraźniejsze ślady pędzla niż do tej pory. A Berta, no cóż, jak powiedzieliśmy, wyszła za mąż. Mając 33 lata, natomiast jej wybranek, pan młody, wcale już nie był taki młody, bo miał tych lat 41. Ale był to, jak widać, związek dorosłych ludzi, którzy wiedzieli chyba, czego od siebie oczekują. No i Berta w kolejnym liście do Edmy, my sobie tych listów tutaj tak cytujemy niezwykłą ilość, no ale kobiety pisały do siebie nieustająco. Napisała, znalazłam dobrego i uczciwego mężczyznę i jestem pewna, że kocha mnie szczerze.
Więc no cóż tu więcej komentować. Powiedziane jest wprost, ale z drugiej strony końcówka tego zdania brzmi, po tak długim życiu w pogoni za fantazją zaczęłam żyć życiem prawdziwym. Więc może ta fantazja to był Edward, a może to było poświęcenie się tylko malarstwu. No właśnie, bo ja Pani Ewelino przeczytałem takie zdanie, że ona wyszła za mąż, za brata Edwarda, żeby być blisko Edwarda. Chyba nie, dlatego że oni później oczywiście kontaktowali się nieustająco, byli rodziną, ale mieszkali jednak osobno. No i Eugène w pewnym momencie chyba istotnie Bertę zafascynował, bo wiemy, że na przykład pomagał jej wieszać obrazy. Wiemy, że bardzo cierpliwie pozował, chociaż tego nie znosił. Mamy takie obrazy przedstawiające go m.in.
na Wyspie Wright, tam gdzie on się wybrał. gdzie wybrali się razem w podróż poślubną, no i naprawdę bronił jej przed napastliwymi recenzentami. No na przykład wtedy, kiedy napisano o wystawie impresjonistów, że bierze w niej udział sześciu szaleńców, w tym jedna kobieta, to on chciał autora tychże właśnie słów, Wolfa, wyzwać na pojedynek, a Renoir daje nam takie świadectwo, że jednego z recenzentów po prostu wyciął w twarz, mówiąc kolokwialnie, No i sprawa się skończyła interwencją policji. Więc na pewno Berta zdawała sobie sprawę z tego, że wtedy, kiedy byłaby z Edwardem, to byłaby jakaś nieustająca rywalizacja między nimi. Natomiast tutaj dostała człowieka, który ją kochał istotnie.
No to już takie deprecjonowanie, trudno to traktować poważnie. Pisano również, że Berta Morisot przesadza, ponieważ to, co kiedyś było nieprecyzyjne, teraz jest szczytem braku precyzji i Berta tak naprawdę nie maluje, tylko stawia początek dla samego początku. No i teraz wyobraźmy sobie, że mamy kogoś, kto jednak staje w naszej obronie, pisze sprostowania do gazet, uspokaja powiedzmy prywatnie tych recenzentów. To naprawdę kocha się nie tylko mimo czegoś, ale również za coś. No a poza tym myślę, że łączyła ich jeszcze jedna miłość, nie tylko do siebie nawzajem. Ale Eugène Manet był też niezwykle dobrym i takim cierpliwym ojcem dla ich ukochanej córki Julii, bo oni istotnie mieli jedno dziecko, które zresztą urodziło się kilka lat po ślubie.
I to, o czym tutaj mówimy, to był również zarzut stawiany jej malarstwu, nie przez kolegów malarzy, ale przez tych, którzy przyszli później, ponieważ mówiono, że to jest taka malarka właśnie niedzielna, prywatna, która maluje, owszem, malarstwo bliskie życiu, ale tylko jej własnemu życiu. Natomiast, no, bądźmy konsekwentni, skoro malarstwo miało być bliskie życia, no to Tak to jej życie właśnie wyglądało, tak. A trudno przypuszczać, żeby kobieta z wyższych sfer nagle brała sztalugę i stawała na ulicy obserwując, co tam się dzieje. Od tego to byli inni. Swoją drogą sztalugę kiedyś dostała od Eduarda Maneta. No i robiła oczywiście z niej użytek. Ale wiemy też, że Berta Morisot zainteresowała się na pewnym etapie rzeźbą i co ciekawe my dopiero teraz te rzeźby jej odkrywamy.
Natomiast Julia była traktowana, ponieważ ona bardzo szybko przejawiała talent malarski. jako taka dziedziczka talentu i sióstr Morisot i Manetów. Zresztą bardzo dużo wizerunków malutkiej Julii zostawił również Edward. Natomiast Julia wyzdrowiała, ale według niektórych Berta się od niej po prostu zaraziła. I tutaj też nie wiemy, na co tak naprawdę nasza artystka zmarła, bo niektóre źródła podają, że była to grypa. Inni twierdzili, że zapalenie płuc. Ale są też pewne poszlaki, żeby przypuszczać, że to podobnie jak u męża było kolejne stadium choroby wenerycznej i że ona po prostu została przez męża zarażona. Jakkolwiek by było, umierała bardzo świadomie, napisała taki piękny list do córki, błagając ją, żeby nie płakała, że kocha ją nawet wtedy, kiedy umiera.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.